Gdy zabraknie prądu (3): komunikacja (CB radio, krótkofalówki itd)

W poprzednich materiałach o braku zasilania opowiedzieliśmy Wam o tym, co nam grozi w razie braku prądu i jak sobie z nim radzić w kontekście oświetlenia oraz żywności i gotowania. Dziś porozmawiamy o tym, jak radzić sobie z łącznością i komunikacją.

Chodzi nam oczywiście o to, jak porozumiewać się z bliskimi nam ludźmi. W razie jakiegokolwiek kryzysu na pewno będziemy chcieli wiedzieć, co się z nimi dzieje. Ale także chodzi o to, byśmy byli w stanie dowiedzieć się, co dzieje się dookoła nas. Choćby po to by ustalić z jakiego powodu nie ma prądu i jak długo go nie będzie.

Taka wiedza jest kluczowa do podejmowania decyzji o dalszych działaniach. Wiedząc czemu brakuje prądu możemy starać się ocenić, jak długo trwać będzie usuwanie awarii. Inaczej będzie sytuacja wyglądać, gdy awarii ulegnie jedna linia przesyłowa, a inaczej, gdy do naprawy będzie 100 linii niskiego napięcia, które uległy uszkodzeniu ze względu na nagłą i intensywną śnieżycę.

Telefony komórkowe

Na co dzień, telefony komórkowe są dla nas podstawowym środkiem łączności i tak też będziemy ich używać w kryzysowych sytuacjach. To będzie pierwsze urządzenie, po które sięgniemy i właśnie dlatego telefonom poświęciliśmy osobny materiał dwa tygodnie temu. Mamy je przecież zawsze przy sobie.

I nawet w razie awarii zasilania telefony jeszcze przez jakiś czas będą działać. Łączność zapewniać będą układy awaryjnego zasilania w stacjach przekaźnikowych, które powinny funkcjonować przez co najmniej kilka czy kilkanaście godzin. Dlatego wysłanie do wszystkich bliskich nam osób krótkiego smsa w stylu „u mnie nie ma prądu, co u Ciebie” pozwoli szybko zorientować się także o skali i zasięgu awarii zasilania.

Problem może pojawić się, gdy brak prądu będzie tylko efektem jakiejś większej katastrofy, gdy wszyscy będą się chcieli dodzwonić do wszystkich. Wtedy można spodziewać się utrudnień w nawiązywaniu połączeń głosowych i opóźnień w dostarczaniu smsów. Prawdopodobnie funkcjonować będą jednak połączenia z internetem, przez co będzie można użyć je do wysyłania wiadomości na Facebooku czy komunikatorze Google Hangouts.

google hangouts lokalizacjaA skoro o Google Hangouts mowa — czy wiecie, że ma on bardzo wygodną i przydatną funkcję pozwalającą na łatwe podzielenie się informacją o tym, gdzie się znajdujemy? Gdy wyślę do kogoś pytanie „gdzie jesteś?”, osoba ta zostanie przez aplikację zapytana, czy ma podzielić się ze mną lokalizacją i taka informacja zostanie wysłana. Na telefonie komórkowym będę mógł uruchomić aplikację Google Maps lub od razu wyznaczyć trasę do tego miejsca. Na komputerze stacjonarnym zobaczę odnośnik do serwisu Mapy Google.

Zresztą łącze internetowe w telefonie w razie braku prądu będziemy mogli wykorzystać nie tylko do rozmów, ale także by dowiedzieć się co się dzieje, choćby w lokalnych serwisach informacyjnych. Być może także aplikacja Regionalny System Ostrzegania będzie wyświetlać jakieś przydatne informacje.

Gdy jednak przestanie dzialać sieć komórkowa, telefony przestaną być użyteczne, z jednym małym wyjątkiem. Masa dzisiejszych telefonów ma wbudowane radio odbierające w zakresie fal ultrakrótkich (FM). Wystarczy tylko włożyć słuchawki do gniazdka by dowiedzieć się, co się dzieje.

Radio FM i LW

Zresztą w ogóle warto mieć w domu najzwyklejszy w świecie radioodbiornik, ale chyba nikogo z Was nie musimy do tego namawiać. Poza tym, chyba w każdym domu już takie radio jest. A jak nie w domu, to w samochodzie, podłączone do samochodowego akumulatora. Będzie przydatne, bo można spodziewać się, że przynajmniej niektóre stacje radiowe będą w stanie utrzymać nadawanie przez jakiś czas także wtedy, gdy zabraknie prądu.

radio i ładowarka na korbę freeplay

Ładowarka Freecharge i dwa radia na korbkę – TUF (żółte) i Companion (czarne). Można je kupić w Karaluchu.

Nikogo nie namawiamy do kupowania tylko pod kątem przygotowań na trudne czasy urządzeń zasilanych bateriami słonecznymi i korbkami, o których mówiliśmy w ubiegłym roku (w materiale o latarkach, radiach i ładowarkach na korbkę). W ramach filozofii nowoczesnego survivalu radzimy Wam kupowanie takiego sprzętu, jaki będziecie używać na co dzień. Jeśli więc ktoś jeździ na długie wyjazdy pod namiot, albo spływy kajakowe, takie radio mu się przyda. W przeciwnym wypadku — raczej szkoda na to pieniędzy.

Problem polega tylko na tym, że większość odbiorników radiowych w Polsce odbiera w zakresach nadawania AM i FM. FM w Polsce to fale ultrakrótkie (UKF), na których nadaje większość lokalnych stacji radiowych. Także stacje ogólnopolskie nadają z użyciem tych częstotliwości. AM zaś jest dla nas praktycznie bezużyteczny.

Stacje radiowe na UKFie mają zasięg rzędu połowy województwa, tylko najsilniejsze nadajniki mają większy zasięg. A zatem mając radio, które odbiera tylko w tym zakresie, możemy nie dowiedzieć się niczego (bo wszystkie lokalne stacje po jakimś czasie też mogą zamilknąć). Z tego względu radia AM/FM są w naszych warunkach niespecjalnie użyteczne.

Warto mieć radio, które odbiera także na falach długich (LW), bo tu na częstotliwości 225 kHz nadaje pierwszy program Polskiego Radia z nadajnika w Solcu Kujawskim. Jestem przekonany, że PR1 nadawać będzie informacje o tym, co się dzieje, chyba że brak zasilania dotknie także i ten nadajnik.

Co ciekawe, mam w samochodzie radio AM/FM, które jednak jest w stanie odbierać właśnie na tej częstotliwości. Może więc i Twoje jest w stanie. Sprawdź to przy najbliższej okazji!

Ostatnio zaś kupiłem radio, które odbiera w bardzo szerokim zakresie częstotliwości (AM, FM, LW, SW i MW) — Tecsun PL-310ET. Ponoć jest w stanie odbierać audycje z całej Europy, a mnie udało się w sobotę złapać stacje francuskojęzyczne, niemieckojęzyczne i rosyjskojęzyczne. Czy były to stacje z Belgii i Moskwy, czy z Paryża i Kaliningradu, nie ustaliłem. W razie kryzysowych sytuacji być może nie zrozumiem nadawanych przez te stacje informacji, ale może będą one nadawać jakieś komunikaty czy całe audycje w języku polskim?

Ten odbiornik potrafi skanować częstotliwość w poszukiwaniu silniejszych sygnałów, i ma gniazdko USB do zasilania. Pracuje też na akumulatorkach AA, które jest w stanie sam ładować!

CB radio

Do zbierania informacji o tym, co dzieje się w bliskiej okolicy, doskonale nadaje się CB radio. Głównie dlatego, że w Polsce jest bardzo popularne, ale też dlatego, że montowane jest w samochodach. A samochody wyposażone są w małe agregaty prądotwórcze pod postacią samochodowego silnika i alternatora.

Można się spodziewać, że w razie jakiejś sytuacji kryzysowej, pasmo CB będzie bardzo intensywnie wykorzystywane.

Ale znów nie będziemy Was namawiać do kupowania CB radia tylko po to, by korzystać z niego w sytuacjach kryzysowych. Na co dzień także będzie to dla Was korzystne, bo w czasie codziennych podróży samochodem możecie dowiedzieć się, gdzie i dlaczego są korki, czy gdzie po poboczu porusza się nieoświetlony, ubrany na czarno, pijany rowerzysta.

Codzienną korzyścią z zakupu CB radia będzie więc skrócenie podróży samochodem i poprawa ich bezpieczeństwa.

Na rynku dostępne są ręczne radia CB (np. Alan 42 Multi), które można zasilać akumulatorkami lub bateriami (6 baterii AA lub 8 akumulatorków AA), ale także podłączyć do gniazda zapalniczki w samochodzie (oraz zewnętrznej anteny). Wprawdzie z seryjną anteną nie osiągniemy dużego zasięgu, ale jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma.

Niestety, CB w ogóle ma dość krótki zasięg, rzędu maksymalnie kilkunastu kilometrów. Czyli raczej z pomocą tej technologii nie dowiemy się, co dzieje się u bliskich w sąsiednim województwie.

Ręczne krótkofalówki (radiotelefony)

Do komunikacji między członkami Twojej grupy, zwłaszcza w czasie ewakuacji, doskonale nadadzą się krótkofalówki. Są mniejsze i lżejsze od tego ręcznego CB radia pokazanego przed chwilą, ale też tańsze.

I to w zasadzie jest ich największa zaleta. Za kilkaset złotych możemy kupić ich kilka, by każdy członek drużyny pierścienia mógł się bezpiecznie udać do Mordoru, pozostając w kontakcie z resztą drużyny. Czy tam do celu ewakuacji. 😉

Producenci zapewniają, że zasięg takich krótkofalówek jest rzędu kilku kilometrów, ale tylko na otwartej przestrzeni. W sprzyjających warunkach (między szczytami gór) zasięg może być jeszcze większy, ale z punktu widzenia ewakuacji nie ma to znaczenia. Za to w środowisku miejskim, między budynkami, można spodziewać się zasięgu rzędu tylko kilkuset metrów.

I to właśnie powoduje, że zastosowanie krótkofalówek jest jednak trochę ograniczone.

Z drugiej strony, w Polsce wykorzystywanych jest mnóstwo tego typu urządzeń. Korzystają z nich firmy ochroniarskie, budowlańcy, przedszkola. Każde takie urządzenie w kryzysowej sytuacji będzie mogło być używane do przekazywania informacji.

Krótkofalarstwo amatorskie

Jest jeszcze cała rzesza urządzeń i technologii, których w tym materiale nie omawiamy z prostego powodu — nie mamy na ten temat pojęcia. Chodzi o amatorskie krótkofalarstwo, z wykorzystaniem stacjonarnych radiostacji o większej mocy, większych anten i osiągania większych zasięgów. Z punktu widzenia dzisiejszej sytuacji do legalnego nadawania takimi urządzeniami potrzebna jest licencja (pozwolenie radiowe).

Nie opierałbym swojego przetrwania na takich urządzeniach, bo w Polsce jest ich jednak dość mało (wg Wikipedii mamy w kraju 13 000 radioamatorów). To też jest właśnie ten powód, dla którego nie zgłębialiśmy tego zagadnienia. Ale jeśli ktoś ma ochotę podzielić się swoją wiedzą w tym zakresie, z przyjemnością opublikujemy taki tekst.

Inne rozwiązania

W ostateczności, nie mając żadnych tego typu urządzeń, można przekazywać informacje z użyciem alfabetu Morse’a, za pomocą latarki, wskaźnika laserowego, czy choćby lusterka, odbijając promienie słoneczne.

Tylko kto w dzisiejszych czasach zna alfabet Morse’a? 😉

Przekazywać informacje można także z użyciem martwych skrzynek kontaktowych, o których wspominaliśmy już u nas na blogu.

Krzysztof Lis

Magister inżynier mechanik. Interesuje się odnawialnymi źródłami energii, biopaliwami i nowoczesnym survivalem.

Mogą Cię zainteresować także...

35 komentarzy

  1. LosowyNick napisał(a):

    CB radio to fajna sprawa. Za niewielkie pieniądze można kupić antenę stacjonarną (tzw. balkonową). Jeśli zainteresujemy tym naszych znajomych i bliskich mieszkających niedaleko to możemy zbudować fajną sieć znajomości. W kryzysowej sytuacji gdy ktoś bliski też będzie miał w domu CB nie stracimy łączności.

    A problem braku prądu można rozwiązać jeśli CB będziemy zasilać z akumulatora lub baterii słonecznej.

    W ogóle dużo urządzeń na 12V jest ze sobą kompatybilnych. To bardzo fajne przenośne i uniwersalne źródło prądu. Samochód, baterie słoneczne itp dają prąd. Możemy nim zasilić lampkę, CB, komórkę, laptopa itd.

  2. canis_lupus napisał(a):

    Trochę namieszaliście z pojęciami, ale spoko.
    „Tylko kto w dzisiejszych czasach zna alfabet Morse’a?”
    Radioamatorzy 😀

    • Piotr napisał(a):

      Nie tyko 😀 W wojsku też uczą, na przykład aby na przykład z ziemi latarką IR móc przesłać informacje do śmigłowca (czy drona) bez naruszania ciszy radiowej itp. 😀

    • Rafał M napisał(a):

      Już na licencję radioamatorską nie jest wymagana znajomość alfabetu Morse’a. Kto lubi, ten używa, jednak są lepsze sposoby transmisji, wykorzystujące komputer.

      Nie wiem jak w Polsce, ale w USA radiooperatorzy na okrętach wojennych też już nie muszą znać.

      • Piotr napisał(a):

        Na egzaminie obowiązkowe nie jest (można zdawać opcjonalnie jeśli ktoś chce, wtedy na świadectwie dostaje też odpowiednią adnotację – bo w niektórych krajach poza CEPT telegrafia jest wymagana na HF).
        A co do komputerów w radiokomunikacji – owszem, są lepsze emisje niż CW (co też napisałem), ale w sytuacji kryzysowej w pierwszej kolejności idzie fonia (bo jest „szybka” i zrozumiała dla każdego), a w drugiej kolejności idzie CW (właśnie dlatego, że nie wymaga dodatkowych komputerów, interfejsów itd. – wystarczy proste radio, nawet prostsze niż do fonii, no i prosty klucz).

        Co do telegrafii w „służbach” – na egzaminie na świadectwo radiooperatora nie ma, ale na przykład wojska powietrzno-desantowe się telegrafii uczą. Podobnie jest w lotnictwie – niby też nie jest wymagana na egzaminie, ale systemy do nawigacji „konwencjonalnej” (na przykład ADF) wykorzystują telegrafię. Niby w dobie GPS-a nie jest potrzebny, ale wielu pilotów zna telegrafię.
        Co do okrętów wojennych USA – jak najbardziej uczą, tylko nie jest to już wymóg, że każdy musi znać, uczą tylko „wybrańców” 😀

  3. Piotr napisał(a):

    Warto wziąć pod uwagę, że w Polsce czasy radia FM (oraz Solca Kujawskiego) są tak na prawdę policzone (niestety). Radiofonia publiczna ma „parcie” na DAB+ (znacznie tańsza infrastruktura). No ale myślę, że jeszcze przez najbliższe 5 lat da się używać 😀

    Co do małego radyjka (tego Tecsuna) – trzeba mieć nieco świadomości odnośnie tzw. propagacji. W różnych porach dnia/roku „chodzą” różne częstotliwości (i na różne odległości). Na przykład częstotliwości do mniej więcej 5-6MHz (a więc fale średnie i niższe pasma fal krótkich) dają dorbą propagację i zasięg europejski wieczorem (zimą dłużej, bo noc dłuższa), z drugiej strony częstotliwości powyżej 13-14MHz dają świetne zasięgi (międzykontynentalne) ale „potrzebują słońca” więc o świcie czy w ciągu dnia słychać dużo stacji azjatyckich wieczorem zaś amerykańskich ale… nie słychać za to stacji lokalnych (odległych powiedzmy o 500km).
    Dalsze zasięgi amatorów krotkofalowców (mam na myśli zasięg w skali kraju a nie międzykontynentalny) wynikają nie z ogromnych mocy czy skomplikowanych instalacji antenowych, ale po pierwsze z wykorzystywania odpowiednich częstotliwości (zakres 3,5-7MHz), po drugie z wykorzystania odpowiedniej emisji (emisja jednowstęgowa SSB jest około 16 razy skuteczniejsza niż AM, czyli gdy na SSB wystarcza 5W, to na AM trzeba by było użyć około 100W, a w skrajnej sytuacji używają telegrafii czy specjalnych tzw. digimodów umożliwiających przesłanie informacji na przykład do Wilkiej Brytanii wykorzystując moc rzędu 20-30mW), a po trzecie ze świadomości rozchodzenia się fal radiowych w różnych warunkach (znajomość zagadnienia propagacji). Na przykład przy 5W w AM z CB radia samochodowego (pasmo 27MHz) można mieć problem z łącznością na 20km a z drugiej strony przy tych samych 5W ale emisji SSB i w paśmie 3,5MHz (i prostej anteny kilka metrów nad gruntem, żadne tam potężne maszty :D) ma się łączność na kilkaset kilometrów bez większych problemów.

    Zgadzam się, że normalnej osobie nie jest potrzebne w zasadzie nic ponad to o czym pisaliście (czyli CB radio i PMR), natomiast krótkofalowcy jako organizacja mają szereg różnych porozumień z MON, centrami kryzysowymi itd. i po prostu w razie katastrof gdy zawiedzie normalna infrastruktura, to mają „dojścia” do odpowiednich służb i własną sieć ratunkową (która nota bene na Mazowszu za 5 minut, czyli o 21:00 na częstotliwości 145,500MHz ma krótkie proste ćwiczenia ze sprawdzaniem zasięgów, jeśli ktoś ma skaner częstotliwości albo jakieś RTL-dongle, to może sobie posłiuchać, ewentualnie poprzez WebSDR na http://sdr.sp5kab.pl/ – dzisiaj normalnych ćwiczeń nie ma, jedynie sprawdzanie zasięgów i „lista obecności” więc będzie „nudno”).

  4. Rafał M napisał(a):

    Według tabeli ze strony UKE jest w Polsce przydzielonych ok. 12500 znaków wywoławczych. To nie jest mało, zważywszy, że część z nich to radiostacje krótkofalowe o zasięgu co najmniej kontynentalnym, w porywach globalnym. UKF stacjonarne to zasięgi ponad 50 kilometrów. Do tego dochodzą przemienniki UKF, kilkaset w Polsce, pozwalające na pracę ręcznych urządzeń w promieniu co najmniej 30 kilometrów od przemiennika, choć nie wiadomo jak z ewentualnym zasilaniem.

    Egzamin nie jest trudny, szczególnie dla osób z jakąś wyobraźnią techniczną, bo na stronie UKE są opublikowane testy z odpowiedziami. Ostatnio dodali egzamin ustny, trzeba wiedzieć jakie są zasady prowadzenia łączności (np. posłuchać sobie w odbiorniku, lub na youtube), oraz zasady międzynarodowego literowania liter (A- Alfa, B-Bravo, C-Charlie…).
    Chyba już nie ma telegrafii na egzaminie na kategorię A, choć kategoria C ostatnio upoważnia do używania również 5 pasm krótkofalowych i do mocy nadajnika 100W. Po zdaniu egzaminu trzeba jeszcze wystąpić o pozwolenie radiowe, w pozwoleniu jest znak wywoławczy (można sobie wybrać).

    Zazwyczaj sprzęt krótkofalarski umożliwia odbiór też na częstotliwościach profesjonalnych, choć to przydaje się coraz mniej, bo służby państwowe przechodzą na emisje cyfrowe z szyfrowaniem (zależy jaki region kraju). Na Allegro jest mnóstwo chińskich krótkofalówek po 200zł mogących pracować zarówno w pasmach amatorskich 144/430MHz, jak i profesjonalnych (nadawać na profesjonalnych nie wolno, może też wyniknąć problem z szerokopasmowością anteny nadawczej).
    Jak by co, to gminne sztaby zarządzania kryzysowego też wykorzystują łączność radiową w okolicach 150MHz, w urzędach są radiostacje.

    Krótkofalowcy są zobligowani do pomocy w sytuacjach klęsk żywiołowych i w razie czego ta łączność będzie dostępna. Choć nie wiem jak ze współpracą na styku krótkofalowcy-służby, bo polskie państwo nie za bardzo jest zainteresowane, wynika to głównie z niewiedzy urzędników.

    Co do CB-Radia, to ja w razie czego dorobiłem sobie do ręcznego urządzenia antenę w postaci drutu-linki długości 2,69..2,7 metra (to 1/4 długości fali pomnożona przez współczynnik skrócenia 0,95, wynikający z niższej szybkości rozchodzenia się w metalu niż w próżni), z wtyczką BNC na jednym końcu, drugi zaizolowany.
    Łatwo to zwinąć i schować do plecaka lub kieszeni. W razie czego łatwo rozwinąć i koniec zawiesić np. na jakiejś gałęzi przy pomocy spinacza do bielizny. Na pewno zasięg dużo lepszy niż fabryczna krótka antena helikalna. A zawsze się znajdzie jakiś punkt zawieszenia, chyba że to pustynia 🙂
    Jeżeli nie będzie całkiem pionowo, to powinna być nieco nachylona w kierunku spodziewanego korespondenta, to poprawia zasięg (ze względu na specyfikę kierunkowości anten ćwierćfalowych).
    Do tego mam nieco ponad metrową (po rozłożeniu) antenę teleskopową do CB, ktoś kiedyś takie robił i sprzedawał na Allegro, ale już dawno nie widziałem.

    Aktualnie nie mam CB w samochodzie, z różnych przyczyn, ale gdybym miał, to dorobiłbym sobie dodatkową antenę w postaci linki. Jakieś 5,3 metra drutu, z krokodykiem na końcu.
    W sytuacji potrzeby zwiększenia zasięgu, wystarczyłoby się gdzieś zatrzymać samochodem, jeden koniec drutu przyczepić do anteny samochodowej, drugi do gałęzi.
    Długość nieprzypadkowa, to 1/2 długości fali, co daje impedancję falową ok. 150 omów, czyli 3x większą niż antena w samochodzie. Bezpośrednio do nadajnika nie powinno się tego podłączać, ale w tym przypadku byłaby podłączona antena samochodowa, a jej przedłużenie ze względu na wysoką impedancję nie obciążyłoby zbytnio nadajnika (50 + 150 omów to 37,5 oma, czyli niedopasowanie byłoby minimalne).

    CB świetnie spisuje się w otwartych przestrzeniach i w lesie. W mieście jest natomiast problem, gdy korespondent jest we wnętrzu budynku, tutaj lepiej spisują się częstotliwości 430/446MHz.
    Kolejnym problemem jest silne tłumienie sygnału, gdy antena sięga poniżej 2,5 metra, a przy samej ziemi odbiór raczej będzie niemożliwy.
    Największym problemem jest jednak długość anten, dla w miarę dobrej sprawności musi mieć metr (plus cewka przedłużająca), co jest niewygodne w przenośnym sprzęcie. A już absolutnym minimum jest pół metra anteny helikalnej, co nadal nie jest kieszonkowym rozmiarem.

    • Piotr napisał(a):

      Owszem, telegrafia nie jest obowiązkowa (choć jeśli ktoś potrzebuje, to może ją zdawać i dostaje wtedy odpowiedni wpis na świadectwie radiooperatora – wymagany w niektórych krajach).
      To o czym napisał Krzysiek (zasięg CB na kilkanaście kilometrów) to zasięg typowy z przeciętnej anteny. Wiadomo, że porządna bazówka na szczycie bloku oraz radio z SSB i 50km nie jest problemem, ale w normalnych warunkach i z normalnego CB samochodowego nie można zakładać zasięgu dużo większego niż „widnokrąg” (czyli te kilkanaście km, a pewny zasięg to kilka km zwłaszcza jak napisałeś – w mieście).

      Ze współpracą ze służbami zwykle nie ma większych problemów (ja na przykład nie mam jakichkolwiek problemów ze współpracą ze Strażą Pożarną i lokalnymi OSP), oczywiście nie chodzi „wpierdzielanie się między wódkę i zakąskę” (czyli uszczęśliwianie ich na siłę) ale na przykład nie było problemów aby na budynku straży zainstalować antenę na 2m i kable doprowadzić do „dyżurki” (w razie potrzeby dowolny krótkofalowiec może do nich podjechać i podpiąć się swoim radiem pod gotowe instalacje w minutę), mają też antenę CB i radio CB (tak samo jak niektóre OSP) – oczywiście na co dzień nie używają, ale w razie problemów jest.
      Co do przejścia na cyfrę – w normalnych warunkach cyfra jest ok, ale przy dużym natłoku korespondentów (jaki ma miejsce w sytuacji kryzysowej) sieci cyfrowe nie dają rady i wtedy służby przechodzą na analog („przećwiczone” podczas wichur w drugiej połowie lata tego roku :D).

      Generalnie łączność o jaką chodzi w tym artykule, to łączność z rodziną/znajomymi oraz możliwość wezwania pomocy – do tego CB radio i PMR wystarczą w zupełności. Niższe pasma fal krótkich są świetne jeśli byłby kryzys na większą skalę i trzeba byłoby jakoś się zorientować w których rejonach kraju jest ok, a w których nie (ewentualnie skontaktować się z rodziną/znajomymi z innego rejonu Polski czy mogą nas przyjąć itp.).
      Co do wykazu – owszem, pozwoleń jest nieco ponad 12 tysięcy, ale część z tych pozwoleń to pozwolenia „martwe” (na przykład osoby, które wyjechały za granicę, osoby które nie uprawiają czynnie hobby bo im „przeszedł zapał” albo… na przykład osoby już nie żyjące). Realnie jest moim zdaniem około 9-10 tysięcy (z czego i wielu nie technicznych możliwości pracy poza domem czy przy długotrwałym braku prądu). Każdy jakiś tam przenośny sprzęt na 2m/70cm (pewnie większość nawet po kilka sztuk, mi z przenośnych się uzbierały dwa typowo ręczniaki i „plecakowy” FT-817) ale mało kto ma zapas prądu na więcej niż 24h (zwłaszcza w mieście, gdzie ludzie praktycznie nie doświadczają długotrwałych braków prądu).

  5. Marcin napisał(a):

    Warto zainstalować aplikacje Serval Mesh i zachęcić do tego rodzine i znajomych. Umozliwia lacznosc po WiFi bez Access Pointa. Przydaje się podczas imprez masowych, gdy sieć GSM jest przeciazona, a nie możemy znaleźć się w tłumie.

    • Rafał M napisał(a):

      Fajna, jeśli chodzi o opis (nie mam niczego z androidem żeby przetestować). Tylko jak się spisuje w praktyce, zwłaszcza w większej grupie?

      Bo zasięg wi-fi w telefonie chyba nie przekracza 50…100 metrów (chodzi nie tylko o moc nadajnika, ale przede wszystkim celowo niską czułość odbiornika, żeby zwiększyć odporność na zakłócenia), a na taką odległość równie dobrze można byłoby np. machać.
      Z tego co mi się wydaje według opisu, to urządzenia chyba mogą się porozumiewać ze sobą za pośrednictwem innych urządzeń, co nieco zwiększa zasięg. W każdym razie podobna funkcja jest np. w niektórych radiostacjach używanych przez wojskowe jednostki specjalne (np. Radmor R35010), ale nawet i tam na takiej częstotliwości zasięg nie przekracza kilkaset metrów.

      • Marcin napisał(a):

        Zasięg Wi-Fi pomiędzy telefonami jest ograniczony przede wszystkim przez małe anteny schowane wewnątrz obudowy. Mimo wszystko w otwartym terenie zasięg około 150m jest realny. Czy to mało? W tłumie to spora odległość i ciężko wtedy krzykiem czy machaniem zwrócić na siebie uwagę właściwej osoby.

  6. Dziewczynka napisał(a):

    no wszystko fajnie. jak ktoś ma takie normalne walkie talkie turystyczne- czyli maja to dwie osoby oddalone od siebie – jeżeli uczestniczymy w jakimś zamieszaniu tak – ze osoby są rozdzielone…. no to widzę pewien problem techniczny. zazwyczaj jest jedna wspólną ładowarka w zestawie. Ktoś ma pomysł jak to ogarnąć aby już teraz obdzielić się słuchawkami i ładować bęedąc w oddaleniu?

    • Rafał M napisał(a):

      Coraz częściej mają microUSB i wtedy pasuje ładowarka do telefonu. W amerykańskiej wersji Motoroli jest microUSB, w europejskiej nie ma, może wkrótce.
      W niektórych co bardziej profesjonalnych na rynek europejski też jest, ale te radia są drogie (ponad 500zł 1 sztuka).

      Zawsze można spróbować dorobić ładowarkę (np. stara od telefonu z wymienionym wtykiem, jeśli radio ma wtyk ładowania), lub dokupić na podobne napięcie w jakimś sklepie elektronicznym.
      Ewentualnie zlutować sobie przejściówkę, gniazdo do ładowarki telefonu, wtyk do radia.
      Oczywiście w przypadku radia które ma gniazdo ładowarki. Niektóre mogą być ładowane tylko w specjalnej podstawce, co oznacza konieczność zabrania podstawki, a ta waży i zajmuje miejsce w bagażu.

      Kolejną opcją jest zakup dwóch kompletów radiotelefonów, wtedy będą dwie ładowarki. I tak komplet jest tańszy niż bardziej profesjonalne radia sprzedawane na sztuki.

      Ewentualnie można kupić takie, do których oprócz akumulatorków pasują bateryjki-paluszki i mieć paluszki na wymianę.
      W Motorolach zauważyłem, że jeśli włoży się akumulatorki NiMH paluszki, to nie da się ich naładować poprzez gniazdo ładowania, jakaś blokada, ładuje tylko dedykowane akumulatorki.
      Można też mieć zapasowe akumulatorki paluszki NiMH z ładowarką, do radia, do latarki itd.

      Ja osobiście nie lubię sprzętu z dedykowanymi akumulatorami litowo-jonowymi, bo po paru latach akumulator może odmówić posłuszeństwa, a nowy będzie drogi lub już niedostępny. Sprzęt na bateryki-paluszki z reguły wytrzymuje dużo dłużej, bo zawsze można włożyć nowe baterie.
      Chyba że coś używa się codziennie, jak np. telefon, wtedy ekonomiczniejsze będą akumulatory litowo-jonowe.

    • Piotr napisał(a):

      Są też modele, które mają osobne ładowarki do każdego egzemplarza radia a dodatkowo wbudowane akumulatory można zastąpić zwykłymi bateriami, na przykład Intek MT-3030 – w zestawie są dwie ładowarki a „wbudowany” akumulator, to po prostu trzy akumulatory NiMH rozmiaru AAA (owinięte taśmą) które można zastąpić dowolnymi bateriami/akumulatorami rozmiaru AAA (można też ładować „nieoryginalne” akumulatory NiMH bezpośrednio w urządzeniu). To oczywiście tylko przykład, wiele innych modeli innych firm też ma podobne funkcjonalności.

      Co do akumulatorów litowo-jonowych to trzeba mieć świadomość, że bywają z nimi problemy w niskich temperaturach (niektóre ulegają trwałemu uszkodzeniu na mrozie) a ich ewentualne uszkodzenie (pęknięcie, zwarcie, zamarznięcie itp.) może być niebezpieczne.
      Osobiście nie unikam akumulatorów Li-ion jako takich (są bardzo wygodne) ale preferuję takie, które pozwalają także na alternatywne zasilanie. Czasem po prostu argumentem jest cena – jeśli kupuję na przykład taniego Baofenga UV-3R (czy jakiegoś jego klona), to z założenia nie jest to urządzenie, którego będe używał przez następne 20 lat, żywotność tego urządzenia planuję na 3-4 lata (a ponieważ radiotelefon posiada standardowy akumulator taki jak w klasycznych Nokiach, to nie ma problemu z kupieniem zamiennika gdyby mi się fabryczny rozsypał). Co by nie mówić, to jednak współczynnik pojemność/masa dla akumulatorów litowo-jonowych jest znacznie większy niż dla Ni-MH – trzeba mieć świadomość plusów i minusów (urządzenie idealne do każdych warunków nie istnieje).

      • Piotr napisał(a):

        Sorki: MT-3030 wymaga chyba czterech AAA – pomyliłem z innym modelem 😀 Tu jest recenzja https://www.youtube.com/watch?v=UqnsOsV2nuQ

      • Rafał M napisał(a):

        Jeśli jakiś sprzęt jest często używany (np. telefon komórkowy, słuchawka bluetooth), to litowo-jonowe są wygodne.
        Jednak może być problem ze sprzętem sporadycznie używanym, kupionym „bo może się kiedyś przydać” i leżącym na półce całymi miesiącami. W takim możliwość zasilania bateryjkami-paluszkami okazuje się bardzo przydatna, bo po wielu latach wkłada się nowe baterie (lub naładowane akumulatorki) i działa.
        Mam w domu niektóre sprzęty elektroniczne sprzed kilkunastu lat i po włożeniu bateryjek działają. Gdyby miały akumulatorki litowo-jonowe, najprawdopodobniej już by nie działały, lub pojemność byłaby mocno ograniczona, więc nie można byłoby na nich polegać. Nowe akumulatorki litowo-jonowe najpewniej byłyby dosyć drogie, a często już niedostępne, bo tam nie ma standardowych modeli i rozmiarów.

        • Piotr napisał(a):

          Są i standardowe modele akumulatorów Li-ion jak na przykład 18287 (zwane czasem BL-3 lub „standardem Nokii” bo Nokia je kiedyś stosowała w telefonach) czy 18650 (okrągłe „paluszki” popularne głównie w latarkach) i parę innych. Jak najbardziej są „typówki” jeśli chodzi o akumulatory li-ion, trzeba tylko wybierać sprzęt, który z tych typówek korzysta.

  7. brock napisał(a):

    AM i FM to nie tyle zakresy, ile technika przekazywania informacji falą radiową, czyli sposób kodowania i emisji. FM kojarzone jest z zakresem UKF, bo tego systemu używają tam rozgłośnie, ale występuje i na innych falach, stąd bywa przełącznik AM/FM. Po tych analogowych teraz wchodzą i cyfrowe.
    Nie nazwałbym AM ‚bezużytecznym’, są stacje radiowe nadające tą metodą, nawet P.R.1 na LW (długich) a wiele więcej na MW (średnich), za granicą również. Tak jak i najprostsze radio, które wielu robiło w dzieciństwie.
    Zasięg UKF nie powala, zależy głownie od propagacji, więc i pory dnia oraz ukształtowania terenu- na fali przyziemnej niczym ‚krótkofalówka’ czy odbitej (znacznie dalej ale kapryśnie). Nadajniki są nie tylko stacji lokalnych bo i choćby P.R.1 i jest możliwa łączność przez przekaźniki. Powszechnie rozszerzano pasma dla odbiorcy masowego po czasach lampowych, gdy szukano wolnych zakresów z dobrą jakością, bez zakłóceń i pasującym stosowaniem FM (AM na długich ma słabszą jakość więc FM na UKF pokazało swą zaletę). Ukaefki z AM pamiętanie są i z czasów LWP, od starych taktycznych do 10km po samochodowe (kilkadziesiąt km a parę razy więcej na postoju) czy ten cud specnazu z szybką, zakodowaną transmisją z lat 60-tych wspomniany i w książce Suworowa.
    Ukaefki zresztą potocznie nazywane są i krótkofalówkami, jak wiele na bliski dystans a przenośnego, były używane w samolotach, szalupach ratunkowych czy na jachtach, jako odporne na zjawisko Dopplera.

    Jest i stary, dobry telefon przewodowy. Na osobnym zasilaniu a nic nie stoi na przeszkodzie, by używać i dawnego typu z korbką 🙂

    Szkoda też, że pominięto krótkofalarstwo, z powodu małej liczby licencji skutkującej niechęcią do wiedzy. To nie czarna magia a warto zerknąć choćby w jakże przydatne podstawy, użytkowanie zaś to pestka w dobie gotowych i tanich sprzętów. A całkiem łatwo samemu zrobić i radyjko choćby kryształkowe, odbiornik amatorski czy i nadajnik. Jeszcze w dawnych czasach, czy to lampowych czy bez scalaków, ze smiesznie małą mocą (ok. 1 W!)- w zasięgu takiego ‚home made’ wyczynowo pojawiała się cała Polska (oczywiście dobra antena, strojenie, warunki).

    • Piotr napisał(a):

      Efekt Dopplera jest pomijalny dla normalnych „ziemskich” prędkości i pasm do około 150MHz (na 70cm przy SSB z samochodu ewentualnie da się usłyszeć, ale w AM już nie ma to znaczenia, a tym bardziej FM – w lotnictwie cywilnym AM stosuje się ze względu na tradycję a nie realną potrzebę). Dopiero przy łączności przez satelity (krótkofalowcy mają swoją łączność satelitarną!) efekt Dopplera daje się we znaki, ale też nie jakoś tam specjalnie mocno 😀

      Co do wspomnianego krótkofalarstwa i 1W na telegrafii – to jest zupełnie nieprzydatne z punktu widzenia przeciętnego Kowalskiego, no bo przecież dziecko w szkole czy żona na zakupach w markecie nie będzie ze sobą nadajników krótkofalowych nosić „w razie W”. Analogicznie w domu generalnie obowiązuje zasada „bliższa koszula ciału” i ważniejsze jest to aby się dogadać z kumplami w tej samej dzielnicy (czy żeby żona z domu miała łączność z mężem, gdy ten pojedzie samochodem 10km dalej coś załatwić) niż żeby się komunikować z drugim końcem Polski (to też może być przydatne, ale nie aż w takim stopniu jak łączność lokalna). Poza tym krótkofalarstwo ma tę „wadę”, że wszyscy z rodziny musieli by być licencjonowani aby móc wszystko przećwiczyć w normalnych warunkach (wiadomo, w razie W nikt nie wnika i pozwoleniami się nie przejmuje, no ale jak to mówi Codu Lundin – jest za późno na czytanie książki o nauce pływania gdy siedzisz w tonącej łodzi). Jeśli ktoś ma zacięcie do krótkofalarstwa, to EmCom jest fajnym dodatkiem, ale wchodzenie w krótkofalarstwo TYLKO na potrzeby EmCom moim zdaniem nie ma większego sensu.

      Co do taniości sprzętu krótkofalarskiego – owszem, ręczniaki 2m/70cm są tanie ale na tym „taniość” sprzętu się kończy. Nawet najprostszy kilkupasmowy transceiver HF/QRP (SSB/CW) to wydatek ponad 1000PLN (zbudowanie go samodzielnie dla kogoś nieobeznanego z elektroniką nie jest wcale takie trywialne – na odbiornikach kryształkowych i nadajnikach iskrowych z rodziną w drugim końcu polski się nie skontaktujesz :D), w tej cenie (1000PLN) można mieć już przyzwoite radio CB ze wstęgami i przyzwoitą antenę bazową – łączność na kilkadziesiąt kilometrów bez problemu i bez jakichkolwiek „ceregieli” (a do tego można mieć też tanie radio w samochodzie i taniego ręczniaka CB i łączność na potrzeby kryzysowe zapewniona).

      Krótkofalarstwo jest fascynujące ale… dla tych, dla których jest fascynujące 😀 To świetne hobby/sport/pasja/zabawa/rekreacja/technologia (niepotrzebne skreślić, każdy widzi w tym coś innego :D) ale nie każdemu jest to potrzebne. Przeciętnej osobie/rodzinie wystarcza łączność lokalna oraz DOSTĘP do informacji (a więc odbiornik radiofonii publicznej oraz dodatkowo jakiś skaner do ewentualnego nasłuchiwania służb).

      • brock napisał(a):

        może i przeciętni Kowalscy nie zechcą polutować sobie ale dla preppera to gotowa baza wiedzy, wspomnianych podstaw- anteny, rozchodzenie się fal, strojenie, jakieś podstawy elektroniki. Założę sie, że dalej są w sprzedaży i gotowe zestawy do zrobienia, ale to faktycznie edukacyjno-rekreacyjnie niczym proste modelarstwo czy majsterkowanie.

        Przydatność ‚natychmiastowa’ w porównaniu z innymi to raczej w postapo ale myśl, że samemu można prosto zbudować radio a nawet nadajnik jest krzepiąca. Ten mój przykład to staary poczciwy ‚Bartek’, taka ‚mydelniczka’ która się mocno grzała w łapie, od parunastu lat zmodyfikowany jako ‚Antek’, jest chyba i podobny model ‚Kacper’. Od biedy kilka-kilkanaście metrów drutu porobi za antenę, aha nie tylko morsem bo i fonią (modulacja SSB) a legalność złożonej garści podzespołów heretycko zostawmy ‚faszystom’ (moce rzędu 0,5 do kilku W) 😉 Tylko niech mnie ‚realizacyjni’ nie budzą ‚dynamicznie’ rano, więc- oczywiście- warto, tak jak się wciągnąć i podłubać trochę.
        Faktycznie, są lepsze źródła informacji a jako przenośny- mamy nowoczesne PMR-ki.

        Z ciekawostek o PMR wspomnę, że są już takie, które można połączyć z serwerem i dalej sygnał jest transmitowany internetem, więc i program z mikrofonem czy smartfon z aplikacją może starczyć. Nie zgłębiałem sprawy (kiedyś mignęły mi wyższe ceny takich PMR i tyle) ale jakoś nie widzę przydatności mobilnej a mając internet parę km od nas można go używać ‚tradycyjnie’. Nawet z własną siecią da się prościej wykorzystać kabelek. Jak widać nawet nie wiem, po co to.

        • Piotr napisał(a):

          Bartek czy Antek jest prosty dla ludzi obeznanych z tematem (są i znacznie prostsze konstrukcje jeśli chodzi o SSB) ale… mimo wszystko jakieś pojęcie o elektronice trzeba mieć, chociażby trzeba wiedzieć jak płytkę drukowaną we własnym zakresie zrobić, jak są oznaczone nogi tranzystora, kod paskowy rezystorów, potem uruchamianie itd. To wszystko jest banalne dla ludzi zajmujących się elektroniką czy radiotechniką, ale dla ludzi którzy się tym nie interesują, to jest „czarna magia”.
          To nie chodzi o to czy zechcą sobie polutować jakiś kit czy nie zechcą i mieć „walory edukacyjne” – czas nie jest z gumy i każdy normalny człowiek w jakichś dziedzinach się specjalizuje (kosztem innych). Nie da się być dobrym we wszystkim. Wybrałeś radio? Ok, ktoś inny wybrał kowalstwo/metalurgię a ktoś inny medycynę czy mechanikę samochodową. Ty składasz radia a ktoś inny samochody. Po jaką cholerę ktoś ma tracić czas na naukę tylko po to, aby sobie jakiś kit radiowy złożyć, którego nawet nie będzie w stanie w pełni wykorzystać (bo nie będzie wiedział jak – jeśli radio nie jest jego pasją, to po prostu nie będzie w tym siedział tak jak krótkofalowcy-zapaleńcy)? Gotowe urządzenia typu CB czy PMR w zupełności wystarczą.
          Przy okazji: piszesz o małych mocach i zostawieniu sprawy legalności heretyckim ‚faszystom’ – czy kilka watów to wg Ciebie mało? To dużo! Ja na 5W (na fonii SSB) mam zrobionych Japończyków, USA czy połowę Ameryki Południowej, to tylko o 2S mniejszy sygnał niż 100W – mimo wszystko to jest spora moc i sygnał leci na tysiące kilometrów, więc bym takich mocy nie bagatelizował w kontekście legalności (zwłaszcza na pasmach, które mamy współdzielone z innymi służbami).

          Co do PMR podłączanych do komputerów – owszem, widać że w ogóle nie w temacie jesteś. To jest odpowiednik krótkofalarskiego Echolinka, nazywa się Free Radio Network (FRN) a radio podłącza się przez dodatkowy zewnętrzny interfejs do karty dźwiękowej komputera (to nie jest funkcjonalność wbudowana w radio, zresztą nie może taka być ze względów prawnych wbudowana w PMR-kę, podobnie jak wymienialne anteny itp.).

          Ja wiem, że niektórzy krótkofalowcy mają „parcie” na pozyskiwanie nowych krótkofalowców gdzie się da (prawie za wszelką cenę) ale trzeba do sprawy podejść uczciwie – przeciętnemu preppersowi krótkofalarstwo ma bardzo niewiele do zaoferowania (no może poza łącznością na 2m/70cm przez przemienniki – jeśli będą miały awaryjne zasilanie, bo wiele z nich takowego nie ma). Nikt w EDC czy w plecaku z którym normalnie się porusza nie będzie Bartka/Kacpra z akumulatorami, balunami i dipolami 2x20m chodził nie będzie (a tym bardziej nie będzie takich klamotów nosił ze sobą w sytuacji kryzysowej). Ręczniaki CB czy PMR do łączności lokalnej są znacznie lepsze, a w domu normalne samochodowe czy bazowe CB-radio też wystarczy (i przy okazji jest kompatybilne z już posiadanymi ręczniakami) i to jest prosta, tania i skuteczna opcja. Do tego jakiś TECSUN czy DEGEN do słuchania radiofonii publicznej (i ewentualnie z SSB do posłuchania krótkofalowców), ewentualnie skaner do nasłuchu służb i wystarczy. Gdy padnie prąd, to i tak większość krótkofalowców zniknie z eteru w ciągu 48 godzin, bo ich super wypasione stacje mają się nijak do energooszczędności.

          • Piotr napisał(a):

            Przy okazji – o ile służby ratunkowe w sytuacji padu infrastruktury słuchają kanały 9 CB-radia i ludzi wzywających pomocy, o tyle pasm krótkofalarskich żadne służby nigdy nie nasłuchiwały i raczej nasłuchiwać nie będą, więc nawet pod tym względem CB ma przewagę.
            Krótkofalarstwo w sytuacji awaryjnej ma sens jeśli ktoś się w to krótkofalarstwo chce zagłębić, utrzymuje kontakty z innymi krótkofalowcami, ma wdrożoną w temat rodzinę, uczestniczy w ewentualnych ćwiczeniach kryzysowych itd. ale mieć radio „dla miecia” (i nieużywanie go na co dzień) nie jest moim zdaniem optymalnym rozwiązaniem. Samo radio na KF-y nie robi łączności, potrzebny jest obeznany w temacie operator – jeśli operator na radiu nie pracuje i nie pogłębia wiedzy, bo go to po prostu nie interesuje, to samo radio nic mu nie da, bo nie będzie potrafił skonstruować skutecznej anteny aby te małe moce wykorzystać, a byle usterka jak wyschnięte czy „strzelające” elektrolity (z powodu tego, że radio leżało 10 lat na półce nieużywane i kondensatory trzeba byłoby od nowa sformatować) i „po zawodach”, bez znajomości elektroniki sobie nawet z prostą naprawą „Bartka” nie poradzi.
            Ze sprzętem elektroniczym jest jak z mieśniami – narząd nieużywany ulega degradacji. Sprzęt elektroniczny jeśli jest nieużywany, to się po prostu starzeje, zwłaszcza takie „samoróbki” (elektrolity się rozformatowują, sprzęt się nie „wygrzewa” więc niektóre elementy korodują czy wchłaniają wilgoć, potencjometry pokrywają się kurzem/tlenkami itd.). Posiadanie sprzętu krótkofalarskiego, którego się nie używa jest bez sensu (a tym bardziej poświęcanie czasu na naukę i budowanie go we własnym zakresie tylko po to, aby go odstawić na półkę w ziemiance/piwnicy tego sensu ma jeszcze mniej).

          • Rafał M napisał(a):

            Istnieją też radiotelefony łączące się poprzez internetowe routery wi-fi. To nie PMR, ale podobne. Wadą jest niska moc (10mW), a więc niewielki zasięg od infrastruktury. Nie wiem czy mogą łączyć się bezpośrednio między sobą z pominięciem infrastruktury, nie znam japońskiego.
            Stosowane profesjonalnie, początkowo w Japonii (np. hotele, szpitale, biura). A co za tym idzie, koszt urządzenia jest również profesjonalny (np. Icom IP100H), a kontroler na 20 urządzeń kosztuje blisko 4 tysiące zł, na 100 ponad 15 tysięcy zł.

          • Piotr napisał(a):

            Do takich rzeczy nie trzeba specjalnych urządzeń, wystarczy zwykły smartfon z WiFi i odpowiednia aplikacja, no ale zasięgi bardzo kiepskie (częstotliwości 2,4GHz oraz 5GHz bardzo kiepsko przechodzą przez przeszkody, a w dodatku tak jak piszesz – mała moc, swoją drogą konieczna aby nie ugotować sobie mózgu :D, 2,4GHz to częstotliwość działania na przykład kuchenek mikrofalowych – nie jest przypadkowa :D).

    • Rafał M napisał(a):

      AM to też nazwa zakresu fal średnich. Trochę niepoprawna z punktu widzenia radiokomunikacji profesjonalnej, ale przyjęła się w radiofonii, podobnie jak FM dla UKF.

      W Polsce działają nadajniki średniofalowe, choć głównie w mniejszych miejscowościach:
      http://www.polskaam.radiopolska.pl/tr.htm
      http://www.polskaam.radiopolska.pl/polskaam.htm
      W dużych miastach jest za duży poziom zakłóceń, szczególnie dla odbiorników w mieszkaniach z anteną ferrytową.

      Natomiast telefon przewodowy, to nie wiem czy ma sens, kiedy niedrogo można kupić radyjka PMR.
      Może można byłoby poeksperymentować np. jako wewnętrzny interkom w domku jednorodzinnym, albo między zaprzyjaźnionymi budynkami. Ale kiedyś to miało większe znaczenie, gdy sprzęt radiokomunikacyjny był drogi, duży i ciężki, oraz wymagał zezwolenia, natomiast lokalna telefonia przewodowa jest bardzo prosta konstrukcyjnie.

      • Piotr napisał(a):

        Te zestawienia są dosyć archaiczne. Aktualny wykaz pozwoleń radiowych jest na stronie UKE. Dla radiofonii jest tu http://uke.gov.pl/pozwolenia-radiowe-dla-stacji-radiofonicznych-4160 (na dole strony, plik z pozwoleniami radiowymi ma dwie zakładki, UKF i średnie), są podane lokalizacje nadajników, częstotliwości, moce itp.
        Warto też wspomnieć, że w razie ogłoszenia stanu wyjątkowego na danym terenie, służby podległe MON mogą nadawać swoje komunikaty radiowe na zakresach „komercyjnych” bez potrzeby posiadania stosownego pozwolenia (z założenia wykorzystywane są istniejące lokalne stacje radiowe, ale w razie czego na przykład wojsko ma możliwość nadawania komunikatów ze swojego sprzętu gdyby nadajniki komercyjne nie mogły pracować).

  8. Fomalhaut napisał(a):

    Chyba nikt nie wspomniał jakie możliwości daje „zwykły” talerz satelitarny z odbiornikiem – jeśli chodzi o nasłuch co się dzieje na świecie. Satelita będzie działał prawie zawsze. Pozwala to śledzić wydarzenia opisywane przez różne podmioty (różne interesy) nie tylko przez „jedynie słuszne”. Obecnie koszty zakupu niskie ,produkt łatwo dostępny. W przypadku katastroficznych wydarzeń można się spodziewać ,że kanały typu „moda” zamilkną na rzecz poważniejszych komunikatów. Można też odbierać strony internetowe oglądane przez innych które to „spadają z satelity” = wówczas nie ujawniamy swojej pozycji wysyłając jakikolwiek komunikat w przestrzeń GSM czy inną radiową.

    • Survivalista (admin) napisał(a):

      Koszty zakupu talerza i odbiornika są niewielkie, ale weź to zasil, żeby mogło choć kilka godzin dziennie działać. To był powód, dla którego zrezygnowaliśmy z omówienia telewizji jako źródła informacji w razie braku prądu.

      • Piotr napisał(a):

        Aż tak dużo prądu to nie bierze (choć z pewnością więcej niż proste radio) 😀 Są też karty TV-SAT do laptopów podpinane się pod port USB (i zasilane z 12V – sam port USB może dać tylko 2,5W mocy a to za mało aby działało sterowanie LNB do którego trzeba około 6-7W). Koszt od 250 do 500PLN (w zależności od tego czy ma odbierać tylko niekodowane programy czy też ma wspierać wszelakiej maści moduły CI, CI+, odbiór w HD itp.).

        • Fomalhaut napisał(a):

          Tak w ogóle to chyba dobrze by było mieć co najmniej po każdym urządzeniu z „zakresów” tu poruszanych; jedno CB radio , jakiś odbiornik UKF, LW, na średnie fale, talerz satelitarny, odbiornik TV cyfra wpinany na USB, radio PCM. Już sama informacja ,że satelita jest na niebie i nadaje wiele wnosi wg mnie. W końcu to zakres „światowy”.  Dobrze by było mieć w laptopie lub smartfonie (kiedyś miałem) program do oglądania zachodnich i polskich stacji telewizyjnych przez internet. Są darmowe. Gdyby znalazło się działające WIFI… będzie prawie jak talerz.
          Uważam ,że raczej warto przygotowywać się na „problem” o charakterze (zakresie) światowym lub europejskim bo z lokalnymi to sobie prepersi raczej poradzą. Zresztą z kłopotów lokalnych zawsze można starać się ratować ucieczką, z Europy wydostać się o własnych siłach… hm ciężko. „Nasza chata” nie jest z „skraja”…
          W Sytuacji kryzysowej bez 6 paszportów i worka złota na łapówki pewnie nie da rady.

    • Rafał M napisał(a):

      Niektóre telewizory mają wbudowany odbiornik satelitarny, więc nie trzeba dokupować dodatkowego urządzenia, nie ma plątaniny kabli. Wystarczy tylko wystawić na balkon jakąś antenę, są w wersji zamaskowanej.
      Nowoczesne telewizory czasem potrafią się zmieścić w poborze prądu rzędu 25W i mniej.

  9. Michał napisał(a):

    Temat talerza satelitarnego jest bardzo ważny. Antena powinna być duża tak co najmniej 1 m. Także nie należy się ograniczać tylko do odbioru jednego satelity – proponuje montaż co najmniej dwóch konwerterów (Im więcej konwerterów tym więcej odbieramy satelitów.) Takie podstawowe satelity to Astra 19, 2 E i Hot Bird 13 E – programy polskie i najsilniejszy sygnał.

    Dobrze byłoby odbierać sygnał satelity nie przeznaczony dla naszego regionu jako pewną niezależność informacyjną.

  10. bura2 napisał(a):

    Wg mnie, jako człowiek który poza CB radiem niewiele widział, to zestaw optymalny pod względem cena/jakość to zwykłe radio+CB.

    Zwykłe radio – dla mnie głównie FM i Polskie radio. Fajnie jakby było to coś „plecakowego”, zasilanego z baterii, ale nie musi – bo główne zadanie to ustalenie zasięgu – czy uda się złapać jakiekolwiek radio na FM oraz czy uda się złapać P.R.1.

    CB – ręczniak może być, ale nie jest konieczny, przyda się tylko przy ewakuacji pieszej/rowerowej. Wystarczy jako minimum samochodowe CB.

    Dlaczego akurat te dwa? – powszechność. Co mi po super radiu jak z nikim nie pogadam? CB radia nie dość, że są powszechne to jeszcze każde ma źródło zasilania.

    Jakimś sposobem na wydłużenie zasięgu jest poczta pantoflowa: Ja nie wiem co się dzieje 40 km dalej bo CB mi tyle nie złapie, ale kierowca od kierowcy słyszał…

    • Piotr napisał(a):

      Oby nie zrobili z tego kolejnego tandetnego show pokroju „Szkoła Przetrwania” z Discovery – żeby było jasne, znam biografię Beara Gryllsa i szanuję jego umiejętności i osiągnięcia, ale Discovery sprowadziło to do roli aktora w tandetnym show, który ma napędzać sprzedaż zaprzyjaźnionym markom i imponować nastolatkom czy nowicjuszom scenami typu jedzenie żywej jaszczurki na surowo (podstawowy błąd, NIGDY nie jada się zwierząt na surowo ze względu na ewentualną obecność pasożytów i bakterii – w ekipie programu jest lekarz i generalnie zabezpieczenie, ale w realnej sytuacji jedna biegunka, zatrucie itp. może zadecydować o życiu i śmierci) – szkoda, bo potencjał w „aktorze” jest bardzo duży.
      Fajnie byłoby, gdyby to było coś w rodzaju programów Raya Mearsa, czyli mało sensacyjności i show, ale za to dużo konkretów, rozmów z ludźmi znającymi się na rzeczy i takie bardziej kompleksowe i całościowe spojrzenie na sprawę a nie kupa małych, oderwanych od siebie rzeczy na zasadzie tips&tricks.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Informuj mnie o odpowiedziach poprzez e-mail. Możesz również subskrybować wpis bez zostawiania komentarza.

banner