Jak przetrwać zimę w nieogrzewanym domu?
Znów wychodzę naprzeciw oczekiwaniom moich czytelników i odpowiadam na pytanie, które jeden z gości zadał w wyszukiwarce Google.
Jeśli nie przygotujemy się właściwie na sytuację w razie czego, może się okazać, że przyjdzie nam przeżyć jedną lub kilka zim bez ogrzewania. Czy jest to możliwe?
Oczywiście, choć z pewnością nie jest ani łatwe ani komfortowe…
Nieogrzewany dom szybko zamieni się w ruderę. Na ścianach będzie się skraplać para wodna, która w końcu wsiąknie w ścianę. Lód może ją łatwo uszkodzić lub nawet zniszczyć (choć to pewnie w perspektywie dłuższej, niż rok). Przechłodzenie wnętrza budynku poniżej 0°C spowoduje zniszczenie instalacji wodociągowej, a prawdopodobnie również instalacji kanalizacyjnej. O ile będzie ona w razie jakiegokolwiek kataklizmu w ogóle działać, może zostać zniszczona przez mróz. Zamarzająca woda po prostu rozsadzi rury.
Jeśli chcesz mieć bieżącą wodę, z całą pewnością musisz utrzymywać temperaturę wnętrza domu (przynajmniej pomieszczeń z rurkami wodnymi.
Najwięcej ciepła potrzebujemy w łazience, podczas kąpieli. Nie jest przyjemnie kąpać się nawet w ciepłej wodzie w zimnej łazience. Nieprzyjemne jest zwłaszcza zakończenie kąpieli.
Szczęśliwie łazienka często wyposażona jest w kanał kominowy, który od biedy (w sytuacji awaryjnej!) można próbować wykorzystać do odprowadzania spalin. Dlatego można tam zainstalować jakiś mały piecyk.
Warto przy tym pamiętać, że w razie końca świata jaki znamy niektórzy będą chcieli się ukryć przed resztą świata. Dym z komina, a zwłaszcza jego zapach, może nieść się na wiele kilometrów. Może więc zdradzić miejsce Twojego przebywania.
Koniecznie trzeba zgromadzić w domu odpowiednią ilość kocy, śpiworów, swetrów i czapek. Przyda się coś do przygotowywania ciepłej żywności i coś do jej przechowywania, np. termosy – można kupić większe termosy do przechowywania dań obiadowych. Zwłaszcza one będą przydatne w takiej sytuacji.
O zapasy żywności nie ma się co martwić, bo przecież w zimnie się nie zepsują.
Aha, i mimo że będzie zimno, nie warto zasłaniać całkowicie otworów wentylacyjnych w budynku. Nie wolno doprowadzić do sytuacji, w której zużyte powietrze nie będzie usuwane z domu. Już nawet nie chodzi o dwutlenek węgla, tylko o wilgoć, która po krótkim czasie stanie się nieznośna. Będzie zimno, ale wilgotno…
Related posts:




Mieszkając w mieście w kamienicy lub nawet w bloku można zabezpieczyć się organizując sobie ogrzewanie drewnem. Kupujemy za 100-200 zł piecyk “kozę”, kilka pasujących rurek kominowych oraz trochę gipsu, cementu, jakiejś zaprawy. To wszystko trzymamy w piwnicy.
W razie ciężkich czasów gdy nie ma nawet prądu wnosimy to do domu i dośc szybko podłączamy do przewodu kominowego (trzeba mieć jakiś już wcześniej upatrzony). Potem możemy ogrzewać dom śmieciami, papierem, starymi meblami zebranymi z okolicy… w zasadzie czymkolwiek.
Jeśli upadek cywilizacyjny doszedł już do momentu długotrwałego braku prądu – mała szansa, że odwiedzi nas inspektor budowlany, kominiarz czy inny urzędnik. Będą zajęci szukaniem przetrwania dla siebie.