Kuchenka turystyczna na drewno – test

W ostatni weekend pomyślałem, że zrobię krótki test mojej kuchenki turystycznej na drewno, którą wożę w samochodzie. Artur opublikował tu kiedyś dawno test kuchenki spirytusowej, będzie to kolejny wpis z cyklu testów sprzętu survivalowego.

Kuchenkę WoodGas Camp Stove LE kupiłem ze dwa czy trzy lata temu, z racji mojej fascynacji gazem drzewnym. Jest ona nietypowa właśnie z tego powodu, że proces spalania drewna przeprowadzany jest w dwóch etapach — najpierw drewno jest zgazowane, później palny gaz ulega spaleniu dzięki dostarczeniu drugiej porcji powietrza.

Nie do końca odważyłbym się nazwać tę kuchenkę turystyczną, bo jest dość duża (13 cm średnicy, 16 cm wysokości) i waży ok. 650 g. Z drugiej strony, mniej więcej tyle waży gazowa kuchenka z kartuszami…

DSCF1281

Kuchenkę ładuje się połamanymi patyczkami. Tak naprawdę nic większego od szyszki tam się nie zmieści, więc sporo czasu trzeba poświęcić na przygotowanie paliwa. Kuchenka do pracy wymaga niestety dwóch baterii AA (akumulatorki mogą być) do napędu wiatraczka, który wdmuchuje do środka powietrze. Na zdjęciu widać załadowane paliwem urządzenie, które właśnie zacząłem rozpalać (na zdjęciu widać też kawałek pudełka na baterie z kablem i wtyczką, oraz ruszt do postawienia na kuchence).

Kuchenka posiada dwa tryby pracy, różniące się prędkością kręcenia się wentylatora. W pierwszym trybie jej moc sięga 3 kW, w drugim — 1,5 kW. Ku mojemu zaskoczeniu, ta moc jest większa, niż moc największego palnika gazowego na typowej kuchence gazowej, jaką możecie mieć w domu (właśnie to sprawdziłem)… Zużywa 320 albo 550 g paliwa na godzinę pracy (w zależności od trybu). Żywotność baterii alkalicznych oceniana jest na 10-11 godzin ciągłej pracy.

kuchenka turystyczna na drewno

 

W ramach eksperymentu postawiłem na kuchenkę dwulitrowy garnek z litrem wody, aby zobaczyć, ile czasu zajmie mi zagotowanie jej. Przy pracy na pełnej mocy zajęło mi to 10 minut przy niewielkim wietrze. Jak widać, garnek mi się mocno okopcił, choć przy normalnej pracy urządzenie nie wytwarza praktycznie żadnego dymu.

Istotne jest, że z takiej kuchenki nie wolno korzystać w pomieszczeniach zamkniętych. To mocno ogranicza jej przydatność w przygotowaniach na gorsze czasy, bo w celu skorzystania z niej trzeba byłoby wychodzić np. na balkon. Z czego wynika to zastrzeżenie? Kuchenka w procesie zgazowania drewna wytwarza tlenek węgla, który jeśli nie zostanie spalony, będzie toksyczny dla użytkownika.

Na Amazon.com można kupić większą wersję tej kuchenki (Woodgas Camp Stove XL), która różni się nieco gabarytami i mocą (3,6 kW i 2,7 kW, zależnie od trybu pracy). Ja moją kupiłem wraz z książkami na KnowledgePublications.com, ale z tego co widzę, jest tam wyprzedana.

Ocena

Ważąca 650 g kuchenka nie wymaga noszenia przy sobie zapasu paliwa. Z drugiej strony daje to niemal nieograniczony dostęp do paliwa, przy założeniu, że patyki i gałęzie w lesie są suche. Zestaw składa się z kuchenki, rusztu, uchwytu (demontowalnego), pojemnika na baterie oraz worka do przechowywania.

Korzysta się z kuchenki fajnie (choć przyznam, że trochę miałem kłopotów by nauczyć się ją odpalać). Bardzo sympatycznie wyglądają płomienie na maksymalnej mocy (niestety nie udało mi się tego uchwycić na zdjęciu), niemal jak płomienie z kuchenki gazowej… Na Amazonie są zdjęcia pokazujące, jak kuchenkę można wykorzystać jako źródło ciepła w grillu albo do gotowania wody w wielkiej beczce. Ja nie próbowałem, ale robi to wrażenie.

Zalety: bardzo duża moc i krótki czas gotowania, dość stabilna, nieźle radzi sobie z podmuchami wiatru (to przetestowałem przy innej okazji), możliwość regulacji mocy, brak konieczności noszenia ze sobą zapasu paliwa — można korzystać z połamanych patyków i gałązek.

Wady: w sumie dość duża i ciężka, konieczność noszenia baterii lub akumulatorków, brak możliwości korzystania w pomieszczeniach, droga (ponad 70$ plus transport z zagranicy).

Krzysztof Lis
5

Krzysztof Lis

Magister inżynier mechanik. Interesuje się odnawialnymi źródłami energii, biopaliwami i nowoczesnym survivalem.

Mogą Cię zainteresować także...

14 komentarzy

  1. Super napisał(a):

    Na pierwszym zdjęciu widać że dokładasz tam nie do końca odpowiednie rzeczy 😉 Może stąd problemy z rozpaleniem.
    Kuchenka działa znakomicie-widziałem taką w akcji.Ale….
    -nie nadaje się do zestawów awaryjnych domowych- czym będziesz palił w mieście na balkonie ? Boazerią ?
    -na kuchenkę na koniec świata też się średnio nadaje -wymaga dodatkowych baterii. Tutaj lepiej sprawdzą się podobne konstrukcję bez wiatraka.
    Na kilkudniowe przerwy w dostawie gazu czy prądu polecam zwykły epi gaz + zapas kilku butli 500ml. Można na tym awaryjnie żyć nawet dwa tygodnie. A jak trzeba będzie uciekać z domu to trzeba nauczyć się palić ognisko 😉

  2. Lupus83 napisał(a):

    Gdzieś widziałem projekt takiej kuchenki w opcji „DIY”. Szczerze mówiąc nie bardzo mnie to przekonuje. W terenie mogę rozpalić ognisko a w pomieszczeniu i tak nie bardzo można jej używać. Wydaje mi się że lepiej mieć kartusze z gazem albo chociaż kilka litrów denaturatu i kuchenkę spirytusową. Może moc mniejsza ale dostępność paliwa spora (choć nie koniecznie) i waga prawie żadna. Można też samemu taką zmajstrować z puszki po browarze, wtedy waga jest minimalna i od biedy można na tym gotować.
    Moim zdaniem najlepiej chyba spisała by się kuchenka w rodzaju MultiFuel. Wtedy można gotować na wszystkim (benzyna, spirytus, gaz) tylko że cena trochę spora.

  3. Wrobel.Cwirek napisał(a):

    No właśnie – konieczność posiadania baterii wyklucza tą kuchenkę jako sprzęt na wypadek „końca świata”.

    • Krzysztof Lis napisał(a):

      Jeśli nie będziesz mieć zapasu akumulatorków i metody ich ładowania w razie braku prądu z sieci, to rzeczywiście.

      Ja się przygotowuję i na tę ewentualność, za dużo jest urządzeń elektrycznych, z których nie chcę rezygnować (jak choćby radio czy krótkofalówka, albo latarki LED), więc akumulatorki i ładowarkę będę musiał mieć.

  4. ChollaYi napisał(a):

    Wystarczy poszukać trochę na forach i można znaleźć opisy projektów takich kuchenek np. z kubków nierdzewnych 🙂
    Ja wykonałem z puszek po mleku Bebilon i groszku. Coś bardzo podobnego do opisywanego na stronie:
    http://pomorst.site88.net/other/kuchenka/

    Kuchenka (przynajmniej ta DIY) wcale NIE WYMAGA wiatraczka, a tym samym prądu. Domyślam się, że powietrze dostarczane przez wiatraczek ma przyspieszać rozpalanie i być może zwiększać efektywność. Jednak konstrukcja kuchenki powoduje, że powstaje tam cug, który w zupełności wystarczający do użytkowania. Moją kuchenką zagotowałem 1/2l wody w jakieś 12-15minut za pomocą 2-3 garści patyczków znalezionych wokół 🙂
    Różne typy kuchenek (na końcu jest rysunek wyjaśniający działanie): http://zenstoves.net/Wood.htm
    Dokument opisujący działanie kuchenki:
    http://www.woodgas.com/Woodgas%20stove.pdf
    Dyskusja z przykładami na tactical:
    http://www.tactical.pl/forum/index.php/topic,60585.0.html

    • Krzysztof Lis napisał(a):

      Dokładnie — te projekty bez wiatraczka też są fajne. I bardziej awaryjne, niż ta, którą mam i którą opisałem. 🙂

  5. Serek napisał(a):

    Dla zwyklego greengo taka kuchenka jest kiepskim pomyslem, ale juz jako zamiennik gazowej kuchenki ok. Trzeba tylko uzywac WYLACZNIE suchego (na prawde suchego) drewna.

    Za to ja w plecaku przetrwania mam kelly kettle. dobre sprawdzone i lekkie rozwiazanie. Niezbyt dobrze sie na tym gotuje (to w koncu samowar do wody), ale dziala wszedzie i da sie gotowac nawet na tekturze. Szyszki to wrecz idealna sprawa, a widzialem gotowanie na suchej trawie. Nie jakis stogach, ale takiej zebranej z ziemi.
    Na razie kelly kettle bije cala konkurencje. i te DIY kuchenki, ktore maja maly cug i wynalazki zagazowywania.

    Jedna uwaga. aluminiowe kelly ketle mniej wazy, ale trzeba wode przegotowac 2 razy przed uzyciem. Stalowe sa 100g ciezsze, ale lepsze pod tym wzgledem

  6. Wrobel.Cwirek napisał(a):

    No, takie kuchenki bez potrzeby prądu to przyznaję, super sprawa – paliwo dostępne wszędzie (nawet w mieście jakieś suche gałęzie się znajdą), prosta konstrukcja do samodzielnego wykonania – przy odrobinie wprawy pewnie nawet w terenie w razie potrzeby.

  7. TH napisał(a):

    Szczerze ? To wolę nauczyć się spawania, obsługi wózków widłowych i suwnicy niż kupować takie bzdety. A jak już ktoś lubi się bawić w lesie to lepiej zrobić coś takiego : http://www.practicalsurvivor.com/hobostove

    • nie uważam tego za bzdety, autorzy to prezentują cenną wiedzę i umiejętności – która się naprawdę przydaje

      a spawanie swoją drogą warto opanować – i nie neguje to nowych umiejętności z blogów survivalowych

      • TH napisał(a):

        Kuchenka polowa za 70 $ ? W Polsce już nie ma lasów do partyzantki … Rozumiem sprzęt na biwak jak kogoś to bawi, ale panowie to nie jest nowoczesny survival.

        • Survivalista (admin) napisał(a):

          Nowoczesny survival to właśnie nie partyzantka w lesie, tylko przygotowanie na sytuacje, gdy nie ma np. gazu albo prądu.

          Jeśli masz taką kuchenkę i trochę gałęzi w ogrodzie, to sobie w gorszych czasach ugotujesz kilka obiadów. Ale oczywiście nie oznacza to, że jest to urządzenie dla każdego. Dla mnie na przykład — nie. Bo ja w bloku nie mam gdzie trzymać zrębków drzewnych a łatwiej jest mi mieć prymus na benzynę i zapas paliwa do niego.

      • RedHead napisał(a):

        Mam obiekcje co do stabilności tej wieży. Pasek metalu nad wycięciem też ma ) nośności. Będzie się wywracać w te stronę

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Informuj mnie o odpowiedziach poprzez e-mail. Możesz również subskrybować wpis bez zostawiania komentarza.

banner