Ogród jako źródło żywności

Czyż nie lepiej zamiast magazynować zapas długo niepsującej się żywności jest zorganizować sobie stałe źródło tej świeżej żywności w formie ogrodu?

Moim zdaniem – tak!

Przechowywanie żywności wymaga sporo miejsca, wymaga nieco pracy (pilnowanie stanu magazynowego, obsługa według zasad FIFO, czyli First In First Out, wymiana żywności po terminie przydatności) no i trochę kosztuje. Żywność dająca się długo przechowywać nigdy nie jest identyczna ze świeżą żywnością, którą możemy kupić w sklepach.

Dlatego jeśli tylko masz możliwość, poświęć trochę czasu i pracy na przygotowanie własnego ogrodu. Jeśli dobrze go rozplanujesz, będzie Ci dostarczać żywności również wtedy, gdy nie będziesz poświęcać mu czasu i uwagi.

Jak to możliwe? Tu w sukurs przychodzi nam tzw. permakultura, czyli metoda na takie prowadzenie gospodarki rolnej, by naśladować naturalne procesy występujące w przyrodzie oraz by z tych procesów korzystać zamiast je zwalczać. O permakulturze poczytacie na świetnym blogu Wojciecha Majdy Permakulturnik. Choć samo pojęcie znam już od jakiegoś czasu, na blog Wojciecha trafiłem dzięki jego komentarzowi tu na blogu. 😉

Słonecznik bulwiasty, topinambur - młode rośliny w ogrodzie.

Gdybym miał wymieniać rośliny, które moim zdaniem warto uprawiać, z pewnością poleciłbym słonecznik bulwiasty, topinambur. Jest to bardzo ekspansywna roślina o jadalnych niczym ziemniaki bulwach, bogatych w cukry, można pędzić z nich spirytus (na paliwo do samochodu) a łodygi można palić po wysuszeniu.

Jeśli mieszkasz na wsi, rozważ uzupełnienie swojego ogrodu również o jakieś zwierzęta. Kury, kaczki, króliki… Zwłaszcza kaczki i kury dają jaja i mięso, poza tym wspomagają w oczyszczaniu ogrodu ze szkodników i chwastów.

Oczywiście ogród wymaga znacznie więcej pracy, niż wyjazd raz na dwa tygodnie do marketu. Z drugiej stron strony daje Ci pewność pochodzenia Twojej żywności ze zdrowej, ekologicznej uprawy.

W USA można już kupić zestawy nasion pozwalające na utworzenie sporego ogrodu i wyżywienie całej rodziny. W Polsce jeszcze w ten sposób nikt nasion nie sprzedaje, choć przyznać trzeba, że i tak uprawa warzyw i owoców w domowych ogródkach jest u nas bardzo popularna.

Jeśli mieszkasz w bloku, możesz spróbować założyć małą plantację ziół w doniczce. Zioła, zwłaszcza świeże, będą doskonałym dodatkiem do żywności puszkowanej lub liofilizowanej, która stanowić będzie trzon Twojego zapasu żywności. Oprócz tego nieduże drzewko owocowe (np. cytryna) może być świetnym źródłem witamin na trudne czasy. Prawdziwi zawodowcy organizują sobie na balkonie spory ogródek, np. hodując w nim ziemniaki w beczce…

W długim okresie, po potężnym katakliźmie, tylko produkcja żywności we własnym zakresie da Ci pewność spożywania pokarmów bezpiecznych i zdrowych.

Survivalista (admin)

Artur Kwiatkowski. Magister inżynier, posiadacz licencjatu z zarządzania. Samouk w wielu dziedzinach, ale nie czuje się ekspertem w żadnej. Interesuje się zdrowym życiem i podróżami. I przygotowaniami na trudne czasy, rzecz jasna!

Mogą Cię zainteresować także...

11 komentarzy

  1. tork napisał(a):

    Tak sie zastanawiam dlaczego kazdy surwiwalista chce pracowac na roli, chodowac kozy itd. zamiast sie zabrac za zycie prawdziwego grabierzcy?!! Kupic flinte, maczete i napadac na tych co maja zarcie i inne potrzebne rzeczy! Przeciez rozklad panstwa (policj i wok=jska) jest w takim scenariusz oczywisty. Zreszta… jak ty chcesz tej swojej plantacji pilnowac i bronic???

    • Survivalista (admin) napisał(a):

      Pytanie choć brutalne, jest jak najbardziej słuszne. Już tłumaczę…

      Przygotowując się na najgorszy możliwy scenariusz nie chcę być od nikogo zależnym. A pozyskiwanie żywności czy innych materiałów niezbędnych do przeżycia kosztem innych ludzi mnie od nich uzależnia. Pomijam już fakt, że nie bardzo mieści mi się to w światopoglądzie, bo to jest teraz a co będzie po „godzinie W” to się okaże…

      Oczywiście nie chcę być zmuszonym do obrony tego, co zgromadzę dla przeżycia, ale jeśli nie będzie innej możliwości, tak będę musiał postąpić. Aby zminimalizować szanse dojścia do takiej sytuacji jest kilka możliwości. Można przede wszystkim przenieść się w bezpieczniejsze miejsce (na obszary mniej zaludnione), gdzie ryzyko ataku będzie niższe. Można spróbować ukryć swój ogród na swojej działce w jakiś sposób (np. obsadzając go szczelnie żywopłotem). Można uciec się do tzw. guerilla gardeningu, czyli ogrodnictwa partyzanckiego – np. sadzenia jadalnych roślin w wielu miejscach na ziemi należącej do kogoś innego (np. do lasów państwowych lub w parkach).

    • Adam napisał(a):

      Tork – mylisz sie i to bardzo… tez sobie gromadzimy taki „sprzet rolniczy” jakby co. Rowniez dlatego, zeby swojej plantacji bronic. Po prostu nalezy wykorzystac WSZYSTKIE dostepne sposoby. A madry czlowiek najpierw zapobiega, potem leczy. Mozesz byc pewien, ze gdy mojego zabraknie przyjde do Ciebie z flinta, maczeta itp. Chyba zrozumiesz wtedy ze ja tylko chce byc „prawdziwym mezczyzna”?

  2. Wojciech Majda napisał(a):

    W kwestii topinambura… Większość węglowodanów w topinamburze jest w formie inuliny. Człowiek jako, że nie posiada inulinaz (enzymów ją rozkładających) jej nie trawi zbyt dobrze, czyli nie dostarcza nam zbyt dużo kalorii. Nie oznacza to, że bakterie w naszym przewodzie pokarmowym ich nie posiadają. 🙂 Topinambur powoduje często wzdęcia (w dużych ilościach jedzony). Indianie właśnie z tego powodu topinambur najpierw fermentowali – w takiej formie jest bardziej odżywczy.

    @Tork
    Bo to fajna sprawa jest. Zresztą osobiście nie chcę „uprawiać roli” wolę swoje węglowodany (których jem niewiele) uprawiać na drzewach np. kasztany chińskie. Ja z racji tego, że jem bardzo dużo tłuszczu bardzo zwracam uwagę na jego jakość. Po prostu nie dostaniesz produktów takiej jakości. Jeśli jednak nawet dostaniesz to kosztują krocie. Potrzeba zarabiania większej ilości pieniędzy to znowóz bardzej zależny jesteś od jakiegoś szefa czy klientów.

    Inna opcja to uprawa takich roślin o których ludzie nie wiedzą, że można je jeść. Jakiś koleś wchodzi na twoje „pole” i widzi tylko „jakieś krzory” nie ma ziemniaków/jabłek/pszenicy więc nie ma jedzenia. Topinambur dość dobrze się by tutaj sprawdzał.

    Spluwę oczywiście warto mieć czy chociażby jakiegoś airsoftgun’a porządnego. Na wypadek takich drapieżców.

  3. Wojciech Majda napisał(a):

    P.S. Blog permakulturnik rzeczywiście dobry 😉

  4. Sokomaniak napisał(a):

    A nie warto też posadzić jakiś drzewek? Nie trzeba się martwić o chwasty i znacznie prościej o plony. No chyba że w po godzinie W nie będzie słońca i deszczu wtedy żadna permakultura nas nie uratuje, trzeba będzie zdjąć flintę i zapolować na sąsiada 🙂

    A tak na serio mi też się mazy ogródek + sad (i domek). Może nie dla survivalu ale raczej do jedzenia świeżych i zdrowych warzyw i owoców. A jak „shit hits the fan” to też się przyda.

    • Survivalista (admin) napisał(a):

      Jasne, że warto posadzić drzewka! Ja bym zwłaszcza jabłonie sadził, bo chyba najłatwiej w naszym klimacie przechować właśnie jabłka, surowe albo suszone, albo w formie przetworów.

      Poza tym warto też dbać o to, żeby w ogrodzie było dużo ptaków i innych dzikich zwierząt. Jakby co, zawsze będzie co jeść. 😉

  5. Krzychoo napisał(a):

    Włożę łyżkę dziegciu, tak dla smaku. Topinambur jest przysmakiem dzików, sadzenie go na nieużytkach spowoduje ogromną konkurencję z ich strony. Dodatkowo wszystkie rodzaje bulw jakie znajdują się w ziemi, są atakowane przez myszy i nornice. Na terenach leśnych czy ogólnie dzikich będzie to rzeź. Natomiast topinambur jest podobno niezwykle wydajnym surowcem do pędzenia bimbru, bijącym na głowę owoce. Niestety nie znam przepisu na zacier.
    Mam działkę 25 arów obok lasu. Ktoś kiedyś posadził w głębi lasu kilka jabłonek: owoców na nich prawie nie ma, są mikroskopijne i kwaśne. Obrosły dookoła wyższymi drzewami a z braku słońca owoce nie dojrzewają. Liście są objadane przez sarny i mszyce, owoce przez ptaki i robaki. Byle susza i z braku wody owoce szybko opadają. Sporadycznie trafiają się 2-3 jabłka, które da się zerwać.
    Świadomy tego, że żyjemy w niepewnych czasach, posadziłem na działce 40 drzew owocowych w 2008 roku. Do dzisiaj nie mam z nich owoców. Raz przelazły przez płot sarny i objadły drzewka, drugi raz choroby grzybowe zniszczyły kwiaty, w tym roku zrobiłem oprysk to ściął kwiaty mróz. Dwa dni mrozów i cały rok uprawy owoców na nic. Nie ma i będzie może za rok. Jak pojawią się owoce to trzeba je chronić siatkami, bo ptaki wyjadają wszystko. Nigdy wcześniej nie myślałem, że mała sikorka potrafi zrobić takie szkody w jabłkach.
    Oprócz założenia ogródka trzeba też przemyśleć co dalej: jak zebraną żywność przechowamy, przetworzymy i przetrzymamy przez zimę. Potrzebna jest nieogrzewana piwnica, ziemianka i dużo słoików. W ogrzewanym mieszkaniu w bloku nawet ziemniaki po 2-3 tygodniach będą niejadalne-skiełkują i zaczną gnić.
    Wiele osób pisze tu tak, jakby wystarczyło wetknąć w ziemię nasionko i już rośnie. Nic bardziej błędnego. Nawet niewielki warzywniak to ciężka praca przy pieleniu, podlewaniu i zwalczaniu szkodników.
    Dla jasności: jestem jak najbardziej ZA partyzanckim ogrodnictwem, ale sygnalizuję tylko, że ma to sens taki jak wysłanie kuponu totolotka. Może wygramy my, może ktoś inny.

  1. 05.10.2010

    […] musi np. produkować własną żywność, łatwiejsze będzie tam, niż w mieście. Łatwiej bowiem na działce wyhodować sobie kartofle, niż zrobić to na balkonie… Cel ewakuacji powinien mieć jakieś schronienie, choćby takie […]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Informuj mnie o odpowiedziach poprzez e-mail. Możesz również subskrybować wpis bez zostawiania komentarza.

banner