Zabezpieczenie finansowe [film]

Dużo miejsca poświęcamy tu zapasom żywności, ale pod kątem przetrwania trudnych czasów jest jeszcze jedna rzecz o fundamentalnym znaczeniu. Jest nią zabezpieczenie finansowe, które pomoże w bardzo wielu scenariuszach, na które się przygotowujemy.

Bo przecież nowoczesny survival to nie tylko przygotowanie na apokalipsę zombie, ale także na utratę pracy, czy śmierć małżonka. A im większy mamy zapas pieniędzy, tym dłużej możemy z tych oszczędności się utrzymać — czyli tym dłużej możemy szukać pracy. I być może uda nam się w tym czasie znaleźć porządną pracę, która nie pogorszy w znaczący sposób naszego życia.

zabezpieczenie-finansowe-pieniadze-oszczednosci-zloto-srebro

Gotówka

Pierwszym punktem naszych przygotowań finansowych na trudne czasy powinna być najzwyklejsza, papierowa lub metalowa gotówka.

Gotówka przyda się w sytuacji, gdy z różnych przyczyn nie będzie można sięgnąć do pieniędzy znajdujących się w banku. Można wyobrazić sobie scenariusz, w którym bank bankrutuje (albo tylko jest bliski bankructwa) i wprowadza limity wypłat gotówki. Albo w ogóle już jej nie wypłaca. Tak samo może zdarzyć się sytuacja, gdy nie działać będzie internet, przez co nie będą funkcjonować bankomaty i nie będą autoryzowane karty w terminalach płatniczych.

Optymalnie byłoby mieć w domu gotówkę na 3 miesiące życia. Absolutnym minimum jest naszym zdaniem zapas gotówki na 1 miesiąc — przy czym uwzględniamy wszystkie koszty utrzymania: zakupy, paliwo, energia, rachunki, czynsz za wynajem mieszkania, ratę kredytu. Dobrze jest mieć zapas gotówki w różnych miejscach, by jej w razie czego nie utracić w całości.

Obce waluty

Obawiając się utraty wartości przez złotówkę, można kupić zapas obcych walut. W naszej okolicy geograficznej najlepsze będą prawdopodobnie dolary (USD), euro (EUR) i ewentualnie franki szwajcarskie (CHF). Te 2-3 waluty powinny znaleźć się w naszych domach.

Konta bankowe

Dobrze jest mieć w dwóch niezależnych od siebie bankach. Banki miewają czasem problemy z dostępnością ich internetowych systemów transakcyjnych, a taka awaria łatwo może odciąć Cię od wszystkich Twoich pieniędzy.

Albo tylko od połowy, jeśli masz dwa konta w banku i trzymasz na nich podobne kwoty.

Oszczędności, lokaty, obligacje

Wszelkiego rodzaju lokaty powinny być ustawione w taki sposób, by kolejne lokaty kończyły się co kilka miesięcy. Przykładowo, jeśli mamy na lokatach 12 000 zł, dobrze byłoby mieć co najmniej 6 lokat rocznych po 2 000, kończących się (odnawiających się) co kolejne 2 miesiące. Tym sposobem, gdy pojawi się potrzeba uruchomienia części z pieniędzy, musimy w najgorszym wypadku poczekać kilka tygodni, by móc dostać się do tych pieniędzy bez utraty zarobionych odsetek. Chyba, że masz lokatę, w której odsetki naliczane są bez względu na moment jej rozwiązania.

Podobnie powinna wyglądać sytuacja z obligacjami — zarówno państwowymi, jak i korporacyjnymi. Możliwa jest sprzedaż obligacji przed oficjalnym terminem jej wykupu, ale najczęściej odbywa się to z pewną stratą.

Metale szlachetne — srebro i złoto

W tej właśnie kolejności, bo Polakowi łatwiej jest kupić uncję srebra (w tej chwili niecałe 60 zł), niż uncję złota (w tej chwili ok. 4 000 zł).

Część ludzi uważa, że papierowy pieniądz jest bezwartościowy, a tylko te kruszce (plus ewentualnie platyna) mają jakąkolwiek wartość. Inni z kolei twierdzą, że metale szlachetne to tylko towary, jak pszenica i ropa naftowa, a ich cena odzwierciedla relację między popytem, a podażą.

Prawda leży pośrodku. A fakty są takie, że bywały okresy, w których papierowy pieniądz tracił na wartości bardzo mocno, zaś złoto i srebro utrzymywały swoją wartość. Ulokowanie w nich części naszego finansowego zabezpieczenia sprawi, że skutek obniżenia wartości złotówki będzie dla nas mniej dokuczliwy. Nie oznacza to jednak, że z dnia na dzień staniemy się bogaczami.

Złoto i srebro polecamy kupować w sklepie monety-inwestycyjne.pl, w którym na hasło survival dostaniecie bezpłatną wysyłkę przy większych zamówieniach. Srebro można też kupować w sposób omówiony w tym artykule.

Kiedy i jak przyda się zabezpieczenie finansowe?

Te wszystkie warstwy finansowego zabezpieczenia mają nam pomóc przetrwać trudne czasy. Bo niemal w każdym scenariuszu, jaki można sobie wyobrazić, prawie na pewno będzie funkcjonować jakiś rynek. I na tym rynku na pewno będzie funkcjonować jakiś pieniądz. Może nie papierowa złotówka, ale srebrne monety. Ale na pewno pieniądz na nim będzie. I za ten pieniądz będzie można kupić inne potrzebne nam dobra.

A przecież łatwiej zrobić zapas kilku uncji złota, niż kilku tysięcy litrów paliwa, prawda?

Survivalista (admin) i Krzysztof Lis

Artur i Krzysiek z wykształcenia są inżynierami (a Artur jest także magistrem zarządzania). Obaj są zafascynowani tematyką przygotowań na trudne czasy.

Mogą Cię zainteresować także...

46 komentarzy

  1. Leszek LJM napisał(a):

    Równie dobrze ekwiwalentem pieniądza mogą być pewne towary. Oczywiście zapas kilku tys litrów paliwa, to spory kłopot. Ale już zrobienie zapasu 100-200 litrów mocnego alkoholu to nie aż taki kłopot, przy odpowiednim wyborze na codzień będzie to ciekawa kolekcja, a w chwili kryzysowej waluta, odkażacz, kalorie i rozpałka, ew. nawet i broń.
    Oczywiście gotówka i kruszce też istotne, bo jeszcze pamiętamy zamykanie banków na południu Europy.

    • Survivalista (admin) napisał(a):

      Towar może być ekwiwalentem pieniądza tylko w określonych przypadkach. Możesz zamienić wódkę na ziemniaki, jeśli właściciel ziemniaków ma ochotę na wódkę. Albo wtedy, gdy w jego ocenie uda mu się później łatwo tę wódkę zamienić na baterie, prezerwatywy, czy co mu tam jest do szczęścia potrzebne.

    • midway napisał(a):

      W przypadku lokalnych katastrof (poczynając od utraty pracy, poprzez powódź lub pożar) tradycyjna gotówka będzie praktyczniejsza od

  2. Powolniak napisał(a):

    Gdzie to srebro po mniej jak 60 zł?? Na monety-inwestycyjne.pl ceny są dość wysokie można dostać taniej.
    Jak to rozsądnie trzymać w sejfie ok 2500-3000 w gotówce ok 1kg srebra (w jedno uncjowych monetach np. Filharmoniki chyba najtańsze)i 1 uncji złota. Na lokatach i w funduszach inwestycyjnych ok 25000. Trudno mi się wypowiedzieć na temat obcej waluty ale warto coś mieć. Jeśli chodzi o różne banki to ja i żona mamy konta w innych i to chyba wystarczająca dywersyfikacja. Najważniejsze to oszczędzać i nie pakować się w kredyty a reszta przyjdzie sama.

  3. Piotr napisał(a):

    Moim zdaniem najlepszymi „oszczędnościami” są aktywa. Oczywiście jakiś zapas pieniędzy (albo może bardziej ogólnie – środków płatniczych) dobrze jest mieć ale… skoro już się jakieś pieniądze zarobiło i są „nadmiarowe” (czyli nie zostają wydane w cyklu miesięcznym) to czemu te pieniądze mają leżeć odłogiem? Przecież mogą być zainwestowane w coś, co przynosi dochód pasywny. Dochód pasywny to coś znacznie więcej niż oszczędności, bo się „nie kończy” tak jak oszczędności (a aktywa przynoszące dochód pasywny oczywiście też są lokatą kapitału, którą można sprzedać jeśli będziemy nagle potrzebowali większej gotówki).
    Gotówka czy kruszce po prostu leżą odłogiem i nie zarabiają, to jest „zamrożenie” pieniędzy.
    „Chomikowanie” kasy to jak trzymanie prądu w akumulatorach – niezależnie ile tych akumulatorów będziemy mieli, to i tak prąd w nich się kiedyś skończy, zamiast inwestować w akumulatory lepiej mieć kilka akumulatorów i a resztę inwestować w wiatraki (nawet małe) – to tak przez analogię z prądem 😀
    Jakie aktywa kupować to już zależy od wiedzy i umiejętności oraz możliwości finansowych, jedni będą kupować ziemię aby ją dzierżawić innym (wpływy to opłata za dzierżawę + część dopłat unijnych), a inni na przykład kupią automaty wrzutowe, które „same” będą sprzedawać porcje orzeszków, jeszcze inni kupią akcje stabilnych spółek aby mieć coroczne dywidendy itp. – każdy znajdzie coś dla siebie (każdy się zna na innych rzeczach), trzymanie dużej kasy na lokatach (czy to bankowych czy kruszcowych zakopanych w ogródku) to marnowanie potencjału. W dłuższej perspektywie duże lokaty są nieopłacalne (ewentualny zysk z nich to kwestia przypadku, gdy na przykład skoczy w górę kurs jakiejś waluty czy kruszcu, ale to swego rodzaju „hazard”).
    Oczywiście co innego zapas gotówki na bieżące potrzeby ale… generalnie moim zdaniem mając już tej gotówki powiedzmy na miesiąc do przodu resztę lepiej jest lokować w aktywa a nie w pasywne środki płatnicze – może w krótkiej perspektywie różnica wydaje się niewielka, ale na przestrzeni lat opłaca się inwestować w postęp geometryczny 😀

    • powolniak napisał(a):

      Tylko że kruszcze uważam za awaryjne pieniadze wrazie jakiegoś pierdolnięcia a nie inwestycje. Więc swiadomie godze się z wachaniem kursu. Pasywny dochód jest raczej nierealny za niewielkie pieniadze tzn10k-50k do tego potrzeba minimum 200 300kk.

      • Piotr napisał(a):

        300kPLN to wystarcza aby się całkowicie utrzymywać z pasywnego dochodu a nie tylko żeby mieć „jakiś” dochód 😀 Przy IRR rzędu 10% rocznie (czyli żadna tam jakaś mocno ryzykowna inwestycja, bo to jest tylko na każdych 100zł zarobienie „na czysto” 80gr) masz na koniec roku „wypłatę” 30kPLN (2500PLN miesięcznie) i… kasa „podstawowa” w ogóle nie naruszona. Oczywiście IRR=10% liczę jako netto (czyli po uwzględnieniu podatków Belki, inflacji itp.). Gdybym miał teraz około 500kPLN (ale nie w postaci kredytu, tylko kasę „bez obciążeń”) to nie tylko mam pasywny dochód, ale mam rentierstwo (nie muszę pracować przez resztę życia) 😀

        • pawel21 napisał(a):

          marzyc zawsze można

        • powolniak napisał(a):

          Z 500k pasywny dochod tak rentier nie

          • Piotr napisał(a):

            Oczywiście, masz rację, przekonały mnie przede wszystkim przytoczone przez Ciebie argumenty. Gdybyś napisał „nie wiem jak” czy „opisz jak to robisz”, no ale takie 100% pewności wypowiedzi zamyka dyskusję – przekonałeś mnie, nie wiem co robię i nie mam pojęcia ile przynosi to, co już mam w obrocie 😀
            Pozdrawiam i wzrostu cen złota życzę (oczywiście po tym, jak już je kupisz).

          • Survivalista (admin) napisał(a):

            A ja chętnie poczytam, jak zainwestowałeś 300k i w jaki sposób wyciągasz z nich te ostrożne 10% rocznie.

            Czy ile tam zainwestowałeś i w co konkretnie.

          • POWOLNIAK napisał(a):

            Jak dla mnie 10% BEZPIECZNEGO zwrotu na czysto jest nierealne. Z chęcią wysłucham jak to zrobić. Jednak uważam że sensowne pieniądze widziałeś w Excelu a złoto u mamy na palcu:)

          • Piotr napisał(a):

            Owszem, na BEZPIECZNE 10% nie masz szans, ale na STATYSTYCZNE jak najbardziej. Ale nawet patrząc BEZPIECZNIE, to za 500kPLN kupujesz powiedzmy 20ha ziemi (na obszarze objętym ONW) i masz z tego około 1100zł/ha samych dopłat unijnych (czyli 22000/rok), do tego aby ziemia nie leżała odłogiem (bo Ci dopłaty cofną) użyczasz ją sąsiadom do swobodnego gospodarowania (ważne aby nie była to dzierżawa itp. bo wtedy to oni będą mieli prawo do dopłat unijnych a nie Ty) i w praktyce masz dodatkowo jeszcze około 300-500zł/ha od nich (jak to „ubierzesz” formalnie w papiery, to już zalezy od Ciebie – jeśli masz odpowiednią wiedzę prawno-podatkową, to wiesz co w Twoim przypadku pociagnie najniższe koszty dodatkowe), biorąc średnią 400zł/ha masz dodatkowo 8000zł/rok czyli razem 30000/rok = 2500/m-c w 100% bezpieczne (bez jakiegokolwiek ryzyka utraty ziemi, bez ponoszenia „kosztów własnych” itp.) czyli masz w okolicach średniej krajowej nawet jeśli nic nie robisz – niestety tylko 6-7% rocznie. Ja takich hektarów mam 12 (ogólnie mam więcej, ale reszta to lasy – wg was nie kwalifikują się pewnie jako bezpieczne, bo przecież pożar może być, no i przychód jest dopiero po wielu latach :D).

            Jeśli chcesz zarabiać więcej na kapitale, to musisz podejmować skalkulowane ryzyko – innej możliwości po prostu nie ma, musisz się liczyć z tym, że straty też będą i inwestować tak, aby mimo wszystko STATYSTYCZNIE wyjść na swoje. Ja mam około 80tys w giełdzie, z czego za około 40tys kupiłem akcji Boryszewa gdy ludzie spanikowali i w kwietniu kursy spadły (kosztowały około 4,20zł), sprzedałem po kilku miesiącach za 7zł gdy panika się skończyła, to że na pozostałych 40tys. (w dwóch innych spółkach) wyszedłem mniej więcej na zero (nie wiem ile będzie z nich dywidendy, liczę tylko sam kurs akcji) nic nie znaczy, bo całościowo (po uwzględnieniu inflacji, podatków, prowizji biur maklerskich itp.) jestem około 20% do przodu, co jest i tak powyżej średniej, średnio mam około 12-13% rocznie od czterech lat (zaczynałem od 50tys), ale nie inwestuję „bezpiecznie” (czy broń Boże poprzez fundusze inwestycyjne itp.), nie inwestuję też „hazardowo”, po prostu podejmuję skalkulowane ryzyko i tylko w branże, o których mam pojęcie i wiem co się dzieje na rynkach, nie robię dywersyfikacji na kilkanaście spółek, bo wtedy uzyskam tylko „średnią”, wkładam kasę zwykle w 2-3, maksymalnie 4 spółki i nie na zasadzie ciągłego tasowania dziś kupić jutro sprzedać (tak też się da, ale to wymaga poświęcenia dużej ilości czasu – mój znajomy w tym siedzi po kilka godzin dziennie i ma z tego jeszcze więcej, ja tylko słucham jego rad w kwestiach inwestycji co najmniej kilkumiesięcznych, jak na razie biorąc pod uwagę całość kapitału jeszcze nie wtopiłem, choć oczywiście nieudane „cząstkowe” lokaty były).

            Co do złota na obrączce mamy – moja mama obrączki od wielu lat nie nosi (i nic Tobie do tego z jakiego powodu). Złota owszem, nie zbieram, kapitał w postci nieruchomości (ziemia, lasy, budynki) mam około 1000kPLN ale niestety regularny dochód pasywny przynosi tylko 1/3 z tego majatku i przynosi dochód „bezpieczny” a więc niestety mały, rzędu 6-7% rocznie.
            Sumarycznie (miesięcznie) mam około 1700PLN z ziemi i około 800zł z giełdy czyli razem około 2300zł przychodu pasywnego. Do tego pracuję jako informatyk w ramach umów o dzieło ze średnią stawką 125zł/h (brutto) i mam z tego około 8kPLN (netto) miesięcznie – nie jest źle, z tych około 10tys część, zwykle około 2tys wraca ponownie „w obieg” aby sukcesywnie zwiększać dochód pasywny.

            Nawet myśląc „po waszemu” czyli „aby nie stracić nawet 1zł” można sprzedać te 600kPLN „nieaktywnych” nieruchomości (budynki i lasy) i za to kupić zwyczajną ziemię i mieć z całości ziemi spokojnie 5000/m-c – taka „emeryturka” spokojnie by mi wystarczyła (a dorabiać sobie zawsze można, w końcu to nie emerytura z ZUS, że jak się za dużo zarobi, to zabiorą), problem jednak w tym, że mam trochę członków rodziny na utrzymaniu (rodzice i dziadek mają emerytury rolnicze – śmiech na sali, stypendium na studiach miewałem większe) i mają dodatkowo podejście w stylu „starych drzew się nie przesadza” – chcą mieszkać nadal tam gdzie mieszkają itd. więc „rewolucji” nie robię, zwłaszcza że nie muszę, z roku na rok robi mi się coraz większa „górka” i jeśli będzie szło tak, jak idzie do tej pory, to zostanę „emerytem” za jakieś 5 lat (będę miał wtedy 43 lata) – te 5 lat później nie zrobi mi jakiejś wielkiej różnicy (a pewnie i tak nie usiądę w przysłowiowych „kapciach przed telewizorem” tylko będę coś robił, ale już nie dlatego, że będę musiał, ale dlatego, że będę chciał, a wynagrodzenie bedzie „bonusem” a nie koniecznością aby było co do garnka włożyć).

            Ładując wszystko w kruszcze/lokaty po prostu miałbym oszczędności – tylko tyle, ja wolę wkładać pieniądze w źródła dochodu, one także stanowią oszczędność (zawsze można je sprzedać) ale przy okazji zarabiają. Nie twierdzę, że to jest najlepsza droga dla wszystkich, po prostu w moim przypadku się opłaca i w moim przypadku składowanie w pasywnych oszczędnościach nie ma sensu – każdy decyduje sam i tyle.

          • Piotr napisał(a):

            Edit: 800zł/m-c z giełdy i udziałów – bo oprócz giełdy mam jeszcze udziały w dwóch spółkach z o.o. ale to inny temat (udziały mam jako aport, czyli nie finansowe, ale w postaci praw autorskich na oprogramowanie – nie pisałem o tym wyżej, ale wspominam jakby ktoś się czepiał szczegółów, podatkowo to jest kasa z udziałów :D).

          • banczuk napisał(a):

            A swistak siedzi i zawija w srebełka.

        • soli1 napisał(a):

          Słabo się znam na wewnętrznej stopie zwrotu, zatem chętnie zapoznam się z jakimś przykładem „IRR rzędu 10% rocznie”, bo jakoś tylko Ambergold przychodzi mi do głowy 🙂

          • Survivalista (admin) napisał(a):

            Tu trochę przesadzasz, ale na przykład wynajem garażu w dużym mieście powinien dawać zbliżoną stopę zwrotu.

            Garaż w Warszawie można kupić za 20 000 zł (choć fakt, są i droższe), albo wynająć za 200 zł miesięcznie.

          • soli1 napisał(a):

            ok. teraz już rozumiem (garaż) ale tu oprócz podatków Belki i inflacji pojawią się również koszty własne, które znacząco obniżą ten zysk

      • Piotr napisał(a):

        Odnośnie „na każde 100zł zarobić 80gr” – miałem na myśli oczywiście zarobek miesięczny 😀

  4. Jasio napisał(a):

    Czyli mamy zbierać gotówkę, złoto, walutę, srebro, żywność wszelaką, wodę, plecaki, namioty, apteczki, noże, maczety, latarki, konserwy, ubrania, rowery, smary, piły, siekiery, pompy, akumulatory, itd. itd. itp., kupić działkę (albo lepiej kilka), zbudować bunkier, ziemiankę, itd. itd. itp.
    Może od razu napiszcie jak zostać milionerem.

    • Survivalista (admin) napisał(a):

      Uwielbiam takie komentarze.

      Moim skromnym zdaniem, jeśli nie stać Cię na to, by zabezpieczyć siebie i swoją rodzinę choć w najbardziej podstawowym stopniu przed trudnymi czasami (powiedzmy zrobić zapas gotówki i żywności na 3 miesiące), to nie stać Cię też na nowy telewizor, samochód, czy wycieczki. A jeśli nie masz ani złotówki, by poświęcić ją na przygotowania, pozostaje tylko Ci współczuć. I ewentualnie poszukać dodatkowej pracy.

      Znasz to powiedzenie: „kto chce, szuka sposobu, kto nie chce, szuka pretekstu”?

      • Jasio napisał(a):

        Dzięki, postaram się komentować częściej 🙂

        Poważnie trzymasz 3-miesięczny zapas gotówki w mieszkaniu – złodziei się nie boisz ?

        Ad rem:
        Masz zapas gotówki, lokat, srebra, złota, obligacji, dolarów, euro, franków, funtów – tak żeby wartość każdej z nich zabezpieczała potrzeby Twojej rodziny na 3 miesiące ? Tudzież bitcoina na dodatek ? A jak powiedzmy cena srebra spada o połowę – dokupujesz czy sprzedajesz ?
        Masz konta w 2 różnych bankach, karty debetowe z 2 różnych systemów plus kartę kredytową (za granicą czasem niezbędna) ?
        Ilu znasz ludzi którzy mają takie środki odłożone tylko z własnych zarobków ?

        A przecież zabezpieczenie to nie jedyna potrzeba człowieka – trzeba też odkładać na różne inne cele (dom, samochód, dzieci, wakacje, itd. itp.). Należ kupować zapasy tego i owego co kosztuje i to czasami niemało.
        Stąd mój ironiczny post, że jak nie masz miliona to nie bierz się za surwiwal.

        • Leszek LJM napisał(a):

          Jasio rozumiem twój tok myślenia, ale zauważ, że małe szanse na wykonanie 100% planu nie oznaczają, że nawet nie powinieneś próbować.
          POpatrz na to z innej strony: jak idziesz ulicą z punktu A do punktu B, to jest spora szansa, że nie dojdziesz, bo:
          – kogoś spotkasz i wdacie się w pogaduchy
          – będzie huragan i zginiesz
          – rozjedzie Cię pijany kierowca
          Czy jednak możliwość nie wykonania 100% planu przejścia z punktu A do B zatrzymuje Cię?

          • Jasio napisał(a):

            Ależ mam -stając się milionerem. Tyle tylko że, o ile nie zarabiasz naprawdę dużo, to paradoksalnie milionerem nie stajesz się zapewniając sobie bezpieczeństwo tylko ryzykując. Czyli coś dokładnie odwrotnego niż się tu propaguje.
            Innymi słowy umrzeć możemy w każdej chwili, tylko czy naprawdę mamy przeżyć życie w ten sposób ?

          • Survivalista (admin) napisał(a):

            „w ten sposób”, czyli w jaki?

            Jeśli dla kogoś wyższą wartość ma wycieczka za granicę dla całej rodziny, niż poczucie bezpieczeństwa dawane przez oszczędności na kilka miesięcy życia, to chyba i tak tu nie zagląda.

            A ten serwis absolutnie nie dotyczy tego, jak zostać milionerem, tylko jak zapewnić sobie i swojej rodzinie bezpieczeństwo na trudne czasy.

          • Leszek LJM napisał(a):

            Ja myślę raczej: ryzyko ok, ale kontrolowane. I chyba o to chodzi na tym blogu, żeby zabezpieczyć się przed różnymi ryzykami.
            Przed wszystkimi ryzykami i tak się nie zabezpieczysz 🙂

    • pawel21 napisał(a):

      wypowiedź mocno zabarwiona cynizmem ale właśnie tak uważam należy robić, kwestia podejścia tz. nie sztuka dla sztuki czy specjalnie zbieranie tego wszystkiego bo przyjda zobie ale np. kupic działkę ,żeby miło spędzic czas , zainwestowac nadmiar gotówki, korzystac w razie potrzeby. Siekiera to nie tylko zombie ale przydatna rzecz na codzień, nawet niezedna jak masz działkę itd itd. Co do ostatniego o milionerze temat rzeka ale odłuż 20-30 % swoich dochodów na skromne 3-4% a na emeryturze będziesz bogatym człowiekiem ew. jak coś wypadnie po drodze to bedziesz gotów

      • Leszek LJM napisał(a):

        Ja myślę, że tak należy podchodzić do każdej porady na tym blogu. Jeśli coś kupić, to to, czego używam na codzień, a w jakimś niespodziwanym przypadku nie będę musiał chodzić po głodnych / wkurzonych sąsiadach i się prosić.
        Przykład siekiery – jak najbardziej. Takie przykłady można mnożyć. Autor bloga to samo mówi o żywności: kupuj to, co i tak zjesz.
        A oszczędzanie? Czemu nie?
        I z tymi 10% rocznie NETTO to jakoś słabo to widzę. Giełda rok rocznie na pewno nie. Wynajem np. garażu, też niby 10% do osiągnięcia, ale zdarzy się pustostan, nieuczciwy najemca (za którego podatki i tak trzeba zapłacić!), albo coś będzie poniszczone i wymaga naprawy i już 10% się poszło paść.
        Co nie zmienia faktu, że każdemu na tym blogu życzę 10% i więcej zwrotu z każdej inwestycji.

  5. banczuk napisał(a):

    Nie twierdzę że nie należy ich mieć ale uważam że to jednak jest drugorzędne w przypadku survivalu domowego na naprawdę trudne czasy. Zbyt skomplikowane przeliczanie itp.

    Paliwo jedzenie narzędzia są dużo bardziej wygodne w wymianie i handlu.

    A teraz zagadka
    Co to jest?
    Otwiera większość drzwi, zjednuje przyjaciół, ułatwia komunikację, pomaga załatwić wiele spraw, niewielu go nie przyjmie, pomoże w chorobie i w zdrowiu, zrobisz to sam, możesz tym zapłacić albo mieć za to zapłacone, dobre na stypę i na wesele?

    Stosować wewnętrznie i zewnętrznie. Szybkowar, chłodnica i można produkować środki wymiany. C2H5OH to jest waluta na trudne czasy.

    • Survivalista (admin) napisał(a):

      Nie zgodzę się.

      W spożywczaku nie zapłacisz za jedzenie paliwem ani narzędziami. Zapłacisz pieniędzmi.

      Jak stracisz pracę i będziesz potrzebował jeść, możesz zacząć sprzedawać narzędzia, a gotówkę wymienić na żywność. Możesz też mieć pieniądze.

      Nie da się z góry przewidzieć, jakie sytuacje nam się w życiu przydarzą. Można więc tylko starać się znaleźć równowagę między pieniędzmi, a innymi środkami do przetrwania trudnych czasów (żywność, paliwo, narzędzia, alkohol). Osobiście stawiałbym pieniądze na pierwszym miejscu, czyli radziłbym mieć zapas pieniędzy choćby na 3 miesiące życia, zanim ktoś zacznie robić zapas żywności.

      • banczuk napisał(a):

        Ten artykuł bardziej pasował by do testu farelek niż do testu pieca ceglanego. Wiecie o co chodzi?
        Oszczędzanie jest jak kupowanie farelki surwiwalowej. Działa jak napięcie w sieci jest. Tak samo z kasą – działa jak działa rynek pieniądza czy kruszca.

        Fajnie że poruszacie ten temat i pokazujecie jak można dywersyfikować sposoby oszczędzania.
        Jednak moim zdaniem w sytuacji _kryzysowej_ te zasoby nie będą miały kluczowego znaczenia.
        Pieniądze się kończą /albo tracą wartość bo inflacja itp/ wtedy pozostaje barter i praca. Albo zakupy na kreskę w znajomym sklepie jeśli nie mówimy o sytuacjach bardziej ekstremalnych niż się wczułem.

        Oszczędzanie podobnie jak nawyk zapinania pasów bezpieczeństwa lub zapalania świateł mijania po zmierzchu powinny być czynnościami odruchowymi. Inna sprawa czy zapinanie pasów ratuje życie czy nie – są sytuacje że tak (większość) i są takie że cię to udupi (w tym przypadku zmarnujesz zasoby pomrozisz je w niezbywalnych papierach czy kruszcu).

        Na barter dobry jest alkohol. Praca. Co w sytuacji kiedy wykonywanie Twojego zawodu nie jest możliwe jakie masz wtedy możliwości? Nie martwię się o sytuację kiedy moje oszczędności się skończą. Bo wtedy dookoła będzie już naprawdę gorąco. Będę stawiał na jakieś tam swoje atuty nie związane z systemem tylko zaspokojeniem potrzeb innych ludzi i współpracą z nimi.

        Także zamiast zbytnio kombinować z oszczędzaniem lepiej zainwestować w swoje umiejętności i narzędzia potrzebne do ich wykonywania. Taniej, skuteczniej, pewniej.

        Żeby nie rozpraszać za bardzo tematu podsumuje konstruktywnie jakie znajduje słabe strony w Waszej propozycji:

        oszczędności PLN – ok tylko jak jest sytuacja kryzysowa to po krótkim czasie inflacja powoduje że to tylko papierki.

        waluta – vide wyżej. Dodatkowo problem z rozmienianiem i wymienialnością = płaceniem. Posiadanie EURO ma sens tak samo jak posiadanie SURWIWODOLCÓW tylko wtedy kiedy inni nimi operują.

        kruszce – wg mnie masakra. nikt nie zna ich wartości chyba że na oko – czyli jak widzę że masz to ci ujebie rękę przy łokciu razem z tą uncją czy tam okruszkami a później się zastanowię czy to tombak miedź czy złoto.

        w poladnii jak było źle to były kartki zamiast mamony, jedną pensją nauczyciela można było spłacić 20 letni kredyt, a parę dni później te same pieniądze nie starczyły na rachunki, a i tak wszystko można było załatwić ale coś za coś. I tak właśnie jest w kryzysie. Jak wszystko jest OK a ty nie masz kasy to nie jest kryzys tylko jakiś dołek, łapiesz polskiego busa za 15zł do berlina w przedsprzedaży i na zmywaku ratujsz się albo idziesz do pośredniaka i masz dziesiątki ofert każda po tysiaku.

        Jak ktoś robi oszczędności na kilkadziesiąt patoli to raczej ma tyle rozsądku żeby wyczuć kiedy warto się rozglądać za drugą czy nową robotą / biznesem / drugą nogą.

        No ale są różne rodzaje kryzysów i każdy może mieć status surwiwalowego

        O! Oczko mi poszło w rajtkach 😉

        • Survivalista (admin) napisał(a):

          Co do inflacji — zdarza się. Ale są też sytuacje, gdy inflacja nie ma kompletnie żadnego znaczenia — jak na przykład utrata pracy w dzisiejszych warunkach. Gotówka się przyda, inflacja jej nie zeżre.

          Co do walut — jak wyżej. A zapas EUR przyda się, jak kupisz ten bilet do Berlina.

          Co do kruszców — dziś nie ma żadnych problemów z ich sprzedażą. Doskonale przydadzą się, gdy stracą wartość papierowe pieniądze. I głównie po to dobrze jest je mieć — właśnie na taki scenariusz.

          • banczuk napisał(a):

            No OK, jak mówiłem: Farelka / piec cegłowy.
            Jak chcesz się ze mną rozliczyć blaszką złota za generator wart dziś 300zł. Jak mnie przekonasz ile musisz gram mi dać?

          • Survivalista (admin) napisał(a):

            Akurat do drobniejszych kwot można się rozliczać biżuterią. W Argentynie doskonale spisywało się odcinanie ogniwek złotych łańcuszków.

            Jak chcesz rozliczyć flaszkami generator wart dziś 300 zł? Jak mnie przekonasz, bym przyjął (lekko licząc) 30 butelek wódki? W sytuacji kryzysowej flaszka będzie mieć zupełnie inny kurs. Jak mnie przekonasz, że w butelce jest produkt o znormalizowanej jakości, a nie jakiś inny alkohol, choćby metylowy?

            Jak rozliczysz flaszkami zakup samochodu wartego dziś 10 000 zł?

          • banczuk napisał(a):

            wartość złota jest dla przeciętnego człowieka nieznana. Wartość flaszki wódki / samogonu będzie umowna ale łatwiej negocjowalna bo uniwersalna. Samochodu w kryzysie kupować nie będę.

  6. dako napisał(a):

    Wegiel, drewno, spirytus, złoto ale drogie srebro i wściekłe psy.
    Czytałem o różnych krajach z perturbacjami szczególnie spirytus albo wóda były w cenie mozna było wymienic na wszystko. I jest to towar który wbrew pozorom najszybciej nie zniknie bo wszyskim się wydaje że jest tego masa. A 5 tysi podzielic na 35 zł za flaszkę to daje 142 flaszki i kapitał jest i nawet się pali choc drogo wtedy wychodzi.

    • Piotr napisał(a):

      Wódka to waluta, którą w razie W każdy może „dodrukować”, więc to jest towar, któremu w dłuższej perspektywie (przy braku prawa) grozi spadek wartości. No i nie u każdego za wódkę coś kupisz (nie dla każdego to jest towar „pierwszej potrzeby”). Owszem, zawsze będą tacy, co za kielicha zrobią wszystko ale nie jest to zbyt uniwersalny towar. Co innego gdy państwo funkcjonuje normalnie (i nielegalna produkcja jest ścigana, jak za czasów prohibicji w USA czy reglamentacji w Polsce) a co innego gdy struktury państwa nie funkcjonują i każdy robi co chce – wtedy każdy „w potrzebie” pędzi swój bimber i tyle. Analogicznie złoto, owszem, też ma wartość, ale znacznie mniejszą niż w czasie „normalnym” gdy je kupujesz (po prostu wartość kruszców czy pieniądza jest „wirtualna”, kruszce mają niską wartość użytkową dla przeciętnego człowieka, lepiej jest przechować je do czasów „powojennych”). Poza tym technologia idzie do przodu, na przykład obecnie Rosjanie nauczyli się produkować syntetyczne diamenty (białe, nie chodzi o czarne wykorzystywane w przemyśle) na tyle dobrze, że trzeba dobrego fachowca aby odróżnił syntetyczny od naturalnego (w praktyce przy handlu po prostu wymaga się odpowiednich certyfikatów, że diament jest pochodzenia naturalnego, bez takich „kwitów” diament ma znacznie niższą wartość rynkową). Analogicznie jest ze złotem, potrafimy już syntetycznie tworzyć różne izotopy złota, tyle że to jest jak na razie bardzo drogie i nieopłacalne ale sytuacja może być taka jak z grafenem, niby znany od wielu lat (wytworzony na większą skalę przez Brytyjczyków ponad 10 lat temu a nie jak się sądzi u nas, że to „polski wynalazek”) ale koszt produkcji był tak wysoki, że się nie opłacało go wytwarzać, niedawno jednak Polacy opracowali tańszą metodę produkcji i prawdopodobnie już niedługo grafen trafi „pod strzechy” – prawdopodobnie zastąpi złoto w elektronice i cena złota jako materiału technicznego może spaść (złoto wróci do swoich pierwotnych „jubilerskich” dziedzin). Z drugiej strony obecnie znane złoża złota skończą się znacznie szybciej niż złoża ropy naftowej więc przez jakiś czas będzie zapewne można na nim sporo zarobić (ale „pik” wartości złota był w 2012 roku i od tamtej pory jego wartość sukcesywnie spada, to była dobra inwestycja kilkanaście lat temu ale teraz moim zdaniem niekoniecznie).

      • banczuk napisał(a):

        1. wodka to nie towar tylko waluta która przy okazji jest towarem każdy to weźmie bo nie ma obowiązku obalać wszystkiego co dostał tylko można wziąć na handel (lub jak kto woli – OSZCZĘDZIĆ)
        2. grozi jej taki sam spadek wartosci jak jakiemukolwiek środkowi płatniczemu.
        3. złoto kupione dziś za x za uncje tak samo jak usd czy euro kupione po jakimś kursie, w sytuacji kryzysowej ma zupełnie inny kurs. W przypadku walut w miarę prosta sprawa jeśli ich rynek działa, w przypadku kruszca – bardzo trudna.

        • Piotr napisał(a):

          Co do wódki – proste pytanie: Ty masz 500l benzyny w zapasie, a ktoś obcy przychodzi do ciebie z 20 litrami wódki i mówi „sprzedaj mi wiadro paliwa, do generatora prądu potrzebuję”. Sprzedasz? Ja nie sprzedam (choć teraz rynkowo litr wódki to wiadro paliwa, to w razie W wartości tych towarów się „odwrócą”, po co teraz inwestować w wódkę, skoro w paliwo taniej a i zysk większy w razie W). Zasób jest zasobem, a waluta walutą (wódkę jak będę potrzebował, to wyprodukuję we własnym zakresie z „surowców odnawialnych” w postaci zboża/ziemniaków na polu itp.).

          • banczuk napisał(a):

            Ja nie mowie gromadzeniu tylko tworzeniu. Wodka dzis kosztuje 20zl bo akcyza itp. Paliwo podobnie. Zapomnij o tych cenach relacje zmienia sie natychmiast. Propprcjonalnoe do potrzeb. Kogos nie lubie to bedzie drogo i odwrotnie. Podobnie jest z uniwersalna waluta Ero czasem cos bedzie za maly figiel czasem za wiekszy. Ja nie mowie ze swojego doswiadczenia ani ze mi sie to podoba. Tak po prostu jest. Na tym swiecie w dodatku.

            Oczywiscie jak mowimy o problemie typu survival bezrobotnego itd to inwestycja w mydlo, buty i bilety mpk pomoga zalatwc sprawe.

            Dyskusja o inwestowaniu czy dywersyfikacji moim zdaniem nie celna. Pare lat temu polecil bym np amber gold , rok temu juz nie. Ci co mieli na tym kilkanascie procent zarobic zarobili a ostatni gasza swiatlo. Podobnie z gielda. Zasada podobna ale legalna jak i sam ZUS czy ubezpieczenia. Wszystko fajnie jak wszyscy placa a nikt nie wyplaca. Kiedy tendencja sie odwraca dzieje sie jak niedawno. Waluty tez wtedy wariuja. Czyli zostaje zdrowy rozsadek ktory nie koniecznie oznacza takie kombinowanie. IMHO.

          • Piotr napisał(a):

            Gadaj co chcesz, ale zdania nie zmienię: moim zdaniem to co napisał dako (czyli kupowanie wódki w cenie sklepowej z uzasadnieniem, że to „chodliwy” towar) to jeden z najgorszych pomysłów na robienie zapasów „kapitału”. Drugi z tych „gorszych” sposobów to złoto, bo po prostu cena kruszców spada, w „survivalu bezrobotnego” zwykła lokata jest korzystniejsza (nie wspomnę już o sytuacji, że złoto ma inną cenę zakupu a inną sprzedaży – nawet przy stałym kursie kupując złoto aby je potem sprzedać – stracisz).
            Giełda to jednak co innego (zwłaszcza w porównaniu z ZUS-ami czy Amber Goldami) – nie służy do lokowania kasy „na procent” tylko do zarabiania na niej bez potrzeby zakładania własnego biznesu. Swoją drogą jeśli chodzi akurat o Amber Gold, to ludzie są sami sobie winni, bo przed tą firmą ostrzegały WSZYSTKIE instytucje finansowe w Polsce (z Komisją Nadzoru Finansowego na czele), no ale jak widać o „Kasach Grobelnego” już wszyscy zapomnieli a na frajerów zawsze można liczyć. Nie wiem jak inaczej można nazwać takich ludzi jeśli nie frajerami – KNF od samego początku informowało, że Amber Gold nie uzyskało od nich zezwolenia na „lokaty” a właściciel firmy ma na karku wiele wyroków za oszustwa – no ale ludziom wystarczy „procenty” pokazać i lecą jak barany (dosłownie jak barany – stadnie – jeden się odważy, drugi, trzeci a reszta pójdzie bezmyślnie za nimi).

  7. ja napisał(a):

    Srebro nie jest dobrym zabezpieczeniem. Zrobiłem eksperyment: kupiłem kilka dobrze rozpoznawalnych, srebrnych monet próby 0,9. Następnie próbowałem je sprzedać u różnych jubilerów i w lombardach w swoim mieście. Nikt tego nie chciał lub proponował cenę złomu, czyli maksymalnie 1 zł/g (prawie dwa razy mniej niż obecna cena srebra znaleziona w internecie). Zainteresowanie srebrnymi monetami istnieje w internecie lub u numizmatyków. A zakładam, że w czasie kryzysu może nie być internetu ani kont bankowych do przelania mi zapłaty za te monety. Może będę mógł zapłacić rolnikowi za jedzenie srebrem, ale też na pewno z dużą stratą, bo przeciętny człowiek przecież nie wie jakiej to próby srebro i ile jest warte więc zaniża jego wartość. Więc kupując srebro tracimy zarówno teraz, jak i w czasie „końca świata” będziemy stratni. Co innego złoto. Na to byli chętni w każdym lombardzie i zakładzie jubilerskim jaki odwiedziłem.

  8. TomSlaV napisał(a):

    Temat stary ale odgrzeje tego kotleta. Nie ma uniwersalnego środka platniczego. W czasie wojny na terenie działań wojennych prawdopodobnie będzie dzialał handel barterowy, a w razie utraty pracy tylko gotówka nam się przyda. Myślę, że warto posiadać w zapasie wszystkiego po trochu. Troche gotówki, troche złota, troche towaru na wymiane (alkohol, zapałki, zapalniczki, swiece…)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Informuj mnie o odpowiedziach poprzez e-mail. Możesz również subskrybować wpis bez zostawiania komentarza.

banner