Zapas książek a odbudowa cywilizacji

Jakiś czas temu dostaliśmy od Czytelnika mailem dość zaskakujące pytanie. My, tzn. najpierw trafiło do Krzyśka, który później przesłał je do mnie. Odpowiedzi wprawdzie udzieliliśmy bezpośrednio, ale chcieliśmy temat też przedyskutować z Wami. Bo może to my jesteśmy w błędzie, a nie Czytelnik…

Pytanie brzmiało mniej więcej tak:

Co Pan sądzi o braniu wielu książek do zestawu? Niby nie są potrzebne do życia, ale jakby była wielka katastrofa, w której by zniszczyło większą cześć ludzkości i przeżyliby tylko nieliczni, to przecież musieliby znów odbudować świat, a do tego jest potrzebna wiedza. Dlatego sadzę, że powinny być w naszych miejscach ewakuacji jakieś zbiory podręczników lub książek tego typu. Jakie jest Pana zdanie ?

W pierwszym odruchu odpowiedziałbym na tak postawione pytanie, że książki w zestawie survivalowym mają sens tylko w charakterze papieru na podpałkę. Serio. Uważam to za zbędny balast, którego naprawdę nie warto nosić.

Ewentualnie wyjątkiem może być książka o rozpoznawaniu roślin jadalnych, jeśli ktoś ma fantazję i zakłada, że trudne czasy przeczeka w lesie. Ja to uważam za naiwne, ale czemu nie. Naiwność i głupota nie są jeszcze karalne.

Drugi wyjątek, jaki mieści mi się w głowie, to mocno okrojona książka dotycząca budowy schronu przeciwatomowego, o której już tu zresztą pisaliśmy. Jeśli przewidujemy taki wariant naszych przygotowań, to zróbmy sobie pomniejszoną kserokopię kilku najważniejszych stron. Nie każdy ma przecież możliwość zbudować zawczasu ziemiankę.

Bardziej podoba mi się pomysł zrobienia sobie zapasu książek u celu ewakuacji. Na tej przysłowiowej działce, którą wyposażamy na gorsze czasy. I to z kilku względów:

  1. to miejsce może być poza zasięgiem internetu, nawet komórkowego, więc nawet w dzisiejszych warunkach dostęp do wiedzy może być utrudniony,
  2. przewidując konieczność dłuższego przebywania tam, warto przygotować sobie jakieś rozrywki, żeby nie zwariować — książki się do tego przydadzą, ale nie tylko tematyczne, naukowe — dla zabicia czasu lepsze będą powieści,
  3. nie sposób przyswoić całej wiedzy, która może być w razie czego potrzebna — jak choćby procedury uprawy wszystkich odmian roślin, czy przepisów na przygotowanie i konserwację płodów rolnych.

Zupełnie osobnym tematem jest wspomniana przez Czytelnika „odbudowa cywilizacji”. Jeśli kiedykolwiek dojdzie do sytuacji, w której wrócimy do epoki kamienia łupanego i cywilizację trzeba będzie odbudowywać — to zrobienie tego z całą pewnością będzie na końcu listy moich priorytetów. Obawiam się, że na to może nie starczyć czasu, który będę poświęcać na zdobycie żarcia, opału i zapewnienie sobie i mojej rodzinie bezpieczeństwa.

Moim zdaniem — nie warto sobie tym akurat celem zaprzątać głowy.

A jak już koniecznie ktoś ma ochotę, niech wspomoże opracowywanie dokumentacji GVCS i ją sobie na papierze wydrukuje. 🙂

Survivalista (admin)

Artur Kwiatkowski. Magister inżynier, posiadacz licencjatu z zarządzania. Samouk w wielu dziedzinach, ale nie czuje się ekspertem w żadnej. Interesuje się zdrowym życiem i podróżami. I przygotowaniami na trudne czasy, rzecz jasna!

Mogą Cię zainteresować także...

45 komentarzy

  1. red napisał(a):

    Książki dużo ważą, ewentualnie w formie papierowej rozpoznawanie roślin, jadalnych/ leczniczych(występujących na obszarze naszego kraju), udzielanie pierwszej pomocy itp….
    Co do ocalenia wiedzy…. dyskutowaliśmy kiedyś o tym z kilkoma osobami i doszliśmy do wniosku iż najrozsądniejszą opcją było by stworzenie „kapsuły wiedzy” np. netbook z wypełnionym hdd dziesiątkami tysięcy książek (pdf, doc)gdzie po pierwsze będą wszelkie poradniki dotyczące rzemiosł, rękodzieła, medycyny w sumie wszystko co może być użyteczne, resztę zapełniamy literaturą wszelaką naukową, piękną itd wszystko co chcemy ocalić z „myśli ludzkiej”. Do tego kopię wszystkiego x2 na 2 zewnętrznych dyskach podpinanych pod usb. Całość zabezpieczona przed temperaturą, wilgotnością, wkładamy np do beczki z nierdzewki zabezpieczonej dodatkowo przed impulsem elektromagnetycznym, całość pod ziemię , można nawet z lekka zalać betonem. Hmm do zestawu można dodać jakieś ogniwo słoneczne na zasilanie nie musi mieć dużej mocy, netbook zje 12-15 W więc mały panel 50-100 starczy. Nawet po upadku cywilizacji i kilku latach zamętu utworzą się w końcu jakieś struktury z ocalałych, wioski, małe społeczności po kilkaset osób itp. Wtedy wyciągamy skarbnicę wiedzy z pod ziemi, kilka sprawnych komputerów i jakieś źródło energii się znajdzie wszystko powielamy, można też całość przenosić na papier ręcznie bądź drukarki a przynajmniej tytuły aktualnie użyteczne, jest na czym edukować młode pokolenie itp. Jasne że podręcznik do fizyki kwantowej na niewiele się przyda ale np. podstawy metalurgii, kowalstwa, konstrukcji maszyn zawsze, a literatura no wiadomo nie samym chlebem człowiek żyje a cywilizację trzeba na czymś odbudować żeby się nie okazało że prawnuki ocalałych wróciły do epoki kamienia łupanego.

    • lechu napisał(a):

      Może zamiast zakopywać to zabrać dysk ze sobą. A na poważnie to można zainwestować w stare laptopy DELL-a są pancerne ładowarkę słoneczna i ładowarkę ręczną. Inne rozwiązanie to tanie tablety i karty pamięci lub nie używany już smart-fon i te same karty lub którekolwiek z wyżej wymienionych i zawakowane mini wersje papierowe jako backup. najważniejsze w całym przedsięwzięciu jest spakowanie tych fantów bo sama metalowa puszka nie wystarczy najlepiej każde urządzenie zawakować wraz z środkiem na wilgoć(każda większa restauracja ma takie urządzenie można zagadać to zawakują). Swoja drogą to dobry sposób do przechowywania suszonej wołowiny ale do tego trzeba kupić sobie va-kowarkę i pakować po kilka pasków. Wracając do tematu zawakowane sprzęty należy zawinąć w wełnę z ociepleń i w folie almeluminiliniową oraz w lniane worki a to wszystko spakować to wojskowej skrzyni na dokumenty i zamknąć na kłódkę ,właz okleić power tapem i do ziemi na minimum metr. Ktoś powie że dużo zachodu albo że drogo wychodzi ale czy nie jest to warte żeby odbudować świat.

  2. Kamil napisał(a):

    @red na płytkach DVD lub CD dane wytrzymują średnio 6-8 lat (w moim przypadku),ale mówi się ze wytrzymają 30 lat. Producenci dysków mówią ze ich dyski wytrzymają spokojnie 20 lat. Wiec te dane nie są wieczne 🙁 Dlatego myślę że książki były by lepszym rozwiązaniem bo dużej wytrzymają (mam w domu książki które mają blisko 70 lat i ciągle są całe i nawet kartki mają dobry stan)
    Z technologią jest jeszcze jeden problem nie każdy będzie umiał używać komputerów !
    weźmy jeszcze jedno pod uwagę po katastrofie przeżyje parę ludzi umiejących czytać i jak nie przekażą tej umiejętności potomnym to nie przydadzą im się te książki ani komputery.

    • Survivalista (admin) napisał(a):

      Czy będzie umiał korzystać czy nie, to jedna kwestia.

      Druga jest taka, czy akurat będzie w tym komputerze taki napęd, jak potrzeba. Czy będzie akurat takie złącze do dysku twardego, taki napęd optyczny, itd.

      Podobny problem jest z nagraniami audio.

      No i przede wszystkim — do książek nie potrzeba prądu, a można ją też zabrać do warsztatu i tam coś zbudować. To nawet w dzisiejszych czasach, gdy można tanio kupić tablet i wziąć go do garażu, jest sporą zaletą.

      • red napisał(a):

        @Kamil
        1. Podstawową obsługę komputera na poziomie włączyć odpalić plik z książką zna 80% społeczeństwa nie sądzę żeby wciągu kilku lat od kataklizmu zapomnieli jak to się robi
        2. Jasne dane nie są wieczne, ale mówię tu o wyciągnięciu „weka” z pod ziemi po kilku latach a nie po 50 czy 100 a przeniesienie na papier za pomocą drukarki to nie jest problem po kataklizmie/ zagładzie itd itp. akurat z porzuconym sprzętem komputerowym typu drukarki,komputery pc nie będzie stresu, ponadto nawet jeśli komputer nie będzie 100% sprawny zaletą pc jest to że da się z kilku zmontować jeden, a w czasie kataklizmu nikt takiego sprzętu nie będzie ratował więc zaopatrzenie się kilka lat później w porzucony w miastach sprzęt to nie problem (wyobraź sobie ile komputerów znajdziesz w 30 tysięcznym opuszczonym mieście ….)
        3. „weźmy jeszcze jedno pod uwagę po katastrofie przeżyje parę ludzi umiejących czytać i jak nie przekażą tej umiejętności potomnym” – hmm analfabetyzm jest przypadkiem skrajnym więc można przyjąć że 95% ocalałych będzie czytać i pisać i owszem ta wiedza będzie przekazywana dalej gdyż jest to doskonała forma komunikacji i w całej historii ludzkości biorąc pod uwagę różne cywilizacje ta wiedza nie znikała (no chyba że dana cywilizacja wymarła) lecz rozwijała się i była doskonalona

        Wszyscy mają prawo do własnego zdania ale nie sądzę żeby 5 czy nawet 10 lat po katastrofie na skalę globalną ludzie zapomnieli obsługi komputera czy umiejętności czytania/ pisania/ liczenia :p

        @lechu

        Zgadzam się w całej rozciągłości sprzęt trzeba doskonale zabezpieczyć, przed czynnikami zewnętrznymi.

        @Survivalista
        1. Napędy optyczne odpadają, biorę pod uwagę tylko dyski twarde.
        2. Problem złącza nie istnieje 98% sprzętu będzie kompatybilne z USB czy to będzie pc, mac, tablet , smartfon, konsola do gier jest to najbardziej rozpowszechniony system na kuli ziemskiej, można do zestawu dołożyć kable (przejściówki) na mini usb i micro usb ^^
        3. Problem z kompatybilnością plików też praktycznie nie istnieje 90% w/w sprzętów odczyta pliki doc, pdf czy też popularne formaty ebooków.
        Problem z kompatybilnością systemu plików też nie istnieje kazdy smartfon, tablet ma opcję podłączenia do pc i transferu plików widzi partycje zarówno windowsowe jak i linuxowe….
        4. Brak zasilania energią jest zaletą książek to fakt ale mają też wady w postaci wagi + rozmiaru = trudność składowania znacznych ich ilości, jasne super przeznaczyć np 1 zabezpieczony przed włamaniem pokój w domu na bibliotekę z pożytecznymi tytułami super sprawa, niestety książki mogą ulec zniszczeniu jak i dane elektroniczne.
        Ale niestety pakiet wiedzy na papierze ma ograniczenia ilościowe w porównaniu z tym na dysku usb zewnętrznym można zgromadzić dziesiątki jeśli nie setki tysięcy książek i ładnie to zabezpieczyć przed czynnikami zewnętrznymi, a ile zachodu kosztowało by nas zabezpieczenie choćby niewielkiej biblioteki miejskiej?

        Stawiam na to iż najrozsądniejsze było by połączenie obu metod:
        1. Na papierze pozycje dotyczące przetrwania, budowy maszyn, medycyny itp. informacji które przydadzą się w post apokaliptycznym świecie w celach czysto użytkowych.
        2. Jak najwięcej wiedzy wszelakiej z dziedzin nauki, kultury, sztuki, literatury w wersji elektronicznej aby jak najwięcej ocalić a w czasie odbudowy cywilizacji tą wiedzę sukcesywnie powielać i przenosić na papier. Jasne komputery się w końcu skończą ale zachowując wiedzę na papierze nasi następcy mieli by niezły start i może za 200-300 lat budowali by nowe komputery a nie za 2000 lat, zaczynając od zera :p

  3. Najtajniejszy Współpracownik napisał(a):

    Umarł w was już dawno duch starożytnych. Nikomu nie przyszło do głowy, że dużą część wiedzy można nosić…w pamięci. Nie, nie, nie. Żadnej podręcznej, ręcznej, HDD, USB, tylko tej osobistej, własnej, w mózgu. Coraz rzadziej używanej, bo przecież każdy ma smartfona, google’a itd. Ze swojej strony, gdybym znalazł się w społeczności odbudowującej tożsamość, oferowałbym sporą część literatury staropolskiej, z której jakąś tam, podstawową część poezji noszę w głowie (tzw. zabytki+podstawy renesansu+barok), sporo z oświecenia i romantyzmu. Kilku takich jak ja (szczególnie z bardziej „przydatnych” dziedzin) i kłopot znika sam. Humanistyka jest do odbudowania, podobnie jak wszystko inne. Wystarczy tylko mieć do tego serce.;)

    • red napisał(a):

      Oczywiście posiadana wiedza to podstawa ale sądzę iż powinnością ludzi przewidujących jest ocalenie jak największej ilości wiedzy a niestety nikt z nas nie nauczy się 200 000 książek na pamięć ani nie wykona z pamięci kopi dzieł mistrzów malarstwa czy rzeźby a katalog zdjęć w formie papierowej czy elektronicznej daje radę. Myślałem że meritum tej dyskusji jest zachowanie jak najwięcej z cywilizacji w jak najbardziej optymalny sposób,a codo ducha starożytnych to biblioteka aleksandryjska się spaliła niszcząc większość wiedzy starożytnych, a później jak potoczyła się dalej historia to już wiemy ^^. Jasne super jest znać kilka wierszy na pamięć ale przeciętny człowiek nie zapamięta nawet jednego cienkiego tomiku a co dopiero setek czy tysięcy różnych poetów.
      Starożytne cywilizacje gromadziły wiedzę na papirusach, glinianych tabliczkach, wykutą w kamieniu i innymi metodami, nasze metody są „pojemniejsze”,ekonomiczne i łatwiej dostępne że już o koszcie nie wspomnę (książka przed wynalezieniem druku była warta kilka wiosek), a teraz mamy łatwiej więc czemu mamy z tej „łatwości” nie skorzystać tylko dla podtrzymywania romantycznego mitu ludzi odtwarzających wiedzę humanistyczną z pamięci?

      • Najtajniejszy Współpracownik napisał(a):

        Oczywiście brzmisz bardzo rozsądnie. Powiem jednak szczerze, że nie wierzę w przetrwanie nośników magnetycznych i podobnych. Wierzę natomiast w potęgę ludzkiego umysłu. Jedną z najmocniejszych zasad domowego survivalu, o której kiedyś wspomniał Artur w „Teorii Chaosu” jest sprawność fizyczna. Bez niej żadne gadżety nie są ważne. Tzn.są, ale mięczak z multitoolem nie przetrwa, a twardziel z suchą gałęzią owszem. Podobnie, moim zdaniem, jest z wiedzą i tym, co mamy w głowie. Biblioteka Aleksandryjska spłonęła, jednak sporo ze starożytności przetrwało. Poza tym przypominam „Księgę ocalenia”, gdzie bohater ………………………………………………………………………. Kto nie widział – niech obejrzy, nie będę spoilował. Nikt z nas nie nauczy się 200 000 tysięcy książek na pamięć, ale cywilizacja powstaje zwykle z wielu ziaren i wielu siewców;) Zachęcam do czytania ze zrozumieniem i przechowywania wszystkiego, co się może przydać właśnie w nas, a nie w komputerach. Co to za wiedza, która leży na półce i się kurzy? Co to za wiedza, która gubi clustery?;)

        • red napisał(a):

          Kondycja fizyczna jest ważna nie tylko w survivalu, to podstawa długiego i zdrowego życia, mam 35 wiosen na karku i ruszam się 1,5-2 h dziennie. Karate, jazda konna, trening w domowym zaciszu z hantlami, rower, w sumie taki styl życia preferuję od 20 lat. Uwielbiam pieszą turystykę i obcowanie z naturą, jak tylko mam czas wypadam na kilka dni w teren z trasą zaplanowaną lub bez po prostu do lasu odpocząć od miejskiego zgiełku i tak jest odkąd skończyłem 15 lat i rodzice za małolata zaczęli wypuszczać samego do lasu^^. Jak mam minimum 2 dni wolne łapię plecak ze sprzętem, pakuję jedzenie do kompletu i nie ma mnie. No ale to już off top był :p. Czytam sporo,a co do nośników magnetycznych są ściśle związane z moim zawodem więc wiem na co je stać. Człowiek też z wiekiem zaczyna „gubić dane”, każda forma przechowywania danych elektroniczna, pisana czy pamięć człowieka może być zawodna lub zostać zniszczona, natomiast aspekt pojemnościowy i ilościowy jest bardzo istotny przy jej przechowywaniu. Więc twardo trzymam się swego zdania i go nie zmienię chyba że powstanie jakaś nowa lepsza (pojemniejsza/ bezpieczniejsza/ bardziej rozpowszechniona) forma przechowywania danych :p
          Człowiek jak komputer potrzebuje energii bez jedzonka daleko nie zajedzie, każda forma przechowywania wiedzy ma plusy i minusy można nawet to wypunktować no i niestety w dzisiejszych czasach bezapelacyjnie komputery wygrywają czy to się nam podoba czy też nie.

          • Najtajniejszy Współpracownik napisał(a):

            Każdy ma jaką chce opinię;) Mnie chodzi głównie o to, że bezgraniczne zaufanie wobec świata komputerów prowadzi do inwalidztwa umysłowego. Wcześniej, czy później wiedzę trzeba będzie wydobyć, a tablecik nie zawsze znajdzie się pod ręką. Podobnie jak samochód, kiedy trzeba będzie przejść 50 km jednego dnia. No pewnie, że sprawność fizyczna jest ważna (co potwierdzasz), ale mam Ci teraz udowodnić, że ja jestem bardziej sprawny od Ciebie w moim samochodzie z pojemnym bakiem? De facto pewnie nie jestem, skoro 20 lat ćwiczysz karate. Mój ojciec ma brązowy pas w kata, więc wiem jaką sprawność daje ten sport. Nie ma nic złego w sprytnym kompresowaniu i bunkrowaniu danych. Sam mam 500 GB MP3, mimo ogromnej kolekcji (oryginalnych) płyt. Zbieram także podcasty na licznych, bardzo pojemnych odtwarzaczach, bo to po prostu fajne. Ale nic nie zastąpi żywej, prawdziwej wiedzy i umiejętności sprawnego jej przetwarzania. Podobnie jak nic nie zastąpi sprawności fizycznej. Paliwo w moim baku dawno się wyczerpie, a Ty będziesz mógł iść dalej. Ja pewnie też – jeśli postawię na sprawność fizyczną, a nie wiarę w gadżety;)

    • panika2008 napisał(a):

      „Nikomu nie przyszło do głowy, że dużą część wiedzy można nosić…w pamięci” – bo nie można. Spróbuj opanować na poziomie eksperckim dowolną bardzo wąską specjalizację, no np. uprawa zbóż albo budowa turbin parowych – a potem nam zrelacjonuj ile % ogólnie dostępnej w tej dziedzinie wiedzy zmieściło Ci się w głowie.

      • Krzysiek napisał(a):

        Jeśli nie masz pewnego poziomu wiedzy w danym temacie, to specjalistycznej książki po prostu nie zrozumiesz. Gdyby słowo pisane wystarczyło do nauki, to nie mielibyśmy szkół, bo nie byłyby potrzebne. Wszyscy siedzieliby przed komputerami i samoksztalcili się z googla. Utopia! Nauczyciel z wiedzą w głowie jest niezbędny i żaden komputer go nie zastąpi.

  4. lechu napisał(a):

    by sprawdzić czy da się przechowywać pliki pdf czy txt pod ziemią w urządzeniu elektronicznym jestem wstanie poświęcić stary jeszcze działający telefon sagem 401x oraz 256mb kartę z SE i zakopać to w odpowiednim opakowaniu około metra pod ziemiom. Wgram tam zapis tego postu oraz skan jpg do pdf na telefon i na kartę oraz wydrukuje to na zwyczajnym papierze dla porównania i po roku jak nić się nie przydarzy mnie lub blogowi „domowy survival” przedstawię wyniki postaram sie pózniej podlinkować zdjecia z całej operacji bo wiem ze nie których to kreci.

  5. red napisał(a):

    Ależ ja nie ufam bezgranicznie komputerom w razie czego wolał bym mieć przy sobie własny plecak ze śpiworem, namiotem, nożem, źródłem ognia i jedzeniem/ wodą na 2-3 dni niż przenośny komputer :p + to co mam głowie.
    Natomiast jeśli chodzi o magazynowanie wiedzy zdałbym się jednak na elektronikę. Jeśli chodzi o podniesienie sprawności fizycznej to w sumie czasu nie trzeba na to wiele około 40-45 minut dziennie przez 6 dni w tygodniu starcza. Mam kolegę w pracy,facet lat 42 kondycja na poziomie miernym, do czasu, namówiłem go na prosty trening hantlami 3x w tygodniu i 3x w tygodniu rowerek treningowy (przemiennie dzień hantle, dzień rower) ,pierwsze efekty już było widać po 3 tygodniach , teraz mija 4 miesiące i zupełnie inny człowiek, mówi że czuje się o 15 lat młodziej. Nie trzeba jakichś wielkich ciężarów czy super sprzętu żeby być w niezłej formie starczą hantle i rower / rowerek treningowy, na początek ciężar nie musi być wcale duży starczą 2 x po 5kg. Grunt że mięśnie pracują, układ krążenia też. Już kilka osób w różnym wieku wdrożyłem tak do dbania o formę. Rozpiski na taki domowy trening znajdziemy na wielu forach sportowych np.SFD. Trzeba tylko minimum czasu i przede wszystkim chęci. Może warto zamieścić jakiś artykuł dla czytelników z przykładowymi programami ćwiczeń?

    • Krzysiek napisał(a):

      Kolego, jak faktycznie wylądujesz w lesie, bez żarcia, które najpierw będziesz musiał złapać/znaleźć/oprawić/przyrządzić to gwarantuję ci, że po miesiącu będziesz samym mięśniem i żyłą, albo zginiesz. Zadbaj lepiej o zapas tłuszczu 🙂

  6. red napisał(a):

    @lechu

    Da się w kiepskich warunkach, pomagałem kumplowi w porządkach, stareńki 286 przestał ponad dwie dekady w komórce na podwórku wydobyliśmy go ostatnio przy okazji, komórka nie ocieplona w sumie na graty, warunki kiepskie, opakowanie to foliowy worek + karton. Kumpel wziął go do domu postał parę dni i w sumie odpaliliśmy go z ciekawości czy ruszy i ruszył, super pojemny dysk twardy 40 MB :p, komp pracuje pod dosem ale śmiga nawet takie hity na dysku znaleźliśmy jak another world i dyna blaster, sprzęt działa. Nowoczesny sprzęt dobrze zabezpieczony przed temperaturą i wilgocią spokojnie przeleży pod ziemią lata, jedyne o co można się martwić to sprawność akumulatorów ale cóż jeśli i tak z założenia ma działać po podłączeniu do sieci to padnięty aku. nie stanowi wielkiego problemu jak mamy źródło energii w postaci np. zasilania solarnego.

  7. yamabushi napisał(a):

    …to jest problem powiedzmy postapokaliptyczno-protoewangeliczny – czy zgromadzona przez nas wiedza/nauka/skarbnica nie zostanie przez tych co przetrwaja uznana za ziarno/przyczyne zaglady i przykladnie czy nie zostanie ona publicznie/ceremonialnie zniszczona…

    to takie gdybanie

    ja bym widzial w takiej skrzynce elementarz, atlas anatomiczny, kamasutre i stara fizyke dla klas 6 – 8 szkoly podstawowej…

  8. BtS napisał(a):

    ktoś napisał że analfabetyzm to nie problem..
    myślę że ten ktoś powinien się najpierw przyjrzeć problemowi..

    Właściciel tego bloga napisał że olał by odbudowywanie cywilizacji na rzecz zapewnienia swojej rodzinie pożywienia – masa ludzi by tak robiła..

    Masa ludzi olała by wykształcenie i uczenie a zajęła by się tylko „parciem na przetrwanie kolejnego dnia/tygodnia/roku”..

    w przypadku globalnej katastrofy – spowodowanej np rozbłyskiem słonecznym w ciągu 3ech pokoleń niemal zaniknęła by umiejętność pisania i czytania.

    Przypominam że ponad połowa ludzi w Polsce nie przeczytała ŻADNEJ książki od kiedy skończyli szkołę..

    Dawanie komuś takiemu wiedzy książkowej jest bezcelowe – tacy ludzie wykazują analfabetyzm funkcyjny.. Coś tam czytają ale nie rozumieją i nie są w stanie analizować tego co napisane..

    Przykro mi o tym pisać – ale jesteśmy cywilizacją pozornie tylko wykształconą..
    Ja od lat staram się najważniejsze rzeczy trzymać w głowie – mam zapas książek w wersji elektronicznej, kilka przydatnych w wersji papierowej ale każdą z nich staram się przeczytać i jak najwięcej z nich zapamiętać.

    Na tym polega całe prepperstwo- na przygotowaniu się na gorsze czasy i trudn sytuacje, które mogą nas zaskoczyć..

    No i w końcu w odpowiedzi na pytanie zadane przez Waszego czytelnika – książki są sposobem na przechowywanie wiedzy – jednak ich masa oraz wymagane zabezpieczenia znacząco utrudniają ich wykorzystanie..
    Elektroniczne sposoby przenoszenia informacji – przez wzgląd na niską masę i łatwość użycia będą dobre w poczatkowej fazie, jednak ich podatnośc na uszkodzenia i niska trwałość raczej nie pomogą przy dłuższym wykorzystaniu..

    PS. Mam w garażu 2 komputery – jeden 484 drugi jakiś pentek 133mhz.
    Garaż nieocieplony – w zimę temp ok -10stC, w lecie ok 55stC..
    stoją tam od lat – co roku kilka razy odpalam je żeby puścić jakies mp3 i sprawdzić ich działanie.

    Zarówno dyski, klawiatury, myszki, monitory – całość działa.
    jest zakurzona, nei wygląda zbyt wyjściowo, ale w razie „w” są tam najważniejsze dane..

    • panika2008 napisał(a):

      Elektronika krzemowa jest w stanie przetrwać krótką ekspozycję na kilkaset stopni (pożary) bez istotnego uszczerbku – odzyskiwano już w ten sposób dane z różnych dziwnych systemów, także nie bójcie żaby.

      Generalnie np. w kręgach bezpieczeństwa nikt się nie martwi o to, jak skutecznie trwale przechowywać dane, problemem jest raczej ich skuteczne usunięcie, tak, żeby nie można było odzyskać. Może nie jest w tym celu konieczne atomowe bombardowanie z orbity, ale rozwiązania oscylują wokół pieców z temperaturą topiącą stal i/lub długotrwałe trawienie w roztworach typu pirania… krzem to jest naprawdę twardy skurczybyk.

  9. panika2008 napisał(a):

    Zamiast marzyć o tym że ktokolwiek zbuduje w garażu reaktor atomowy na podstawie zgromadzonych książek w sytuacji upadku cywilizacji (przypominam: sensownej jakości stal dostępna jest dopiero od jakichś 100 lat, podobnie cement, a to tylko szczyt góry lodowej), proponuję zacząć od jakichś bardziej przyziemnych rzeczy, np. obsługa wiertarki ręcznej, wbijanie gwoździ, rąbanie drewna siekierą itp.

    • WilkAlfa napisał(a):

      „proponuję zacząć od jakichś bardziej przyziemnych rzeczy, np. obsługa wiertarki ręcznej, wbijanie gwoździ, rąbanie drewna siekierą itp.”
      Mieszkam na wsi i takie rzeczy potrafiłem w wieku 6-8 lat.
      Jedynym ograniczeniem było podnoszenie siekiery, przyciskanie wiertarki i przy wbijaniu gwoździ celność („ała!!!”).
      Zachęcam do mieszkania na wsi. 😀

      WilkAlfa

  10. Kamil napisał(a):

    Ale Weście pod uwagę ze do czytania książek nie potrzebujesz prądu 😀 Dlatego powinny być tak samo książki i ich kopie na komputerach.

    • Rufus napisał(a):

      Tobie Kamil książki są niewątpliwie potrzebne. W pierwszej kolejności jednak chodzenie do szkoły na lekcje języka polskiego.

  11. ... napisał(a):

    Czemu nie bierzecie pod uwagę impulsu empi ?

    myślę że jednym z priorytetów współczesnej wojny będzie niszczenie elektroniki wszelkimi sposobami.

    Dlatego wszelkie dane na dyskach mogą być usmażone.

    Co do pomysłu z podrecznikami z podstawówki to moze byc trafiony

    • red napisał(a):

      Bierzemy :p mój pierwszy post: „Całość zabezpieczona przed temperaturą, wilgotnością, wkładamy np do beczki z nierdzewki zabezpieczonej dodatkowo przed impulsem elektromagnetycznym”

  12. cedric napisał(a):

    Jeśli zniszczenie miałby przynieść impuls EM, to może nastąpiłoby wyrównanie szans. Myślę, że warto pomyśleć o skopiowaniu na pendrive’a artykułów, np. Dr. Mercola, żeby poradzić sobie z brakiem dostępu do leczenia. Pewnego dnia może zabraknąć netu albo będzie to wszystko niedostępne. Polecam też znakomitą książkę PWN 2012 ‚Fizjoogia starzenia”.

  13. frsplace napisał(a):

    Aż dziw bierze, że nikt nie wspomniał o czytnikach e-booków. Ekrany e-ink pobierają prąd jedynie przy zmianie treści jaką wyświetlają. To oznacza ok. 20-30 dniową pracę na jednym ładowaniu. Do tego mała prądnica ręczna np. na korbę. Czyta się jak na kartce papieru tzn. potrzebne jest źródło światła padające na ekran. Są co prawda dostępne czytniki z podświetleniem, ale nie biorę ich pod uwagę w omawianym kontekście. Zamiast drogich i narażonych na uszkodzenia dysków magnetycznych wykorzystał bym dyski ssd – a dokładniej mówiąc karty mikrosd (pomysł z pendrive też jest b. dobry).
    Wtrącając jeszcze słów parę do zaniku umiejętności korzystania z urządzeń elektronicznych. Niepiśmienne dzieci z afryki dostały tablety bez instrukcji obsługi (ani graficznej, ani przekazanej ustnie) po kilku minutach umiały je włączać, a po tygodniu znały alfabet angielski. Dodatkowo po kilku miesiącach nauczyły się hackować tablet. Objawiało się to odblokowaniem kamerki w tablecie. Nie chcę zamieszczać linku do tego artykułu, ponieważ nie znam polityki bloga, ale myślę że z łatwością go wygooglujecie.

    • WilkAlfa napisał(a):

      Również jestem za czytnikami e-book.
      Jestem posiadaczem PocketBook611 +otwierane etui.
      Na jednym ładowaniu wytrzymuje minimum miesiąc ostrego czytania.

      Pozdrawiam
      WilkAlfa

  14. Zacharias napisał(a):

    Jak dla mnie książki są świetnym pomysłem. Sam posiadam ogromną bibliotekę na „gorsze czasy” lecz nie w formie papierowej a na dobrym e-czytniku. Wrzucam tam wszystko, co ma sens i mogłoby się przydać. Instrukcje obsługi, poradniki, rysunki techniczne, plany, dokumenty i inne. Funkcjonalność i oszczędność miejsca. Do tego multi-ładowarka solarna i mam książki zawsze pod ręką.

  15. Cuthorn napisał(a):

    Zastanawiam się, czy jest taka katastrofa, która nas nie zabije (przynajmniej wszystkich) a zniszczy wszystkei istniejące biblioteki/czytelnie? Chyba nie!

    Dlatego zamiast robićwłasne zapasy książek jakieświelkie, lepiej w razie godziny W próbować chronić istniejące zbiory – tzn. nie palić wszystkiego (tylko np. kodeksy prawne i ustawy podatkowe – powinno starczyć na kilka lat na podpałkę ;)). Nie palić rzeczy ważnych – no, chyba, że nie ma wyjścia – wiadomo, lepiej przeżyć.

    • Marek W. napisał(a):

      O! Tu, Tu, Tu, Tu ma kolega absolutną rację. Gratuluje trzeźwej oceny sytuacji.

      • Cuthorn napisał(a):

        To doam jeszcze jaka katastrofa może grozić bibliotekom – i jak je ratować:

        http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/2029020,114881,13355865.html

        Kiedy 23 stycznia mieszkańcy domów w sąsiedztwie muzeum przybiegli do pracowników biblioteki z hiobową wieścią – islamiści podpalili zbiory! – jednym z niewielu, którzy nie załamali się i nie zaczęli płakać, był dyrektor Cisse. Od miesięcy starannie ukrywał przed światem sekret: wszystkie zbiory ze starego budynku – niemal całość kolekcji – wywieziono po kryjomu w bezpieczne miejsce.

        Przez dwa tygodnie sierpnia ubiegłego roku Abba Alhadi pakował kolejne książki do pustych worków po ryżu i prosie. W nocy ładował worki na wózek, którym z reguły miejscowi wożą pudła z warzywami na targ, przeprowadzał przez miasto i ładował na ciężarówki lub do bagażników motocykli. Pojazdy zawoziły bezcenny ładunek na brzeg rzeki Niger, skąd drogą wodną transportowane były do miasta Mopti – pierwszego będącego pod kontrolą rządu. Stamtąd samochodami manuskrypty przewożono do stolicy – Bamako.

        Islamscy bojownicy nie odkryli spisku. – Pewnie spodziewali się, że to raczej ktoś z zeuropeizowanej elity miasta będzie próbował ratować rękopisy – powiedział Alhadi agencji Associated Press. Czyją uwagę zwróciłby niepozorny, wyglądający jak biblijny patriarcha staruszek, pchający wolno wózek z workami ze zbożem?

  16. wyih napisał(a):

    Za książkami.

    Nikt raczej świadomie nie będzie planował odbudowy cywilizacji, ale gdy już zwycięzcy watażkowie nasycą się kobietami i złotem będą chcieli skorzystać z niektórych zdobyczy myśli technicznej i kulturalnej pamiętanych sprzed W. Ocalony podręcznik, który pomoże fachowcowi doprowadzić zamówione dzieło do końca może być na wagę złota.

    Dziś też jest na wagę złota, inaczej nikt nie kradłby technologii czy praw autorskich.

  17. Arkadiusz napisał(a):

    Zapewne powtórzę tu argumenty już przedstawione przez innych Czytelników i zrobię to haotycznie. Książki TAK. Może nie w zestawie ucieczkowym ale w celu ewakuacji i to zabezpieczone jak najlepiej, o czym już Autor wspomniał. W zestawie ucieczkowym takie najważniejsze kilka. Kwestia dyskusji jakie. Wszelkie poradniki typu zrób to sam, dobre książki o roślinach jadalnych, roślinach leczniczych, grzybach jadalnych, wszystko co będzie źródłem wiedzy jak pozyskać pożywienie i lekarstwa na najpospolitsze schorzenia. Przeanalizujmy sobie wszelkie umiejętności które nam są potrzebne i wiedza jaka nam się przyda. I to czego nie umiemy i nie wiemy to o tym książek potrzebujemy. Teraz jak czegoś tam nie wiem co mi aktualnie potrzebne otwieram google i parę minut i mam. w sytuacji W tak pięknie nie będzie. Nie da rady jedna rodzina zgromadzić książek z taka wiedzą by odbudować cywilizację. Polecam jednak zgromadzić jak najwięcej wiedzy nawet w formie elektronicznej, na kartach pamięci w tablecie chociażby. Ale dla własnego użytku, by w razie czego mieć się z czego uczyć. i być o krok dalej niż reszta nieprzygotowanych. Pamiętajmy jednak ze to własnie papier jest jednym z najbardziej trwałych nośnikow informacji. Podam pewien przykład na podstawie siebie samego. Dziko rosnące rośliny jadalne i grzyby – ważne źródło suplementacji diety w kryzysowych czasach. I nie chodzi mi tu na litość boską o życie w lesie! Mamy te nasze zapasy które kiedyś się skończą. Dzięki pożywieniu z natury starczy nam na dłużej. Książke o nich mam w swoim zestawie (Łuczaja plus atlas ze zdjęciami) pomimo, że osobiście bez problemu znam co najmniej 400 gatunków z flory Polski. Ale jeśli z tej wiedzy systematycznie nie korzystam to zapominam. I tu książka pomoże w trudnej chwili tak jak dzisiaj to google. By sobie przypomnieć i upewnić się w z powodu kilku liści które nam się z czymś innym pomyliły nie mieć kilkudniowego postoju na wychodku. Przeanalizujmy jaka wiedza jest przydatna w codziennym życiu i zapewnijmy sobie do niej dostęp. Ja bym na pewno w wersji drukowanej zgromadził kilka patentów autora jak chociażby z dostępnych materiałów zrobić ciekawe urządzenia. Przecież w obecnych czasach nie bede marnować czasu na nauke robienia czegoś takiego. A przydać się może. To nie muszą być tylko książki. Można sobie zapisać treści z internetu (plus wydruk ewentualnie). Mam w planach podnieść ten temat u siebie (na-kryzys.blogspot.com) ale na razie w wolnym czasie pochłoniety jestem bardziej innymi swoimi blogami (kuchnia-w-ciezkich-czasach… flora-lecznicza-ustki…), których realizacja jest dla mnie bardziej priorytetowa.

  18. Adrian napisał(a):

    Zgadzam się po części. Książki są ciężkie, a w przypadku wielkiej katastrofy liczyła by się pewnie mobilność, mielibyśmy inne priorytety. Ale mimo wszystko warto by zabrać ze sobą coś co pomogło by odbudować cywilizację. Dobrze było by zabrać jakieś podręczniki na temat medycyny, uprawy roślin. Na pewno było by ciężko się z tym poruszać, ale ludzie przecież umierają. Po takiej „wielkiej katastrofie” na pewno nie pozostało by wielu ekspertów.

  19. krzysztof napisał(a):

    jest już coś takiego : civilization starter kit wpiszcie w google

  20. Kamil napisał(a):

    Zależy jakie książki i gdzie
    1. Zestaw ucieczkowy – nie widzę miejsca na cokolwiek innego niż atlas oraz jakiś poradnik przetrwania (instrukcja filtracji wody, atlas grzybów, roślin, jak co zrobić, jak się leczyć)
    2. W miejscu docelowym – kilka poradników oraz jakaś literatura, coś do poczytania
    3. Schowane gdzieś – co tylko się da. Ja mam schowane w bezpiecznym miejscu ok. miliona książek (różne) oraz kopię wikipedii polskie i angielskiej. Kilka innych pozycji też tam się znajdzie. Wikipedia angielska bez obrazków zajmuje ok. 10GB, polska – ok. 1GB. Zrzut jest aktualizowany co ok. miesiąc. Co dalej? Zobaczę.

  21. Ziew napisał(a):

    Przechowujcie dane na nośnikach elektronicznych – świetny pomysł. Albo jeszcze lepiej w chmurze danych w internecie. Ewentualnie każdy niech sobie kupi kindle do bunkra. W ten sposób szybko wrócimy do epoki kamienia łupanego zastanawiając się, jak się krzesa ogień. Bo w 2-3 pokolenia to doprowadzi właśnie do takiego stanu.

    W sytuacji braku podstawowych usług, mediów, elektryczności, zniszczonej elektroniki i braku części zamiennych (ile osób potrafi np przelutować tranzystory, nawinąć nowe zwoje w zasilaczu czy naprawić cokolwiek co wymaga więcej niż młotek i śrubokręt?) to brzmi niedorzecznie.

    Tylko papier jest trwały i bezpieczny. Nie trzeba nosić na plecach całej biblioteki miejskiej, wystarczy określone miejsce w którym położy i zabezpieczy się te powiedzmy 3-4 tuziny książek (czy ile tam wyjdzie na liście). Od tych mówiących jak przetrwać, przeżyć, rozwijać się. Jest kilka ciekawych list zagranicznych, na polskie nie trafiłem. Szczególnie, że część przydatnych opracowań w języku polskim ma nawet po 30-40 lat i jest dostępna tylko dla wąskiego grona entuzjastów danych dziedzin.

    Od opracowań z zakresu technik survivalowych, DIY, przez podręczniki biologii, geografii, historii, fizyki, chemii, medycyny i ratownictwa, mechaniki, opracowania z zakresu rzemieślnictwa, przetwórstwa, wydobycia, itd. itp. i sam nie wiem co jeszcze. Wiedza umożliwiająca powrót do poziomu z początku 20 wieku zmieści się pewnie w kartonie po mikrofalówce. Inny problem to przywrócenie procesów technologicznych, ale od czegoś trzeba zacząć.

    Fajnie by było stworzyć tego typu multidyscyplinarną listę.

    • Mc napisał(a):

      Dużo racji w tym co piszesz, ale papier też jest niezbyt trwały – może zawilgnąć, zapleśnieć, myszy zjedzą, jest duża pokusa aby użyć jako rozpałkę lub w celach higienicznych…
      Jakieś kluczowe informacje proponuję wygrawerować laserem na płytach plexi.
      Są odporne na UV i czynniki biologiczne, oczywiście nie są odporne na ogień w odróżnieniu od metalu, ale grawerowanie plexi jest znacznie tańsze niż metalu, na metal ktoś się może połasić aby go przetopić.

      • Pozyskiwacz napisał(a):

        Kluczowe informacje, to powinieneś znać na pamięć.
        Gromadzimy raczej rozszerzenia w dziedzinach które nie są kluczowe ,albo/i nie są naszą specjalnością.
        Robienie sobie np. ściągi z metod rozpalania ogniska i umieszczenie tego w plecaku ewakuacji to dziecinada.Takie rzeczy powinniśmy znać od podszewki.

        Przepraszam Mc że pod Twoim postem to pisze , nie mam na myśli ciebie.

        Chodzi mi o zasadę że o ile warto gromadzić np. podręczniki z dziedziny stolarstwa (jeżeli nie jesteśmy stolarzem) czy kowalstwa,(wszystko jedno w jakiej formie) to podstawy powinniśmy znać. Nie ma sensu uczyć się z podręczników np. wbijania gwoździ.

  22. WilkAlfa napisał(a):

    Moim zdaniem we wszystkich dziedzinach trzeba znaleźć „złoty środek”.
    Tak jest i tym razem.

    Głowa:
    *wszystko co dotyczy przetrwania i życia „po”(schronienie, ogień, itd.)
    Papier:
    *historia(rozszerzone podstawy :D)
    *medycyna
    *maszyny przydatne na co dzień(oczywiście „po”)
    *to co często lubimy czytać/potrzebujemy
    Elektronika:
    *wszelkiego rodzaju literatura naukowa, piękna itp.
    *innymi słowy – wszystko!
    (najlepiej czytnik e-book + ładowarka solarna/mechaniczna – jak kto lubi)

    Papier jest dobry, ale ma bardzo wielką wadę – pojemność.
    Właśnie kopiuje na mój dysk zewnętrzny 500Gb, 7Gb literatury(ok 14tyś pozycji) i nadal planuje powiększać zbiory(jeden „koleś” zgromadził ok 550Gb O_O ).

    Pozdrawiam
    WilkAlfa

  23. Arkadiusz napisał(a):

    Witam.
    Podstawowa kwestia. Książki tak, ale do właśnego osobistego użytku a nie odbudowy cywlizacji. Na mojej prywatnej liście są kśiążki z zakresu ogrodnictwa, dziko rosnących roślin jadalnych i leczniczych, grzybów, poradniki dla majsterkowiczów, Biblia i modlitewnik ( w razie W będę się modlić za siebie i innych). Inna sprawa. Nie będę trzymać w jakiejkowliek wersji nawet bardzo wartościowych książek, z których nie będę umiał skorzystać. Do takich pozycji będzie należeć chociazby wszelka literatura dotycząca na przykład elektroniki, bo ostatni raz zwykła lutownicę miałem w reku 20 lat temu w szkole podstawowej na ZPT-ach… Zaplanujmy, co nam potrzebne i postarajmy się to zmieścić w małej walizce. W wersji elektronicznej to faktycznie, im więcej tym lepiej. WilkAlfa wspomniał o literaturze pięknje i historii… Faktycznie ważna kwestia. Społeczeństwo bez swoich korzeni traci morale. Tylko mam takie pytanie… Czy Jest realna możliwość, że w wyniku kataklizmu na szeroką skale przestaną istniec biblioteki całego świata? Swoją droga… Istnije miedzynarodowy bank nasion wszystkich roślin gdzie na biegunie… Może dobrze by było gdyby istniał taki bank wiedzy. Tylko czy ktokolwiek z czytelników jest w stanie coś takiego utworzyć? Moję zdanie-bank wiedzy na własny użytek z książek, z których będziemy umieli skorzystać.

  24. MG napisał(a):

    A nie pomyśleliście o Kindlu z ładowarką na korbkę? Serio, do pamięci takiego urządzenia można załadować kilka tysięcy pozycji, chyba wystarczy do odbudowania cywilizacji 😉

  25. Paweł napisał(a):

    Jeśli chodzi o „odbudowę cywilizacji” to spojrzałbym na to z innej strony. Wiedza to władza. Mając wiedzę możemy przejąć kontrolę nad „ciemną masą”, zostać „królem/kapłanem” itp. Ma to istotny sens dla przetrwania. Wszak królowie w dawnych epokach (a takie będą realia świata po upadku cywilizacji) żyli na znacznie wyższym poziomie, dłużej, zdrowiej, bezpieczniej, niż zwykli ludzie. W życiu lepiej być rzeźnikiem niż baranem. Cenne umiejętności i wiedza wzbudzą respekt wśród „pospólstwa” i z czasem dadzą nam władzę. Przypomnijcie sobie historię egipskich kapłanów, którzy dzięki wiedzy astronomicznej i przewidywaniu zaćmienia mogli straszyć ludzi, że „zgaszą słońce”.

  26. czekan napisał(a):

    Jak bym miał przejrzeć biblioteczkę pod względem wartości książek, licząc wartość książki jako wysiłek w celu pozyskania wiedzy do jej napisania, to ewidentnie pierwsze miejsce a podium miały by”Tablice fizyczno astronomiczne” wyd. Adamantan. Osoba przed 100 laty posiadająca wiedze z tej książki byłaby laureatem co najmniej 20% nagród Nobla oraz mogłaby przeważyć szalę zwycięstwa w dwóch ostatnich wojnach światowych.
    Gdybym, teoretycznie, miał być teleportowany 100 lat wstecz i zabrać ze sobą jedną rzecz zdecydowanie wybrałbym tą książkę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Informuj mnie o odpowiedziach poprzez e-mail. Możesz również subskrybować wpis bez zostawiania komentarza.

banner