Planowanie sposobu i trasy ewakuacji (film)

Określenie samego celu ewakuacji, do którego będziemy się wycofywać, to za mało. Trzeba go też przygotować do zaspokojenia naszych potrzeb, gdy już tam dotrzemy. Ale trzeba też określić zawczasu sposób dotarcia do tego celu.

W zasadzie to należałoby wybierać cel ewakuacji także pod kątem możliwości dotarcia do niego. Naszym zdaniem cel ewakuacji powinien być w odległości nie więcej, niż kilkudziesięciu kilometrów od miejsca zamieszkania. To dostatecznie duża odległość, by zabezpieczyć się przed skutkami np. skażenia chemicznego czy innego rodzaju katastrofy ekologicznej.

To zaś oznacza, że do efektywnego dotarcia na miejsce ewakuacji przyda się samochód. Zwłaszcza, jeśli jesteśmy kilkuosobową rodziną z dziećmi. Wprawdzie nic nie stoi na przeszkodzie, by przejść kilkadziesiąt kilometrów pieszo, pchając wózek, ale nie jest to najbardziej efektywna metoda ucieczki z domu.

Przygotować należy co najmniej trzy główne trasy pozwalające na dotarcie z domu do celu ewakuacji. Nie powinny być oparte na najważniejszych drogach wylotowych z miasta. W zasadzie, jeśli jakaś trasa korkuje się latem co weekend, należałoby ją omijać.

To nie oznacza jednak, że takie trasy należy eliminować — bo przecież są sytuacje, gdy będzie można z nich bardzo wygodnie skorzystać — np. w środku nocy, czy poza godzinami szczytu. Albo po prostu uciekając w czasie tzw. „złotej godziny”, czyli w okresie między pojawieniem się konieczności ewakuacji, a momentem, gdy większość ludzi opuści domy. Z terminem tym spotkałem się po raz pierwszy na blogu Ferfala (Argentyńczyk, który mieszka od niedawna w Irlandii, autor dwóch książek o nowoczesnym survivalu).

Nie ma nic gorszego, niż utknąć samochodem w korku, uciekając przed apokalipsą zombie czy opadem radioaktywnym. Kojarzycie sceny z ¾ wszystkich filmów i seriali o zombie? No to na pewno wiecie, czym to się skończy.

Oprócz trasy, należy opracować ewentualne punkty zbiórek. Jeśli konieczność ewakuacji pojawi się wtedy, gdy część rodziny będzie w domu, a część w szkole i pracy, może być potrzeba spotkania się już na trasie ewakuacji, by oszczędzić czas.

Przygotowane trzy trasy ewakuacji trzeba oznaczyć na tradycyjnej, papierowej mapie, atlasie miasta, itd. Ewentualnie można ją sobie opracować w Google Maps i później ją sobie wydrukować. Proponuję nie nanosić na mapę ostatnich kilku kilometrów trasy, żeby nie było zaznaczone, w którym miejscu znajduje się nasz cel ewakuacji.

Ważne, by każdy dorosły członek rodziny znał trasę ewakuacji i miejsca zbiórek. Warto więc dla każdego przygotować taki pakiet dokumentacji. Przyda się opracowanie procedury, w której zostanie zapisane np. w którym punkcie nastąpi zbiórka. O tej procedurze przygotujemy osobny materiał.

Po co kilka tras? Na drodze do celu ewakuacji z pewnością pojawi się sporo obiektów, które mogą łatwo uniemożliwić dotarcie na miejsce. Może to być most na rzece. Ale równie dobrze może to być wiadukt nad torami kolejowymi, czy nawet przejazd przez nasyp autostrady. Nie zaszkodzi rozpracować alternatywny wariant objazdu tego typu przeszkód. Nawet mały rów melioracyjny, gdy most zostanie zablokowany, będzie bardzo trudny do pokonania dla terenówki, a co dopiero dla samochodu osobowego.

Warto trasy ewakuacji regularnie przemierzać. Sprawdzać je o różnych porach dnia i roku. Taka trasa będzie zupełnie inaczej wyglądać w środku zimy, nocą, niż w samo czerwcowe południe. Po większych opadach śniegu lub deszczu może być nieprzejezdna dla samochodu osobowego, a tylko dla ciągnika. W ostatnich latach drogi w Polsce są regularnie przebudowywane i remontowane, czasem może się okazać, że znany przejazd został wyłączony z ruchu na cały rok. Dobrze jest mieć tego świadomość.

Nie zaszkodzi znać te trasy na pamięć, a przynajmniej umieć je odtworzyć z użyciem mapy, ale bez polegania na GPS czy tablicach informacyjnych.

Niektórzy prepersi w USA radzą, by przy trasie ewakuacji umieszczać małe skrytki z zapasami — żywnością, paliwem, amunicją, itd. W USA, gdy ewakuować trzeba się czasem na przestrzeni kilkuset kilometrów, to może mieć sens. W Polsce — odpuściłbym sobie ten pomysł. Za porzucenie amunicji można iść do więzienia. Poza tym trudno będzie znaleźć bezpieczne miejsce na zakopanie takich zapasów.

W kolejnych filmach zajmiemy się m.in. opracowaniem procedury ewakuacji, zawartością tzw. zestawu ucieczkowego i przygotowaniem celu ewakuacji.

Survivalista (admin) i Krzysztof Lis

Artur i Krzysiek z wykształcenia są inżynierami (a Artur jest także magistrem zarządzania). Obaj są zafascynowani tematyką przygotowań na trudne czasy.

Mogą Cię zainteresować także...

8 komentarzy

  1. paprokles napisał(a):

    witam/czytam/i pytam:
    czy daloby sie powtorzyc eksperyment „Domowy Karaluch Challenge” w wersji samochodowej (bo z tego co wiem to pieszo czy rowerowo powtorzyc sie nie udalo)?
    Nie pogniewajcie sie ale wydaje mi sie ze „domowi-survivalowcy” w terenie sa tak troche „samoniezweryfikowani”…
    PRAWDA JEST STRASZNA – jakby co – to bedzie jeden wielki korek we wszystkie strony a kazda boczna czy polna droga bedzie zablokowana przez cwaniakow co przecenili swoj sprzet albo spryt… paru wariatow bedzie sie przebijac pod prad i po chodnikach ale do czasu (a czas ma tu znaczenie najwazniejsze).
    Jezeli uciekasz z miasta z rodzina to musisz byc przygotowany na porzucenie samochodu (moze warto sobie zaplanowac gdzie go zostawic?).

    • Krzysztof Lis napisał(a):

      Co konkretnie masz na myśli?

      Ja do swojego celu ewakuacji jeżdżę czasem i kilka razy w miesiącu. Więc wychodzi na to, że tę trasę pokonuję o różnych porach dnia, także w różnych porach roku. Czy to wystarczy Ci w charakterze eksperymentu?

      Czy może chodzi Ci o przetestowanie czegoś innego? Jeśli tak — to czego?

      Domowy Karaluch Challenge miało sprawdzić, czy dam radę dotrzeć tam pieszo. Bo że dam radę tam dotrzeć samochodem, to już wiem. I czy zestaw ucieczkowy w takim składzie, jaki mam, ma sens. Okazuje się, że nie. O tym też będzie więcej w najbliższym czasie.

      • paprokles napisał(a):

        Panie Krzysztofie
        jezeli pokonuje pan trase kilka razy w miesiacu to jeszcze nie znaczy ze bedzie ona rownie przejezdna w ciagu „zlotej godziny”…

        Po Karaluch Challenge zrobilem test swojej 8 letniej corce – przejechala ok 40 km na rowerze a po drodze zaliczyla park linowy – wiem ze da rade dotrzec do naszego miejsca ewakuacji i zastanawiam sie czy pakowanie jej do samochodu nie bedzie jak wchodzenie do windy w plonacym budynku(?)

        • Survivalista (admin) napisał(a):

          I tego się nijak nie da zweryfikować. Dlatego wspominamy, by mieć przygotowanych kilka tras, żeby uniknąć utknięcia w takim miejscu.

  2. Najtajniejszy Wspolpracownik napisał(a):

    Super notka, super ujecia:-)

  3. GNOM napisał(a):

    Zacznijmy że w naszych Polskich warunkach ewakuacja ” o kilkadziesiąt kilometrów” powoduje że jesteśmy najczęściej już w następnym województwie, i spadamy z deszczu pod rynnę bo mijamy co najmniej jedno mniejsze lub większe miasto. Najważniejszą sprawą jest wybranie miejsca ewakuacji, powinno być bezpieczne, ale w miarę blisko miejsca zamieszkania. W przypadku zagrożenia epidemiologicznego/bakteriologicznego itp. kordon sanitarny obejmuje daną miejscowość -przykładowo miasto z ok. 40-50 tyś mieszkańców i najbliższe wsie z nim sąsiadujące – do 3-5 km. wsie położone dalej nie są już brane pod uwagę. Dlatego ewakuacja o 10-15 km jest już wystarczająca. Jeśli ktoś jest szczęśliwym posiadaczem domu w górach na odludziu to ma problem, bo dojazd tam będzie na pewno utrudniony. Myślałem kiedyś kupić stary poniemiecki dom w jednej ze wsi w kotlinie kłodzkiej ale zrezygnowałem właśnie dlatego że normalny dojazd zajmuje około 3 godziny, a w razie jakiegokolwiek „W” dojazd byłby tam bardzo utrudniony lub wręcz niemożliwy. Dlatego kupiłem coś bliżej- gdzie dojazd zajmuje mi około 15 minut, mam 4 drogi dojazdu – w tym dwie polnymi drogami- i co najważniejsze, używam tego miejsca praktycznie codziennie.

    • Survivalista (admin) napisał(a):

      O wyborze miejsca ewakuacji było w poprzednim materiale.

      Naszym zdaniem te 10-15 km to jednak za mała odległość. Także ze względów zupełnie praktycznych. W tak bliskiej okolicy Warszawy nie znajdziesz sensownej działki za rozsądne pieniądze.

  4. GNOM napisał(a):

    Nie każdy mieszka w pobliżu Warszawy 🙂 na szczęście

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Informuj mnie o odpowiedziach poprzez e-mail. Możesz również subskrybować wpis bez zostawiania komentarza.

banner