„Domowy survival” trafił do mainstreamu

I nie mam tu na myśli mojego bloga, tylko samo pojęcie, które pojawiło się w najnowszym numerze tygodnika Angora (nr 1/2011). W artykule „Koniec świata nastąpi…” autorka, Ewa Wesołowska, napisała tak (wytłuszczenie moje):

W USA takich serwisów są tysiące. O WSHTF pisze się bestsellerowe książki, robi audycje radiowe i telewizyjne programy. Amerykanie mają w tym doświadczenie. Od czasów zimnej wojny budowali prywatne schrony, dbali, by mieć w domu zapasy żywności i czekali na radzieckie bomby. Te przygotowania nazwali domowym survivalem – szkołą przetrwania w znanym sobie środowisku, które nagle staje się nieprzyjazne jak dżungla.

Autorka wspomniała o projekcie Agepo, prowadzonym przez autorów trzech blogów. Jeden z nich, Wojciech Majda (permakulturnik), podesłał mi skany artykułu, za co niniejszym po raz drugi serdecznie dziękuję.

Ale ja też zostałem zacytowany. 🙂 Autorka wymieniła też adres mojego bloga na liście źródeł. Już wiem czemu miałem ostatnio tak dużo odwiedzin. 😀

Survivalista (admin)

Artur Kwiatkowski. Magister inżynier, posiadacz licencjatu z zarządzania. Samouk w wielu dziedzinach, ale nie czuje się ekspertem w żadnej. Interesuje się zdrowym życiem i podróżami. I przygotowaniami na trudne czasy, rzecz jasna!

Mogą Cię zainteresować także...

7 komentarzy

  1. alamala napisał(a):

    To teraz tylko kwiaty, przemówienia i wizyty w zakładach pracy. Strach zawsze się dobrze sprzedawał. No, może nie tak dobrze jak sex. 😉

    • Survivalista (admin) napisał(a):

      Nieodmiennie dziwi mnie, że dopiero teraz o tym zaczyna się mówić, bo przecież gorsze czasy w naszej historii trwały długo i skończyły się niedawno. 20 lat temu ludzie, jeśli tylko mogli, robili zapasy wszystkiego, co kupić się dało. Dziś nie czują takiej potrzeby. Przyzwyczailiśmy się do luksusu pełnych półek…

  2. Marcin napisał(a):

    Oczekiwanie, że nadchodzi ‚gorsze’ jest typowe dla każdej kultury… Nie ma chyba takiej, która nie przepowiadałaby końca świata (kiedyś tam).
    Poza tym survival to chyba po prostu fajne ‚męskie’ hobby, a nie strach.

  3. Wojciech Majda napisał(a):

    W Polsce kryzysu to właściwie nie było tylko w latach 2004-2008. Tak to domowy survival zawsze się przydawał bardzo. Zresztą jak na posiadaniu zapasów jedzenia (które zjadamy), jakiegoś awaryjnego źródła zasilania, zapasie świeczek itp. można stracić?

    Ostatecznie to my będziemy tymi, którzy powiedzą jej „a nie mówiliśmy?” co zresztą sama autorka tekstu przewiduje…

  4. Boungler napisał(a):

    Słysze z każdej strony a zwłaszcza przez ten prześmiewczy artykuł że po co to komu, banda wariatów i debili. Z jakiejś niezrozumiałej dla mnie strony piętnuje się taką postawę. Prawdopodobnie dla tego aby ludzie jak te barany stały się całkowicie uzależnione od Państwa, które uczy „żadnej katastrofy nie będzie – my się wami zaopiekujemy”. No baaa, szkoda żeby nie. Przykłady aż wołają o pomstę do nieba. Za taką opiekę kopa w d..pę. Róbmy swoje i nie oglądajmy się na Panią redaktor, która stara się jakoś nieudolnie zaistnieć nie znając motywów żadnej ze stron, bo nawet się jej nie chciało ruszyć tyłka aby skontaktować się z kimś z autorów. Żenada.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Informuj mnie o odpowiedziach poprzez e-mail. Możesz również subskrybować wpis bez zostawiania komentarza.

banner