Nie ma uniwersalnych rozwiązań

Przeglądając sobie dyskusje toczące się na łamach komentarzy pod ostatnimi wpisami, ale także na naszym profilu na Facebooku, doszedłem do wniosku, że trzeba napisać coś na ten temat.

Dyskusje toczą się wokół tego, że nie wszystkie opisywane tu narzędzia, zestawy survivalowe czy umiejętności nie są uniwersalne. Ale nie ma się co okłamywać, bo one nigdy nie będą uniwersalne. Nie ma uniwersalnych rozwiązań wszystkich naszych problemów. Możemy tu sobie dyskutować o różnych wariantach tych problemów, proponując różne warianty rozwiązań.

Weźmy przykład optymalnego środka ewakuacji. I czegoś takiego z pewnością nie ma, bo:

  • do ewakuacji z poblokowanej Warszawy lepszy będzie motocykl crossowy, niż samochód, ale przecież nie każda rodzina da radę się zapakować na takie motocykle (co z noworodkami?),
  • na totalny kryzys energetyczno-paliwowy połączony z efektem działania impulsu elektromagnetycznego najlepszy będzie jednak rower, bo on działa bez prądu i benzyny,
  • jak ktoś ma uciekać z domu na wsi do innego miejsca, to idealny będzie chyba jednak samochód terenowy,
  • a niektórym więcej pożytku przyniesie kupienie kajaka…

Jeśli zaś chodzi o alternatywne źródła prądu:

  • w domu jednorodzinnym można sobie zamontować baterie słoneczne na dachu,
  • a jeśli pogoda pozwala, to także wiatrak,
  • zaś w bloku pozostaje tylko agregat prądotwórczy na balkonie.

Podobnie będzie wyglądać sprawa z niemal wszystkim, o czym będę tu pisać na blogu:

  • najlepszym sposobie ograniczenia kosztów życia rodziny (ja bym jako pierwsze wymienił obiady na mieście, ale nie każdy regularnie się stołuje w restauracjach),
  • idealnym środku do lokowania nadwyżek pieniędzy (złoto? teraz już chyba nie…),
  • optymalnym miejscu do wybrania jako cel ewakuacji (w Polsce trudno znaleźć takie miejsce, a poza tym każdemu z nas pasować będzie inna okolica),
  • najlepszej kuchence na gorsze czasy (jak ktoś ogrzewa dom pelletami, to sobie skorzysta z takiej kuchenki na drewno albo Kelly Kettle, jak ktoś ogrzewa dom drewnem i węglem, to lepsza będzie kuchnia węglowa),
  • itd., itp.

Każdy z opisywanych tu na blogu sposobów przygotowań na gorsze czasy wymaga przemyślenia i adaptacji do Twojej sytuacji. A pewnie i tak część z nich w Twoich warunkach po prostu się nie sprawdzi. 😉

Survivalista (admin)

Artur Kwiatkowski. Magister inżynier, posiadacz licencjatu z zarządzania. Samouk w wielu dziedzinach, ale nie czuje się ekspertem w żadnej. Interesuje się zdrowym życiem i podróżami. I przygotowaniami na trudne czasy, rzecz jasna!

Mogą Cię zainteresować także...

16 komentarzy

  1. Krzychu napisał(a):

    ano nie ma uniwersalnych rozwiązań, jak to w życiu
    IMO trzeba się przygotowywać na to co najbardziej prawdopodobne.
    Oglądałem wiele programów survivalowych, ale po dłuższym namyśle to większość porad nie ma sensu, w odniesieniu do tematów bloga, przede wszystkim dlatego ze zakładają że człowiek znajdzie się na bezludziu, praktycznie bez żadnych wytworów cywilizacji. Biorąc pod uwagę że dla większości z nas jest to bardzo-bardzo mało prawdopodobne, a do tego nie zgodne z tematem proponuje dyskusje nt. obrony we własnym domu, wyżywieniem przez jak najdłuższy czas, awaryjnej komunikacji, itp.

    Moim skromnym zdaniem najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest brak prądu i przepalenie wszystkich ważniejszych arterii energetycznych, przez wybuch na słońcu lub potężny impuls EMP. Chętnie oglądnąłbym jakieś testy/badania jakie urządzenia mogą wyjść cało po EMP/erupcji słonecznej.
    Biorąc wszystkie scenariusze pod uwagę to właśnie brak prądu jest najgroźniejszy, transport wody, gazu, paliwa jest często uzależniony od prądu, gdyby tego wszystkiego zabrakło miasto zaatakowałoby wieś, która do dziś potrafi być w dużej części samowystarczalna. W Polsce mało prawdopodobne są wszelkie ataki terrorystyczne, a lokalne katastrofy naturalne nie wymagają tak naprawdę zdolności i przygotowań do surwiwalu.

    Warto by sprecyzować co to znaczy „survival domowy”, moim zdaniem to znaczy – być przygotowanym na awaryjną sytuację, tzn brak prądu/wody/gazu/ciepła/żywności przez pewien czas, a także obronę we własnym domu, wtedy możemy mówić naprawdę konkretnie i uniwersalnie w zależności od kategorii problemu.

    Pozdrawiam 🙂

  2. Pozyskiwacz napisał(a):

    Jedna uwaga. Wieś nie jest już tak samowystarczalna jak kiedyś. Jasne że „w razie czego” będzie dużo lepiej niż w mieście, ale np. w razie braku prądu przez dłuższy czas, fermy świń , czy drobiu, albo duże gospodarstwa mleczarskie , będą miały ogromne kłopoty z pozbyciem sie padliny zwierząt. Nie mówiąc a jakimkolwiek utrzymaniu produkcji.
    Jeszcze najlepiej takie kataklizmy to zniosą rozdrobnione , tradycyjne gospodarstwa rodzinne.

    • Krzychu napisał(a):

      oczywiście racja, na (nie)szczęście tam gdzie mieszkam, wszystkie gospodarstwa tak wyglądają 😉 Kiedy by zabrakło paliwa to nawet na wsi nie byłoby ciekawie, choć na pewno znaleźliby się tacy których brak dostępu do prądu, gazu, wody wcale nie rusza ;]

  3. Wrobel.Cwirek napisał(a):

    Dodajmy, że nie tylko nie ma uniwersalnych rozwiązań – ale i nie ma jednakowych mozliwośći. Każdy, jesli chce, musi z informacji, porad, wymiany doświadczeń wyciągnąć własne wnioski i na własne potrzeby i mozliwośći i chęci je realizować.

  4. uirapuru napisał(a):

    Moim zdaniem dwiema najważniejszymi cechami ‚survivalisty’ powinny być: a) chęć przeżycia/poradzenia sobie z problemem b) kreatywność

    Abstrahując od sytuacji ekstremalnie ekstremalnych – dwie powyższe cechy przydają się tak na codzień, jak i w głuszy.

  5. mordefzka napisał(a):

    Co do mozliwych katastrof to niestety nie ma tak lekko.
    Trzesienia ziemi w Polsce zdarzaja sie nawet dosc duze. 3-4 co kilka lat. 7 moze sie zdarzyc chocby jutro. Polska lezy na styku dwóch płyt.

    To samo z huraganami.

    Jakas susza czy horoba roslin nie jest czyms niemozliwym w naszych warunkach.

    Co do rozwiazan idealnych to nawet w idealnych warunkach zadne z tych rozwiazan nie jest dobre. Benzyna sie skonczy, sprzet moze sie zepsuc. I zawsze pozostaje dobra kondycja, ktorej nie zawsze bedziemy mieli.

    Na szczęście Bóg nas nie zostawia i to jest bardzo pocieszające. Bóg nas kocha i na tym nalezy budowac swoje zabezpieczenie.
    Warto oczywiście coś tam przygotować. Ale popatrzmy np. na wojne. Tam pomimo lat przygotowan ogromnych srodkow i szkolenia tez gina ludzie, tez zdarzaja sie wypadki i nie zawsze wszystko działa. To nie jest argument by sie nie przygotowywac. Ale by nie tracic z oczu sedna.
    Aby nie wpasc w paranoje. Bog chce bysmy byli szczesliwi i nie zamartwiali sie za bardzo. Troszke mozemy 😉

    • uirapuru napisał(a):

      Ale też Bóg stawia przed nami próby 😉 I to w naszym interesie jest być do nich przygotowanymi

    • Krzychu napisał(a):

      „na styku dwóch płyt” ? – jakoś nie słyszałem o tym na lekcji geografii 😛 największe polskie trzęsienia mają bardzo małą siłę i są lokalne.

      Ogólnie twierdzę że nie ma sensu przygotowywać się jakoś bardzo na katastrofy lokalne typu powódź/huragan oczywiście zawsze warto mieć ziemiankę i dom zabezpieczony przed powodziami. Nasz solidny styl budownictwa oraz klimat praktycznie wyklucza jakiś większy problem w przypadku huraganu.

      Najpoważniejsze problemy jakie wymieniłeś mogące dotknąć nas to wielka susza, w takim przypadku jedyne co się stanie to wzrost cen żywności. Przy olbrzymich nadwyżkach żywności (dzisiaj byłem świadkiem jak ze sklepu wywalano wielką ilość produktów spożywczych „po dacie”), możemy spać spokojnie że nie zabraknie jej.

      Jako realne, i naprawdę poważne zagrożenie w ciągu najbliższych 2 lat widzę burze słoneczne. Wszystko inne jest równie lub nawet mniej prawdopodobne.
      Na tą okazję polecałbym zdobyć jakieś odnawialne źródło zasilania, broń, jedzenie na kilka dni.

      Bóg nas kocha ;> ? gdyby nas kochał wystarczyłaby biblia a nie survival 😉

  6. mordefzka napisał(a):

    Prawdopodobienstwo, ze bedziemy mieli trzesienie o sile 6-7 jest i to calkiem spore.
    Co do geografii to widocznie spałeś wtedy na lekscji

    http://www.twojapogoda.pl/encyklopedia/105794,trzesienia-ziemi-w-polsce

    Najbardziej spodobał mi się komentarz:
    http://www.fronda.pl/blogowisko/wpis/nazwa/woda_29796
    „Marek2200
    Ciekawostka. W czasie trzyletniego oblężenia Sarajewa podczas ostatniej wojny miasto odcięte było od wody. Mieszkańcy przetrwali dzięki źródłu, które znajduje się na terenie sarajewskiego…browaru.

    Pozdrawiam”

    Jak widac browar nie jest zły. Byle nie przesadzać. Polacy niestety przesadzają od wojny. Kiedyś spożycie było na poziomie 1-1.5l dziś kilka razy (sic) więcej!

  7. Krzychu napisał(a):

    Nadal nie widzę wiadomości o dwóch płytach. widzę natomiast informacje:
    „Polska, położona jest w asejsmicznej strefie, znajduje się pomiędzy sejsmicznym obszarem młodych ruchów górotwórczych basenu Morza Śródziemnego a Skandynawią,”

    Geografia była moim ulubionym przedmiotem – jak tylko kończyło się odpytywanie na ocenę 😛

    z tekstu
    „Trzęsienia ziemi w Polsce aż sześć razy w historii osiągnęły siłę 6 stopni w skali Richtera, czyli taką, która może poważnie uszkodzić budynki o solidnej konstrukcji”

    Aż jeśli liczymy że jesteśmy w absolutnie asejsmicznym terenie. 6 razy na 800 lat to dużo? O mniejszych trzęsieniach nie ma co mówić gdyż nie wywołują prawie żadnej szkody w ludziach (no chyba że mieszkasz na 20stym piętrze ;-)) .

    Kolejna sprawa to to że poważne trzęsienia są lokalne przez co jeszcze mniej prawdopodobne i nie ma co na nie się przygotowywać.
    Rozbłyski słoneczne są nawet bardziej prawdopodobne (najpoważniejsze w 1921 i 1859 (w mniejszy w 1989) czyli można zaokrąglić że co 60 lat. Według badań ten z 1921 mógłby obecnie spowodować przepalenie 350 transformatorów w USA, 120mln amerykanów zostałoby bez prądu, straty USA byłyby liczone w biliardach.
    Inne katastrofy to jest przy tym pikuś, do tego ten scenariusz jest bardziej prawdopodobny niż większość.

    Jeśli chodzi o wodę to w Polsce jest naprawdę dużo wody źródlanej, a w przypadku kryzysu wystarczyłoby przegotować wodę z małych rzeczek, lub zaniedbanych studni.

    BTW. Ciekawostka dla kolegów – wiecie jak prosto dość dobrze odkazić wodę ?
    W jednych badaniach naukowcy stwierdzili że woda wystawiona na działanie słońca po 24 godzinach miała ponad 99% mniej szkodliwych bakterii. Według nich miałabyć to rewolucja humanitarna dla afryki.
    Wyniki badań można bardzo prosto wyjaśnić – plastik przepuszcza fale UV i Słońce działa jak sterylizująca lampa UV o małej mocy.
    Ciekawe że na żadnym blogu,i w żadnym filmie o survivalu tego sposobu nie było. Polecam:
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Sodis
    – na wikipedii brakuje informacji, że kluczem do sukcesu jest ciągłość oświetlenia:
    http://styl-zycia.ekologia.pl/zdrowa-zywnosc/Uzdatnianie-wody-sloncem,7149.html

  8. Krzychu napisał(a):

    Co jest z tą moderacją ?

    • Krzysztof Lis napisał(a):

      Nie wiem, a co? Czasem jakiś komentarz wpada nam do spamu, albo go system antyspamowy w kolejce do naszego sprawdzenia pozostawia… W razie kłopotów pisz, adres do mnie jest w „kontakcie”.

      • Krzychu napisał(a):

        no właśnie to – czasami posty gubią się w moderacji (spamie?)

        • Survivalista (admin) napisał(a):

          Dłuższe wpisy, z większą liczbą odnośników, czasami są niepoprawnie klasyfikowane jako spam. Staram się zaglądać na listę tych spamowych, ale czasami coś mi umknie.

  9. Prosys Spryciak napisał(a):

    …ja jestem za praktyką, ona wszystko zweryfikuje, klikać każdy może…jak w życiu: liczą się czyny nie zamiary…dlatego postanowiłem sobie w każdy weekend popełniać cos surviwalowego…w niedziele pichciłem, makaron na parowaczce wraz z warzywkami (cebula, pomodory)…wyszło co wyszło, ale zjadłem 😉 zatwardzenia nie było, wręcz przeciwnie ( sporo cebuli, więc….;) )…coś do okraszenia musze jeszcze mieć…zapasy robię tak, że podczas normalnych zakupów dokupuje jakieś 20
    % więcej i to właśnie idzie na zapas…są to: sardynki, szprotki w puszce, ryż, makaron, kaszki…jeszcze nie mam pomysłu na chabaninę ( mięso)…wodę mam ze swego źródełka…ale mimo to trza będzie zakupić w butelkach 5 l., to jednak myślę że zrobię dopiero wtedy jak się będzie zanosiło na najgorsze…w ten weekend odkryłem żeby kupować makaron który jest cieniutki bo taki szybciej się ugotuje…ryż jest nawet lepszy bo wystarczy że zagotuje się woda z nim i do godzinki czasu jak podogorywa we wodzie to jest akurat do jedzenia…oczywiście zapasy muszą być urozmaicone…no i stale dbam o kondycje codziennie: bieganie, chodzenie, góry (mam rzut beretem), basen…zamiast windą to z buta do góry gonię i tak na codzień sobie utrudniam by coś dla kondycji popełniać…no a na ten weekend już mam PLAN…MRU!!!…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Informuj mnie o odpowiedziach poprzez e-mail. Możesz również subskrybować wpis bez zostawiania komentarza.

banner