Scenariusz: zawalenie się domu/bloku

Jest piątek, tygodnia koniec, weekendu początek. Pora zatem na survivalowy scenariusz, który ma pomóc Wam w przygotowaniu się na trudne czasy?

Jak pomoże? – zapytacie. Zmuszając Was do zastanowienia się, co Wy byście zrobili we wskazanej sytuacji. I czy czasem Wasze przygotowania nie mają dziur, które byłyby widoczne właśnie przy okazji takiego scenariusza. Jeśli to pierwszy tego typu wpis, który czytasz, obejrzyj pozostałe.

Przygotowań nie powinniśmy testować dopiero wtedy, gdy nadejdzie jakiś kryzys, czy inne niemile widziane zdarzenie. Warto byłoby testować je od czasu do czasu, np. symulując konieczność ewakuacji, albo wyłączając w domu prąd na kilka dni. Ale to nie jest wcale takie łatwe. Znacznie łatwiejsze są eksperymenty myślowe.

Prosimy Was zatem, byście napisali w komentarzach, jak poradzilibyście sobie we wskazanej sytuacji. Opiszcie to jak najbardziej dokładnie, być może kolejnym Czytelnikom coś to zasugeruje, na co sami by nie wpadli. My też się sporo z Waszych odpowiedzi uczymy. 🙂

Zasady cyklu scenariuszy są następujące:

  • prosimy o opisywanie Waszej reakcji na przedstawiony scenariusz,
  • ale ma ona uwzględniać tylko to, co rzeczywiście zostało przez Was do tej pory zrobione (czyli jeśli np. planowałeś zrobić zakupy żywności do zapasów jutro, to na potrzeby scenariusza one nie istnieją),
  • przy czym nie możecie zmieniać scenariusza ponad niezbędne minimum (np. jeśli napiszemy o dzieciach, a Ty akurat dzieci nie masz),
  • jeśli coś w scenariuszu nie zostało wprost napisane, to zakładamy, że w danej kwestii jest tak, jak zwykle (np. jeśli nie piszemy, że nie ma prądu, to przyjmij, że on jest).

A scenariusz na dziś to…

Jakież to szczęście, że Twój dom (blok, w którym mieszkasz) zawalił się akurat wtedy, kiedy nikogo nie było w domu! Dzięki temu straciliście tylko cały dobytek, ale nie życie czy zdrowie!

Nie wiadomo jeszcze, czy to wybuch gazu, czy jakaś zwyczajna katastrofa budowlana. Nie jest to jednak specjalnie istotne. Istotne zaś jest, że:

  • zapas żywności nie nadaje się do niczego, bo jest wymieszany z gruzem,
  • elektronikę domową (telewizor, komputer, zewnętrzny dysk twardy) szlag trafił,
  • gotówkę z sejfu rozwiał wiatr, a srebrnych monet ocalało tylko kilka,
  • za to sąsiedzi i gapie bardzo chętnie pomagali w odgruzowywaniu i poszukiwaniu ofiar, choć co ciekawe wszyscy rzucili się do pomocy dopiero wtedy, gdy w powietrzu zaczęły fruwać niebieskie i zielone banknoty (a przy pracy dziwnie często sięgali do kieszeni, nie wiadomo po co).

Gdzie teraz będziesz mieszkać, gdy lada dzień spadnie pierwszy śnieg? Czy pamiętasz, w którym towarzystwie ubezpieczony jest Twój dom? A może w ogóle nie jest ubezpieczony?

Tobie się to nie przydarzy? Pewnie o takim kataklizmie nie myślało też tych kilka rodzin z Katowic, których mieszkania teraz wyglądają tak:

wybuch-gazu-kamienica-runela

Tak wygląda kamienica w Katowicach, która zawaliła się wczoraj (22.10.2014 r.). Foto: Dawid Chalimoniuk/Agencja Gazeta. Źródło: wiadomosci.gazeta.pl.

Jeśli zdaje Ci się, że któryś z elementów Twoich przygotowań na trudne czasy w domu ocalał i nadaje się do użytku, to przyjrzyj się powyższej fotce raz jeszcze. I uświadom sobie, że niewiele przedmiotów jest w stanie wytrzymać uderzenie spadającej belki stropowej.

Survivalista (admin)

Artur Kwiatkowski. Magister inżynier, posiadacz licencjatu z zarządzania. Samouk w wielu dziedzinach, ale nie czuje się ekspertem w żadnej. Interesuje się zdrowym życiem i podróżami. I przygotowaniami na trudne czasy, rzecz jasna!

Mogą Cię zainteresować także...

16 komentarzy

  1. Domi napisał(a):

    Trudna sprawa. Mamy przy sobie prwnie to, co zazwyczaj. Dokumenty, maly zestaw EDC, maly, lekki stary komputer. Gdyby to sie zdarzylo dzis, mialabym tez przy sobie plecak z cieplymi ubraniami na trzy dni- dla siebie i dwojki moich dzieci, wode, troche jedzenia. Pieniadze mam w tej chwili takze na koncie. Gdzie bysmy spali? musielibysmy sie wprowadzic do prababci mieszkajacej w innej dzielnicy. Najgorsze jednak jest to, co potem. Mamy w naszym budynku dwa mieszkania, jedno nasze, drugie babci. Jedno oblozone kredytem na trzydziesci lat, nie mam pojecia skad bysmy wzieli pieniadze na to, by jakos zaczac zyc od nowa… Pewnie wynieslibysmy sie do naszego azylu w gorach, chyba bym juz nie wytrzymala nerwowo w duzym miescie po stracie dobytku…

    ps. pozdrawiam z pociagu do Katowic…

    • Domi napisał(a):

      ach, musze tez dodac, ze w ostatnich miesiacach mialam okazje przekonac sie, ze moge bardzo liczyc na moich znajomych. Nie tylko pomagali w zbiorkach rzeczy dla Ukraincow, kiedy przygotowywalismy paczki na wschod, ale gdy bliskich okradziono, zdalnie, siedzac 400 km dalej zorganizowalam ekipe przyjaciol, ktorzy przyszlo wesprzec psychicznie i pomoc w porzadkach. Takze etap pierwszej pomocy mnie nie przeraza. Przeraza mnie to, co przychodzi potem…

  2. Bunkier napisał(a):

    Tradycyjnie jestem malkontentem, bo stwierdzę, że szansa na zawalenie się mojego budynku jest bardzo niska – wybudowany z sandomierskiej cegły, mury zewnętrzne grubości ≈60cm, ściany nośne na krzyż w całym budynku niewiele cieńsze, mocne stropy… No ale. Załóżmy, że się wali. Niestety zapewne jestem w środku i ginę, ale załóżmy również, że wyszedłem akurat na chwilę… I jesteśmy w du. Bo w mieście nie mamy rodziny, kluczyki do samochodu i zapasowe pewnie akurat były w domu, dokumenty wszelkiej maści również…

  3. red napisał(a):

    Szczęśliwie nie było mnie w domu podczas zdarzenia lecz straciłem wszystko co było w domu. Sprzęt, zapasy, gotówkę itp. Więc zostaję poza domem z autem w aucie zawsze wożę torbę z kilkoma przydatnymi przedmiotami, 2x koc (wełniany + polarowy), bluza polarowa, stara kurtka (znoszona ale ciepła), mam termos, multitool, nóż mora, kilka zapalniczek, zapasowe buty, płaszcz przeciw deszczowy (zwykła foliówka ale zawsze), zapasową bieliznę. Kilka czekolad, racja seven oceans. Tak więc mam środek transportu, podstawowe ubrania, żywność na 1-2 dni. Posiadam też swoje edc (torba na ramię) a w niej telefon, ładowarka, victorinox model wojskowy BW, mini apteczka, portfel (dowód osobisty, gotówka, prawo jazdy, karta do bankomatu), netbook + modem z kartą aero2. Więc mam trochę wszystkiego. Dom jest ubezpieczony aczkolwiek uświadomiłem sobie iż w okresie ostatnich lat wartość nieruchomości w mojej okolicy wzrosła, ponadto przybyło sporo wartościowego wyposażenia tak więc całość jest za nisko oszacowana. W związku z tym będę się musiał zająć sprawą ubezpieczenia w najbliższym czasie.
    W razie wypadku opisanego w scenariuszu pozostaję w mieście 2-3 dni (hotel, przyjaciele lub nawet śpiąc w aucie), ogarniam czy cokolwiek da się uratować z nieruchomości, załatwiam sprawy związane z ubezpieczeniem. Następnie udaję się do miejsca ewakuacji (domek wypoczynkowy całoroczny z ogrzewaniem kominkowym), w punkcie ewakuacji mam również podstawowe zapasy więc nie muszę się zbytnio martwić. Oczywiście wszystko wygląda tylko tak ładnie jak się o tym pisze, sama świadomość utraty domu jest dobijająca, wszystko wykończone jak się chciało, przygotowane znaczne zaplecze itp. nawet jeśli ubezpieczenie pokryje pełne straty to niestety odbudowa domu potrwa i będzie prócz pieniędzy kosztowała wiele czasu i nerwów, odbudowa pełnej „infrastruktury”, sprzęt, zapasy itp. też potrwa. Może zdarzyć się tak iż dom nie będzie nadawał się do odbudowy, wtedy trzeba będzie zacząć wszystko od zera. Jak to wygląda wie tylko ten kto już budował dom…….. Oczywiście można nabyć inną nieruchomość ale nigdy nie będzie ona tak dostosowana do naszych potrzeb jak ta, którą planowaliśmy i modyfikowaliśmy od początku (lokalizacja, użyte materiały, rozplanowanie. sposób ogrzewania, dodatkowe wyposażenie itp. ) ponadto będzie ona wymagała wiele pracy i modyfikacji. generalnie utrata domu/ mieszkania to najgorsza strata jaka może nam się przytrafić podczas katastrofy (mam na myśli straty materialne, bo wiadomo że np. utrata rodziny jest dużo gorsza). Nawet jeśli całość zostanie nam zrekompensowana przez ubezpieczenie, mamy gdzie się zatrzymać, mamy dostęp do środków pieniężnych to i tak sam efekt psychologiczny tego zdarzenia będzie dla nas znaczny, będziemy też mieli gigantyczną ilość spraw do załatwienia, strata czasu i w polskich realiach nerwów na walkę z aparatem państwowo- urzędniczym. Można śmiało stwierdzić iż katastrofa tego typu to najgorsze co nam się może przydarzyć w czasie pokoju.

  4. LosowyNick napisał(a):

    Teraz pewnie nie poradziłbym sobie w takiej sytuacji. Za to wpis dał mi do myślenia – jak się zabezpieczyć:

    1. Garaż – w miarę niezależny od mieszkania. Można w nim trzymać zapas ciepłych ubrań, żywności. Coś, co pozwoli przeżyć przez parę dni.

    2. Magazyn self-storage – jeszcze lepszy od garażu. Możemy trzymać w nim backup środków do życia. Być może trochę gotówki.

    3. Kopia ważnych dokumentów. W przypadku utraty mieszkania wszystkie nasze paszporty, świadectwa ślubu, dyplomy, akty notarialne, umowy z bankami, umowy o pracę itp tracimy bezpowrotnie. Warto zawczasu sporządzić kopię wszelkiej istotnej dokumentacji i trzymać ją w sieci lub w postaci ksero u kogoś z rodziny.

    4. Ciuchy. Jeśli idzie zima warto mieć zapasową ciepłą kurtkę, swetr itp. W końcu zawsze mogliśmy wyjść lżej ubrani w cieplejszy dzień gdy akurat SHTF. Nawet stara niemodna ale sprawna kurtka zimowa zamiast do wyrzucenia może lepiej nadawać się do zapakowania w zapasowym miejscu.

    5. Transport – pewnie będziemy musieli jechać do rodziny, miejsca ewakuacji itp. Dobrze by było nie skończyć z pustym bakiem i brakiem gotówki.

    6. Elektronika i komunikacja – w domu mieliśmy wszystkie ładowarki do komórki, tableta, laptopa itp. No i klops. Dobrze mieć w pracy zapasowe ładowarki do naszych urządzeń.

    7. Dane – jeśli nasz komputer domowy przechowywał wszystkie nasze dane – mamy problem. Wszystkie nasze zdjęcia z wakacji, dokumenty, maile itp odeszły w niepamięć. A jeśli jesteśmy programistą, analitykiem, pisarzem – tym gorzej. Warto zawczasu zadbać o backup gdzieś na sieci.

  5. Fizyk napisał(a):

    Próbuję cokolwiek uratować, ale rozsądnie – nie ma co ryzykować życia dla paru drobiazgów.

    Zapasy i gotówka podzielone na kilka części (jedna w domu, jedna u rodziny 20 km od miasta, cześć poukrywana w razie „W”), trochę pieniędzy na koncie, dokumenty zawsze przy sobie, elektronika to nie problem, wystarczy mi telefon (wszelkie potrzebne dane z komputera zapisuje od razu na dysku przenośnym).
    Przenoszę się tymczasowo na wieś, mam dobre połączenie z miastem. Mam tam część swoich ubrań i miejsce do spania i pracy

  6. Piotr napisał(a):

    W ramach „podwórka” oprócz domu mieszkalnego mam jeszcze domek gospodarczy (mały to mały, wielkości około 30m2, ale dach nad głową jest, piecyk na drewno też, więc zimę jest gdzie przetrwać) oraz… dosyć dużą chlewnię (nie używaną już od ponad 10-ciu lat, przerobiona na pomieszczenia gospodarcze typu garaże, stolarnia, przechowalnia żywności itd. – niestety oprócz stolarni ogrzewanej poprzez webasto, reszta jest nieogrzewana i raczej do improwizowanego ogrzewania się nie nadaje ze względu na rozmiary i brak ocieplenia), budynki (dom mieszkalny, domek gospodarczy oraz stara chlewnia) są rozmieszczone „w narożnikach kwadratu” i oddalone od siebie mniej więcej na odległość 50m, więc trudno aby wszystko zawaliło się na raz nawet w przypadku jakiegoś wybuchu itp.).
    W domu mam większość ubrań oraz sprzętu AGD (pralka, lodówki, kuchnia itp.) więc pod tym względem „cofam się o 100 lat” do prania ręcznego. Zarówno domek gospodarczy jak i chlewnia mają podprowadzony prąd, ale główna rozdzielnia jest w domu (niestety nie jest tak, jak to jest robione teraz w moich stronach, czyli rozdzielnia jest na słupie energetycznym w skrzynce z licznikiem i dom ma osobny obwód i reszta budynków osobny), oczywiście energetycy w sytuacji awaryjnej przyjadą i podprowadzą prąd do pozostałych budynków, ale to potrwa kilka dni i będzie swoje kosztować, warto o tym pomyśleć wcześniej i przebudować instalację elektryczną w obejściu.
    Jedzenie, woda itp. to nie problem, część zapasów żywności oczywiście była w domu, ale część (na przykład warzywa okopowe typu ziemniaki, marchew, buraki ćwikłowe itp., część konserw oraz tzw. „przetwory”) jest przechowywana w tej ex-chlewni, więc na początek „jest co do garnka włożyć” (nie mam tylko mrożonego mięsa, 100% przechowuję w zamrażarce w domu). Ujęcia wody mam trzy, jest wodociąg wiejski, własny odwiert „głębinowy” oraz stara konwencjonalna studnia z wiaderkiem na łańcuchu, te dwie pierwsze w przypadku zawalenia się domu nie będą działać, ale ta trzecia jak najbardziej, więc wodę (zarówno do celów gospodarczych jak i do picia po przegotowaniu) mam.
    Dokument tożsamości, prawo jazdy, komórkę, karty bankomatowe itd. zwykle mam przy sobie. Reszta dokumentów jest przechowywana w domu ale… ubezpieczenie domu mam w PZU a przedstawicielem ubezpieczyciela jest moja sąsiadka (mieszka jakieś 100m ode mnie) z którą mam dobre relacje, a ona przechowuje kopie dokumentów wszystkich moich klientów, była już kilka lat temu sytuacja, że jedna z osób we wsi miała pożar budynku i spłonęły dokumenty, nie było problemów z uzyskaniem odszkodowania, pewnie u mnie też by nie było. Dom nie jest na kredyt, więc problemu z długiem wobec banku nie ma.
    Tracę gotówkę trzymaną w domu, ale „kruszce” mam schowane poza domem (choć w ramach obejścia) więc „goły i wesoły” nie zostaję, dodatkowo udziały w spółkach mam kupione poprzez akty notarialne (i zgłoszone w KRS) a akcje oczywiście kupuję przez biuro maklerskie – nie będzie problemu ze zrobieniem odpisów jeśli chodzi o prawa własności w spółkach czy wyciągnięcie z ksiąg wieczystych potwierdzeń praw do nieruchomości (a akcje mogę po prostu sprzedać od razu, bo zakładam po prostu, że „spieniężam co się da” i jak najszybciej zajmuję się odbudową domu).
    W sprawach zawodowych (jestem na własnej działalności) w zasadzie do pracy potrzebuję tylko dobrego komputera, laptopa mogę kupić jadąc z kartą kredytową do najbliższego „sklepu dla idiotów” (jeśliby żaden z moich trzech komputerów nie przetrwał, zwykle stacjonarny i jeden laptop są w domu, a drugi laptop siedzi „na stałe” w samochodzie, ale zwykle w weekendy ten samochodowy laptop też ląduje w domu, więc mógłby nie przeżyć), wszystkie niezbędne dane do pracy mam zsynchronizowane z „chmurą” (VPS automatycznie raz dziennie backupowany przez dostawcę) więc pod tym względem mogę być „w plecy” maksymalnie kilka godzin pracy. Problemem natomiast byłaby księgowość, tzn. księgowa ma wszystkie dokumenty stricte księgowe (a u mnie są tylko kserokopie) ale… dokumenty dostaje ode mnie raz w miesiącu (oraz nie ma umów jakie podpisuję z klientami, ma jedynie dokumenty rozrachunkowe) więc w skrajnym przypadku mam 4 tygodnie faktur do odtworzenia – da się część odtworzyć, ale niektórzy kontrahenci mogą wykorzystać fakt, że straciłem dokumenty i podejść do sprawy na zasadzie „jaka płatność, za jaką fakturę” (próbować się wykpić, bo nie będę miał „dowodów”, że są mi winni kasę) – kolejna rzecz do przemyślenia (będę wdzięczny za podpowiedzi jeśli ktoś ma pomysł jak do tego podejść, mogę rzecz jasna dawać księgowej dokumenty na bieżąco oraz dawać jej kopie umów, ale to nie rozwiązuje problemu, bo co jeśli „katastrofa” będzie u niej i u niej zginą dokumenty? chyba będę na przyszłość brał dwa egzemplarze „oryginalne”, jeden dla mnie, drugi dla księgowej, bo ksero… to tylko ksero).
    Chyba całkiem nieźle bym przetrwał coś takiego, ale chętnie usłyszę sugestie na temat tego jakich elementarnych rzeczy nie przewidziałem w swoim przypadku.

  7. MikeKilo napisał(a):

    Cześć, ja z grubsza powielę swój komentarz z Facebooka. Moim zdaniem przy takich wypadkach o naszym położeniu decyduje ślepy los-w Katowicach jedna rodzina wyszła bez szwanku, inna cała zginęła pod gruzami, nieraz część możliwych ofiar ratuje nieobecność w domu. Jak będziemy mieli szczęście zniszczenie naszego domu przeżyć , to jesteśmy szczęśliwcami, ale i tak nasza sytuacja jest kiepska. Pewne przygotowania dają szansę, aby żeby była „tylko” zła, a nie skrajnie tragiczna, ale często stoją w kolizji z przygotowaniami na inne sytuacje. Bo na większość problemów gromadzi się zasoby w domu (pieniądze, żywność, narzędzia, ekwipunek), a przy takim zdarzeniu ulegną zniszczeniu, w tym kontekście banki są pewniejsze. Z kolei trzymanie najważniejszych dla nas i najcenniejszych rzeczy solidnie spakowanych w jednym łatwo dostępnym miejscu, aby mieć cień szansy je uratować w razie ewakuacji lub z gruzów, mocniej je naraża w razie włamania itp. W wariancie nieobecności w domu odrobinę pomoże wyposażenie EDC (także psychicznie-aby mieć choć parę swoich rzeczy), można rozważyć noszenie w ramach EDC pendrive z dobrze zaszyfrowanymi istotnymi danymi, warto też mieć w zaufanym miejscu ich kopie zapasowe, może ksera dokumentów, nieco pieniędzy itd. Niezłym pomysłem jest jakiś schowek z rezerwą podstawowych rzeczy, a ideałem byłoby mieć drugie lokum (choćby działkę letniskową), ale nie każdego stać. Aktualnie nie posiadam, jednak pewną opcją na krótkie przetrwanie i przechowanie podstawowych zapasów może być też bezpiecznie zaparkowania poza domem przyczepa campingowa. A chyba najważniejsze po prostu być sensownie od takich nieszczęść ubezpieczonym, aby móc się choć materialnie po takim czymś pozbierać. Bo zgadzam się z Domi, że chyba w obecnych realiach najtrudniejsze wcale nie będzie przetrwanie pierwsze dni (odpowiednie służby i dobrzy ludzie pomogą zabezpieczając podstawy egzystencji), ale późniejsze odbudowanie swojego życia na wszelkich płaszczyznach.

    @Piotr – bardzo dobrze masz to zorganizowane, jedno co można jeszcze uwzględnić, to że nawet mieszkając w zabudowie jednorodzinnej należy też liczyć się z ryzykiem (jeszcze rzadszym, ale jednak możliwym) zniszczenia nie tylko punktowo 1 obiektu (np. dom), ale i całej nieruchomości – bodajże podczas wybuchu i pożaru gazu w Jankowie Przygodzkim spłonęły całe gospodarstwa rolne, podobne skutki mogłaby przynieść też np. katastrofa lotnicza (upadek dużego samolotu akurat na nasz dom-rzadkie, ale możliwe) i parę innych zdarzeń w dużej skali (choćby powódź).
    Dlatego moim zdaniem najlepszym zabezpieczeniem na wypadek bycia ofiarą takiej katastrofy są pewne zasoby zlokalizowane w miejscu bezpiecznym, dostępnym, ale jednak nieco odległym od naszego zamieszkania.

  8. paprokles napisał(a):

    Widzialem takie cos na wlasne oczy…

    W czasach kiedy nie bylo nic (a mnie sie wydaje ze to bylo przedwczoraj) 2 facetow z domku obok mojego bloku robilo fajerwerki na sylwestra. Pierdyknelo wczesnym rankiem (jeden na miejscu a jeden w szpitalu), jakiegos goscia razem z posciela wydmuchnelo przez okno i cisza… patrze przez peknieta szybe i po jakims czasie przyjechala straz pozarna (karetek nie pamietam – moze byly z drugiej strony budynku) i wtedy zaczela sie prawdziwa akcja – milicjanci „odsuneli” wszystkich gapiow i mieszkancow w pizamkach a strazacy zaczeli lac wode. Zalali cale pietro (i stryszek) w wyniku tego caly budynek sie zawalil a potem to wszystko zamarzlo. Budynek rozebrano dopiero na wiosne a ze wzgledu na „materialy wybuchowe” zaden mieszkaniec nie mogl podejsc do budynku i stojacego w sniegu pojazdu bo milicja pilnowala.

    Tak jak wtedy tak i teraz „grunt to rodzinka”.

    Pozdrawiam.

  9. Jasio napisał(a):

    1. Nie wiem co niektórzy zrobią z kserokopiami dowodu czy paszportu – gdzie coś takiego przyjmują ?
    2. Kserowanie aktów notarialnych nie ma sensu – to nie są oryginały tylko odpisy lub wypisy, po dodatkowe zawsze można iść do notariusza.
    3. Problem może być z umowami wszelakimi – z kserami może być duży problem np. przed sądem. Jedyne co pozostaje to zrobić kopie notarialne.
    4. Ciekawe jak autor się przygotował na taką wersję wydarzeń.

    • Piotr napisał(a):

      Kserówki nie mają wartości urzędowej, ale mają wartość praktyczną, masz na nich wszystkie numery PESEL, NIP, numery polis ubezpieczeniowych, numery ksiąg wieczystych, numery ewidencyjne działek/nieruchomości, numery dokumentów i daty ich utworzenia, numery kont bankowych itd. Gdy potem idziesz do notariusza po odpis aktu notarialnego, to informacja typu „poproszę o odpis aktu notarialnego nr X z dnia Y” jest konkretną informacją i pozwala szybko załatwić sprawę, a informacja „jakieś dwa lata temu jesienią” jeśli notariusz nie ma zinformatyzowanego archiwum, może znacznie przedłużyć czas odtwarzania dokumentów. Ksero dowodu, prawa jazdy czy paszportu może się przydać chociażby przy unieważnianiu dokumentu (nr dowodu osobistego akurat pamiętam, ale paszportu już nie). Warto zgłaszać utracone (nawet w ten sposób) dokumenty tożsamości, bo może być tak, że jednak ten dokument gdzieś „w gruzach” przetrwał i ktoś go znajdzie i wykorzysta do jakiegoś wyłudzenia, a zgłoszenie utraty dokumentu tożsamości na Policji oraz w banku spowoduje, że dokument wyląduje na „czarnej liście” i pozwoli to w znacznym stopniu uniknąć próby podszycia się pod nas przez osoby trzecie, nie wszystkie instytucje z takich rejestrów korzystają, ale korzystają z tego wszystkie banki, większość SKOK-ów i „firm pożyczkowych” (mających dostęp do BiK, systemu Związku Banków Polskich z bazą „niesolidnych” klientów itp.), Policja, służby celne itp. Same ksera jako takie nie zastąpią oryginałów, ale informacje w nich zawarte mogą być jak najbardziej przydatne.

      • Jasio napisał(a):

        1. Ok, zgoda – co prawda do zastrzeżenie dokumentów w urzędzie żadne kserokopie nie są wymagane [to już jakieś kuriozum by było], ale w bankach faktycznie może się przydać.

        2. Ksero aktów notarialnych – większego sensu nie ma, chyba ze ktoś lubi mieć makulaturę – sensowniej jest zapisać sobie datę aktu, nr repertorium, notariusza i kancelarię notarialną. Poza tym akty i tak są w księgach wieczystych – wystarczy tam zajrzeć.

        • Survivalista (admin) napisał(a):

          No właśnie ja mimo wszystko nie polegałbym wyłącznie na księgach wieczystych. Jestem głęboko przekonany, że w razie wojny czy jakiegoś innego poważnego kataklizmu o ogólnopolskim zasięgu system elektronicznych ksiąg wieczystych może szlag trafić. I dlatego wolałbym mieć potwierdzenie na papierze mojego prawa własności do nieruchomości.

  10. Boungler napisał(a):

    Wybuch miał miejsce w nocy. My mieliśmy zakwaterowanie od 9:00 dokładnie 100 metrów od tej kamienicy. Z naszego okna widać było dokładnie zniszczenia. W czasie dojazdu dostaliśmy informację że budynek wyleciał w powietrze i że są totalne utrudnienia w komunikacji. Przyjechaliśmy na miejsce i zrobiłem rekonesans, tego co dostępne było dla cywila.

    Siła wybuchu wywaliła szyby w oknach w niemal wszystkich budynkach w obrębie 50-100 metrów. W naszym pokoju również poleciało jedno okienko. Mieszkańcy zostali natychmiast ewakuowani i pierwsze co usłyszałem od kolegi, który nie miał do czynienia z podobną sytuacją… – teraz rozumiem po co robicie te plecaki ewakuacyjne. Ludzi spędzono z mieszkań w szlafrokach, piżamach, kapciach. Było zimno i padał deszcz. Do tego oczywiście dochodzi szok, czyli próba poskładania myśli, ogarnięcia całej sytuacji. Kamienice wyglądały makabrycznie. Ciemne pokoje, puste okna i falujące na zewnątrz białe firanki. Praktycznie wszędzie, jak po jakimś nalocie.
    Jeżeli do tej pory nie byliście świadkami podobnego zdarzenia – to nie można tego podczepić pod żaden scenariusz. Można tylko przypuszczać co człowiek by zrobił i jak mógłby się zachować. Ale to co analizujemy i to co faktycznie moglibyśmy zrobić w takim przypadku to są 2 różne rzeczy.

    W porannej prasie czytam: „prosimy o koce i ubrania. Nie mamy nic, wszystko zostało w mieszkaniu”. Ludzie żyją z dnia na dzień, nikomu nie przychodzi do głowy co może się stać dzisiaj, jutro… za chwilę…
    Nie mają żadnej alternatywy, natomiast potrafią się śmiać z tych, którzy tak jak my lubią być przygotowani na różne sytuacje. Nie twierdzę że ofiary tej katastrofy takimi były ale na pewno wiele osób ewakuowanych uświadomiło sobie to i owo.

    To są stare kamienice, zapuszczone i nie remontowane. Wszędzie są instalacje gazowe. Mieszkanie w takim budynku z sąsiadami to jak dla mnie totalna niepewność. Skąd bowiem możemy wiedzieć czy dziadek z babcią nie zasnęli sobie, a garnek z ziemniakami zalał palnik gazowy? Gdy wynajmowałem mieszkanie w bloku to wybraliśmy takie gdzie nie ma instalacji gazowej. Nie chodzi o to że gaz jest zły. Gaz to technologia, która nie jest ani zła ani dobra. Jednak zawsze pozostaje czynnik ludzki i choćbyśmy mieli 20 czujników gazowych w domu to nigdy nie będziemy mieli wglądu do tego co wyczynia nasz sąsiad za ścianą.

  11. GNOM napisał(a):

    Przykra sprawa ale:
    Jeśli rodzina przeżyła to:
    pakuję rodzinkę do auta i udaje się do naszego całorocznego domku na wieś który jest przygotowany na wszystko. Na drugi dzień musiałbym kupić tylko książki i zeszyty do szkoły dla dziecka. A „największym” problemem byłby codzienny dojazd do pracy i szkoły.
    W między czasie zajął bym się sprawą odszkodowania i całą tą sytuacją.

    • Boungler napisał(a):

      Samochody stojące pod kamienicą zostały zgniecione na papier. Spadła na nie cała ściana. Nie zawsze i nie wszyscy mogą kupić książki do szkoły. Załóżmy że Twoje osobiste rzeczy zostały w mieszkaniu a straż p. oświadczyła że nie ma możliwości wejścia do środka ponieważ kamienica jest do rozbiórki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Informuj mnie o odpowiedziach poprzez e-mail. Możesz również subskrybować wpis bez zostawiania komentarza.

banner