Zestaw EDC – do codziennego noszenia [film]

Zestaw EDC to jeden z podstawowych zestawów survivalowych. EDC to skrót od every-day carry, bo jest to zestaw do codziennego noszenia.

Zadaniem zestawu EDC jest być cały czas do dyspozycji. Nie ma lepszego przykładu zestawu, który powinien być budowany w oparciu o indywidualne potrzeby użytkownika. A w zasadzie każdy z nas ma już swój zestaw EDC – są to po prostu te rzeczy, bez których nie ruszamy się z domu — m.in. portfel, telefon, klucze.

Na tym filmie pokażę Wam na moim przykładzie co ja ze sobą noszę i opowiem dlaczego. Powiemy także co warto rozważyć jako dodatkowy element zestawu.

Oczywiście noszę ze sobą portfel. Tu nie ma nic specjalnego. Może poza tym, że są tam

dwie karty płatnicze z dwóch różnych banków

. Warto też, by były obsługiwane przez dwie różne organizacje płatnicze (np. VISA i MasterCard). Zgodnie ze starą indiańską zasadą (a tak naprawdę to zasadą sformułowaną całkiem niedawno przez preppersów), two is one, one is none — czyli dopiero dwa przedmioty spełniające tę samą funkcję dają pewną namiastkę gwarancji, że w razie potrzeby będzie można z nich skorzystać. Jeśli padnie system teleinformatyczny jednego z banków, użyję drugiej karty. Podobnie postąpię, gdy padnie cały system operatora kart.

Mam też przy sobie (ale już nie w portfelu) awaryjny,

nienaruszalny zapas gotówki

. Przyda się, gdy padną wszystkie bankomaty, albo cały internet i nie będzie dało się autoryzować transakcji kartami. Albo gdy będziesz musiał zapłacić komuś, kto nie ma terminala.

Na mój zestaw EDC składają się też

dwa telefony komórkowe

. W różnych sieciach, rzecz jasna (z analogicznym zastrzeżeniem, jak w przypadku kart płatniczych). Jeden z nich jest bardziej odporny, za to drugi ma więcej funkcji, np. wygodny dostęp do internetu i map Google. Obydwa można ładować taką samą ładowarką i dlatego zawsze jest ze mną też

awaryjna ładowarka do telefonu komórkowego

. Opisywaliśmy jej wykonanie w tym wpisie. Noszę też 4 akumulatorki AA, do tej ładowarki, ale też do aparatu fotograficznego. Jeśli się rozładują, baterie AA kupię w każdym sklepie czy kiosku. W jednym z telefonów mam też gry, z których bardziej korzysta moje dziecko, niż ja.

W moim zestawie EDC jest też

spray ze spirytusem salicylowym

. Wprawdzie nie zaleca się używać go do czyszczenia ran, jednak noszę go z dwóch innych powodów. Pierwszy to czyszczenie brudnych desek klozetowych. Znam przypadki zarażenia się przez dziecko jakąś infekcją pokarmową przez dotykanie brudnej deski. A ponieważ ja często bywam z moim dzieckiem w różnych miejscach, chcę mu oszczędzić takich atrakcji. Poza tym spirytus ułatwia zapalenie ognia. W zestawie mam przecież też zapalniczkę.

Latarki

jako takiej nie noszę, bo mam jedną w telefonie a drugą w formie breloczka do kluczy samochodowych. Ta druga działa na korbkę, czyli nie potrzebuje baterii. Ale trzeba przyznać, że nie jest zbyt wydajna i np. do wymiany koła w samochodzie się nie przyda. Stąd warto mieć latarkę w zestawie samochodowym, ale o tym będziemy dopiero mówić w jednym z kolejnych materiałów.

Mam za to dwa

scyzoryki

. Jeden miniaturowy przy kluczach od domu. Drugi, większy, troszkę zbliżony do multitoola, z kombinerkami i wymiennymi końcówkami do wkrętów. Nóż nosi się nie po to, by użyć go do samoobrony, tylko do codziennych prac w rodzaju otwarcia paczki, czy rozcięcia zgrzewki z wodą mineralną w sklepie.

Mam też

notes i długopis

. Do notowania pomysłów na artykuły na blog i filmy na YT, ale przyda się też jako podpałka do ognia. W ostateczności mogę też poprosić moje znudzone dziecko, by coś w nim narysowało.

Mam tu tez w zestawie

przybornik do szycia

. Zdarza mi się chodzić w marynarce, zdarzyło mi się odprucie się guzika. Teraz miałbym już czym go przyszyć. Można też użyć go do naprawienia obuwia, a igłę — do wyjęcia dziecku drzazgi z palca. Po zdezynfekowaniu spirytusem salicylowym, rzecz jasna. 😉

O co warto rozbudować zestaw EDC?

Wspomniane wcześniej przedmioty nijak nie wyczerpują tematu zestawu EDC. To zestaw mój, dostosowany do moich potrzeb. Jeśli Twoje są inne, inny powinien być Twój zestaw. Nie ma uniwersalnych rozwiązań.

Jeśli do pracy jeździsz pociągiem, w każdą stronę zajmuje Ci to godzinę, to musisz liczyć się z tym, że prędzej czy później utknie on na kilka godzin w szczerym polu. Wtedy przyda Ci się coś do picia i coś do jedzenia.

Jeśli masz dzieci, musisz dodać do zestawu przedmioty odpowiadające ich potrzebom — na przykład mokre chusteczki, żel do dezynfekcji rąk, albo plastry opatrunkowe.

Ale te plastry przydadzą się także każdej kobiecie, która lubi chodzić w eleganckich, acz niewygodnych butach — na wypadek pojawienia się obtarć.

Survivalista (admin)

Artur Kwiatkowski. Magister inżynier, posiadacz licencjatu z zarządzania. Samouk w wielu dziedzinach, ale nie czuje się ekspertem w żadnej. Interesuje się zdrowym życiem i podróżami. I przygotowaniami na trudne czasy, rzecz jasna!

Mogą Cię zainteresować także...

32 komentarze

  1. p napisał(a):

    „Mokre chusteczki” czy też żel do rąk przydają się nie tylko jak ma się dzieci. To moim zdaniem bardzo ważny element zestawu, który przydaje się np. po zjedzeniu kebaba.
    Oczywiście te żele to nic specjalnego, zwykle jest to jedynie spirytus, woda, substancje nawilżające i zapachowe, tak więc można to zastąpić właśnie spirytusem salicylowym w sprayu.

  2. paprokles napisał(a):

    nie widze zapalniczki ani zapalek

    • Krzysztof Lis napisał(a):

      Noszę zapalniczkę. Uznaliśmy, że wystarczy wspomnieć o rozpalaniu ognia z użyciem spirytusu i będzie wiadomo, że jakieś źródło ognia też mam — ale jak widzę po komentarzach, nie było to jasne. 🙂

  3. wiżyn napisał(a):

    jak zauważyłeś – gotówka. ja w swoim EDC noszę bilon – 1,2 i 5 pln; łącznie około 40 pln. Starcza na awaryjną taksówkę, bilet do autobusu itp. A dlaczego bilon a nie banknoty – bo monet możemy użyć w parkometrach, wózkach w marketach, myjniach samochodowych itp urządzeniach które codziennie stają nam na drodze. Dzięki żelaznemu zapasowi monet w kieszeni unikam sytuacji typu bieganie z banknotem 200 pln z prośbą „czy ma Pani rozmienić”

  4. Bunkier napisał(a):

    Doszedłem do takiej patologii, że codziennie wchodzę na ten blog i sprawdzam, czy jest coś nowego…

    • Survivalista (admin) napisał(a):

      Ostatnio wychodzi nam 1-2 wpisy w tygodniu, więc wystarczy zaglądać co kilka dni. 😉

      Ale możesz też zasubskrybować kanał RSS, obserwować nas na Twitterze czy Facebooku. Tam są powiadomienia o nowych wpisach. Odnośniki znajdziesz na dole strony (te ikonki).

      • Bunkier napisał(a):

        Wiem, jak używać RSS, tylko jakoś żaden z czytników RSS mi nie pasuje. Bo albo trzeba w niego klikać, albo ma kłopoty z odświeżaniem, albo jest w jakiś inny sposób niewygodny… Chyba na laptopie sobie popróbuję to ustawić.

  5. Jasio napisał(a):

    Spirytus salicylowy ma słabe właściwości dezynfekcyjne. Jeśli chodzi o korzystanie z publicznych toalet to lepiej sprawdzą się nakładki papierowe na deskę klozetową.

  6. Jasio napisał(a):

    P.S. A przede wszystkim nie dotykać gołą ręką klamek w toaletach.

  7. Rafał M. napisał(a):

    Ja jak zwykle z konstruktywną krytyką 🙂

    Ojejku, dwa telefony…. Ja najczęściej nie mam ze sobą ani jednego, ale nie o tym. Zasada – im mniej, tym lepiej.

    Jeden scyzoryk przy sobie wystarczy, jeśli jest miniaturowy jako breloczek do kluczy, to zamiast dźwigać kilka warto też mieć coś większego, np. w samochodzie i w torbie/plecaku (ja mam ukryty w samochodzie scyzoryk typu ratowniczego, do tego coś do plecaka/torby jeśli zabieram).

    Telefon też jeden wystarczy przy sobie. Ewentualnie typu dual-sim, jeśli pracodawca wymaga służbowego numeru.
    Lepiej nie przesadzać z ceną, nawet nie ze względu na mitycznych rabusiów, telefony po prostu upadają na betonowy chodnik, wpadają do sedesu, gubią się w taksówce, im droższy tym bardziej prawdopodobne. Szkoda nerwów.
    A im tańszy, tym dłużej trzyma na baterii, bo ma słabszy procesor. Szybkość procesora nie ma znaczenia, ma być po prostu wystarczająca. Szkoda, że nowsze tradycyjne telefony już nie mają GPS-a, bo ten się przydaje w innych miejscowościach, choć jak ktoś nie wyjeżdża ze swojej to mu GPS się nie przyda (oprócz Warszawy, bo tej nawet rodowici mieszkańcy nie znają w całości). Na szczęście ostatnio jest wysyp niedrogich smartfonów, o parametrach porównywalnych z topowymi modelami przed 2 lat.
    Najlepiej poszukać modelu z fleszem, dioda może posłużyć za latarkę, a to się przydaje.

    Korzystanie z dwóch sieci, bo jedna może mieć awarię, to już lekka przesada. W PRL-u ludzie 20 lat czekali na założenie telefonu stacjonarnego, komórka to było science-fiction i jakimś cudem żyli i funkcjonowali. Awaria sieci komórkowej to nie koniec świata, naprawdę.
    Natomiast pod numer alarmowy 112 można dzwonić w każdej sieci, nawet bez karty SIM, więc przy awarii sieci macierzystej telefon połączy przez inną sieć.

    Telefon może pełnić funkcję notesu, jedna rzecz mniej do dźwigania 🙂

    Z kolei warto byłoby gdzieś upchnąć zapasowy wyłączony telefon w samochodzie. Taki możliwie najprostszy, w żadnym wypadku nie smartfon. Oraz koniecznie do niego ładowarkę samochodową, a także podładowywać co pół roku. Są modele na jedną bateryjkę AA i z latarką, ale drogie i dostępne tylko przez Internet.
    Opcjonalnie w samochodzie sprawdziłoby się CB-Radio z dobrą anteną, nie zależy od sieci komórkowej, ale od dawna polikwidowali w Polsce nasłuch na kanale alarmowym 9 i należy liczyć się z tym, że w ten sposób może nie dać się wezwać pomocy. Może się da, może inni kierowcy pomogą, może się nie da.
    Z kolei przenośne CB-Radia mają małe zasięgi (można zwiększyć np. anteną z linki metalowej, rozwieszoną na drzewie) i są dosyć duże, do plecaka wycieczkowego można upchnąć, do kieszeni już nie za bardzo i na co dzień się nie przyda, a mowa o EDC.

    Jak ktoś ma licencję radioamatorską, to przydatny byłby radiotelefon, są modele niewiele większe od paczki zapałek i masie 130 gram, z wbudowanym radioodbiornikiem. Ale bez licencji można mieć problemy prawne.
    Przez przemiennik radioamatorski takie maleństwo potrafi się połączyć w promieniu ponad 30 kilometrów (od przemiennika), a zazwyczaj inni krótkofalowcy prowadzą nasłuch lokalnego przemiennika.
    Pomoc da się prędzej wezwać niż przez CB-Radio, o ile ma się licencję i przydzielony znak wywoławczy. Jednym z ustawowych zadań służby radioamatorskiej jest właśnie łączność na wypadek klęsk żywiołowych.

    Ważne są chustki do nosa, przydają się.
    Przydatne bywają też Toiletki, na wypadek skorzystania z publicznych toalet. Choć zawsze deskę sedesową można wyłożyć papierem toaletowym.

    Większą ilość gotówki w miarę możliwości lepiej rozdzielić i trzymać w różnych miejscach, nie tylko w portfelu.
    Podobnie z dowodem osobistym, lepiej nie w portfelu. Najlepiej w osobnym etui, można tam z nim schować kartę płatniczą z której rzadko się korzysta, a także inne plastiki w rodzaju karty miejskiej.
    Napad jest mało prawdopodobny, zazwyczaj do niego dochodzi gdy rabuś ma pewność wysokiego łupu (np. obserwują wypłacających w banku), ale na kieszonkowca już prędzej można się natknąć, szczególnie w godzinach szczytu w komunikacji miejskiej. Lepiej stracić kilkadziesiąt zł niż dowód osobisty i później męczyć się z komornikiem bo ktoś wziął kredyt w parabanku.

    Teoretycznie agrafka mogłaby się przydać, np. po oderwaniu guzika. Noszę przyczepioną do kółka od kluczy, ale jeszcze się nie przydała.

    Są maleńkie zestawy do szycia (np. w Rossmanie), ale raczej się nie przyda. Do kieszeni marynarki lub do plecaka / torby można jednak wrzucić. Ja na wszelki wypadek (oj, złe słowo) mam też w samochodzie, ale tam upchnąłem w jednym małym schowku typowe elementy zestawu survivalowego, plus mydło, magiczny ręcznik, kompas z przyssawką na szybę (typowa chińszczyzna i przysysać się nie chce) itd.

    • Survivalista (admin) napisał(a):

      Lepiej mieć przy sobie broń i móc się obronić przed rabusiem, niż kombinować i rozkładać majątek po różnych kieszeniach, żeby w razie czego stracić możliwie mało. Co oczywiście nie zmienia faktu, że jeśli ktoś w takim środowisku musi przebywać, to uwagi są słuszne. Trudno się bronić przed kieszonkowcem jadąc zatłoczonym autobusem.

      Natomiast uwagi co do telefonów komórkowych są bzdurne.

      W PRLu ludzie nie mieli nie tylko telefonów komórkowych, ale także komputerów, samochodów, Internetu, a często także miękkiego papieru toaletowego (ba, oni nierzadko nie mieli go w ogóle!). Czy to oznacza, że warto z tych zdobyczy dobrobytu rezygnować? Absolutnie nie.

      Numer 112 nie pomoże Ci, gdy będziesz potrzebował skontaktować się z rodziną w razie czego. Zwłaszcza, jeśli numer do ważnych dla Ciebie osób zapiszesz w tym telefonie komórkowym, który się popsuje. Bo przecież notes to tak duże obciążenie, że nie warto go nosić. 🙂

      • Rafał M. napisał(a):

        Teoretycznie mogą zdarzyć się sytuacje, że broń się przyda, ale sceny z filmu „Mad Max” lub „Park Jurajski” są skrajnie mało prawdopodobne. Jeśli już, to wtedy broń długa i działanie w grupie, samemu to można zostać zabitym przez jakąś bandę właśnie z powodu noszenia broni.
        Broń działa na pewną odległość, a w życiu codziennym raczej nikt nie będzie biegł z siekierą i z daleka krzyczał że zabije, stąd trudno rozeznać sytuację, natomiast w bezpośrednim starciu łatwo stracić broń i od niej zginąć.

        Budki telefoniczne zniknęły, to na minus, ale współcześnie praktycznie każdy ma przy sobie telefon, więc wokół jest dużo telefonów. W każdym markecie można też sobie dokupić za 80zł. Można też od kogoś pożyczyć, lub skorzystać w pobliskiej firmie.
        Sytuacja, że człowiek znajdzie się sam na kompletnym odludziu i mu wtedy nawali jedyny telefon jaki ma przy sobie jest raczej mało prawdopodobna. Z reguły człowiek znajduje się w otoczeniu innych ludzi, a teraz wszyscy mają telefony.

        W zupełności wystarczy wozić w samochodzie dodatkowo jakiś najprostszy telefon. Wtedy gdy samemu się jedzie to będą 2, gdy kogoś się wiezie to minimum 3, więc telefonów dostatek.
        Jednak poza samochodem człowiek zbyt daleko nie oddali się piechotą od siedzib ludzkich z telefonami.

        Natomiast koniecznie trzeba gdzieś zanotować najważniejsze numery telefonu i trzymać ten notes w domu, bo już wielu ludziom zginął telefon i mieli problemy z odtworzeniem kontaktów.
        Numer telefonu do kogoś z rodziny warto byłoby zapisać gdzieś razem z dokumentami, na wszelki wypadek.

        • Survivalista (admin) napisał(a):

          Mimo wszystko wolimy polegać na dwóch telefonach noszonych w zestawie EDC, niż na możliwości pożyczenia telefonu od kogoś obcego. Ale co kto lubi. 🙂

          • Rafał M. napisał(a):

            Można zostać zastrzelonym, bo ktoś pomyśli że to napad 🙂

            Obrona osobista to tylko wymówka, bo posiadanie broni daje przede wszystkim niezależność. Dawniej kto nie miał łuku lub karabinu, nie mógł upolować jedzenia, był zdany na łaskę innych.
            Przy obecnej gęstości zaludnienia w Europie to raczej złudne poczucie, ale jednak jest.

  8. Samael napisał(a):

    Latarka w telefonie. To najgorsze na czym można polegać. To tak jak wspominali tu co niektórzy „po co notes, jest telefon”.
    A jak się rozładuje to ręka w nocniku.

    • Survivalista (admin) napisał(a):

      Jeśli ktoś potrzebuje latarki na co dzień (bo np. mieszka na wsi i z przystanku PKS ma do domu zimą spory kawałek po ciemku), to rzeczywiście latarka w telefonie może mu nie wystarczyć.

      Ale jeśli ktoś potrzebuje skorzystać z niej średnio raz w miesiącu przez 3 minuty, nosiłby tylko niepotrzebny ciężar.

      • bogi1 napisał(a):

        No niby tak. Ja z latarki czołowej też bardzo rzadko kozystam, a noszę ją w zestawie codziennie ze sobą. Ale jak złapiesz Gumę w nocy, poza terenem zabudowanym, to z telefonem jak latarką w jednej ręce, nie odkręcisz koła – gwarantuje. Moim zdanie Mała czołówka LED to niezbędnik, a waży całe nic.

        • Survivalista (admin) napisał(a):

          Telefon można położyć na ziemi. 🙂

          A latarka powinna być w zestawie samochodowym. Duża część z nas nie ma potrzeby nosić jej non-stop przy sobie w zestawie EDC.

          • Samael napisał(a):

            A jak się telefon rozładuje to dupa zbita, bo całe EDC się opiera o telefon… 😛

          • Survivalista (admin) napisał(a):

            A informację o awaryjnej ładowarce to kolega przegapił? 😉

            Na filmie są zresztą pokazane dwie różne awaryjne ładowarki do telefonu. I mowa o tym, że warto mieć dwa telefony. Co stoi na przeszkodzie mieć oba z funkcją latarki?

          • Samael napisał(a):

            Całkowicie o tym zapomniałem 😀 Ale czytałem 😛
            Zaopatrzyłem się dziś w „bank energii 10000” i zobaczymy czy zda egzamin. bo ja na baterię w swoim Nexusie 4 polegać nie zamierzam. Za bardzo obciążony jest, przez co bateria trzyma jeden dzień (gdy słucham muzyki).
            Mógłbym co prawda się postarać i wyłączyć wifi, NFC, zmniejszyć jasność wyświetlacza, etc. Jednak wolę działać na full 🙂

  9. Tester! napisał(a):

    Grammarnazi się melduje!
    Skoro słowa/skróty angielskie, to należy czyta „po angielsku”
    CIA = si aj ej
    FBI = ef bi aj
    i podobnie
    EDC = i di si (zamiast e de ce)

  10. Tester! napisał(a):

    USA = ju es ej, w czym problem?

    • Survivalista (admin) napisał(a):

      Tak się ten skrót czyta w Polsce? Od kiedy?

      Z mojej strony EOT (e o te). Szkoda czasu na zajmowanie się takimi pierdołami.

  11. Niktto napisał(a):

    ja mam zestaw studenta:długopis, taśma, ołówek i gumka oraz nici do naprawy plecaka

  12. Juarez napisał(a):

    1. Latarka o dobrych parametrach kosztuje 100zł i jest niezbedna w czasie mgły. Zdarza sie w mieście oraz w pomieszczeniach bez okien (sklepy, piwnice, garaże)
    Po prostu must have
    2. załatw sobie aero2 będziesz miał dostep do internetu, a nie zajmuje wiele.
    3. tabletki przeciwbólowe
    4. małe fiolki szklane do testowania perfum idealnie nadaja sie do przechowywania spirytusu lub H2O2
    5. agrafka nie służy jako zamiennik guzika, ale to urzadzenie do otwierania kajdanek z plastiku
    6. Między butem a wkładką wiele osób nosi skalpele i taśmę srebrną nalepioną na folię.

  13. adikb napisał(a):

    Wiem, że post jest dość wiekowy, ale w moim zestawie EDC noszę jeszcze jedną rzecz która nieraz uratowała mi 4 litery – mianowicie powerbank do telefonu o bardzo dużej pojemności. Jest co prawda wielkości portfela, jednakże zmagazynowane 7200mAh potrafi naładować bardzo prądożernego smartfona 3 razy od %0 do 100% w czasie poniżej 2h. Jako, że nie ruszam się nigdzie bez plecaka w którym znajduje się również laptop – dodatkowe 20dag nie robi mi różnicy.
    Warto również do EDC dołączyć pendrive z zeskanowanymi najważniejszymi dokumentami, plikiem z hasłami (keepass lub szyfrowany excel), jeżeli ktoś używa to również klucze RSA, certyfikaty do logowania itp. W czase WSHTF może nie będą towarem pierwszej potrzeby, ale w późniejszym czasie naprawdę ułatwią życie (chociażby w przypadku konieczności ewakuacji z miejsca zamieszkania) i nie porzucania pracy. Warto również od czasu do czasu aktualizować takiego pendrivea o kopie zapasowe najważniejszych dokumentów czy to służbowych czy prywatnych (szczególnie ważne w przypadku osób prowadzących DG). Nie popadając w przesadną paranoję, wszystkie wyżej wymienione pliki powinny być albo zaszyfrowane silnym hasłem i algorytmem albo wręcz wrzucone na pnedrive w postaci pliku truecrypt lub bitlocker. W razie utraty EDC zapobiegnie to wyciekowi naszych najbardziej wrażliwych danych na zewnątrz (życzmy powodzenia w łamaniu 12-znakowego niesłownikowego hasła). Co do samego pendrive to w sprzedaży są bardzo małe pendrivy ze złączem zarówno USB jak i mini-USB (pasują do smartfonów) co dodatkowo zwiększa jego przydatność.

  14. tomek21 napisał(a):

    wszystko fajnie i zestawy mogą być różne ale ja bedzo często wychodzę na spacer np w krotkich spodenkach z jedną kieszenią gdzie ledwo mieszczą się telefony i klucze. Tak więc telefony z wszystkimi bajerami typu lampka i cala reszta to wiadomo, klucze również, można do nich podpiąć jakiego pendrive który często się przydaje , dodatkowo ostatnio jako bryloczek używam pojemnika „pierwszej pomocy” po rekawiczkach i maseczce a do środka włożyłem na razie kawałek papieru toaletowy lub chusteczka – na pewno prędzej czy poźniej się przyda, pieniądze jakiś bilon i banknot- jest jeszcze sporo miejsca, ma ktoś pomysł co warto mieć?może jakiś mikro scyzoryk,ze śrubokrętem?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Informuj mnie o odpowiedziach poprzez e-mail. Możesz również subskrybować wpis bez zostawiania komentarza.

banner