Obszar wpływów i obszar zmartwień

Wgryzając się w temat nowoczesnego survivalu i przygotowań na gorsze czasy, możesz w pewnym momencie naprawdę nieźle się wystraszyć. Dopóki człowiek żyje sobie w stanie wyparcia, życie jest piękne i nie ma zmartwień. Zmartwienia pojawiają się dopiero, gdy zdarzy się coś nieprzewidzianego, utrata pracy, nagła i długotrwała awaria wodociągu, albo wichura zrywająca dachy z domów.

Gdy człowiek zaczyna się przygotowywać na gorsze czasy (przysłowiowy koniec świata, jaki znamy), zaczyna coraz poważniej dostrzegać zagrożenia, które na niego czyhają. I w pewnym momencie zaczyna się po prostu bać, że nie da rady przygotować się na wszystko.

I to jest ten moment, w którym ten ktoś powinien przeczytać niniejszy wpis.

Nie przygotujesz się na absolutnie każdą ewentualność

Zapamiętaj to, okay? Nie ma żadnej szansy, byś zabezpieczył siebie i swoją rodzinę przed absolutnie wszystkimi zagrożeniami. Nie sposób przewidzieć tego, co może się nam zdarzyć, więc zawsze jest jakaś niewielka szansa na jakieś prawdziwie apokaliptyczne zdarzenie.

Nie ma możliwości zabezpieczenia się przed bezpośrednim uderzeniem głowicy jądrowej albo meteorytu w najbliższą okolicę Twojego domu. Jeśli kiedyś zdarzy się 10 lat bez lata, prawdopodobnie też nawet najlepszy zapas żywności Ci nie wystarczy i w końcu umrzesz.

Dlatego nie przygotowuj się na koniec świata 21.12, tylko na zdarzenia bardziej prawdopodobne:

  • utratę pracy,
  • śmierć współmałżonka,
  • awarię sieci elektroenergetycznej,
  • brak wody,
  • zakłócenia w dostawie żywności,
  • kryzys finansowy.

Szkoda zdrowia, by myśleć o asteroidach, UFO, albo zarywać noce na rozmyślania nad polską polityką czy gospodarką.

Ogarnij obszar wpływów, dostosuj obszar zmartwień

Mądrzy ludzie mówią, że dla zdrowia psychicznego nie warto zamartwiać się tym, na co nie mamy wpływu.

Nie rozmyślaj więc a bardzo nad rzeczami, na które nie masz absolutnie żadnego wpływu. Skoncentruj się za to na tym, co leży w obszarze Twojej odpowiedzialności, na co masz wpływ.

  • Jeśli Twoje dziecko w szkole ma problemy z kolegami, zajmij się tym. Ale nie martw się dziś tym, że za 30 lat może nie mieć pracy.
  • Jeśli chcesz mieć własne źródło żywności, załóż sobie ogród. Ale przestań przejmować się GMO i jego potencjalnym wpływem na to, co tam sobie hodujesz.
  • Odkładaj pieniądze, trzymaj metale szlachetne, kup działkę, nie zawracając sobie głowy tym, że w pewnym momencie wszystko to może Ci zostać jakimś dekretem zabrane.
  • Kup broń palną i naucz się z niej strzelać. Ale nie martw się tym, że w razie wojny zapewne zostanie Ci zarekwirowana przez policję.

I tak dalej.

Survivalista (admin)

Artur Kwiatkowski. Magister inżynier, posiadacz licencjatu z zarządzania. Samouk w wielu dziedzinach, ale nie czuje się ekspertem w żadnej. Interesuje się zdrowym życiem i podróżami. I przygotowaniami na trudne czasy, rzecz jasna!

Mogą Cię zainteresować także...

17 komentarzy

  1. CyberFaust napisał(a):

    Mówiąc prosto. Bądź lemingiem. Nieodpowiedzialnym, mało ambitnym, nic nie znaczącym pryszczem na dupie świata.

    Ja mam jednak inną radę. Ogarnij się. Jesteś człowiekiem. Sumą doświadczeń swoich i innych ludzi. Zacznij być odpowiedzialny nie tylko za swój ogródek i kredyt ale za los swojego społeczeństwa. Znajdź ambicje aby móc zmienić to na co wydaje Ci się, że nie masz wpływu.

    Zdobywaj wiedzę, umiejętności. Przekazuj ja dalej. Postaraj się przynajmniej zaistnieć w brudnej, szarej masie lemingów.

    • Survivalista (admin) napisał(a):

      Mówiąc prosto, prawdopodobnie nie zrozumiałeś tego, co przeczytałeś.

      • CyberFaust napisał(a):

        Albo to ty źle przekazałeś informacje.

        Jak słyszę, żeby nie martwić sytuacją polityczno-gospodarczą kraju. Żeby olać bezrobocie, indoktrynacje w szkołach, GMO, inflacje, depresje. Żeby olać tworzenie się systemu opartego na nowoczesnym niewolnictwie. Jak widzę marnotrawienie środków, głupotę i skurwysyństwo to mnie jednak rusza. Chciałbym mieć możliwość wpłynięcia na los tego świata.

        Ty natomiast radzisz aby wszystko to olać i zająć się ogródkiem. Być aroganckim i samolubnym trybikiem w tej maszynie. Być może uogólniam ale tak odebrałem ten wpis.

        Ten wpis był survivalowy do wyrazu „kryzys finansowy”. Reszta to gadanie niewolnika.

        Ale pewnie masz rację. Nic nie zrozumiałem.

        • Survivalista (admin) napisał(a):

          Jak słyszę, żeby nie martwić sytuacją polityczno-gospodarczą kraju. Żeby olać bezrobocie, indoktrynacje w szkołach, GMO, inflacje, depresje. Żeby olać tworzenie się systemu opartego na nowoczesnym niewolnictwie. Jak widzę marnotrawienie środków, głupotę i skurwysyństwo to mnie jednak rusza. Chciałbym mieć możliwość wpłynięcia na los tego świata.

          Problem polega na tym, że nie masz takiej możliwości. Im szybciej to zrozumiesz, tym lepiej dla Ciebie.

          Udostępniając na FB informacji o GMO nie spowodujesz, że pojawią się odpowiednie przepisy zabraniające jego używania.
          Głosując w wyborach nie wpłyniesz na wysokość inflacji. Ani na indoktrynację w szkołach. Ani na bezrobocie.
          Jedyny wpływ, jaki możesz mieć na powstawanie systemu „nowoczesnego niewolnictwa” to po prostu nie brać w tym udziału.

          Jedyne rozsądne działanie w takich okolicznościach, jakie mamy, to:

          1. zabezpieczenie interesów swoich i bliskiej rodziny,
          2. pomoc w zabezpieczeniu dalszej części rodziny, przyjaciół,
          3. budowa społeczności ludzi, którzy mogą na sobie polegać.

          Na politykę możesz mieć wpływ tylko na poziomie lokalnym, często nawet całkiem spory. I trzeba z tego wpływu korzystać, bo to tu zapada szereg istotnych decyzji dla naszego życia.

        • Srutututu napisał(a):

          Oswiec nas kolego jakie to masz osiagniecia w walce z systemem i poprawie bytu naszego spoleczenstwa,a nie wyzywaj sie na bogu ducha winnym czlowieku, tylko dlatego ze wczoraj sprawdziles stan swojego kont.
          Wszyscy mamy po rowno przej…., wiec podaj jakas recepte, a nie plujesz jadem, nie ten adres.

  2. CyberFaust napisał(a):

    Oczywiście masz racje. Zabezpieczenie bezpieczeństwa i dobrobytu swoich bliskich to podstawowy obowiązek każdego mężczyzny.

    Mówiąc o tych „dużych problemach” miałem na myśli nie jakieś udostępnianie info na FB czy YT a na realnym działaniu. W miarę swoich możliwości (do powiększenia których powinniśmy dążyć). Dziennikarz powinien ujawniać prawdę, biznesmen wpływać na polityków, policjant i polityk nie powinien dać się skorumpować.

    Po prostu czytając drugi fragment twojego postu miałem wrażenie jakbym czytał jakiegoś tetryka, który nie chce żeby zabrali mu jego toster i kablówkę. Bo godność już zabrali.

    Kończąc dyskusje życzę powodzenia.

  3. Piotr napisał(a):

    Moim zdaniem podstawowa sprawa to zdobywanie umiejętności oraz kształtowanie charakteru. Gromadzenie „zapasów” jest ok, ale… moim zdaniem część ludzi popełnia błąd uzależnienia się od zapasów i sprzętu, i gdy tego nagle zabraknie, to pojawia się „panika”. Oglądałem kiedyś (jakieś 25 lat temu, gdy sam zaczynałem przygodę z survivalem) program podróżniczy Klub Sześciu Kontynentów, gdzie gościem był Jacek Pałkiewicz, opowiadał o swojej wyprawie do Amazonii i powiedział, że jego dwaj najwięksi wrogowie na wyprawie byli w jego własnej głowie – 1) przyzwyczajenie do wygód cywilizacyjnych (a więc marnowanie energii na zapewnienie sobie rzeczy, które nie są potrzebne do przetrwania) 2) marnowanie czasu na rozmyślania o zbędnych rzeczach (poddawanie się emocjom i nastrojom, zamiast zajmowania się rzeczami na prawdę potrzebnymi). Obecnie mieszkam w mieście (Toruń, więc nie jest to jakaś wielka metropolia i w razie czego „do lasu blisko”) i… zrobiłem sobie zeszłej zimy test na zasadzie odcięcia mediów w mieszkaniu: wyłączenie bezpieczników, zakręcenie wody i ogrzewania (pozostawiłem mikroprzepływ aby grzejniki nie zamarzły, miałem -3 stopnie w mieszkaniu, gdzie na zewnątrz było -18) i w ciągu 3-tygodniowego urlopu (cały czas siedzenie samemu w 4 ścianach) powiem tyle – dało się wytrzymać całkowicie bez jedzenia (najgorsze były pierwsze 3-4 dni), chodząc i śpiąc w grubych ubraniach i „pijąc” śnieg z tarasu (latem przydałby się zapas wody ;)), najgorszy był smród z kibla (bo nie było czym spłukać moczu, dopiero po kilku dniach wpadłem na to, że przecież można sikać na zewnątrz do rynny :D) – owszem, straciłem nieco na wadze (jakieś 10-12kg) ale to była najlepsza „szkoła” jaką sobie zrobiłem, poznałem możliwości swojego organizmu oraz psychiki – polecam taki eksperyment każdemu 😉 Potem w lato poszedłem sobie na tydzień do Puszczy Bydgoskiej – bez plecaka, podstawowe założenie było takie, że mogę zabrać tylko to, co jestem w stanie założyć na siebie i upchać po kieszeniach (wyjątkiem była manierka na wodę przypięta do paska, no i wziąłem telefon komórkowy na wszelki wypadek), bez zapasów jedzenia itp. i… też się dało przeżyć i to w sumie nawet całkiem komfortowo 😀

    Zamiast siedzieć w domu i kombinować „co by tu jeszcze upchnąć do magazynu” (stając się konsumentem przemysłu survivalowego) po prostu zdobywajcie umiejętności i testujcie (siebie :D). Marek Kamiński szedł samotnie 53 dni po Antarktydzie mając tylko to, co dał radę zmieścić w saniach (pokonał tak ponad 1000km!) – do przetrwania sytuacji kryzysowej wcale nie jest potrzebne Bóg wie ile zapasów i sprzętu 😀

    • Survivalista (admin) napisał(a):

      Zbyt uogólniasz. Naturalnie umiejętności są ważne, ale poleganie tylko na tym, że będziesz umiał przeżyć kilka dni w lesie zwiedzie Cię na manowce.

      No i w niektórych warunkach jest kompletnie bezużyteczne. Wyobrażasz sobie mieszkanie w lesie z ciężarną kobietą, czy rocznym dzieckiem o specjalnych wymaganiach żywieniowych?

      Zresztą ja zawsze uważałem, że w polskich warunkach poleganie na zdobywaniu żywności i znalezieniu schronienia w lesie jest niebezpieczne, bo kraj jest po prostu za mały, a ludzi z podobnymi pomysłami będzie więcej.

      Ja bym powiedział, że w każdej kryzysowej sytuacji kluczowe są adaptacja (ogarnięcie się, analiza zasobów i zagrożeń) i improwizacja (wykorzystanie zasobów do usunięcia zagrożeń i zaspokojenia potrzeb).

      • Piotr napisał(a):

        Owszem, nie wszędzie to działa, ale moim zdaniem przygotowując się na zasadzie „baza z magazynem zasobów” trzeba też wziąć poprawkę na kilka rzeczy:
        – Mając zasoby musisz przygotować się na ich obronę, ok, zdobędziesz broń i co dalej? Bez umiejętności zabicia napastnika broń na nic się nie przyda, zwłaszcza przy świadomości, że „napastnikiem” jest taki sam człowiek jak ty, tylko jemu wcześniej skończyły się zasoby (strzelanie do tarczy a strzelanie do człowieka, to dwie różne sprawy – inne emocje, mam znajomych którzy byli w Afganistanie, 2 lata dzień w dzień byli przygotowywani do misji a jak na miejscu zaszła potrzeba obrony „własnej dupy” to połowa z nich nie była w stanie oddać strzału do drugiego człowieka – mimo że kontekst był „w samoobronie”). Ja bym strzelać do ludzi w obronie „kartofli w piwnicy” nie umiał. Broń wbrew pozorom nie odstrasza, sprawia tylko tyle, że napastnik tak dałby ci w łeb, zabrał trochę żarcia i uciekł, a jak widzi wycelowaną w siebie broń, to wchodzi w kontekst „albo ja jego, albo on mnie” – pogadaj z ludźmi, którzy przeżyli II Wojnę Światową albo z żołnierzami po misjach w Iraku, Kosowie czy Afganistanie 😀
        – Posiadanie magazynu wiąże przetrwanie z konkretnym miejscem i… nie ważne że masz je powiedzmy 40km od miasta, możesz nie mieć szansy dojechać (bo na przykład masz ciężarną kobietę w mieście, która nie pobiegnie z plecakiem 40km a drogi mogą być nieprzejezdne)
        – Ok, można się przygotować na zasadzie „tydzień bez prądu” czy „miesiąc powodzi” ale w takich przypadkach zwykle miasta ratowane są w pierwszej kolejności, tam masz pomoc żywnościową, medyczną itd. jak władze mają wybór czy posłać pomoc do 200 tysięcznego miasta czy do 200 osobowej wioski, to wybór dla władz jest (moim zdaniem) oczywisty (pamiętam chociażby akcję „ptasia grypa” – w Toruniu pełen support, a miejscowości 3km dalej pozostawione same sobie, choć przecież ptactwo latało sobie jak chciało – na szczęście „epidemia” docelowo okazała się niegroźna ale jakieś pojęcie do daje).

        No i można tak wymieniać, ale nie o to chodzi, chodziło mi o to, że najlepsze moim zdaniem jest podejście „przygotowany na nic, ale gotowy na wszystko”. Jasne że częściej zdarzają się problemy z dostawą prądu, wody, żywności czy ciepła niż powiedzmy wojna czy epidemia, ale z drugiej strony podejście typu: kupić działkę za miastem, posadzić kilka jabłonek i wsadzić kilka warzyw – to nie działa, pochodzę ze wsi (dziadek jest rolnikiem, a raczej był, bo teraz jest emerytem) i niestety to nie jest tak, że „wystarczy zasiać i samo urośnie”, bez ciągłego doglądania nic z tego nie będziesz miał, doglądanie tego raz na dwa tygodnie przez kilkanaście godzin to za mało (pomijam nawet kwestię tego, że płody rolne zostaną skradzione czy zjedzone przez „bezpańskie” czy dzikie zwierzęta), no chyba, że masz rodzinę na wsi, która tam jest cały czas i możesz do nich w sytuacji awaryjnej pojechać. Zresztą opisywany tu był eksperyment 72-godzinnej ucieczki (nie wiem czy brałeś w niej udział czy nie) – nie powiódł się, moim zdaniem właśnie z powodu „przywiązania do zapasów” (żywność na drogę, sprzęt itd.), gdyby wyprawa była bez ciężkich plecaków, to te 60km pokonalibyście bez problemów w jeden dzień (latem) a tak… po 21km koniec wyprawy. Nie to żebym się czepiał (po prostu daję przykład osóbm od których warto się uczyć), ale Kamiński na Antarktydzie przy dużych mrozach, wiatrach i przez śnieg miał średnią ponad 25km dziennie, a szedł dzień za dniem prawie dwa miesiące, a coroczna pielgrzymka „rydzykowego bractwa” do Częstochowy pokonuje średnio 32km dziennie (a w grupach są też „dziadkowie” po 60-70 lat i ze względu na nich trzyma się wolne tempo) – przewagę ma minimalistyczne podejście (no i twardy charakter :D).

        Co do lasów – większość ludzi zostanie w mieście, bo w lesie sobie nie poradzi, chociażby przykład II Wojny Światowej (wtedy gęstość zaludnienia na terenie obecnej Polski była porównywalna, około 90os/km2 bez ludności miast, teraz jest około 125os/km2) to ludzie ze wsi uciekali do lasu (bo umieli tam przetrwać) a miastowi pozostawali w miastach.

        Jeśli mam do wyboru dwie opcje:
        1) wyposażenie się w sprzęt i zasoby, które zapewnią mi wszystko.
        2) zdobycie umiejętności, które pozwolą mi przetrwać bez sprzętu i zasobów z punktu 1.
        to wybieram punkt 2 jako bardziej istotny i moim zdaniem dający większe szanse na przetrwanie niezależnie od warunków (co wcale nie przeszkadza w gromadzeniu zapasów i sprzętu, ale nie będę od niego uzależniony fizycznie i mentalnie, nie będzie to moje „centrum uwagi”).

        Pełna zgoda co do „kluczowe są adaptacja (ogarnięcie się, analiza zasobów i zagrożeń) i improwizacja (wykorzystanie zasobów do usunięcia zagrożeń i zaspokojenia potrzeb)” – najważniejsze to umiejętność pełnego wykorzystania tego, co się ma do dyspozycji.

        • Survivalista (admin) napisał(a):

          Generalnie zawsze zalecam zrobienie zapasów (żywności, wody, baterii) i przygotowanie własnego źródła (żywności, wody i prądu) głównie dlatego, że pozwala to uniezależnić się od różnych czynników. Od pomocy innych (nie należy liczyć na pomoc władz) i od zdobywania zasobów. Ale nie będę okłamywać nikogo, że to wystarczy.

          Umiejętności są ważne — ale ja osobiście nisko wyceniam wartość umiejętności bushcraftowych czy tradycyjnego, zielonego survivalu. Na pewno fajnie jest umieć rozpalić ogień dwoma patykami czy zastawić sidła, ale w warunkach okoliczności, jakie nam zagrażają, te umiejętności się za bardzo nie przydadzą.

  4. Piotr Lisiecki napisał(a):

    Uważam sprawę za postawioną właściwie przez Survivalistę. „Gówna całego świata nie możesz brać na swoją głowę” jak powiedział klasyk.
    UWAGA I: Czy wśród umiejętności, które chcemy doskonalić, może być również sztuka krótkich postów, tak by w paru zdaniach „Odpowiednie dać rzeczy słowo”?
    UWAGA II: Nie straszcie tutaj GMO – jest dość stron i blogów panikarzy. Przestanę tutaj zaglądać, jeśli Survivalista przyłączy się to tego klangoru.

  5. tommies napisał(a):

    Bardzo mądry wpis. Nie ma możliwości przygotować się na każde zagrożenie. Tak naprawdę jedyne co możemy zrobić, to zminimalizować dolegliwości związane z wystąpieniem tych najbardziej prawdopodobnych.
    Piotr napisał ciekawe komentarze, ale odnoszę wrażenie, że nie posiada rodziny z małymi dziećmi. Oczywiście umiejętności są najważniejsze, ale co z tego że sam zrobisz dziesiątki kilometrów pieszo w rewelacyjnym czasie, jak zagrożenie pojawi się przykładowo gdy masz 3 letnie dziecko a żona jest z drugim w 8 miesiącu ciąży?
    Dlatego jest mi bliska koncepcja posiadania pewnej ilości zapasów w miejscu zamieszkania oraz promowania działki położonej maksymalnie kilkadziesiąt km od miejsca zamieszkania jako miejsca ewakuacji i czasowego schronienia w przypadku gdy mieszkanie nie będzie już bezpiecznym miejscem.

    Pozbyłem się także złudzeń co do wpływu na politykę i ekonomię. Obecnie Ameryką i UE rządzą prawnicy, ekonomiści i przekupni politycy, wszyscy z wypaczonym poczuciem człowieczeństwa, moralności i zdrowego rozsądku.
    Od wielu lat podczas wyborów popieram partię do która jest mi obojętna ale dość przewidywalna i tylko dlatego, aby osłabić inną której nie znoszę.
    Za to wszystkie mają wspólna cechę – kompletnie nie realizują obietnic i programu z kampanii wyborczej i bezczelnie okłamują wyborców. A sam system wyborczy sprzyja sytuacji nierozliczania polityków po zakończonej kadencji. Jedyne co w takiej sytuacji można zrobić to zająć się własną rodziną. Abyśmy zdrowi byli 🙂

  6. . napisał(a):

    „Oczekuj najlepszego. Przygotuj się na najgorsze.”

  7. Koen napisał(a):

    oczywiście również uważam, że nie da się przygotować na wszystko ale warto posiadać wiedzę jak zachować się w określonych sytuacjach czy jak zminimalizować ryzyko. Swoją wiedzę i umiejętności warto przekazywać dzieciom, kto wie co je czeka w przyszłości. Trzeba też pamiętać, że wiedza/umiejętności to nasz kapitał, który nie tylko pomoże nam, czy naszej rodzinie ale też będzie w razie czego miarą naszej przydatności dla społeczności. Warto więc umieć łowić ryby, budować, naprawiać lub posiadać znajomość ziół i wytwarzania z nich leków, znać „babcine” sposoby na rożne dolegliwości/choroby itd. Ta wiedza przydaje się zawsze.

  8. night_rat napisał(a):

    zabrakło wymienić przestępczości i podobnych oraz problemów prawnych. jak dla mnie najważniejsze umiejętności, doświadczenie i sieć kontaktów. pozdrawiam i Radosnych Swiąt!

  9. Macej napisał(a):

    No a po opanowaniu tych wszystkich rzeczy z listy, zrobieniu zapasów na 80 dni – należy zabrać się za uczciwe zarabianie dobrych pieniędzy i oczywiście jak najbardziej w angażowanie się w życie socjalne i polityczne.
    Jesteśmy częścią tego systemu (niesprawiedliwego a jakże!). W domowy survival może poza kilkoma zapaleńcami nie należy przecież poświęcać więcej nić 5% czasu.
    A z tym brakiem wiary w skuteczność? Za naszego życia może się uda ZUS rozwalić – trochę optymizmu!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Informuj mnie o odpowiedziach poprzez e-mail. Możesz również subskrybować wpis bez zostawiania komentarza.

banner