Zimowy dodatek do samochodowego zestawu survivalowego

Dziś rano pogoda zaskoczyła mnie koniecznością skrobania przedniej szyby w samochodzie. Z braku sprzętu do odśnieżenia (nie miałem ani skrobaczki, ani chemicznego odmrażacza w sprayu) musiałem do usunięcia szronu użyć wody z butelki (z namoczonym szronem wycieraczki już sobie poradziły).

I tak sobie uświadomiłem, że może to dobra pora by sprawdzić, czy w samochodzie mamy sprzęt, który pomoże nam przetrwać nietypowe sytuacje w zimie. O samochodowym zestawie survivalowym już wspominałem, dziś napiszę o rzeczach istotnych z zimowego punktu widzenia. Niektóre pewnie się powtórzą w stosunku do tamtego wpisu.

  1. Woda — raczej w torbie, którą ze sobą przyniesiemy do samochodu, niż w samochodzie na stałe. Chyba, że parkujemy w ogrzewanym garażu.
  2. Wysokokaloryczne i smaczne jedzenie.
  3. Coś do rozpalania ognia (długie zapałki, zapalniczka), nieco paliwa do podtrzymania ognia choć przez krótki czas.
  4. Koce albo śpiwór.
  5. Saperka albo nawet mały szpadel.
  6. Rękawice robocze, mocne i najlepiej ocieplone.
  7. Latarka i świeży zestaw baterii do niej.
  8. Choć mały zapas paliwa.
  9. Linka holownicza do odpalania i wyciągania z rowu.
  10. Łańcuchy na koła.
  11. Kable rozruchowe.
  12. Koci żwirek lub piasek do poprawy przyczepności przy wyjeżdżaniu z oblodzonej powierzchni.

Jeśli zawsze pamiętasz o tym, by tankować samochód gdy zostaje Ci pół baku, i tak warto wozić choć 5 litrów paliwa. Nawet po to, by w razie potrzeby komuś pomóc…

Więcej na temat sprzętu, który warto zimą wozić w bagażniku przeczytasz na FoodStorageAndSurvival.com albo posłuchasz na TheSurvivalPodcast.com.

Survivalista (admin)

Artur Kwiatkowski. Magister inżynier, posiadacz licencjatu z zarządzania. Samouk w wielu dziedzinach, ale nie czuje się ekspertem w żadnej. Interesuje się zdrowym życiem i podróżami. I przygotowaniami na trudne czasy, rzecz jasna!

Mogą Cię zainteresować także...

14 komentarzy

  1. Greg napisał(a):

    No z kocim żwirkiem to trzeba uważać – niektóre zrobione są z trocin, pszenicy czy kukurydzy i one nie są zbyt praktycznie do posypania kół. Żwirek ceramiczny czy silikonowy jak najbardziej.

  2. Mc napisał(a):

    Koci żwirek, gdy jest mokry, zamienia się w kleistą breję, zły pomysł.
    Ale zamykane wiaderko po farbie z piaskiem wożę w zimie zawsze.
    W roli skrobaczki świetnie sprawdza się karta kredytowa (może być też płatnicza 😉

    • kdk napisał(a):

      O tak, kartę już raz kiedyś przerabiałem, wziąłem tą ze sklepu z meblami.
      Rano jak wyjeżdżałem było +10 st, a jak miałem wracać to wszystko zamarzło.

  3. przechadzka napisał(a):

    Wożenie w samochodzie zbyt wielu gratów jest nieekonomiczne. Niemniej jest kilka rzeczy które mam w samochodzie cały czas: mała saperka, skrobaczka, płyn/odmrażacz do szyb, mała skrzynka z narzędziami, koc, gaśnica, kamizelka odblaskowa. Oddzielnych rzeczy survivalowych w samochodzie nie wożę, bo podstawowe mam zawsze przy sobie: latarka w breloku, coś do rozpalenia ognia, scyzoryk.
    Po przeczytaniu tego wpisu, chyba dołożę na zimę mały pojemnik z piaskiem/żwirem, chociaż w zeszłym roku poradziłem sobie podkładając pod koła śmieci wyciągnięte z pobliskiego kubła.

  4. Admin RO napisał(a):

    Survivalista, wybacz mi ten offtop:

    tutaj: http://tiny.pl/h123q

    …ale to co się dzieje w związku z zdarzeniami na Marszu Niepodległości, sprawia, że krew mi wrze. (Podajcie te filmiki dalej!)

    Jak tak dalej pójdzie w tym kraju – twoje porady jeszcze staną się naprawdę przydatne!

    • Admin RO napisał(a):

      …mówię oczywiście o tych najbardziej hardkorowych poradach 🙂

      bo o samochodach, jak najbardziej ważne na co dzień

      • gość napisał(a):

        dzien dobry
        jeżeli mogę coś dodać od siebie. W miom przypadku podczas jazdy ubrany jestem lekko (do sklepu, pracy) i nieprzystosowany do długiego przebywania na swieżym powietrzu. W aucie posiadam jednak cieple ubranie na zmianę, a dokladnie buty, kurtke, rekawiczki, spodnie, czapkę. Może to zabrzmi lakonicznie, jednak już się w pewnej sytuacji znalazłem, gdy po wyjściu z biura i ujechaniu kawałka okazało się, że powietrze z koła uszło. Niby nic nadzwyczajnego, ale ja byłem w gajerze, a na zewnątrz -17 stopni. Po godzince pracy, szczesliwy bylem z drugiej kurtki, cieplych spodni, rekawiczek i czapki.
        W zimę zwłaszcza nawet banalne czynności na zewnątrz wymagają osłonięcia ciała. Działo się to niestety w okresie wzmożonego opadu, więc na pomoc drogową (zajętą innymi czynnościami 🙂 nie można było liczyć.

  5. hass napisał(a):

    Ja zamiast piasku albo kociego żwirku zeszłej zimy poradziłem sobie podkładając dywaniki z środka pod koła 😉

  6. godot napisał(a):

    Z tym piaskiem bym nie przesadzał, znam gościa co cały rok wozi worek piasku, bo latem nie chce mu się wyjąć i nie ma też gdzie, go zostawić.
    Kiedyś miałem taką sytuacje że potrzebowałem, bo nie mogłem pojechać pod oblodzona górkę, ale dzięki saperce znalazłem trochę niezmarzniętej ziemi pod krzakami i udało się wjechać.

  7. night_rat napisał(a):

    saperko-szpadel, z naostrzoną krawędzią i mocnym trzonku, to niegłupi pomysł 🙂

  8. Novik napisał(a):

    Z rzeczy które wożę ze sobą.
    * Chusteczki nawilżane do mycia rąk (takie dla niemowląt są ekonomiczne)
    * Transformator 12V DC->220V AC
    * Duża i ciężka maczeta
    * Długopisy, kartki
    * Linka holownicza. Raz nawet wrzuciłem ją pod koła dla przyczepności.

    Swoją drogą, samochodem bym się nie ewakułował. Widoczny, hałaślwy, porusza się po ustalonych łatwych do kontroli/zablokowania drogach. Stawiam na rower.

  9. Lorek napisał(a):

    Zamiast piasku świetnie sprawdza się cement

    • wald napisał(a):

      Zamiast piasku można mieć trochę popiołu z pieca, najlepiej mieszana ziarnistość – hermetycznie zapakowany zawsze trochę lżejszy.

      Do tego ja zawsze wożę klemy i linkę, cienkie rękawiczki, latarkę ładowaną z zapalniczki lub z ogniwem słonecznym i czołówkę led. A w kombiku mam dmuchany materac (głownie na lato jak wracam w nocy i czuje się senny to nie gniotę się na fotelu tylko składam kanapę, graty na porzód (wiele tego nie ma) – kompresorek cienki śpiworek i za kilka minut spanie gotowe – 3 godzinki i można jechać dalej. Na zimę przydałoby się webasto do tego 🙂

      No ale wracając do rzeczy:
      Na zimę dokładam saperkę/szuflę do śniegu,
      czerwoną migającą lampkę lub flary chemiczne – na wypadek awarii we mgle,
      jak w góry to łańcuchy – raz miałem dobre opony ale po 1,5km cały czas pod górkę dosłownie 50m przed szczytem auto wychamowało i nie szło dalej jechać… musiałem cofać 1450m
      Do tego 2 litry paliwa albo i 5 – raz nie chciałem przepłacać na stacjach na A4, skoro 5km od zjazdu z autostrady miałem stację – co się okazało tir się rozkraczył na 2 pasy zaraz za zjazdem – objazd dla osobówek po niemal gruntowej drodze, co chwila ktoś na mijance wpadał do rowu, na szczęście przebiłem się do innej stacji – niestety pod górkę 50m od stacji benzyna odpłyneła na tył baku i musiałem na piechotę zasuwać 5 minut przed zamknięciem stacji.

  10. zbigniew napisał(a):

    mam jeepa, ale to nie rozwiązuje problemów zimy, a co najwyżej ułatwia w ich pokonaniu. dla mnie pomocą nie jest saperka ,ale łopata plastykowa z marketu , ze skróconym trzonkiem ,by mogła się zmieścić do bagażnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Informuj mnie o odpowiedziach poprzez e-mail. Możesz również subskrybować wpis bez zostawiania komentarza.

banner