Świece: zrób to sam [film]

Najprostszym rozwiązaniem na brak prądu w domu są oczywiście świece. Już 3 tysiące lat temu rozświetlały ciemności naszym przodkom, a dziś można je kupić w każdym sklepie. Z pewnych względów, warto jednak spróbować zrobić je samemu.

Dzięki samodzielnemu wykonaniu świecy, możemy zrobić ją sobie w dowolnym kształcie i rozmiarze. Możemy zrobić świecę w dużym pojemniku z kilkoma knotami, która da mnóstwo światła i ciepła. Możemy zrobić długą świecę z jednym knotem, która będzie się palić przez wiele godzin. Potrzebujemy tylko kilku surowców.

Podstawowym jest oczywiście parafina. Tę możemy pozyskać przez recykling starych, niedopalonych końcówek świec i resztek zniczy. Możemy też kupować świece na promocjach (zwłaszcza tealighty), gdy będą bardzo tanie. Albo po prostu możemy kupić granulowaną parafinę, która kosztuje ok. 10 zł/kg.

Drugim niezbędnym elementem każdej świecy jest oczywiście knot, czyli nic innego, jak bawełniany sznurek. Można go kupić grubo poniżej 1 zł/m. Przy czym trzeba pamiętać, że metr długości knota to naprawdę dużo.

Do wytworzenia świecy potrzebujemy jeszcze jakiś pojemnik, w którym będziemy świecę odlewać.

Ja użyłem na przykład plastikowego pojemniczka po twarożku z jednego z dyskontów. Ma on nieco stożkowy kształt, przez co łatwo jest wyjąć ze środka gotową świecę. W takim pojemniczku zrobiłem świecę z dwoma knotami (co jednak okazało się być błędem, bo podczas palenia parafina rozlała się po stole, co dobrze widać na filmie).

Zrobiłem też kilka świec w puszkach. Między innymi w puszce po tuńczyku i dużej puszce metalowej po jakichś czekoladkach. Ta pierwsza otrzymała jeden, a druga — 3 knoty.

Świece w puszkach mają tę zaletę, że podczas palenia roztopiona parafina nie rozlewa się po stole (tak samo, jak w tealightach).

A jak takie świece wykonać? Procedura jest naprawdę bardzo prosta:

  1. roztopić parafinę w plastikowej misce, włożonej do garnka z wodą, postawionego na kuchence (metalowa miska byłaby lepsza, bo ułatwiałaby roztapianie parafiny, ale plastikową można wziąć w rękę bez ryzyka oparzenia),
  2. umieścić knot na dnie pojemnika (ja używałem do tego celu metalowych gwoździków w charakterze obciążnika, a później przyklejałem je niewielką kulką parafiny do dna, zalewałem cienką warstwą parafiny i czekałem aż zakrzepnie (i tak nawet 2-4 razy), a dopiero później dolałem do pełna parafiny),
  3. dolać do pełna parafiny,
  4. po zakrzepnięciu ewentualnie dolać parafiny, bo przy krzepnięciu ona zmniejsza swoją objętość i w środku świecy zrobi nam się nieładny lej, który nieco zmniejszy czas pracy świecy.

#swieca #diy #candle

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika A. Kwiatkowski, K. Lis (@dwelling.survival)

Na powyższej fotce widzicie świecę w puszce po czekoladkach, po zalaniu do pełna parafiną. Knoty zostały umocowane z użyciem taśmy klejącej, by znajdowały się możliwie prosto.

Krzysztof Lis

Magister inżynier mechanik. Interesuje się odnawialnymi źródłami energii, biopaliwami i nowoczesnym survivalem.

Mogą Cię zainteresować także...

20 komentarzy

  1. Bunkier napisał(a):

    Przydatność tego rodzaju świec oceniam na znikomą. Świeca daje mało światła, jest niebezpieczna. Jest to pewne założenie, żeby sobie takie świece porobić. Tylko w gruncie rzeczy… Trudno mi wymyślić po co.

  2. LosowyNick napisał(a):

    Tuby po pringelsach są rewelacyjną formą do robienia świec. Po zrobieniu świecy trzeba oczywiście obrać ją z papieru. Przetestowałem. Wychodzą duże, równomierne i na tyle szerokie, że parafina nie rozlewa się na boki.

  3. Piotrm1975 napisał(a):

    Świeca w puszce ma jeszcze tą zaletę że jak parafina nie wycieka to starcza na dłużej. W zwykłej świecy jak mamy upływ to świeczka raz dwa jest wypalona. Czyli w pudełku ekonomiczniej.
    Parafina w granulacie na alle…. tak jak mówiłeś, po dychu za kilogram.

  4. bura2 napisał(a):

    @ Bunkier – odlanie świecy prawie nic nie kosztuje, a pomaga zaoszczędzić baterie. Że dają mało światła? To dajesz je tam gdzie dużo nie potrzeba. Nikt nie mówi, że nie możesz mieć dodatkowo latarki, żeby gdzieś mocniej poświecić. Niebezpieczne jest wszystko, jak się nieostrożnie posługujemy. Zawsze można postawić je w zniczu, albo innym kloszu. Dodatkowo świece dają trochę ciepła.
    W każdym przycmentarnym śmietniku da się znaleźć parafiny na dużą świecę i to bez sprzątania wypalonych wkładów ze zniczy.

    • Survivalista (admin) napisał(a):

      Do zapewnienia minimalnych ilości światła w pomieszczeniu (ot, żeby wiedzieć, gdzie w łazience jest sedes i nie potykać się o buty w przedpokoju), lepsza chyba jednak będzie świeca, niż latarka. Ale to kwestia gustu. Na dłuższą metę (np. trwający kilka miesięcy kryzys energetyczny) lepsze będą akumulatorki ładowane z własnego, odnawialnego źródła energii (choćby małej baterii słonecznej).

  5. Mc napisał(a):

    Żyjąc kilka lat w Afryce, gdzie częste były wyłączenia pradu a olej jadalny był b. łatwo dostępny, nauczyłem się robic lampki oliwne.
    Do słoika z olejem wrzucałem płaski plasterek korka, w środku korka był otwór z metalową tuleją z knotem, dookoła korka promieniście wbite szpilki, aby korek nie podpływał pod ściankę słoika.
    Nie dawało to zbyt wiele światła, ale paliło się b. długo i bez potrzeby uzupełniania oleju, bo pływak z knotem sukcesywnie się obniżał wraz z poziomem oleju.
    Oczywiście ma to sens, gdy mamy nadwyżki oleju (albo np. b. zużyty po smażeniu).

  6. bura2 napisał(a):

    Fakt jest prosty – świece robione z resztek z cmentarza są za darmoszke. – a baterie zamiast włożyć do latarki to wole włożyć do radia. Ludzie to przynajmniej na początku będą wyrzucać końcówki parafiny jako odpad- a dla nas surowiec. Światło i ciepło za free. Maglite Cie nie ogrzeje..

  7. Piotr napisał(a):

    Z tymi zniczami, to ja bym uważał, mam znajomego pod Toruniem, który produkuje takie rzeczy (znicze, tealight, świece itp.) i do świec przeznaczonych do eksploatowania w pomieszczeniach zamkniętych używa innej substancji (albo dodatkowo rafinowanej parafiny albo w droższych świecach stearyny) a te „zniczowe” parafiny i knoty to jest najgorsza jakość surowca jaka tylko istnieje na rynku (bywa, że knoty zawierają związki ołowiu!) i o ile awaryjnie można z takiego znicza skorzystać, to długoterminowo raczej lepiej tych spalin nie wdychać. Czysta stearyna czy parafina powinna być idealnie biała (a po podgrzaniu przezroczysta jak woda) – bez „żółtego” odcienia – i spala się do dwutlenku węgla i wody, praktycznie bezzapachowo (chyba, że jest specjalnie dodany aromat, albo jest z domieszką wosku pszczelego).

  8. Michał Stelmaszczyk napisał(a):

    Witam
    Czy da się robiąc taką świecę użyć parafiny ciekłej (takiej z apteki) i w jakiś sposób trwale zmienić jej stan skupienia na stały w celu wytworzenia takiej właśnie świeczki?

    • MAMUT napisał(a):

      Temat super. Ja olałem robienie świec, są tanie i można robić zapas sukcesywnie. Wożę je do punktu zbornego mojej rodziny (domek na wsi). W swoim domu mam ich kilkanaście, to wystarczy. Bardziej mnie kręci robinie lampek oliwnych. Olej wycisnę w każdych (no prawie każdych) warunkach, a jeszcze lepiej przygotować sobie prasę i mamy towar do wymiany. Ale świece z parafiny? Po co wyważać otwarte drzwi .

      • Piotr napisał(a):

        Ja bym to bardziej rozpatrywał w aspekcie „co zrobić z resztkami, które ludzie wyrzucają”, bo podobnie jak Ty uważam, że kupowanie parafiny na Allegro i robienie świec samemu nie ma sensu. 8 świec 50-gramowych kosztuje 5zł czyli mamy koszt około 12,5zł za kilogram świec czyli mniej więcej tyle ile kosztuje kilogram parafiny (takiej z atestem PZH, hydrorafinowanej), gra nie warta… świeczki 😀

        • MAMUT napisał(a):

          O, o właśnie, „co zrobić z resztkami, które ludzie wyrzucają”. A może, jak wykorzystać odpady do naszych, preppersowych celów i co dz się wykorzystać.

    • Rafał M. napisał(a):

      W aptece może być stearyna lub parafina w formie stałej. Kiedyś na pewno była, teraz nie przypominam sobie.
      Ale jeśli czegoś nie ma na miejscu, to wiele aptek sprowadza na zamówienie (dostawy są kilka razy w tygodniu), o ile będzie w hurtowni.

      Ta apteczna jest bardzo dobrej jakości, bez porównania lepszej od tych w świeczkach cmentarnych.

  9. erpi napisał(a):

    A ja zrobiłem sobie niedawno dwie takie świece ze znicza kupionego po przecenie. Jedna to puszka jaką zrobił kiedyś Lars Otzen (http://survivalistneo.blogspot.com/2014/12/survival-candle.html). Druga, w takim samym pudełku z trzema knotami.
    Pierwszą robiłem z perspektywą podgrzewania posiłku lub gotowania wody gdyby się skończyło paliwo stałe w BOB. Drugą noszę w EDC w celu rozgrzania zmarzniętych rąk/nóg w jakimś zawietrznym miejscu, lub suszenia surowca na początek ogniska.
    Zamknięta puszka ma też tę zaletę, że świeca nie niszczy się i nie brudzi reszty szpeju…
    Do oświetlenia domu (ze względu na małe dzieci i małe mieszkanie) wolę bateryjne LED-y. W dalszej perspektywie mają być listwy LED zasilane z akumulatora żelowego 12V.

    • MAMUT napisał(a):

      Sorry, ale żeby przeżyć, nie muszę mieć świeczki, mogę chodzić spać z „kutrami”. Ważniejsze jest jak zdobyć żarcie, ubranie (jak zrobić np.) jak i gdzie mieszkać, jak się organizować, jak bronić siebie, rodziny i społeczności (jeśli już ją zorganizowałeś), Jak przekonać proboszcza, że we wsi potrzebny jest tunel z kościoła do sadu, lasu (przyjdą ruskie hordy albo muzułmańskie, zapędzą wieś do kościoła i spalą. np.) jest mnóstwo „jak”, na które muszę sobie odpowiedzieć, np. jak naładować akumulator żelowy w przypadku długiego braku prądu? W przypadku wojny albo krachu finansowego, jeśli masz gdzie, to bierz dzieci i wynoś się z miasta. Na ewakuację autem masz 6 godzin o GODZ „0”, jeśli pieszo masz 12 godzin. Nie ostawaj w mieście! po 24 godzinach od GODZ „0”, będą bandy grabić sklepy, domy samochody mieszkania. Lepiej jeśli dzieci wówczas nie będzie w mieście, po co prowokować los.

      • Piotrm1975 napisał(a):

        MAMUT masz całkowitą rację 🙂 Ale o tym traktują inne wpisy autora, ten jest o świeczkach i myślę że tak go należy rozpatrywać 😉

        • MAMUT napisał(a):

          Generalnie jest to bardzo dobra strona, wiele interesujących wątków. są też wątki takie jak ten o świecy z … parafiny. ja niestety nie mam czasu na prowadzenie bloga, za dużo obowiązków (dzieci, praca, żona, itp.)
          Ale spróbowałbym zadać pytanie ” jak zrobić świeczkę metodą przdparafinową”, np z tłuszczu zwierzęcego, choć i na to szkoda czasu. Można to znaleźć w necie. Mamy zbyt mało czasu by się bawić. Trzeba gromadzić widzę już zdobytą, a nie wyważać otwarte drzwi. CO NIE ZNACZY ŻE STRONA JEST DO DUPY, BO NIE JEST. JUTRO POSTARAM SIĘ PODRZUCIĆ MOJĄ „TEORETYCZNĄ” WIEDZĄ ZGROMADZONĄ W NECIE, ŻYCIU, NIE WIEM TYLKO W JAKIM DZIALE TO WSTAWIĆ. POMYŚLĘ.

  10. Rafał M. napisał(a):

    Ta parafina ze świeczek cmentarnych jest bardzo złej jakości, nie powinno się jej używać w domowych świecach.

    Knoty można też robić z zapałek okręconych watą.

    Pod żadnym pozorem nie powinno się trzymać świecy w pojemniku topliwym lub łatwopalnym, to chyba oczywiste.
    Świeczki są o tyle dobre, że mogą sobie przeleżeć nawet kilkadziesiąt lat i nadal będą się nadawać do zapalenia. Szczególnie te z czystej parafiny. Do tego zapałki, paczuszki zawinięte w folię są bardzo trwałe.
    Ale to raczej jako awaryjne źródło światła wobec awaryjnego w postaci latarki. Lepiej przygotować latarkę LED z zapasowymi bateriami, starczy na kilka dni. Można pomyśleć o jakiejś słonecznej ładowarce akumulatorków.

    Myślałem o lampie naftowej, wisiałaby jako ozdoba ściany. Ale lampy są jednak trochę niebezpieczne (ryzyko przewrócenia się lub potłuczenia), więc chyba latarka (lub latarenka) w zupełności jest zamiennikiem lampy naftowej, nie ma sensu się katować.

    Odkryłem ciekawy sposób użycia latarki do oświetlania wnętrz. Trzeba ją postawić pionowo na czymś blisko środka pokoju i włączyć, światło odbite od sufitu jest nawet całkiem jasne i nie razi w oczy.

    W razie czego trzymam takie płaskie świeczki-podgrzewacze, zapałki i szklane pojemniczki do świeczek. Niech sobie leżą.

  11. hardkor napisał(a):

    Czołem miejskie partyzanty!
    Lampa naftowa jes bardzo bezpieczna pod warunkiem, ze nie wywróci sie i nie stoi koło firanek – wniosek? Niezbędny jest nadzór.. Jeszcze lepsza jest lampa tzw. wozowa – ma metalowe osłony wokół klosza i jest wiatroodporna.
    Teraz najciekawsze. Żadna świeca nie da tyle światła co lampa naftowa z lusterkiem. Dodatkowo można częściowo regulować jasność świecenia.
    Gimbusy i metroseksualni drwale o tym nie wiedzą ale setki tysiecy dzieci wychowały sie przy lampach naftowych i odrabiały przy nich lekcje. Przeżytek? Nie sądzę. Kto ogląda migawki z Ukrainy zauważy, że często w schronieniach, piwnicach miejscowej ludności są lampy naftowe.
    O naftę jest łatwiej niż o parafinę. Teraz podobnie jak za Niemca, za flachę bimbru, każdy kierowca BWP odleje niezłą wachę.

  12. agata napisał(a):

    Ja w te wakacje…. po obejrzeniu paru filmików na Yt. próbowałam swoich sił w robieniu świeczek.
    Zrobiłam 10 lub 15 świec…. z resztek i niedopałków starych świec ,uzbieranych z całego roku… wyszyły fajne…. kolorowe…. i tak jak mówi Krzysztof Lis…. miałam lej… tzn…. świeczka jakby sie zapadła… ale mimo to, nie straciły swego uroku.
    kolejna tura …. była fatalna…. tzn. fatalnie się dla mnie zakończyła…. bo miałam ogień w chacie…. tak,tak….. po włożeniu do rondelka świecy z ziarenkami kawy….no bo taką świecę włożyłam….zaczęły mi wyskakiwać ziarna jak popkorn i w kontakcie ( chyba ) z powietrzem zaczęły się jarać ( dosłownie)… o garnku nie wspomnę….. nie chcąc by ogień się rozprzestrzeniał…. garnek miał wylądować ,gdzie?
    no właśnie…. jak jest ogień,to do wody….. no ale ludzie … w garnku był też tłuszcz…. !!!! całe szczęście ,że garnkiem nie trafiłam do zlewu….ręka też była liźnięta przez ogień…. więc była juz tak obciążona i trąciła sie o kant zlewu….i zawartość garnka wylałam sobie na nogę…. auć….
    pytanie… czy z resztek świec,które jeszcze mam …. mogę dolać coś…. co spowoduje,że świece,będą palić się dłużej…. i kiedy i co dołożyć…. by przy spalaniu się świec pachniało np. cynamonem lub innym takim.
    rozumiem,że ozdoby i pierdołki wrzucać ( tak jak dotychczas to robiłam) gdy wosk będzie się ścinał już w słoiku?
    Dzięki za podpowiedzi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Informuj mnie o odpowiedziach poprzez e-mail. Możesz również subskrybować wpis bez zostawiania komentarza.

banner