O promieniowaniu i dawkach

Z racji ostatnich wydarzeń w Japonii, sporo się mówi teraz w mediach o promieniowaniu, odmieniając ten rzeczownik przez wszystkie przypadki. Temat bezpieczeństwa radiologicznego jest bardzo złożony i z całą pewnością będę zmuszony poświęcić mu mnóstwo miejsca tu na blogu, chciałem jednak temat zasygnalizować, poczynając od najważniejszej chyba kwestii.

Zanim przejdziemy do informacji praktycznych, zacząć trzeba od teorii dotyczącej promieniowania, czy wręcz od praw fizyki.

Promieniowanie, jakie jest, nikt nie widzi. Z nim jest tak, jak z powietrzem — nie widać go. I niestety nasze zmysły w drodze ewolucji nie nauczyły się rozpoznawać promieniowania. A zatem musieliśmy sobie skonstruować liczniki promieniowania, które będą robiły to za nas. Przykładem takiego urządzenia może być opisany tu jakiś czas temu dozymetr.

Z punktu widzenia naszego bezpieczeństwa, istotne jest nie natężenie promieniowania w jego źródle, ani nawet natężenie promieniowania w miejscu, w którym w danej chwili przebywamy. Wpływ na nasze zdrowie ma bowiem nie samo promieniowanie, a ilość pochłoniętej przez nasze organizmy dawki promieniowania.

Dawki promieniowania określa się albo w Rentgenach, albo w Siwertach.

Jeśli chodzi o Rentgeny, cytując za Wiki:

  • jednorazowa dawka do 50 R nie wywołuje żadnych skutków,
  • 50-100 R – zmiany we krwi, pierwsze objawy choroby popromiennej, ale bez utraty zdolności bojowej żołnierza,
  • 100-200 R – choroba popromienna, utrata zdolności bojowej na kilka dni lub tygodni,
  • 200-400 R – choroba popromienna, długotrwała utrata zdolności bojowej, nawet śmierć.

Jeśli chodzi o Siwerty, również cytując Wiki, tak wyglądają efekty nagłego (w ciągu jednego dnia) pochłonięcia następujących dawek promieniowania:

  • do 0,25 Sv – brak,
  • 0,25-1 Sv – uszkodzenia szpiku kości, śledziony i węzłów chłonnych, możliwe wystąpienie nudności i utraty apetytu,
  • 1-3 Sv – umiarkowane do poważnych mdłości, utrata apetytu, infekcje, dalsze uszkodzenia szpiku, śledziony, węzłów chłonnych, możliwy powrót do zdrowia,
  • 3-6 Sv – poważne mdłości, utrata apetytu, infekcje, biegunka, łuszczenie się skóry, bezpłodność, śmierć w przypadku braku możliwości uzyskania pomocy medycznej,
  • 6-10 Sv – wszystkie powyższe symptomy plus upośledzenie układu nerwowego, spodziewana śmierć,
  • powyżej 10 Sv – paraliż i śmierć.

I przykładowo, jeśli w komunikacie Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej mowa jest, że w japońskiej elektrowni mamy natężenie promieniowania rzędu 200 mSv/h, to oznacza, że przebywanie w takim miejscu nawet przez godzinę nie powinno spowodować dużych kłopotów zdrowotnych.

Jak się chronić przed promieniowaniem?

Metody tak naprawdę są trzy. Stosuje się je łącznie, jeśli tylko jest to możliwe.

Po pierwsze, natężenie promieniowania spada wraz z odległością, a dokładnie — wraz z kwadratem odległości od źródła promieniowania. Im dalej od źródła promieniowania, tym bezpieczniej.

Po drugie, pochłoniemy mniejszą dawkę promieniowania, ograniczając czas przebywania w jego zasięgu. A zatem, jeśli musimy znaleźć się w pobliżu źródła promieniowania, spędzajmy tam jak najmniej czasu.

Po trzecie, możemy ograniczyć dawkę promieniowania, osłaniając się od niej różnymi materiałami. Nawet zwykłe ubranie czy skafander przeciwchemiczny będą w pewnym zakresie skuteczne, bo pochłoną część najmniej przenikliwego promieniowania, ale także zabezpieczą przed osiadaniem materiału radioaktywnego na naszej skórze. Aby się jednak w pełni zabezpieczyć przed promieniowaniem, przyda się nam gruba warstwa ołowiu albo choćby ziemi. 30 cm ubitej ziemi zmniejsza promieniowanie o 90%, zatem metrowa warstwa ziemi daje nam 99,9% ochrony przed promieniowaniem. I dlatego twierdzę, że ziemianka (dobrze skonstruowana) nada się na schron przeciwatomowy.

A jak ktoś ma ochotę posłuchać krótkiej wypowiedzi eksperta, znajdzie ją tutaj. 🙂

Survivalista (admin)

Artur Kwiatkowski. Magister inżynier, posiadacz licencjatu z zarządzania. Samouk w wielu dziedzinach, ale nie czuje się ekspertem w żadnej. Interesuje się zdrowym życiem i podróżami. I przygotowaniami na trudne czasy, rzecz jasna!

Mogą Cię zainteresować także...

13 komentarzy

  1. Mc napisał(a):

    Jak sam zauważyłeś, problemem jest nie tylko intensywność, ale i czas działania promieniowania – a ten może się wydłużyć do końca życia, jeśli np. nawdychamy się skontaminowanego powietrza.

    Tak przy okazji – starsi pamiętają zapewne płyn Lugola.
    A czy są preparaty jakieś sensowniejsze niż ordynarna jodyna,
    blokujące wchłanianie jodu?

    • don napisał(a):

      Lepsze od plynu Lugola sa pigulku jodku potasu – tzn. skutecznosc ta sama, ale plyn Lugola moze powodowac wymioty. I nawet sa zapasy takich tabletek, tylko w 1985 chodzilo o czas – plyn mieli przygotowac lekarze i aptekarze ze zwyklej jodyny ktorej mieli pod dostatkiem, tabletki trzeba by rozwiezc z magazynow co zajeloby dodatkowe kilka godzin

  2. piotr34 napisał(a):

    Podobno dlugotrwale spozywanie produktow mlecznych(jogurty,kefiry)oslabia ewentualne wchlanianie promieniowania.Podobny efekt(ale krotkotrwaly)daja niewielkie dawki alkoholu(to dlatego w Czarnobylu)ratownicy pili przed akcja przyslowiowego kielicha(nie bylo to wiec spowodowane przyslowiowym ruskim pijanstwem).

    P.S.Ciekawe czy tej dziennikareczce-jak tam jej bylo?Wesolowska nadal jest tak wesolo.

  3. Wrobel.Cwirek napisał(a):

    Obecnie nie istnieje, w naszym regionie, niebezpieczeństwo konfliktu atomowego. Jedyne niebezpieczeństwo to:
    a) atak terrorystyczny, prawdopodobnie przy użyciu brudnej bomby,
    b) kontakt z materiałem źle przechowywanym/utylizowanym (np. ze szpitali),
    c) awaria elektrowni atomowej.

    I tak:

    a) jest mało prawdopodobne, bo są o wiele lepsze cele niż Polska
    b) mało prawdopodobne, w dodatku zakres szkód jest ograniczony, ewakuacja może być potrzebna tylko, jak np. sąsiad przyniesie do domu bombę kobaltową (ale wtedy jak się dowiemy to i tak za późno będzie pewnie i już dostaniemy dawkę)

    Najbardziej, choć nadal mało prawdopodobne są awarie c). Jednak wbrew obecnemu szumowi nie tak łatwo o awarię. W Japonii trzeba było trzęsienia ziemi o sile 9, co jest chyba wręcz niemożliwe u nas i sąsiadów. W dodatku, jak nawet jakiś opad przyjdzie, to o wiele lepiej na ten czas siedzieć nawet w bloku i się szczelnie zamknąć niż gdzieś ewakuować.

    • Kryzysowo napisał(a):

      Z tym brakiem ataku terro to nie takie hop siup. Niestety Ojro to wspaniały moment aby dać światu prztyczka w nos. Możemy polegać jedynie na działaniu naszych wspaniałych służb. 😉

      I tak jako ciekawostkę, jakiś czas temu przeglądałem powiatowy plan zarządzania kryzysowego dla Wrocławia. Jednym z zagrożeń tam wymienionych jest awaria elektrowni w Czechach. Tyle dobrego, że nasi zarządcy mają świadomość takiego zagrożenia.

  4. Jan2 napisał(a):

    Niesamowite jest sledzic doniesienia o japonii.

    Najpierw po prostu rypnelo i wszystko toczylo sie jak w zegarku. Kto mogl to uciekal (wiedzial gdzie, czy my wiemy?) potem uciekal dalej z pomoca roznych sluzb. Ludzie od razu mieli schronienia. Potem przyszlo tsunami i za jednym zamachem zwiekszylo ilosc zabitych i zabralo prad. Do dzis wiele osob mieszkajacych w schroniskach nie ma pradu. Czasem jest zimno. Choc najgorzej bylo przez pierwsze 5 dni.

    W tym samym czasie zniknely towary na szybko: a wiec chleb, przekaski, tofu, baterie i WODA. Z tym jest najwiekszy problem i wlasciwie do dzis i woda, benzyna i papier toaletowy jest trudno dostepny. Ludzie po prostu przyjeli to jako wakacje (z zapowiedzi mowilo sie o tygodniowym przestoju, braku pradu itd) W terenach zalanych oczywiscie byl i jest koszmar. Nie ma po prostu nic.

    Po 3 dniach zaczelo znikac wszystko jesli chodzi o zywnosc. Nawet w tokio. O dziwo ludzie nie robili wielkich zapasow i nie wykupowali np. maki. Dopiero gdy skonczyly im sie zapasy i zelazna racja zaczeli kupowac wszystko co mozna bylo dostac. W Tokio dzialaly bankomaty, mozna bylo placic karta, dzialala z przerwami telefonia i sms. Internet w ogole nie ucierpial, jesli chodzi o duze serwisy bylo ok, jesli o male no coz wiekszosc nie dziala do dzis. webcamerki praktycznie zadne nie dzialaja.

    Ubrania. Widzialem zdjecia jak ubrania z pomocy spolecznej byly rozdawane w schroniskach. Najwiekszy problem to mycie. Najbardziej usmiechniete zdjecia to byly wlasnie z sauny. Panstwo prawie od razu zapowiedzialo ze nei bedzie pomagac w odszukiwaniu ludzi. Napisali ze prywatne firmy robia to lepiej i ludzie niech sie zglaszaja do tych facebookow, blogow, itd. Nie znam zadnego systemu wspomagania dzialalnosci komunikacji i odnajdywania ludzi. Do dzis najlepszym sposobem sa listy i sciany z informacjami dla rodziny przy ruchliwych miejscach (niesamowite, taki internet a to wciaz dziala i to w japonii gdzie kazdy ma kilka komorek, komputerow itp)

    Rzad uruchamia zapasy ryzu. Jest tego 10 mln ton na 127 mln mieszkancow.

    Oczywiscie rzad walczy o walute i gielde, promieniowanie itp. ale ja skupilem sie na ludziach. I to bylo istotne. Napiszcie jakie wnioski wyciagneliscie z tej katastrofy dla siebie. Co jeszcze byscie zmienili?
    Moze wiecej zywnosci? Moze przenosny prysznic? Moze kupic kask. Moze warto miec spis linkow np. http://www.radioaktywnosc.umcs.lublin.pl/ Ja na pewno kupie gumowce i łopate. Kupie preparat kelp z jodyna dla dzieci. Niesamowicie przydal by sie maly piecyk na paliwo stale. Taki wrecz przenosny. Szukalem i NIGDZIE nie znajalzlem. sa ogromne kozy, ale taki by jedna niezbyt silna kobieta mogla to rozstawic i ogrzac np. mieszkanie i komin wystawic za okno lub postawic na podworku. Gdzie tego szukac?

  5. Jan2 napisał(a):

    Ciekawe gdzie lepiej bylo sie ewakuowac. Czy do schronisk w szkolach czy jednak do centrow handlowych (moze jakas fontanna itp.), lotnisko itd.

    Podobal mi sie niesamowicie patent zakrywania legowiska (bo tak to trzeba nazwac) po prostu tektury ustawione i zwiazane sznurkiem na okolo. Proste skuteczne.

    Podobaly mi sie ubranka ratownikow. Normalnie az poszukam gdzies jakis uzywanych spodni. Sa swietne.

    ludzie uzywaja telewizji w komorkach http://mdn.mainichi.jp/photospecials/graph/earthquake/61.html u nas nieosiagalne niestety.

    Niesamowicie duzo towaru. Az mozna sie zastanowic czy nie warto znalezc jakiegos zastosowania dla przecenionych towarow. http://mdn.mainichi.jp/photospecials/graph/earthquake/24.html w wiekszosci to tylko brudniejsze, ale nadal wygodne buty. Albo jakies narzedzia. Nie wiem.

    Widzialem ludzi dezynfekujacych jak leci cale polacie. Co uzyc do czegos takiego?

  6. Survivalista (admin) napisał(a):

    W uzupełnieniu do wpisu, polecam obejrzenie tego obrazka:
    http://xkcd.com/radiation/ .

    Jak widać, minimalna roczna dawka powodująca podwyższone ryzyko nowotworu, to 100 mSv, czyli 0,1 Sv.

  7. Kaleb napisał(a):

    Może mnie ktoś oświecić co może zrobić szary obywatel w sytuacji takiej jaka panuje teraz na ziemi? Chodzi mi o ciągle rosnące skażenie radioaktywne w Polsce w wyniku wydarzeń w Japonii.

    Poczytać można o tym tutaj:
    http://www.globalnaswiadomosc.com/polskaskazenie.htm

    Nie wiem, czy źródło wiarygodne, ale co jak co mają jakieś tam pomiary z Centralnego Laboratorium Ochrony Radiologicznej.

    Chodzi mi o to, że nie nie da rady się zamknąć w domu i co chwila brać kąpiel i prać ubrania. Muszę chodzić do pracy, na zakupy, wyjść na rower. Ale świadomość, że teraz wdycham jakiś syf radioaktywny psuje mi dzień 🙁

    • Survivalista (admin) napisał(a):

      Powiem tak — nie jestem w stanie traktować poważnie kogoś, kto wierzy, że smugi kondensacyjne na niebie to jakieś opryski rządu światowego, który chce ogłupiać czy truć ludzi. Mam pod ręką pożyczony dozymetr, i z tego co widzę, nie ma się co obawiać tego promieniowania.

    • Mc napisał(a):

      Hehe, cała ta jodowa panika to efekt „dzielenia przez zero”.
      W zasadzie to skażenie wzrosło nieskończenie wiele razy,
      bo wcześniej nie było atomów jodu, a teraz jest ich kilka 🙂
      To że piszą, iż wzrosło kilka tysięcy razy a nie nieskończenie wiele razy, to tylko dlatego, że podali wzrost od wartości progowej, poniżej której aparatura nic nie rejestruje.
      Ten straszny wzrost to kilka miliBq/m^3, czyli KILKA ROZPADÓW NA GODZINĘ w 1 metrze szcześciennym powietrza (w którym jest 10^22 innych atomów).
      Dla przykładu człowiek sam w sobie jest źródłem promieniowania – 4000 rozpadów na SEKUNDĘ.
      A naturalne promieniowanie tła (kosmos, ziemia itp) jest jeszcze większe.
      Przy okazji polecam ten link:
      http://www.radioaktywnosc.umcs.lublin.pl/?id=0
      całkowite promieniowanie ciągle wokół średniej.

    • Seb napisał(a):

      W Polsce skażenie z Japonii można całkowicie, spokojnie i bezpiecznie zignorować. Nawet jakby tam mieli drugi Czernobyl (a nie mają — żeby mieć drugi czernobyl trzeba się na prawdę postarać) to to co do nas dolatuje jest gruuubo mniejsze niż promieniowanie tła — a nawet 10 krotny wzrost promieniowaia tła jest całkowicie niegroźny (a są miejsca gdzie ono samo z siebie jest te 10 razy większe). Z dużą większą emisją zanieczyszczeń radioaktywnych stykają się ci którzy np. mieszkają niedaleko kopalń (zwykłych, ot węgla, siarki, rud aluminiium a nie jakiegoś uranu).

      BTW jak ktoś chce mieć preparat jodowy na wypadek awarii w Czechach, Niemczech, Rosji, Litwie, Białorusi, Ukraini czy Słowacji to oczywiście można, ale teraz jest zły moment, bo panikarze wykupili 🙂 Trzeba z miesiąc poczekać.

      pzdr
      \Seb

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Informuj mnie o odpowiedziach poprzez e-mail. Możesz również subskrybować wpis bez zostawiania komentarza.

banner