Samochodowy zestaw survivalowy

To trzeci wpis, w którym opisuję Wam zawartość zestawu przetrwania. Tym razem opiszę zestaw samochodowy, który powinniśmy wozić ze sobą w naszych pojazdach.

Po co kolejny zestaw survivalowy? Bo nie chodzi o to, by w jednym mieścić wszystko, co nam może się przydać w KAŻDEJ sytuacji. Przy sobie powinniśmy nosić tylko rzeczy najbardziej niezbędne i uniwersalne. A dalsze wyposażenie powinno być schowane gdzieś w domu albo zakopane u celu ewakuacji, w plecaku czekać na zabranie (zestaw ewakuacyjny), w pracy na wypadek konieczności nagłego i pilnego powrotu do domu (zestaw powrotny). Jeżdżąc samochodem też możemy trafić do takiego korka, w którym utkniemy na 20 godzin… 🙂

Tak naprawdę, to zestaw samochodowy powinien być podobny do zestawu ucieczkowego. Powinien pozwolić nam przeżyć w samochodzie „w środku niczego” przez 72 godziny i utrzymać nas w tym czasie w cieple, albo chłodzie, oraz zawierać wodę i jedzenie na ten okres.

Moim zdaniem, taki zestaw powinien zawierać:

  • gaśnicę — większą, niż typowa samochodowa,
  • zestaw naprawczy do opon — niekoniecznie łatkę i klej (tak to się dętki łatało), ale raczej „zapas w puszce”,
  • kable rozruchowe,
  • saperkę,
  • podstawowe narzędzia — klucze 10 i 13 mm, klucz do kół, śrubokręt płaski i krzyżowy, kobinerki, multitool,
  • grube i cienkie rękawice robocze,
  • solidną taśmę klejącą,
  • żarówki i bezpieczniki na wymianę, trochę kabla luzem, łączniki do przewodów,
  • latarkę — najlepiej LEDową, z magnesem do przyczepienia do nadwozia, no i zapas baterii,
  • atlas samochodowy, najlepiej o skali nie mniejszej niż 1:200 000,
  • kompas,
  • zapas wody do picia,
  • zapas trudnopsującej się żywności, np. orzechów (mieszanka studencka!), herbatników, jakieś konkretniejsze puszki z konserwami, albo np. racje żywnościowe Seven Oceans,
  • koce, 2-3 to minimum,
  • 2 plandeki o rozmiarach wystarczających, by w sumie przykryć nimi samochód, warto by jedna z nich miała formę plandeki odbijającej ciepło z warstwą do sygnalizacji,
  • sznurek,
  • stary telefon komórkowy z ładowarką, okresowo ładowany, może być bez karty SIM (do zadzwonienia na 112 wystarczy),
  • papier toaletowy,
  • zapałki, zapalniczkę, świece,
  • jakiś mały stalowy kubek (garnek),
  • kuchenkę turystyczną,
  • chusteczki dla niemowląt,
  • torby foliowe (małe worki na śmieci),
  • 5-10 litrów paliwa w metalowym lub plastikowym kanistrze.
Car emergency bag

Zestaw survivalowy do samochodu.

A powyżej fotka takiego właśnie zestawu, choć o znacznie okrojonej (w stosunku do mojej propozycji) zawartości.

Tak, ja wiem, że taki zapas zajmie w samochodzie sporo miejsca. Ale niewiele na to jestem w stanie poradzić.

Zasugerowałbym jeszcze, by zawsze ubierać się do samochodu w sposób odzwierciedlający aktualną pogodę. Czyli jeśli jedziemy samochodem zimą, założyć zimowe buty i zimową kurtkę. A nie garnitur, cienki płaszcz i letnie buty, bo przecież w samochodzie jest ogrzewanie. A co, gdy utkniemy na kilkanaście godzin w zaspie śnieżnej? Czy będziemy się wykopywać z niej za pomocą firmowego segregatora? Słyszałem już takie historie…

Survivalista (admin)

Artur Kwiatkowski. Magister inżynier, posiadacz licencjatu z zarządzania. Samouk w wielu dziedzinach, ale nie czuje się ekspertem w żadnej. Interesuje się zdrowym życiem i podróżami. I przygotowaniami na trudne czasy, rzecz jasna!

Mogą Cię zainteresować także...

29 komentarzy

  1. artur xxxxxx napisał(a):

    Bez kuchenki, toreb na śmieci, plandek, _3_kocy, taśmy, kompasu, 2 kompletów rękawic, kubka można się obyć, chyba że ktoś wybiera się na wyprawę na Syberię. 🙂 Saperka potrzeba tylko w zimie. Można kupić składane modele z demobilu.
    Dodałbym natomiast płyn do spryskiwaczy i linkę holowniczą.
    Zamiast zestawu do naprawy kół proponuję pełnowymiarowe koło zapasowe (na dojazdowym nie da się jechać w zimie). Jak w ogóle można sprzedawać nowe samochody bez niego?!

    • Survivalista (admin) napisał(a):

      Linka holownicza – słusznie! Płyn do spryskiwacza? Jak najbardziej, nawet bez zbierania specjalnego zestawu survivalowego.

      Myślę, że 3 koce to absolutne minimum, jeśli mamy przeżyć kilkanaście godzin w mrozie w pełnym samochodzie. Ale rzeczywiście na lato z powodzeniem można je stamtąd wyciągnąć i nie wozić ich bez sensu.

      Saperka, faktycznie, przyda się tylko zimą. I dlatego, jak wyżej, można ją wyjać.

      • artur xxxxxx napisał(a):

        Kompletne ubranie zimowe i nie zamarzniesz w zimie w samochodzie z wyłączonym silnikiem nawet przez kilka dni. Kilkanaście godzin to żadna sztuka wytrzymać. Spać w samochodzie w sytuacji kryzysowej przecież i tak nie będziesz.
        Poza tym nie widzę sensu czekania dłuższego niż kilka godzin, jak się skończy paliwo. W Polsce zawsze można dotrzeć do stacji benzynowej, jakiś domów, sklepów. Zaopatrzyć się tam, ewakuować, przenocować etc.

        • Survivalista (admin) napisał(a):

          I znów wracamy do powtarzającego się tu regularnie pytania: czy należy za wszelką cenę starać się być niezależnym, czy uwzględniać w naszych przygotowaniach pomoc innych ludzi? Osobiście uważam, że nie. I jestem sobie w stanie wyobrazić sytuację, gdy w nocy temperatura spadnie do -35*C, gdy jednak w tym samochodzie trzeba przenocować.

          • artur xxxxxx napisał(a):

            Ile ludzi, tyle opinii na temat survivalu. Osobiście uważam, że nie ma sensu przygotowywać się na każdą katastrofę, w stopniu zapewniającym jej komfortowe przeżycie, wystarczy przeżyć. Chwile komfortu nie zrównoważą kłopotliwych przygotowań.
            Sytuacja awaryjna, to nie to samo co wyprawa survivalowa, na którą pakujemy wszystko co nam potrzebne do udanego spędzenia czasu. Taka moja opinia.
            Odnośnie pomocy innych. Umiejętności proszenia ludzi o pomoc nie zastąpi nawet najlepszy sprzęt za górę pieniędzy. Polecam książki Koperskiego „Przez Syberię na Gapę” i „Pojedynek z Syberią”.

          • Survivalista (admin) napisał(a):

            Nie da się ukryć. Ważne, żeby możliwie dużo tych opinii się tu pojawiło, a czytelnik sobie sam wybierze, co mu pasuje najbardziej. 🙂

          • uosiu napisał(a):

            Cześć,
            Jeśli już wspominasz o mrozach rzędu -35, to po takiej nocy zostanie Ci akumulatora MOŻE na jeden rozruch, lepiej się nastawić że silnika się nie gasi. Jak mawiają mieszkańcy Syberii „Silnik pracuje, serce bije”.
            http://giik.pl/sprawozdania/1314/dopoki_silnik_pracuje_dopoty_serce_bije.html

            Idąc dalej tym tokiem- jeśli nastawisz się na utrzymywanie ciepłego chłodziwa w samochodzie i utrzymywanie dodatniej temperatury pod maską, czyli jakieś ~10 minut pracy silnika co pół godziny to automatycznie masz ciepło we wnętrzu, wtedy wystarczy dobra kurtka i jeden koc na osobę. Warto się skupić na posiadaniu jak największego zapasu paliwa, tutaj króluje Passat B4 z bakiem od policyjnej wersji Transportera T4, przy dobrych wiatrach ma się 210 litrów paliwa pod podłogą, do tego jakiś baniaczek i LPG 🙂

          • Piotr napisał(a):

            Apropos wypowiedzi ‚uosiu’ i zostawiania samochodu z włączonym silnikiem – można, pod warunkiem, że się w nim nie siedzi 😀 Znam przypadek myśliwego, który w zimę poszedł na noc na „zasiadkę” i mniej więcej o 5-6 rano wracał, gdy dotarł do samochodu, to okazało się, że w międzyczasie wiatr usypał zaspę i nie dało się wyjechać (nie miał łopaty – warto mieć :D), zadzwonił więc do mojego wujka z prośbą o pomoc, ale wiadomo rano, wiatr, mróz, więc zanim wujek się „pozbierał”, odpalił traktor i dojechał do niego (około 2 godziny), to ten myśliwy już nie żył. Policja stwierdziła, że prawdopodobnie postanowił czekając na pomoc przespać się w samochodzie, a żeby ciepło było, to zrobił to z włączonym silnikiem, wiatr wiał od tyłu i spaliny szły pod samochodem i były zaciągane do wnętrza samochodu przez klimatyzację – myśliwy zatruł się spalinami.

    • Rafał napisał(a):

      Koce jednak są absolutnie niezbędne. W ogóle koc to podstawowe wyposażenie harcerzy i żołnierzy, nie bez powodu.

      Kilka tygodni temu był początek września, czyli niemal środek lata, a temperatura w nocy spadła do 3 stopni.
      Albo wyobraźmy sobie sytuację, że jednak jest te kilkanaście stopni, ale nagle nastąpiło oberwanie chmury i silny wiatr, ubranie przemoczone do suchej nitki. Bez koca grozi poważne przeziębienie.
      Albo sytuacja, gdy trzeba położyć się na ziemi…

      W trasie próbowałem się przespać i okazało się, że do samochodu niezbędna jest jakakolwiek poduszka, bez tego rano murowany ból szyi. Zakupiłem wełnianego „rogala”, ok. 25 zł.

  2. Mc napisał(a):

    Też wydaje mi się, iż ten megazestaw to przesada.
    Zamiast kocy lepiej mieć folie metalizowaną, zabiera mało miejsca a dobrze izoluje zarówno w zimie, jak i w lecie.
    Zamiast kuchenki – kubek do podgrzania wody przez gniazdo zapalniczki.
    Zapasowa benzyna – też przesada i śmierdzi.
    Aczkolwiek kiedyś żona chodziła po chałupach i żebrała o benzynę.
    Teraz jak mamy LPG to tfu tfu nie ma takich sytuacji.
    Ale pomysł z „kołem w spraju” jest godny uwagi – zwłaszcza że koła często nie wozimy, bo zajmuje miejsce w bagażniku (w miejscu koła jest LPG).
    Dodałbym natomiast jakiś chemiczny ogrzewacz do rąk, spraj do odmrażania/smarowania zamków i małe zamykane wiadereczko (np. takie po farbie) z suchym piaskiem (w zimie).

    • Survivalista (admin) napisał(a):

      Folia metalizowana nie trafiła tutaj, bo najczęściej wchodzi w skład samochodowych apteczek. Zresztą mam mieszane uczucia co do tego, czy może faktycznie zastąpić koc…

      Spray do odmrażania zamków trzymany w samochodzie się za bardzo nie przyda do odblokowania zamków, jeśli nie będziemy mogli go wyciągnąć.

      Dlaczego benzyna w kanistrze miałaby śmierdzieć?

      Celowo proponuję kuchenkę zamiast czajnika na gniazdo zapalniczki, bo zależy mi na tym, by to źródło ciepła było niezależne od akumulatora.

  3. Julek napisał(a):

    Saperka ma zastosowanie najczęściej właśnie latem kiedy główna droga jest z jakiegoś powodu nieprzejezdna i trzeba atakować na przełaj po śladach traktora. Za to zimą przydaje się SZUFLA do śniegu (nie mylić z saperką).

  4. Global Warping napisał(a):

    W sezonie zimowym przydaje sie odmrazacz w spraju..Gdyby nie to musialbym ostatnio chyba ogrzewac zamek drzwiowy zapalniczka zeby wrocic wieczorem z pracy. Poza tym odmraza klodke przy garazu. Warto tez miec łopate sniezna (obecnie brak w sklepach).

    • Survivalista (admin) napisał(a):

      Zgadza się, przy czym odmrażacz do zamków nie powinien znajdować się w zestawie wożonym w samochodzie. Musisz mieć go gdzieś w kieszeni.

  5. Matron napisał(a):

    Witam.

    Z Zagadnieniem survivalu spotkałem się w latach 90 gdzie słowo nie bardzo było kojarzone a zawody typu Survival Renger czy Recon Survival były organizowane w bardzo hermetycznym gronie w latach 1996 i zawsze wpajano że jest to sztuka przetrwania z wykorzystywania dostępnej wiedzy i środków w danej sytuacji. Zestaw jak najbardziej turystyczny jest tu zaprezentowany dla laika nie mającego pojęcie co zrobić na wypadek problemów na drodze.

    • Survivalista (admin) napisał(a):

      I w sumie tak napisałeś to ostatnie zdanie, że nie wiem, czy mam być z siebie zadowolony, czy raczej przygotowywać poprawki do wpisu. 😉

  6. Matron napisał(a):

    Dla zwykłego zjadacza chleba zestaw jaki zaprezentowałeś jest dobrym zabezpieczeniem na wypadek problemów jednak uprościł bym ten jak że obfitą rospiskę w jakieś MRE dzięki czemu zrezygnował bym z:
    1.Zapas trudno psującej się żywności, np. orzechów (mieszanka studencka!), herbatników, jakieś konkretniejsze puszki z konserwami,
    2.Papier toaletowy,
    3. Jakiś mały stalowy kubek (garnek),
    4. Kuchenkę turystyczną,
    5. Chusteczki dla niemowląt.
    Już mówię dlaczego, racje żywnościowe mają długi okres przydatności do spożycia, nie wpływają na to zmiany temperatur, opakowanie odpowiednio zabezpieczone przed światłem, wilgocią, uszkodzeniami.
    Nie zajmuje wiele miejsca a zastępuje w sposób lepszy i bezpieczny wymienione pozycje. Wracając do bezpieczeństwa dla kierowców
    w tym roku będę brał w spół udział w cyklu filmów instruktażowych w jednym z odcinków będzie poświęcony w skrajnych sytuacjach jakie mogą nas spotkać na drodze, oczywiście nie będę uświadamiał co zabrać jak się zabezpieczyć bo śmierć ludzie ponoszą z braku wiedzy i swojej głupoty.

  7. godot napisał(a):

    Nie zapomnijcie o solidnym nożu, multitool to nie to samo.

    I jeszcze przydało by się „chemiczne światło”, baterie w samochodach szybko „trafia szlag, często z latarką…
    Latem w nasłonecznionych miejscu samochody bardzo się nagrzewają, a zimą zamarzają w środku.
    Baterie nie „lubią” takiego traktowania.

  8. Johnny napisał(a):

    Co do latarki – można tanio kupić latarki LED na dynamo, widziałem takie za kilkanaście zł na stacji benzynowej. Nie wymagają zmiany baterii i świecą dobrze. Do zestawu przetrwania nadają się idealnie bo baterie kiedyś się kończą a pokręcić korbką można zawsze.

    • Patison napisał(a):

      Przydałaby mi się świecąca dynia na dynamo. Gdzie taką dostać ?

      • doberMan napisał(a):

        Uwaga na te latarki.
        Mam dwa typy:
        1. Diody świecą zasilane z ładowanego przez kołowrotek dynama. W momencie wiecenia trudno jest ładować, latarka się po prostu trzęsie ale świeci naprawdę nieźle.
        2. Diody świecą zasilane z baterii litowej lub bezpośrednio z dynama poruszanego przez ściskanie dłoni. Był kiedyś taki patent w latarkach ściąganych z ZSRR.

        Najlepsza jest wersja 2 ale z akumulatorkami, a nie z bateriami litowymi. Dobrze zapytajcie się zanim to kupicie.

  9. doberMan napisał(a):

    Musimy jakoś podpompować uszkodzoną oponę. Przyda się mały ale solidny aby nie zawiódł w najważniejsdzej chwili kompresor.

  10. Adam napisał(a):

    ja bym zamiast saperki wsadził do fury łopatkę do śniegu firmy Fiskars aluminiową oraz dużą gaśnicę z Ikei oraz apteczkę samochodową full wypas,rękawice robocze oraz mały termos firmy Primus…

  11. zielonka napisał(a):

    Z wlasnego doswiadczenia, robie srednio 60 tys. km rocznie jakis zestaw nalezy miec. Ja akurat poruszam sie po bardzo zurbanizowanym kraju i zawsze gdzies jakis domek sie trafi, co troche to i stacja beznzynowa.

    Trudnosci jakie moge napotkac na drodze to gigantyczny korek, zdarza sie, ze jakis TIR wylozy sie w poprzek i mozna stac 7 godzin w palacym sloncu albo na mrozie. Zaden klopot ale nalezy auto tankowac regularnie tak aby miec minimum pol baku paliwa zawsze.

    Do zestawu dodalam duzy parasol. Calkiem przypadkowo okazal sie na wage zlota w srodku lata gdy stalismy w gigantycznym korku na niemieckiej autostradzie akurat w miejscu gdzie w zadnym razie nie dalo sie nigdzie zjechac. Rozlozony parasol wystawilismy przez okno z tej strony do swiecilo slonce i nikt sie nie ugotowal. Przydaje sie tez zima kiedy pada snieg nie mowiac o oczekiwaniu na pomoc drogowa w ulewnym deszczu.

    Absolutnie niezbedna jest kamizelka odblaskowa.

    Zestaw przeciwdeszczowy – spodnie i kurtka, plus dobre buty ale moga byc tez zwykle kalosze. Wiadomo, ze do pracy jezdzi sie zazwyczaj w innych ciuchach ale w kryzysowej sytuacji przydaje sie miec cos co ochroni nas przed zamoczeniem, szczegolnie mokre stopy moga czlowieka nienawyklego do kiepskiej pogody doprowadzic do zalamania.

    Apteczka – jest w kazdym samochodzie i tak, warto jednak dodac, ze nalezy dokladnie przejrzec jej zawartosc a w wolnej chwili doszkolic sie z podstaw pierwszej pomocy.

    Koc – pakujemy do worka prozniowego i zajmuje malo miejsca, przydaje sie zima i latem. W zeszlym roku mialam sytuacje, ze spadl niespodziewanie snieg, pol Belgii stalo w korkach a na dodatek na mojej drodze rozkraczyla sie ciezarowka wiec trzeba bylo stac 8 godzin. To sie da przezyc. Warto razem z kocem trzymac flanelowa koszule – doskonale grzeje i dodatkowa pare cieplych skarpet.

    Absolutnie niezbedna w tej sytuacji jest woda do picia, conajmniej jedna butelka wozona w zestawie. Jedna na osobe. Ja zazwyczaj jezdze sama ale czasem z mezem. Dlatego w zestawie mam wszystko podwojne. Jesli kryzys dopadnie mnie sama to wiecej dla mnie, jesli przypadkowo znajdziemy sie w samochodzie razem to zawsze jest zabezpieczona droga osoba.

    Wiadro z piaskiem i saperka – niezbedne. Zalezy gdzie sie tez jedzie. W tym roku bylismy na festiwalu, przez cztery dni padalo i na koniec dorgi dojazdowe skladaly sie glownie z blota. Nalezy miec linke holownicza a jesli nie to lancuchy na kola. Mnie uratowal fakt, ze zapomnialam o ich wyjeciu po zimie.

    Jakies jedzenie – niestety jedzenie szybko sie psuje. Warto nosic pczke sucharow, ze 2 tabliczki czekolady, batoniki musli lub orzechowe.

  12. papug napisał(a):

    Witam
    Nadeszła jesień i w końcu mam chwilę aby zająć się zestawem do samochodu. Po zapoznaniu się propozycję mam kilka uwag.
    1. Koło zapasowe, szanowni Państwo to podstawa. Zestaw naprawczy (wszelka chemia) to jedno wielkie G. Działa jak najedziesz na gwóź, ale jak rozprujesz oponę jest całkowicie nieprzydatny ! (wiem bo spędziłem kiedyś w świetnie survivalowo wyposażonym samochodzie noc w lesie, do rana kiedy nie przywieźli mi zapasu 🙁 )
    2. Zestaw jest przeogromy ! 3 koce ? 2 plandeki ? 10 l paliwa ? Jakie założenia przyświecają takiemu zestwowi ? Ja założyłem, że mam przetrwać 48 godzin i móc przejść 50 km (w Polsce pozwala dotrzec do cywilizacji)- dlatego zestaw musi się zmieścić w niewielkim plecaku i być na tyle lekki, aby dało się gos pokojnie przenosić. No i przy okazji nie zawali całego bagażnika
    3. Apteczka, kable, klucze do kół, żarówki to nie zestaw survivalowy lecz standardowe wyposażenie każdego kierowcy
    4. Gdzie to wszystko trzymać ? Pytanie jest istotne- historyjka która mnie zmotywowała do założenia zestawu: w zeszłym roku, 4 stycznia moja współpracowniczka rozbiła samochód na pustkowiach wschodnie Polski- dachowanie, szok powypadkowy, ciemność (23) i niska temperatura ( ok -5 C). Życzę powodzenia tym którzy prowadzą w zimowych kurtkach jeśli jadą 8-10 godzin. Więc moja koleżanka stanęła w obliczu dosyć niefajnej sytuacji. Rzeczy były rozrzucone w promieniu kilkunastu metrów- co w przypadku braku latarki uniemożliwiało skompletowanie czegokolwiek. Na jej szczęście po około 20 minutach nadjechał inny samochód. Wyziębiona trafiła do szpitala- spędziła w nim tydzień nie ze względu na obrażenia, ale to co się działo już po dachowaniu. Morał- podstawowy zestaw (latarka, nóżitp) musi być pod ręką, najlepiej zamocowany do fotela kierowcy.
    No, popiałem, a za jakiś czas pochwalę sie co ja skompletowałem 🙂

    Pozdrawiam

  13. Piotr napisał(a):

    Moje propozycje modyfikacji:
    1) Zamiast zestawu naprawczego do kół lepiej jest mieć koło zapasowe (ale nie taką „dojazdówkę” jak jest w nowych samochodach, tylko takie normalne, pełnowymiarowe), oponę nie zawsze da się naprawić
    2) Zamiast iluś tam sztuk kocy wolę mieć dodatkowe ubranie (i ewentualnie śpiwór) – w razie czego w ubraniu idzie się wygodniej niż w kocu 😀
    3) Zamiast latarki na magnesie wolę wozić tzw. czołówkę (+ zapasowy komplet baterii) – wygodniejsza zarówno przy naprawach samochodu jak i podczas marszu. Do tego wożę w bagażniku lampę ciśnieniową Coleman NorthStar, ale to taka moja mała „fanaberia” (swoją drogą nie znam lampy/latarki elektrycznej, która by pracowała normalnie przy temperaturze -35 stopni – baterie w takich temperaturach siadają po kilku-, kilkunastu minutach, chyba, że ma się „batterypack” na kabelku i trzyma się baterie pod ubraniem, tak jak to robią polarnicy)
    4) Co do kuchenki, to albo na paliwo stałe lub ciekłe (preferuję benzynówki, zarówno kuchenki jak i lampy itp. bo zawsze w bagażniku mam zapas paliwa jakby co) albo jeśli już gazówka, to na propan. Zwykły kartusz z butanem kiepsko działa na mrozach, chyba że ma się systemy typu Optimus Vega z odwracaniem kartusza, ogrzewaniem gazu itp. ale zestawy Trangia Cookset czy BCB Crusader są stosunkowo tanie i bardzo proste w użyciu, co może mieć znaczenie gdy nas przemrozi i ręce będą drżeć (albo na przykład z powodu wypadku i złamania trzeba będzie wszystko obsłużyć jedną ręką)
    5) Żywności ze sobą nie wożę (jedyne kalorie, to słodki napój w termosie) – w awaryjnych sytuacjach drogowych jedzenie jest po prostu zbędne, w sytuacjach kryzysowych trwających do 2-3 dni można je po prostu olać całkowicie (chyba że ktoś ma problemy zdrowotne typu cukrzyca), każdy zdrowy organizm wytrzyma to znakomicie (co innego psychika :D). W ramach dygresji: podobne zdanie mam na temat zestawów ucieczkowych – zabieranie zbędnych kilogramów jedzenia, kocy itd. zwiększa obciążenie a więc spowalnia marsz, a co za tym idzie wydłuża czas potrzebny na pokonanie dystansu i na przykład zamiast 50km pokonać w ciągu 15-20h pokonujemy je w 3 dni, bo stawy i mięśnie nie wytrzymują obciążenia
    6) Co do gaśnicy, to zawsze mam jedną dodatkową (normalnej pojemności) pod siedzeniem pasażera (pod siedzeniem kierowcy gdyby się przypadkowo odpięła, to mogłaby przetoczyć się pod pedały i je zablokować doprowadzając do wypadku)

    Z rzeczy które osobiście wożę (poza tym, co wymieniłeś):
    – GPS, ale nie taki samochodowy zasilany z zapalniczki, tylko outdoorowy (Garmin Vista HCx), może na bateriach pracować bardzo długo
    – Termos pojemności 1l (w zimę z gorącą i słodką kawą, w lato z zimną herbatą)
    – CB radio, pozwala się łączyć z innymi kierowcami, którzy są akurat w okolicy (z dzwonieniem na 112 różnie bywa :D)
    – folia NRC (chociażby po to, aby klęknąć na śniegu gdy trzeba zmienić koło)
    – siekiera (Fiskars X7 – stosunkowo lekka, waży około 0,5kg) ale to ze względu na fakt, że dużo jeżdżę po terenach wiejskich/leśnych, przy okazji świetnie się sprawdza jako młotek 😀

    Większość wyposażenia trzymam spakowane w plecaku (poza takimi rzeczami jak gaśnica, koło zapasowe czy radio CB) i w razie konieczności pozostawienia samochodu (zdarzyło mi się to raz w życiu, a jeżdżę od 1996 roku) jestem spakowany i wiem, że niczego nie zapomnę ze sobą zabrać.

  14. Kamil napisał(a):

    Dodam kilka rzeczy od siebie:
    1. Do wyjechania z błota/śniegu/lodu używałem kilka razy dywaników spod nóg – bardzo dobre. Przy zmianie koła też ich używam (w zimie od zimna, w lecie od potwornie nagrzanego asfaltu, zawsze od wbijania się róznych kamyczków w kolano).
    2. Jak potrzeba się położyć (jakaś naprawa) to uzywam wykładziny bagażnika – ma tam dwie, jedną materiałową (czyli tą oryginalną) a na tym mam plastikowo-gumową.
    3. Kilka kawałków przewodów – must have. Przykładowe zastosowanie – w środku upalnego lata padł mi czujnik temperatury płynu chłodniczego. Nie włączały się wentylatory, a temperatura silnika osiągnęła 130 stopni. Zwarcie w kostce od czujnika temperatury dało odpalenie wiatraków i można było jechać dalej.
    4. Kilka podstawowych narzędzi (kombinerki, klucz nastawny, srubokręt z wymiennymi bitami)
    5. Linka i kable.
    6. Latarka ładowana w gnieździe zapalniczki. Mam dorobione 4 dodatkowe gniazda zapalniczki w schowku, które są załączane dopiero po przekręceniu kluczyka w stacyjce. W ten sposób latarka jest cały czas podłączona do ładowania i gotowa, a nie wyczerpuje akumulatora.
    7. Zawsze naładowany GPS. Mój trzyma ok. 2h, ale nawet 5 minut pracy pozwoli dowiedzieć się gdzie dokładnie jesteśmy (gdy samochód zdechł mi w szczerym polu to przez telefon podałem koordynaty GPS i pomoc dotarła).
    8. Butelka wody – nie musi być świeża. Przydaje się do chociażby dolania wody do układu chłodzenia w sytuacji awaryjnej lub w miejsce płynu do spryskiwaczy.
    9. Wilgotne chusteczki – to nawet nie przetrwanie. Poza obmyciem siebie (jakieś odkażenie) to nie lubię mieć tłustych plam w samochodzie i przydają się po jedzeniu.
    10. Moduł led (ja go mam w lampce oświetlenia wnętrza zamiast żarówki – dzięki temu wiem że zawsze jest sprawny) na 12V. Razem z kawałkiem kabla jest to świetne oświetlenie awaryjne (robienie czegoś przy silniku w nocy wymaga chociażby minimum światła). Podpinane pod akumulator samochodowy.
    11. Odmrażacz. Nigdy nie zamarzły mi zamki w drzwiach, nigdy nie padł mi centralny. Ale miałem problem z zamarzniętym zamkiem wlewu paliwa bądź pokrywy silnika (mam focusa, gdzie klapa silnika jest otwierana kluczykiem).
    12. Apteczka. Polskie przepisy nie podają co ma w niej być, ma być po prostu apteczka. Czyli wystarczy jeden plaster z opatrunkiem bądź bandaż i w świetle przepisów jest OK. Ja swoją uzupełniłem o folię NRC, dużo plastrów z opatrunkiem (zawsze jak coś grzebię przy samochodzie to się pochlastam więc są potrzebne).
    13. Rolka ręczników papierowych.
    14. Przetwornica 12V-230V.
    15. Rolka powertape. Najlepiej cała. Teraz jest do wyboru kilka kolorów, ale ja wybrałem sebrną, bo mój samochód jest srebrny i nawet po załataniu zderzaka po połamaniu w zaspie śniegu nie wyglądało to tak źle. Skutecznie zastępuje też taśmę izolacyjną (także izoluje, na dodatek jest wodoodporna).
    16. Koc polarowy.
    17. Ołówek. Nie długopis, nie pióro. Poza pisaniem można z grafitu zrobić lampkę (5 cm grafitu, kable rozruchowe, podłączyć do akumulatora – przepali się po ok. 30 minutach, ale zawsze coś).
    18. Jakieś kartki papieru. U mnie to się zbiera przy okazji – paragony oraz bilety parkingowe.
    19. Telefon komórkowy. Za schowkiem mam wrzuconą starą motorolę. Jest ona na zwykłe baterie (4x AA). W środku karta prepaid od Playa (długa wazność po nawet najniższym doładowaniu). Doładowywane co 10 miesięcy o 5 zł. Karta jest ważna 12 miesięcy od doładowania, ale nie chciałbym aby mi akurat ostatniego dnia ważności coś zdechło. Do kompletu ładowarka samochodowa, podłączona na stałe – patrz info o latarce.
    20. Mapa papierowa.

    Oczywiście rzeczy w stylu żarówki, bezpieczniki, olej, ale to już nie tyle sprawa przetrwania. Warto pamiętać o dodatkowym komplecie śrub do kół – mam alufelgi, a zapas na stali. Do obu rodzajów felg są inne śruby i warto wrzucić je obok koła.

    Teraz gdzie to upchać.
    Bardzo dużo miejsca udało mi się wygospodarować w bagażniku odwracając koło zapasowe. Czyli w feldzie zostaje doże wgłębienie. Ląduje tam podnośnik, który normalnie jest pod kołem zawinięty w szmaty. Wtedy obo jest miejsce na kable, linkę, 1L wody, jakieś inne szpargały.
    Apteczka przyczepiona rzepami na samej górze bagażnika. Nie trzeba nic wybebeszać jak jest w bagażniku pełno.
    Przetwornica jest za schowkiem (w focusie MK1 jest schowek uchylny, za nim jest sporo miejsca) – dostać się tam można w 5 sekund a jednocześnie nie zajmuje bardzo cennej przestrzeni w schowkach (jest jej bardzo mało w focusie).

    I teraz najważniejsze – potrzeba znać swój samochód. Wiele elementów w samochodzie można naprawić bądź zadrutować samemu i jechać dalej. Ja wszędzie poruszam się z komputerem. W komputerze mam kompletną instrukcję serwisową swojego samochodu, schemat instalacji elektrycznej i kilka innych dokumentów odnośnie napraw.

  15. Realista napisał(a):

    W większości krajów zachodnich jest cos takiego jak breakdown cover insurance jeżeli wiec ktos mieszka w takim kraju to lepiej kupić sobie takie ubezpieczenie zamiast wozić bagażnik niepotrzebnych rzeczy. Wg umowy maja sie zjawić max do godziny w każdym miejscu w kraju i w 99% tak sie dzieje, pozostałe 1% to dodatkowe pół godz. Jedna z opcji jest dowiezenie pasażerów i kierowcy do domu lub najbliższego hotelu wg decyzji klienta. W przypadku drobnych awarii naprawy sa robione na miejscu. Poza sytuacjami wojny czy jakiejś totalnej katastrofy takie rozwiązania sa zupełnie wystarczające. W 99% przypadków sie sprawdzają wiec zakładam, ze i w moim wystarczą. Poza tym sytuacje typu wojna, bądźmy realistami, zmieniają wszystko wiec wtedy nawet z benzyna moze byc problem nie mówiąc już o innych usługach.

  1. 12.11.2011

    […] czy w samochodzie mamy sprzęt, który pomoże nam przetrwać nietypowe sytuacje w zimie. O samochodowym zestawie survivalowym już wspominałem, dziś napiszę o rzeczach istotnych z zimowego punktu widzenia. Niektóre pewnie […]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Informuj mnie o odpowiedziach poprzez e-mail. Możesz również subskrybować wpis bez zostawiania komentarza.

banner