10 sposobów na przetestowanie naszych przygotowań

Dziś pozwolę sobie przekleić to, co znalazłem na blogu Jacka Spirko, tj. The Survival Podcaście. Mianowicie w odcinku 553 Ten Ways To Test Your Preps, Jack przedstawił 10 propozycji sposobów, w jakie możemy przetestować nasze przygotowania.

Przetestować, w sensie sprawdzić, czy są wystarczające. I to nie w taki sposób, że wywalamy na podłogę na środku pokoju nasz zestaw ucieczkowy i patrzymy, czy zgadza się z listą znalezioną gdzieś na blogu. 😉 O jednym takim eksperymencie już pisałem kiedyś (test 5-minutowej ewakuacji), poniższe pomysły są nawet lepsze.

Linkuję do odcinka, bo mnie blog Jacka zaczął działać, więc może i u Was będzie? Dajcie proszę koniecznie znać, czy działa. 🙂

TEAMWORK IS ESSENTIAL

Odpowiedni scenariusz + praca zespołowa = dobra zabawa + nowe doświadczenia!

Oto skrót scenariuszy, przedstawionych przez Jacka ze szczegółami.

  1. Celowe wyłączenie prądu — wyłączamy główny bezpiecznik domu/mieszkania. Próbujemy poradzić sobie bez światła. Można zostawić włączony bezpiecznik, do którego podłączona będzie lodówka. Dla prawdziwych hardcore’owców — wyłączyć też lodówkę i postarać się zagospodarować jak najwięcej znajdującego się tam żarcia w sposób, który pozwoli na jak najdłuższe przechowanie (wędzenie, wekowanie, itd.).
  2. Kemping w ogrodzie — rozbijamy namiot i spędzamy tam weekend. Korzystamy tylko ze sprzętu w zestawach ucieczkowych (72-godzinnych). Jeśli czegoś brakuje, idziemy do domu i bierzemy to, po czym zapisujemy na kartce, by dołożyć do zestawu. Dla twardzieli — nie wchodzimy do domu.
  3. Prawdziwy survival — organizujemy się z ludźmi z okolicy w grupkę, jedna osoba z grupy organizuje cel wyjazdu i jego datę. Pozostali na hasło zbierają się w miejscu ze swoim sprzętem, ewakuują się we wskazane miejsce i siedzą tam do końca weekendu.
  4. Tygodniowe gotowanie z zapasów — przez tydzień żywimy się tylko żarciem, które znajduje się w naszych zapasach żywności, albo w ogrodzie. Dla podniesienia poziomu trudności — nie korzystamy ze świeżej żywności z ogrodu.
  5. Ćwiczenia barteru na pchlim targu — wybieramy się na pchli targ, by sprawdzić nasze umiejętności targowania się. To też część przygotowań na gorsze czasy!
  6. Alarm ćwiczebny — ogłaszamy ewakuację w ciągu 10 minut. Za 10 minut spotykamy się w garażu, gdzie zrzucamy na ziemię cały sprzęt i wracamy do swoich zajęć. A potem sprawdzamy, o czym zapomnieliśmy. Nie tylko w kwestii zabrania sprzętu, ale też np. zakręcenia głównego zaworu wody czy pozostawienia zaszyfrowanej informacji na lodówce dla rodziny.
  7. Wyłączenie mediów — nie tylko prądu, ale i wody, gazu, czego tam jeszcze nam potrzeba.
  8. Karteczki z zadaniami — przygotowujemy po 3 kartki z zadaniami do wykonania dla żony/męża. W wybranym momencie wręczamy kartkę, partner wykonuje żądanie. Przykład: „mam zawał serca” — sprawdzamy, gdzie zadzwoni żona i jak weźmie się za resuscytację. Może z tego wyjść coś fajnego. 😉 Albo „pęka rurka doprowadzająca wodę do zmywarki”, sprawdzamy, czy mąż wie, którędy jest dostarczona i jak ją zakręcić.
  9. Noc ucieczkowa — zbieramy się całą rodziną w jednym pokoju z naszymi zestawami ucieczkowymi i spędzamy tam całą noc, korzystając tylko z tego, co tam zapakowaliśmy. Jeśli nasze dzieci nie mają zapasowych baterii do konsoli Game Boy, to nie mogą sobie grać. 😉
  10. Zadania dotyczące pierwszej pomocy — w sumie nie wiem, czemu to zostało wyodrębnione z ósmego punktu…

Ja bym dołożył jeszcze „noc samochodową”, w której zabieramy rodzinę samochodem gdzieś na odludzie i każemy korzystać tylko z tego, co mamy w zestawie samochodowym / EDC.

Survivalista (admin)

Artur Kwiatkowski. Magister inżynier, posiadacz licencjatu z zarządzania. Samouk w wielu dziedzinach, ale nie czuje się ekspertem w żadnej. Interesuje się zdrowym życiem i podróżami. I przygotowaniami na trudne czasy, rzecz jasna!

Mogą Cię zainteresować także...

8 komentarzy

  1. Boungler napisał(a):

    Dobre, już sobie wyobrażam jak moi na to reagują.

    … Coooooo? Do lasu…. wróć bo zapomniałam kremu…..! hehe
    Program dobry, zwłaszcza jeżeli zmobilizujemy do tego również naszych sąsiadów.

  2. artur xxxxxx napisał(a):

    Eeee, to jakieś ekstremalne podejście do survivalu, który w moim przekonaniu powinien być przyjemnością, a nie katorgą.
    Z rodziną survival ćwiczę spędzając wakacje na łódce na Mazurach. W planach mam wycieczkę camperem po Europie. Drożej, ale nie zakończy się rozwodem.

    • Survivalista (admin) napisał(a):

      Tu chodzi o to, by się przyzwyczaić do tego, że sprzęt leży w domu i czeka na okazję, by go użyć. Żeby się nauczyć, jak efektywnie wykorzystywać to, co mamy zapakowane.

      To nabiera znaczenia zwłaszcza, gdy masz dzieci. Jak trafi się jakaś nieprzewidziana sytuacja, już same okoliczności będą dostatecznie stresujące, by jeszcze nie dokładać sobie stresu z powodu wrzeszczącego ze strachu dziecka. A tak, jak przećwiczysz kilka scenariuszy w domu, możesz próbować go uspokoić mówiąc mu „nie bój się, przypomnij sobie, jak kiedyś wyłączyli prąd i siedzieliśmy cały wieczór w namiocie przy świecach grając w karty, teraz będzie bardzo podobnie”.

      • artur xxxxxx napisał(a):

        Rozumiem, tylko to samo mogę przećwiczyć w camperze lub na kabinowym jachcie. Pływam, po Mazurach, omijając miejscowości turystyczne i tłumy ludzi. Również mam ograniczoną ilość sprzętu i zapasów, praktycznie brak prądu (nie lubię hałasu agregatu rozchodzącego się po całym jeziorze) i innych mediów. Różnica jest taka, że jest to przyjemnością, a nie sztucznie wymuszoną koniecznością rodem z zimnej wojny.

        • Survivalista (admin) napisał(a):

          Jeśli możesz, to świetnie, nie musisz stosować wtedy tych opisanych półśrodków. 🙂

          To jeszcze tylko zabierz kiedyś rodzinę na niezapowiedzianą wycieczkę kamperem na weekend, wyjeżdżając w środku nocy. 😉

      • Julek napisał(a):

        Z opisów wynika, że ten surwiwal jest straszniejszy niż kryzys 😉 Już sobie wyobrażam jak domowi surwiwalowcy wytaszczą swoje 30 kilowe plecory pełne nieprzydatnych rzeczy „niezbędnych”, przejdą z tym 5 kilometrów a na drugi dzień wszyscy będą się zmagać z przeziębieniem i zakwasami kiedy okaże się, że pisanie bloga o surwiwalu raczej słabo hartuje ciało i ducha 🙂

        Wyjdźcie z chałupy! Kup przewodnik turystyczny, mapę, załóż plecak albo sakwy na rower i zabierz rodzinę na jakiś szlak ikon, cerkwi, ścieżkę dydaktyczną, poszukiwanie skrzynek geocache czy w inne atrakcyjne miejsca, których w kraju o długich tradycjach krajoznawczych jest zatrzęsienie. Niech zobaczą, że praktyka jest przyjemniejsza od teoretyzowania o jakimś przetrwaniu, że po całym dniu eksplorowania psie żarcie z kuchenki smakuje lepiej niż domowy obiad, pokaż im jak działają te gadżety, które zbierasz i ciągaj po krzakach aż przestaną trząść portkami na myśl o konieczności opuszczenia domu. Nadejdzie dzień, w którym żona odkryje, „hej, ten cały surwiwal to taka turystyka tylko w kolorowych portkach i kurtce z demobilu, prawda?” i zagrozi rozwodem jeśli jej w weekend nie weźmiesz na bunkry 😉

  3. Krzysztof Lis napisał(a):

    Jak kiedyś naprawię mój samochód kempingowy, to muszę zabrać rodzinę na taki niespodziewany weekendowy wyjazd. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Informuj mnie o odpowiedziach poprzez e-mail. Możesz również subskrybować wpis bez zostawiania komentarza.

banner