Listy od czytelników (1)

Tym wpisem chciałbym zacząć nowy cykl, w którym publikować będę listy od czytelników. Zaczniemy od listu, który tak naprawdę był komentarzem pozostawionym przez czytelnika, który podpisał się jako glonojad.

Witam.Moje pierwsze spostrzeżenia:
porady są ale one mają się ni jak do realnego zagrożenia-piszesz o kuchenkach gazowych,piecach na węgiel czy o hodowli ryb ,uprawie roślin.
Naprawdę uważasz,że wystarczy wyprowadzić się na zadupie zrobić zapasy na 2-3 lata wody,konserw,mąki i nasion ,uprawiać ogródek a wodę czerpać ze studni?? Co z czynnikiem ludzkim,skażeniem ,zarazą bombą atomową ,pyłem ,słońcem ,zimnem nie które trwa 5miesięcy tylko cały rok,co z wodą nie zdatną do picia ? Polecam dwie książki :Alex Scarrow “Gdy zgasną światła” i Stephen King “Pod Kopułą”. Ukazane jest w nich zachowanie ludzi w momencie gdy świat jaki znają ulega zniszczeniu(ludzie nie będą już ludźmi tylko istotami które za wszelką cenę chcą przeżyć).

Pozdrawiam
PS. Jestem jednym z tych co przygotowuje się na ten WSHTF

Z całą pewnością przygotowanie sobie zapasów żywności, własnego źródła wody i zapasu energii nie wystarczy. I chyba największym zagrożeniem będzie właśnie ten czynnik ludzki, o którym wspominasz.

Mnie najbardziej martwi czynnik ludzki, bo jego najtrudniej przewidzieć. Choć mówi się, że nie ma cwaniaka nad Warszawiaka, to z całą pewnością choćbyśmy byli nie wiem jak cwani i jak przygotowani, zawsze może znaleźć się większy cwaniak. Nawet ufortyfikowany dom zamieszkany przez uzbrojoną po zęby rodzinę da się zdobyć lub zniszczyć, to tylko kwestia środków, którymi przeciwnik będzie dysponować. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że przygotowanie się do obrony przed ewentualną agresją, a także ukrycie naszych przygotowań, pozwoli nas możliwie dobrze zabezpieczyć.

Czynnik ludzki powinien być również uwzględniany przy tworzeniu naszych planów i przygotowywaniu się na gorsze. Jeśli mamy ten komfort, że możemy wybrzydzać, wybierzmy działkę w dobrej okolicy, żeby później móc się dogadać z sąsiadami i próbować razem poradzić sobie z kryzysem. Nie kupujmy domu na totalnym odludziu, tylko najlepiej w środku niewielkiej wioski.

Musimy pamiętać o jednym, co ja napiszę wielkimi literami, żeby było wyraźniej widoczne

nie sposób przygotować się na każdą ewentualność

bo przecież nie sposób je nawet wszystkie przewidzieć. Dlatego zgodnie z tym, co wymyślili mądrzy ludzie, przygotowując się na te różne kryzysy, katastrofy i tragedie, bierzemy pod uwagę:

  • prawdopodobieństwo ich wystąpienia (im bardziej prawdopodobne, tym więcej poświęcamy mu uwagi),
  • możliwe skutki (im bardziej drastyczne, tym więcej uwagi),
  • część wspólną wszystkich tych sytuacji.

W każdej survivalowej sytuacji aby przeżyć musimy zapewnić sobie:

I dobrze zbudowany i urządzony dom zapewni nam schronienie i częściowo bezpieczeństwo na większość nawet nietypowych sytuacji. Na sytuacje bardziej ekstremalne zbudujemy sobie schron-ziemiankę. Ale przecież nie zatrudnimy tysiąca ochroniarzy po to, by chronili nas przed bandytami, którzy pojawią się na pewno w Mad Max-owym scenariuszu.

Przechowywanie większych ilości żywności i własne ujęcie (oraz zapas) wody posłuży nam nie tylko do przetrwania strajku kierowców ciężarówek czy epidemii (gdy będziemy musieli pozostać w domu), ale też ułatwi przeżycie sytuacji gdy jeden z domowników straci pracę i nagle dochody rodziny zmniejszą się o ponad połowę. Zabezpieczenie finansowe w formie złotych czy srebrnych monet przyda się i w razie krachu papierowego pieniądza i w razie utraty pracy.

Survivalista (admin)

Artur Kwiatkowski. Magister inżynier, posiadacz licencjatu z zarządzania. Samouk w wielu dziedzinach, ale nie czuje się ekspertem w żadnej. Interesuje się zdrowym życiem i podróżami. I przygotowaniami na trudne czasy, rzecz jasna!

Mogą Cię zainteresować także...

12 komentarzy

  1. piotr34 napisał(a):

    Bo(przynajmniej jak dla mnie)miejski surwival to plan MINIMUM.Zasadniczo(ale to plan maksimum)to po prostu nalezy stworzyc takie warunki makroekonomiczne i polityczne aby do DUZYCH WSHTF NIE dochodzilo(wszystkich pomniejszych nie da sie przewidziec i uniknac ale na dluzsza mete nie stanowia one duzego problemu).Ale stworzenie odpowiednich warunkow makro to juz kwestia odpowiedniej polityki i gospodarki-krotko mowiac ktos senswony musi przejac wladze i wziac ten caly gnijacy system za twarz i oczyscic ze zgnilizny.Postawa taka wynika zwyczajnie z faktu iz dzialjac na mala skale(czyli miejski surwival itp)to jestesmy w stanie ochronic sie przed malymi WTSHTF ale aby zapobiec wiekszym potrzebne sa dzialania SYSTEMOWE a to juz kwestia polityki-i tak oto jak to w kazdej Polakow dyskusji dochodzimy do polityki;).

    P.S.Ale to moje prywatne zdanie i wiem ze niektorzy z was maja inna opinie.

    • gosciu_z_osiedla napisał(a):

      zmiana władzy o której piszesz to samo w sobie będzie już niezłym STHF, bo „ONI” władzy bez walki nie oddadzą, posuną się do wszystkiego, nawet do fizycznej likwidacji przeciwników systemu

  2. MaQ napisał(a):

    Kupą mościpanowie 🙂 w kupie siła – kupy nic nie ruszy.
    Można próbować się organizować w większe grupy i wspólnie bronić mienia oraz walczyć o przeżycie, wspierać się itp. Może to być temat do większej dyskusji. Dość dobre opisy i przykłady skutecznej obrony przed przeważającymi siłami mamy w historii np: http://pl.wikipedia.org/wiki/Polska_samoobrona_na_Wo%C5%82yniu polecam przeanalizować temat i poczytać dodatkowe linki i tematy pokrewne (np: samoobrona w Przebrażu) Tak dla jasności – wcale nie proponuje tworzenia polskiej sekty wierzącej w WTSHTF na wzór i modłę amerykańskich amiszów 🙂 niemniej jednak doceniam skuteczność takiej struktury w zagadnieniach surwiwalu.

    • gosciu_z_osiedla napisał(a):

      pomysł dobry, o ile wiem są bractwa strzeleckie/kurkowe i to jest jakaś baza

      straże sąsiedzkie, lokalne – ciekawy pomysł – pewnie gorzej z realizacją, skończyłoby się na zakrapianych dysputach organizacyjnych

      pasjonaci survivalu są rozproszeni

      • gosciu_z_osiedla napisał(a):

        aha, facetów zaangażować do straży sąsiedzkiej – żony do klubu gospodyń i zorganizować lokalnego LETSa (http://pl.wikipedia.org/wiki/Lokalny_System_Wymiany_i_Handlu)

      • MaQ napisał(a):

        Zgadza się są rozproszeni.. ale od czego jest internet, CB i inne „nowoczesne” sposoby komunikacji 🙂 Wydaje mi się że tylko kwestia czasu jest powstanie np. pierwszego wirtualnego państwa. Osób zainteresowanych surwiwalem oraz tworzeniem lokalnych komun (niezbyt popularne słowo niemniej jednak oddaje sens) też jest pewnie sporo. Działanie w grupie ma sporo korzyści – swego czasu zastanawiałem się nad stworzeniem systemu informatycznego (mam taki zawód mam) do wspomagania tego typu akcji. Wyobrazić sobie można np kupowanie ziemi przez grupę – a potem jej podział na działki (wspólne negocjacje kredytu w banku itp) i wspólną budowę wioski (coś na kształt PBS) Coś podobnego pokazywali kiedyś na discovery travel&living. Taki „system” umożliwia znaczne oszczędności 🙂 No i potem w razie W. ułatwia przeżycie. Pozdrawiam

  3. gosciu_z_osiedla napisał(a):

    survivalista, zerkam tak na wpisy z F*ckbooka, że ci żona ględzi na konserwy

    a moja sama się przekonała bo jej posmakowała makrela w pomidorach z puszki i kupuje sama, toleruje przy tym inne zapasy

    a jak twoja kobita reaguje np. na kupno monet, nalewek i gadżetów…?

    • Survivalista (admin) napisał(a):

      Mniej więcej tak samo, jak na kupno konserw.

      O ile zgadza się z samym celem przygotowywania się na gorsze czasy, o tyle niespecjalnie ma ochotę się w to angażować a poszczególne praktyczne aspekty (jak właśnie zapasy żywności czy wody) jakoś do niej nie przemawiają.

      Nie mam w żonie sojusznika, niestety.

      • gosciu_z_osiedla napisał(a):

        no zgodzę się – żaden to wielki sojusznik, ale można trochę przekonać

        ja monet aż tak dużo nie mam, natomiast żonie nie żałuję $ na biżuterię, czasem nawet zachęcałem ją albo kupowałem sam – ona lubi głównie srebro + kamienie szlachetne – nie jest to aż tak drogie – a myślę, że to też jakieś zabezpieczenie, może nawet lepsze niż srebrne monety

        moja bez hiper-entuzjazmu ale nawet dawała się uczyć i jeżdziła ze mną postrzelać z wiatrówki,

        generalnie jednak myślenie strategiczne to jednak domena mężczyzny, kobietę to przytłacza, przeraża i przerasta

        trzeba chyba sobie zorganizować jakąś kanciapę czy piwniczkę i tam kombinować

  4. gosc napisał(a):

    Cytuję:
    Polecam dwie książki :Alex Scarrow “Gdy zgasną światła” i Stephen King “Pod Kopułą”. Ukazane jest w nich zachowanie ludzi w momencie gdy świat jaki znają ulega zniszczeniu(ludzie nie będą już ludźmi tylko istotami które za wszelką cenę chcą przeżyć).

    Czytałem akurat „Pod kopułą” i z całym szacunkiem, bo przyjemnie się czyta, ale opieranie się na fikcji literackiej i wyobraźni autora powieści sensacyjnych poważne nie jest. Powieść i warunki tam panujące są oczywiście naciągane na potrzeby czytelnika.

    Natomiast co do meritum masz rację. Jeśli ludzie walczą o przeżycie swoje lub swojej rodziny, to wszelkie znane nam społeczne, ludzkie i moralne zachowania trzeba między bajki włożyć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Informuj mnie o odpowiedziach poprzez e-mail. Możesz również subskrybować wpis bez zostawiania komentarza.

banner