Kelly Kettle – test

Ostatnio Krzysiek opublikował tu na blogu test swojej kuchenki turystycznej na drewno. Kilka dni temu przyszła do mnie paczka ze sklepu Karaluch, w której znajdowała się kuchenka Kelly Kettle w największej wersji (1,6 litra pojemności, ze stali nierdzewnej). Zaznaczę tylko, żeby nie było wątpliwości, że kuchenkę kupiłem w barterze za emisję reklamy tu na blogu, a nie otrzymałem bezpłatnie do testów. Pomyślałem, że i ja wybiorę się gdzieś do lasu i zrobię test jej działania. Zabrałem ze sobą litr wody, zapalniczkę i płynną podpałkę do grilla.

Zabrałem też pożyczony aparat fotograficzny i zrobiłem zdjęcia, które następnie Krzysiek wrzucił do internetu i teraz mogę je tu opublikować.

Chciałem sprawdzić, w jakim czasie kuchenka będzie w stanie zagotować litr wody, żeby test można było porównać z poprzednim testem.

Kelly Kettle – pierwsze wrażenia

Kuchenkę dostałem w komplecie z etui, przystawką do gotowania, garnkiem z pokrywką, uchwytem do trzymania garnka, oraz rusztem do nie wiem czego. Nie miałem nic do ugotowania, ani jajek do usmażenia, więc przetestowałem tylko gotowanie wody.

Bo tak naprawdę Kelly Kettle to nie jest kuchenka, a bardziej czajnik z dopasowanym do niego paleniskiem. Tego czajnika nie stawia się na ognisku, tylko ognisko rozpala się we wnętrzu czajnika. Woda natomiast znajduje się w podwójnym stalowym płaszczu. Tym sposobem straty ciepła z płomienia są znacznie mniejsze, a woda gotuje się szybciej.

Kelly Kettle - czajnik gotowy do testu

 

Powyższe zdjęcie przedstawia Kelly Kettle na palenisku, gotowe do pracy. Obok widać przystawkę do gotowania i dodatkowy garnek. Montuje się je oczywiście odwrotnie, tj. ta długa część przystawki wsuwana jest w „komin” w Kelly Kettle. Tamtędy przepływa gorący dym a przy intensywnym paleniu nawet płomienie, co pozwala podgrzać potrawę znajdującą się w garnku. Oszczędza to czas (można jednocześnie gotować wodę i coś jeszcze) i paliwo.

Warto w tym miejscu zaznaczyć, że Kelly Kettle będzie działać na byle czym, byle to coś było suche. Ja do mojego testu wykorzystałem kilkanaście sosnowych szyszek, które dla ułatwienia podlałem odrobiną płynnej podpałki do grilla.

Palenisko posiada jeden otwór, który należy ustawić w kierunku, z którego wieje wiatr, aby zapewnić lepsze spalanie. Przez ten otwór również można podpalić znajdujące się tam paliwo, ja akurat najpierw rozpaliłem ogień a potem postawiłem Kelly Kettle na palenisku (prawie udało mi się nie oparzyć o gorący dym wydobywający się przez komin).

Kelly Kettle - palenisko z szyszkami

 

Test i wyniki

W sklepie Karaluch napisane jest, że ten czajnik gotuje 1,7 litra wody w ciągu 3 minut. Nie udało mi się odtworzyć takiego rezultatu, może ze względu na zbyt mało intensywne palenie (u mnie nie było takich płomieni przelatujących przez komin, jak na zdjęciu w sklepie). Ja gotowałem litr wody, udało mi się go doprowadzić do wrzenia po 5 minutach od rozpoczęcia eksperymentu.

Kelly Kettle - płomienie podczas gotowania.

 

A tu jeszcze zdjęcie z zakończenia eksperymentu. Nie udało mi się uchwycić bulgoczącej wody, ale kawałek płomienia na zdjęciu widać. Postaram się namówić Krzyśka, żeby nakręcił na wideo test Kelly Kettle i opublikowa go na YouTube.

Ja generalnie turystą plecakowo-leśnym nie jestem, więc mnie się ta kuchenka przyda jako element przygotowania na gorsze czasy. Nie dość, że pozwala zagotować wodę błyskawicznie, to jeszcze działa na byle czym… Jak na awaryjne źródło ciepła dla podgrzewania wody jest idealne. Duża pojemność wystarczy do zagotowania wody na kąpiel — po dwukrotnym zagotowaniu wody można z powodzeniem przygotować 10 litrów wody o temperaturze 40°C, co spokojnie pozwoli wykąpać noworodka czy wziąć gąbkowy prysznic.

Uważajcie tylko na to, gdzie stawiacie kuchenkę. Mnie udało się zwęglić mech, na którym ją ustawiłem.

 

Artur Kwiatkowski (admin)
Kelly Kettle
5

Survivalista (admin)

Artur Kwiatkowski. Magister inżynier, posiadacz licencjatu z zarządzania. Samouk w wielu dziedzinach, ale nie czuje się ekspertem w żadnej. Interesuje się zdrowym życiem i podróżami. I przygotowaniami na trudne czasy, rzecz jasna!

Mogą Cię zainteresować także...

38 komentarzy

  1. Makaron napisał(a):

    Fajna recenzja. Jak widze miałes nosa i kupiłeś metalową a nie aluminiową, która jest gorsza, i szkodliwa dla gotowanej wody. Szacun. Wiekszosc ludzi sie nabiera na te kilka gram mniej i kupuje alu. A potem musi gotowac 3-4 razy by wyplukac caly syf jaki sie gromadzi (szczegolnie na początku uzywania tego samowara).

    Prosze napisz cos więcej o tym garnuszku, bo za moich czasów nie dawali tego w zestawie (a może to Karaluch ma lepszy sprzet?).

    Ruszt jest do grila 😉 nawet działa. Choc jak napisałeś KK jest świetne do wody. Reszta jest znośna. Ale i tak lepsza niż inne kuchenki. Wole takie coś nieśc niż kuchenke gazowa, ktora mi sie rozleci po dobie uzywania.

    Swietna recenzja, dzieki!

    • Survivalista (admin) napisał(a):

      Karaluch ma tylko tę największą Kelly Kettle, stalową. Mniejsze są z aluminium. I ma do niej te dodatki — garnek i „pot holder”, czyli ten „stelaż” do trzymania garnka. Nie wiem, co więcej mógłbym o nim napisać. 😉

    • Mac napisał(a):

      „szkodliwa dla gotowanej wody” najbardziej szkodliwa jest ignorancja
      a najdroższy rozum

  2. Krzychu napisał(a):

    bajer może i fajny, nie jestem jednak zwolennikiem tego typu rzeczy. Ponieważ:
    1. gdybym już naprawdę musiał uciekać do lasu to wolałbym wziąć dwie puszki np. fasoli którą wrzuciłbym od razu na ogień, a sama puszkę mógłbym wykorzystać do zagotowania wody, zrobienia czegoś typu mini ognisko .

    2. cena – 10x za wysoka

    3. Las jest ostatnim miejscem w jakim chciałbym się schronić na koniec świata, łatwiej i bezpieczniej już o jakiś pustostan. Najlepiej być w dobrych stosunkach z rodziną na wsi i zaopatrzyć się w coś co na pewno może się im przydać – jakieś narzędzia, coś do obrony, baterie słoneczne(w cenie tego kociołka można znaleźć już takie o mocy 20W) z akumulatorami i LEDami, radio CB, lekarstwa i kilka mocnych trunków ;-).

  3. Krzychu napisał(a):

    dobrym – przydatnym bajerem byłby też taki alarm z pilotami- zakładając że nie czujemy się bezpiecznie w domu, bo na ciemnych ulicach chodzą różne bandy, dajemy taki jeden na korytarz i śpimy spokojnie.

  4. Pozyskiwacz napisał(a):

    Od wielu lat używam KK . W wersji aluminiowej. Mam dwa, jeden duży taki jak opisany, a drugi najmniejszy 0,55l.
    Jako czajnik do gotowania wody jest rewelacyjny. Nie ma porównania z innymi urządzeniami pod względem oszczędności paliwa, szybkości gotowania i przede wszystkim niezawodności.
    Trzeba jednak zdać sobie sprawę z ograniczeń KK. Przede wszystkim nie bardzo nadaje się do innych celów niż tylko gotowanie wody.Ten garnuszek to takie rozwiązanie na siłę, pod publiczkę.Jak wsadzimy go na komin to ograniczymy w jakimś stopniu cug, a przede wszystkim kominem dorzuca sie paliwa- a jak będzie zasłonięty garnkiem to jak?
    Drugim ograniczeniem jest wielkość urządzenia. Mimo wszystko jest znacznie większy niż garnek o podobnej wielkości użytkowej.Przy ograniczonej dostępności paliwa i braku czasu na gotowanie jest to świetne rozwiązanie.Ale np. przy wędrówce przez lasy już niekoniecznie.Wtedy prawdopodobnie lepiej się sprawdzi zwykła menażka.
    Mimo wszystko uważam że to przydatne urządzenie i kupił bym je jeszcze raz.
    Oczywiście Krzychu ma racje , że nawiązując współpracę z kimś na wsi i urządzając tam swoje „miejsce ewakuacji” (też uważam że to najlepsze rozwiązanie), można znaleźć wiele przydatniejszych rzeczy.Jak choćby panele słoneczne, czy ręczna pompa do wody.

  5. Makaron napisał(a):

    Pompa reczna? do czego. Pytam calkiem serio. Jesli masz wode to ja w czyms przechowujesz. A jesli nie masz to masz tylko wody opadowe, ktore musisz przegotowac by uzyc. KK sie swietnie nadaje.

    Mowienie, ze wystarczy menazka i ognisko jest ciekawe, ale chyba nikt nie robil testow. Zapewniam, ze NIE ugotujesz 1 l wody szybciej niz w KK. Porownujesz fasole do KK? Zwariowales? Porownaj swoja menazke do KK i pogadamy. KK chroni od wiatru i ma cug. Mozna jej uzyc od pustostanow po balkon. Dziala jest lekka i niezawodna.

    Ma swoja cene i tu przyznaje koszt jest. Ale nie porownuj ksiezyca z syrenka. co ma pompa do gotowania? Albo panel sloneczny?
    Nie porownujmy kuchenki do ucieczki na wieś bo to śmieszne.

    Co do tego garnka na gorze, to oczywiscie prosze o fotki i informacje jakie to duze, ciezkie i solidne. pojemnosc.
    Wrzucac od gory mozna po rozstawieniu podstawki, jest trudniej ale da sie.

    BTW Ja bym wolal jednak miec wode przegotowana niz prad w komorce, ktora nie dziala.

    • Survivalista (admin) napisał(a):

      Zapominasz o studniach, których na wsiach jest cała masa. Dobra ręczna pompa i masz wody ile Ci tylko potrzeba (o ile oczywiście studnia jest dość płytka).

      • baba napisał(a):

        chyba w życiu na wsi nie byłeś 🙂 masa studni, no naprawdę… to że widać krąg nad ziemią NIE ZNACZY, że w środku jest woda. jeśli nawet jest – jest takiej samej jakosci jak woda z rzeki. czyli syf jak ch… tylko nad rzeką masz gwarancję, że woda płynie i bdzie płynąć a woda w studni we wsi okupowanej przez milion uciekinierów prędko sie skończy.
        pompa ręczna? litości… nad studnią przeważnie jest czym ta wodę wyciągnąć a jak nie to wiadro + sznurek też będzie ok, po co pompa?
        a ucieczkę na wieś planują WSZYSCY którzy choć przez chwilę myśleli, gzie by tu uciec jakby był koniec świata 😀 lepiej już sobie zaklepcie miejsce w jakiejś chacie bo będzie ciasnawo 🙂

    • Krzychu napisał(a):

      @Makaron
      Chodzi o zasadność kupowania tej kuchenki na „koniec świata jakiego znamy”. W survivalu klasycznym – dzikim – będzie super, w tym domowym to mało przydatna.

      Popmpa ręczna – właśnie przydatna do studni, a mając pompę elektryczną+akumulator+przetwornica+baterie słoneczne jesteś Panem Sytuacji 😉

      Porównuje fasolkę po opróżnieniu której w puszcze mogę gotować wodę, albo jeszcze lepiej – zupę.

      Mając prąd i niektóre urządzenia masz przewagę jeśli chcesz się przed kimś bronić w domu, taka lampka/alarm na ruch to koszt 20zł+baterie (aku) i mogę spać spokojny że ktoś mnie zajdzie… nawet w pustostanie.

      Jeśli chodzi o dezynfekcje wody żeby tylko się napić to są bardzo proste sposoby – najlepiej pastylki odkażające (wystarczą nawet kilkaset litrów wody, są małe, nie rzucają się w oczy), nadmanganian potasu, wybielacz chlorowy, metoda SODIS.

      Nie doceniasz wartości komórki, na komórkę można sobie zainstalować aplikację „czujnik ruchu”, może robić nam za słabą latarkę, dziennik (audio video). Można wcześniej zainstalować aplikacje z roślinami jadalnymi (lub ściągnąć z odpowiedniej strony) i tymi sposobami na odkażanie wody ;-).

    • Pozyskiwacz napisał(a):

      Ręczna pompa do pompowania wody ze studni, kiedy z braku prądu przestanie działać hydrofor/wodociąg. Może być również kołowrót czy żuraw.Jasne że da się wyciągnąć wodę za pomocą wiadra na sznurze, ale spróbuj w ten sposób napoić codziennie kilka krów czy koni (zwłaszcza zimą mając wokoło studni lód z porozlewanej wody) to zrozumiesz zalety pompy „abisynki”.
      Co do szybkości gotowania wody i oszczędności opału w „KK” to juz pisałem że są nie do pobicia. Ale jest to okupione sporą objętością i specjalizacją. Praktycznie i tak jakiś garnek/menażkę trzeba by nosić. Jeżeli mamy dostęp do opału to trzeba się zastanowić czy warto się męczyć z „KK”.

  6. Makaron napisał(a):

    @krzychu
    no to jak masz juz te puszke fasoli to powiedz co zrobiłbys z nią w czasie zimy gdy padł prąd (sytuacja miała miejsce w Poznaniu) i nie bedzie go przez kilka dni. Rozpalisz ognisko na balkonie? A KK da radę.

    • Krzychu napisał(a):

      1. Na początek znalazłbym jakąś świeczkę/podgrzewacz, puszkę bym podgrzał i zawartość zjadł, jeśli nie mam świeczki a sklepy są np. nie czynne, można pójść na cmentarz po znicz.
      2. Przy kilku świeczkach jednocześnie możnaby spróbować zrobić szybką zupę w puszcze najlepiej nie wycinać do końca blachy – będzie szybciej

      Obydwa przypadki nie wymagają palenia boazerii 😉 no i można to robić w mieszkaniu – co na pewno da nam dodatkowe 1-2 stopni Celsjusza. Jedyna wada – świeczki mogą mieć za małą moc do zagotowania wody.

      Jeśli naprawdę niepotrzebne są nam książki, boazeria i meble 😉 możnaby zrobić sobie z większej puszki taki Hobo stove w 10 minut i przyrządzić na nim każdą potrawę. To jest już bardzo ekstremalna sytuacja, osobiście już wolałbym kupić jakiś grill żeliwny lub gazowy na pewno można coś smacznego na nim wykombinować.

      KK potrafi tylko uzdatnić wodę (nadmanganian potasu też to potrafi 😉 i możemy zaparzyć sobie herbatkę (ale można i tak: podgrzewacz + woda + herbata rozpuszczalna/tabletka z witaminami). Ostatecznie to dla mnie – przerost formy nad treścią. To jest tak jak z zapalniczkami Zippo : przede wszystkim dodają +10 do lansu, no ale wiadomo – mogą się przydać w pewnych niszowych zastosowaniach.

      • Krzychu napisał(a):

        sprawdziłem swoją teorię, pół litry wody w puszcze (bez izolacji i zamknięcia) podgrzewana pod starym zniczem osiągnęła temp 40 C. Dobre jedynie do odgrzania.
        Lepsze by były zwykłe świeczki z szerokim knotem bo znicz/podgrzewacze mają bardzo mały płomień. Dodatkowo, gdyby wziąć kolejne (pod moją puszką zmieściłyby się 4 świece – na pewno da się zagotować wodę bez żadnego kombinowania.

        Z tego co czytam to parafina daje bardzo dużo energii, w przeliczeniu na masę – tyle samo co ropa naftowa a najlepsze że jest za darmo – przy cmentarnych śmietnikach można znaleźć masę sporych niedopałków. Jeśli mamy miejsce – klika (naście) zniczy przyda się też jako źródło światła, gdy wszystko inne zawiedzie.

  7. TH napisał(a):

    Wolę takie wpisy – http://www.getrichslowly.org/blog/2011/09/07/preparing-for-an-emergency/ niż recenzje bańki za 300 zł …

    PS. Wiki żyje ?

  8. mac napisał(a):

    bajer dobry, a tak z ciekawości… ile trzeba książek/benzyny czy inneog paliwa spalić, żeby ugotować w tym litr wody. Pytam serio 🙂
    Autor mógłby rozbudować post o testy wydajności ;]

    • Krzychu napisał(a):

      dobrze by było zrobić taki test czajnika przy zastosowaniu takich mocnych świeczek jak w:
      http://www.backpackinglight.com/cgi-bin/backpackinglight/candle_stoves.html

      Dla domowego survivalu przyda się taki oto art:
      w youtube wpiszcie „WetFire Stove – Tea Candle – Boil Test #3”, czyli jak zagotować 2 szklanki wody przy użyciu jednego podgrzewacza

      Wiadomo parafina nie jest idealna, mocno kopci, ale ma bardzo dużą koncentrację energii. 6g wystarczy żeby zagotować prawie 0,5l wody.

      • Krzychu napisał(a):

        Zrobiłem takie dwie lampki – najlepiej spisuje się ta najprostsza ze skrzyżowanego kartonu, powinna wystarczyć do szybkiego zagotowania wody w KK, ta druga bardzo mocno kopci. Powienien to być bardzo dobry wkład do KK na ewakuację 😉

  9. marek napisał(a):

    fajny blog , witam, a propo sytuacji kryzysowych , ..myślę ze warto wziąc przykład z japończyków i mieć w szafie spakowany plecak pozwalający przeżyć tydzień czasu w każdych warunkach , może się myle

    • Survivalista (admin) napisał(a):

      Warto. Piszemy o tym tutaj, nazywa się to zestawem ucieczkowym.

      • Krzychu napisał(a):

        Ten zestaw do ucieczki z blogu na pewno nie zmieściłby się w plecaku, oczywiście wszystko jest przydatne, ale zmieściłby się co najwyżej w aucie. Dwa pierwsze punkty (zapas wody 2-3l na 3 dni i żywności (10000kcal)) dni są nierealne do spełnienia:
        2,5l wody * 3dni + ~2,5kg jedzenia = 10kg. A gdzie reszta ? W sumie to by było min 30kg.
        Nierealne do noszenia dłużej niż 5 minut. To jest chyba zestaw do ucieczki autem na działkę lub domek wczasowy. A jeśli tak jest, to dlaczego nie ma w zestawie mydła, płynu do mycia naczyń? Jeśli to zestaw ucieczki do domku wczasowego – to dlaczego nie ma już tam zrobionych zapasów. Dlaczego nie ma w tym zestawie bielizny – Dla

        Każdy zestaw trzeba połączyć ze scenariuszem który nas interesuje. Równie dobrze możemy do niego dołączyć komórkę, lutownicę, pralkę….

        Może zróbmy sondę – jaki scenariusz jest najbardziej prawdopodobny i na co chcemy się przygotować, ewentualnie, niech autor się zdecyduje ;]

        • Pozyskiwacz napisał(a):

          Trochę nie w temacie, ale jeżeli 30kg możesz nosić tylko 5 min. to warto popracować nad kondycją. Przygotowanie fizyczne w wypadku kataklizmu może prawdopodobnie będzie ważniejsze niż sprzęt i zapasy.

          Co nie zmienia faktu że masz rację i obciążenie trzeba redukować. Również oprócz plecaka warto pomyśleć o jakimś prostym transporcie, oczywiście rower, ale również jakieś wózki, taczki itp. Zwróćcie uwagę jak wyglądali uchodźcy w czasie wojen, większość pchała jakiś wózek, rower itp.

          • Krzychu napisał(a):

            Ten czas to trochę z kosmosu wziąłem. To nie kwestia kondycji bo mógłbym znacznie więcej, tylko po „ucieczce” z takim plecakiem ważącym prawie 1/2 mojej masy musiałbym leczyć kręgosłup. Czy kolega sam próbował nieść taki plecak i pochodzić po bezdrożach? Kilka lat temu niosłem taki jeden starszy stelażowy i długo później czułem skutki. Kobiety i dzieci mogą znacznie mniej dźwigać, tak więc nawet z mniejszym zestawem i tak wyjdzie dla nas więcej

            Ciekawe jak miałbym z takim plecakiem, zbiegać ze schodów, uciekać, itd…

            Japońskie zestawy ucieczkowe przeciw trzęsieniom są zupełnie inne: lekkie, zawierające takie rzeczy które są potrzebne zaraz po dużym trzęsieniu ziemi: http://www.amerrescue.org/quakprep.htm

            Nikt nie zauważył także że w tym zestawie z blogu brakuje po prostu srajtaśmy, o naprawdę kluczowej wartości do przetrwania 😉 o wielu zastosowaniach. No ale jest za to łom (sam łom ma 1-2kg) więc będę mógł kogoś walnąć żeby ją zdobyć

        • Survivalista (admin) napisał(a):

          A zwróciłeś uwagę na zdanie, że zestaw musi być dopasowany do potrzeb osób, które go sobie przygotowują? Pierwszy akapit pod listą we wskazanym przeze mnie artykule…

          Tak jak i w innych przypadkach, tak i w tym napisałem tylko SUGESTIE / PROPOZYCJE, bo przecież nie ma uniwersalnych rozwiązań.

          • Krzychu napisał(a):

            No tak i właśnie dlatego zauważyłem na początku ze ten zestaw ucieczkowy nijak nie nadaje się do japońskiego zestawu plecakowego. Co innego japoński zestaw plecakowy co innego tamten, dwie zupełnie inne kategorie. Trzeba powiedzieć że ten z bloga jest zestawem na ucieczkę z miasta.

  10. Pozyskiwacz napisał(a):

    Nie żebym się chwalił, ale wnosiłem worki cementu 25kg na strych 4 piętrowej kamienicy.Kilka wniosłem i przeżyłem. Po górach -fakt niskich Bieszczady, Beskidy , też chodziłem z plecakiem ponad 20kg. Jeszcze w czasach „kartkowych” gdy nie było dobrze zaopatrzonych sklepów w każdej wsi. Myślę że jak bym musiał i miał dobry plecak to z obciążeniem 30 kg byłbym w stanie sie poruszać. Chociaż zrobił bym wszystko żeby tyle nie nosić.Raczej nastawiam się na zdobywanie wody niż noszenie zapasu na 3 dni.
    Zresztą w razie „W” uciekał bym z końmi , choćby po to żeby je chronić. A nie dał bym rady zabrać wody na 3 dni dla siebie i dwóch hucułów. No może na wóz, ale to z kolei ogranicza mobilność.

    • Krzychu napisał(a):

      no z konikiem to inna bajka, na wypadek kryzysu byłyby czasem lepsze od terenówki 🙂 i cały bagaż zabierze

      • Pozyskiwacz napisał(a):

        A do tego jak by brakowało/była droga ropa to dwoma końmi powinienem dalej obrobić role. Moim zdaniem to byłoby ich najważniejsze „zastosowanie” w razie kryzysu.
        Właśnie gromadzę i remontuje sobie stare maszyny konne. W zeszłym miesiącu kupiłem kosiarkę konną tuz przed wywiezieniem na złom.Właściciel już ją porozkręcał żeby zezłomować, w ostatniej chwili zdążyłem.

  11. szynszyl napisał(a):

    Ale wstyd !

    Ja z plecakiem 36kg wchodizlem pod sciany gerlachuw Tatrach słowackich i tam zaczynaliśmy wspinanie. Plecak zawsze ważył 36kg bo tyle potrzeba bylo sprzetu wspinaczkowego+ jedzenie na 2-3 dni. Z takim plecakiem szło sie kilka godzin i pokonywało ok 1200m różnicy wznieśien bez problemu. Ważyłem wtedy 65 kg. _Używałem plecaków alpinusa woodpacker 75 L i Annapurna 40.

    Tak że jak ktoś ma problemy by przejsc np 10km z plecakiem 30kg to jest bardzo zle z nim i zapewne nigdy z plecakiem nie chodził.

    Oczywiście kupując plecak z marketu lub coś za 300zl nie będzie to zbyt wygodne,trzeba umieć też pakować plecak odpowiednio w nim rozmieszczając ciężkie przedmioty- na dole lekkie,środek ciężkie, góra średnie lub lekkie.

    • Krzychu napisał(a):

      Marna prowokacja, chyba na tej wyprawie przesadziliście z wódką, albo mieliście zepsutą wagę ;-), no chyba że Pan jest krasnolud co pewno by nosił nawet więcej niż sam waży.
      Jeśli jakimś cudem to prawda, to gratuluję zdrowia (bo kręgosłupa raczej nie da się zahartować ;] )

  12. id napisał(a):

    Fajny sprzet. szkoda, ze na stronach karalucha nie ma podanej wielkosci i rozmiarow.

  13. marek napisał(a):

    myślałem o 0.5 kg. zestawacz,,seven oceans,, nie są ciężkie ..ktoś testował?

  14. fikolek napisał(a):

    Ja mam zdjecia z bulgotaniem, i z plomieniami

  15. Jura napisał(a):

    Ile to kosztuje i gdzie to można kupić?

    • Survivalista (admin) napisał(a):

      @Jura: od momentu napisania tego wpisu nic się nie zmieniło — wciąż można go kupić m.in. w sklepie Karaluch. W zależności od rozmiaru kosztuje 240-265 PLN.

  16. Lech napisał(a):

    Zastanawiałem się jakiś czas temu, czy nie kupić sobie Kelly Kettle w razie „W” i używać też na codzień jako kuchenkę biwakową.
    Zwróćcie uwagę, że Kelly Kettle została wymyślona na potrzeby wojska działającego w warunkach pustynnych.
    Zalety:
    – gotuje szybko w minimalnej ilości dowolnego paliwa
    – ma zamknięty, osłonięty od wiatru i cudzych oczu płomień
    Wady:
    – jest duża i nieskładana
    – pozwala na zagotowanie jedynie wody
    – jest droga
    Niech każdy sam oceni co dla niego jest najważniejsze w kuchence.
    Chciałem mieć kuchenkę, która posiada zalety KK, a nie posiada jej wad… i znalazłem taką.
    W zeszłym roku nabyłem takie coś: http://survivalsklep.pl/filtracja-wody/133-kuchenka-ekspedycyjna-superlekka.html
    Jedyną jej wadą, jaką odkryłem podczas użytkowania, jest osadzająca się na ściankach sadza, którą podczas składania kuchenki zawsze się człowiek upieprzy.

  17. Tylak napisał(a):

    Ja również jestem posiadaczem największej stalowej wersji tego czajnika. Po ubiegłorocznej off-roadowej majówce na ukraińskim Zakarpaciu, gdzie prysznic solarny średnio się sprawdził i trzeba było wspomagać się gotowaniem wody na gazie (zużyłem w czasie wyjazdu niecałe 4 kartusze), kupiłem Krzyśka z przeznaczeniem na gotowanie DUŻEJ ilości wody w terenie. W bieżącym roku z eksploracji połonin zadowolone były nawet kobitki, bo miały gwarancję że wieczorem zawsze będzie naprawdę ciepły prysznic. Kuchenka ekspedycyjna Supera (i podobne) są alternatywą dla KK tylko pod warunkiem, że gotujesz mało wody. Mam kuchenkę 4 Heat i nie wyobrażam sobie gotowania na niej wody do mycia dla chociażby 2 osób. Tymczasem dwa Krzyśki bez kłopotu obsługiwały codziennie 11 ludków. Zmodyfikowałem także nieco jadłospis wyjazdowy i teraz większość menu stanowią liofilizaty, puszki oraz wszelkiej maści „zalewane” owsianki. Na gazie gotuję już tylko kawę. Nie jest to sprzęt idealny, sam zmieniłbym kilka rzeczy, ale Krzysiek należy już do stałego wyposażenia mojego auta.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Informuj mnie o odpowiedziach poprzez e-mail. Możesz również subskrybować wpis bez zostawiania komentarza.

banner