Gaz drzewny jako paliwo awaryjne

Autorem dzisiejszego artykułu jest Krzysztof Lis, który prowadzi bloga o alternatywnych paliwach silnikowych.

Jeśli rozmawiacie czasem ze swoimi dziadkami, być może kojarzycie bardzo popularne w czasach II Wojny Światowej awaryjne paliwo silnikowe. Gaz drzewny, z niemieckiego holzgas, bo o nim mowa, bardzo wspomagał transport cywilny w czasie, gdy prawie całe paliwo było zużywane przez wojsko do prowadzenia kampanii na wielu frontach. Przy odrobinie szczęścia nasi dziadkowie mają szansę pamiętać ciężarówki obwieszone dziwaczną aparaturą, dziś już zupełnie niespotykaną.

Gaz drzewny jest paliwem, które może zastąpić zarówno benzynę jak i olej napędowy. Nadaje się do zasilania silników z zapłonem iskrowym i z zapłonem samoczynnym (z pewnym zastrzeżeniem, o którym mowa będzie niżej). Wytwarza się go w niezbyt skomplikowanej aparaturze z drewna, węgla drzewnego, torfu, węgla (tu już raczej pasuje szersze pojęcie — gaz generatorowy), a w zastosowaniach stacjonarnych z różnych jeszcze ciekawszych substancji. Wytwarza się go na bieżąco, podczas pracy silnika, stąd w polskojęzycznej literaturze można spotkać się również z pojęciem gaz ssany. Zresztą ten gaz to nie tylko zastosowania do napędzania silników — całe miasta korzystały z wytwarzanego z węgla gazu miejskiego do oświetlania ulic, gotowania, czy przygotowania ciepłej wody użytkowej. Gaz miejski został wyparty z rynku dopiero przez gaz ziemny. Urządzenie wytwarzania gazu drzewnego nosi nazwę zgazowarki, gazogeneratora albo czadnicy.

Ta ostatnia nazwa bierze się stąd, że bardzo istotnym składnikiem gazu drzewnego jest czad, czyli tlenek węgla. Jest go w gazie drzewnym około 20% i jest to podstawowy palny składnik gazu drzewnego. Kolejne ok. 20% gazu drzewnego stanowi wodór, również palny. Trzecim w kolejności palnym składnikiem gazu drzewnego jest metan (nie więcej niż kilka procent). Pozostałe składniki są niepalny azot i dwutlenek węgla.

Wartość opałowa (kaloryczność) gazu drzewnego jest kilka razy mniejsza, niż gazu ziemnego i wynosi ok. 6-8 MJ/m³. Aby więc zastąpić jeden litr benzyny trzeba spalić ok. 4,5-6 m³ gazu drzewnego, ale łatwiej zapamiętać inny przelicznik. Aby zastąpić litr benzyny, trzeba zgazować 2,5-4 kg drewna.

Aparatura do zgazowania drewna na samochodzie w czasie II WŚ mogła wyglądać na przykład tak, jak na poniższej fotografii.

Ciężarówka na gaz drzewny z czasów II Wojny Światowej

Ciężarówka na gaz drzewny (holzgas) z czasów II WŚ

Najważniejsza część produkcji gazu drzewnego, czyli zamiana drewna na palny gaz odbywała się w samej zgazowarce, widocznej po lewej stronie fotografii, za kabiną. Od góry ładowało się paliwo, widać płaską sprężynę dociskającą szczelnie wieko do obudowy, by uniknąć przecieków toksycznego i palnego gazu. Duży otwór na dole służył do wybierania popiołu, zaś dwa otwory powyżej do rozpalania zgazowarki. Najmniejszy, nie zamknięty otwór, to wlot powietrza, które do środka wpadało przez kilka dysz. Gorący i zanieczyszczony pyłem i substancjami smolistymi gaz trafiał następnie do odpylaczy na dachu, gdzie mijał szereg ścianek ustawionych mu na drodze tak, by wyłapać możliwie dużo cząstek pyłu. Następnie trafiała do kolejnego odpylacza umieszczonego z przodu pojazdu, pod stelażem, na którym montowano zderzak i tablicę rejestracyjną. Tu również się odpylała a następnie trafiała do drugiej chłodnicy, również umieszczonej na wspomnianym stelażu. Tu gaz miał za zadanie się schłodzić, w tym procesie skraplała się para wodna i substancje smoliste. Ale chodziło też po prostu o to, by obniżyć temperaturę. Im gaz jest chłodniejszy, tym ma większą wartość opałową (kaloryczność) na jednostkę objętości (jest mniej rozrzedzony).

Wytwarzanie gazu drzewnego nie jest trudne i można to próbować robić w znacznie mniej skomplikowanym urządzeniu. Zajęli się tym tematem Amerykanie w latach 1980-tych, gdy na zlecenie FEMA (Federalnej Agencji Zarządzania Kryzysowego) poszukiwali możliwości produkowania awaryjnych paliw na wypadek powtórki kryzysu naftowego. Myślę, że skoro już Peak Oil mamy za sobą, warto byłoby choćby zapoznać się bliżej z tą technologią.

Poniższa fotografia przedstawia właśnie opracowany na zlecenie FEMA gazogenerator zamontowany na ciągniku.

Zgazowarka FEMA zamontowana na ciągniku

Uproszczona zgazowarka opracowana na zlecenie FEMA zamontowana na ciągniku

W tym przypadku sercem procesu zgazowania jest stalowa beczka z zamontowanym u góry blaszanym pojemnikiem na śmieci (który służy za zbiornik paliwa). Jak widać na fotografii, właśnie jest uzupełniany o zrębki drzewne. Przymocowana do uchwytu na pojemniku na śmieci sprężyna służy do dociśnięcia pokrywy do obudowy. Tu jednak nieco inaczej, niż poprzednio, powietrze do zgazowania drewna zasysane jest właśnie przed zbiornik paliwa. Później gaz trafia do chłodnicy i filtra w jednym (zrobionego z wiadra po farbie), do mieszacza i dalej do silnika.

Szczegółowy projekt tej zgazowarki znajdziecie w książce „Drewno Zamiast Benzyny…”, która zawiera schematy, rysunki montażowe, oraz trochę teorii na temat gazu drzewnego. Z tej książki zresztą pochodzi powyższa fotografia.

Zgazowarka opracowana na zlecenie FEMA była mocno uproszczona. Co się z tym wiąże, nie pracowała aż tak wydajnie, jak projekty z czasów II WŚ, gdy gaz drzewny był u szczytu popularności. Rozmawiałem z jednym użytkownikiem tego urządzenia, według niego do projektu należałoby wprowadzić kilka zmian — jednak zamontować dysze do doprowadzania powietrza, oraz zastosować porządną chłodnicę gazu i odpylacz przed nią. Mimo to, jak na sytuacje awaryjne, projekt ten powinien się nadawać doskonale.

Wspomniałem o zastrzeżeniu odnośnie gazu drzewnego i silników wysokoprężnych. Mianowicie gaz drzewny nie może się w takim silniku spalić, jeśli nie zostanie czymś zapalony. Można więc do diesla zamontować instalację zapłonową ze świecami (jak w benzyniakach), co jest kłopotliwe, albo pozostawić niewielką dawkę oleju napędowego, który zainicjuje zapłon gazu drzewnego.

Niestety, gaz drzewny nie jest pozbawiony wad. Silniki na gazie drzewnym zużywają się nieco szybciej (zwłaszcza gdy gaz jest źle oczyszczony), wymagają częstszych zmian oleju silnikowego, no i tracą sporo mocy. Spadek ten może sięgać nawet 30-40%, mniejszy jest w silnikach diesla.

http://www.drewnozamiastbenzyny.pl/grafika/ciezarowka-na-gaz-drzewny-holzgas-500.jpg al

Survivalista (admin)

Artur Kwiatkowski. Magister inżynier, posiadacz licencjatu z zarządzania. Samouk w wielu dziedzinach, ale nie czuje się ekspertem w żadnej. Interesuje się zdrowym życiem i podróżami. I przygotowaniami na trudne czasy, rzecz jasna!

Mogą Cię zainteresować także...

10 komentarzy

  1. Idealne paliwo dla rolnictwa, ciężarówek, itp.

    Nie widzę tego w osobówkach na miasto 🙂
    w dobie peak oil, w osobówkach widzę elektrykę albo olej po frytkach 🙂

    Krzysztofie – wyobraź sobie swojego Smarta z tą instalacją!

    • Krzysztof Lis napisał(a):

      Do Smarta to nie ma tego gdzie zamontować, zresztą podobnie jak do większości osobówek. Ewentualnie na przyczepce, może na haku. W czasie II WŚ jeździły samochody osobowe na holzgas, ale nie da się ukryć, to nienajlepszy pomysł.

      Moim zdaniem elektryczne jednak wygrają, bo tego oleju po frytkach aż tak dużo nie ma. 🙁

  2. zas napisał(a):

    Dziwne wrażenie mnie właśnie ogarnęło. Mogę się mylić, ale czy autorem tego ploga nie jest przypadkiem Krzysztof Lis. Jeśli tak to dlaczego wpis gościnny. Wstyd się przyznać do bloga czy co?

    • Survivalista (admin) napisał(a):

      Autor bloga chciałby pozostać anonimowy, bo jego znajomi wystarczająco się z jego szalonych survivalowo-spiskowych teorii naśmiewają. 🙁

      Krzysiek mi pomaga w kwestiach technicznych, on mi postawił tego bloga na swoim hostingu i na swoje dane wykupił domenę. On jest ustawiony chyba nawet jako główny administrator bloga, bo z tego co widzę, np. powiadomienia o nowych komentarzach wysyłają się jakby z jego adresu.

      • zas napisał(a):

        Po prostu swojego czasu na tym blogu pojawił się post z nagraniem audio – odpowiedź autora bloga na komentarze – głos łudząco podobny do Krzyśka, a tu nagle wpis gościnny. To mnie zdziwiło.

        • Survivalista (admin) napisał(a):

          To pewnie zasługa programu do zniekształcania głosu, jakiego użyłem przy nagrywaniu tego podcastu. 🙁

          • Po prostu następny podcast się zrobi z głosem Dartha Vadera i jakoś to będzie.

          • Boungler napisał(a):

            Ludzie ale po co ta konspira? Że niby jak? Nie można namierzyć właściciela bloga? Właściwie w jakim celu to zniekształcanie głosu?
            Dzisiaj takie ukrywanie się jest już prawie niemożliwe, więc też zastanawiam się dlaczego stosujecie takie zabiegi? Tzn. kto jest targetem?
            Zarówno ten blog jak i wiele innych jest z całą pewnością „już dawno” pod nadzorem służb, których nie wykazuje budżet państwa 🙂 To nie jest żadna teoria spiskowa – po prostu tak właśnie.

  3. piotr34 napisał(a):

    A co za roznica kto prowadzi tego bloga?Blog jest ciekawy i masa na nim ciekawych informacji wiec jak dla mnie to moze go prowadzic nawet Donald Tusk(nieee-no to chyba jednak bylaby przesada;)).

    • Donek z Jarem stuknęli się samochodem na urlopie. Wychodzą i zaczyna się kłótnia. Po pewnym czasie Donek schodzi z tonu mięknie i mówi:
      – Wiesz Jarek, to jednak moja wina, jestem winny.
      – Dobra Donek, wiedziałem że jednak dobry z ciebie chłopak, niech będzie, że wina jest na pół, w sumie ja też zaszalałem.
      – No Jarek, to jednak przesadzone co o tobie mówili w kuluarach – jesteś jednak swój chłop! No to wypijmy na zgodę!

      Donek wyciąga z samochodu Wódkę i plastikowe kubeczki – polewa – i chlup. Nagle Jaro patrzy i się dziwi.
      – Donek, eeeee…. ale dlaczego ty nie pijesz?
      – No ja czekam na przyjazd Policji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Informuj mnie o odpowiedziach poprzez e-mail. Możesz również subskrybować wpis bez zostawiania komentarza.

banner