Najprostsze awaryjne rozwiązanie na brak prądu (film)

Filozofia nowoczesnego survivalu to nie tylko przygotowanie na katastrofy o dużej skali i dużym wpływie na nasze życie, czyli różnego rodzaju apokaliptyczne scenariusze: wojnę, globalny kryzys finansowy, czy apokalipsę zombie. Cała sztuka polega na tym, by sprzęt i zapasy, które kupujemy, były dla nas użyteczne także w razie małych, codziennych kryzysów — bo te zdarzają się przecież dużo częściej.

Na łamach dzisiejszego wpisu i filmu opiszę jak to, co trzymam w mieszkaniu na trudne czasy, pomogło mi w drobnej niedogodności związanej z brakiem prądu.

Jak już pisałem w sobotę, kilka dni temu wieczorem zabrakło mi w mieszkaniu prądu. W całym bloku prąd był, w okolicy także, a włączenie bezpieczników w skrzynce nic nie dawało. Ewidentnie coś uległo uszkodzeniu. Gdybym był elektrykiem, to pewnie sam bym się zabrał za naprawę. A tak nie miałem innego wyboru, jak tylko zorganizować elektryka, a później zostać kolejny dzień w domu i popracować zdalnie, by go przypilnować.

Tylko jak tu pracować zdalnie na komputerze, gdy nie ma prądu? Ano z pomocą mojego domowego awaryjnego źródła prądu.

Można powiedzieć, że mam w mieszkaniu mały zapas energii elektrycznej i źródło pozwalające na wytworzenie niewielkich ilości prądu. Sercem całego systemu jest opisywana już kiedyś stacja rozruchowa. Zasadniczo stworzona do tego, by wspomóc uruchamianie samochodów z rozładowanym akumulatorem. Ale jako że jest wyposażona także w przetwornicę 12/230, można używać ją do zasilania podstawowych domowych urządzeń. Moc tej przetwornicy to 150 W, co w zupełności wystarczy do zasilenia laptopa, telewizora, ładowarki do akumulatorków, czy radia.

Nigdy tego nie testowałem, a teraz okazało się, że urządzenie to jest w stanie bez problemu podtrzymać pracę laptopa przez ok. 10 godzin.

Urządzenie to ma akumulator o pojemności 20 Ah, czyli niedużej. Dlatego w domu trzymam też dwa większe akumulatory o pojemności ok. 40 Ah każdy. Kupiłem je kiedyś do samochodu kempingowego, ale sprzedając samochód zostawiłem je sobie. Łącznie mam więc prawie 100 Ah prądu, czyli niemal 1,2 kWh energii elektrycznej. To oczywiście przy założeniu, że akumulatory są cały czas naładowane. Ale z tym nie mam problemu, bo średnio raz na miesiąc czy dwa podłączam je do ładowarki, by uzupełnić prąd tracony w procesie samoładowania.

Oczywiście w razie dłuższego kryzysu te akumulatory prędzej czy później się wyczerpią. Dlatego mam w domu też baterie słoneczne, które w razie czego mogę do nich podłączyć. Razem ze sterownikiem stanowią najprostszy układ fotowoltaiczny, który zresztą kiedyś już opisywałem, na moim drugim kanale YT. Baterie mogę jakoś prowizorycznie zamontować na balkonie i niewielkie ilości prądu dam radę wytworzyć. Niestety, mój balkon nie ma optymalnej ekspozycji na słońce, ale o to naprawdę trudno w miejskiej zabudowie.

W skali jednego mieszkania w awaryjnej sytuacji za dużo prądu nie wytworzymy. Na pewno nie tyle, by zasilić wszystkie domowe urządzenia: lodówkę, pralkę, oświetlenie, komputer, telewizję, kuchenkę, może jakiś grzejnik i suszarkę do włosów. No chyba, że postawimy na balkonie agregat prądotwórczy o mocy kilku kilowatów i zrobimy do niego spory zapas paliwa. Ale przecież trudno zorganizować coś takiego w mieszkaniu w bloku.

Dlatego przygotowując sobie awaryjne źródło prądu trzeba podejść do tematu inaczej. Po pierwsze, poszukać rozwiązań, które nie wymagają prądu. Na przykład zrobić zapas żywności, która nie wymaga warunków chłodniczych, by nie trzeba było zasilać lodówki. Kupić awaryjną kuchenkę gazową, zamiast gotować na kuchence elektrycznej. Awaryjne źródło prądu zaś używalibyśmy w takiej sytuacji tylko do absolutnie niezbędnych rzeczy: ładowania telefonu komórkowego i akumulatorków, które używalibyśmy w radiu, latarkach, krótkofalówkach, itd.

Tak, wiem, ktoś zaraz napisze w komentarzach, że jak będzie dłuższy kryzys, to ładowanie telefonu komórkowego będzie bez sensu. Bo przecież wtedy nie będzie działać cała telefonia komórkowa. No ale przecież smartfon to nie tylko urządzenie do dzwonienia, wysyłania SMSów i łączenia się z internetem przez sieć komórkową. To także urządzenie, w którym jest GPS, mapy, radio, można trzymać różne PDFy oraz gry. Tak, te gry też są istotne. Będę mógł dać dzieciakowi telefon, żeby sobie pograł, zamiast zawracać mi głowę tym, że mu się nudzi. W momencie, gdy będę mieć na głowie inne, większe problemy, tym jednym nie chciałbym dodatkowo się zajmować.

Czy można żyć bez prądu? Pewnie, że tak. Wszystkie nasze potrzeby możemy zaspokoić bez użycia prądu. Nasi przodkowie przez setki pokoleń sobie z tym radzili, nie wiedząc nawet, że w ogóle istnieje coś takiego, jak energia elektryczna. Można, tylko po co?

Tym bardziej, że prosty zestaw z baterią słoneczną, akumulatorem i przetwornicą można złożyć za niewielkie pieniądze.

 

Krzysztof Lis

Magister inżynier mechanik. Interesuje się odnawialnymi źródłami energii, biopaliwami i nowoczesnym survivalem.

Mogą Cię zainteresować także...

20 komentarzy

  1. mig napisał(a):

    Czy nie łatwiej było iść do sąsiada z przedłużaczem

    • Krzysztof Lis napisał(a):

      Najpierw musiałbym pójść do sklepu i go kupić. Do tej pory do głowy mi nie przyszło, by trzymać w mieszkaniu przedłużacz do kosiarki, ale chyba dojrzałem do tego zakupu.

  2. LosowyNick napisał(a):

    Smartfon smartfonem. W razie dłuższego kryzysu działające CB radio może nam dać bardzo dużo.

    • Piotr napisał(a):

      Zwłaszcza, że dobre skonstruowane CB-radio (lub w ogólności urządzenie radiokomunikacyjne małej mocy, bo nie musi to być stricte CB) pobiera bardzo mało prądu przy odbiorze, nawet mały panel fotowoltaniczny i akumulator o pojemności kilku Ah w zupełności wystarcza, nie trzeba do tego agregatów 😀

  3. Leszek LJM napisał(a):

    To musiałby być bardzo cichy agregat prądotwórczy, jeśli chcesz go używać na balkonie 🙂

    • Survivalista (admin) napisał(a):

      W razie problemów z zaopatrzeniem w prąd nikt się nie będzie przejmować takimi pierdołami, jak hałas agregatu na balkonie.

      Chyba, że bierzemy pod uwagę sytuację totalnej katastrofy, w której musimy ukrywać fakt, że mamy prąd.

      • Piotr napisał(a):

        W przypadku totalnej katastrofy, to przede wszystkim trzeba przystosować życie do braku prądu 😀 No bo do czego prąd będzie niezbędny? Komórki, telewizory, laptopy, internety itd. będą praktycznie bezużyteczne, a odpalanie agregatu do zasilania lodówki też jakoś wydaje mi się mało rozsądne (paliwo będzie bardzo drogim zasobem). Do zasilania drobnych rzeczy typu oświetlenie LED-owe, jakiś radioodbiornik itp. spokojnie wystarczą małe panele fotowoltaniczne (nawet w przypadku posiadania małej radiostacji zużycie prądu jest niewielkie, na przykład posiadany przeze mnie TenTec R4040 pozwalający na bezproblemową komunikację telegraficzną w obrębie kraju, a wieczorem to nawet i Europy, pobiera 90mA przy odbiorze i około 0,9A przy nadawaniu – zwykły akumulator samochodowy wystarcza na ponad miesiąc normalnego codziennego użytkowania – mały „plecakowy” panel słoneczny spokojnie wystarcza).
        Agregat ma sens w przypadku awarii lokalnej i krótkoterminowej ale nie w przypadku kataklizmu totalnego. Pod tym względem podzielam opinię Leszka LJM – agregat w bloku na balkonie to raczej kiepski pomysł. Mam znajomego, który zajmuje się budowlanką (wykończenia mieszkań) i ma agregat do zasilania elektronarzędzi (bo często pracuje w mieszkaniach, w których jeszcze nie ma prądu) – po kilku godzinach taki hałas wykończy każdego (podobnie jak goście z kosiarkami spalinowymi strzygący trawniki czy goście z młotami pneumatycznymi naprawiający drogi i chodniki – a wyobraź sobie, że to się nie dzieje kilkadziesiąt czy kilkaset metrów dalej, tylko tuż pod Twoim oknem :D).

        • Survivalista (admin) napisał(a):

          Nie no, nie ośmielilibyśmy się twierdzić, że agregat na balkonie to dobre rozwiązanie.

          Ale masa ludzi w obszarach o słabym zaopatrzeniu w prąd (tj. tam, gdzie zasadniczo jest, ale go często nie ma) sobie takie agregaty na balkonach trzymają. Ani to wygodne, ani ciche, ani tanie. No ale lepiej mieć prąd z takiego źródła, niż nie mieć go wcale.

          Jeszcze lepiej mieć baterie słoneczne i akumulatory, rzecz jasna!

          • Piotr napisał(a):

            Napisałeś, że nikt się nie będzie przejmował hałasem agregatu na balkonie w przypadku problemów z prądem, więc do tego się odniosłem 😀
            Sam mieszkam w miejscu, gdzie czasem są problemy z prądem (linia napowietrzna idąca przez lasy, więc czasem podczas wiatrów czy burz przewróci się drzewo, albo uderzy w nią piorun) i awarii kilku czy kilkunastogodzinnych prawie „nie zauważam”. Do zasilania laptopa używam trzech połączonych szeregowo akumulatorów 6V/12Ah (laptop potrzebuje niby 19V, ale bez problemu działa nawet gdy napięcie spadnie do około 14-15V) oraz własnej produkcji zasilacza (akumulatory działają buforowo), po włączeniu „oszczędzania energii” laptop bez problemu pracuje kilkanaście godzin (więcej niż około 12-13h pracy non stop nie miałem okazji sprawdzić), do tego mam internet przez UMTS (modem na USB) więc awaryjne zasilanie i internet mam. Bez całej reszty (telewizja, oświetlenie elektryczne, lodówka, zamrażarka itp.) mogę się bez problemu obyć (w razie czego mam jeszcze dwa akumulatory 12V/20Ah do ewentualnego oświetlenia, zasilania radiostacji itp.). Smartfon bez problemu wytrzyma 24h a gdy padnie, to mam drugi telefon konwencjonalny, w którym bateria wytrzymuje bardzo długo.
            Raz tylko była poważniejsza awaria, zimą drzewo w lesie „położyło” słup energetyczny a ze względu na dużą warstwę śniegu energetycy mieli problemy z dojechaniem w miejsce awarii (i dowiezieniem nowego słupa) – na szczęście po kilkunastu godzinach dowieziono do wsi generator, który został podłączony do transformatora; oczywiście generator miał ograniczona moc, więc zakłady typu tartak, kamieniarz itp. nie mogły działać ale i tak elektrycy musieli przyłączać poszczególne domostwa stopniowo. Po kilkunastu godzinach przerwy w dostawie prądu gdy odpalili generator, to u wszystkich na raz włączyły się wszystkie urządzenia typu lodówki, pompy hydroforów, grzałki wody itp. i bezpiecznik na agregacie wyskakiwał, całe „uruchamianie” awaryjnego zasilania rozciągnęło się w czasie na kilka godzin.

            Mimo różnych awarii prądu (znacznie częstszych niż gdy mieszkałem w mieście) nigdy jak do tej pory nie musiałem korzystać z agregatu do zasilania mieszkania ale… po części zawdzięczam to zarówno podejściu (nie jest dla mnie problemem umycie się w zimnej wodzie i mam czym zapełnić czas gdy internet czy komputer/tablet nie działa :D) jak i właśnie tym awariom prądu (dom jest mało zależny od prądu: kuchnia jest gazowa, ogrzewanie może pracować grawitacyjnie, piec można regulować „ręcznie”, wodę mam zarówno z własnego odwiertu jak i z wodociągu a jest jeszcze zwykła studnia, z której można brać wodę przy pomocy wiadra na łańcuchu itp.).

        • Lord napisał(a):

          Małe agregaty kempingowe np. Hondy są niemalże niesłyszalne w trakcie pracy…

          • Piotr napisał(a):

            Najcichszy agregat Hondy jaki znalazłem, to EX7 (moc nominalna 0,6kW, maksymalna 0,7kW), który wg katalogu ma poziom natężenia dźwięku 83dB (dla porównania – dwa razy głośniej niż gra na trąbce, czy około 4 razy głośniej niż w szkole podczas przerwy), ale średnio to 89-90dB (tyle co duży ruch uliczny). Oczywiście obciążony w 10-15% mocy maksymalnej hałasuje mniej, do tego wystawiony na balkon (za dźwiękoszczelnym oknem) i pewnie „da się żyć”. Mój znajomy z firmy budowlanej ma Hondę EU10 (moc nominalna 0,9kW, maksymalna 1kW) i bez „walkmana dla drwali” nie da się nim dłużej pracować. Oczywiście można się przyzwyczaić i wyrobić w sobie tolerancję na hałas, ale po kilku godzinach pracy człowiek jest głuchy jak pień (cecha charakterystyczna młodzieży wychowanej w ruchliwych miastach chodzącej non stop ze słuchawkami w uszach – okazuje się po jakimś czasie, że iPod z oryginalnymi słuchawkami jest za cichy i trzeba „mocniejsze” słuchawki do niego kupować :D).

    • Seba napisał(a):

      Żeby agregat mógł pracować w mieszkaniu, musiałaby być bardzo dobra wentylacja (np. otwarte cały czas okno), żeby nikt nie zatruł się spalinami (jest w nich np. bezwonny tlenek węgla, zwłaszcza gdy spalanie następuje przy ograniczonym dostępie tlenu). A jeśli chodzi o lodówkę, to są takie absorpcyjne, które działają i na prąd, i na gaz (ale też musi być odpowiednia wentylacja).

  4. Rafał M. napisał(a):

    Inne sytuacje są z blokami, a inne z domkami jednorodzinnymi.
    W przypadku budowy lub remontu domku jednorodzinnego, warto byłoby zrobić dwie instalacje. W gniazdkach 230V/50Hz z sieci, do zasilania różnych urządzeń, a oddzielnie obwód 12V do zasilania oświetlenia elektrycznego LED, lodówki (może być 12V turystyczna, lub w ostateczności energooszczędna A++ z przetwornicą). Może jeszcze jakieś CB-Radio. Wtedy wystarczyłby jeden akumulator żelowy 12V, ładowany z niewielkiej baterii słonecznej i/lub małego wiatraka. Trzeba wyliczyć moce. Powinno wystarczyć, a rachunki za prąd spadną mniej więcej 1/3…1/2, lub jeszcze bardziej. Pralki i żelazka nie ma szans zasilić z takiej instalacji.
    W przypadku awarii sieci żelazko okazjonalnie można zasilić z agregatu, a gdy nie będzie używane to korzystać z takiej autonomicznej instalacji 12V.

    W bloku trudniej coś wymyślić, bo nie bardzo jest jak umieszczać baterie słoneczne i wiatraki. Energia będzie potrzebna przede wszystkim do radioodbiornika, smartfona (miewają wbudowane radioodbiorniki), oraz jakiejś lampki, a tu nie ma dużego poboru prądu. W ostateczności można uprać w misce i chodzić w nieuprasowanym, w przypadku armagedonu brak kantów na spodniach to będzie najmniejsze zmartwienie.
    Więc chyba najbardziej uniwersalna byłaby jakaś bateria słoneczna z kabelkiem microUSB, oraz powerbank. Można bezpośrednio ładować telefon, lub naładować powerbank i z niego telefon. Do tego źródło światła, np. latarka z akumulatorkami NiMH i ładowarka USB, lub lampka biurkowa zasilana z zasilacza z wyjściem USB (kupiłem kiedyś taką w Ikei, można podłączyć do powerbanku). Ja jestem przy tym rozwiązaniu, tylko muszę jeszcze zdobyć baterię słoneczną z kabelkiem microUSB.

    Lub te latarenki na korbkę, z dodatkową baterią słoneczną i wyjściem do ładowania telefonu, to byłoby najlepsze rozwiązanie, o ile ładowanie telefonu jest z wbudowanego akumulatora, a nie z korbki (bo byłoby trzeba kręcić przez kilka godzin). Obawiam się jednak, że trzeba kręcić.

  5. Lord napisał(a):

    Co to za urządzenie, którego używasz do awaryjnego uruchomienia samochodu.. producent, model, gdzie to można kupić?

    • Survivalista (admin) napisał(a):

      Jeśli pytasz o to pomarańczowe z filmu, to w treści masz podlinkowany artykuł, w którym to urządzenie jest dokładnie opisane. Producent, model, cena, nawet są linki do miejsca, gdzie można to kupić. 😉

      • Lord napisał(a):

        dzięki za szybką odpowiedź. Właśnie rozglądam się za alternatywnymi źródłami energii do mojego mieszkania. Początkowo myślałem o generatorze na paliwo. Plusem takiego rozwiązania jest jednak duża moc, będąca w stanie zasilić np. lodówkę, kuchenkę mikrofalową, etc. Niestety trzeba by zgromadzić zapasy benzyny w mieszkaniu. Mimo, że mam 2 gaśnice i koc gaśniczy perspektywa 20-40 litrów benzyny w szafie mnie odstrasza. W tej chwili jestem na etapie wyboru mobilnego zestawu solarnego np. firmy Goal Zero model YETI 150 http://www.goalzero24.pl/pol_m_ZESTAWY-SOLARNE-1501.html Szkoda, że nie ma urządzenia, które łączyłoby w sobie powerbank z doładowaniem poprzez sieć i panele słoneczne, rozrusznik akumulatora samochodowego, ładowarkę z wyjściami USB oraz przetwornicę 12v na 230 v

        • Rafał M. napisał(a):

          Można obliczyć ile średnio zużywa lodówka na podstawie danych producenta o rocznym zużyciu. W przypadku lodówek A++ to wychodzi jakieś 15W ciągle (średnio), z tym że lodówka się włącza i wyłącza, podczas wyłączenia prawie nic nie pobiera, podczas łączenia szczytowo 100…150W. Na takie moce i obciążenia powinna być zaprojektowana instalacja. Nie jest to dużo.

          Ewentualnie można zastosować akumulator 12V ładowany z baterii słonecznej i zasilający lodówkę turystyczną (ok. 10W), byłyby 2 lodówki w domu (to raczej rozwiązanie dla domków, nie bloków). Jak wysiądzie główna, to szybko psujące się rzeczy można przełożyć do turystycznej.

          Można się obyć bez przetwornicy.
          Istnieją czajniki elektryczne 12V do samochodów, choć w Polsce trudno dostać jakiś przyzwoitej klasy, najczęściej to chińska tandeta. Oraz grzałki 12V wkładane do kubka, choć to bardziej energochłonne rozwiązanie.
          Istnieją też pralki typu dawnej Frani, na 12V, choć nie wiem czy to ma sens, w awaryjnej sytuacji można prać ręcznie w miednicy.
          Oczywiście istnieją ładowarki do telefonów i laptopów na 12V, ale to banał…

          Przetwornica na 230V albo będzie miała niską sprawność, albo będzie wytwarzać coś bardziej przypominającego prostokąt, a nie sinusoidę, nie wszystkie urządzenia dobrze znoszą takie zasilanie.
          Więc lepiej pominąć przetwornicę i zastanowić się nad zasilaniem bezpośrednio z 12V.
          Bez telewizora da się żyć, priorytetem jest przetrwanie, a nie granie na konsoli podczas apokalipsy zombie za oknem.

          Do żelazka i mikrofali nie starczy energii z akumulatora, tu już są pobory rzędu kilowata i więcej.
          Do gotowania można użyć drewna, chrustu, lub kuchenki słonecznej. Ewentualnie turystyczną na gaz, ale przy dłuższym okresie używania gaz się wyczerpie.

          Tak tylko chodzą mi po głowie pomysły…

  6. Kowalt napisał(a):

    To rozwiazanie sobie zapisałem bo warto o nim pamiętać. Solarne rozwiązania są genialne jak potrzeby są małe i jak najbardziej je też popieram.

  7. mdgsg napisał(a):

    „Tak, wiem, ktoś zaraz napisze w komentarzach, że jak będzie dłuższy kryzys, to ładowanie telefonu komórkowego będzie bez sensu. Bo przecież wtedy nie będzie działać cała telefonia komórkowa.”
    Telefonia komórkowa może jak najbardziej działać przez długi czas. Raz, że stacje bazowe mają akumulatory, które pozwalają na działanie spokojnie przez 8-10h, dwa że (jeśli chodzi o brak prądu w mieście) to obsłuży Cię najbliższa działająca stacja (niektóre stacje w mieście mają osobne zasilanie z elektrowni bądź w przypadku stacji „węzłowych” mają nawet agregat!), po trzecie w razie większego kryzysu operatorzy na pewno przynajmniej kilka stacji (zależnie od wielkości miasta) będą w stanie podtrzymać dowiezionym agregatem(zdarzały się takie sytuacje) i zwiększyć moc nadawania stacji żeby zasięgiem obejmować całe miasto, a po czwarte operatorzy mogą mieć przygotowaną odpowiednio infrastrukturę w razie gdyby potrzebna była wymiana stacji między operatorami na zasadzie roamingu (jak w sieci Play, zasięg 4-ech sieci) i uruchomić je z pełnym zakresem pasma nawet nienależącym do danego jednego operatora.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Informuj mnie o odpowiedziach poprzez e-mail. Możesz również subskrybować wpis bez zostawiania komentarza.

banner