Odbiór społeczny preppersów (i dziennikarze)

Od czasu do czasu naszymi przygotowaniami na gorsze czasy zaczynają się interesować media i dziennikarze. Mnie to cieszy, bo jest okazja do tego, by ewangelizować ludzi niemających pojęcia o tym temacie. A także trochę spopularyzować ten blog, z czego zawsze są jakieś niewielkie pieniądze… Dlatego razem z Krzyśkiem chętnie nawiązujemy kontakty z dziennikarzami i pomagamy im jak możemy w przygotowywaniu materiałów.

Krzysiek już kilka razy pojawiał się w telewizji, pokazując ekipie telewizyjnej swoje baterie słoneczne i przenośny zapas prądu. W zeszłym roku, przy okazji przewidywań dotyczących końca świata i teraz, ostatnio, ze względu na orkan Ksawery. Najnowszy materiał z udziałem Krzyśka możecie znaleźć i obejrzeć na stronie TVN, był wyemitowany w głównym wydaniu Faktów 27.12.

Przy każdej takiej okazji zastanawiamy się, czy warto będzie się pokazać w telewizji, ryzykując, że staniemy się pośmiewiskiem dla setek tysięcy Polaków oglądających gotowy materiał. Nie wiemy przecież jak zostanie zmontowany, nikt nam go nie podsyła do autoryzacji (to nie wywiad dla gazety — tu dostajemy pociętą wypowiedź do autoryzacji). Wprawdzie już po kilku tego typu sytuacjach spodziewamy się, że nasze opowieści zostaną uzupełnione wypowiedzią socjologa, psychologa lub antropologa, który powie, czy to oznaka paranoi, czy może zupełnie nieszkodliwe zboczenie.

W gruncie rzeczy to jednak niewiele różni się od tego, jak bywa odbierany ten nasz serwis — czasem dostajemy komentarze, że to serwis dla czubków. 😉

Nie robilibyśmy jednak tego wszystkiego gdyby nie zależało nam na tym, by budować wśród naszych bliższych i dalszych sąsiadów świadomości tego, co się wokół nas dzieje i dziać może. Smutne jest, że ledwie 25 lat po obaleniu komunizmu Polacy już zapomnieli, jak wielkim problemem może być nabycie mięsa, cukru, benzyny, czy nawet papieru toaletowego. Wszystkim się zdaje, że okresy niedoboru mamy już za sobą — tymczasem bardzo prawdopodobne jest, że najgorsze jest dopiero przed nami.

Preppersi, prepersi, survivaliści, czy jak by nie nazywać ludzi przygotowujących się na gorsze czasy, traktowani są w Polsce jak dziwacy. I jesteśmy w stanie to zrozumieć, bo przeciętny zjadacz chleba pod tym pojęciem rozumie kogoś, kto buduje sobie wielopiętrowy bunkier pod domem, trzyma w nim zapas żywności i paliwa na 10 lat, a w szafie ma zapas broni i amunicji na małą prywatną wojenkę.

Tymczasem w polskich warunkach takich ludzi raczej nie ma zbyt wielu. Zdecydowana większość naszych Czytelników do tematu podchodzi podobnie, jak i my sami — starając się łączyć przygotowania na gorsze czasy z poprawą jakości życia na co dzień. Łączyć przygotowania na przysłowiową apokalipsę zombie, z przygotowaniami na niespodziewany najazd dawno niewidzianej rodziny, gdy w domu pusta lodówka. 😉

Zależy nam na tym, by tak właśnie preppersi byli odbierani. Jako ludzie, którzy są po prostu zapobiegliwi. Jeśli nie jest niczym dziwnym posiadanie na koncie pewnych oszczędności na czarną godzinę, czemu czymś dziwnym ma być posiadanie pewnego zapasu żywności?

Czasem odradzacie nam (w wiadomościach na FB czy mailach) kontakty z mainstreamowymi mediami, czy w ogóle ujawnianie swojej tożsamości, opowiadanie o naszych własnych przygotowaniach. Jasnym jest, że to może zagrozić naszemu bezpieczeństwu, ale staramy się robić to na tyle ostrożnie, by to ryzyko było nieduże. Ale tylko rozmawianie na temat nowoczesnego survivalu z ludźmi, którzy nie mają o nim pojęcia, daje szansę zrobienia czegoś naprawdę wartościowego dla otoczenia. Może się to wydawać naiwne, ale liczymy na to, że na 10 ludzi, którzy dotrą na naszą stronę (a jest to już prawie 300 000 osób!):

  • 1 na poważnie zajmie się tematem (zrobi zapas żywności i wody na kilka tygodni, zadba o alternatywne źródło energii, może przygotuje sobie scenariusz na ewakuację)
  • 2 kolejne zaczną robić jakieś przygotowania na gorsze czasy, choćby sprowadziły się tylko do zapasów 20 baterii AA i 2 kg cukru, albo rzeczy z listy „24 tygodni”,
  • 2 następne zaczną myśleć na ten temat,
  • a pozostałe 5 będzie mieć koszmary senne, których tematem będzie apokalipsa i w końcu też się nawróci na jedynie słuszną drogę.

Moje (Krzyśka) zainteresowania nowoczesnym survivalem wzięły się stąd, że zawsze wysoko ceniłem sobie wolność. A wolność mocno wiąże się z bezpieczeństwem, samodzielnością i samowystarczalnością. Wolny będę dopiero wtedy, gdy nie będę zależny od innych ludzi — szefa, zakładu energetycznego, dostawcy żywności.

Moje (Artura) z kolei stąd, że uwielbiałem postapokaliptyczne filmy (Mad Max, Wysłannik Przyszłości/Postman) i gry (Fallout 1 i 2) i przez to mam spaczony światopogląd.

No dobra, ja (Krzysiek) też grałem w te gry i też oglądałem te filmy, więc pewnie też miało to na mnie spory wpływ.

Musimy na łamach bloga, ale także przy okazji wywiadów czy rozmów z poznawanymi ludźmi pokazywać, że przygotowywania na gorsze czasy nie wymagają dużych pieniędzy ani dużej ilości czasu.

I Wy też powinniście.

Bo w miarę przygotowani sąsiedzi, choć trochę zaznajomieni z tematem, to także nieco większe bezpieczeństwo dla Was.

Survivalista (admin) i Krzysztof Lis

Artur i Krzysiek z wykształcenia są inżynierami (a Artur jest także magistrem zarządzania). Obaj są zafascynowani tematyką przygotowań na trudne czasy.

Mogą Cię zainteresować także...

15 komentarzy

  1. Zenek napisał(a):

    Czy warto „ewangelizować mainstream” [w tym kraju]? NIE. Przynajmniej jeszcze nie. Mainstream jest zajęty dżender i zastanawianiem się, czy ordynarne zabranie mi moich papierów wartościowych to normalne posunięcie, coś o pewnych znamionach kradzieży, czy po prostu chamska kradzież. Ludzie w tym kraju nie są gotowi na żaden kataklizm, bo ledwo żyją z dnia na dzień. Spójrzcie też np. na powodzian. Zaleje, lament, płacz w TV, zbiórka darów bla bla…… i po roku budują w tym samym miejscu, znowu zalewa i tak w kółko. Każdy robi błędy, sam robię błędy, ale jak coś się złego zdarzy to staram się uczyć. Tymczasem ten kraj jest na taką naukę totalnie uodporniony 😉

    Przydałby się jak już jakiś poradnik na popularne sytuacje, a niekoniecznie apokalipsy. Daleko mi do rasowego prepersa bo nie mam 5000 sztuk amunicji i zapasu mąki dla 5 osób na 8 lat, ale staram się „myśleć” na co dzień (no właśnie – jak się fachowo nazywa zespół chorobowy, jak ktoś używa mózgu na co dzień? rozwaga?). Jak gdzieś jadę, to sprawdzam pogodę na new.meteo.pl (złożona, ale bardzo dokładna) i mniej więcej wiem, czy będzie ślisko. Zimą wożę małą łopatę, łańcuchy (i wiem jak je założyć…). Mam przy sobie i karty, i trochę gotówki (awaria PKO była epicka…). Jak szła parę lat temu rekordowa fala powodziowa na Wiśle, to w ramach paniki po prostu zatankowałem wcześniej do pełna (mieszkam w totalnie nie zagrożonym terenie), bo nie wiadomo, czy cysterny dojadą, a jak ludzie się rzucą to będzie po ptakach. Im dłużej chodzę po świecie, tym bardziej widzę, że minimalne myślenie przestało być konieczne do przetrwania.
    Trywialna sytuacja:
    – aaaaaa rozładował mi się telefon
    – nie ładujesz zawsze co noc?
    – nie
    – może masz ładowarkę w samochodzie?
    – nie
    – może masz kabel usb w tej przepastnej torebce wypchanej totalnie wszystkim?
    – nie
    – no to trudno, następnym razem będziesz pamiętać

    I co? I sytuacja się powtarza….
    Kto się minimalnie interesuje własnym życiem, to na pewno trafi na strony takie, jak ta i sam rozezna sytuację, a reszta będzie się tylko dalej śmiać z oszołomów.

    • Krzysztof Lis napisał(a):

      Nie staramy się tych ludzi za wszelką cenę ewangelizować. Raczej staramy się niejako przy okazji pewne rzeczy im wskazać, dopowiedzieć.

      Na blog masa ludzi trafia z Google, zadając konkretne pytania. Staramy się pisać artykuły tak, by nie przerażać czytelników niemających o przygotowaniach na SHTF pojęcia — i liczę, że dzięki temu może zainteresujemy ich tymi przecież zdroworozsądkowymi przygotowaniami.

      Nie piszemy tu o teoriach spisku Iluminatów (bo to odstrasza rozsądnych czytelników). Nie piszemy o robieniu zapasów broni palnej (bo Polacy się broni raczej boją). Nie piszemy o polityce (bo ona tylko dzieli). Staramy się pisać o rzeczach, które prawie każdy czytelnik miał szansę zobaczyć na własne oczy, choćby i w telewizji.

      I dlatego trochę żałuję, że wbrew mojej prośbie nie zostałem w tym materiale podpisany adresem bloga…

    • Anka napisał(a):

      Osobiście uwielbiam, kiedy mi padnie telefon- dla mnie to wyczekiwana chwila świętego spokoju. Do tego jak łatwo wytłumaczyć zdarzenie „a bo zapomniałam wyłączyć wi-fi”… I robię tak często i celowo, żeby złapać oddech. W razie „W” noszę przecież drugi telefon w przepastnym torbiszczu. Tamtego bateria trzyma 2 tygodnie w czasie użytkowania, 3 tygodnie na samym czuwaniu. Wystarczy przełożyć kartę, uruchomić aparat i można dzwonić. …ale tego z zewnątrz przecież nie widać. Widać nieporadną kobietkę, idealny kamuflaż.
      A gdybym miała stanąć przed kamerą, to bez soczewek zmiennokolorowych i farby/peruki by się nie obyło. Może nawet skoczyłabym do solarium, żeby własnych odcieni nie zdradzać. Za bardzo cenię sobie swoją prywatność.

  2. Jasio napisał(a):

    Prepers nie kojarzy się z jakimiś przygotowaniami na wypadek niedoborów [byłby nim każdy kto ma stówę w portfelu] , tylko z ludźmi kupującymi różnego typu noże, siekiery, latarki, piły, plecaki, racje wojskowe, zakopującymi jakieś rury z ryżem, itp, itd. – to wszystko dlatego, że jak nastąpi atak zombie/wojna/peak oil/rozruchy/itd. to ponoć ludzie masowo rzucą się do mieszkania w lasach czy zabitych deskami wsiach.
    Nic dziwnego, iż normalsi odbierają prepersów jako świrów.

    • Survivalista (admin) napisał(a):

      No i to właśnie trzeba tłumaczyć — że kupienie latarki czołówki przyda się nie tylko w razie rozruchów, ale i do wymiany koła w samochodzie po ciemku. I podobne zastosowania można znaleźć dla zapasu żywności, siekiery, czy dobrego scyzoryka.

  3. 3 napisał(a):

    W żadnym wypadku nie wolno mówić o swoich przygotowaniach. Tylko narażamy się na nie zrozumienie i ośmieszenie.

    Natomiast w chwili zagrożenia wszyscy zwrócą się do nas po pomoc, lub po prostu okradną. Tylko pełny kamuflaż pozwoli tego uniknąć.

  4. marcin napisał(a):

    Gdybyście piali o spisku Illuminatów czy ataku zombi łatwo byłobo Was zaszufladkować jako świry, ale piszcie o zagrozeniach realnych choc niewygodnych w odbiorze społeczno-politycznym (negujcie wszechobecne „bedzie lepiej”). Więc … jesteście jak wyrzut sumienia. Pokazujący że 1) nalezy brac odpowiedzialnosc za siebie i bliskich 2) ruszyć d..sko sprzed telewizora 3) nie liczyć na rząd (a wręcz nań uważac) czy łaskę innych.
    Niestety … jedyne co może Was postawić w masowym odbiorze w świetle racji na jaka zasługujecie to … spełnienie sie Waszych obaw, ale może i wtedy zostaniecie uznani za winnych … nie tylko tego że inny nie mieli racji, ale skoroście sie przygotowywali sie to może i sprowokowali – ot takie czary mary w leniwych umysłach;-)
    Trzymajcie się !

  5. bajcik napisał(a):

    Ten portal łączy dwie grupy prepersów/survilvalowców/przetrwalników:
    – przygotowujących się na „W”
    – zwyczajnych zapobiegliwych

    Ja należę do tej drugiej grupy, jestem „przetrwalnikiem domowym”. Nie chcę sobie utrudniać życia, ale je ułatwić. Pewne dodatkowe zabiegi traktuję jak polisę ubezpieczeniową – koszt nie duży, ale pozwala uniknąć większych niedogodności.

    Przykłady:
    – odrobina zapasów spożywczych i wody
    – druga butla gazowa, do bezstresowej nienatychmiastowej wymiany
    – nie wydawać kasiorki do zera
    – wolę odłożyć na zakup niż kredytować
    – dbanie o zdrowie
    – zapas paliwa / lpg w aucie
    – w samochodzie wożę szpadel zimą, latarkę, ładowarkę samochodową, wodę, czekoladę, skarpetki itp
    – nieodkładanie spraw na ostatnią chwilę
    – zasilanie awaryjne w domu

    Przerwsza grupa przetrwalników powie pewno że to przedszkole, zabawa i w razie wojny zostanę zjedzony w pierwszej kolejności. I pewno mają rację 🙂 Swoje przygotowania/zapobiegliwość skalkulowałem wobiec swojego prywatnego poczucia bezpieczeństwa i komfortu. Swój styl nazwałbym „domowym”, jak nazwa tego portaliku.

    Co do mediów, nie zawsze trzeba być ciekawym eksponatem psychologicznym (psychiatryczmym?). Jeden chłopak z forum bounglera pojawił się w telewizji śniadaniowej, nie dał się wpisać w klimat zagłady 2012 ale omówił realistycznyscenariusz ewakuacji z bloku i swój mały praktyczny PE. Dobrze wyszło.

    Obejrzałem filmik, Krzysiek wspomniał o tym że sklepy nie zawsze muszą się uginać od produktów, mógł automatycznie dodać „czego doświadczają na przykład powodzianie”. My nie wynajdujemy problemów, wynajdujemy recepty na potencjalne problemy.

  6. Piotr napisał(a):

    Nie ma czegoś takiego jak „logiczne argumenty”. Niezależnie od tego jak bardzo komuś się wydaje, że zachowuje się logicznie, to u podstawy każdej decyzji/przekonania są emocje, a logika służy jedynie tzw. racjonalizacji (uzasadnieniu, utwierdzeniu się w przekonaniu). Argumentacja logiczna działa tylko na tych, którzy już mają określony pogląd i tylko ich w tym poglądzie utwierdza (swoją drogą także blokuje logiczne kontrargumenty). Nic na to nie poradzimy, tacy jesteśmy jako ludzie.
    Zauważcie, że każdy profesjonalnie przygotowany materiał (wywiad, reportaż itp.) korzysta z wielu mechanizmów, które w głównej mierze oparte są na emocjonalnych mechanizmach:
    1) Autorytet (w przypadku wspomnianego reportażu jakiś żołnierz) – on nic nie uzasadnia, on tylko wygłasza swoje zdanie (a więc nie ma tam logicznych argumentów), ale przez sam fakt, że jest przedstawiony jako autorytet, ludzie biorą (emocjonalnie, bez zrozumienia) jego pogląd bo „autorytet zna się na rzeczy”.
    2) Głos większości – przedstawienie opinii wielu różnych osób, które też nie podają żadnych argumentów, ale… sprawia się wrażenie, że „wszyscy tak myślą więc i ja powinienem” (mechanizm stadny – nie ma tam logiki)
    3) Zarzucenie dużą ilością obrazów, wątki/sceny maksymalnie po 3-4 sekundy ze zdaniami/wyrazami wyrwanymi z kontekstu, nie pozwala się mówić osobie o której robi się reportaż, rzuca się tylko obrazami, a narrację prowadzi dziennikarz – w czymś takim tez nie ma logiki
    4) Zastosowanie przez dziennikarzy zaawansowanej lingwistyki (rodem z tanich szkoleń o manipulacji) – teksty typu „nie kierowałby prepersów na terapię” (umysł pomija słowo „nie” – klasyczny przykład, przeczytanie zwrotu „nie myśl teraz o różowym słoniu” i tak kieruje uwagę umysłu na różowe słonie :D)

    i tak można wymieniać bez końca, niezależnie ile logicznych suchych faktów się poda, to przekaz emocjonalny wygra z logiką.

  7. Katz napisał(a):

    Cóż, można oczywiście temat zbanować, ale czasy na które Redakcja się przygotowuje, już się zaczynają. Właśnie dzisiaj, 10.01.2014 przegłosowano ustawę o „bratniej pomocy” http://www.youtube.com/watch?v=4x1_rfUpQfA wcześniej udało się rąbnąć pieniądze z OFE, a to po udanym bankowym eksperymencie na Cyprze.
    Wydaje się, że prepersi z XXI w. przygotowują się do wydarzeń jakby z XIX wieku. A za niedługo „torba i kij”. Oooopsss! Oczywiście plecak i siekierka przeciw broni technotronicznej…
    Pozdrawiam obiecując już więcej się nie wpisywać 🙂
    Katz

  8. bajcik napisał(a):

    Jeszcze jeden niuansik mi przyszedł do głowy w kontekście zalinkowanego filmu. Narrator mówi że nie trzeba się przygotowywać, bo państwowe agencje robią zapasy za nas.

    NO ALE zanim się sztab kryzysowy rozezna w sytuacji, podejmie decyzje i wyśle pomoc, to do tego momentu trzeba sobie radzić samemu. I tu jest miejsce dla „domowego survilvalu”. Odrobina zapasów na te 3 dni to jest rzecz obowiązkowa a nie powód do wysyłania do psychiatry.

  9. Piotr Lisiecki napisał(a):

    Nie warto uświadamiać bezmózgich zoombie. Niech tam cieszą się kolorową telewizją i michą gorącego żarcia.
    W końcu ktoś musi być mięsem armatnim.

    • Survivalista (admin) napisał(a):

      Nie zgadzam się. Każdy uświadomiony sąsiad to większe bezpieczeństwo dla preppersa.

      • Pozyskiwacz napisał(a):

        Dokladnie tak. Każda osoba która będzie przygotowana to osoba mniej pod naszymi drzwiami w razie „W”.
        Powiem więcej.Jeżeli przekonamy kogoś z otoczenia do przygotowań zyskujemy naturalnego sojusznika. Latwiej zorganizować wspólną grupę z kimś kto również ma jakiś sprzęt i zapasy, albo chociaż mentalnie „wie o co w tym wszystkim chodzi”. Niż pomagać komuś kto traktowal przygotowania jak żart albo chorobę psychiczną.

      • Boungler napisał(a):

        Na początku były głupie uśmieszki, później uśmieszki zniknęły. obecnie jest konsultacja i dyskusja – co jakby się to i to stało. Choć nie każdy u mnie to ogarnia, to jednak mojej uwadze nie uchodzi że taka rozmowa ma wpływ na sąsiadów, którzy np. biorą się za remonty starych maszyn, ciągników czy ni z gruchy ni z pietruchy kupują agregat.

        Zawsze jest wpływ, nawet jeżeli ktoś ma to totalnie w d…pie.
        Moja rozmowa zazwyczaj kończy się powiedzeniem że, być może nic się nie stanie jak mówisz – ale do końca życia nie będziesz miał żadnej pewności.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Informuj mnie o odpowiedziach poprzez e-mail. Możesz również subskrybować wpis bez zostawiania komentarza.

banner