Ewakuacja – analiza sytuacji na przykładzie

W dzisiejszym wpisie postanowiłem przedstawić Wam na przykładzie mojej rodzinnej okolicy (wychowałem się w Warszawie, na Ochocie), jak głęboko w tarapatach będą ludzie, którzy zawczasu nie przygotują się do ewakuacji z miasta.

Część Warszawy, w której się wychowałem, jest dość mocno pocięta na kawałki rozmaitymi liniami kolejowymi. W pobliżu miejsca, gdzie chodziłem do podstawówki, jest jeden z największych warszawskich dworców kolejowych, Warszawa Zachodnia. Stamtąd na zachód biegną linie kolejowe na Poznań, na Łódź (która nieco dalej łączy się z Centralną Magistralą Kolejową), na Radom, a także linia Warszawskich Kolei Dojazdowych. I dlatego ta część Warszawy ograniczona jest przez te linie kolejowe.

Oczywiście w normalnych czasach te tory kolejowe to żadna przeszkoda. Pokonuje się je albo po wiadukcie, albo w tunelu. Na co dzień stoi się tam tylko w korkach (bo możliwe trasy przejazdu są ograniczone właśnie koniecznością przejechania takiego wiaduktu / tunelu). W razie czego, mieszkańcy tej okolicy będą mieli przerąbane.

Mapa ewakuacji - Warszawa Ochota

Na powyższej mapce zaznaczyłem:

  • kolorem niebieskim — wiadukty,
  • kolorem czerwonym — tunele,
  • kolorem zielonym — zwykłe przejazdy kolejowe (a ta linia na Odolanach to trasa, która przecina tak dużo torów kolejowych, że naniesienie każdego przejazdu jako osobnej kropki byłoby mało czytelne).

Jak widać na przykładzie tej mapki, aby wyjechać przykładowo z Kempingu Astur (to nie jest żadne jakoś wyjątkowo popularne miejsce, po prostu Google Maps naniósł je na mapkę i dlatego się do niego odnoszę), do wyboru mamy:

  • Al. Jerozolimskie z wiaduktem nad torami WKD i koleją radomską, a później w korki w Piastowie i Pruszkowie,
  • Grójecką z wiaduktem nad torami linii do Radomia, a później w korki w Raszynie i Jankach (ew. w Łopuszańską),
  • Al. Żwirki i Wigury, przez wiadukt nad torami do Radomia, ale później trzeba pojechać w 17 stycznia, Hynka lub Marynarską (znów wiadukt), bo Żwirki i Wigury kończą się przy lotnisku Okęcie,
  • na północ, Al. Prymasa Tysiąclecia, tunelem pod torami, a później nie wiadomo gdzie dalej, bo po drodze na północ jest jeszcze kilka wiaduktów.

W takim przypadku do ewakuacji bardziej przyda się crossowy motocykl z sakwami, którym będziemy w stanie podjechać po schodach po kładce dla pieszych. Takich kładek nad torami można znaleźć jeszcze co najmniej kilka, w razie czego raczej nie będą oblegane…

Poświęćcie jedno czy dwa popołudnia, przejedźcie się rowerem po okolicy i postarajcie się zlokalizować takie właśnie potencjalne pułapki — mosty, wiadukty, tunele. Kiedyś może się Wam to przydać…

Survivalista (admin)

Artur Kwiatkowski. Magister inżynier, posiadacz licencjatu z zarządzania. Samouk w wielu dziedzinach, ale nie czuje się ekspertem w żadnej. Interesuje się zdrowym życiem i podróżami. I przygotowaniami na trudne czasy, rzecz jasna!

Mogą Cię zainteresować także...

12 komentarzy

  1. artur xxxxxx napisał(a):

    Dobrą, nawet małą, terenówką powinno się pokonać szyny kolejowe w poprzek, byleby mieć wcześniej upatrzony punkt wjazdu i zjazdu z torowiska.
    Opisany przez Ciebie problem nie dotyczy tylko Ochoty. Podobnie jest na Grochowie czy w Ursusie.

    • Survivalista (admin) napisał(a):

      Dokładnie tak. Podobnie spora część Woli jest ograniczona ze wszystkich stron przez linie kolejowe…

  2. Bosman napisał(a):

    W zasadzie nie potrzeba nawet torowisk i tuneli, żeby zablokować ruch w dużym mieście. Weźmy to co się dzieje na wylotówkach z miast np. w piątek po południu. Pomnożmy to razy 3, bo do samochodów wsiądą ludzie, którzy do pracy dojeżdżają komunikacją miejską, i mamy megakorek jak się patrzy.
    W razie totalnej ewakuacji omijanie tuneli i wiaduktów będzie też wskazane, żeby nie utknąć tam z samochodem na dobre.

  3. Mc napisał(a):

    Dobrze byłoby się zastanowić, przed czym ewentualnie można uciekać – w naszych warunkach raczej nie będzie to tsunami albo atak kosmitów, ale chmura chloru, dwusiarczku węgla lub innego świństwa.
    Biorąc pod uwagę nieodinwestowane PKP, cud że nic się jeszcze nie stało.
    Polecam przeczytać ten artykuł:
    http://bialystok.gazeta.pl/bialystok/1,100421,7627968,Historia__Noc_pelna_grozy.html
    Niedawno była powtórka „na szczęście” tym razem paliwo:
    http://www.newsweek.pl/artykuly/sekcje/polska/katastrofa-kolejowa-w-bialymstoku–plona-cysterny-,67665,1
    Pytanie, czy jesteście w stanie uciekać prędzej niż wiatr wieje?
    Może lepiej zostać w domu i pozatykać szpary w domu mokrymi szmatami?
    Zakładając optymistycznie, że się obudzimy na czas.
    Jakaś maska p-gaz z demobilu też by się przydała…

    • Survivalista (admin) napisał(a):

      Jak zawsze, tak i w tym przypadku, trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie — co będzie dla nas bezpieczniejsze: ewakuacja, czy zabunkrowanie się w domu.

  4. A nie lepiej naprawdę rozważyć stałą ewakuację – na całe życie – z wielkiej metropolii już teraz?

    Małe i średnie miasto z perspektywami, a nawet teren podmiejski przy takim mieście – a kontakty w Warszawką/Poznaniem/Wro (czy co tam kto ma na codzień) jedynie od święta i przez pracę zdalną…

    Przemyśleć logicznie za i przeciw.

  5. motocykl krosowy dobry dla kawalera (singiel – co za paskudne słowo!), ale z tego co pamiętam Ty masz rodzinę (i ja też) wsadzę małe dziecko na motocykl i po schodach?

    a co z kobietą?

    dwa motocykle i ona dzieciaka na plecach a ty toboły?

    nie widzę tego, po prostu nie widzę

    Pozdrawiam,
    R-O Lubin/gościu

  6. Pozyskiwacz napisał(a):

    Jeszcze jeden problem-jeździł ktos z was motocyklem po schodach? To trzeba umieć. Poza tym co innego bez bagazu,a co innego z pasażerem czy większym bagażem.25 lat sie juz tłuke róznymi motocyklami i uważam że motocykl crossowy/enduro to średni pomysł. Tzn. świetny , dla jednej sprawnej ,umiejącej jeździć osoby, z minimalnym bagażem i na odległość 100-200 km.Takie motocykle maja małe zbiorniki, a przy przedzieraniu sie bezdrożami spalanie rośnie. Natomiast byłby to świetny pomysł jako pojazd towarzyszący/rozpoznawczy dla samochodu-bazy którą podróżuje reszta grupy i bagaże.

  7. Pozyskiwacz napisał(a):

    Nie chodziło mi o pakowanie motocykla na samochód.Raczej o jazde obok/przed/z tyłu samochodu jako szperacz-zwiadowca (np. szukając przejezdnych dróg,zaopatrzenia, oceniając bezpieczeństwo drogi itp.), a zapas paliwa i większość bagaży jechała by samochodem.
    Taki sposób się sprawdza,sam tak podróżowałem.Trzy tygodniowa wyprawa na Ukrainę (m.inn. Krym,Odessa) i podobna do Rumunii.W zespole Uaz i 2 motocykle.Znajomi byli na Nordkapie , Uaz-em i Dnieprem z wózkiem.
    Opisze dwa przykłady z życia: dojeżdżamy do brzegu morza,szukamy dzikiego noclegu.Uaz zostaje , my na motorach jedziemy w dwie strony. W ciągu 15-20 min. mamy sprawdzone 2 km wybrzeża.Gdyby miał to sprawdzić samochód,spalił by więcej paliwa , zajęło by mu to również z godzinę-bardzo wąskie drogi dojazdowe na plaże , czasami ślepe i konieczność powrotu na wstecznym.Podobnie będąc na biwaku można nie ruszając samochodu i rozłożonego gospodarstwa wyjechać motorem po zaopatrzenie.
    Motocyklem za to jechaliśmy „na lekko”,dużo przyjemniej i bezpieczniej niż z bagażem na 2-3 tyg.
    Dlatego myśle że podobny układ sprawdził by sie też w razie potrzeby ewakuacji. Wystarczy lekki motocykl, a nawet motorower,czy skuter.

    • Cóż, myślę, że ten przykład jest bardzo dobry, ba! rewelacyjny! – ale tu mowa o większej grupie (koleżeńskiej? rodzinnej?) a nie o typowej małej rodzinie.

      Jeszcze do tego widzę komunikację CB pomiędzy pojazdami, albo choćby kodowane PMR, i gra.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Informuj mnie o odpowiedziach poprzez e-mail. Możesz również subskrybować wpis bez zostawiania komentarza.

banner