Awaria wodociągu w Bostonie = puste półki + bójki o resztki

Ledwie kilka dni temu pisałem o tym, że bardzo przywykliśmy do wodociągu i trudno nam będzie żyć bez niego. Dziś dotarłem do informacji, które są świetnym dowodem na słuszność mojego rozumowania.

Cała historia miała miejsce na początku maja tego roku i doczekała się już własnego artykułu na Wikipedii. 1. maja, 15 mil od Bostonu pękła trzymetrowej średnicy rura wodociągowa dostarczająca pitną wodę do bostońskiego systemu wodociągowego. Od razu uruchomiono alternatywne (awaryjne) źródła zaopatrzenia w wodę. Gubernator stanu Massachusetts wprowadził stan wyjątkowy, wydano też zalecenie aby woda z kranu była gotowana przez minimum minutę. Woda była więc wciąż dostępna, relatywnie dobrej jakości, trzeba było ją tylko gotować. Mimo to, ludzie zaczęli szturmować sklepy i wykupywać wodę butelkowaną i jednorazowe naczynia stołowe.

Brak wody na półce w supermarkecie. 02.05.2010 r., Boston.

Oczywiście woda w sklepach skończyła się błyskawicznie, bo już tego samego dnia! Oprócz tego przestały działać kawiarnie, tzn. zaprzestano w nich sprzedaży kawy z ekspresów, sprzedawano najwyżej kawę rozpuszczalną…

Już po czterech dniach przywrócono normalne zaopatrzenie w wodę. Mimo to, w supermarketach zaczynało dochodzić do bójek przy półkach z wodą mineralną i źródlaną. Jak nie wierzycie, zobaczcie te filmy.

Tu autor filmu odwiedził market 2. maja, aby sprawdzić, czy w odróżnieniu od poprzedniego dnia, uda mu się kupić wodę w butelkach. Oczywiście półki były praktycznie puste…

Tu drugi film, w którym oglądamy kilka kawiarni i dowiadujemy się, dlaczego nie mogły one pracować mimo dostępności wody w kranach:
http://www.youtube.com/watch?v=_oMnRE0mDKM&feature=related.

O czym to świadczy? Poniżej moje wnioski.

  1. Żyjemy w stanie równowagi, którą bardzo łatwo można zakłócić.
  2. Wodociąg jest nam niezbędny do życia na poziomie, do którego przywykliśmy. Jeśli nie do picia, to choćby do mycia naczyń.
  3. Nawet niewielkie zakłócenie (woda jest, zdatna do picia po przegotowaniu!) powoduje chaos.
  4. Pełne półki w markecie z pewnością nie wystarczą na dłużej niż kilka dni dla małej społeczności. Pełne półki to iluzja, na pewno nie wystarczą na dłużej.

Co więc trzeba robić? Ano trzeba mieć w domu zapas butelkowanej wody mineralnej (nie źródlanej!) na co najmniej kilka dni, i to tylko do picia. Więcej, jeśli masz specjalne potrzeby, na przykład noworodka. Są dorośli, którzy dzieci kąpią w wodzie z butelki albo przyniesionej z głębinowego ujęcia, ja szczęśliwie do takich szaleńców nie należę. W razie kryzysu pewnie bym się nad tym jednak zastanowił.

A co, gdy zabraknie wody do mycia i spłukiwania toalet? Masz już awaryjny sposób na zaopatrzenie w wodę?

Survivalista (admin)

Artur Kwiatkowski. Magister inżynier, posiadacz licencjatu z zarządzania. Samouk w wielu dziedzinach, ale nie czuje się ekspertem w żadnej. Interesuje się zdrowym życiem i podróżami. I przygotowaniami na trudne czasy, rzecz jasna!

Mogą Cię zainteresować także...

5 komentarzy

  1. Sokomaniak napisał(a):

    A dlaczego magazynowana woda ma byc mineralna a nie zrodlana?

    • admin napisał(a):

      Dlatego, że według mojej wiedzy, woda źródlana nie jest zbyt zdrowa ze względu na tendencję do wypłukiwania minerałów z organizmu, zamiast ich uzupełniania.

  2. Józef ze Wsi napisał(a):

    To samo było w czasie fali powodziowej we Wrocławiu w tym roku:
    nie wiem, czy specjalnie, czy przypadkowo (śledziłem każdą informację), w lokalnej gazecie pojawił się news (na kilkanaście minut), że może dojść do przerw w dostawie (tuż przed 10), potem były komunikaty uspokajające, a news zniknął.
    Fala jaka poszła w eter była nie do zatrzymania.
    Otrzymałem mnóstwo informacji nawet z centrum zarządzania kryzysowego (żona kolegi) i sami nie byli pewni co będzie, więc tak na wszelki wypadek ‚kup trochę wody’.
    Osobiście znalazłem się w markecie o 11.30 i to był moment w którym zdążyłem złapać ostatnie zgrzewki.

    Sceny rzeczywiście dantejskie.
    Świeżo przywieziona paleta wody z magazynu na moich oczach rozeszła się w (sic!) kilkanaście sekund. Po ludziach widać było, że jeszcze się powstrzymują przed rękoczynami, ale struna była napięta do granic możliwości.

    Piszę to wszystko dlatego, że obserwowałem to z perspektywy załamania się życia jakie znamy oraz tego jak ludzie reagują w stanie zagrożenia.
    I wolę się nie zastanawiać, jakie będą konsekwencje prawdziwej katastrofy…

    Fajny blog, czytam z wielkim zainteresowaniem, a niedługo rozpoczynam przygotowania.

    • Survivalista (admin) napisał(a):

      @Józef: dzięki za podrzucenie przykładu z życia! Cieszę się, że blog Ci się do czegoś przydaje. 🙂

  3. Beatka napisał(a):

    Do czego to dochodzi żeby bić się o wodę.te parę dni bez wody wytrzymali by

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Informuj mnie o odpowiedziach poprzez e-mail. Możesz również subskrybować wpis bez zostawiania komentarza.

banner