Kobiety a przygotowania na gorsze czasy

Dziś w dyskusji pod wpisem na temat alkoholu napisałem coś takiego:

(…) przewidywałem potrzebę opisania w przyszłości (…) jeszcze jednego wroga nowoczesnego survivalisty. Czy może nie tyle wroga, ile osoby, która nie jest jego sprzymierzeńcem a zdecydowanie powinna.

Bo mam wrażenie, że w wielu przypadkach, wrogiem survivalisty jest jego żona, która ma kompletnie inną koncepcję odnośnie wydawania wspólnych pieniędzy.

I dziś chciałem rozpocząć tu na blogu moim wpisem dyskusję na temat roli kobiet w naszych przygotowaniach na gorsze czasy. A przede wszystkim, podyskutować na temat tego, co zrobić, by zechciały się one łaskawie włączyć w nasze przygotowania, albo chociaż przestały je utrudniać.

Z doświadczeń moich survivalowo-świadomych znajomych wynika, że z kobietami są same problemy. Przede wszystkim wynikają one z tego, że dla kobiet liczą się zupełnie inne rzeczy w życiu, niż dla nas. Gdy taką zapytasz wprost, odpowie Ci, że oczywiście poczucie bezpieczeństwa jest dla nich cholernie ważne. Zwłaszcza, jeśli chodzi o bezpieczeństwo finansowe zapewniane przez bogatego faceta. 😉 (Tego oczywiście wprost nie powiedzą). Niestety, to bezpieczeństwo tak naprawdę oznacza tylko możliwość wydawania lekką ręką rzeczy na pierdoły takie, jak nowe ciuchy, nowe kosmetyki, a także nowe meble do domu, bo stare się znudziły.

Tymczasem bezpieczeństwo finansowe z naszego punktu widzenia oznacza przede wszystkim gromadzenie pieniędzy na gorsze czasy zamiast ich wydawania bez sensu w tej chwili.

I mam wrażenie, że przekonanie kobiety, że wydawanie pieniędzy na budowę zapasu żywności czy przygotowanie alternatywnego źródła wody to nie są głupoty, może być trudne.

Przeżycie rodziny to zadanie dla kobiety!

Jakże zdziwiło mnie, gdy bodaj rok temu odkryłem bloga Survivalowej Mamy, która uważa właśnie, że dbanie o przeżycie rodziny jest zadaniem dla kobiety. Ale mam wrażenie, że Lisa (autorka bloga) żyje w tradycyjnej rodzinie, w której podstawowym zadaniem mężczyzny jest zabezpieczenie potrzeb finansowych i przyniesienie do domu pieniędzy, podczas gdy resztę zagadnień na głowie ma właśnie kobiet.

Przyznam, że jakoś nie widzę takiego podejścia wśród znanych mi kobiet. Pewnie dlatego, że się w dość dziwaczny sposób wyemancypowały — czyli wywalczyły sobie więcej praw, nie biorąc na siebie żadnych dodatkowych obowiązków.

Przygotowania w tajemnicy

Jestem gorącym zwolennikiem podejścia, że z kobietą, która nie jest skora do współpracy na tym polu, nawet nie ma co dyskutować i próbować jej przekonywać. Jeśli tematu nie czuje, jeśli nie ma ochoty na przykład zdobywać nowych umiejętności, to trzeba dyskusję odpuścić i wziąć to w całości na siebie. Innej metody po prostu nie ma, bo albo się te zapasy będzie przygotowywać samemu, albo się ich nie będzie mieć wcale.

Jeśli zbieranie sprzętu i zapasów na gorsze czasy traktowane jest przez kobietę jako niegroźne dziwactwo, to w zasadzie jesteśmy w domu. Byle nie przegiąć i nie spowodować, że w pewnym momencie powie nam „nie, nie zgadzam się żebyś kupował kolejny kanister paliwa na zapas”. 😉

Ale mimo wszystko wolałbym jednak, by kobieta była skłonna na siebie wziąć połowę odpowiedzialności za przygotowanie na gorsze czasy. Bo przecież nie chodzi tylko o kupowanie sprzętu i żarcia w puszkach, ale także o zdobywanie umiejętności, a na nauczenie się wszystkiego (począwszy od pierwszej pomocy, przez ogrodnictwo, konserwowanie żywności domowymi sposobami i przerabianie zapasów na dające się zjeść posiłki, przez przydatne języki obce a skończywszy na prawie jazdy na motocykl czy karcie wędkarskiej) po prostu nie starczy jednej osobie życia.

Ja szczęśliwie jestem w tej sytuacji, że nie jestem w związku i mogę sobie i pod tym kątem wybrać partnerkę. Ale może macie jakieś pomysły, jak poradzić sobie z takim biernym lub czynnym oporem ze strony kobiety?

Survivalista (admin)

Artur Kwiatkowski. Magister inżynier, posiadacz licencjatu z zarządzania. Samouk w wielu dziedzinach, ale nie czuje się ekspertem w żadnej. Interesuje się zdrowym życiem i podróżami. I przygotowaniami na trudne czasy, rzecz jasna!

Mogą Cię zainteresować także...

70 komentarzy

  1. Gregor napisał(a):

    Bić, jak mokre żyto! 🙂

  2. artur xxxxxx napisał(a):

    Trzeba sobie znaleźć partnerkę, która chociaż częściowo podziela twój światopogląd. Inaczej życie z nią będzie ciągłym konfliktem i męczarnią dla obu stron.

    Ja swoją obecną żonę poznałem na obozie harcerskim. :))

    • gratuluję sukcesu 🙂

      Ja swoją poznałem na dysce w snobistycznym klubie, do którego wyciągnęli mnie znajomi po treningu…

      …wpadłem tylko „na chatę” po gajerek, lepsze buty i kasiorę, i tak siedziałem z mocno utrąconą nogą po treningu (trenowałem mordobicie), paliłem cygaro, sączyłem drinasy… 🙂

      survivalowa to moja kobita nie jest zupełnie 😛

  3. mac napisał(a):

    temat rzeka który nigdy się nie skończy…moja partnerka prezentuje bliską do w/w postawy tzn. nie mam nic przeciwko, rób co uważasz za stosowne ale ja oszczędzać/uczyć się umiejętności/etc. nie będę. I chociaż, jak pisze gospodarz bloga „jestem w domu” to przychylam się do stanowiska, że byłoby dobrze jakby chciała wziąć jakąś część odpowiedzialności. Ale przecież jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma.

  4. Porada napisał(a):

    Moja żona z początku patrzyła na mnie jak na wariata, szczególnie, iż ostatnio nasz znajomy trafił do czubków z powodu przepowiadania końca świata.
    Do zapasów przekonała się, gdy okazały się one przydatne. Gdy późno wieczorem zabrakło oleju, szybciutko przyniosłem jej ten z zapasów, innym razem szybko potrzebny był miód, również dałem go z zapasów. Po kilku takich sytuacjach, żona sama pilnuje, aby zapasy były aktualne.

  5. Zurg napisał(a):

    Jak sie ozenisz to ci przejdzie. Wydaje mi sie, ze po prostu zapaliles sie do pomyslu i zaczales to robic. Zobaczyles ze to zajmuje full czasu i pomyslales zeby to zwalic na jakas dziewoje. Tak ja to widze.

    Moim zdaniem kazdy w domu powinien miec taka torbe przetrwania jak pisza o Japonii. Do tego zapas zarcia (najlepiej taki nie psujacy sie przez 30 lat) na jakies 7 dni. Reszta to normalnie juz pasja i to trzeba lubic.

    Pewnie,ze dobrze by bylo by kazdy mial spiwor w domu, albo namiot. Ale ja wiem czy to konieczne? To jakis wydatek. Nikogo ze znajomych nie namawiam na wiecej niz taka podreczna torba, filtr na wode , jakies pojemniki na nią i zarełko na jakis tydzien do przodu. Reszta to ekstrawagancja.
    Musisz to po prostu przyjac do wiadomosci, ze to EKSTRAWAGANCJA i nieszkodliwe dziwactwo.

  6. przeklejam zatem post z dyskusji o alkoholu tutaj – niestety nie będzie on huraoptymistyczny:

    Nie ma siły – nie można wymagać od typowej kobiety zrozumienia – wiem z własnego doświadczenia – ONE mają swój świat, swoje wyobrażenia i swoje poczucie bezpieczeństwa. Ona się NIE przekona i NIE zrozumie.

    Tj. zrozumie chwilowo, hmm możę, jak w czasie awarii prądu/wodociągu, itp. nagle okaże się, że prąd jakiś jest – z aku i baterii – że światło jakieś jest, że woda jest. Ale po namyśle ONA uzna to za normalność i twój naturalny obowiązek – zapewnienie działania techniki w domu i zapasów. Potem zapomni i wróci do babskiego świata.

    Tymczasem survival – także ten domowy – to jest męski świat, męskie sprawy, męskie decyzje w domu.

    Trudno, czasem konieczność wydzielenia sub-budżetu i ukrycia niektórych spraw przed kobietą, albo przepchnięcia na siłę (jakie one kurka równouprawione i dominujące się porobiły, eeeh!)

  7. Permakulturnik napisał(a):

    Jak to się mówi: „man got to do what man got to do”.

    IMO trzeba robić mimo wszystko. Wiem, że ciężko, albo znaleźć sobie kobietę „na gotowe” (to opcja dla samotnych i młodych) – człowiek się przygotowuję i kobieta przychodzi, musi zaakceptować kwestie przygotować siłą faktu (zapasy itp. po prostu są).

    Jak artur xxxxxx pisze dobrze znaleźć sobie kobietę w odpowiednim miejscu: na obozie harcerskim, na sianokosach czy żniwach (wtedy wiadomo, że się na rolnictwie choć trochę zna ;), w górach.

    Ludzie się ogólnie nie zmieniają, no chyba, że na gorsze. Trudno też od nich wymagać by się zmienili.

    Moje referencje: samotny kawaler, który rozstał się z narzeczoną m.in. z tego powodu 🙂

    • Z powodu permakulturowego się rozstaliście?

      No nic, trzeba Ci szukać stuprocentowej dziewczyny ze wsi, której podoba się takie życie (i naprawdę takie jeszcze są – miałem niedawno dłuższy kontakt zawodowy z jedną). Której – dosłownie i brutalnie powiem – końska kupa nie śmierdzi, ale jest cennym nawozem do jej warzyw.

      Moja kobieta puka się w czoło jak mówię, że chciałbym np. w przyszłości hodować króliki (rodzinna tradycja).

      Góry i moje dolnośląskie pogórza polubiła, ale z wyznaczonej ścieżki raczej nie zejdzie. Musi być czysto, cywilizowanie, itp. Dziecko miasta – dopiero ze mną pierwszy raz wyjechała na urlop na wieś, itp.

  8. Permakulturnik napisał(a):

    Nie z powodu permakultury, bardziej ze względu na moje plany. Moja narzeczona była ze wsi a jej rodzice są rolnikami. Ludzi ogólnie ciągnie do tego czego nie mają – taka nasza przewrotna natura.

    • Też racja.

      Im starszy jestem tym bardziej widzę jak kobiety niesamowicie nas oceniają i nieustannie kalkulują…

      Jak bardzo ważny jest nasz plan na życie, ambicje, status społeczny, stanowisko stan portfela…

  9. Tom napisał(a):

    No coz – jakis czas temu wpadlo w oko takie powiedzenie:
    kobiety nie mozna zmienic; mozna zmienic kobiete, ale to niczego nie zmienia.
    I to chyba w zasadzie podsumowuje temat – aczkolwiek z wlasnego doswiadczenia wiem, ze da sie jeszcze w dzisiejszych czasach trafic na kobiete, ktora jest wychowana w klasyczny, staroswiecki (w dobrym tego slowa znaczeniu) sposob. I ja wlasnie taka kobiete mam, czego i wam wszystkim zycze. A paniom – bo wiem, ze tez tu zagladaja – zycze normalnych facetow – bo nie oszukujmy sie – conajmniej polowa facetow to kretyni – w taki czy inny sposob.
    Z ciekawych powiedzonek – ale to tylko dla poprawy nastrojow – ‚polowa Polakow zdradza swoich partnerow – wiec jak nie Ty, to Twoja kobieta’ 🙂
    Pozdro,
    Tom

  10. Kotek Niecnotek napisał(a):

    prawo jazdy na motocykl do czego się może przydać? ja nie widzę dla niego zastosowania w trudnych czasach…

    • Survivalista (admin) napisał(a):

      Czy ja wiem… Ostatnio dyskutowaliśmy o przydatności motocykli crossowych w sytuacjach SHTF do ewakuacji. A na quadzie też w czasach pokoju bez takiego prawa jazdy nie pojeździsz po drodze…

      • skuter kupić można, albo motor o statusie skutera (pojemność) i odblokować

        znajomy młody chłopak, 16 lat śmiga odblokowanym bzyczkiem 90 km/h

        a jak się bawimy w offtopy to ja się pochwalę – moje domowe zasoby wody pitnej to 150 litrów – bukłaki i małe butelki – kobieta oczywiście puka się w czoło – jakby inaczej – ale z dobrej wody korzysta jak chomik z pojnika

      • Julek napisał(a):

        „Czy ja wiem… Ostatnio dyskutowaliśmy o przydatności motocykli crossowych w sytuacjach SHTF do ewakuacji.”

        No i co wam wyszło z tej dyskusji? Powinno że są mniej przydatne niż rowery, trzeba je poić, mieć dostęp do nietypowych części, prawo jazdy, a skoro już mowa o kobietach, to większość lasek może najwyżej powzdychać do krosówek, bo na siodło wiszące 90-100 cm nad ziemią musiałyby włazić po drabinie 🙂

  11. Krecik napisał(a):

    Chwilę nie zaglądałam, będąc na urlopie, a tu taki temat.. 😉

    Przeczytałam komentarze, przebija z nich jedno – narzekacie, że kobieta która ma zupełnie inne poglądy niż wy nie chce się z wami zgodzić. Litości! Czego oczekujecie po związku w którym na podstawowe kwestie patrzy się zupełnie inaczej? I potem rozkładacie ręce, że nie kobieta podziela waszych poglądów na temat przygotowania na cięższe czasy? To jak z każdym tematem i wizją własnego życia.

    Zgadzam się, że są panie które partnera traktują jak przepis na bezpieczeństwo finansowe bez wkładu własnego, tak samo jak są panowie którzy traktują partnerki jak przepis na wygodne życie. Lecz nie generalizujmy, bo wiele się zmienia, także w starszych pokoleniach i nie narzekajmy na coś, co sami społecznie stworzyliśmy i większość niestety akceptuje.

    • Survivalista (admin) napisał(a):

      Mnie tam by nie przeszkadzała kobieta, która by mnie traktowała jako przepis na bezpieczeństwo. Jestem w stanie wziąć to w całości na siebie z koncepcyjnego punktu widzenia. Jestem w stanie zasponsorować zakupy sprzętu, przeróbki w domu. Ale czasowo wszystkiego (zwłaszcza umiejętności) nie ogarnę. No i w takich warunkach oczekiwałbym akceptacji moich pomysłów (skoro jest to na mojej głowie), a nie ich kontestowania czy patrzenia na mnie jak na dziwaka. 😉

  12. Richmond napisał(a):

    Usmialam sie 🙂 Dobrze dla mojego meza, ze nie jestem typowa kobieta 😉

    Ostatnio wlasnie dopracowuje swoj pakiet awaryjny do samochodu, z racji tego, ze zaczelam sporo jezdzic.

  13. Krecik napisał(a):

    @Survivalista
    No właśnie. Więc nie narzekajmy na teorię, weźmy się za praktykę 😀 Przeżyłam podejście obustronne – byłam traktowana jak zabezpieczenie finansowe i chętka na zabezpieczenie sobie wygodnego gniazdka. Żadne mi nie odpowiadało. Popróbuj, znajdziesz rozwiązanie jakie ci odpowiada, a my poczytamy posty pisane w innym tonie 😉

    Richmond jest doskonałym przykładem, że można inaczej… i że wyśpimy się tak, jak sobie pościelimy. W pozytywnym znaczeniu.

    A może jakiś porządny post na temat tego, jak to panowie przeszkadzają paniom-surwiwalistkom? Mogę podrzucić dużo przykładów z życia wziętych…

  14. Krecik, long time no see

    czekam też z niecierpliwością na twoj komentarz

  15. gość codzienny napisał(a):

    Kobiety nie można przekonać, ale można ją namówić.

  16. Krecik napisał(a):

    Urlop, jeszcze trwający – oto przyczyna. Powoli nadrabiam zaległości w lekturach i gdzieniegdzie coś dodam.

    Z wpisem nie mówię nie, tylko w czasie w którym będzie go wystarczająco by wrócić do pisania 😉

  17. Yarek napisał(a):

    Tak mi się skojarzyło, w temacie tego wątku:
    http://forum.gazeta.pl/forum/w,16,72618380,,Najbardziej_skapy_facet_ranking_.html?v=2

  18. Patrycja napisał(a):

    Bardzo seksistowski jest ten tekst. Nie wiem czy zadaniem autora było obrażanie kobiet, ale teksty typu:

    „z kobietami są same problemy”

    „Gdy taką zapytasz wprost, odpowie Ci, że oczywiście poczucie bezpieczeństwa jest dla nich cholernie ważne. Zwłaszcza, jeśli chodzi o bezpieczeństwo finansowe zapewniane przez bogatego faceta.”

    oraz tekst o tym oznacza dla kobiety bezpieczeństwo „Niestety, to bezpieczeństwo tak naprawdę oznacza tylko możliwość wydawania lekką ręką rzeczy na pierdoły takie, jak nowe ciuchy, nowe kosmetyki, a także nowe meble do domu, bo stare się znudziły.”.

    Weszłam na tego bloga pierwszy raz. Przejrzałam kilka postów, które wydawały mi się ciekawe. Niestety w tym momencie kompletnie mnie odrzuciło – wydaje się, że autor nie szanuje kobiet. Ten artykuł powinien traktować bardziej o tym jak przekonać współmałżonka/kę, zamiast tego mówi „kobiety są głupie i się nie znają, więc róbmy po swojemu”

    Komentarze niektórych panów też są bardzo nieprzyjemne np. „Nie ma siły – nie można wymagać od typowej kobiety zrozumienia – wiem z własnego doświadczenia – ONE mają swój świat, swoje wyobrażenia i swoje poczucie bezpieczeństwa. Ona się NIE przekona i NIE zrozumie.”

    Współczuję panom, których kobiety nie aprobują ich sposobu na życie, ale wierzcie mi – kobiety potrafią zrozumieć, przekonać się i zmienić. Po prostu potrzebują odpowiedniego podejścia, rozmowy itp. Musicie im po prostu pokazać jak bardzo jest to dla was ważne. Kochająca żona, nawet jeśli się nie zgadza z poglądami, zrozumie i „przymknie oko”.

    • Survivalista (admin) napisał(a):

      Patrycja, dzięki za komentarz, choć mam wrażenie, że trochę niezasłużenie mi się dostało.

      Napisałem, że z kobietami są same problemy, jeśli chodzi o przygotowania na gorsze czasy. Kobiety w większości przypadków zupełnie nie rozumieją tego, że warto się na te gorsze czasy przygotowywać. Ciężko im zrozumieć sens posiadania 10 5-litrowych baniaków z wodą pod łóżkiem (ale jak nagle wyłączą wodę i trzeba wykąpać niemowlaka, to facet musi biec rano do Biedronki). Dla nich ważniejsze jest, żeby bateria w umywalce albo kafelki w łazience były ładne, bo to w życiu jest najważniejsze. Nie to, że można wziąć mniejszy kredyt hipoteczny na mieszkanie i łatwiej go spłacić, zapewniając sobie więcej bezpieczeństwa…

      Przecież jasne jest, że nie WSZYSTKICH kobiet dotyczą moje uwagi, bo są takie, które, jak napisałaś, są skłonne zrozumieć i się przekonać. Ale jest ich zdecydowana mniejszość. Statystyczna kobieta nie tylko nie pomoże facetowi w przygotowaniach na gorsze czasy, ale wręcz będzie mu w tym przeszkadzać. Pasywnie (po prostu nie uczestnicząc w nich) albo aktywnie (po prostu nie zgadzając się na niektóre sensowne działania).

      Uwierz mi — moja opinia i komentarze czytelników pod tym wpisem nie wzięły się z niczego.

    • Rufus napisał(a):

      @Patrycja

      Przeczytałem jeden z Twoich postów. I co widzę?
      Czytam kolejno: „seksistowski”; „obrażanie kobiet”; „brak szacunku” etc.

      Nieodmiennie kojarzy mi się tu sytuacja z pewną piękną damą, którą poprosiłem by może pozmywała, raz kiedyś…

      Dowiedziałem się, że „dokonuję hiperbolizacji” – twierdząc, że nigdy nie zmywa, że „nie mam szacunku do kobiet i ich nie rozumiem”, a także, że „powiedziałem to w jakże niewłaściwy sposób”.

      Pewnie trwałoby to i ze dwie godziny aby wyłożyć mi jaki to jestem nieadekwatny prostak i pomimo tego, że „powinienem” zadowowo rozumieć psychikę kobiet…

      NIE WYTRZYMAŁEM! Pozmywałem sam.
      I tak jeszcze kilka razy :)))

      pozdrawiam Patrycja, z całym szacunkiem dla kobiet kłaniam się nisko. Rufus

  19. Patrycja napisał(a):

    „Dla nich ważniejsze jest, żeby bateria w umywalce albo kafelki w łazience były ładne, bo to w życiu jest najważniejsze. Nie to, że można wziąć mniejszy kredyt hipoteczny na mieszkanie i łatwiej go spłacić, zapewniając sobie więcej bezpieczeństwa…” Jeśli to nie jest seksistowski tekst to ja już nie wiem na jakim świecie żyje. Sugerujesz w ten sposób, że kobiety są niepraktyczne i ważniejsze są dla nich żeby coś ładnie wyglądało, niż było funkcjonalne. Wniosek z tego fragmentu – kobiety są rozrzutne, kupują pochopnie i nieracjonalnie. Typowy stereotyp.

    Pomijam fakt, że zupełnie „od czapy” posługujesz się określeniem „statystyczna”. Pracujesz w biurze statystycznym? Przeprowadzałeś badania? Jeśli nie to nie masz prawa używać tego słowa, tym bardziej jeśli ma ono argumentować bezpodstawne tezy.

    Daj ten tekst kilku kobietom i zobacz czy ich to nie ruszy. Myślę, że wiele kobiet po przeczytaniu tego artykułu będzie czuć się dotknięta i będą miały rację.

    „Statystyczna kobieta nie tylko nie pomoże facetowi w przygotowaniach na gorsze czasy, ale wręcz będzie mu w tym przeszkadzać.” No pewnie, nie dość, że nie poprze to jeszcze przeszkodzi. Takie te baby złośliwe.

    Kończąc, chcę podkreślić, że nie atakuję cię teraz osobiście. Nie sądzę , że gardzisz kobietami czy coś, ale twój tekst tak cię właśnie przedstawia.

    • Survivalista (admin) napisał(a):

      Tak uważam — kobiety są rozrzutne, wydają pieniądze pochopnie i nieracjonalnie. Kobiety są niepraktyczne, w przygotowaniach na gorsze czasy raczej będą tylko przeszkadzać.

      To, że kilka kobiet poczuje się dotkniętych po przeczytaniu artykułu, nie dowodzi, że jest inaczej. Dowodzi tylko, że będą czuły się dotknięte. Nawet to, że wszystkie czytelniczki po przeczytaniu poczułyby się dotknięte, nie byłoby zaprzeczeniem mojej tezy.

      Spróbuj przekonać kilka kobiet do wydania 500 PLN na agregat prądotwórczy, którego prawdopodobnie nie będzie potrzeba użyć w ciągu najbliższego roku. I do tego zapasu paliwa za kolejne 200 PLN.
      Spróbuj je przekonać do kupienia do domu 10 baniaków z wodą i trzymania ich stale pod łóżkiem w sypialni.
      Spróbuj przekonać do zbudowania 3-miesięcznego zapasu żywności.
      Spróbuj je przekonać do kupowania kafelków za 25 PLN/m2 zamiast 250 PLN/m2.

      Jak już zrobisz ten eksperyment to wróć tu proszę i podziel się swoimi spostrzeżeniami. Stawiam dolary przeciwko orzechom, że co najmniej 90% z nich uzna te pomysły za dziwactwa i będzie głośno protestować przeciw ich realizacji.

      Skoro tak bardzo nie zgadzasz się z moim punktem widzenia, to może napisz, na czym opierasz swój światopogląd, że kobiety chętnie pomogą mężczyznom w przygotowaniach na gorsze czasy i jeszcze wezmą za to część odpowiedzialności? Bo to, że takie kobiety istnieją, jest pewne — ale jest ich za mało, by moja teza zawarta w tym artykule była nieuprawniona.

  20. Patrycja napisał(a):

    „Skoro tak bardzo nie zgadzasz się z moim punktem widzenia, to może napisz, na czym opierasz swój światopogląd, że kobiety chętnie pomogą mężczyznom w przygotowaniach na gorsze czasy i jeszcze wezmą za to część odpowiedzialności?” Nie napisałam, że będą chętne, ale że istnieje coś takiego jak kompromis. Każdy solidny, partnerski związek potrafi go osiągnąć.

    Myślę, że na przyszłość powinieneś bardziej się zastanawiać nad tym w jakie słowa ubierasz swoje myśli. Ten artykuł mógł być napisany w sposób zupełnie neutralny. Być może rzeczywiście wiele kobiet miało by jakieś „ale”, ale czy to od razu powód by je obrażać i stereotypizować? Nie wydaje mi się. Zamiast pisać np. „Kobiety są takie a takie” „Typowa kobieta…” „Statystyczna kobieta…” mogłeś użyć pojęć takich jak np. „Część kobiet…” „Niektóre kobiety…” „Część naszych partnerek/żon…”. Brzmi o wiele lepiej. Argumentowanie jednak częstego braku wsparcia ze strony partnerek próbując im doczepić etykietkę rozrzutnych, niepraktycznych, pochopnych jest po prostu śmieszne. Nie pomyślałeś, o tym, że radykalne zmiany w sposobie życia zawsze budzą lęk? Że nie łatwo jest przestawić swoje zasady „ot tak”? Że pewne kwestie wymagają przedyskutowania zanim podejmie się jakieś kroki? Myślę, że to mogą być prawdziwe powodu braku wsparcia ze strony żon.

    Zresztą, nie wiem czy ta dyskusja ma jeszcze sens, skoro jawnie się przyznałeś do swoich seksistowskich poglądów „Tak uważam — kobiety są rozrzutne, wydają pieniądze pochopnie i nieracjonalnie. Kobiety są niepraktyczne, w przygotowaniach na gorsze czasy raczej będą tylko przeszkadzać.” Uogólniasz, postrzegasz kobiety przez pryzmat stereotypów, co zawsze jest krzywdzące i karygodne, bez względu na to o jakiej grupie rozmawiamy.

    • Survivalista (admin) napisał(a):

      Oczywiście, że radykalne zmiany w stylu życia budzą lęk.

      Ale co jest radykalnego w kupieniu tańszych kafelków czy baterii umywalkowej? Co jest radykalnego w stopniowym budowaniu zapasu żywności czy wody?

      Nie sądzę, bym był w stanie Ciebie przekonać. Ty raczej nie będziesz w stanie przekonać mnie. Zostańmy więc przy tym i dyskutujmy na inne tematy.

      Jeszcze tylko słówko odnośnie stereotypów — one zostały wymyślone przez ewolucję po to, by ratować nam życie. 🙂

  21. Patrycja napisał(a):

    Tak masz rację, nie ma sensu ciągnąć dalej tych rozmów.

    Zapamiętaj jednak na przyszłość, stereotypy wcale nie ułatwiają nam życia.
    Stereotypy wynikają z potrzeby generalizacji, kategoryzacji. Ludzie tworzą je, żeby mieć poczucie panowania nad rzeczywistością w której żyją, ale to poczucie zawsze będzie złudne, bo stereotyp to FAŁSZYWE I NIEDOSTATECZNIE UZASADNIONE, a dotyczące pewnej grupy osób przekonanie zbiorowe, zwykle niewrażliwe na argumentację.

    Tego przykładem są twoje wypowiedzi.

    Dalsze dyskusje są już bezcelowe.

    • Stefan napisał(a):

      Droga Patrycjo.

      Rozumiem Twoje wzburzenie, ale nie tędy droga. Nie podoba Ci się to że „my faceci” takie mamy zdanie o „kobietach”, ale z drugiej strony nie robisz nic abyśmy tutaj mieli mieć inne zdanie. Nawet sobie utrudniasz gdyż „reagujesz jak typowa kobieta”: odpowiadasz atakiem na krytykę zamiast np. powiedzieć że Ty taka nie jesteś oraz Twoje koleżanki. Pokazać że jesteś bardzo ogarnięta.

      Specjalnie zostawiłem to ostatnie zdanie aby zobaczyć czy pomyślisz „co, mówisz że jestem nieogarnięta?!” 😉

  22. mac napisał(a):

    hej, ale takie dyskusje są potrzebne…i chociaż sam zgadzam się z poglądami administratora strony to faktycznie uwagi Patrycji są słuszne – czasem zmiana formy (a nie treści) pomaga lepiej ją odebrać. Operowanie stereotypami – z zasady będącymi w jakiś sposób niesprawiedliwymi – jest krzywdzące. Nie zmienia to jednak faktu, że pewna grupa mężczyzn – zapewne na podstawie swoich doświadczeń – z takim stereotypem się zgadza.

    Jeśli chodzi o źródło to podejrzewam, że wynika to z faktu iż kobiety rzadziej od mężczyzn interesują się tym „jak i dlaczego świat działa”. W tradycyjnej rodzinie to on powinien się zatroszczyć o to wszystko co jest potrzebne w razie niebezpieczeństwa ciężko więc im się dziwić.

  23. Patrycja napisał(a):

    „czasem zmiana formy (a nie treści) pomaga lepiej ją odebrać” no dokładnie o to mi chodziło 🙂 Nie mówię, że kobiety uwielbiają survival itp. Być może rzeczywiście duża część z nich jest do tego sceptycznie nastawiona, ale ten problem z pewnością można było przedstawić tak by z nikogo nie drwić i nikogo nie obrażać. Cieszy mnie twój odzew 🙂

  24. mac napisał(a):

    Faceci – przynajmniej tak mi się wydaje – o wiele mniejszą wagę przykładają do formy stąd zatem takie a nie inne słownictwo. Z tym, że nie wiem czy warto się tak spierać nad formą. Blog, głównie, jest adresowany do mężczyzn i przez nich pisany wic sprawy mają tak jak się mają.

    Ja bym zadał pytanie dlaczego jest, tak jak jest? Dlaczego mężczyźni przeżywają „life changing experience” i zaczynają interesować się tym czy w domu zawsze będzie woda, prąd czy jedzenie a kobiety nie? Sądzę, że wynika to z tradycji która narzuca im fizyczną (nie społeczną czy emocjonalną) odpowiedzialność za dom.

    • Survivalista (admin) napisał(a):

      W sumie mnie też nie chodziło o to, by kogoś obrazić, choć owszem, zamierzałem sobie złośliwie zadrwić ze stereotypowych kobiet, które opisałem. 😉

      A Twoje pytanie, odnośnie przyczyn takiej różnicy między nami, to chyba świetny temat na osobną dyskusję pod osobnym wpisem…

  25. Rufus napisał(a):

    Koleżanki i Koledzy…

    Początkowo chciałem napisać post, który zmierzałby do pogodzenia obecnych tu na forum kobiet i mężczyzn.
    Po chwili zastanowienia, zmieniłem ten zamiar – bo może uchroniłbym własny związek przed rozpadem – gdybym miał taki 100% patent.
    Niemniej przeczytajcie, jest to całkiem prawdopodobna hipoteza.
    ————————————————————-
    Kobiety i męczyźni podejmują zupełnie odmienne decyzje ze względu na różne spostrzeganie upływającego czasu.
    Mężczyzna spostrzega czas jako upływający i róznocześnie „mieści” w sobie pamięć różnych sytuacji po drodze – w tym – sposobów radzenia sobie, tzw. strategii.
    Kobieta jest jakby „zahipnotyzowana” stanem aktualnym i podejmuje decyzje pod wpływem bieżącej sytuacji uznając ją za względnie trwałą.
    (np. prosperity)

    Kobieta nie dostrzega zmienności sytuacji błędnie zakładając, że będzie ona względnie stała. Mężczyzna natomiast podejmuje decyzje stanowiące „wypadkową” sytuacji aktualnej i posiadanych doświadczeń.
    Kobieta jest bardziej wrażliwa i ponosi skutki zmienności rzeczywistości – która w swoim sensie JEST zmianą. Stąd większe skutki decyzji podejmowanych „na górce” i „w dołku”. Jeśli nałożą się na to naturalne zmienności nastrojów kobiet to widać, jak ta równowaga jest niestabilna.
    W tym kontekście facet „jest obrzydliwie zawsze taki sam”, gdyż podleganie takim wahaniom nie jest jego naturą.

    Przykład 1
    Mam mieszkanie. Swego czasu włożyłem w nie mnóstwo pieniędzy na gruntowny remont – łącznie ze szpachlowaniem, szlifem ścian i sufitów.
    Po pewnym czasie na skutek corocznych napraw i wykopków na ulicy oraz wstrząsów, pojawiły się pęknięcia na suficie. Ich usuwanie to syzyfowa praca i nigdy nie doprowadzi do oczekiwanych rezultatów.
    Miesiąc radości z gładkich sufitów nie równoważy mi kosztów, nakładu pracy i bałaganu związanego z usuwaniem tej usterki.
    Nie wspominając, że mieszkania jako takie ze względu na rosnące koszty utrzymania, fundusze remontowe, ogrzewanie etc. są same w sobie coraz gorszą inwestycją. W sytuacji WSHTF mieszkanie jest bezwartościowe.

    Przykład 2
    Dziecko w wieku 3 lat MUSI iść do najlepszego przedszkola angielskojęzycznego. Skutkiem tego, na chwilę obecna jest możliwość usłyszenia „bye bye” zamiast „Pa tatusiu”. Nieświadomie też budujemy w dziecku przekonanie, że ten inny, nie ojczysty język jest czymś lepszym, bardziej światowym i pożądanym.
    Jako mężczyzna i patriota nie zgadzam się z takim podejściem.
    Aktualne pozostaje pytanie, czy koszty jakie się w związku z tym ponosi są w kontekście korzyści warte – nomen omen – „zachodu”.
    ————————————————————-
    Co z tego wynika?
    Otóż drogie pary z survivalem w tle: dużo rozmawiajcie o tym co dla Was ważne, z szacunkiem dla różnic między Wami. Korzystajcie z tych mechanizmów aby cieszyć się życiem i sobą, a przy tym bądźcie roztropni i zapobiegliwi.
    Jeśli oboje tacy będziecie, przetrwacie. Twierdzę, że to jest Wasz najważniejszy survival. Parafrazując słowa piosenki: „Noc jest wielkim kosmatym pająkiem. Tylko we dwójkę mamy jakąś szansę…”.

    Ta decyzja zależy od Was obojga.
    Żadne z osobna nie udźwignie związku samo.
    Pomimo tej wiedzy którą się dzieliłem – mi się nie udało – choć początkowo wyglądało to tak, jakbyśmy wygrali się na loterii.
    Co moge dodać? Teraz, po czasie, mogę zaprosić miłe samotne Panie
    do wymiany poglądów. Dziękuję, że dotrwaliście do końca.
    pozdrawiam Rufus

  26. Niharel napisał(a):

    Kurczę, nie wiem czy dramatyzujecie, czy faktycznie większość kobiet taka jest.

    Trafiłam na tę stronę przypadkiem i dosyć mi się spodobała, a pod wpływem tego artykułu aż nabrałam ochoty na podzielenie się tym, co myślę.

    Bo kurde nie każdy osobnik płci żeńskiej musi Wam utrudniać. Jestem osobnikiem płci żeńskiej, w dodatku wychowanym w mieście. Za to nie jestem żadnym survivalowym weteranem: noszę okulary, nie umiem się obronić, bezskutecznie próbuję zrobić prawo jazdy, lubię ładny design, nie wierzę w zombie apocalypse.

    Za to w awarię sieci energetycznej owszem. I chaos wywoływany przez tego typu zdarzenia, zwłaszcza jeśli się przeciagna – normalnie jak w grach pos-apo, tyle że wcale nie trzeba zombich ani wojny nuklearnej, żeby zabrakło nam jedzenia, czystej wody czy paliwa. Od dzieciaka noszę po kieszeniach jakieś druty, sznurki i agrafki – potem skompletowałam zestaw ‚sleepover’, który każdemu by się przydał np. na dwudniowej imprezie u kumpla na działce czy jak zapomni rano o dezodorancie. Teraz zdecydowanie skombinuję sobie Everyday Carry kit, i jeszcze podpuszczę chłopaka.

    Moim hobby oprócz sztuki, języków, różnych kultur i życia w dawnych wiekach, jest gotowanie. W tym nauka tradycyjnych metod np. wyrabiania masła. Domowego makaronu. Oprawiania dziczyzny. Hodowania ziół. Głupie rzeczy, ale w krajobrazie post-apo jak znalazł. Nie tylko ze względu na studia nteresuję się odnawialnymi źródłami energii, mikrobiologia, udzielaniem pomocy przedmedycznej czy jakościa kupowanej przez nas żywności. Nie parałam się nigdy survivalem, ale świadomym stylem życia, rozsadnym gospodarowaniem finansami, funduszami awaryjnymi – tak. Uczę się używać wiertarki i piły tarczowej, i kto mi niby przetka umywalkę. Dociera do mnie właśnie, że nie mam w domu zapasu baterii, kuchenki gazowej i innych pierdół, które moga się bardzo przydać. Pod wpływem takich właśnie survivalowych artykułów postanowiłam to zmienić i przygotować się na różne sytuacje, które wszystkim moga się zdarzyć.

    Na pewno jeśli się przyjrzycie, znajdziecie dziewczyny, które nie tylko nie sa przeciwne waszym survivalowym zapędom, ale chętnie dadza się wkręcić i jeszcze naucza was czegoś przydatnego.

    • Stefan napisał(a):

      Chyba każdy ogromnie szanuję takie kobiety i cieszy się gdy takie spotyka.

      Wytłumacz mi proszę dlaczego tutaj przyszłaś i kulturalnie napisałaś o tym jakim to jesteś pozytywnym wyjątkiem, a dlaczego inne kobiety piszą tutaj ze zdenerwowaniem?

      • Lone Shooter napisał(a):

        A dlatego, że nie każda kobieta czuje potrzebę spokojnego tłumaczenia „Ale ja taka nie jestem…” w momencie, kiedy 70% komentarzy pod tym postem zwyczajnie pluje jadem i stereotypami. Rozumiem, że oczekujesz na to równie stereotypowej uległej postawy. A figa, bo jak się babę atakuje to ona też się odgryźć potrafi, a nawet powinna.

        • Survivalista (admin) napisał(a):

          Rzecz w tym, że jak widać tu po komentarzach baby odgryzają się nawet wtedy, gdy się ICH nie atakuje (a jedynie atakuje pewne zachowania u większości kobiet).

        • Stefan napisał(a):

          „nie każda kobieta czuje potrzebę spokojnego tłumaczenia” ja bym to nazwał „nie każda kobieta potrafi komunikować się jak na człowieka przystało” 😉 Rzeczowa, kulturalna rozmowa, to jest to co my najbardziej lubimy 🙂

          „Rozumiem, że oczekujesz na to równie stereotypowej uległej postawy. A figa, bo jak się babę atakuje to ona też się odgryźć potrafi, a nawet powinna.” No widzisz, reagujesz stereotypowo 🙂 W ogóle tak stereotypowo że aż prawie słownikowo 😉

          Dlaczego zachowałaś się stereotypowo:
          – mówimy o „stereotypowej” kobiecie, traktujesz tak jakbyśmy mówili o Tobie
          – krytykujemy „stereotypową kobietę”, traktujesz tak jakbyśmy atakowali Twoją osobę
          – nie potrafisz rozmawiać merytorycznie i dawać nam „męskim seksistom” 😉 argumentów na to że nie mamy racji, natomiast dajesz idealne na to że właśnie nasze „seksistowskie” spojrzenie jest właściwe
          – to Ty plujesz jadem, jak „stereotypowa” kobieta która „racji nie ma, ale dowalić to dowali, w imię k… zasad” 🙂

          • Lone Shooter napisał(a):

            Wiesz co, nie chce mi się nawet odpowiadać…. Oczekujesz ode mnie rzeczowej i kulturalnej wypowiedzi? To sam zacznij. Zachowuję się jakby było to o mnie? Bo tak jest. Nie przypominam sobie, żebyście używali określeń „część kobiet”, „niektóre kobiety”, „pewien procent kobiet”, nie jest „kobiety”, wszystkie i bez wyjątku. Tak wynika z waszych bardzo „rzeczowych i kulturalnych” wypowiedzi. A tak się składa, że kobietą jestem, więc reaguję. A dlaczego nerwowo? Bo jestem uczulona na męski szowinizm.

          • Stefan napisał(a):

            @Lone Shooter:
            1. Nie chcesz odpowiadać, ale odpowiadasz 🙂
            2. Zacząłem, rzeczowo powiedziałem co źle zrobiłaś.
            3. Załóżmy że jest to o Tobie, a raczej że było. Dlaczego w takim razie udowadniasz że mam racje? Gdybyś zachowała się inaczej to ja, w najgorszej wersji dla mnie, byłbym seksistą, szowinistą, a tak wybrałaś odpowiedź z agresją i wyszło na to że ja mam racje.

  27. Rufus napisał(a):

    @Niharel
    Dziękuję Ci za ten pokrzepiający tekst Niharel.
    Gdybyś miała może siostrę albo koleżankę fajną daj znać. pozdrawiam Rufus

  28. zielonka napisał(a):

    Normalnie sie zirytowalam. Na jedna kobiete, ktora mysli o dniu dzisjeszym tak zwanym przypada conajmniej jeden (a mysle, ze bardziej dwoch do trzech) facetow, ktorzy mysla tylko i wylacznie o aktualnych wydatkach. Bo co powiedziec o facetach, ktorzy musza miec wypasiona fure, ktore zre paliwo jak smok, 12 litrow na godzine po miescie i taki nie wsiadze do Citroena C1, ktory o wiele lepiej sie nadaje do pokonania 5km do pracy, w korkach … Ale to ujma na honorze. Nie wspominamy o dojazdach autobusem. Ilu mezczyzn bez mrugniecia okiem kupi drogi sprzet fotograficzny, gadzety komputerowe, tablety, najnowszy model komorki i jednoczesnie uzna, ze koljne szpilki to zbedny wydatek?

    Prawda jest taka, ze dawniej to kobiety dbaly o przetrwanie rodziny. I teraz tez tak jest bo kobiety mysla o rzeczach o ktorych nie mysla faceci. Po co nowa kiecka? Po to zeby miec jakby kiedys zabraklo. Prawie kazda kobieta umie szyc, cerowac, latac, gotowac cos z niczego. W sytuacji zagrozenia to predzej kobieta sie pozbiera do kupy bo patrzac na statystyki, to w czasie wielkiej depresji mezczyzni duzo czesciej odbierali sobie zycie zostawiajac kobiete na pastwe losu. Kobieta ma wbita do glowy odpowiedzialnosc za postomstwo ale takze i za partnera i zawsze jakies rozwiazanie znajdzie. Kobiety radzily sobie przez wieki znacznie lepiej niz mezczyzni bo jakos ludzkosc jeszcze nie wyginela.

    Co do kredytow i kafelkow to postawa jest identyczna jaka prezentuja faceci – musze kupic wieksze i drozsze mieszkanie zeby pokazac kto ja jestem. Jak facet bierze wiekszy kredyt to dba o komfort rodziny, jak kobieta chce kupic wieksze mieszkanie to fanaberia. Jak facet kupuje wiekszy samochod to dba o wygodne dojazdy i miejsce dla dzieci, jak kobieta chce drozsze kafelki to tylko fanaberia glupiej idiotki. Ot meskie myslenie. Zeby nie bylo, w domu to ja zajmuje sie przygotowania do SHTF, moj maz uwaza to za nieszkodliwe dziwactwo.

    • Survivalista (admin) napisał(a):

      @zielonka: o tych facetach, którzy muszą mieć wypasioną furę, nie można powiedzieć nic dobrego… Podobnie jak o tych, którzy wydają wszystkie pieniądze na gadżety, bez których można żyć, nie mając np. zbudowanego funduszu awaryjnego, albo spłaconego do końca kredytu za cośtam.

      Rzeczywiście, w czasach podziału obowiązków „mąż zarabia, żona siedzi w domu”, to kobiety właśnie musiały zadbać o zaopatrzenie domostwa w niezbędne rzeczy. Niestety, w dzisiejszych czasach to już jakoś powoli zanika.

      Mam nadzieję, że mimo tego artykułu, jeszcze z nami zostaniesz. 😉

  29. zielonka napisał(a):

    A teraz jak kobieta pracuje to kto dba o zaopatrzenie domostwa? Krasnoludki? Tez zazwyczaj kobieta i pisze to z wlasnych obserwacji. Wyciagniecie meza na zakupy to ciezka orka na ugorze. Jak wreszcie sie ruszy z domu to mozna sie nasluchac po co dodatkowa zgrzewka wody, soku, po co radio na dynamo …

  30. jast napisał(a):

    Jakoś nie zauważyłem by częściej wariatem nazywały mnie kobiety niż faceci – chyba po równo wychodzi.

  31. yamabushi napisał(a):

    pewien samotny surwialista spotkal 3 wolne panie… pierwsza genialnie strzelala z luku, druga odwaznie wspinala sie w gorach a trzecia fantastycznie gotowala i to praktycznie z niczego… zgadnijcie ktora wybral…

    te z najwiekszym biustem

    robmy swoje / myslmy swoje / dbajmy o swoje

    pozdrawiam

  32. Lone Shooter napisał(a):

    A Wam bardzo chętnie wytłumaczę, dlaczego przeciętna kobita wkurzy się na pomysł kupowania agregatów, paliw i tym podobnych cudów… I nie, nie jest to głupota gatunkowa, jak wielu panów sobie zapewne myśli. Kobieta jako istota myśląca zarówna perspektywicznie, wie, że od punktu A (teraz) do punktu C(koniec świata) jest jeszcze coś takiego jak punkt B, czyli bieżące życie i przewidywalne wydatki na czas najbliższy (100% pewne wydatki). O ile finansów rodzina ma w nadmiarze i taki agregat nie stanowi wielkiego obciążenia, to nie ma problemu. Wręcz przeciwnie, kobieta raczej wspiera myślenie przyszłościowe. Ale jeżeli finanse wystarczają jedynie na bieżące wydatki, kobita stara się oszczędzać itp, a facet jej wyskakuje z agregatem za 500 zł to ja się nie dziwię, że ją cholera trafia. Psikus taki, że aby w ogóle dotrwać do punktu C, najpierw trzeba przetrwać punkt B! Co mi po agregacie, skoro na rachunki zabraknie??? Tutaj przykład trochę przesadzony, ale tak to właśnie wygląda w oczach kobiety.

    Poza tym, myślę, ze nie pomylę się specjalnie jeżeli powiem, że obecnie w jakichś 80% to kobiety (pracujące!)troszczą się o zaopatrzenie zarówno żywieniowe jak i techniczne, gdyż panom zazwyczaj tyłka po pracy się już nie chce w żadnym nadprogramowym kierunku ruszyć, więc jak raz jeszcze usłyszę/zobaczę kobiet do domu, faceci do pracy to oficjalnie wyśmieję i łomot spuszczę. Bo to by dopiero był koniec świata.

    I jeszcze jedno, @Racjonalne Oszczędzanie, co to za tekst, że survival to męska sprawa??? No błagam…….

    • Survivalista (admin) napisał(a):

      Przykład tak przesadzony, że aż chciałoby się rzec, że wzięty z sufitu. Nikt o zdrowych zmysłach przygotowujący się na gorsze czasy nie będzie kupować agregatu nie mając na rachunki!

      Rzecz w tym, że ten przysłowiowy agregat wielu z nas będzie skłonnych kupić rezygnując z innych wydatków:

      • * kupna nowych nart, gdy na starych jeszcze można jeździć,
      • * wyjazdu do Egiptu latem,
      • * wymiany telewizora na większy,
      • * remontu łazienki,
      • * parunastu wyjść do kina.

      I to właśnie jest problemem, że kobiety by wolały wydawać pieniądze na przyjemności, a nie na coś, co prawdopodobnie nigdy nie zostanie użyte.

  33. Lone Shooter napisał(a):

    Przecież mówiłam, że przesadzony -_- Ale są takie rzeczy, które się zdarzyć mogą ( z dużym prawdopodobieństwem) np. samochód się zepsuje, lodówka padnie, jakaś choroba etc ( duży wydatek)i jeżeli zaplecze finansowe pójdzie na coś drogiego, czego potrzeba zastosowania będzie nikła no to bardzo mi przykro. Jeżeli nie miałabym pewności, że starczy na na taki „nagły wypadek” to „agregatu” też bym kupić nie pozwoliła. Mimo, że jestem typem chodzącym ze scyzorykiem i apteczką w torebce, a z zagrożeń katastroficznych doskonale sobie zdaje sprawę. Więc daruj sobie persze gadkę, że kobieta się stawia tylko i wyłącznie, gdyż nie ma na waciki.

    • Survivalista (admin) napisał(a):

      Znów odwołam się do zdrowego rozsądku. Osobiście nie kupowałbym agregatu w momencie, gdybym nie miał solidnego zabezpieczenia finansowego na co najmniej kilka miesięcy życia/nieprzewidziane wydatki. Może i dlatego właśnie nie mam swojego agregatu. I w takim momencie głos kobiety przeciwny zakupowi agregatu jest głosem rozsądku.

      Ale też nikt o takich sytuacjach tu nie pisze. I nikt się przed takim sprzeciwem bronić nie powinien, bo to po prostu lepsze rozwiązanie.

      • Lone Shooter napisał(a):

        Skoro tak to ok. Sprzeciwów w takim wypadku nie zgłaszam, choć sama w pierwszym rzędzie postawiłabym na zapas (prócz wody i jedzenia – podstawa) na zapas medykamentów różnego rodzaju i narzędzi medycznych.

  34. Mirek napisał(a):

    Podam przykład ze Szwajcarii. W 1945 roku czyniono tam potężne przygotowania do zbliznowaciej się ofensywy wojsk Radzieckich. Wszystkie domy w Szwajcarii zostały połączone podziemnymi tunelami. Tunele były tak wykonane że umożliwiały przemieszczanie się tylko w jednym kierunku dlatego domy łączone dwoma tunelami dla ruchu w obie strony. Była to potężna operacja, która musiała być zachowana w totalnej tajemnicy. Jeden z wykonawców tuneli powiedział że „wychodziliśmy do pracy, ale nasze zony nie wiedziały co robiliśmy”. Wszystko było zachowane w totalnej tajemnicy nawet wobec własnych żon.
    Dla mnie jest to najlepszy przykład jak należy traktować sprawy bezpieczeństwa i surviwau wobec kobiet. Jeśli oczekujemy sukcesu lepiej aby kobiety o tym nie wiedziały, bo nie zachowają tajemnicy.

    • Lone Shooter napisał(a):

      A to akurat śmieszne jest i tyle. Są ludzie i ludzie, a nie kobiety i mężczyźni. To samo co tutaj o kobietach można powiedzieć o wielu facetach. Są głupie kobiety i głupi mężczyźni i w drugą stronę to samo. Tyle w temacie.

  35. Anka napisał(a):

    Najpierw nóż w kieszeni mi się otworzył, tak feministycznie. Potem uśmiałam się serdecznie, mniej więcej na wysokości komentarza Survivalisty (admina) z 16.08.2011 o tym nieszczęsnym agregacie. A potem zrobiłam statystykę damskich wypowiedzi pod tym artykułem. Otóż przede mną wypowiedziało się sześć kobiet: Krecik, Richmond, Patrycja, Niharel, Zielonka i Lone Shooter. Z czego tylko komentarze Patrycji były agresywne. Widać ma choleryczne usposobienie. Lone Shooter też wypowiada się żywo. Pozostałe cztery panie zostały popisowo zakrzyczane. Brawo, panowie. :>

    A wiecie, z czego się uśmiałam? Z kapitalnego zgrania w czasie. Otóż na wakacjach 2011 roku zwierzyłam się mojemu facetowi z takiego małego marzenia: chciałam kupić właśnie agregat. Reakcja mężczyzny: „A po co ci to?! I gdzie to zamierzasz trzymać?!”. Okej, rozumiem, że skoro związałam się z tradycyjnym survivalistą, który bez krzesiwa i solidnego noża nie wychodzi z domu, to praktykujemy tradycyjny zielony survival… ale stu stokrotek! on też używa laptopa, smartfona i czajnika elektrycznego. Kuchenka też jest elektryczna. Ale opór był tak silny, że odpuściłam. Potem wracałam kilkakrotnie do tematu i napotykałam na ten sam beton. I nadal agregatu nie mam. Za to mam teraz duży, wytrzymały samochód. O to była mniejsza wojna (nie wiem, o co, skoro złamanego grosza nie dołożył). Najwyżej podciągnę zasilanie do telefonu jego wysokości z gniazda 12V. No, nie wiem, czy się śmiać mam, czy płakać…

    Swoją drogą Lars pisał gościnnie na Kryzysowo artykuł „Miejski Survival- survival networks”. I stwierdził, że (cytuję): „sklep daje mi możliwość rozmowy z wieloma ciekawymi osobami, głównie są to dziewczyny (w Danii nazywamy ?dziewczynami? wszystkie kobiety, bez względu na wiek), przygotowującymi się do sytuacji awaryjnych. Wszystkie wspominają zwykle te same blogi, ale większość z nich decyduje się nie brać udziału w dyskusjach, a raczej obserwować. Jak to w typowej klasie, pełnej rozwrzeszczanych chłopaków i dziewczyn, zajętych pracą domową… W każdym razie ich przemyślenia są… co najmniej inspirujące. Dziewczyny przygotowują się w sposób DALEKOWZROCZNY, długoterminowy (…)”

    Być może powinnam była zmilczeć jak większość i spokojnie kontynuować swoje działania bez wdawania się w słowne przepychanki… ale nie zdzierżyłam.

    • Stefan napisał(a):

      Krecik – pozytywna odpowiedź
      Richmond – nie widzę nic podejrzanego
      Niharel – ja napisałem pozytywny komentarz
      zielonka – rzetelny przykład z jej podwórka, o wadach facetów/a z jej perspektywy

      „Pozostałe cztery panie zostały popisowo zakrzyczane. Brawo, panowie. :>”

      Jeżeli jakiś komentarz spowodował że te Panie zostały zakrzyczane to proszę podaj tutaj adres albo zacytuj go. Z mojej strony mijasz się z prawdą. Chyba że chodziło Tobie o to, że dyskusja dzieje się z dala od tych Pań.

      Przeczytałem Twój komentarz dalej i oprócz tego co wyżej napisałem to masz racje, zwracam honor, lub uniżam się. Cieszę się że należych do czytelniczek, tak jak cieszę się gdy widzę ambitne kobiety.

      • Anka napisał(a):

        I wyszłam na równie zacietrzewioną co Admin i spółka… Trzeba było w porę wstać od kompa, zdzierżyć bez słowa. Kolejny rok z rzędu. 🙂

    • Lone Shooter napisał(a):

      Za ten agregat Ciebie czepiać się nie mogą 😉 A swoją drogą fajne przykłady przytoczyłaś 🙂

  36. Lone Shooter napisał(a):

    Wszystkim tu wypowiadającym się Panom, bardzo dziękuję za inspirację 🙂

    http://loneshooter.pl/wordpress/?p=111

    Pozdrawiam,
    Stereotypowa Kobieta 🙂

  37. Niharel napisał(a):

    Nowy Rok, siedzę sobie i przegladam internety, pomyślałam że dawno nie byłam na blogach survivalowych – wow, tyle nowych postów do poczytania…z ciekawości zajrzałam do komentarzy pod tym wpisem, bo przecież w końcu kiedyś mnie podkusiło żeby się przemóc i coś napisać:) Patrzę, i co widzę? Całkiem ostra dyskusja, i to jak rozciagnięta w czasie…

    Od chwili, kiedy się tu wypowiedziałam pierwszy raz (2011!) zdażyłam się przeprowadzić, kilka razy zmienić pracę, mimo naprawdę skromnego budżetu zbudować fundusz awaryjny i jednak zdać to nieszczęsne prawo jazdy:) Do napisania komentarza skłonił mnie zarówno content (bo smutek że tylu panom panie utrudniaja zapędy survivalowe, lub też sa przekonani że tak było, jest i już na zawsze będzie) jak i język posta – zgadzam się, że autor generalizuje i używa stwierdzeń dość przykrych dla kobiet w ogólności.

    Jednak ten nieco zbyt ostry język nie oznacza, że autor racji nie ma – bo podajecie tyle przykładów, że jednak ma; odpowiadajac na pytanie Stefana, dlaczego na spokojnie odpisałam: bo każdemu z was życzę, by wasze partnerki was rozumiały, wspierały i dzieliły wasze poglady na życie. Uważam, że dialog i porozumienie to podstawa szczęśliwego zwiazku, a pewnie każdy takiego by chciał:) Wypowiedzi typu ‚eee, trzeba po prostu robić swoje i nie przejmować się co baba mówi/myśli’ pokazuja raczej bagatelizację zdania drugiej osoby (w obie strony), brak tego porozumienia – i zamiast się wściekać że w poście i komentarzu nie za fajny język, to w zasadzie trochę mi przykro że nie macie ze swoimi dziewczynami czy żonami tyle wspólnego, ile byście chcieli.

    Dlatego życzę wam, żebyście w morzu wyrachowanych, egoistycznych i krótkowzrocznych dziuń, które niestety istnieja i ja je widzę – trafiali jednak na te racjonalnie myślace, majace swoje zainteresowania, dbajace o przyszłość. Zwłaszcza tym, którzy dopiero szukaja:) Tym w stałych zwiazkach wypada życzyć lepszych relacji i zrozumienia, a paniom – opanowania i rozsadku. Padło kilka fajnych komentarzy od dziewczyn, ale choćby post Lone Shooter wywował we mnie podobny niesmak co język tego posta. Obruszamy się na banały panów o kobietach i krzywdzace stereotypy, a potem same wypowiadamy się, że faceci to szowiniści, tacy, owacy, słabi, niedobrzy, fury wyrabane w kosmos kupuja. Jak ktoś wyżej już powiedział, sa głupi mężczyźni i głupie kobiety. Oby było więcej tych madrych!

    Tak na koniec: pomagajac mamie urzadzać mieszkanie (malutkie i anty-kosztożerne) zakupiłam wspaniałe i eleganckie kafelki do łazienki za 29zł/m2. Da się:)

  38. kosmitka napisał(a):

    A to ze język nie taki… A ci to, lekcja polskiego w klasie ? 😀

    • kosmitka napisał(a):

      Ach, poprzedni wpis się nie zapisał 🙁 no to jeszcze raz:) Panowie, tacy z was twardziele, a jak baba przyjdzie i się zacznie wydzierać i żądać równouprawnienia, to od razu:”Ale nieee… Ja nie to mialem na myśli” … Jasne. Jak się nie podoba, to po co wchodzila? To nie jest blog o równouprawnieniu, pani najwyraźniej pomyliła adresy… ( żeby nie było, jestem kobietą 😉 ) Niestety Admin ma co do większości rację. A że no nie dotyczy wszystkich… to chyba oczywiste. A co do kobiet szyjacych. Wiecie, jest szycie i szycie. Dziurę w skarpecie, jak to już ktoś wcześniej ładnie określił, jest w stanie zaszyć srednio rozgarnięty makak 😉

  39. natalcys napisał(a):

    Tak sobie myślę.. Jeżeli te gorsze czasy wystàpià w formie np. wojny.. To całkiem prawdopodobna będzie mobilizacja mniej lub bardziej powszechna.. A my kobiety zostaniemy z dziećmi i walká o przetrwanie na naszych głowach.. Dlatego postanowilam zostać przy moim naturalnym kolorze włosów, nie chcę martwić się dodatkowo o odrosty.. 😉

  40. Honorata napisał(a):

    Przedstawię się. Jestem człowiekiem rodzaju żeńskiego. Mam L lat, męża, dwóch synów XVIII i XVI lat, nie mieszkamy w Polsce.
    Momentami dyskusja była nużąca i niektóre wypowiedzi czytałam „po łebkach”. Kolejny tekst powinien być napisany przez kobietę a tytuł „Mężczyźni a przygotowania na gorsze czasy”. Porady „Jak przekonać mężczyznę, że trzeba robić zapasy”, „Jak przekonać mężczyznę, że trzeba kupić wodę na zapas” itd. Jestem pewna, że znalazłoby się dużo takich kobiet, które mają problem ze swoimi mężami, narzeczonymi, partnerami aby przekonać ich do budowania zapasów, poduszki finansowej, nauki nowych umiejętności np. przyswojenia obsługi wysyłania emalii czy też podstawowej obsługi komputera. Pomijam już bardziej skomplikowane urządzenia jak obsługa pralki, kuchenki, odkurzacza. Załatwianie spraw urzędowych to kolejna umiejętność, którą panowie nie chcą się zajmować. Gotowanie, chociażby podstawowych potraw, i na tym polu też są oporni bo „po co”. Można by wymieniać, wymieniać i wymieniać.
    Panowie nie narzekajcie tak na kobiety bo sami nie jesteście święci. Człowiek rodzaju męskiego jest bardziej oporny w przekonaniu go do czegoś niż człowiek rodzaj żeńskiego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Informuj mnie o odpowiedziach poprzez e-mail. Możesz również subskrybować wpis bez zostawiania komentarza.

banner