Scenariusz: utrudniony kontakt

Dziś piątek, a więc dzień publikacji kolejnego survivalowego scenariusza.

Ten będzie wyjątkowo łatwy, bo i nie ma tu żadnej apokalipsy, a tylko drobna upierdliwość. Dla osoby nieprzygotowanej, ta drobna upierdliwość może być źródłem zupełnie niepotrzebnych stresów, których można byłoby bardzo łatwo uniknąć.

Zanim przedstawię sytuację, przypomnijmy zasady tego cyklu:

  1. Twoim zadaniem jest przedstawienie dokładnego (na ile to możliwe) sposobu postępowania w opisanym scenariuszu,
  2. przy czym nie wolno jest Ci go zmieniać poza elementami, które absolutnie nie pasują do Twojej sytuacji (np. dziś piszemy o pracy na etacie w biurze, jeśli Ty pracujesz w domu, to oczywiście przenieś sytuację do swojego domowego biura),
  3. jednocześnie zakładamy, że poza opisanymi w scenariuszu uwarunkowaniami, nic szczególnego się nie dzieje (a więc jeśli nie piszemy, że nie ma wody w kranie, to znaczy, że ona tam jest),
  4. i oczywiście uwzględnij tylko te przygotowania, które poczyniłeś (poczyniłaś) do tej pory, a nie te, które zawsze odkładałeś na później, ale jeszcze ich nie zrealizowałeś.

A sytuacja przedstawia się następująco…

W biurze dzień, jak co dzień. No, może nie całkiem, bo okazało się, że musisz w pracy zostać dłużej. Ma to jakiś związek z tym, że w całym biurze nie działa internet, bo koparka po drugiej stronie ulicy przecięła kabel światłowodowy.

Problem polega na tym, że akurat na ten dzień umówiony jesteś z żoną (mężem) na randkę w restauracji i wieczór w kinie. I pewnie dałbyś jej (mu) znać, gdyby nie to, że Twój telefon komórkowy akurat dziś musiał upaść Ci z biurka na podłogę i wyzionąć ducha.

Nie napiszesz na Facebooku, ani nie wyślesz maila, bo nie działa internet. Telefony stacjonarne działają bez problemów (akurat ten kabel szedł nieco inną drogą i koparka go nie uszkodziła).

Czy masz zapisany numer do małżonki w innym miejscu, niż tylko w telefonie komórkowym? A może znasz go na pamięć? Jeśli nie, może znasz numer do kogoś, kto mógłby do niej zadzwonić?

Co robisz?

Survivalista (admin)

Artur Kwiatkowski. Magister inżynier, posiadacz licencjatu z zarządzania. Samouk w wielu dziedzinach, ale nie czuje się ekspertem w żadnej. Interesuje się zdrowym życiem i podróżami. I przygotowaniami na trudne czasy, rzecz jasna!

Mogą Cię zainteresować także...

30 komentarzy

  1. czekista napisał(a):

    Do małżonki nie znać numeru telefonu? 😛

    Uświadomiło mi to, iż jednak jest sens posiadać stacjonarny telefon w domu (nawet dostarczany przez kablówkę).

  2. bogi1 napisał(a):

    Nie ma problemu! Numery do członków rodziny pamientam na pamięć, jak chyba wszyscy. A w razie co to mam drugi telefon w zestawie, który nosze zawsze ze sobą i tam mam wszystkie numery. Inna sprawa, że jest piątek, mam iść na miły wieczór z zoną, a muszę siedzieć w pracy, na to chyba nie ma survivalowego przybornika 😉

  3. Krzysztof Lis napisał(a):

    Nie wiem jak inni, ale ja pamiętam tylko stacjonarne numery telefonów, włącznie z numerami kolegów z podstawówki. Bo w tamtych czasach to się wybierało numery ręcznie. Nawet jak kiedyś mieliśmy telefon z pamięcią kilku numerów, to się nikomu nie chciało go zaprogramować.

    A komórek nie zapamiętuję, bo nie ma takiej potrzeby. Ale właśnie… może pojawić się moment, w którym ich znajomość będzie potrzebna. Wolę jednak nie polegać na swojej pamięci w takiej sytuacji.

  4. Johnny napisał(a):

    Mam ze sobą zawsze tableta w obudowie upadkoodpornej. Tablet ma internet więc mogę nie tylko skorzystać z facebooka ale też popracować normalnie przy braku innego internetu.

    Tylko skąd wziąć żonę? (i nie piszcie „weź moją”) 😉

    • unkhas napisał(a):

      Johnny, wylałeś dziecko z kąpielą a tak mogło być ciekawie. Proponowalibyśmy ci żony w różnych wariantach – z wbudowanym plecakiem ucieczkowym i bez, z funkcją „panic mode” i bardziej opanowane. Popsułeś całą zabawę 😉

  5. czekista napisał(a):

    Prawda, moja pamięć nie jest tak dobra, z biegiem lat zapominam nawet nazwiska kolegów ze szkoły, pamiętając tylko ksywki. Tak naprawdę potrzebujemy maks. 8 numerów komórek oraz ze 2-3 stacjonarne lecz co z tego gdy w stresie człowiek zapina oddychać ;). Dla bezpieczeństwa można przechowywać te numery z opisami w portfelu. W razie czego ekipa karetki czy policja będzie miała kontakt aby zawiadomić kogoś bliskiego w przypadku gdyby razem z nami ucierpiał również nasz telefon komórkowy lub w przypadku mniejszego zła padła nam komórka.

  6. Przemek napisał(a):

    Po pierwsze pamięć. Po drugie notesik który mam zawsze przy sobie i zapisany tam numer(po zmianie numeru). Po trzecie zalaminowana karta ICE.

  7. Michał Stelmaszczyk napisał(a):

    Dzwonię z drugiego telefonu, który zawszę mam w EDC (Służy mi też do obrony, to nokia 3310!)

  8. Rafał M. napisał(a):

    Scenariusz realny, w mnie w Radomiu był przypadek, że pijany operator koparki przeciął światłowód i przez dłuższy czas nie było internetu.

    Telefon mi nie utłucze się od byle upadku 🙂
    Ale najważniejsze numery telefonów i inne istotne dane (np. loginy i hasła) mam spisane również w notesie w domu (nie noszę go przy sobie). Z telefonami różne rzeczy potrafią się dziać i trzymanie numerów w innym miejscu jest raczej koniecznością.
    Akurat telefon do domu i na komórkę pamiętam.
    Po awarii Internetu nie będzie mi działał w domu stacjonarny, bo leci przez kablówkę.

    W przypadku dostępu do samochodu mógłbym przełożyć kartę SIM, bo tam mam zapasowy telefon, choć czasem leży w domu.

    • bajcik napisał(a):

      Mi smartfon upadł z meta (może mniej). Szybka się stłukła i obsługa stała się niemożliwa. Po poskładaniu go do kupy i odpaleniu nawet PINu nie wpisałem.

  9. Jasio napisał(a):

    A nie prościej jest pożyczyć komórkę od kumpla, włożyć w nią swoją kartę sim i zadzwonić ?
    Ja wiem, że to mało surwiwalowe, ale za to bardziej praktyczne niż wymyślanie niestworzonych rozwiązań banalnych problemów.

    • Fizyk napisał(a):

      Scenariusz ma zmusić do myślenia, bywają różne sytuacje.
      Według mnie problem polega na tym żeby nie próbować na siłę wciskać survivalu, tylko przede wszystkim myśleć (najlepiej racjonalnie, logicznie też może być), bo może tak naprawdę wystarczy chociażby pożyczyć telefon od kumpla.
      Oprócz inwestowania w różnego rodzaju sprzęty – warto inwestować w siebie i swój rozwój zarówno intelektualny jak i zawodowy.

      • Survivalista (admin) napisał(a):

        Każde rozwiązanie jest dobre. Jeśli ktoś ma telefony do bliskich zapisane na karcie SIM, to przełożenie jej do telefonu kolegi wystarczy, jeśli tamten telefon nie ma simlocka.

        Ale jeśli ktoś nie ma telefonów zapisanych na karcie SIM ani nigdzie indziej, ani ich nie pamięta, to nic to nie da.

        • Jasio napisał(a):

          1. To prościej jest zapisać numery na karcie sim niż nosić jakieś zestawy i opracowywać procedury na wypadek jak komórka się wyładuje (co już jest zwyczajnie śmieszne).

          2. Jak już nie ma kumpli, numerów, zestawów, itp. itd. to zwyczajnie małżonek się spóźni/nie przyjdzie. To chyba nie oznacza końca świata ?

          • Survivalista (admin) napisał(a):

            1. Prościej. A jeśli ukradną kartę SIM razem z telefonem, albo zostawisz go gdzieś? Albo jeśli nie będzie innego telefonu, by dało się wsadzić kartę SIM (bo np. obaj koledzy w biurze mają simlocki).

            Dokładnie tak, jak napisał Fizyk. Każdy scenariusz, który opisujemy, ma zmusić do myślenia. Ma pokazać, że coś, co robisz pod kątem przysłowiowego końca świata (jak procedura ewakuacji) może przydać się także w codziennych sytuacjach.

            2. A to już zależy od Twojej żony, a nie od wymyślonego przez nas scenariusza.

  10. Pozyskiwacz napisał(a):

    Coś ostatnio marne te scenariusze. Kiedyś nie było komórek, internetu, stacjonarne telefony miało niewielu i ludzie normalnie funkcjonowali. Nie dajmy się zwariować. Za chwilę okaże się że jak dziecko zapomni drugiego śniadania do szkoły to będą wzywać karetkę. Bo może zesłabnąć z głodu.

    • Survivalista (admin) napisał(a):

      Scenariusze mają odzwierciedlać sytuacje, które mogą się każdemu z nas przydarzyć. Dlatego nie będziemy skupiać się na uderzeniu asteroidy, ataku obcych czy wojnie jądrowej. Chcemy za to pokazać, jak bardzo przygotowania na gorsze czasy pomogą także w takich codziennych kryzysach. Jak w tym — gdyby ktoś miał opracowaną procedurę ewakuacji i miał ją przy sobie, to w takim momencie miałby przynajmniej jedno miejsce z zapisanym numerem telefonu do żony. Gdyby ktoś miał drugi telefon, o czym mówiliśmy przy okazji zestawu EDC, tam też miałby ten numer i mógłby z niego zadzwonić.

      • Pozyskiwacz napisał(a):

        Tylko co jest „codziennym kryzysem”, a co zwykłym życiem ? Wg. mnie opisana sytuacja jest banalna i nie nosi znamion żadnego kryzysu. Gdyby chodziło np. o brak możliwości wezwania karetki wtedy zgoda. Ale takie głupoty? Ludzie , no bez jaj….

        • Jasio napisał(a):

          Następny scenariusz tylko dla prawdziwych surwiwalistów: idziesz ulicą, zachciało Ci się sr.ć, co robisz ? Czy masz przygotowaną procedurę ewakuacyjną na taką okoliczność ? Czy masz opracowaną miejscówkę, o której nikt nie wie, żeby Cie nie nakryć w trakcie ? Czy masz odpowiednie umiejętności i środki żeby zadbać o higienę osobistą po ?

          • Survivalista (admin) napisał(a):

            Zmień „, zachciało Ci się srać” na ” w środku zimy, zachciało się srać Twojemu dziecku”.

            Czy masz odpowiednie środki, żeby zadbać o bezpieczeństwo zrobienia kupy w publicznym, niezbyt czystym kiblu? Czy może zmuszony jesteś narazić swoje dziecko na kilkudniowy pobyt w szpitalu, z którego może nie wrócić, bo dodatkowo nabawi się tam jakiegoś zakażenia?

          • banczuk napisał(a):

            faktycznie, trochę lipa nie przykładacie się do wymyślania scenariuszy.

          • Survivalista (admin) napisał(a):

            Z przyjemnością za to opublikujemy Twój. Podeślij. Adres znajdziesz tutaj.

          • banczuk napisał(a):

            No ostatnio to jest kilka które same cisną się na tapetę: ebola w Łodzi, hiszpanii, niemczech itp, ciekawe gdzie za tydzień?

        • Survivalista (admin) napisał(a):

          Użyj wyobraźni…

          Zamień „akurat na ten dzień umówiony jesteś z żoną (mężem) na randkę w restauracji i wieczór w kinie” na „akurat dziś miałeś odebrać dziecko z przedszkola”. Czy to już jest dostatecznie dobry powód, by zastanowić się nad tym, czy w razie awarii telefonu będziesz miał jak skontaktować się z bliskimi?

          Nie? To zamień w scenariuszu „musisz w pracy zostać dłużej” na „musisz ewakuować się z miasta”.

          Wciąż za mało emocji? Jeśli tak, kup sobie tę grę: Conflicted: The Survival Card Game Deck 1. Będziesz miał do rozwiązania problemy, które zapewne nigdy w Twoim życiu się nie pojawią.

        • Piotr napisał(a):

          Chodzi o to, czy masz możliwość przekazania informacji najbliższym gdy zajdzie taka konieczność a Twój telefon komórkowy odmówi współpracy. Czy to jest odwołanie randki, czy odebranie dziecka z przedszkola to akurat drugorzędna sprawa. Teksty typu „nic się nie stanie jak nie przyjdę na randkę” nie rozwiązują problemu gdy na prawdę trzeba kogoś powiadomić.
          W trakcie stanu wojennego gdy zmarła moja prababcia, a wujek mieszkał około 400km od domu (pracował jako energetyk w kopalni węgla) telefonicznie po prostu się nie dało (telefony były wyłączone) więc dziadek skorzystał z pomocy straży pożarnej, lokalne OSP przez radio przekazało wiadomość wojewódzkiej jednostce, a Ci korzystając ze swoich służbowych linii przekazali to jednostce straży pożarnej w kopalni, a tam strażacy powiadomili wujka i tak wiadomość została przekazana. Żeby było śmieszniej, to po kilkunastu godzinach u dziadka pojawiło się SB z pytaniem co to za kryptonim „babcia Wacia zmarła” 😀 – ot, takie ciekawe czasy były 😀

  11. piotrm1975 napisał(a):

    No sęk w tym że to case dla gimbusów. Oni nigdy nie funkcjonowali w świecie bez smartfonów, netu itd. Dla dzisiejszej młodzieży niedziałający tel to armagedon. Dla mojego pokolenia to fajny dzionek bez telefonów 😀
    Parę lat temu jak pewien amerykaniec nazwiskiem Busch odwiedził Gdańsk, to wszędzie gdzie się pojawiał blokowali komórki prepaid (abonamenty działały). Tak się zdarzyło że kręcił się jak smród po gaciach w mojej okolicy czyli pół dnia bez fonka. No i cóż daliśmy radę 🙂
    Przetrwaliśmyyyy !!!

    • Survivalista (admin) napisał(a):

      Rzecz w tym, że ten problem dotyczy nie tylko gimbusów, ale dużej części polskiego społeczeństwa.

      Kiedyś nie było też żywności w sklepach za bardzo, ani papieru toaletowego. Dziś jednak półki w sklepach się pod jednym i drugim uginają. Ale czy to, że kiedyś z zaopatrzeniem było gorzej i „jakoś ludzie żyli” jest powodem, by nie zrobić sobie zapasu tego papieru toaletowego w domu?

      Kiedyś nie było telefonów komórkowych, czy w ogóle telefonów i „jakoś się żyło”. Co nie zmienia faktu, że dziś ludzie są od nich w dużym stopniu uzależnieni. I jeśli nie mają opracowanej drugiej metody komunikacji (choćby zapamiętanego numeru telefonu, który można wykręcić z automatu lub telefonu kolegi), będą w kryzysowej sytuacji w dupie.

  12. Piotr napisał(a):

    Część numerów znam na pamięć, ale większości nie znam (choć akurat telefony najbliższych znam na pamięć), sięgam więc po tablet i dzwonię (tablet ma wbudowany modem 3G więc ma „niezależny” internet) – kontakty, terminarze itp. między telefonem i tabletem synchronizują mi się automatycznie. Gdyby nawet zawiodła telefonia stacjonarna oraz nie miałbym od kogo użyczyć komórki (to drugie czasem się zdarza, często „grzebię w serwerach” właśnie wtedy, gdy nikogo nie ma w firmach i nikt ich nie używa), to mogę zadzwonić na dowolny numer przy użyciu Skype uruchomionego na tablecie (zawsze mam na koncie Skype kilkanaście zł „na wszelki wypadek”). Dodatkowo jedno z moich hobby to krótkofalarstwo i przeważnie mam ze sobą małego Inteka KT-950EE pozwalającego na łączność przez okoliczne przemienniki – wprawdzie nikt inny z mojej rodziny tego hobby nie uprawia, ale to nie problem, mogę poprosić jakiegoś krótkofalowca o telefoniczne powiadomienie rodziny (mogę tak postąpić nawet jeśli koparka uszkodziłaby kompletnie infrastrukturę i padłyby również telefony stacjonarne i okoliczne BTS-y telefonii komórkowej).

  13. MikeKilo napisał(a):

    Nie wygląda temat źle, jedźmy więc po kolei-proponuję się nie ograniczać tylko do randki oraz miejsca pracy, bo takie odcięcie od części mediów może też nas złapać np. podczas wizyty u znajomych, w urzędzie, u usługodawcy czy gdziekolwiek indziej i dotyczyć czegokolwiek istotnego jak już napisano powyżej.

    Z internetu w pracy prywatnie i tak często nie wolno korzystać, więc ten kanał komunikacji pomijam z zasady. W razie awarii sieci komórkowej mogę ze smartfona próbować szukać otwartej sieci wifi. Jeśliby się wyładował, to w biurku w pracy i samochodzie mam stosowne ładowarki. Do tego w ramach EDC mam krótki kabelek micro-usb, który zwiększa możliwości ładowania-z dowolnego komputera , jakby padł prąd, to może ktoś w pobliżu ma laptopa lub powerbank? A jakby nawet się główny telefon popsuł, zawsze mam drugi-służbowy (w innej sieci) lub zapasowy prywatny (wkrótce zamierzam ten nr przenieść do jeszcze innej, trzeciej, sieci). Gdybym jednak nie miał (albo obydwa padły i nie ma gdzie naładować), na karcie sim też mam co ważniejsze numery-można próbować po przełożeniu karty skorzystać z komórki np. współpracownika lub znajomego.

    Jeśli jest dostępny w danym miejscu telefon stacjonarny (służbowy, automat-byle na monety, bo karty telefonicznej od lat nie posiadam, a drobne jakieś zawsze mam), to znam na pamięć numer domowy i komórki najbliższej rodziny. Mogę więc skontaktować się z nimi, także z cudzej komórki, a jeśli wiadomość dotyczy innych osób, poprosić o przekazanie np. przez mój komputer albo numer wskazanej osoby uzyskany z jednego z moich telefonów, który został w domu. Zresztą numery do najbliższych przyjaciół są rodzinie znane.

    Także jeśli nie dojdzie do sytuacji, gdzie zostanę całkowicie odcięty od internetu i telefonii stacjonarnej oraz komórkowej (np. przez klęskę żywiołową) jednocześnie, to którąś z powyższych kombinacji kontakt z najbliższymi na 99% nawiążę i ewentualnie przez nich dalej, bądź taką drogą powierzę jakąś istotną sprawę (np. odebranie dziecka, którego nie mam :)).

    Jeśli znajdę się jednak na terenie takiej klęski, albo padnę ofiarą przestępstwa (chociażby kradzież wszystkiego co mam przy sobie-na to kopia danych kontaktowych na papierze też niewiele pomoże, bo zapewne także zostanie utracona), to będę miał dużo poważniejsze zmartwienia, niż randka lub inne bieżące sprawy. Po prostu będą sobie musieli poradzić beze mnie, są sprawy ważne i ważniejsze. Zresztą zawsze staram się, by moi bliscy wiedzieli gdzie przebywam i szczególnie w przypadku klęsk żywiołowych powinni domyśleć się na bazie informacji medialnych, co jest grane, albo zacząć mnie szukać. Do tego jeśli zostanę okradziony, nagle zachoruję lub ulegnę wypadkowi itp., to stosowne służby nie powinny mieć problemu powiadomić o tym moich najbliższych lub mi w tym pomóc.

    A tak poza tym jeśli zgodnie ze scenariuszem nasze plany poprzestawia i utrudni kontakt coś realnie ważnego, a przy tym niezależnego od nas, to sorry, ale skoro taki przykład podano, muszę to wtrącić na koniec – niedojechanie na randkę nie wydaje mi się jakąś tragedią 😉 Rozsądna dziewczyna zrozumie, a na nierozsądną szkoda czasu panowie. Czy też na nierozsądnego chłopaka drogie panie 🙂

    Wnioski: warto pilnować naładowania komórki i zabezpieczyć sobie możliwości jej ładowania (ładowarka/kabel usb/powerbank), niezłym pomysłem są 2 komórki, najlepiej w różnych sieciach, jeśli nie posiadamy służbowej, to w dzisiejszych czasach nowy prosty telefon można kupić od ok. 60 zł, często w domu zresztą leżą starsze, choć sprawne, a utrzymanie komórki na kartę zaczyna się od 5 zł rocznie), a kontakty mieć skopiowane na karty sim. Poza tym warto znać na pamięć choć kilka najważniejszych numerów telefonów (domowy, firmowy, komórki najbliższych) i mieć je zapisane na papierze, najlepiej w kilku miejscach (portfel, samochód, miejsce pracy). Przy okazji warto wspomnieć o opisaniu skrótem ICE najbliższych w książce telefonicznej, aby ułatwić kontakt z nimi ratującym nam w razie jakiegoś nieszczęścia.

    A tak na marginesie telekomunikacji w survivalu, to ostatnio byłem świadkiem sytuacji, gdzie przy wieczornej awarii prądu ileś osób posiadających drogie smartfony nie umiało włączyć w nich latarki. Osobna latarka w EDC wydaje mi się oczywistością (wywołałem wówczas moją sensację), ale jeśli już nasi bliscy nie chcą takowej nosić, a mają w telefonie, to nauczmy ich ją włączać. Poza tym większość telefonów zawiera radio FM, które może się przydać przy braku innego i jakiejś klęsce do zorientowania w sytuacji, tylko aby zadziałało trzeba mieć słuchawki – osobiście noszę w ramach EDC

  14. Maciek napisał(a):

    W portfelu zawsze mam kartkę z numerami bliskich mi osób, mama, Najwspanialsza Istota W Znanej Galaktyce (dziewczyna ;P ), bracia, najlepsi przyjaciele i współlokatorzy. Z ludźmi utrzymuję dobre stosunki, więc proszę kogoś z pracy o możliwość zatelefonowania.
    W przypadku utraty portfela również dzwonie, bo na szczęście numer do dziewczyny jest bardzo prosty. Ale niestety pamiętam tylko do niej.
    Ale w dzisiejszym społeczeństwie większość osób ma telefony macane. Jeśli mój zawiódł mogę skorzystać z mobilnego internetu w telefonie kogoś znajomego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Informuj mnie o odpowiedziach poprzez e-mail. Możesz również subskrybować wpis bez zostawiania komentarza.

banner