Telefon komórkowy w nowoczesnym survivalu

Telefon komórkowy na co dzień wykorzystujemy do dzwonienia i wysyłania smsów, ale to urządzenie będzie przydatne także w trudnych czasach.

O tym właśnie opowiemy w dzisiejszym materiale. I wyjaśnimy, czemu warto zadbać o możliwość korzystania z telefonu (i choćby jego ładowania), w razie wystąpienia jakiejś kryzysowej sytuacji.

Komunikacja

Telefon to oczywiście przede wszystkim narzędzie do komunikacji i w taki właśnie sposób używamy go na co dzień. Zapewne do komunikacji właśnie będziemy też go używać na przykład, gdy pojawi się konieczność ewakuacji z miasta. Nie zawsze będzie ona spowodowana czymś, co przyczyni się do niedziałania sieci telefonii komórkowej. Być może będziemy zmuszeni uciekać przed jakimś toksycznym wyciekiem, albo przed epidemią.

Aby móc się skutecznie skomunikować z pozostałymi członkami grupy, trzeba koniecznie mieć do nich wszystkich numery telefonów zapisane w aparacie. Kontakt z nimi pozwoli na przeprowadzenie ewakuacji w sposób efektywny i bezpieczny, zgodnie z opracowaną wcześniej procedurą ewakuacji, o której już kiedyś mówiliśmy. Zresztą procedura też powinna się, jeśli to możliwe, znaleźć na telefonie.

W procedurze także powinny być zawarte te numery telefonów, a najważniejsze z nich warto w ogóle znać na pamięć. Na ewentualność, gdyby nasz telefon przestał działać i gdybyśmy musieli skorzystać z aparatu na stacji czy w budce telefonicznej.

GPS, mapy i nawigacja

Wiele dzisiejszych telefonów posiada wbudowany odbiornik GPS, przez co można je wykorzystywać do określania pozycji na świecie, czy też na mapie. Choćby papierowej, którą warto kupić w takiej wersji z naniesionymi współrzędnymi geograficznymi. Ale na telefonach nierzadko można też instalować aplikacje obsługujące mapy. Ja przez wiele lat używałem Nokia Maps (za czasów popularności Symbiana), teraz używam głównie aplikacji Google Maps.

Google Maps ma funkcję pozwalającą na zapisanie w pamięci telefonu fragmentu mapy, by dało się z niego korzystać bez potrzeby połączenia się z internetem. Niestety, w tym trybie pracy nie będzie możliwe wyznaczanie drogi pomiędzy punktami, ale lepsze to, niż nic.

Współrzędne ważnych punktów też warto w postaci tekstowej zapisać w telefonie, na wypadek, gdyby aplikacja z jakichś przyczyn nie chciała działać.

Latarka

Nierzadko telefony posiadają funkcję latarki. Mój taką funkcję ma i dlatego nie noszę osobno dodatkowej latarki w zestawie EDC (do codziennego noszenia).

Informacje

W telefonie można zmieścić masę informacji, choćby w formie aplikacji z różnego rodzaju encyklopediami survivalu, czy podręcznikami przetrwania sił specjalnych. Same książki w PDF też można często w telefonie odczytać. Z pomocą takiej publikacji, w razie potrzeby, można później zbudować schronienie, czy próbować rozpalić ogień za pomocą którejś z prymitywnych metod.

Ale informacje można w telefonie zapisać także inaczej. Przykładowo, robiąc skrytkę z zapasami, warto wykonać fotkę dokładnego miejsca jej ukrycia. Potem, chcąc komuś wytłumaczyć, gdzie się ona znajduje, możemy podać współrzędne i przesłać fotografię.

Rozrywka

Wreszcie, telefon komórkowy to także narzędzie do zabijania czasu. Można na nim obejrzeć film, poczytać książkę, czy grać w gry. Ja wiem, że to oczywiście nie ma znaczenia, bo prawdziwy survivalista w razie czego to ucieknie do lasu i tam nie będzie mieć wolnego czasu, bo będzie polować, przynosić wodę i dbać o podtrzymanie ognia. Ale w każdej innej sytuacji, gdy będziemy uwięzieni w domu, ta możliwość nam się przyda.

Będzie to szczególnie istotne dla rodziców, żeby dać dzieciakowi do ręki coś, co pozwoli mu się zająć na jakiś czas i przestać zawracać rodzicom głowę. Wiem, że pewnie znowu napiszecie, że dziecko też musi być prawdziwym preppersem, nosić ciężkie plecaki i ma wiedzieć, że w kryzysowej sytuacji ma zamknąć twarz, a nie marudzić. Wiem, ale życzę powodzenia w wytłumaczeniu tego trzylatkowi, czy dwulatkowi — a dzieci w tym wieku z powodzeniem mogą już sobie grać na komórce w odpowiednie dla swojego wieku gry.

Telefon komórkowy warto włączyć w przygotowania na trudne czasy, bo prawie zawsze mamy go ze sobą. A skoro tak, to czemu go nie wykorzystywać pod tym kątem? Czemu nie zainstalować na nim paru dodatkowych aplikacji, czy nie wybrać go właśnie pod tym kątem? Choćby w tym sensie, żeby miał oprócz aparatu także lampę błyskową, którą można będzie użyć zamiast latarki.

A jeśli macie jeszcze inne pomysły, piszcie w komentarzach. 🙂

Krzysztof Lis

Magister inżynier mechanik. Interesuje się odnawialnymi źródłami energii, biopaliwami i nowoczesnym survivalem.

Mogą Cię zainteresować także...

17 komentarzy

  1. Fomalhaut napisał(a):

    Posiadam Samsunga takiego jak na filmie czyli Solid B2710. Jest to już drugi taki sam aparat – pierwszy się – o dziwo ..zepsuł. Zanim powiem jak go wykorzystuje kilka słów o tym telefonie (to nie krypto reklama – będzie też krytycznie). Warto się bliżej z nim zapoznać gdyż z tego co się orientuje ten akurat model stał się swego rodzaju kultowy zarówno w szeroko pojętym survivalu jak w wielu branżach gdzie telefon narażony jest mocna wrażenia. Opieram się na 3 letnich własnych obserwacjach i tak – najpierw WADY: Wyświetlacz jest mały – dla kogoś kto czyta przy użyciu okularów – nie jest komfortowo. po drugie – procesor i specyficzne mini lagi – czasami system zdaje się czekać aż się wyświetlą po kolei okna menu zanim będzie to co wybraliśmy. Trzecie – ciężar – to nie jest „różowa motorolka z klapką”. Można to brać za zaletę przy samoobronie – ale raczej go dźwigamy więc to raczej wada. Czwarte – dioda świeci „do góry” a nie „do tyłu” więc nie doświetla zdjęcia. Jest też dużo słabsza niż np w smartfonach (zależy jakich) choć ogniskuje wiązkę światła. Kolejna – u mnie tak było się się Solid po prostu zepsuł. oprogramowanie zgłupiało i serwis nie dał rady naprawić. Telefon do kosza. Cena – no nie jest to telefon za stówkę…
    Teraz zalety. On naprawdę potrafi wytrzymać bez ładowania 10 do 12 dni. Jeśli robicie 4 rozmowy dziennie, i trochę świecicie latarką. Ważne by przełączyć sieć na 1800 Mhz !. Jest wodoodporny- mój przeleżał 15 minut w kanale w wodzie – nic mu nie było. trzecia zaleta – latarka włączana osobnym przyciskiem. Duża odporność mechaniczna – spadł kilkanaście razy na podłogę z metra i raz – z 5 metrów na beton -i nic. Podejrzewam ,że wytrzyma upadek z każdej wysokości na trawnik czy leśne poszycie. Poza tym jest mechanicznie całkowicie sztywny. znajomy usiadł przez przypadek na swoim B2710 i pękła szybka ale telefon działa do dziś. Posiada duże oko na smycz więc spokojnie da się go zawiesić nawet na sznurku. Teraz wykorzystanie. Poza oczywistymi – całkiem sprawne radio, w miarę mocny głośnik. ( w nowszym modelu radio działa bez słuchawek w roli anteny). Małe rozmiary i mechaniczna odporność pozwalają go wykorzystać w roli „kamery na kiju” jeśli chcemy zajrzeć w pomieszczenia przez otwór w ścianie – a głowa nasza się nie mieści – przyklejamy go do kija izolacją lub „skoczem” i kręcimy film co jest po drugiej stronie. Można też bez ryzyka zamoknięcia opuścić go do np. sztolni. Telefon posiada elektroniczny kompas, krokomierz – całkiem sprawny, stoper z miedzy czasami. Wszystko wydaje się bardzo ciekawym wsparciem przy wędrówce. Oczywiście jest też firmowa nawigacja (tu od Orange) która nie jest niestety za darmo. Choć pozycje GPS odczytamy bez problemu. Da się też połączyć z internetem i sprawdzić pocztę (wiadomo …2 cale ,ale wiadomości odczytacie)
    Ja mam dodatkowo nawinięte na nim kilkanaście warstw czarnej izolacji elektrycznej. Nie w celu ochrony przed urazami ale po to by móc ją wykorzystać kiedy zajdzie tak potrzeba. Taśma taka klei się nadal nawet po kilku miesiącach. Karta MMC – to zbiór przydatnych danych. Np zaszyfrowane kopie dowodu, ubezpieczeń czy aktów prawnych. Polecam ten telefon lub podobny jako podstawowy telefon na „trudne czasy”. W parze ze smartfonem (niestety nosić trzeba oba) stanowi wypasiony, niezawodny zestaw.

    • Piotr napisał(a):

      Też mam B2710 ale u mnie nie „laguje”, może to kwestia firmware od Orange (ja nie mam „brandowanego” tylko taki prosto od producenta). Dodam też, że tego telefonu generalnie się nie naprawia, one mają hermetyczne wnętrze (wypełnione azotem) i są składane na klej – są nierozbieralne, jak padnie firmware czy elektronika, to nie ma jak go przeprogramować. Oczywiście można próbować się do niego dobrać, ale traci się hermetyczność (oraz odporność na zaparowania od środka, bo wewnątrz telefonu fabrycznie jest zerowa wilgotność). Dla mnie to zalety ale dla niektórych pewnie wady (bo w razie awarii na przykład wyświetlacza cały telefon leci do kosza).
      Jeśli chodzi o nawigację, to u mnie na tym telefonie działa GoogleMaps (telefon kupiony bezpośrednio u Samsunga a nie w ramach umowy z operatorem, GoogleMaps było zainstalowane fabrycznie). Nie jest to oczywiście poziom nawigacji znanej z GoogleMaps na Androida, ale na proste wyznaczenie trasy czy znalezienie jakiegoś adresu wystarcza w zupełności (oczywiście korzysta w tym celu z internetu, tak samo zresztą jak do ściągania map danej okolicy).
      Do map offline używam programiku TrekBuddy http://www.trekbuddy.net a mapy dla tego programu robię przy pomocy programu Mobile Atlas Creator http://mobac.sourceforge.net/ (robi mapki na podstawie źródeł internetowych, no i robi je nie tylko dla TrekBuddy ale też dla wielu innych programów i urządzeń). TrekBuddy obsługuje zoomowanie map (posiadanie mapek terenu w różnych skalach, które MOBAC automatycznie przygotowuje), ślady, waypointy czy nawet wysyłanie własnej pozycji do innych osób przy pomocy SMS-a.

      • Fomalhaut napisał(a):

        Nie wiedziałem o tej hermetyczności i klejeniu. Może przesadzam z tym lagiem ,a może też tak było ,że był to objaw przed agonią mojego pierwszego aparatu. Zresztą aby wydłużyć czas pracy na baterii producenci czasem zmniejszają częstotliwość pracy procka co skutkuje lagowaniem. TrekBuddy mi działał jak miałem Samsunga Monte z dużo lepszym wyświetlaczem niż Solid. Ale też nieco to kulało w porównaniu z nawigacjami choćby google ze smartfonów. Kiedyś widziałem jakiś film na YT o wykorzystaniu telefonu jako takiego „bieda’ noktowizora – nawet dawało fajny obraz.
        Aha przypomniała mi się ,że możemy przez kamerę telefonu obserwować widmo niewidzialne dla oczu np. podczerwień i ultrafiolet. Wykorzystuje to w pracy by np. sprawdzić emisje diody UF. Są też aplikacje na smartfona służące detekcji promieniowania Gama (przez kamerę z zaklejonym obiektywem). Ale o tym chyba już kiedyś była tu mowa.

  2. Rafał M napisał(a):

    Z ciekawszych aplikacji na smartfony jest RSO Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji, oraz iPolak za granicą Ministerstwa Spraw Zagranicznych.
    W pierwszej jest kilka całkiem sensownych poradników postępowania w sytuacjach kryzysowych, wraz z numerami telefonów do różnych instytucji, oraz możliwość powiadamiania o różnych zdarzeniach w okolicy.
    Druga zawiera lokalizację ambasad i konsulatów za granicą, umożliwia zadzwonienie do nich i ma powiadomienia o różnych zdarzeniach w kraju przebywania.

    Miałem tego Samsunga, ostatnio po kilku latach używania go sprzedałem i przesiadłem się na smartfona. Malutkiego, z 4-calowym ekranem.
    Wolno GPS łapał sygnał, we wbudowanej przeglądarce i w Operze strony już nie za bardzo chciały się otwierać, a latarka taka że jest, za mocno nie świeci.
    Z wad smartfona, to muszę naładować co 2…3 dni i mój model nie jest wodoodporny (choć są i takie), oraz mój model nie ma latarki, ale jednak dużo większa wygoda używania (np. synchronizacja książki adresowej i kalendarza ze skrzynką pocztową i komputerem). Jak codziennie podładowuję to bateria nie spada poniżej 75%.
    Jednak dostęp do stron internetowych okazuje się dosyć przydatny. Z kolei dostęp do poczty umożliwia wybranie się na wczasy bez konieczności taszczenia ze sobą komputera, co też jest wygodne (w klasycznych telefonach bywa skrzynka pocztowa, ale używanie tej funkcji to koszmar).

    • Piotr napisał(a):

      W B2710 też bez problemu synchronizuję kontakty, kalendarze i notatki z komputerem. E-maile też z telefonu czytam (choć odpisywanie już do najwygodniejszych nie należy :D). GPS wolno łapie fixa jeśli nie ustawisz, aby aplikacje mogły korzystać z A-GPS (działa to w ten sposób, że telefon przez internet pobiera wszystkie dane satelitów zamiast je „namierzać” co trwa dłużej).
      Smartfony (niezależnie czy na Windowsie czy IPhony a i Androidy nie lepsze) mają MNÓSTWO backdoorów. Mimo mojej początkowej fascynacji jakieś 10 lat temu szybko okazało się, że jednak producenci nie dbają o jakiekolwiek bezpieczeństwo danych użytkownika (liczą na ich niską wiedzę w tym temacie, co niestety w 99% przypadków jest prawdą). Smartfona owszem, używam (i tabletów też) dla wygody, ale wrażliwych danych (typu skany dokumentów, dane kart płatniczych, kont bankowych, hasła itd.) na smartfonie nie trzymam, bo zbyt łatwo jest się do nich dobrać. To nie są zbyt popularne statystyki, więc nikt się nimi w Polsce nie chwali, ale… niedawno prowadzone badania wykazały, że aż 7% obywateli USA padło ofiarą oszustów, którzy wykradli ich dane osobowe, jak jest w Polsce, tego nie wiadomo, bo nikt takich badań nie prowadzi. Jeśli już ktoś chce mieć w smartfonie/tablecie takie rzeczy, to odradzam korzystanie z jakichkolwiek nieznanych sieci, żadne darmowe hot-spoty itp. najlepiej mieć wyłączone zarówno WiFi jak i Bluetooth (jeśli ktoś mieszka w bloku, to najlepiej nawet w domu nie włączać bez potrzeby, a jeśli już, to wyłączyć wszelkie opcje automatycznego łączenia z otwartymi sieciami itd.) i najlepiej nie instalować żadnych badziewi typu WhatsApp-y i inne pierdoły, które wymagają udostępnienia wszystkich danych w telefonie (kontaktów, plików, kart pamięci, kamer, mikrofonu itd.). Niestety wśród smartfonów jest wyścig typu „kto szybciej i taniej” – wypuszcza się smartfony z oprogramowaniem beta, potem się wypuszcza aktualizację a po roku czy dwóch kończy support danego modelu bo już się wypuszcza na rynek kolejny (a dla producenta zyskiem jest to, że kupujesz kolejnego „lepszego” smartfona, a zrobienie dobrego firmware to czas i koszty, poprawianie błędów w starym firmware też :D). Konwencjonalne telefony mają dłuższy cykl życia handlowego (ja swojego B2710 kupiłem „na gwiazdkę” 5 lat temu i nadal jest to model produkowany i wspierany przez producenta :D).

  3. Michał napisał(a):

    czy na Samsungu B2710 da się odczytać pdf-y?
    Czy jest gdzieś test telefonów względem przydatności w survivalu? Solidów jest kilka a jeszcze dochodzą xcovery…

    • Piotr napisał(a):

      Tak, da się czytać PDF-y (choć ze względu na mały ekran nie jest to najwygodniejsze).

  4. ja napisał(a):

    Mam Solida 2100 już chyba z 8 lat i wciąż daje radę. Nawet bateria oryginalna, wciąż trzyma z 5 dni. Wygląda okropnie, bo gumowa obudowa się łuszczy i stała się podatna na uszkodzenia. Chyba ze starości. Do tego ciężko pisze się na nim SMSy i ma wkurzającą funkcję budzika. Poza tym same zalety, podobnie jak w w opisanym powyżej Solidzie 2710, który za pewne stanie się moim następnym telefonem.

    W ramach przygotowania na „W” na telefonie trzymam numer dowodu osobistego, paszportu, pesel i NIP. Do tego uniwersalny numer do zastrzegania kart płatniczych w przypadku ich kradzieży (828828828). W domu mam zawsze naładowanego power banka oraz ładowarkę-samoróbę, która naładuje telefon gdy włoży się do niej baterie paluszki albo podłączy akumulator. To tak na wypadek, gdy wracam do domu a nie ma prądu.

    Ponadto w domu leży stara, ale sprawna Nokia 3310 i ładowarka do niej. To na wypadek scenariusza, gdy okradziony ze wszystkiego (komórka, pieniądze, dokumenty) docieram do domu i pierwsze co robię to dzwonię zastrzec karty płatnicze. Gdzieś czytałem pomysł, aby na taki wypadek nosić zwykłą kartę do budki telefonicznej np. pod wkładką buta.

  5. bura2 napisał(a):

    Miałem Solida 2370 i dałem radę go zepsuć, chociaż nie prowadzę jakiegoś ekstremalnego trybu, życia. Jest dobry póki jest nowy i nieuszkodzony, po 2 latach użytkowania od upadku pojawiło się zbicie na szybce i przestał być wodoodporny, po kolejnych 2-ch latach uszkodzenia mechaniczne spowodowały „gubienie” zasięgu – no i lekki kwas – nikt tego mi nie naprawi 🙁 dodatkowa wada – stare modele solidów mają samsungowskie wejście ładowarki zamiast usb.
    Niemniej bateria zawsze trzymała rewelacyjnie, ten telefon trzymam jeszcze w razie czego, bo działa przez większość dnia ( po prostu po utracie zasięgu np. w metrze traci, zasięg na godzinę, jeśli jedziesz odebrać znajomych z dworca którzy nie znają miasta to jest wkurzające, ale jeśli mam sms-ować siedząc gdzieś w ukryciu, żeby np. uspokoić się, że u rodziny która jest teraz na wakacjach wszystko jest ok, to wystarczy)
    Solidy są solidne, wymagają mniej troski, ale nie są pancerne
    Mam obecnie gt-1200R kupiony, bo był tani i bateria trzyma tydzień (mi 4-5 dni).

    Docelowo po przypływie gotówki chcę kupić jakiś mały smartfon+twarda obudowa+powerbank+ładowarki wszędzie gdzie się da (dom, samochód, wozić w plecaku jedną itp.) Przy oszczędnym używaniu baterie trzymają dwa dni, powerbank doda mi jeszcze jeden/dwa. Jeśli przez 3-4 dni nie dostanę się gdzieś gdzie jest możliwość doładowania telefonu choćby z samochodu, to pewnie i tak mi się już nie przyda.

    • Piotr napisał(a):

      Połącz to z Biolite Stove – i wodę zagotujesz i telefon naładujesz 😀
      A tak na serio, to nie taniej jest po prostu kupić dodatkową baterię zamiast tych „powerbanków”? W Solidzie nie czuję potrzeby posiadania drugiej baterii (trzyma wystarczająco długo), ale na przykład do radia (Intek KT-950EE) kupiłem trzy dodatkowe akumulatory za 100PLN, gdzie PowerBank wychodzi niewiele taniej za tę samą pojemność (pomijam straty na procesie ładowania, z PowerBanku 10Ah nie naładujesz dwukrotnie do pełna akumulatora 5Ah) no i wygoda użytkowania zupełnie inna, akumulator w radiu pada, to w kilka sekund wymieniam na inny i mogę używać radia normalnie (tak samo wygodnie, bez „kabelków” urywających się wtyczek itd.).

      • bura2 napisał(a):

        Z powerbanku naładujesz dowolne urządzenia do którego, pasuje wtyczka, także te, które ma wbudowaną baterią, jak część dzisiejszych smartfonów. Zdaje sobie sprawę, że z mojego powerbanku, który ma nominalną pojemność 2000 mAh, a kosztował 15 zł naładuję de facto urządzenia o pojemności 800 mAh. Kupując powerbank lepszej firmy, jestem skłonny stwierdzić, że byłoby to wykorzystanie na poziomie raczej 80% niż 40%. I nie sadze tu, że lepsze firmy mają lepsze prawa fizyki, po prostu jako powerbank 2000 mAh sprzedają taki, który naprawdę naładuje, te 2000 mAh, a firma „krzak” puściłaby go na rynek jako 4000 mAh.
        Powerbank przy solidach to przerost formy nad treścią 😉 pisałem o nim do smartfona, i tu ma sens, bo wiele modeli ma stałą baterię. (zresztą ładowarką do baterii telefonicznej jest sam telefon, nie ma stacji dokujących jak np. do wkrętarek, trzeba by żonglować bateryjkami)

        • Survivalista (admin) napisał(a):

          Skoro już jesteśmy przy temacie powerbanków, to przypomnę wpis Krzyśka sprzed 2 lat o takiej awaryjnej ładowarce do telefonu, która zasilana jest akumulatorkami.

        • Piotr napisał(a):

          Ok, tylko chodzi mi o to, że mając „powerbanki” na przykład podładowuję tablet dla dziecka (bo chce sobie pograć, a tablet nie ma wymiennej baterii) i… w tym samym czasie nie mogę już podładować ręcznej radiostacji czy telefonu komórkowego, no i naładowanie tego radia czy telefonu będzie trwać 2-3 godziny (generalnie czym szybsze ładowanie, tym zwykle bardziej „stratne”), a mając gotowe komplety zapasowych baterii/akumulatorów po pierwsze „ładuję” urządzenie w kilkanaście sekund, a po drugie nikt w domu mi nie marudzi że chce naładować tablet aby sobie pograć podczas gdy potrzebuję oszczędzać energię na inne, ważniejsze, cele 😀
          A to o czym mówisz odnośnie „procentów” i drogich powerbanków – tak różowo nie jest, przede wszystkim akumulatory same z siebie mają sprawność rzędu 85-90% (czyli z 1Ah „netto” wprowadzonego do akumulatora, czyli z pominięciem strat na elektronikę kontrolującą proces ładowania, wyciągniesz około 850-900mAh, te 10-15% idzie „w ciepło” podczas ładowania, przy pobieraniu prądu z akumulatora ilość energii idącej „w ciepło” zależy od tego jaką moc się pobiera, czym mniejszą moc się pobiera, tym są mniejsze straty), dodatkowo ładowarki w telefonach (mam na myśli elektronikę wewnątrz telefonu) nie są projektowane pod kątem wysokiej sprawności, bo dla zwykłego konsumenta ta sprawność nie ma znaczenia (ważniejsza jest cena, więc oszczędza się na wszystkim na czym się da :D).
          Do domu zamiast takich „powerrbanków” po kilka Ah wolę w tej samej cenie mieć akumulator samochodowy czy żelowy (nie dość że amperogodzin więcej, to jeszcze przy wyższym napięciu – ilość energii nieporównywalnie większa, a sprzęt mogę ewentualnie ładować z ładowarek samochodowych) ale mimo wszystko do sprzętu komunikacyjnego mam zapasowe dedykowane akumulatory, bo ważne jest dla mnie, aby urządzenia komunikacyjne miały jak najmniejsze okresy „nieużywalności” – nie może być tak, że na przykład w trakcie jakiejś „akcji” kończy się prąd w ręcznej radiostacji i nie mogę tego radia szybko „reanimować”, tylko muszę na godzinę czy dwie do powerbanku podłączyć. Ok, akumulator w radiu pada, to go wymieniam, wkładam nowy naładowany, a dopiero ten rozładowany podłączam do „powerbanku” (którym u mnie są akumulatory żelowe i samochodowe) i łąduję „offline” (czyli poza urządzeniem w którym tego akumulatora używam). A te „duże” akumu;atory ładuję z solara (lub z alternatora samochodowego – generatora spalinowego nie mam)

  6. amzel napisał(a):

    Mam solida B2710 z którego teraz już nie korzystam, bo zostawiłem go
    na gorsze czasy .Korzystam teraz z Xcovera3.
    Solid jest bez karty SIM.
    Nie znam się na instalowaniu programów toteż w notatkch spisalem
    sobie wiadomości o jadalnych roślinach.
    Było sporo zabawy z recznym zapisywaniem.
    Miałem to na karcie pamięci zgranej z laptopa ale po wyjęciu karty SIM
    nie chce odtworzyć.
    Dodam jeszcze że jeżeli po naladowaniu się z niego nie korzysta to trzyma dwa i pół tygodnia.
    GPS może być używany non stop przez 7 godz.

  7. brock napisał(a):

    brak latarki w EDC to dla mnie herezja… chyba, że EDC służy do przejścia z pracy do samochodu w biały dzień?

    A telefon ma zegarek, stoper i minutnik, czasem i google ‚ratuje’- pozwala szybko znaleźć potrzebny namiar, poza mapą od biedy może przydać się i kiepskawy kompas, budzik/alarm, najprostsze radio, notatnik…
    W telefonie można schować banknot czy mieć spisane potrzebne kontakty, w etui (masa dostępnych)- tym bardziej.
    Są i pewnie różne aplikacje, poza standardowymi niestety kojarzę tylko tą z ‚manhunta’, czyli ‚wykrywacz ruchu’ aktywuje foto-aparat i przesyła fotkę na drugi telefon…
    Aha, teorertycznie w innym kraju może się i przydać funkcja słownika. W podróży też poręcznie można sprawdzać stan konta itp.

  8. Bambo Prośba napisał(a):

    Skoro korzystałeś z Nokia (OVI) Maps to dlaczego teraz na Androidzie nie skorzystasz z map od Nokii? Mapy HERE są darmowe i możesz nawigować offline gdzie tylko chcesz, łącznie z wyznaczaniem tras i wyszukiwaniem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Informuj mnie o odpowiedziach poprzez e-mail. Możesz również subskrybować wpis bez zostawiania komentarza.

banner