Samodzielność i samowystarczalność

Jeśli czytasz w anglojęzycznym internecie o nowoczesnym survivalu albo o odnawialnych źródłach energii, z pewnością kojarzysz pojawiające się tam często dwa pojęcia: self-sufficiency i self-reliance. Oba mają podobne znaczenie, ale jednak nieco się różnią.

Self-reliance, czyli samodzielność, oznacza, że jesteśmy w stanie zaspokoić jakąś ważną dla nas potrzebę. Na przykład, że w razie awarii prądu jesteśmy w stanie oświetlić nasz dom latarkami. Nie musimy czekać aż ktoś tę awarię usunie, jeśli mamy taką konieczność, możemy korzystać z latarek, świec, itd. Oczywiście nie będzie to aż tak komfortowe, jak korzystanie z normalnego oświetlenia, ale lepsze to, niż nic.

Self-sufficiency, czyli samowystarczalność, to pojęcie, które oznacza, że jesteśmy w stanie zaspokoić daną potrzebę we własnym zakresie w sposób trwały. Czyli że mamy spory zapas baterii do tych wspomnianych latarek. I że mamy ich dostatecznie dużo, by w domu było dostatecznie jasno. Albo, że po prostu mamy w domu wiatrak, baterie słoneczne i akumulatory i z nich właśnie zasilamy oświetlenie w domu.

Zaczynamy od samodzielności…

Gdy przygotowujemy się na gorsze czasy, oceniamy nasze potrzeby i w pierwszej kolejności staramy się znaleźć alternatywne, awaryjne metody na ich zaspokojenie. Czyli wspomnianą latarkę na brak światła. Na inne potrzeby:

  • zapas butelkowanej wody,
  • zapas mąki, cukru, miodu, a także puszek i słoików z gotowymi posiłkami,
  • agregat prądotwórczy z zapasem paliwa,
  • no i zapas paliwa dla samochodu.

W dłuższym okresie oczywiście te zapasy nie wystarczą. Bo cóż z tego, że masz zapas żywności na trzy miesiące? Przecież nie wyżywisz z niego rodziny przez rok…

Dlatego dalszym krokiem na drodze do zabezpieczenia się przed gorszymi czasami jest budowa rozwiązań trwałych, nazywanych niekiedy ładnie zrównoważonymi.

…dochodzimy do samowystarczalności

Docelowo zależy nam na tym, by zastosowane przez nas rozwiązania zaspokajały nasze potrzeby w długim okresie. Jak najdłuższym. Odnosząc się do poprzednich przykładów mogą to być:

  • własna studnia lub zbiorniki do gromadzenia wody deszczowej, plus filtr do oczyszczania wody,
  • ogród warzywny, sad i kilka zwierząt (kury, świnie, może akwakultura i ryby), by pozyskiwać odpowiednio duże ilości żywności,
  • wiatrak i baterie słoneczne, wraz z akumulatorami, może jakaś mała elektrownia wodna (jeśli ktoś ma szczęście i odpowiednią lokalizację),
  • elektryczny rower, poletko rzepaku i samochód na olej roślinny, albo na gaz drzewny (i poletko wierzby energetycznej).

Podobnie wygląda sprawa praktycznie z każdym sposobem przygotowań na gorsze czasy. Nawet z pieniędzmi. Na krótką metę wystarczy mieć zapas pieniędzy na kilka miesięcy utrzymania, co pozwoli przeżyć np. run na banki, czy choćby wyrzucenie z pracy. Na dłuższą metę rozwiązaniem jest uwolnienie się od kredytów, praca na własny rachunek, ale także minimalizacja kosztów utrzymania.

No related posts.

20 Responses to “Samodzielność i samowystarczalność”

  1. Pozyskiwacz says:

    Właśnie samowystarczalność w dłuższej perspektywie jest tym co mnie najbardziej interesuje i na czym się skupiam w przygotowaniach.
    Jeżeli jesteśmy samowystarczalni w perspektywie kilku/kilkudziesięcioletniej to mamy tez załatwione przygotowania na kilkumiesięczne kłopoty.
    Wg. mnie najlepszym sposobem na zapewnienie sobie takiej samowystarczalności będzie stworzenie przynajmniej kilkuhektarowego gospodarstwa rolnego , tradycyjnego i wielokierunkowego. Najlepiej “zasilanego” końmi.
    Dobrym pomysłem będzie też jakieś rzemiosło, nie wymagające prądu, korzystające z lokalnych materiałów i lokalnych rynków zbytu, wytwarzające dobra których ludzie nie mogą sami zrobić a które są im niezbędne do życia.Ktoś ma jakieś propozycje?
    Poza tym niektóre zawody:np. lekarz, stomatolog. W pewnym stopniu pracownik administracji, policjant,celnik,żołnierz itp.
    Chciał bym zwrócić uwagę na jeden problem-odległość od ludzi. Chyba wszyscy zalecają zaszycie się jak najdalej od ludzi.Ma to niewątpliwe plusy.Zwłaszcza w scenariuszach typu “Mad-Max” (moim zdaniem jednak mniej prawdopodobnych).Chodzi jednak o to że tak zupełnej samowystarczalności raczej się nie uda osiągnąć, pasuje mieć dostęp do rynków zbytu i zaopatrzenia. W odległości umożliwiającej dojazd (furmanką,rowerem) lub dojście piechotą, handel i powrót w jeden dzień powinno być jakieś targowisko,bazar itp. Oczywiście dużym plusem byłby dostęp do linii kolejowej i spławnego szlaku wodnego.Podobnie jak lokalnie występujących źródeł energii (koła wodne, wiatraki, węgiel-np. tzw.”biedaszyby”, torf, drewno) i źródeł materiałów budowlanych (drewno,kamień, glina).

  2. gorylekto says:

    ludzie od 200 lat uciekaja ze wsi bo te wasze wymarzone gospodarsta to nic tylko 14 godzin pracy dzienni i zycie na progu ubostwa. ogladalem ostatnio ciekawy program o rodzinie w niemczech ktora zyje samowystarczalnie. chlop pracuje przy wyrebie drewna ze swoim koniem natomiast kobieta pracuje w gospodarstwie i tworzy wyroby rekodzielnicze. wstawanie o 4 rano i zycie przy swieczkach bardzo szybko wam by sie znudzilo. rodzina oczywiscie posiada dzieci jednak utrzymuja sie tylko dlatego ,iz otrzymuja pomoc od panstwa.

    ps. co do “poletka” zepaku to raczej ci chodzi o przynamniej dwu-trzy hektarowe pole i morze nawozu. kto mial do czynienia z rzepakiem i jego produkcja/zbiorem to wie o czym mowie.

    • Mc says:

      gorylkto, świetne podsumowanie marzeń o wiejskiej idylli.
      Bez obrazy, ale żyjącym w blokach teoretykom polecałbym na początek
      uprawę jakiegoś ogródka warzywnego – pod blokiem albo w ogródkach działkowych u rodziny.
      Jak już skopiecie, posiejecie, wyplewicie i przyjdą ślimaki które wszystko zjedzą, to możemy kontynuować temat :)

  3. Pozyskiwacz says:

    Od 40 lat żyje na wsi, wiem co to ciężka praca, ale wiem też że z gospodarstwa można się utrzymać,wcale nie na granicy ubóstwa, wiadomo że trzeba pracować, za darmo nic nie ma.W mieście tez chyba pracujesz? No chyba że żyjesz z zasiłków, tez można…
    Ale tu rozmawiamy o przygotowaniu się na nadciągające czasy kryzysu ew. innego kataklizmu i o samowystarczalności.
    Jakieś inne propozycje oprócz pracy na roli?
    Konkrety poproszę, skoro rolnictwo za ciężkie to co?

    • bajcik says:

      Jakieś inne propozycje oprócz pracy na roli?

      Nawet przed wiekami zagrody nie były całkowicie samowystarczalne, istniały różne rzemiosła i handel. Trzeba się zastanowić czego będą potrzebowali ci który mogą mieć lekki nadmiar żywności, żeby móc się wymienić.

      Może kowalstwo? Felczerstwo? Prostytucja? ;) Naprawa generatorów? Produkcja bimbru?

      Zgodzę się że w rolnictwie musi przybyć pracowników, kiedy nie będzie działać tak sprawnie jak teraz. Sporo osób najmie się też do pomocy u gospodarzy.

      • Survivalista (admin) says:

        Pomysł produkcji bimbru czy innego rodzaju energii jest niezły, ale na wsi pewnie co drugi gospodarz na to wpadnie i ze świetnego skądinąd pomysłu pewnie nic nie wyjdzie.

        • mimo, iż co drugi gospodarz na to wpadł, w czasie ostatniej wojny i wczesnej komuny i tak to była dobra waluta i tego bimbru nigdy nie było za wiele

          rada mojego ś.p. dziadka dla mnie była taka – że jak dorosnę i przyjdą ciężkie czasy mam się nauczyć pędzić bimber

  4. bajcik says:

    Dodam że bycie samowystarczalnym na wsi jest coraz mniej możliwe, bo:
    – podatki, opłaty, papiery
    – zwierzęta muszą być ewidencjonowane
    – trzeba spelnic sporo wymagan aby móc zwierzęta hodować (wyposażenie obory, płyta gnojowa etc)
    – uprawa warzyw jest chyba nie uregulowana (dla tych co dopłat nie biorą), ale nie wiadomo co UE wymyśli :/
    – bez nasion, nawozów, oprysków i traktora (ropy, części) to nie rolnictwo tylko ogródek Krisznowca ;)

    Więc o rolnictwie można zapomnieć. Ale ogródek warzywny, z perspektywą powiększenia areału – czemu nie?

  5. Pamiętajmy o samowystarczalności w kontekście warzyw z Hiszpanii/Niemiec, ja właśnie dziś pisałem o tym parę słów:
    http://racjonalne-oszczedzanie.blogspot.com/2011/05/warzywa-z-hiszpanii-z-niemiec-czyzby.html

    Mój wniosek jest taki – polska wieś już nie jest samowystarczalna! Warzywa z biedronki i jajka z tesco – ot co pozostało z gospodarności!

  6. gorylekto says:

    nie chodzi o to ,iz rolictwo samo w sobie jest za ciezkie. chodzi o to ,ze model tutaj proponowany jest calkowicie nieralny i nie da sie tak zyc. Powiedz prosze sam ile posiadasz ziemi w ha(ile masz doplat z eu), ile masz maszyn, ile nawozow wykorzystujesz rocznie, ile pali kombajn i czy da sie go napedzac olejem rzepakowym. sam mieszkasz od 40 na wsi i dla ciebie niektore rzeczy sa naturalne pamietaj natomiast ,iz wiekszosc osob tu piszacych mieszka i zostalo wychowanych w miescie. autor narazie planuje i jego przeprowadzka na wies zostala oparta na teori (na dodatek w wiekosci amerykanskiej).

    ps. nie zyje z zasilku za to place zus ,a nie symboliczny krus.

  7. Peccator says:

    Mówiąc krótko – nie da się osiągnąć samowystarczalności w pojedynkę ani nawet w jedną rodzinę. Polecam obejrzeć pilotowy odcinek “Domku na prerii”. Samowystarczalne mogę być co najmniej społeczności wielkości wsi, a i to tylko w zakresie żywności, ale już nie bezpieczeństwa – wieś się nie obroni przed nawet niewielkim oddziałem wojska lub dobrze zorganizowaną bandą.
    Albo więc przyłączymy się do jakiejś społeczności tracąc część niezależności albo pozostaje nam próbować ukrywać się w pobliżu jakiejś cywilizacji i wymieniać swoje produkty (musimy mieć coś co oni potrzebują) za jedzenie. Samotne gospodarstwo to samobójstwo albo naiwność, że nikt nas nie ograbi.

    • Survivalista (admin) says:

      Jasne, że 100% autonomii czy samowystarczalności się nie da osiągnąć. Ale w dużym stopniu można łączyć samowystarczalność (np. 80-100% warzyw i owoców zjadanych przez rodzinę w ciągu roku) z zapasami (np. własnoręcznie robione wędliny, suszone mięso, mrożonki, ale także kilka żywych zwierzątek) i jakoś sobie radzić.

    • jak się powiedziało A to trzeba powiedzieć B

      jaka według ciebie jest optymalna wielkość osady chroniącej przed uzbrojoną bandą?

      tak aby “chłopy” mogły się zebrać i skutecznie skończyć rabusiów

  8. Pozyskiwacz says:

    Dlatego napisałem że nie powinno się zaszywać z dala od wszelkiej cywilizacji tylko utrzymywać jakieś kontakty handlowe.
    Kombajn da się napędzać olejem rzepakowym, podobnie jak ciągnik. Ale w perspektywie kilku lat większym problemem będą części np. akumulatory, opony itp.Sądzę że wtedy lepiej sprawdzą się konie.
    Osobiście nie używam nawozów sztucznych,tylko naturalne.Dopłat trochę biorę,to fakt.Płace również KRUS.Ale nie sądzę żeby to miało znaczenie gdy kryzys się pogłębi, albo wystąpi inny kataklizm.
    Chcąc uzyskać możliwie dużą samowystarczalność trzeba się oczywiście łączyć w grupy.Kiedyś były wielopokoleniowe rodziny to było trochę łatwiej.Dziś pozostają grupy znajomych,przyjaciół. I faktycznie zabierając się za rolnictwo dopiero po wystąpieniu kataklizmu, nie ma wielkich szans na powodzenie, chyba że dołączamy się do jakiegoś już funkcjonującego gospodarstwa.Niekoniecznie w charakterze taniej siły roboczej, ale oferując swoje umiejętności i wiedzę, np. garbowanie skór, produkcja cegieł, szewstwo , krawiectwo itp.

  9. Pozyskiwacz says:

    Przed jaką uzbrojoną bandą? Kilkoma “dresami” z maczetami, czy kompanią wojska która zdezerterowała z ciężkim sprzętem?
    Określę to tak, niedaleko mnie jest dwór, który przed wojną był w zasadzie samowystarczalnym gospodarstwem. Wg. właścicielki,starszej pani pamiętającej z dzieciństwa tamte czasy, kupowano tylko sól, naftę i zapałki. Wszystko inne robiono na miejscu.Nawet bimber :-) Tkano własne płótno.Była kuźnia, bednarz itp. We dworze stale mieszkało ok.70 osób (razem z dziećmi) , a w sezonie prac polowych np. żniwa zatrudniano czasami i drugie tyle.
    Osobiście myślę że do osiągnięcia w miarę dużej samodzielności potrzeba kilkunastu osób.A przynajmniej 5-7 osób dorosłych.
    Co do obrony:
    -zależy przed kim,
    -zależy na jakim terenie- np. osada na wyspie
    -zależy od uzbrojenia,
    -zależy od wyszkolenia.
    Kilkanaście przygotowanych , uzbrojonych i wyszkolonych osób, zajmujących umocnioną pozycje może być nie do pokonania nawet dla kilkuset bandytów, z kolei nawet małe miasteczko może sterroryzować kilku uzbrojonych i zdeterminowanych napastników.

  10. Peccator says:

    Oczywiście mnóstwo zależy od sytuacji, czyli jaka katastrofa na nas spadnie, w jakim stopniu zmiecie dotychczasowe urządzenia państwowe, a może tylko je czasowo osłabi. W przypadku jaki widzimy np. w filmie “After armaggedon” sytuacja będzie podobna jak w średniowieczu, czyli cywilizacja zacznie się odbudowywać w oparciu o ustrój feudalny. Mówiąc najkrócej – będzie pełno większych i mniejszych gospodarstw rodzinnych lub społeczności wioskowych, które osiągną jako taką samowystarczalność żywieniową, ale będą niemal kompletnie bezbronne. Będzie też wiele większych i mniejszych band, silnych, ale zależnych od łupu w postaci jedzenia. Ten etap będzie najgorszy – takie wczesne średniowiecze. Z czasem jednak ten i ów herszt silnej bandy pomyśli o czymś ambitniejszym i zamarzy, by nie tylko napadać, ale by na stałe WŁADAĆ jakimś terytorium. Wówczas narzuci kilku wioskom swoją władzę, zamieszka w ufortyfikowanym miejscu i będzie zbierał podatki oraz chronił swojej ziemi przed innymi bandami. W ten sposób stanie się quasi-księciem, a jego zbóje wojami, a rolnicy będą wasalami. W razie ataku band, chłopi będą się chronić w fortecy księcia, a ten będzie starał się bandy odpędzić. Jeśli książę będzie rządzić odpowiednio długo, poszerzy opanowane terytorium i będzie się wiodło gospodarczo, to niewykluczone, że po nim władzę przejmie syn lub wojowie dokonają spośród siebie elekcji następcy. I tak zaczną powstawać nowe państwa – historia się powtórzy.
    Kluczowe będzie szczęście i zaradność, by nie zginąć, zanim obejmie nas władzą jakiś senior. Dopiero jego opieka wyciągnie nas ze stanu permanentnego zagrożenia. Dużo szczęści i też umiejętności nawiązywania dobrych kontaktów międzyludzkich. Czasem mobilność, by przenieść się w tereny objęte ochroną feudała. Może się przyłączyć do niego jako woj – ryzyko śmierci w potyczkach z bandytami (ewentualnie być bandytą :) ). Naprawdę historia średniowiecza może nas dobrze przygotować na te czasy. Zwłaszcza, że brak fabryk broni może w jakimś stopniu spowodować częściowy powrót do szerszego stosowania broni białej. Z pewnością nie będzie rycerzy zakutych w zbroje, ale raczej potyczki mogą wyglądać jak te z XVIII – XIX wieku – produkcja czarnego prochu jest możliwa zawsze, jeśli się ma know-how.

  11. Ciek says:

    W czasach jako takiej prosperity, którą mamy dziś (wiem, wiem …) ucieczka na wieś by od świtu do nocy kury macać nie ma zbyt wielkiego sensu. To falstart. Przygotowania powinny polegać na nabyciu terenu, możliwie atrakcyjnego i w bliskiej lokalizacji by spędzać tam rekreacyjnie wolny czas tak by mógł służyć do produkcji żywności gdy zajdą realne ku temu powody. Teren można obsiać roślinami wieloletnimi nie wymagającymi zbyt wiele uwagi, w razie potrzeby się je wytnie, chociaż np. rozwinięte drzewo owocowe jest źródłem różnych możliwości, a gdy dobrze je przyciąć (wyżej od ziemi) to właściwie nie traci się ziemi bezpośrednio pod nim. Inwestycja jest o tyle dobra, że przy starannym planowaniu powinna się przy niewielkim wysiłku zwrócić z dopłat po jakimś czasie.

    Dom posadowiony zupełnie na odludziu już dziś nie jest dobrym pomysłem bo ponoć ciężko to upilnować, w sytuacji kryzysu to może być samobójstwo. Myślę, że racjonalnym rozwiązaniem są małe wioski na uboczu, z działkami przyzagrodowymi do produkcji na bieżące potrzeby i jakimś areałem w niedalekiej okolicy do produkcji na wymianę lub też pasożytowania na dopłatach póki są. Jeśli w okolicy jest rzeka lub jezioro to mamy idealne miejsce na weekendową rekreację.
    Pozdrawiam z letniskowa w Ługach gm. Dobiegniew :)

    Ciek

  12. Pozyskiwacz says:

    No i idealne podsumowanie :-)
    Ja mam o tyle inną sytuacje, że zawsze mieszkam na wsi. Ale dla kogoś kto chciałby sie tylko zabezpieczyć na wypadek kryzysu/kataklizmu najlepszym wyjściem może być to co napisał Ciek. Dodam tylko że jeżeli udało by sie zebrać nawet w 2-3 osoby/rodziny o podobnych zainteresowaniach/planach, można by całe przedsięwzięcie zorganizować taniej i lepiej niż samemu. Np. studnie można wykopać wspólną.

  13. Mariusz says:

    a ktoś może liczył ile )po najmniejszych kosztach) kosztuje załorzenie takiej małej farmy. Produkcja dla siebie + coś na sprzedaż ( co by na podatki było ). Żywo interesuje mnie ten temat gdyż jak ruszę z robotą chciałbym uczynić. :)
    Dla zainteresowanych wsparciem mnie (duchowym lub intelektualnym) proszę o odwiedenie tej strony gdzieś za miesiąc https://sites.google.com/site/projektfarmynatury/

Leave a Response

Jeśli komentarz się nie pojawi od razu po zatwierdzeniu, mógł trafić automatycznie do moderacji lub spamu. W takiej sytuacji skontaktuj się ze mną (poczta[a]domowy-survival.pl).

Notify me of followup comments via e-mail. You can also subscribe without commenting.