Koniec świata, jaki znamy

Wielu szaleńców zachęca ludzi do przygotowywania się na koniec świata. Ja też się przygotowuję, ale na koniec świata, jaki znamy. Na czym polega ta subtelna różnica?

Jeśli chodzi o przysłowiowy koniec świata, który spowoduje wymarcie ludzkości (czy będzie to biblijna powódź czy uderzenie meteorytu czy może globalna wojna termojądrowa), to nie ma się na co przygotowywać. Wszyscy zginiemy. Kropka.

Warto natomiast przygotowywać się na ten koniec świata, jaki znamy. Co ja przez to rozumiem?

Generalnie chodzi o to, że po jakimś katakliźmie (choćby po wojnie jądrowej na mniejszą skalę) cywilizacja, gospodarka i infrastruktura będą w opłakanym stanie. Sprawi to, że korzystanie z codziennych wygód, do których się przyzwyczailiśmy, będzie niemożliwe. Mam na myśli:

  • brak prądu, czyli zero komputera, internetu, telewizji,
  • co za tym idzie, brak wiedzy w komputerze i wiadomości,
  • brak bieżącej wody w kranie,
  • a zatem także brak działającej kanalizacji,
  • potężne braki zaopatrzenia w żywność
  • a także w paliwa samochodowe,
  • oraz paliwa do ogrzewania domów i przygotowywania posiłków,
  • brak pracy i opieki medycznej
  • i tak dalej.

Przyczyn takiego kataklizmu może być wiele, wspominałem o nich choćby tutaj. Co by się jednak nie stało, skutek będzie jeden: życie w sposób, jaki znamy, będzie niemożliwe.

Trzeba będzie własnoręcznie nosić wodę ze studni albo rzeki, dbając o jej czystość (filtracja, odkażanie). Trzeba będzie własnoręcznie zagospodarowywać odpady i ścieki. Żywność podrożeje, zwłaszcza ta bardziej luksusowa, jak choćby mięso i nabiał! W domu będziemy mieli zimno i ciemno a jedzenie będziemy jadać głównie na surowo i na zimno.

Oczywiście dotyczy to ludzi, którzy się nie przygotują…

A ja chcę siebie i Was przygotować właśnie na to — na ten koniec świata jaki znamy. 😉

Survivalista (admin)

Artur Kwiatkowski. Magister inżynier, posiadacz licencjatu z zarządzania. Samouk w wielu dziedzinach, ale nie czuje się ekspertem w żadnej. Interesuje się zdrowym życiem i podróżami. I przygotowaniami na trudne czasy, rzecz jasna!

Mogą Cię zainteresować także...

31 komentarzy

  1. Jakiś czas temu zastanawiałem się nad założeniem podobnego bloga. Jak widać nie ma takiej potrzeby 🙂 Wolę poczytać Twojego i od czasu do czasu coś od siebie dodać… jak będę miał coś sensownego do powiedzenia.

    • Survivalista (admin) napisał(a):

      Z wielką przyjemnością opublikuję tu gościnne wpisy, bo jak widzę po komentarzach, mam spooore braki wiedzy i z całą pewnością odbyłoby się to z korzyścią dla czytelników. 🙂

    • Grze napisał(a):

      True, true…
      Podobne przemyślenia.

  2. Redford napisał(a):

    Od jakiegoś czasu mam niestety podobne przemyślenia jak w podanym powyżej temacie”Koniec świata jaki znamy”
    Bardziej świadomie, lub mniej zacząłem się do tego przygotowywać, może gdzieś podświadomie mój organizm wyczuwa zagrożenie?
    Postawiłem nie duży domek na wsi, jest studnia z kołowrotkiem, do noszenia wody, jest piec chlebowy, oraz kuchnia z fajerkami,na wiosnę kończę ziemiankę.
    Stworzyłem przyjemny wiejski klimat, mało spotykany już teraz, a zarazem bardzo praktyczny w razie potrzeby…
    tak w małym skrócie 😉
    polecam każdemu kto ma ku temu minimalne warunki, czyli dom….

  3. Anno napisał(a):

    Czy ktos mial juz kontak z ksiazka: Matthew Stein – WHEN TECHNOLOGY FAILS

  4. kasia napisał(a):

    panowie może troszkę konkretów? czytam i czytam i tak praktycznie piszecie same górnolotne wizje i teorie… jak będę w pracy to ziemianka i piwnica , schron nie pomoże , jak uda się mi dotrzeć do domu to jeszcze są dzieci które muszę zabezpieczyć… jak już w piwnicy uda się wszystkich zgromadzić i mam tam siedzieć.. to powinno być tam: i tu panowie pole do popisu:
    woda – zapas zrobić nalezy wczesniej ale czy może być w pastikowych butelkach? czy trzeba by bvyło miec jeszcze dodatkowo filtr węglowy do niej czy ewentualnie tylko do wody zdobytej na zewnątrz?
    fekalia – wapno w zapasie?
    żywnośc – zapas jakiś konserw – w metalowych puszkach? w szklanych słoikach? sucha „pasza”?
    aptecka – zestaw podstawowy plus co np. na oparzenia?
    do utrzymania ciepła : folie termiczne? są na bazie aluminium – mogą być czy niewskazane…
    co z osobami które mogą być skażone – rodziną która będzie chciała wejść do schowka – kto komu i czym zagraża?
    fajnie piszecie ale tych informacji nie mogę znaleźć – może niedokładnie szukam za co z góry przepraszam

  5. Kaleb napisał(a):

    Ha! Świetny blog 🙂 Ja też niestety spodziewam się niezłego zamieszania na ziemi za jakiś czas. Bardziej tego biblijnego, ale co za różnica, przeżyć i tak będzie trzeba. Zastanawiam się tylko od czego zacząć…

  6. Ziółek napisał(a):

    Hejki,
    W zasadzie wszyscy przygotowują się na najgorsze gromadząc zapasy i środki techniczne pozwalające przetrwać trudny okres trwający od kilku dni do kilku miesięcy. O ile można to zaliczyć do survivalu w wersji „light” (np. przetrwanie w czasie zamieci śnieżnych przy odciętym zasilaniu elektrycznym, czyli to co w prosty sposób potrafi zafundować natura) to całkiem inaczej będzie wyglądało przetrwanie w wersji hard (np. totalny kryzys, wojna czy kataklizm na miarę japońskiego kiedy to skończą się nam naboje a kawaleria nie przyjedzie na ratunek). Wtedy oprócz pałaszowania zapasów trzeba będzie się zamartwić o podjęciu produkcji podstawowych artykułów pierwszej potrzeby oraz o inne aspekty życia (edukacja, pomoc medyczna, itp). Ktoś może ma jakieś przemyślania w tym temacie i chciałby się powymieniać?

    • Survivalista (admin) napisał(a):

      @Ziółek: aspekty późniejszej odbudowy cywilizacji mniej mnie interesują, ale postaram się napisać jakiś choćby krótki wpis, może dyskusja się pojawi?

  7. Redford napisał(a):

    Witam też się zastanawiam głęboko odnośnie ewakuacji rodziny z miasta na wieś.Zdaję sobie sprawę,że w chwili nagłego i ogromnego zagrożenia, nie łączność tel.(sieć przeciążona)mamy przykład co się dzieje w sylwestra ja chcemy do kogoś zadzwonić.Pierwszą, rzeczą jak mi przychodzi do głowy,jest ratowanie mojego dziecka z przedszkola.Można się umówić z żoną,że w czasie zagrożenia kto pierwszy dotrze do przedszkola odbiera dziecko.Dając znak np.w17-kredą itp w jakimś miejscu,że dziecko jest odebrane i podążać do miejsca przeznaczonego na przetrzymanie zagrożenia.Co do reszty rodziny,kwestia przygotowania się…Moja rodzina liczy 3 osoby.Ja szykuję miejsce(schron-ziemianka)i zapasy na 6-7 osób.
    W razie czego sąsiedzi z małymi dziećmi, lub rodzina.
    Jak pisałem wczesniej,dom zrobiony jest na stary styl,tzn.piec chlebowy z fajerkami,zasilanie z sieci+elektrownia wiatrowa 6kw.centralne z pieca grawitacyjne+ pompa(spokojnie radzi sobie z grawitacyjnym)Przygotowywany jestem na produkcję żywności,mały traktorek z silnikiem od malucha,zapas paliwa,+ 5 kos ręcznych,do koszenia,zapas ziarna do wysiania oraz ziemniaków itp.
    Mam też małą mechaniczną młockarnie i małe urządzenia do mielenia ziarna,mają ze 100lat ale są sprawne, do podłączenia pod kierat,lub silnik.W okolicy konie w oborach.
    Do polowań, łuk, dwie dubeltówki czarnoprochowe, do obrony rewolwer czarnoprochowy(mam nadzieję,że nigdy nie będzie mi potrzebny),duży zapas kapiszonów, itp.
    Biorę pod uwagę ogrom ludzi szukających pomocy,oraz zagubionych sąsiadów…trzeba tym wszystkim ludziom pomóc, chociaż w minimalny sposób.nakarmić,ogrzać itp. nauczyć jak mają sobie radzić.
    radiostacja jest w planach.
    Polecam książki i wykłady dr.Łuczaja (dzikie rośliny jadalne w polsce,poradnik o jadalnych robakach)sam się wybieram na zajęcia praktyczne.
    Nie bawcie się w surwiwal teoretyczny, wypróbujcie sprzęt,przygotujcie jedzenie własnoręcznie zebrane z lasu, łąki, np. żabie łódka
    I najważniejsze, bez pomocy Boga nic nie zrobimy….wiara jest najważniejsza.
    Dodam, że jestem mieszczuchem.
    Chętnie dowiem się o waszych przemyśleniach i podzielę się swoimi.
    adam.rey@wp.pl
    Pozdrowienia i podziękowania za tą stronę dla admina 😉

  8. MM napisał(a):

    Trafiłam na tego bloga przypadkiem, szukałam info o Łuczaku no i to, o czym piszecie to dla mnie jakieś nierealne scenariusze…

    Naprawdę WIERZYCIE że te „końce świata” (który znamy) nadejdą?

    Naprawdę gromadzicie warzywa okopowe w ziemiankach?

    • Survivalista (admin) napisał(a):

      Ciekawe pytanie…

      Ja wierzę, że czasy prosperity nie będą trwać wiecznie i niedługo będzie gorzej. Przy czym nie spodziewam się, by to „niedługo” miało wystąpić wcześniej, niż za 5-10 lat.

      Mimo to już powoli się do tego przygotowuję. Robię zapasy wody i żywności (na razie puszkowanej i suchej, nie warzyw, bo jeszcze nie dorobiłem się ziemianki), uzdrawiam moje finanse, wyrabiam w sobie dobre nawyki, staram się zdobywać umiejętności…

      Nie rozumiem, dlaczego Twoim zdaniem nierealne jest, że może się nam przydarzyć wojna, czy choćby kryzys gospodarczy. To, że coś takiego nie przydarzyło się w czasie mojego życia, czy nawet moich rodziców, nie oznacza, że jest nieprawdopodobne. Zapytaj swojej babci, czy jej zdaniem w ciągu najbliższych lat może zdarzyć się wojna.

    • night_rat napisał(a):

      hmmm a byłaś kiedyś na wiosce? gdzie trzeba mysleć z wyprzedzeniem o całej produkcji, liczyć sie z niepowodzeniem, mieć zapasy nie tylko zywności? nie wszystko załatwia kaloryfery, TV i supermarket 🙂 o jakości zycia i produktywności nie wspominając. lepiej szufladkowac dokumenty, dokręcac po jednej srubce do emerytury czy moze robic cos bardziej pozytecznego i relaksujacego, gdzie zawsze zostaje cos dla siebie?

  9. Bartek napisał(a):

    Pewnie, że ten świat się kończy a zaczęło się to już gdy ludzie poznali co to zysk, kasa, ropa, złoto, diamenty, władza, religia- wszystko to wiąże się w mniejszym lub większym stopniu z wojną, których jest coraz więcej i zdarzają się coraz częściej. Nawet rebelie na wschodzie czy zamieszki w zachodniej europie i kataklizmy w stanach. Nie zapominajmy że znajdując się w takiej sytuacji- wojna czy kataklizm musimy się liczyć z tym że najgorsze może dopiero nadejść i to ze strony innych obywateli- głodnych, chorych, zdesperowanych- oraz dzikie lub zdziczałe zwierzęta pałętające się po okolicy. Sam zaopatrzyłbym się również w kilka puszek gazu pieprzowego oraz największego rozmiaru hartowaną pałkę teleskopową by ją zawsze mieć przy pasie na wszelki wypadek. Sam w pracy używam tonfy ale jest zbyt toporna więc zająłem się właśnie przerabianiem takowego batona na stalową teleskopową tonfę, zamiast maczety natomiast polecam jeden z najmniejszych toporków fiskarsa taki z młotkiem- piekna sprawa. Zaopatrzyłbym się również w kilka palet zniczy oraz ciekawych książek i poradników o przetrwaniu itp. tego typu miejski survival po końcu świata niesamowicie się różni od znanego nam z lasu. Koce łóżka polowe, moduły baterii słonecznych [piekna sprawa, na allegro sprzedają chyba po 150 zeta za sztukę a spokojnie styknie do zasilenia baterii w aucie] i trytki 🙂

    Również przez przypadek znalazłem tę stronkę i czuję się mile zaskoczony tym co tu widzę- czytając to zacząłem się nawet zastanawiać czy nie zrobić sobie wyprawy na surwiwal do miasta na jedną noc:)

    Pamiętajcie, że największym zagrożeniem jest człowiek- tym bardziej w sytuacji gdy jest niepewny swego losu oraz zakłada że system i narzędzia władzy upadły [wielu z nas tylko prawo ogranicza]

  10. Redford napisał(a):

    Myśli ktoś o stworzeniu grupy….grup, wsparcia, na wypadek zagrożeń, wymienianych na stronie domowego surwiwalu?
    Interesuje się tematem i działam w tym temacie od dłuższego czasu, zdaję sobie sprawę, że w sytuacjach kryzysowych,tylko grupa przygotowanych ludzi, jest w stanie poradzić sobie z problemami jakie mogą wyniknąć.

    Chętnych z Łodzi i okolic zapraszam do rozmowy.
    adam.rey@wp.pl

  11. night_rat napisał(a):

    Redford, bardzo konstruktywne to. póki co mozna tez udzielać sie w wielu państwowych i poza- organizacjach, każdy może zajmować sie sportami obronnymi, ogrodnictwem, mieć chocby kurs pierwszej pomocy czy byc wolontariuszem- doswiadczenia cenne a zajęcia użyteczne.
    może doczekamy sie wpisu nt wlasnie takiej edukacji?

    • Piotr napisał(a):

      Apropos organizacji, w USA np. Czerwony Krzyż prowadzi od lat kampanię edukacyjną „Be Prepared” http://www.redcross.org/prepare uczącą jak przygotować się i postępować w sytuacjach najróżniejszych zagrożeń. Szkoda że w Polsce jest to pomijany temat.

  12. piotr napisał(a):

    mam pytanie . co z wiedzą ? każdy ileś wie. pytanie skąd wziąść resztę w razie czego. fajna strona 🙂

  13. night_rat napisał(a):

    na początek lapek zapchany danymi plus doświadczenie innych, a potem przyuczanie pomocników przez specjalistów? w najgorszym razie taka „kantyczka dla leibowitza” ale to nie wiedza (kopie internetu?) cokolwiek odbudują, tylko ludzie i ich potrzeby.

  14. WildChild napisał(a):

    To zabawne, że ludzie tacy jak „MM”, którzy nie wierzą, że coś takiego może (choć wcale nie musi) się wydarzyć będą pierwszymi, którzy obudzą się z „ręką w nocniku” bo nagle się okaże, że:
    – nie wiem co się dzieje bo radio/tv/internet nie działa
    – nie mam co jeść bo w marketach i sklepach puste półki
    – nie mam co pić bo infrastruktura wodna nie działa

    I wtedy zacznie się klnięcie, wracanie wstecz myślami i milion pytań do samego siebie. Tylko, że wtedy na takie rzeczy będzie już za późno.
    Powiem szczerze, nie wiem (chyba nikt nie wie) czy którykolwiek z tych tragicznych scenariuszy się sprawdzi, ale wiem, że są prawdopodobne. Wystarczy poczytać wiadomości w internecie albo nawet posłuchać trochę audycji radiowych by wiedzieć, że nasz świat, taki jaki znamy obecnie stoi na skraju zapaści. Na całym globie szaleją żywioły (od powodzi i pożarów przez tsięsienia ziemi), światowa (szczególnie „zachodnia”) ekonomia już od dawna jest na kolanach, a praktycznie w każdym regionie świata możemy znaleźć ewentualne „punkty zapalne”, które mogą szybko przerodzić się w konflikt zbrojny, nawet na skalę światową biorąc pod uwagę wszystkie „pakty obronne” zawarte między poszczególnymi państwami. Chyba nigdy w historii ludzie nie byli narażeni na tak wiele niebezpieczeństw zarówno „naturalnych” jak i „stworzonych przez człowieka” jak teraz.
    Nie da się przygotować na wszystko co może się wydarzyć, ale w dzisiejszych czasach naprawdę dobrym i rozsądnym pomysłem jest zrobić „cokolwiek”, to co możemy, co jesteśmy w stanie zrobić by się przygotować na „ogólny” kataklizm.
    Jak słyszę ludzi, którzy mówią, że takie rzeczy są „niemożliwe” to chciałbym tylko przypomnieć, że pierwszej ani drugiej „Wojny Światowej” też się nikt nie spodziewał, a jednak się wydarzyły. Tak samo tsunami, pożary, trzięsienia ziemi itd. itp.
    Wyjścia masz dwa – przygotuj się albo czekaj aż będzie za późno. A jeśli żaden scenariusz nigdy się nie sprawdzi? TO SUPER! Niemniej nie mam zamiaru zostawić takich rzeczy w sferze pobożnych życzeń ani swojego życia na pastwę losu.

  15. Mały napisał(a):

    Ja z kolei przygotowuję się na coś co mnie spotkało dwa lata temu. Na rok straciłem pracę. Momentami było bardzo ciężko. Ale daliśmy z rodziną radę. Teraz nie chcę być aż tak zaskoczony. Szczególnie psychicznie. To też był koniec świata jaki znam. Lepiej być przygotowanym na coś takiego.
    Pozdrawiam wszystkich.

  16. vita napisał(a):

    Witam.Uważam że w sprawie żywności to dobre jest zakopywanie ale także Racje żywnoścowe. W sklepach wojskowych lub na allegro są w cenie 40 zł.W takim wodoszczelnym pudełku mamy wszystko np.główne danie zazwyczaj kurczak w ryżu w postaci papki i urządzenie do podgrzewania posiłku.Nie może też zabraknąć cukrów w paczce 2 batony guma do żucia.Do kompletu mamy sztućce i zapałki 4 plastry i bandarz.

  17. Mac napisał(a):

    Moim zdaniem powinno się organizować tam, gdzie się jest przyzwyczajonym. Jeśli ktoś np. wychował się w mieście, nigdy nie mieszkał na wsi, jest typowym „mieszczuchem”, to w mieście lepiej sobie poradzi (zwłaszcza swoim rodzinnym, które dobrze zna topograficznie) i ewakuacja na wieś nie ma większego sensu. Analogicznie w odwrotnej sytuacji- „wieśniak” zna swoje okoliczne lasy i pola najlepiej, więc tam się ukryje i wyżywi.

    • kris napisał(a):

      Brzmi to logicznie, ale nie uwzględnia pewnych obiektywnych czynników, niezależnych od nas i naszych „przyzwyczajeń”. Mianowicie w mieście, w sytuacji braku władzy (policji konkretnie) natychmiast przejmują rządy uzbrojone grupy przestępcze, działające na co dzień w ukryciu. To one przejmują kontrolę nad wszystkimi zasobami (żywność etc). Obronić się przed nimi, czy „wyrwać” coś dla siebie normalny człowiek nie ma szans. W mieście nic dziko nie rośnie, więc jest się skazanym na żywność „sklepową”, a ta jest w rękach bandziorów. Na wsi tego problemu nie ma. W mieście, przy braku służb porządkowych jest wręcz ekstremalnie niebezpiecznie i trzeba szybko znikać, najlepiej do rodziny na wieś.

  18. GNOM napisał(a):

    Przeczytajcie ten artykuł …. i bierzcie się za przygotowania:

    http://wyborcza.pl/1,75477,17496210,Putin_tej_wojny_nie_wygra.html#BoxGWImg

  1. 09.11.2010

    […] Przedstawię 9 przydatnych wskazówek jakimi moim zdaniem powinien kierować się każdy chcący przygotować swój ogród na sytuację ekstremalną jaką niewątpliwie jest koniec świata jaki znamy. […]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Informuj mnie o odpowiedziach poprzez e-mail. Możesz również subskrybować wpis bez zostawiania komentarza.

banner