Scenariusz: skażenie chemiczne

Piszemy tu dużo o sposobach przygotowywania się na trudne czasy, w przeróżnych aspektach tego zagadnienia. Chcielibyśmy jednak zaproponować Wam fajną zabawę, która jeszcze bardziej przekona Was, że te przygotowania są warte uwagi.

Od dziś, raz w tygodniu (w piątki rano) będziemy publikować dla Was pracę domową — scenariusz kryzysowej sytuacji do rozwiązania. Będziemy opisywać scenariusz, a Wy będziecie starali się opisać, jak byście w ramach tego scenariusza postępowali.

Zasady są takie:

  1. bierzecie podany przez nas scenariusz dokładnie tak, jak jest, co najwyżej dokonując niezbędnych modyfikacji (np. jeśli w scenariuszu będzie mowa o żonie i dzieciach, a Ty nie masz żony i dzieci, możesz ten aspekt pominąć),
  2. jeśli coś nie jest opisane w scenariuszu, to zakładamy wariant business as usual (czyli jeśli nie piszemy, że nie ma prądu i wody, to znaczy, że i prąd w gniazdku jest i woda z kranu też jest dostępna),
  3. opisujecie Wasz sposób postępowania w takim scenariuszu w komentarzu pod wpisem,
  4. nie fantazjujecie na temat tego, co w Waszych przygotowaniach się znajdzie, co planujecie kupić — a tylko o tym, co już macie w tej chwili (jeśli nie masz agregatu, to w scenariuszu nie możesz go uwzględnić).

Celem tych ćwiczeń jest myślowe przetestowanie Waszych przygotowań, ich przydatności pod kątem różnych możliwych do wystąpienia scenariuszy, ale także sprawdzenie słabych stron. No i podpatrzenie rozwiązań, które wdrożyli u siebie inni.

Scenariusz na dziś to:

skażenie chemiczne.

Jest wtorek, godzina 20:30. Dzieci i żona śpią. Do drzwi Twojego domu/mieszkania puka policja i nakazuje natychmiastową ewakuację. Kilka kilometrów dalej wywróciła się cysterna z chlorem, który to gaz powoli się z niej ulatnia. Ze względu na obiektywne trudności straż nie jest w stanie poradzić sobie z wyciekiem i niedługo chmura przemieszcza się w Twoją stronę.

Wieje wiatr ze wschodu i północnego wschodu, dlatego ewakuacja zalecana jest w kierunkach innych, niż zachód i południowy zachód. Służby zakładają, że do domu nie będziesz mógł wrócić co najmniej przez 24 godziny.

Opisz krok po kroku co dokładnie robisz.

Survivalista (admin)

Artur Kwiatkowski. Magister inżynier, posiadacz licencjatu z zarządzania. Samouk w wielu dziedzinach, ale nie czuje się ekspertem w żadnej. Interesuje się zdrowym życiem i podróżami. I przygotowaniami na trudne czasy, rzecz jasna!

Mogą Cię zainteresować także...

57 komentarzy

  1. D. napisał(a):

    Pakuję w plecak podstawowe rzeczy, zamykam wszystkie okna, oklejam folią od wewnątrz i wyjeżdżam zgodnie ze wskazówkami. Ale chyba w przypadku takiej ewakuacji wojsko powinno rozdawać już nawet nie tylko maski, ale i stroje ochronne oraz ewakuować ludność. To nie jest już 1 stopień ewakuacji?

    • Survivalista (admin) napisał(a):

      Nie napisałaś najciekawszego — dokąd zamierzasz wyjechać? Gdzie spędzisz ten czas poza domem?

      Co do rozdawania masek — jestem sobie w stanie wyobrazić, że może to być fizycznie niemożliwe (choćby ze względu na dużą odległość od magazynu).

  2. Pipip napisał(a):

    Skoro drogi są dostępne i policja mnie o tym powiadamia to biorę kilka ciuchów do plecaka, jakieś pieniądze, wsiadam w auto (lub proszę policjantów o podwózkę) i jadę przeczekać ten czas w hotelu lub u znajomych. Po wszystkim, kiedy już wszystko zostanie załatwione (tak czy siak wolał bym do domu nie wracać nawet parę dni po usunięciu chloru), wracam do mieszkania.

  3. Kaczyy napisał(a):

    W takiej sytuacji pewnie zadziałają centra Zarządzania Kryzysowego czy na szczeblu województwa, powiatu czy też gminy. W takich sytuacjach część ludzi zostanie ewakuowana w ramach rozśrodkowania ludności z zagrożonych terenów do miejsc ewakuacji. Wiadomo, że spora część przyjmuje się, żę około 70-80% ludności podda się samoewakuacji. Ja zaliczam się do tej drugiej części ludzi. A więc biorę staram się szybko przeanalizować co jest mi potrzebne w takiej sytuacji. Zabieram ważne dokumenty, kasę, ubrania dla siebie i rodziny. W sytuacji gdzie powrót do domu będzie możliwy po 24h więcej rzeczy nie potrzebuję – jeśli doba to jadę do jakiegoś hotelu oddalonego od miejsca skażenia na bezpieczną odległość lub wyjeżdzam do teściów na wieś. Na moje oko w takiej sytuacji skażenie powinno być szybko usunięte – pozdrawiam Tomasz

  4. Johnny napisał(a):

    Pakuję do plecaka zestaw hotelowy (zestaw niezbędnych środków czystości, ładowarek, kosmetyków starczający na 2 dni delegacji). Parę ciuchów. Wskakuję na motocykl (zawsze mam w garażu karnister z zapasem benzyny do pełna) i jadę do rodziny mieszkającej 30km ode mnie.

    W zimie zamiast motoru auto.

  5. piotrm1975 napisał(a):

    Plecaki rodzinka już ma więc pakiet na grzbiet. Zamykam zawory wody, wyłączam wszystkie bezpieczniki z wyjątkiem zamrażarki. Zabezpieczam mieszkanie i w nogi na: tutaj albo działeczka ROD albo domek na wsi (odpowiednio 10 i 60km)

  6. Najtajniejszy Wspolpracownik napisał(a):

    Skoro sie odzywam, to na poczatek powiem, ze nie podoba mi sie nowy dizajn bloga. Tamten byl lepszy, bardziej czytelny. Ten jest taki …nowoczesny w zlym sensie. Ale dobrze, ze tresc pozostala.

    Co robie w przypadku natychmiastowej ewakuacji? Wpadam do pomieszczenia, w ktorym magazynuje niezbedne rzeczy, zgarniam do plecaka (koniecznie plecaka) i robie odwrot do rodziny na wsi. Na wszelki wypadek od razu biore rower i wybieram trase gdzie na pewno nie bedzie korkow. W ciagu godziny jestem daleko. Przy sobie mam wulkanizatora w sprayu.

  7. jesion14 napisał(a):

    Tak poza tematem ten wulkanizator się sprawdza?

    • Najtajniejszy Wspolpracownik napisał(a):

      Jezeli przebijesz opone pretami zbrojeniowymi to nie, ale mniejsze uszkodzenia jak najbardziej. Tylko trzeba uwazac, bo mozna przedobrzyc. No i detka jest do wywalenia, a opona upierdzielona i prawdziwy wulkanizator potem moze kwekac.

      • Najtajniejszy Wspolpracownik napisał(a):

        Jednak nic nie ma znaczenia jesli odkryjesz kapcia a przed Toba jeszcze 30 km:-)

  8. Mc napisał(a):

    Wrzucam rodzinę i nasze dwa plecaki ewakuacyjne do auta (w plecakach mam m.in. śpiwory) i jedziemy do rodziny na wieś, 30 km na północ.
    Zresztą z takim scenariuszem się zawsze liczę, bo kilka km na południe jest towarowa linia kolejowa. Na szczęście mieszkam trochę na górce więc akurat chlor tak szybko nie dojdzie.

    Nawiasem mówiąc bardzo optymistyczne założenie o policji pukającej do drzwi.

  9. darnok napisał(a):

    Pakuję do plecaka ubrania i prowiant i rzeczy pierwszego użytku.Wyjedżam do rodziny lub hotelu

  10. Niktto napisał(a):

    jak każdy biorę plecak z zapasowymi ubraniami, maskami z tkaniny i zestawami przeciwchemicznymi(akurat mam to),pakuje podstawowy sprzęt dla małego dziecka i jadę do rodziny mieszkającej pół godziny lub kilka godzin jazdy autem odemnie(gdy tej bliższej nie będzie akurat w domu lub też zostanie ewakuowana). A będzie omawiany scenariusz z zombie? PLS!!!

  11. Niktto napisał(a):

    oczywiście może być coś mniej mainstraimowego jak ,,ebola już jest w Polsce”

  12. Bunkier napisał(a):

    Zastanawiam się, czy chlor dotrze na czwarte piętro, w miejsce, gdzie mieszkam. Mój dom znajduje się nieco powyżej reszty miasta. Chlor jest gazem cięższym od powietrza, wobec czego wędruje po ziemi…

    • Piotr napisał(a):

      Kwestia tego czy możesz zakładać, że nie będzie żadnych zaburzeń powietrza, przecież wystarczy jakikolwiek większy wiatr, konwekcja czy wiry powietrza i gazy mogą powędrować wyżej. Ja bym nie ryzykował 😀

  13. Piotr napisał(a):

    Zamykam okna, kratki wentylacyjne, wyłączam całą elektrykę (w tym hydrofor, zostawiam tylko zamrażarkę i lodówkę). Następnie biorę komórkę i portfel, wsiadam w samochód i jadę… w zasadzie gdziekolwiek (można się nawet przespać w samochodzie, albo wykorzystać ten czas i zrobić sobie biwak w lesie :D)

    • Piotr napisał(a):

      Oczywiście jeśli skażenie już dotarło do mojego domu, to uciekam od razu (bez wnikania w zabezpieczenie domu).

  14. Niktto napisał(a):

    Bunkier w sumie ma rację, chlor raczej na 4. piętro nie dotrze. Ale i tak lepiej nie ryzykować. Wentylacja może przecież dalej działać i pompować chlor jeszcze wyżej niż na 4. piętro!

    • Bunkier napisał(a):

      Wentylacja dzia (powinna) w taki sposób, że powietrze z chaty transportuje na dach. Ewentualnie odwrotnie, z dachu do mieszkania. Zawsze można pozaklejać wyloty wentylacyjne.

      • Piotr napisał(a):

        Moim zdaniem gra nie warta świeczki (nie ma co „na siłę” trzymać się domu). Jakakolwiek nieregularność w rozchodzeniu się gazów (większy wiatr, konwekcja itd.) i cała teoria „na 4 piętro nie wejdzie” wpizdu 😀 24h poza domem to nie tragedia, można je spędzić nie mając dosłownie nic (bez jedzenia, spania itp.), nawet jak będziesz wracał z pracy i po prostu nie wpuszczą Cię na teren gdzie mieszkasz, to w 24h nic się nie stanie.

  15. Niktto napisał(a):

    No w sumie… Ale w razie czego można spróbować zjeść jakiś dobry smakołyk a la Bear Gryls 😀 A tak serio to zawsze warto mieć w każdym zestawie survivalowym kase i móc zjeść coś lepszego niż własne paznokcie

    • Piotr napisał(a):

      Owszem, jak najbardziej warto, natomiast w sytuacjach awaryjnych do 72h jedzenie absolutnie nie jest jakimkolwiek priorytetem (no chyba, że ma się jakieś problemy zdrowotne typu cukrzyca), jest na liście ważności w zasadzie na ostatnim miejscu (bo jego brak niczym nie grozi) – to tylko kwestia psychiki (organizmowi nic złego się nie stanie). Nawet wojskowe oddziały specjalne na akcje do 24h nie zabierają ze sobą racji żywnościowych (a mają na sobie niejednokrotnie po 40-50kg sprzętu i nie są to „wycieczki krajoznawcze”).

      Przetestuj swój organizm pod kątem reakcji na głód, w moim przypadku jedyne co się pojawia (oprócz oczywiście chęci na jedzenie :D), to czasem po 48h ból głowy, który wynika z zalegania resztek pokarmu w jelicie grubym, na co organizm reaguje odwróceniem osmozy i „naturalną lewatywą” – jelito się oczyści (uwaga na odwodnienie!) i przy normalnym funkcjonowaniu (bez jakiegoś skrajnego wysiłku) osłabienie zaczynam dopiero odczuwać po mniej więcej 4-5 dniach (i wtedy wracam do jedzenia, oczywiście nie od razu do „stejka” tylko przez pierwszy dzień lekkie pokarmy). A mam znajomego, który regularnie raz w roku robi sobie dwutygodniowe głodówki i w tym czasie funkcjonuje zupełnie normalnie (nie wykonuje ciężkiej pracy fizycznej, ale poza tym normalnie chodzi do pracy itd.).

  16. Pozyskiwacz napisał(a):

    W moim przypadku, przy podanych kierunkach i scenariuszu, jest dobrze i źle jednocześnie.
    Źle – bo to oznacza to że najprawdopodobniej walnęła cysterna kolejowa – w tym kierunku mam niedaleko linie kolejową, a nie ma żadnej ważnej drogi.
    Dobrze – bo otwiera mi to drogę ewakuacji do głównego łańcucha Karpat.
    Działania – wołam z pastwiska , ubieram w uprzęże i zaprzęgam konie. Do wozu wiąże kozy. Kury do worków i na wóz. Plecak ewakuacyjny + skrzynia z wyposażeniem p.chem + siodła, oraz najważniejsze czyli rodzina również i w drogę. Czas do wyjazdu ok. 20-30 min. Jedziemy w góry. 2,5 km dalej i 350 m wyżej pierwszy przystanek. Przy bacówce kolegi na pastwisku, gdzie jest ok 30 koni.Do tego buda z lodówką (pełną), piecykiem, grillem, 9 miejsc do spania w łóżkach, sterta koców itp. Zapasy drewna, jedzenia, najprawdopodobniej obok parkuje C-360(niestety teraz chyba z kosiarką, ale czasami i przyczepa jest) i jest trochę paliwa (20-40lit. – oprócz tego co w zbiorniku). Być może kolega z rodziną, a może i kilku znajomych też tam już są, albo zaraz przyjdą.
    Czekamy co dalej. Z tego miejsca mam widok na dom (lornetka w zestawie ewakuacyjnym, a może i lunetę 20-60×60 uda się zabrać) dlatego wolał bym się stamtąd nie ruszać. Stały nasłuch radia, TV – jeżeli będzie prąd to są w bacówce. Jeżeli nie to przenośne radio FM – zestaw ewakuacyjny. Do tego nasłuch służb (zwłaszcza straży pożarnej). Nie sądzę żeby na tą wysokość doszedł chlor, ale gdyby była taka konieczność to siodłamy/zaprzęgamy więcej koni (zależy ile akurat uprzęży będzie w bacówce, na jakieś 4-6 koni powinno być, a może kolega zabrał coś z sobą wychodząc z domu) do tego traktor i najprawdopodobniej samochód 4×4 (bo jak znam jednego kolegę to raczej na piechotę nie przybędzie). Pakujemy się i całą grupą jedziemy do zaprzyjaźnionego hodowcy koni – 1 dzień drogi polnymi drogami w kierunku południowo wschodnim. Potem ewentualnie dalej do schroniska prowadzonego przez kolegę w Bieszczadach (na wschód) – dwa dni drogi polnymi i bardzo bocznymi drogami. Ale myślę że to nie będzie konieczne przy podanym scenariuszu.

  17. Artur napisał(a):

    To jest kataklizm z kategorii bardzo lokalnych, tak naprawdę wystarczy wsiąść w samochód i pojechać kilkadziesiąt kilometrów dalej do dowolnego motelu/hotelu. W odległości kilkudziesięciu kilometrów życie toczy się normalnie, można kupić sobie jedzenie i picie, stacje benzynowe działają itp. Główny problem jaki mogę sobie wyobrazić to ewentualna konieczność spędzenia dłuższego czasu w samochodzie z powodu korku ewakuacyjnego i na tą okazję zabrałbym z domu wodę i coś na ząb (nawet ciastka wystarczą). Uprzedzając pytanie, jeśli służby porządkowe zleciły by ewakuację stojących w korkach samochodów to zapewne mieliby środki żeby tą ewakuację przeprowadzić. Natomiast na scenariusz w którym chlor zachodzi stojące w korku samochody nie można się rozsądnie przygotować (wykrywane gazu, zabranie z sobą maski i środków ochrony chemicznej – to po prostu nie wchodzi w grę).
    Pieniądze, benzyna w baku, woda i coś na ząb to moje rozwiązanie tego problemu.

    • Survivalista (admin) napisał(a):

      Jak na razie nikt nie zwrócił na to uwagi, więc chyba muszę zrobić to ja.

      W scenariuszu zakładamy, że jest wtorek, zwykły wtorek. Kolejny dzień to zwykła środa. Co z pracą? Co z przedszkolem czy szkołą dzieciaków?

      Biorąc to pod uwagę wydaje mi się, że ewakuacja aż kilkadziesiąt kilometrów dalej to przesada — lepiej pojechać kilka kilometrów dalej. Ale najpierw bym jednak zadzwonił do hotelu obranego za cel ewakuacji — bo co, jeśli nie ma tam wolnych pokoi?

      • Bunkier napisał(a):

        Myślę, że pracodawca i wychowawcy w szkole zrozumieją, że nastąpiła potrzeba ewakuacji. Jest to informacja sprawdzalna a sam powód nie jest trywialny – to sytuacja losowa. IMO kwestia pomijalna, o ile nie pracujemy jako lekarz na ostrym dużurze.

        • Survivalista (admin) napisał(a):

          Myślę, że zakładanie, że pracodawca zrozumie taką sytuację, jest naiwne. Może zrozumie, może nie zrozumie. Po co to sprawdzać? Czy nie lepiej w takiej sytuacji po prostu ewakuować się na tyle blisko, by dało się do tej pracy dotrzeć?

      • Artur napisał(a):

        Z kilometrami to pi razy drzwi. Miejsc do przenocowania jest na głównych trasach tyle, że nie ma potrzeby dzwonić i umawiać. Jeśli nie będzie miejsca w tym za kilka kilometrów to pojedzie się kilkanaście albo kilkadziesiąt.
        A pracą i szkołą to tak jak mówi Bunkier – zrozumieją (no chyba, że pracodawca nie będzie wyrozumiały, ale to tylko znak że trzeba zmienić pracę).

        • Survivalista (admin) napisał(a):

          Włączył mi się w głowie alarm „ale nie każdy może zakładać, że u niego też to się sprawdzi”, podczas gdy tu chodzi o to, jak każdy z Czytelników poradzi sobie w swojej sytuacji.

          A przecież to Ty wiesz lepiej, jak zareagowałby Twój pracodawca. Jeśli masz pewność, że byłby wyrozumiały, to nie ma się czym martwić. 🙂

          • Bunkier napisał(a):

            Trudno mi uwierzyć, że pracodawca nie zrozumiałby tego, gdybyś normalnie był sumiennym pracownikiem i zdarzyłoby się to raz. Pomijając kwestie tego, że są zawody, gdzie musisz zjawić się w pracy i koniec. Taki scenariusz nie spowodowałby awarii sieci komórkowej – myślę, że można by było zadzwonić do pracodawcy… 😉

  18. Jasio napisał(a):

    Odnośnie pracodawcy – jest coś takiego jak urlop na żądanie. Więc nie kreślmy tu katastroficznych wizji.
    A przy takiej ewakuacji najważniejsze to pieniądze i dokumenty – za coś trzeba dojechać i przenocować.

    • Rafał M. napisał(a):

      Ale o urlopie na żądanie wypadałoby powiadomić pracodawcę kilka dni wcześniej, tak by było kulturalnie.

      Wypadek cysterny z chlorem to sytuacja losowa, na którą pracownik nie ma wpływu. Więc to nie może być powodem do zwolnienia (ewentualnie trzeba by się odwoływać do sądu pracy, a wiadomo jak one działają, ale może to lepiej dać sobie spokój z głupim pracodawcą).
      Takie rzeczy się zdarzają, jak też choroby, wypadki, więc pracodawca powinien to przewidzieć i uwzględniać, brak jednego pracownika nie powinien zbytnio przeszkodzić w biznesie.

      • Jasio napisał(a):

        Zgodnie z prawem urlop na żądanie należy zgłosić najpóźniej w dniu rozpoczęcia urlopu, przed godziną od której powinna się rozpocząć praca.

  19. Rafał M. napisał(a):

    Ja nie mam masek przeciwgazowych (to trzeba będzie zmienić, na razie kwestie finansowe), a szmatka nasączona wodą raczej niewiele pomoże.

    Więc są dwie opcje, albo wyjazd, albo pozostanie na miejscu.

    Wyjazd najprawdopodobniej byłby możliwy, bo to ćwierćmilionowe miasto, więc zbytnio się nie zakorkuje.
    Albo na północ, do kolegi (15 kilometrów od miasta), lub do rodziny czy znajomych w Warszawie (100 kilometrów). Albo na północny wschód do rodziny (domy w Zwoleniu, Puławach i Garwolinie, od 30 do 130 kilometrów). Najprawdopodobniej wyjechałbym na trasę w kierunku Warszawy i ewentualnie z niej zjechał, bo ta na Puławy jest dosyć wąska i może się zakorkować. Aż do Janek trasa na Warszawę się nie korkuje, chyba że jakiś wypadek.
    Rondo wylotowe na Warszawę potrafi się korkować, ale znam objazd.
    Paliwa w baku wystarczy w tej chwili na ok. 250km + >50km rezerwa, do tego karnister 5l czyli minimum 80km.
    Gorzej jakby wiało od wchodu i północy, w przeciwnym kierunku nie za bardzo mam gdzie uciekać. Chyba że do znajomych w Krakowie, prawie 200km.
    Ewentualnie może jakiś motel lub hotel po drodze, dużo ich, choć wtedy mogą być zajęte. Namiotu nie mam, dałoby się nocować w samochodzie, ale nie w zimie.

    Druga opcja, czyli pozostanie na miejscu. Bardziej ryzykowne.
    Zdaje się, że chlor jest dosyć ciężki. Można byłoby spróbować koczować gdzieś na klatce schodowej w pobliskich blokach, bliżej 10 piętra nie powinno być zbyt dużo chloru.
    Przede wszystkim trzeba zabrać koce i wodę do picia (butelki), jak starczy czasu to paczkę orzeszków ziemnych.

    W przypadku pozostania w domu trzeba byłoby zakleić ramy okienne taśmą klejącą (mam prawie 50 metrów + 50 w samochodzie). Ale to ryzykowne, bo chlor może i tak się przedostać przez jakąś szczelinę, lepiej nie ryzykować bez masek przeciwgazowych. Zaledwie pierwsze piętro, więc chlor idący przy ziemi może się dostać.

    Chyba najlepsza opcja będzie z wejściem do bloku na 10 piętro. Kilka kilometrów od miejsca katastrofy to niedaleko, wiec chlor szybko dotrze. Ale też szybko się rozwieje, jak to gaz. Lecz wada tego rozwiązania jest taka, że blokach teraz domofony i klatki schodowe są zamknięte, można się nie dostać (łomu nie mam, można byłoby poszukać młotka i próbować wybić zamek). Więc to opcja w drugiej kolejności, gdyby nie dało się odjechać samochodem (np. trasa zakorkowana, a terenówki ani nawet crossovera nie mam, nie da rady przejechać przez trawnik lub chodnik).

    Rower były przydatny, łatwo wsiąść i odjechać kilka kilometrów w przeciwnym kierunku, tym bardziej że wszędzie ścieżki rowerowe. Ale nie mam. Sąsiad ma, jakby go nie było to można pożyczyć (wspólne drzwi od piwnicy).

    • banczuk napisał(a):

      Ogólnie dostępne opracowania (PSP i inne służby ratownicze np przy zakładach) dopuszczają zabezpieczenie górnych dróg oddechowych w sposób prowizoryczny – np zwilżoną szmatką. Trzeba by pogrzebać czy np. nasączenie szmatki jakimś roztworem nie zadziała dodatkowo neutralizująco. Jednak to w sytuacji zaskoczenia a my zaskakiwani nie musimy być zwłaszcza kiedy za śmieszne pieniądze można nabyć mocno stare już maski MC1 to taka wersja cywilna „słonia” wygodna o tyle że bez rury z małym filtrem i wygodniejsza bo na paskach mocowana a nie jak czepek.
      Kupiłem z jakiegoś likwidowanego składu OC cały karton chyba 16 sztuk za 40zł o ile dobrze pamiętam.
      Na pewno można mieć wątpliwości :
      1 . Co do szczelności – sprawdzasz zatykając filtr jak nie zasysa przy wdechu to jak dla mnie działa (lepiej niż szmatka nasączona).
      2. Co do sprawności filtropochłaniaczy (czy ktoś cokolwiek wie na temat okresu przydatności oryginalnych filtropochłaniaczy do tych masek?). Ja kupiłem sobie na allegro pasujące filtropochłaniacze z aktualną datą przydatności od wojskowej MP5, jedną taką sztukę również mam. Niby jest tam nieco inny skok gwintu ale nie zauważyłem żeby było nieszczelnie.

      Także za ok. 100zł można w minimalny sposób zabepieczyć naprawdę szeroką rodzinę w podstawowym stopniu.

      No a jak by katastrofy nie było to zawsze masz rekwizyt na halloween czy sylwka.

      Houk!

      • twój wredny kapral napisał(a):

        Nie ma już przymusowego poboru, to i ludzie nie wiedzą, że wojskowe filtro-pochłaniacze nie absorbują chloru, ani amoniaku. Zdechniesz w tej masce szybciej niż się urodziłeś, ale cywili nie żal.

        Pierwsze primo. Do chloru tylko pochłaniacze typu B. Do amoniaku K. Minimum dla cywila to filtro-pochłaniacz typu ABEK. Może być z sufixem 2, będzie wydajniejszy (przeżyjesz w dwa razy większym stężeniu gazu, niż ze zwykłym pochłaniaczem).

        Drugie primo. Chlor wypycha tlen, bo cięższy. Jak nie ma tlenu, to filtr staje się bezużyteczny. Zginiesz marnie, ale z maską na twarzy wykrzywionej grymasem. Cywili nie żal. Reszta dokręca właściwy pochłaniacz. Po coś jest przecież etap rozpoznania zagrożenia chemicznego. :->

        • banczuk napisał(a):

          Mam świeże ABEK w sporej ilości oraz te /zielone? przestarzałe/ które były w komplecie. Co do tych starych faktycznie nie dam sobie ręki uciąć jak działają ale one są zostawione tak tylko. Co do wypierania tlenu to masz oczywiście na myśli jakieś maksymalne stężenie, chmurę, która po pierwsze mi nie grozi w takiej odległości w zabezpieczonym mieszkaniu, z którego mogę się w masce wynieść wyżej lub używając auta – dalej. Gdybym zaległ w chmurze chloru w jakieś niecce – zgadza się – trup ale tak normalnie to w opisanej sytuacji nie ma takiego zagrożenia że się uduszę z braku tlenu.

  20. banczuk napisał(a):

    Pomimo nakazu pozostaje w domu (wysoki parter), zabezpieczam okna dodatkowo oklejając taśmą, zaklejam klatki wentylacyjne i drzwi. Zabezpieczam dodatkowo żywność pakując to co jest w szafkach w worki foliowe. Rozdaje maski (cywilne z demobilu mc1 oraz sobie mp4). Zamykam wszystkie pokoje aby stworzyć dodatkową strefę buforową i uszczelniam drzwi, lokuje się w stosunkowo rozległym przedpokoju gdzie przenoszę rodzinę, układam spanie, przenoszę ładowarkę, tableta, laptopa, cb radio, krótkofalówkę, dodatkowy akumulator 7Ah z wytczką samochodową, włączam radio. Szykuje wodę i jakąś przekąskę która aktualnie jest szczelnie zamknięta, upewniam się że mam pod ręką apteczkę i jakieś tymczasowe środki higieny może nawet wiaderko, choć z miejsca w którym będę przebywał mam mam dostęp i do łazienki i do klopa. Dogaduję się z sąsiadami z wyższych pięter odnośnie ich planów. Zabezpieczam klatkę schodową i uzganiam zabezpieczenie okienek w piwnicy.

    W sytuacji ekstremalnej czyli kiedy pojawia się w mieszkaniu jakikolwiek podejrzany zapach zakładamy maski i ewentualnie udaję się kilka pięter wyżej (max 4p.) sprawdzić czy tam jest lepiej.

    Wydaję mi się że kilka kilometrów to wystarczająco duża odległość żeby dać sobie spokój zwłaszcza jak ma się pod ręką maski. Nie ryzykował bym wychodzenia na zewnątrz i jazdy samochodem.

    W tej sytuacji teoretycznie mogę w dowolnym momencie ratować się ucieczką samochodem w maskach w odpowiednim kierunku. Wtedy nie zabieram ze sobą żadnych nadzwyczajnych rzeczy oprócz dokumentów, kasy, lapka, krótkofalówek i lecę do rodziny/znajomych. Jakieś tam przyzwoite EDC mam w aucie.

    PS właśnie ze względu na odległość pomysł ewakuacji wydaje mi się dziwny w tym scenario. Ewakuacja w okolicy 2km w dużym mieście to jest setki tysięcy ludzi. Chaos. Także ja bym w taką masę się nie wbijał.

    Przeżyłem?

    • niktto napisał(a):

      ,,Nie bawisz się, nie żyjesz” 4FUN TV 🙂

    • Piotr napisał(a):

      Wprawdzie ja mam zupełnie inny kontekst, wieś i zero korków a do najbliższego miasta (małego, 40 tys. mieszkańców) kilkanaście kilometrów, więc ewakuacja z mojego punktu widzenia nie jest problemem, ale mimo wszystko zapytam: jak długo filtr (w masce filtracyjnej) jest w stanie sobie skutecznie radzić z dużym stężeniem chloru? Mnie uczyli dawno temu na PO w liceum, że maska filtracyjna służy generalnie temu aby dało się bezpiecznie „uciec” ze skażonego terenu a nie w nim siedzieć przez dłuższy czas. Ich skuteczność zależy generalnie od rodzaju zastosowanego filtra i stężenia toksyn, ale nie można zakładać, że będą działać skutecznie przez dłużej kilka godzin (no i pooddychaj sobie w masce filtracyjnej dłużej 😀 wolałbym „z buta” przez dwie godziny przejść te 6-7km do bezpiecznego miejsca niż siedzieć w domu kolejne kilka godzin w masce :D).

      • banczuk napisał(a):

        Zgadza się – ja tak napisałem: maski nakładamy kiedy coś zaczyna być nie tak, i wtedy lecę sprawdzić czy na górze jest lepiej albo pakujemy się w auto i chodu. Mam odpowiedni zapas filtrów, jednak oczywiście maska to jak napisałeś wariant ucieczkowy/tymczasowy. W przypadku wycieku chloru kilka kilometrów dalej postąpił bym tak jak napisałem. Zauważ że na dworze stężenie gazu będzie większe niż w zabezpieczonym mieszkaniu.
        To dlatego zwykle w przy takich wypadkach pierwsze co służby robią to ostrzegają i nakazują schronić się w budynkach i zabezpieczyć je.

        • Piotr napisał(a):

          Na szczęście chlor „widać i czuć” ale muszę się jakiegoś toksykologa zapytać jak to z nim jest, bo różne źródła podają różne reakcje organizmu przy różnych stężeniach. Generalnie wykrywalność „na węch” jest od mniej więcej 3-4ppm a szkodliwość od 30-60ppm więc pewien margines bezpieczeństwa jest („stężenie niebezpieczne” 1000ppm podane na Wikipedii to już śmierć po kilku oddechach – jest to błąd opisu, powinno być „stężenie śmiertelne” a nie „niebezpieczne”).

          Służby zalecają schronienie się w zabezpieczonych budynkach, bo większość społeczeństwa nie ma masek przeciwgazowych, a Ci co mają, to nie mają jakiegoś sensownego zapasu filtrów (na przykład ja, mam po dwa filtry do każdej maski, czyli to jest około 5-6 godzin na znalezienie się w bezpiecznym miejscu). Oczywiście na krótki czas siedzenie w uszczelnionym domu jest ok, ale na dłużej, to… szybko wzrośnie stężenie dwutlenku węgla – coś za coś, albo szczelnie (chlor nie wejdzie, ale CO2 nie wyjdzie) albo przewiewnie (CO2 wyjdzie, ale chlor wejdzie) 😀

  21. gab napisał(a):

    Hej, tak a’propos, czy wie ktoś może gdzie można dostać pakiet przeciwchemiczny IPP-95 albo jakiś zamiennik? (naturalnie chodzi mi o coś, czego termin ważności nie upłynął w ubiegłym wieku).

  22. Anka napisał(a):

    Fajny pomysł ze scenariuszami.
    /Założenia/ Wykonuję polecenia władzy.
    /Uwagi/ Nie mam dziecka- nie będę gdybać. 🙂
    /Wykonanie/ Zamykam okna (są plastikowo-szczelne). W plecak 45l pakuję: pakiet „A”- papiery, pakiet „B”- elektronikę, pakiet „C”- apteczka/przybory toaletowe, pakiet „D”- biwakowy oraz p.gaza, komb. L2, kombinezon nomexowy (bo wygodnie się na niego ubiera L2). Tak, zmieści się, sprawdzałam. 😉
    W zależności od nastrojów sąsiedzkich (np. kto aktualnie wynajmuje mieszkanie na drugim końcu korytarza) albo ubieram się wygodnie, prawie bojowo, i zakładam plecak na plecy, albo ubieram się miejsko-kobieco i wpycham plecak oraz dodatkowe buty-trepy do walizki, żeby wtopić się w otoczenie.
    Albo autem, albo z buta idę do teściów (4km SE) skraszować na kanapie. Gdyby podłoga u nich w salonie się zdążyła przepełnić, mam kolejną miejscówkę 4 km dalej, klucze u teściów.

  23. olf napisał(a):

    Zostaje w domu i zakladam kapturomaske KO-1 i przykrecam filtropochlaniacz klasy ABEK2HgP3 z allegro (data waznosci 2019) ktore mi leza w piwnicy, a rodzina zaklada swoje. w razie czego mam jeszcze IPP-95 (indywidualny pakiet przeciwchemiczny) nieco po terminie waznosci oraz IPLS-1 (indywidualny pakiet likwidacji skazen). Niestety kombinezonow przeciwchemicznych jeszcze brak a IZAS-05 (indywidualny zestaw autostrzykawek z atropina) nieosiagalny wogole.
    Akurat na takie male skazenie chemiczne jestem przygotowany, gorzej na srodki bojowe bo tu bez kombinezonow ani rusz.

    Co do masek, pochlaniaczy i ich waznosci: UWAGA! stare filtropochlaniacze (typu slon czy buldog) mogly byc z azbestem, czy naprawde chcecie wdychac cos filtrowane przez azbest? Na allegro albo w sklepach ze srodkami bhp mozna spokojnie kupic odpowiedniki filtropochlaniaczy wojskowych z atestami i data waznosci 5 i wiecej lat i na pewno bez azbestu. Przy zakupie trzeba uwazac na gwint. Stare maski z ukladu warszawskiego mialy inny, teraz uzywa sie gwintu NATO RD 40×1/7.
    Dodatkowo w maskach z demobilu guma moze byc juz zbyt sparciala. Polecam zainteresowac sie obecnie uzywanymi maskami MP-5, lub MT-213, MT-212, ewentualnie jak ktos woli cos wygodniejszego na glowe to kapturem KO-1 (takim jak mam). Maja standardowy gwint NATO wspomniany powyzej i guma na pewno bedzie w lepszym stanie niz starych masek z lat szescdziesiatych. Jak takie cos, w miare nowe a tanio zdobyc? Remizy strazackie maja wyposazenie ktore zgodnie z przepisami musi byc wymieniane co okreslony czas i czasem moze sie udac odkupic maske ktora jest wogole nieuzywana ale musi juz byc wymieniona. Filtropochlanaicz trzeba kupic juz samemu bo tu nie moze byc po dacie waznosci.
    Dla osob chcacych sie przygotowac superdobrze to polecam jeszcze jakis kombinezon przeciwchemiczny (sklep bhp czy demobil) oraz PChR-54M ktorym mozna ocenic stezenie srodka trujacego w powietrzu, chociaz tutaj bardziej chodzi o bojowe srodki trujace typu iperyt/luizyt/soman i pozyskanie nieprzeterminowanych odczynnikow latwe nie jest.
    Jednoczesnie chcialbym uswiadomic wszystkim czytajacych tego bloga; zywnosc – jakos zdobedziesz/upolujesz czy „pozyskasz” od sasiadow, wode – chocby przyszlo spuszczac jakas zardzewiala z kaloryferow – tez sie uda, ale w przypadku chemii to moze sie nie udać zalozyc masek nawet jesli sie je ma, natomiast jesli sie nie ma to nie sadze zeby zapasow z magazynow obrony cywilnej starczylo dla wszystkich (zakladajac ze sie uda dojsc do punktow gdzie je wydaja) i wole sie postarac zeby dla mnie nie zabraklo. Jesli bedą – tym lepiej, standardowy gwint NATO do maski bedzie pasował takze do mojej, i wymienie zuzyty filtropochłaniacz.

  24. koko napisał(a):

    Nierozumiem tych preferowanych kierunków ewakuacji bo poruszając się na wschód szybciej zetknę się z chmurą niż idąc na zachód.

    Skoro chmura porusza się w moją stronę i na zachód to preferowanym kierunkiem powinien być chyba zachód.

    • Survivalista (admin) napisał(a):

      Połączyłem dwa Twoje komentarze w jeden, bo blog ich nie chciał puścić. 🙁

      Podaliśmy skąd przyszło zagrożenie po to, by także ten aspekt uwzględnić przy ewakuacji. Jeśli Twój wybrany cel ewakuacji znajduje się w strefie oddziaływania chloru, albo żeby tam dotrzeć musisz przez tę strefę się przedostać, to powinieneś wybrać inny cel. I co wtedy?

  25. banczuk napisał(a):

    a miało być bez fantazjowania na temat przedmiotów których nie mamy… napisałeś kilka zdań o przyodzianiu się w sprzęt pomijając wszystko inne. Musisz spróbować kiedyś to przećwiczyć 😉 czyli zdebugować jak to mówią programiści…

  26. Ja napisał(a):

    W momencie gdy funkcjonariusze to mówią zabieram plecak który mam zawsze przygotowany zakładam buty, biorę kurtkę i maskę pgaz. Kieruję się do dziewczyny i razem jedziemy do hotelu, łączymy przyjemne z pożytecznym :P.
    Tutaj też chciał bym dodać, że to jest w takim średniej jakości sytuacji gdy mam czas tylko na ucieczkę, jak by to była cysterna kolejowa czyli najgorsza to mógł bym tego nie przeżyć a w najlepszym wypadku zabezpieczył bym okna i drzwi przed opuszczeniem domu.

  27. Jan napisał(a):

    Tak jak stoimy, bez dokumentów ani niczego wsiadamy do samochodu i uciekamy pod kątem 90 stopni do kierunku wiatru. W samochodzie obieg zamknięty wentylacji i klima. Jeżeli jest czas i mam w nich powietrze, to zabieram butle nurkowe z automatem oraz maskę. Przydadzą się do oddychania w samochodzie i zabezpieczenie oczu w razie wjechania w chmurę. Wywożę rodzinę poza strefę zagrożenia.
    W przypadku niemożności wyjechania wracam do domu. Zamykam wszystkie okna. Zatykam wentylację mokrymi szmatami i folią przyklejoną plastrem. Mokre szmaty pod szpary w drzwiach. Idziemy do najwyższego pomieszczenia przeczekać. Nasłuchuję radia policyjnego.

  28. GNOM napisał(a):

    Ubieram się, pakuję rodzinkę do auta i udaje się do naszego całorocznego domku na wieś który jest przygotowany na wszystko włącznie z atakiem zombiaków 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Informuj mnie o odpowiedziach poprzez e-mail. Możesz również subskrybować wpis bez zostawiania komentarza.

banner