Awaryjne kuchenki (1): benzynowe i spirytusowe

Wiele razy na łamach bloga i na naszym kanale na YT radziliśmy Wam, aby mieć awaryjne źródło ciepła do przygotowywania posiłków, czyli awaryjną kuchenkę. W dzisiejszym filmie opowiem o awaryjnych kuchenkach na benzynę i spirytus.

Obiady w Polsce gotuje się na kuchenkach gazowych bądź elektrycznych. Warto jednak mieć awaryjne źródło ciepła do tego celu, bo oczywiście można jeść jajka na surowo i pić nieprzegotowaną, zimną wodę, to jednak z całą pewnością przyjemniejsze jest jedzenie ciepłego posiłku. Niektórych produktów żywnościowych niemal nie da się zjeść bez przygotowania – proszę wyobrazić sobie zjedzenie surowego, a tylko namoczonego w wodzie ryżu, bądź makaronu, albo mąki. Jeśli jakieś mięso upolujesz, dobrze by je było mimo wszystko ugotować, usmażyć, bądź udusić abyś nie zaraził się jakimś odzwierzęcym pasożytem.

Kuchenki benzynowe, czy też kuchenki spirytusowe są na rynku dużo dłużej, niż kuchenki gazowe. Mimo to, to właśnie gazowe w tej chwili wykorzystywane są przede wszystkim w turystyce. Kuchenki na paliwa ciekłe wciąż są produkowane, tylko są bardzo drogie. Znacznie łatwiej jest kupić używaną tego typu kuchenkę i dwie takie kuchenki pokażemy właśnie w tym filmie.

Tu widzimy radziecką kuchenkę Rekord-1, kopię modelu Primus No. 1, wyprodukowanego po raz pierwszy ponad 120 lat temu! Jej najważniejszym elementem jest oczywiście palnik, skonstruowany tak, by paliwo ze zbiornika było podgrzewane i odparowywane w tych rurkach a następnie w formie odparowanej dostarczane do palnika przez dyszę. Na znajdujący się poniżej talerzyk należało nalać paliwa, które po podpaleniu podgrzewało palnik przed uruchomieniem. Z boku zbiornika paliwa widzimy korek do jego wlewania. Widzimy też pompkę, którą zwiększało się ciśnienie w zbiorniku. Z kolei to pokrętło obok wlewu paliwa służy do zmniejszania ciśnienia. Regulując ciśnienie w zbiorniku, reguluje się wielkość płomienia.

Primus No. 1 uważany był za bardzo niezawodny jak na czasy, gdy został wyprodukowany. Nie bez przyczyny brał udział w kilku wyprawach na bieguny, w tym w wyprawie Amundsena na biegun południowy oraz w wyprawach na Mt. Everest.

Z kolei ten radziecki Prymus Turystyczny to nic innego jak kopia kuchenki Optimus 8R „Hunter”. Jak poprzednia, posiada palnik z dyszą i talerzyk do podgrzewania palnika. Tutaj wielkość płomienia regulujemy tym pokrętłem. Mamy też zbiornik paliwa z wlewem i osłoną, którą po ogrzaniu palnika należy zamknąć,
by zbiornik się nie przegrzał. Ta kuchenka jest znacznie łatwiejsza w obsłudze od poprzedniej, ponieważ nie wymaga pompowania, ale jest to też jej wada, bo z tego powodu jest mniej bezpieczna w eksploatacji.

Chciałbym też Wam pokazać kuchenkę spirytusową domowej roboty. Podobną nieco do innej, którą kiedyś opisywaliśmy tu już na blogu.

Można ją wykonać z dwóch pustych, aluminiowych puszek, z pomocą prostych narzędzi. Nie będziemy tego teraz opisywać, bo na YT jest mnóstwo filmów o tym, jak to można zrobić.

Ta kuchenka jest lekka, bezawaryjna, nie kosztuje prawie nic i jest też bardzo uniwersalna, jeśli chodzi o akceptowane paliwa, ale na przykład nie bardzo da się regulować wielkość płomienia. Chyba, żeby dołożyć do niej jeszcze jedno, zmyślnie wycięte denko puszki, którym będziemy zasłaniać część palnika.

Problem z kuchenkami benzynowymi polega na tym, że są znacznie bardziej zawodne od kuchenek gazowych. Jest trudniej je uruchomić. Oznacza to, że ktoś, kto nie jest wprawiony w korzystaniu z takiej kuchenki, może sobie z tym zwyczajnie nie poradzić. A zatem, takiej osobie lepiej jest polecić kuchenkę gazową.

Z drugiej strony, kuchenki na paliwa ciekłe są nieco bardziej uniwersalne, bo nie potrzebują tego gazu. Można sobie wyobrazić, że taka kuchenka zasilana będzie benzyną, benzyną ekstrakcyjną, czy jakimś innym rozpuszczalnikiem, etanolem, rozpałką do grilla, czy jakąś mieszanką tego typu paliw. Alkohol można przecież łatwo wytworzyć na własną rękę i później używać go do zasilania takiej kuchenki.

Czy warto taką kuchenkę mieć? Z całą pewnością! Niekoniecznie kupować od razu, warto jest choćby sobie zrobić taki palnik spirytusowy z użyciem dwóch pustych puszek po piwie. Koszt pozyskania tych dwóch puszek to w najgorszym wypadku ok. 4-6 zł na kupienie tych dwóch piw.

Z decyzją o ewentualnym zakupie radziłbym się jednak wstrzymać do momentu, w którym omówimy pozostałe dwa rodzaje tego typu kuchenek.

Survivalista (admin)

Artur Kwiatkowski. Magister inżynier, posiadacz licencjatu z zarządzania. Samouk w wielu dziedzinach, ale nie czuje się ekspertem w żadnej. Interesuje się zdrowym życiem i podróżami. I przygotowaniami na trudne czasy, rzecz jasna!

Mogą Cię zainteresować także...

21 komentarzy

  1. KB napisał(a):

    Chyba łatwiej znaleść w Polsce szyszki niż pochodne ropy naftowej. Szczególnie w czasie kryzysu. Ja pozostanę przy wersjach na gaz drzewny lub zwykłe drewno. W razie prawdziwej potrzeby mam skrzynię drewnianych klocków Maple. 😉

    • Survivalista (admin) napisał(a):

      Pewnie, że łatwiej. Ale łatwiej też zrobić zapas bioetanolu dla takiego palnika, niż szyszek. No i chyba bym się nie odważył używać szyszek do gotowania posiłków w domu…

      • KB napisał(a):

        Co jest dziwnego w opalaniu „małowymiarowymi sortymentami drewna”? Szyszki, chrust?

        • banczuk napisał(a):

          Chyba to, że do takich „małowymiarowych…” musisz mieć nie tak małowymiarowy piecyk – np przynajmniej jakąś kozę. Do niej komin itp. Przy czym jak mieszkasz w bloku to jest już nie mały problem. I z szyszkami i z piecem i z kominem. A w sytuacji awaryjnej, czyli np takiej jak zdarzają się często – kilkudniowy brak gazu czy energii elektrycznej spowodowanej remontem czy awarią, masz palnik którego możesz użyć również w domu przy zachowaniu ostrożności i pamiętając o właściwej wentylacji pomieszczenia. Ewentualnie przenosisz się z garami na balkon :). Nawet ten wariant jest rozsądniejszy niż palenia na balkonie ognia/grila/innego paleniska w celu gotowania.
          Pomimo że mam kilka ciekawych modeli kuchenek benzynowych / spirytusowych głównie radzieckiej produkcji, to jednak wybieram na takie (domowe – nie turystyczne) sytuacje dwupalnikową kuchenkę zasilaną 2kg butlą gazową. A w turystyce palnik campingaz twister z odpowiednimi wkładami.

          • KB napisał(a):

            Nie musisz mieć piecyka, choć warto. Rozmawiamy o kuchenkach na różne paliwa. W bloku nie możesz przechowywać paliw płynnych ani gazowych w ilościach zapewniających długotrwałe gotowanie (i stwarzających równie duże zagrożenie). W piwnicy nie można przechowywać gazów technicznych (butan, propan, tlen) i cieczy palnych (benzyna, nafta). Z drugiej strony nie da się ich nazbierać podczas spaceru.

          • Survivalista (admin) napisał(a):

            Chcesz powiedzieć, że nie można przechowywać butli z gazem w tych samych mieszkaniach, w których stoją kuchenki na propan z butli?

            Dlaczego nie? Co stoi na przeszkodzie? To dla mnie nowa informacja, więc poproszę także o źródła na potwierdzenie tej informacji.

          • banczuk napisał(a):

            @KB teoretycznie nie można, praktycznie – nawet o tym nie pomyślałem że nie można. Po prostu mam. Myślisz że parking pod blokiem w którym stoją samochody napędzane benzyną, dizlem czy lpg (w różnym stanie) są mniej czy bardziej bezpieczne niż podręczny zapasik :)?

            Dla mnie sytuacja awaryjna to co innego niż samowystarczalność. Nie myślę w tak długiej i mglistej perspektywie o tych sprawach. Na pewno nie myślę o tym żeby magazynować hektolitry benzyny czy gazu. Mam paręnaście kg gazu, i kilkadziesiąt litrów benzyny.

          • banczuk napisał(a):

            @ survivalista; u mnie w bloku regulamin spółdzielni mówi o tym że nie można przechowywać w piwnicy (w tzw. komórkach) substancji łatwopalnych. Czyli np farb, rozpuszczalników, kanisterka z benzyną, propan butan, nie wiem czego jeszcze ale to fikcja. Może taki dupochron na wypadek strat. Nie wnikam. Chyba o tego typu brak pozwolenia chodzi koledze.

          • KB napisał(a):

            Adminie, zerknij na ROZPORZĄDZENIE MINISTRA SPRAW WEWNĘTRZNYCH I ADMINISTRACJI z dnia 7 czerwca 2010 r. w sprawie ochrony przeciwpożarowej budynków, innych obiektów budowlanych i terenów.

            Najważniejsze jest:

            „Materiałów niebezpiecznych pożarowo nie przechowuje się w pomieszczeniach piwnicznych, na poddaszach i strychach, w obrębie klatek schodowych i korytarzy oraz w innych pomieszczeniach ogólnie dostępnych, jak również na tarasach, balkonach i loggiach.”

            Patrz też na „czynności zabronione i obowiązki w zakresie ochrony przeciwpożarowej”:

            „13) przechowywanie pełnych, niepełnych i opróżnionych butli przeznaczonych do gazów palnych na nieużytkowych poddaszach i strychach oraz w piwnicach;”

            Nie wolno. I nie chodzi, o to czy ktoś to sprawdzi, tylko w jakiej survivalowej czarnej d****, będzie właściciel takich fantów jak ktoś zginie w pożarze. A przypadki były. Można poszukać na portalach informacyjnych.

          • Survivalista (admin) napisał(a):

            Prosiłem o wskazanie źródła informacji, by nie można było przechowywać butli z gazem w mieszkaniu. Tymczasem cytujesz mi przepisy dotyczące piwnic, strychów, klatek schodowych i korytarzy.

            Że w piwnicy nie powinno się przechowywać butli z gazem cięższym od powietrza, to akurat logiczne. Że na strychu, gdzie ktoś bywa raz na ruski rok, też mogę zrozumieć. Ale czemu nie w szafie w mieszkaniu?

            Z powodu ryzyka pożaru? Które to ryzyko nie przeszkadza mieć w kuchni kuchenkę na propan i stojącą obok niej butlę?

            Jasne, że bezpieczniej nie mieć takiej kuchenki, nie mieć w szafie drugiej butli, nie mieć w drugiej szafie kanistra z etanolem. Ale obawiam się, że trzymanie w tej szafie worka suchych szyszek też nie byłoby obojętne w przypadku pożaru.

          • KB napisał(a):

            @banczuk: LPG w garażu podziemnym? A ty wiesz, że LPG jest cięższe od powietrza. Tyle powiedziawszy polecam uwadze iskrzenie rozrusznika, który to silnikiem szczotkowym jest. Kto bogatemu zabroni? 😉

        • Survivalista (admin) napisał(a):

          Nic — jeśli masz w kuchni kuchenkę z paleniskiem, oraz komin do odprowadzania spalin. Jeśli ktoś ma dom z takim dobrodziejstwem, to rzeczywiście nie musi sobie zawracać głowy kuchenkami na spirytus czy benzynę. Choć z drugiej strony do ugotowania czajnika wody lepiej nie rozpalać ognia w takiej kuchence, tylko zrobić to w jakiś inny sposób.

          Jeśli natomiast ktoś mieszka w bloku, to najczęściej nie ma takiej możliwości. I jemu awaryjna kuchenka na drewno pomoże tylko częściowo — bo można sobie wyobrazić przecież gotowanie obiadu na balkonie.

          • Piotr napisał(a):

            Całkowicie się zgadzam z Survivalistą. Oczywiście stare „breżniewki” to zabytki technologiczne ale nowoczesne kuchenki na paliwa ciekłe są na prawdę niezawodne i uniwersalne. Od kilku lat turystycznie używam kuchenki Optimus Nova i nie mam z nią jakichkolwiek problemów (raz na rok wystarczy przesmarować skórzany tłok specjalną wazeliną – cała konserwacja) a działa na wszystkim, na benzynie, rozpuszczalnikach, nafcie, oleju napędowym a raz nawet testowo odpaliłem ją na oleju jadalnym (takim zwykłym rzepakowym) i działała bez problemów. Producent do użytkowania w pomieszczeniach zamkniętych poleca naftę oświetleniową lub taką do piecyków naftowych, bo paliwa samochodowe mogą mieć toksyczne spaliny (ze względu na „uszlachetniacze”). Poza tym w razie awarii samego palnika można po prostu zrobić bawełniany knot, włożyć do zbiornika z paliwem i nadal używać jako źródła ciepła. Spirytusówki też są ok, ale generalnie kilogram spirytusu ma mniej energii niż kilogram na przykład nafty (za to improwizowany palnik spirytusowy można wykonać w 5 minut, w najprostszym przypadku wystarczy metalowa puszka, do której wlewasz spirytus, podpalasz i działa).
            Minusy benzynówek to przede wszystkim koszt (jeśli mówimy o nowoczesnych wielopaliwowych konstrukcjach) ale… szybko się zwraca w porównaniu do gazówki jeśli ktoś często używa kuchenki turystycznie (znacznie tańsze paliwo), no i kuchenki wielopaliwowe (na paliwa ciekłe) działają bezproblemowo w niskich temperaturach (w gazówkach trzeba albo używać specjalnych kartuszy z mieszankami „zimowymi”, bo zwykły butan w temperaturach ujemnych się nie rozpręża, albo stosować systemy z odwracaniem kartusza i podgrzewaniem ciekłego gazu, na przykład Optimus Vega, no ale takie systemy są droższe od zwykłych gazówek). Przy okazji jest jedna rzecz, która mnie osobiście najbardziej irytowała w gazówkach – trudność uzupełnienia paliwa w kartuszu; jeśli przykładowo po jednej wyprawie zostało mi pół kartusza, to na następną muszę wziąć i tak nowy kartusz (bo nie wiem czy to co zostało mi wystarczy, mogę oczywiście wziąć dwa, aby zużyć stary i mieć w razie czego zapasowy nowy, ale to dodatkowe kilogramy), są wprawdzie metody uzupełniania kartuszy domowymi sposobami, ale zawory w kartuszach też nie działają w nieskończoność i tracą szczelność po takich doładowaniach (gaz stopniowo z nich ucieka).
            Drewnem to można palić zawsze, bez jakichś specjalnych kombinacji (improwizowany piecyk można zrobić z pustych puszek lub kilku cegieł) ale na przykład w mieście znacznie prościej jest mieć rezerwową bańkę nafty niż składzik drewna (litr nafty to około 4 godziny grzania z mocą 3kW), poza tym da się palić małą mocą (na przykład gotować ryż na „małym ogniu”) co w kuchenkach na drewno jest trudne do osiągnięcia (na przykład w systemach typu BioLite Stove).
            Jak najbardziej do miasta warto mieć kuchenkę na paliwo ciekłe (albo gazówkę na normalne duże butle, jedna taka butla wystarczy na wiele tygodni).

  2. Marcin napisał(a):

    Nie będę się tutaj rozpisywał jak szanowni koledzy, bo nie mam takiego doświadczenia , ale dzięki starej ruskiej kuchence benzynowej dokończyliśmy z żoną smażyć kotlety na obiad. Gazu w butli zabrakło w połowie smażenia, na szczęście palnik był pod ręką i zatankowany. : )

  3. GNOM napisał(a):

    A dlaczego nikt z Was nie pomyślał o czymś co nie potrzebuje gazu, benzyny czy jakiegokolwiek innego sztucznego paliwa.
    Ja od dawna wożę w samochodzie Kelly Kettle czy jak ktoś woli czajnik typu Wulkan. Kupiłem do niego również specjalna nadstawkę umożliwiającą ustawienie garczka czy też patelni. Dlatego oprócz herbaty/kawy/gorącego kupka czy ugotowania wody do celów higienicznych (golenie w ciepłej wodzie nie musi być luksusem 🙂 mogę zgotować zupkę lub gulasz, usmażyć kotleta, lub jajka na śniadanie.
    Używam go już od dawna i sprawdza się rewelacyjnie.

    • GNOM napisał(a):

      kubka – przepraszam za błąd

    • Piotr napisał(a):

      Bo to dopiero „pierwszy odcinek” i dotyczy kuchenek na paliwa ciekłe 😀
      Co do Kelly Kettle – odpalałeś to wewnątrz samochodu albo wewnątrz mieszkania? Nosiłeś to w plecaku podczas pieszej wędrówki? Używałeś tego na kajaku czy jachcie? Kelly Kettle jest fajne, ale tylko do specyficznych zastosowań (typu jedziesz samochodem na biwak itp.) no i… nie daje się używać bez zalania wodą (IMHO najważniejsza wada) – oczywiście można użyć samej podstawki ale wtedy niewiele to się różni od zwykłego małego ogniska (traci się „efekt komina”). Z jednej strony genialne urządzenie, ale z drugiej strony nie na każdą okazję 😀

      • GNOM napisał(a):

        Tak Piotrze używam go. Do kajaku się mieści a na jachtach nie pływam, jak jadę w Kotlinę Kłodzką pochodzić po szlakach to mam go przytroczonego do plecaka w karimacie. W samochodzie jeszcze go nie odpalałem, ale obok samochodu jak najbardziej. Polecam jednak KK ze stali nierdzewnej, a nie z ALU.

    • Krzysztof Lis napisał(a):

      Słusznie napisał Piotr — to dopiero pierwszy odcinek, będą jeszcze co najmniej dwa.

      KK ma swoje ograniczenia, ale ja osobiście bardzo go lubię i mocno eksploatuję go u siebie na działce. Za każdym razem, gdy palę ognisko, odkładam parę patyków do KK i gotuję w nim wodę na herbatę, czy na kąpiel wieczorem. Ale to jednak jest czajnik, rozbudowany, ale tylko czajnik…

      Ale na awaryjne sytuacje w mieszkaniu wolałbym jednak innego rodzaju kuchenkę. Taką, na której mogę zrobić także jajecznicę bez konieczności gotowania litra wody w czajniku. 😉

  4. a.jedlinski napisał(a):

    Pytanie do Autora i Czytelników. Posiadam i użytkuję kuchenkę prymus – breżniewkę. Niestety – bardzo często z zaworu bezpieczeństwa po jakims czasie gotowania wydostaje się niemały płomień. Zauważyłem, że taka sytuacja ma miejsce gdy powierzchnia która ogrzewam zachodzi nad zbiornik paliwa. Czyli gotowanie wody w czajniku i garnku już odpada. Jak grzeję w metalowym mnijeszym (0,5 l) kubku jest wszystko ok. Czy to urok tej kuchenki? Czy też może coś już z uszczelkami? Ps. Kuchenka Prymis No 1 jest według mnie łatwiejsza w obsłudze i uruchamianiu. Na niej faktycznie ugotuje garnek zupy. MOje doświadczenia z kuchenkami na benzynę tutaj http://codzienny-survival.blogspot.com/

  5. DjAbra napisał(a):

    Jeżeli chodzi o kuchenkę na oktany to chyba nie ma wg. mnie lepszej (mocniejsze są, ale czy lepsze?) niż Juwel 34 i podobne konstrukcje (breżniewki nie zaliczam do tego, jak ktoś wyżej pisał problem z nieco szerszymi garami i kichnięcia tej że kuchenki). W zasadzie ma tylko 2 uszczelki, przy zaworku i przy wlewie, pięknie pali na 95, do dziś jest produkowany ten typ: Optimus Svea 123, Juwel Barthel. To najprostsze z możliwych kuchenki na oktany, mi tam się udało Juwela 34 wychaczyć, jak dla mnie nr1 jeżeli paliwem ma być benzyna 95/98

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Informuj mnie o odpowiedziach poprzez e-mail. Możesz również subskrybować wpis bez zostawiania komentarza.

banner