Zestawy ewakuacyjne: 72-godzinny (BOB), ucieczkowy, INCH

Dla filozofii nowoczesnego survivalu bardzo istotne jest zagadnienie ewakuacji. Może się przecież zdarzyć, że ten dom, który tak staramy się przygotować i zabezpieczyć przed skutkami różnych zdarzeń, trzeba będzie opuścić.

Na taką konieczność warto mieć nie tylko przygotowaną trasę ewakuacji, cel ewakuacji i procedurę ewakuacji, ale także zestaw ewakuacyjny. Chodzi o to, by w razie konieczności ucieczki po prostu wziąć taki zestaw i być gotowym w ciągu kilku minut.

Tak, jak kilka może być powodów (scenariuszy), które zmuszą nas do ucieczki z domu, tak i kilka może być rodzajów zestawów ucieczkowych. My wyróżniamy co najmniej trzy.

1. Zestaw 72-godzinny (bug-out bag – BOB)

Ten zestaw można określić mianem „tradycyjnego zestawu ewakuacyjnego”, bo o nim mowa jest najczęściej. Amerykanie nazywają go „bug-out bag” (torba ucieczkowa, w skrócie BOB). Zestaw ten tworzony jest po to, by służyć wsparciem przez 3 dni, czyli wspomniane 72 godziny.

Przez ten czas zestaw ten ma zapewnić:

  • żywność,
  • wodę,
  • energię (ciepło),
  • schronienie (pod postacią namiotu, hamaka, śpiwora).

Amerykanie wierzą, że w razie jakiejś kryzysowej sytuacji, która zmusi ich do opuszczenia domu, pomoc od państwowych służb otrzymają w ciągu 72 godzin. I dlatego zestaw tworzą właśnie na taki okres.

Nie jest to złe rozwiązanie. Dlatego jeśli mielibyśmy komuś radzić tworzenie zestawu ewakuacyjnego, to byłby właśnie zestaw 72-godzinny. Zwłaszcza wtedy, gdy ten ktoś dopiero zaczyna przygotowania na trudne czasy.

2. Zestaw ucieczkowy

Jeśli mamy dobrze przygotowany cel ewakuacji, to nie ma sensu nosić w drodze do niego dużego i ciężkiego zestawu 72-godzinnego. Będziemy przecież starać się jak najszybciej do niego dotrzeć, a nie bawić się przez 3 dni w biwakowanie w lesie. W takiej sytuacji przyda nam się coś, co my nazywamy zestawem ucieczkowym. Będzie to zestaw lekki, zawierający tylko najbardziej istotne elementy.

Chodzi o to, by można było ten zestaw dość wygodnie nieść, gdy będziemy zmuszeni udać się do celu ewakuacji pieszo, choćby przez kilkadziesiąt, czy nawet i 100 km.

Skoro zdrowy, dorosły człowiek jest w stanie przejść kilkadziesiąt kilometrów dziennie, czy musi mieć ze sobą zestaw 72-godzinny, jeśli może do celu ewakuacji dotrzeć już pierwszego dnia po wyruszeniu z domu?

3. Zestaw na scenariusz INCH

Ostatnim zestawem ewakuacyjnym, o którym chcieliśmy wspomnieć, jest zestaw na scenariusz „INCH”, czyli „I’m never coming home” (ang. nigdy już nie wrócę do domu). Może przecież zdarzyć się sytuacja, że będziemy musieli opuścić dom ze świadomością, że już nigdy nie będziemy mogli do niego wrócić — choćby dlatego, że dom właśnie płonie.

To już nie będzie zestaw survivalowy, jego celem nie będzie zaspokajanie naszych podstawowych potrzeb życiowych. Będą to raczej przedmioty, które chcielibyśmy zabrać z domu, gdybyśmy mieli opuścić go na stałe. W tym zestawie znajdą się:

  • jakieś istotne rodzinne pamiątki,
  • rodzinne dokumenty,
  • akty własności nieruchomości,
  • paszporty,
  • akty stanu cywilnego,
  • potwierdzenia ubezpieczeń i inwestycji.

Ten pakiet dokumentacji warto mieć skopiowany i trzymać go gdzieś na zewnątrz, dobrze mieć go też w jednym miejscu w domu — by dało się go łatwo i szybko z niego zabrać.

Który zestaw stworzyć i dlaczego?

Jak bardzo istotne jest stworzenie odpowiedniego zestawu ewakuacyjnego, przekonałem się sam na własnej skórze, testując swój zestaw 72-godzinny podczas „Domowy Karaluch Challenge„. Gdy moim celem jest dotarcie pieszo na działkę (do mojego celu ewakuacji), niesienie na plecach prawie 20 kg zestawu 72-godzinnego nie ma sensu.

O zestawach ucieczkowych i 72-godzinnych będziemy jeszcze mówić. Nie zapomnijcie zasubskrybować nasz kanał na YT i kanału RSS tego bloga. 😉

[a Domowy Karaluch Challenge powtórzyłem w październiku 2015 r., by przetestować mniejszy i lżejszy zestaw ucieczkowy — tu są wpisy o przygotowaniach, zawartości zestawu i teście, oraz podsumowanie wyniku]

Krzysztof Lis

Magister inżynier mechanik. Interesuje się odnawialnymi źródłami energii, biopaliwami i nowoczesnym survivalem.

Mogą Cię zainteresować także...

16 komentarzy

  1. B. napisał(a):

    Polecam rower i przyczepkę. Wszystko na czarno bo nie widać. Polecam nie obierać się na w moro tylko na czarno. Jeżeli ktoś jest ubrany na moro to znaczy, że co wie, ma lub jest survival-owcem. Zwraca na siebie uwagę…
    Reszta tutaj omówiona i opisana – rewelacja!

  2. piotrm1975 napisał(a):

    Człowiek ubrany na czarno też rzuca się w oczy. Optymalne są ubrania używane na co dzień a nawet trochę zużyte czy podniszczone, w stonowanych barwach (szarości) tak aby każdy myślał że to zwykły koleś z plecakiem

  3. Piotr napisał(a):

    Moim zdaniem zestaw 72-godzinny nie powinien być zestawem 20-kilogramowym z namiotami, śpiworami, karimatami, kuchenkami, żarciem itp. – to nieporozumienie, w sytuacji kryzysowej taki zestaw poważnie ogranicza naszą mobilność. Moim zdaniem zestaw 72-godzinny to rozszerzenie tradycyjnej „puszki survivalowej” o kilka dodatkowych elementów, których nie nosimy ze sobą na co dzień, ale 20kg to przesada 😀
    Przede wszystkim trzy dni bez jedzenia wytrzyma bez jakiegokolwiek uszczerbku praktycznie każdy zdrowy człowiek. Dodatkowo jeśli nie spożywamy pokarmów, to znacznie spada zapotrzebowanie organizmu na wodę. Moim zdaniem elementy jakie w zestawie 72-godzinnym przede wszystkim powinny się znaleźć to:
    – apteczka (opatrunki, maści na odciski/otarcia, środki odkażające, leki przeciwbólowe, przeciwbiegunkowe, przeciwgorączkowe, jakiś uniwersalny antybiotyk itp.)
    – artykuły higieniczne (ręcznik, chusteczki papierowe itp.)
    – nawigacja i komunikacja (mapa, kompas, GPS, telefon z długo trzymającą baterią, latarka, walkie-talkie/radiostacja z zapasowymi bateriami itp.)
    – folie NRC (co najmniej kilka sztuk, ale takich porządnych i mocnych a nie „z promocji w Lidlu”, nadają się świetnie jako improwizowane namioty, płaszcze przeciwdeszczowe, świetnie chronią przed wiatrem, przed wilgocią podłoża przy noclegu itp. a przy tym są stosunkowo tanie, bardzo lekkie i zajmują bardzo mało miejsca – lepiej jest mieć dwie takie folie niż namiot, oczywiście żywotność namiotu jest większa, ale mówimy tu o używaniu sprzętu przez maksymalnie 2-3 dni a nie przez lata).
    – podstawowe narzędzia (nóż, taśma, sznurek, igły+nici/żyłka, zapalniczka, krzesiwo itp. do budowy schronienia, naprawy odzieży, rozpalania ognia itp.)
    – prosty zestaw „kuchenny” (metalowy kubek, prosta kuchenka na przykład na paliwo stałe, butelka na wodę, łyżka itp. – bardzo sobie cenię pod tym względem zestaw BCB Crusader)
    – butelka na około 1l wody + narzędzia do jej uzdatniania (węglowy filtr itp.)
    – małe ilości jedzenia (lub nawet jej brak) w postaci gotowej do spożycia bez podgrzewania (żadne „zupki chińskie” itp. bo pociąga to za sobą konieczność posiadania większej ilości wody, sprzętu do jej zagotowania itp. a to dodatkowe kilogramy a więc dodatkowa niedogodność i dodatkowe kalorie jakie spalamy, lepiej jest mieć jakieś suchary itp., białka i tłuszcze w postaci konserw lepiej sobie odpuścić – organizm potrzebuje zużyć dużo wody na ich strawienie).

    Do tego wszystkiego dochodzi oczywiście EDC, które mamy zawsze ze sobą (kasa, dokumenty itp.).

    Wszelkie namioty, śpiwory, karimaty itd. są tylko zbędnym balastem, które potrafią mocno uprzykrzyć wędrówkę, ewentualny komfort jaki dają podczas noclegu jest niewspółmierny z dyskomfortem jaki nam oferują gdy musimy je nosić. Zestaw 72-godzinny to maksymalnie 2-3kg (+ masa wody jaką ze sobą zabieramy) – powinien być minimalistyczny, prosty i nie obciążać w znaczącym stopniu osoby go noszącej. Tu nie chodzi o komfortowe biwakowanie, tylko o przeżycie – noszenie zbyt wielkiej ilości „klamotów” utrudnia skuteczną wędrówkę (o czym wie każdy, kto wędrował z dużym plecakiem – po pierwszym dniu masa plecaka staje się największym problemem :D).

    • Mamut napisał(a):

      a zastanawiałeś się co zrobisz jak będziesz musiał oddać plecak żeby przejść przez kodon albo spotkasz bandę? co zrobisz ?

  4. niktto napisał(a):

    Z psychologicznego punktu widzenia warto jednak wziąć nieco jedzenia w postaci głównie słodkiej 😀 PS. Dobry pomysł z folią

    • Piotr napisał(a):

      Nad „psychologicznym punktem widzenia”, to moim zdaniem trzeba pracować 😉 Niestety wielu ludzi ma coś takiego, że gdy psychicznie nie dają rady, to szukają zewnętrznych „pocieszaczy” (czekolada, piwko, trawka itp.). Moim zdaniem trzeba do tego podejść od drugiej strony – wiadomo, że w realnej sytuacji mogą się pojawić różne kryzysy (głód, ból, załamanie, strach itp.), trzeba mieć świadomość że się pojawią, zaakceptować je i działać dalej pomimo ich (nie wypierać, nie uciekać przed tym, nie stosować „oszukiwaczy”). Psychologia przetrwania to jeden z najważniejszych czynników – bez pracy nad swoją głową bardzo łatwo jest popaść w „potrzebuję zapakować w plecak pół domu, bo inaczej będę się czuł źle” 😀 Trzeba odróżnić potrzeby ciała (niezbędne do przeżycia) od potrzeb umysłu („fanaberie” typu zwariuję nie mając przez trzy dni dostępu do facebooka). Proponuję każdemu przegłodzić się przez 3-4 dni i poznać swoje reakcje (zarówno ciała jak i umysłu) – w realnej sytuacji będziemy wiedzieć czego się po sobie spodziewać i będzie łatwiej (nie będzie to dla nas zaskoczeniem).

      Oczywiście to sprawa indywidualna, przedstawiam tylko swój punkt widzenia (ale 20kg „sprzętu przetrwaniowego” to ja nawet w samochodzie nie wożę, a co dopiero w plecaku nosić :D).

      • piotrm1975 napisał(a):

        W zasadzie to masz rację. Nie uwzględniłeś tylko jednej rzeczy. Większość z nas nastawienie odpowiednie ma i wie mniej więcej co może go spotkać (mniej wie wiecej nie wie 😉 ).
        Pocieszacz można mieć a czemu by nie to że coś się wydarzyło nie znaczy że nie mam sobie poprawić nastroju batonem.
        Ale do rzeczy my to my ale nasze rodziny w większości nie są na to przygotowane a wręcz wrogo nastawione do takich przygotowań. No bo niby jak mam 4 latkowi wytłumaczyć np. 1 dniową dietkę że nie wspomnę o żonie. To dla nich tak naprawdę pakujemy rzeczy bez których w sumie można się obejść. Nie na darmo w profesjonalnych zestawach można spotkać kolorowankę dla dzieci 🙂

        • Piotr napisał(a):

          Akurat z dzieciakami jest wbrew pozorom najmniej problemów (najwięcej narzekają dorośli :D), dla większości z jakimi miałem do czynienia takie „biwakowanie” to wielka frajda (oczywiście jeśli rodzic ma odpowiednie nastawienie, bo dziecko się uczy od dorosłych jak ma reagować na daną sytuację i jeśli rodzic się „przejmuje”, to dziecko też będzie). Jeśli dzieci mają zajęcie typu budowanie szałasów, palenie ogniska, czy robienie legowiska z liści i gałęzi, czy inne „struganie patyków” to wręcz „zapominają” o jedzeniu. Dziecko samo z siebie się nie nudzi ale będzie chciało uczestniczyć w tym, co robią starsi – tymczasem niektórzy rodzice chcą mieć „święty spokój” (bo mają swoje „ważniejsze” sprawy albo wolą obejrzeć program w TV) i dają dziecku kolorowankę 😀 Ja jako dziecko (jeszcze przed pójściem do szkoły) będąc u dziadków potrafiłem na przykład spędzić noc w… budzie razem z psem i problemu nie było, że ktoś mi nie dał „kolorowanki” – sam potrafiłem wypełnić sobie czas i potrafi to zrobić każde dziecko (pod warunkiem, że rodzic mu na to pozwoli). Jeśli rodzic jest nadopiekuńczy i wychowuje dziecko w „sterylnych” warunkach, to potem ma problem, z byle powodu dziecko ma biegunkę, alergię czy łatwo się przeziębia (bo organizm nie ma jak się nauczyć jak sobie z tym radzić – układ immunologiczny i cała somatyka organizmu są jak mięsień, też trzeba go ćwiczyć aby był silny i sprawny).

          Nie miałem do czynienia z dziećmi podczas autentycznej sytuacji typu powódź czy pożar domu, ale zwyczajne wypady outdoorowo-bushcraftowe i akcje typu spędzenie nocy w lesie ze spaniem w kupie liści to dla nich wielka frajda (czy znasz dziecko, które nie lubi się „brudzić”? :D) i większość z nich już w drodze powrotnej pyta się kiedy będzie następny raz. Przyznam, że pod tym względem mój brat cioteczny ma lepszą rękę do dzieci niż ja (zajmował się młodszym rodzeństwem, do tego kilka lat spędził jako opiekun/przewodnik wycieczek szkolnych po Bieszczadach – ma dużo większe doświadczenie).

          Każdy robi jak uważa, ale ja nie wyobrażam sobie spędzenia życia z kobietą, dla której w sytuacji kryzysowej największym problemem będzie brak „brzoskwinki i jogurcika” na kolację (zwłaszcza, że biologicznie to kobiety mają większą odporność na tego typu czynniki) – w takiej sytuacji kobieta zmuszona byłaby przejść szybką „terapię odksiężniczającą” 😀 W sytuacji kryzysowej albo rodzina jest dla siebie wzajemnie wsparciem, albo taka „księżniczka” staje się balastem (gorszym niż dziecko :D) poprzez umiejętne pogrywanie męskim ego (na przykład zrzucając na faceta odpowiedzialność za wszystko). Ja się z taką rozstałem kilka lat temu i bardzo się z tego cieszę, zwłaszcza że znalazłem „lepszy model” 😀

      • Mamut napisał(a):

        to, że trzeba pracować nad sobą to fakt. ale w stanach przygnębienia, zniechęcenia, albo stanów depresyjnych spowodowanych utratą wszystkiego, lepiej zjeść gorzką czekoladę i myśleć co dalej, niż zmuszać swój umysł do stanu euforii. marsy albo snickersy tez mogą być i batony energetyczne pomogą ogarnąć się.

  5. bura2 napisał(a):

    Albo zestaw ucieczkowy – lekki – z wodą i bez broni to z 5 km (zimą więcej). To wtedy kiedy mamy przygotowane miejsce ucieczki
    Albo zestaw INCH – Ciężki, bo będzie zawierał dużo sprzętu potrzebnego do życia gdzieś – (to nie musi być las – możemy zarówno wylądować u rodziny/przyjaciół i wtedy cały zestaw ląduje znów pod łóżko jak i koczować w pustostanie bez okien). To wtedy kiedy nie mamy gotowego miejsca ucieczki.
    Dla ludzi chcących skompletować pierwszy zestaw proponuje udział w długodystansowych imprezach na orientację.
    Jeśli uciekam na działkę 100 km pod miastem to zajmie mi to 1-3 dni – biorę pod uwagę taką dużą rozbieżność bo to ewakuacja nie zawody. może most zerwać, może droga zablokowana, może gdzieś będę musiał przeczekać po cichu. Zabrać apteczkę, mały śpiwór, trochę żarcia i gacie na zmianę nie zaszkodzi. Ale nie biorę namiotu bo jeśli będę spał to kilka godzin i pewnie w pustostanie, nie biorę wiatrówki bo obronić się nią nie obronię a polować nie ma czasu.

    Co do jedzenia, na długie marsze zabieram suchary+konserwy o nazwie wielkopolski smalec z mięsem(ważne bo posiadają sporo mięcha i da się je zjeść łatwiej niż sam smalec)+coś słodkiego. W takiej konfiguracji w kilogramie zmieścimy naprawdę sporo kalorii 3000-4000 kcal/kg. wystarczy na 2-3 dni – wg mnie warto. Należy też pamiętać, że jakbyśmy nie byli twardzi my i nasza rodzina/grupa to są dookoła inni a żywność zawsze będzie wspaniałym towarem na barter.

  6. Rafał M. napisał(a):

    Gdybym miał się gdzieś dostać kilkadziesiąt kilometrów, to nie zabrałbym zupełnie NIC. A jeśli już, to przede wszystkim trzeba byłoby złapać jakąś butelkę z wodą. I nakrycie głowy, w lato kapelusz, żeby nie dostać udaru. Może się przydać mała paczuszka orzeszków ziemnych solonych. Ewentualnie jeszcze miniaturowa (po złożeniu, np. 15cm długości) parasolka (parasolką można się zasłonić nie tylko od deszczu. ale i od słońca). Nic więcej się nie przyda, a każdy dodatkowy gram zaczyna ciążyć po pewnym czasie.
    Zdarzało mi się przejść dziennie ponad 40 kilometrów. Nogi muszą się przyzwyczaić.

    Do większego bagażu, to należałoby dorzucić koc polarowy, może służyć zarówno jako ubranie, jak i śpiwór. Ewentualnie jeszcze z jeden lub dwa duże worki foliowe, po 240 litrów, plus kawałek taśmy klejącej. Kolejny w przydatności byłby kawałek sznurka. No i scyzoryk.
    Świetne są te wojskowe butelki na wodę z metalowym kubkiem, tutaj trudno coś lepszego wymyślić.
    Turystyczny zestaw do szycia przydaje się niezwykle rzadko, ale można dorzucić do kompletu. Majtki i dwie pary skarpet. Obcinacz do paznokci, jak ktoś potrzebuje. Apteczka. W następnej kolejności coś na komary (ponoć olejek waniliowy działa, ja nie sprawdzałem). Antybakteryjny żel do rąk. No i zwykłe mydło. Chusteczki do nosa, toiletki. Papier toaletowy (istnieją nawilżane), dla komfortu, a zimą można papierem (suchym) wyłożyć kurtkę. To wszystko co się przyda.
    Może jeszcze jakiś kompas, mapa.

  7. bura2 napisał(a):

    Mapa to wg mnie trochę wyżej w priorytetach nawet jeśli naszym celem jest działka 30 km pod miastem. Po prostu takie czy inne okoliczności mogą nas zmusić do zmiany trasy. Na mapie oczywiście nie zaznaczamy naszego celu.

    Dodatkowo, nie sugerowałbym się też super minimalizmem w zestawach ucieczkowych. Zawsze warto mieć plecak i jakieś minimum sprzętu umożliwiające przetrwanie jednej nocy. Ja przyjmuję dystans powyżej 100 km do przebycia Ważne są
    – samo dotarcie do celu, czyli nawigacja – mapa, kompas, latarka, zapasowe klucze do BOL-a
    – bezpieczeństwo – co kto lubi/co kto ma
    – woda – pojemniki z wodą, tabletki kawałek gazy jako filtr.
    – ciepło i sen – proponuje cienki polarowy ocieplacz spodnie + bluza i lekki śpiwór, zimą śpiwór cięższy. zapalniczki, zapałki, żadnych krzesiw, świeczki. zmiana bielizny.
    – zdrowie – apteczka, nie większa niż samochodowa ale z ulepszoną zawartością.
    – jedzenie – tyle ile uniesiemy byle tylko nas nie spowalniało. 3-4 dni możemy przetrwać ze spokojem bez jedzenia ale potem też trzeba żyć. I nikt nie powiedział, że po dotarciu do BOL-a nie będziemy musieli z niego uciekać szybciej niż wejdziemy.

    Nawigacja w ewakuacji typu ucieczka zawsze na pierwszym miejscu! Co mi po całym sprzęcie skoro umożliwi mi on tylko komfortowe błądzenie w kółko?

    • Mamut napisał(a):

      jeżeli masz 100 km marszu, (zapewnie liczysz czas marszu na „dziś”) to licz 250 km. weź pid uwagę wszelkie zagrożenia jakie możesz spotkać- blkady, kordony, dzialanis zbrojne, wyższa fala powodziowa, banda ktora rozbiła obóz bardzo, bardzo blosko. mozesz być ” uziemiont” przez wiele godzin. zawsze rozpatrujcie najgordze scenariusze.

  1. 16.08.2017

    […] Kolejnym elementem mojego Sprzętu Ucieczkowo-Ratunkowego jest Bug Out Bag, czyli torba, w której umieściłem wszystko co moim zdaniem najistotniejsze w przypadku bezzwłocznej potrzeby opuszczenia domu na dłuższy czas. Czy to jest typowy BOB, czy bardziej zestaw ucieczkowy, a może torba INCH to już kwestia dyskusyjna. W każdym razie mój sprzęt posiada pewne wspólne cechy z wszystkimi powyższymi, a dokładniejsze rozróżnienie nomenklatury w tym zakresie prosto wytłumaczono tutaj […]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Informuj mnie o odpowiedziach poprzez e-mail. Możesz również subskrybować wpis bez zostawiania komentarza.

banner