Technika w służbie survivalu

Dziś w drodze do pracy i z powrotem przesłuchałem 465 odcinek The Survival Podcastu (znajdziecie go do odsłuchania tutaj), w którym Jack Spirko opisał przydatne technologiczne gadżety, które warto mieć przygotowane na kryzysową ewentualność.

Jack sporo wspomniał o pewnej niezrozumiałej dla mnie postawie niektórych adeptów klasycznej sztuki przetrwania, którzy nie chcą korzystać z różnych gadgetów, preferując rozwiązania niskotechnologiczne.

Przykład. Jak pewnie zauważyliście, wszystkie zestawy przetrwania zawierają krzesiwo i suchy materiał do rozpalania ognia. W jednej z książek o sztuce przetrwania, którą przeczytałem, autor wspominał, aby korzystać przede wszystkim z krzesiwa właśnie. Oprócz tego w polecanym przez niego pudełku survivalowym miało znaleźć się trochę zapałek, najlepiej takich, które da się zapalić o każdą twardą powierzchnię. Dlaczego więc nie spakować do pudełka zamiast zapałek porządnej gazowej zapalniczki?

Rozpalanie ognia krzesiwem jest trudne. Mam takie urządzenie i kilka razy musiałem rozpalać nim ognisko, gdy zapomniałem wziąć ze sobą zapalniczki albo zapałek. Nic przyjemnego nawet w suchych warunkach, gdy jest mi ciepło i nie potrzebuję zapalić ognia natychmiast. Zdecydowanie wolę zapałki albo zapalniczkę.

Dlaczego więc niektórzy adepci sztuki przetrwania tak się upierają, by w pierwszej kolejności korzystać z krzesiwa a zapalniczkę zostawić na ostatnią ewentualność? Moim zdaniem takie podejście w nowoczesnym survivalu, gdy chcemy się przygotować na sytuację awaryjną, nie ma sensu.

Technika jest Twoim przyjacielem!

W każdej sytuacji, technika jest Twoim przyjacielem, a nie wrogiem. Łatwiej wykonać dowolną pracę z pomocą odpowiedniego urządzenia, niż ręcznie. Łatwiej wyznaczyć trasę czy azymut z punktu A do B przy pomocy GPSu, niż przy pomocy kompasu. Łatwiej znaleźć jakąś informację w książce w PDFie (za pomocą funkcji „wyszukaj”) niż w papierowym egzemplarzu. Łatwiej wypompować wodę z piwnicy elektryczną pompą, niż wynosić ją ręcznie, wiadrami.

GPS i kompas

Czy naprawdę musimy wybierać pomiędzy odbiornikiem GPS a kompasem i mapą? Moim zdaniem, nie powinniśmy...

Dlatego osobiście uważam, że zabezpieczając nasze potrzeby na sytuacje awaryjne, powinniśmy korzystać z techniki tam, gdzie nam to pasuje.

Ale nie wolno nam na technice polegać w 100%! Technika jest zawodna i musimy się też przygotować na sytuacje, w których nie będzie ona działać, z różnych przyczyn. Albo bateria w GPSie się rozładuje, albo elektryczną pompę szlag trafi, i tak dalej. Ale czy to oznacza, że należy zrezygnować kompletnie z GPSu na rzecz mapy i kompasu? Absolutnie nie!

Redundancja kluczem do przetrwania

Z dobrodziejstw techniki trzeba korzystać rozsądnie i z głową. Warto wykorzystywać urządzenia elektroniczne i mechaniczne do zabezpieczenia naszych potrzeb na w razie czego, ale nie wolno się do nich ograniczać.

Moim zdaniem każde rozwiązanie zależne od techniki powinno mieć wersję awaryjną, działającą bez prądu, internetu, zasięgu sieci komórkowej, i tak dalej…

Przykłady?

  • latarka → świeca,
  • GPS → mapa okolicy i kompas,
  • lodówka → piwnica albo ziemianka do przechowywania żywności,
  • samochódrower,
  • telefon komórkowy → gołąb pocztowy (żart! 😉 ).

Survivalista (admin)

Artur Kwiatkowski. Magister inżynier, posiadacz licencjatu z zarządzania. Samouk w wielu dziedzinach, ale nie czuje się ekspertem w żadnej. Interesuje się zdrowym życiem i podróżami. I przygotowaniami na trudne czasy, rzecz jasna!

Mogą Cię zainteresować także...

10 komentarzy

  1. Marcin napisał(a):

    Myślę, że ci adepci nie chcą korzystać z nowinek technologicznych, bo chcą się najpierw doskonale nauczyć posługiwać rzeczami, które teoretycznie nie mogą się popsuć (tak jak np. GPS).

    Myślę, że najpierw powinno się nauczyć obsługi tych podstawowych i często trudniejszych rzeczy, a potem tych nowoczesnych, ale z reguły łatwiejszych do obsługi.

    Albo po prostu wolą zabierać ze sobą/stosować rzeczy bardziej niezawodne, nawet jeżeli wymagają większej wprawy i więcej czasu.

    • admin napisał(a):

      Prawdopodobnie chodzi im o to, że poleganie wyłącznie na elektronice może nam zrobić krzywdę. I to podejście jest słuszne, ale rezygnowanie z niej dla zasady jest moim zdaniem bez sensu. 🙂

    • Spincie napisał(a):

      Bardzo łądnie prowadzony blog . Znalazłem tutaj wiele ciekawych informacji . Gratulacje dla autora , w wolnej chwili zapraszam na mojego bloga .

  2. Wojciech Majda napisał(a):

    Mam pytanie do survivalisty. Jesli słuchasz tego podcasta z Polski, to nie masz problemu z wchodzeniem na stronę? Ja sprawdzałem w wielu miejscach z Polski i strona wygląda na „nieistniejącą”. Osobiście słucham przez google readera. Jeśli nastawiasz się na polską publiczność i chcesz linkować do strony Jacka, to musisz przez jakąś proxę przepuścić, bo inaczej Twoje linki prowadzą w próżnię.

    Pozdrawiam

    • admin napisał(a):

      No właśnie przez długi czas też miałem z tym problemy, ale teraz mi już blog TSP działa… Mimo to cały czas ściągam nagrania z Google Readera. Łączę się z internetem z Polski, przez Play.

      U Ciebie blog nie działa?

  3. Wojciech Majda napisał(a):

    U mnie nie działa. Sprawdzałem też w kilku innych miejscach w Polsce, u kilku różnych ludzi również (inne adresy I.P. i inne komputery).

  4. Jan2 napisał(a):

    telefon komorkowy -> kartka

    Nie rozumiem dlaczego nikt nie patrzy na historie. Zauwazylem ze to jest powszechne w calej tej stronie. Gdy jest problem to ludzie pisza kartki. Tak bylo w czasie II wojny swiatowej gdy sie szukali wzajemnie i tak bylo w czasach super techniki gdy WTC padlo. Ludzie drukuja kartki i je zostawiaja.

    A teraz pytanie gdzie taka kartke bedziesz zostawiac i gdzie szukac? Powiedzmy w swoim miescie gdzie sie umowiles ze znajomymi, ze zostawisz kartke i jak bedzie podpisana? Kartek bedzie mnostwo, dlatego juz teraz przygotuj kartki w kolorze X i umow sie ze znajomymi i rodzina ze bedziesz szukac wiadomosci o sobie na scianie kosciola, remizy. Dodatkowo jesli miasto jest duze takich punktow powinno byc tyle by dalo sie dojsc do nich wszystkich jednego dnia (nie bedziesz ich aktualizowal). I jedno w miejscu zupelnie dziwnym np. rozsataje drog, park miejski i okreslone drzewo. Miejsce gdzie moze latwiej bedzie dotrzec a centrum moze byc zburzone. to jedno miejsce.
    Drugie musi byc oddalone o conajmniej 50 km. Moze byc to miasto jakiejs rodziny, moze byc to po prostu stolica jesli ktos jest z malej miejscowosci. Ale musi byc jasno okreslone. Taka informacje nalezy dokladnie opisac i co roku rozdawac znajomym i rodzinie. Wystarczy 3 razy rozdac tej samej osobie. Powiedziec ustnie i dac na pismie. Przyjmuje sie, ze miejsca powinny byc dwa.
    Identyfikacja nadawcy i system szyfrowania.
    Jesli chcemy wiedziec, ze dana osoba zostawia wiadomosc (powiedzmy 1000 osob o tym samym imieniu i nazwisku) umawiamy sie na znaczek lub lepiej system wyrazow. np. 2 wyrazy jeden to posilek, drugi ubranie wierzchnie. jesli zatem napiszemy „zatrzymalem sie u cioci Heli podpis Janek Wazowski (klopsiki,kurtka)” to bedziemy wiedziec, ze chodzi o naszego Janka. Moze byc tez jakis znaczek (moze byc zwykly domek, nozyczki itp. niech nie bedzie to emotikon, ani znaki religijno/polityczne, chodzi o to by spontanicznie nikt tego ie uzywal)
    druga sprawa to szyfr. jesli moze byc to niebezpieczne z jakiegos powodu warto nie podawac adresu pobytu w formie jawnej. Szyfrow jest duzo. Na kartce bez komputera zaszyfrowac jest prawie niemozliwe tak by nikt tego nie odczytal. Dlatego warto zaszyfrowac czyms prostym liczac na tym, ze nikt nie bedzie az tak mocno chcial nas sledzic lub szyfrowac komputerowo.

    To samo dotyczy e-maili. Nie wszystkie moga dzialac. Zalozmy wiec e-mail w USA, w Polsce w Chinach lub Ameryce Południowej w Indiach. W wiekszosci skrzynek jest forward poczty. aktywujmy to i bedziemy mieli swietny system.

    Przyjmuje sie, ze e-mail jest bardziej niezawodny niz www, komunikator.

    reasumujac kolejnosc:
    Do kontaktow z rodzina i znajomymi
    +SMS
    +skrzynka kontaktowa u danej osoby/rodziny
    +skrzynka e-mail
    +sciana papierowa + system identyfikacji/szyfrowania + conajmniej dwie lokalizacje na wypadek zniszczenia, powodzi lub terenu skazonego.

    To tylko mały wycinek komunikacji zamiast telefonu komorkowego.

    • lubin napisał(a):

      na mały dystans CB radio i krótkofalówki PRM

      i tu nie trzeba kataklizmu

      CB radio na co dzień nieraz pozwala uzyskać pomoc od kolegów kierowców szybciej niż przez navi, komórkę i net

      a co do PMR to czasem wystarczy wypad do lasu na grzyby aby się przekonać że komnórkę w gęstym lesie to można o kant d***y rozbić

    • panwkalepuszi napisał(a):

      Nie widze zbytnio sensu w zakladaniu skrzynek mailowych w stanach etc. jesli zakladamy ze padna maile w polsce stanie sie to dlatego ze padna wezly internetowe wiec tak czy inaczej nie polaczymy sie z niczym i z nikim za posrednictwem i-netu. To samo z komórkami, jesli padną centra naszych operatorów nic nam to nie pomoże, że będziemy mieli kartę operatora z UK i dzialali na roamingu – i tak to przechodzi prze nas.
      Jedyne sensowne rozwiazania to CB i krotkofalowki.

      • Rafał napisał(a):

        CB Radio ma ten problem, że potrzebuje długiej anteny. Te w przenośnych ledwo działają, magnesowe samochodowe niewiele lepiej.
        Antenę CB można bardzo łatwo samemu zrobić. W najprostszym przypadku to metalowa izolowana linka długości 1/4 lub 3/4 fali (300/27.12, czyli 2.63 lub 7.89 metra, w obliczeniach długości należy pomnożyć przez ok. 0.95, to tzw. współczynnik skrócenia, wynikający z mniejszej szybkości fali na kablu niż w próżni), jeden koniec z gniazdem pasującym do radia, drugi można np. zarzucić na drzewo.

        Inną możliwością łączności radiowej jest zdobycie licencji krótkofalarskiej. Na falach krótkich takie radiostacje mają praktycznie zasięg globalny, a bez problemu kontynentalny (sygnał odbija się od jonosfery). Tylko problem z rozwieszeniem anteny (kilka-kilkadziesiąt metrów drutu) i zasilaniem, taka radiostacja raczej nie za bardzo zmieści się do plecaka (choć są też miniaturowe modele, ważące 2-3kg).
        Natomiast na falach ultrakrótkich jest możliwość łączności z ręcznego urządzenia przez przemienniki, bez problemów w promieniu do 30km od nich (często więcej, zależy od lokalizacji przemiennika). Lecz znowu problem z zasilaniem, akumulatorek starcza na 6-12 godzin rozmów, po kilkunastu nasłuchu też się rozładuje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Informuj mnie o odpowiedziach poprzez e-mail. Możesz również subskrybować wpis bez zostawiania komentarza.

banner