Ewakuacja, czy zapasy? Jak przygotować się na trudne czasy?

Niemal od samego początku istnienia tego bloga piszemy tu i na kanale na YT mówimy o tym, że trzeba być przygotowanym do konieczności ewakuacji, ale też że trzeba mieć w domu zapasy żywności. Bo możemy być zmuszeni do tego, by dom opuścić, albo by się w nim dla bezpieczeństwa zaszyć na dłuższy czas.

Te dwa kierunki przygotowań wydają się być zupełnie sprzeczne, dlatego w dzisiejszym materiale spróbujemy wyjaśnić, jak je ze sobą pogodzić.

Pod filmami i tekstami o ewakuacji pojawiają się czasem komentarze w stylu: „skoro będę musiał się ewakuować, po co mam mieć w domu zapasy? przecież będę musiał je porzucić”. I jest w tym trochę prawdy.

Przecież nie zdarzy się sytuacja, w której będziemy jednocześnie zmuszeni do ucieczki z domu (bug-out) i do pozostania w nim, zaszycia się w nim (bug-in). I czasami wiadomo od razu, co powinniśmy robić. Gdy spłonie nam dom, nie będziemy mieli żadnego wyboru, bo będziemy musieli się po prostu z niego przenieść w inne bezpieczne miejsce. Gdy przegapimy moment dogodny do ewakuacji, a na ulicach zaczną grasować hordy głodnych ludzi, wyrywających sobie nawzajem racje żywnościowe rozdawane przez władze, bezpieczniej będzie w domu się zaszyć, by nie narażać się na utratę życia i zdrowia. Ale zdarzają się także scenariusze, w których nie wiadomo od razu, co należy zrobić.

W przygotowaniach na trudne czasy to w ogóle chodzi o to, żeby mieć jakiś wybór. Żeby nie być zmuszonym do zrobienia czegoś, gdy zdarzy się jakiś kryzys. Żeby mieć różne możliwości. Żeby nie być od czegoś uzależnionym. Żeby nie głodować i nie czekać na przywrócenie zaopatrzenia w sklepach, tylko mieć zapas żywności i wiedzieć, skąd można ją pozyskać. Żeby nie czekać, aż ktoś nam łaskawie wodę do domu dostarczy, tylko mieć w domu zapas i wiedzieć, skąd ją można przynieść.

I właśnie dlatego przygotowujemy się jednocześnie do ewakuacji i do pozostania w domu.

O ewakuacji piszemy i mówimy dużo nie dlatego, że ona jest łatwa i prosta. Nie dlatego, że jest zawsze rozwiązaniem optymalnym, najlepszym, że trzeba się ewakuować bez wahania w każdej sytuacji, gdy tylko zacznie się cokolwiek dziwnego dziać. Wręcz przeciwnie. Mówimy o niej dlatego, że ucieczka z domu jest bardzo trudna. Bardzo trudno jest się w ogóle na nią zdecydować, pozostawiając za sobą dorobek całego życia. Trudno jest zostawić dom i się z niego wynieść. I to już jest wystarczająco trudne, byśmy nie chcieli dodawać sobie dodatkowych trudności, w stylu:

  • co powinienem ze sobą zabrać?
  • gdzie wszystkie te przedmioty się znajdują?
  • czy wszystkie ważne dokumenty i rzeczy mam w domu pod ręką?
  • którędy i dokąd mam się udać?

Jeśli będziemy zmuszeni do ewakuacji, jeśli nie będzie innego wyjścia, musimy zrobić to sprawnie, szybko i bezpiecznie. I po to właśnie przygotowujemy się do ewakuacji wcześniej, robiąc zestawy ucieczkowe, przygotowując cel ewakuacji, opracowując trasę ewakuacji i procedurę ewakuacji.

I to oczywiście jest źródłem pewnych dodatkowych trudności. Przecież w domu powinniśmy mieć jak największy zapas żywności. Tak duży, jak to tylko możliwe, biorąc pod uwagę nasze tempo wymiany tych produktów, czy choćby ilość miejsca na półkach. Ale drugi duży zapas żywności powinniśmy mieć u celu ewakuacji, kilkadziesiąt kilometrów od domu. Przez to będziemy mogli skorzystać tylko z jednego. Jeśli uciekniemy z domu, zapas w domu pozostanie. Jeśli zaszyjemy się w domu, raczej nie będziemy jechać do celu ewakuacji by przywieźć stamtąd żywność z powrotem.

Ale przecież dokładnie tak samo postępujemy w każdym innym aspekcie.

Gdy przygotowujemy awaryjne źródło światła, nie chcemy mieć tylko jednej dobrej latarki. Lepiej mieć dwie kiepskie, dwa opakowania świec i może lampę naftową. Gdy robicie zestaw EDC i potrzebujecie źródło ognia, nie chcecie mieć tam tylko jednej zapyziałej zapalniczki, tylko raczej zapalniczkę i zapałki, albo zapałki i krzesiwo.

W przygotowaniach na trudne czasy chodzi o to, żebyśmy w każdej sytuacji mieli jakiś wybór. Żebyśmy nie byli zmuszeni przez okoliczności do zrobienia czegoś niebezpiecznego dla życia czy zdrowia, czegoś niemoralnego, albo czegoś niezgodnego z prawem.

Cała sztuka nowoczesnego survivalu polega na tym, żebyśmy nie przygotowywali się tylko na jeden scenariusz działania, np. „uciekam z miasta”. Skoro już ten zestaw ucieczkowy mam przygotowany, niech ten zestaw, ten plecak, ten sprzęt, służy mi także choćby w czasie wakacyjnych wycieczek. Gdy robię zapas żywności, to nie tylko po to, by móc zaszyć się w domu na pół roku, ale też po to, by obniżyć sobie koszty żywności (kupując jej więcej, hurtowo), by mieć żywność lepszej jakości, czy wreszcie by móc korzystać z niej, gdy popsuje mi się lodówka.

Przygotowania na trudne czasy mają nam podnosić jakość życia na co dzień. To nie mają być tylko sprzęty, które wykorzystamy tylko w razie w. To mają być regularnie wymieniane zapasy i przedmioty, z których potrafimy korzystać i których używamy na co dzień. Tu naprawdę nie chodzi o to, by kupić ośmiokołowy pływający transporter opancerzony, wypełnić go zapasem żywności i później z jego pomocą się ewakuować. To na pewno byłoby bardzo fajne i bardzo efektowne (niekoniecznie efektywne), ale kto ma na to pieniądze?

A zatem – jak pogodzić przygotowanie na ewakuację i pozostanie w domu? Jak pogodzić ze sobą tworzenie zestawu ucieczkowego i zapasu żywności? Nie godzić. Tylko pamiętać, że tu chodzi o stworzenie dwóch możliwości, z których będziemy w razie potrzeby móc skorzystać. O stworzenie możliwości bezpiecznej ucieczki i bezpiecznego zaszycia się w domu.

Survivalista (admin)

Artur Kwiatkowski. Magister inżynier, posiadacz licencjatu z zarządzania. Samouk w wielu dziedzinach, ale nie czuje się ekspertem w żadnej. Interesuje się zdrowym życiem i podróżami. I przygotowaniami na trudne czasy, rzecz jasna!

Mogą Cię zainteresować także...

107 komentarzy

  1. soli1 napisał(a):

    Nie mam jeszcze punktu ewakuacji, ale jakoś zupełnie „odrzuca mnie” jego usytuowanie w odległości kilkudziesięciu km – taka odległość zupełnie go IMHO dyskwalifikuje (dzieci, dziadkowie, warunki atmosferyczne – kto tam dojdzie? kiedy?).
    Swego czasu usłyszałem historię przeżycia czasów wojennej zawieruchy pewnej rodziny zamieszkującej wschodnie tereny dawnej Rzeczypospolitej. Żyli na wsi zlokalizowanej na skraju lasu, przy domu posiadali ziemiankę (w pełni wyposażony schron) dobrze ukrytą z której korzystali w razie nagłej niedostrzeżonej wizyty „bojówek”. Dodatkowo kilka km w lesie (2-3) była druga ziemianka analogiczna do pierwszej, używana w razie przemarszu frontu lub dłuższych akcji. Mieszkańcy wioski pełnili stałe patrole na 3 drogach prowadzących do wsi, ostrzegając się o zagrożeniach i również walcząc partyzancko. Oczywiście, każdy miał tam sporo broni. Wracając do tych ziemianek: wioska wielokrotnie była zdobywana i grabiona, jednak bliska lokalizacja tych leśnych ziemianek umożliwiała na bieżąco monitorować ruchy najeźdźcy i dokonywać sprawnego kontrataku w przypadku zmniejszenia się obsady wioski (lub powrotu do domów gdy wioska została opuszczona). W dzisiejszych czasach trudno już o takie wioski i lasy, o broni nie wspominając, jednak oni przeżyli, a paradoksalnie uciekać musieli dopiero po zakończeniu wojny, kiedy władza zaczęła się rozpytywać gdzie kto był i co robił podczas wojny…
    Reasumując: uważam, że punkt ewakuacji w obrębie kilku km ma większy sens niż pchanie się w dalekie tereny, bez możliwości realnej oceny sytuacji w podstawowym miejscu zamieszkania (np. po 2-3 dniach), stałej znajomości z lokalnymi mieszkańcami, no chyba że uciekamy gdzie oczy poniosą, dostosowując kierunek do lokalnej sytuacji na froncie

    • Krzysztof Lis napisał(a):

      Punkt widzenia zależy mocno od punktu siedzenia. A mój punkt siedzenia jest w Warszawie. Kilka kilometrów od mojego mieszkania… wciąż jest Warszawa. Sensowne ceny działek, pozwalające na urządzenie sobie celu ewakuacji, zaczynają się kilkadziesiąt kilometrów od miasta. Im gorszy dojazd, tym jest taniej. Przy zjazdach z autostrady i dwupasmówek (S7 na Gdańsk i Kraków, S8 na Białystok i Wrocław), czy nawet gorzej przejezdnych wylotówek (17 na Lublin, 2 na wschód) ceny są obłędne.

      To raz.

      Dwa, że jak ktoś zrzuci atomówkę na Warszawę, a ja akurat będę miał szczęście to przeżyć (dzięki Bogu nie pracuję w ścisłym centrum miasta), cel ewakuacji kilka kilometrów dalej mi nie wystarczy, by się schronić przed opadem radioaktywnym.

      Trzy, że jak ludzie z miasta będą się udawać na wieś by plądrować ją w poszukiwaniu jedzenia, kilkadziesiąt kilometrów będzie zbyt dużą odległością dla większości z nich. A ja w takiej sytuacji wolę być poza zasięgiem takich ludzi.

      Pełna zgoda co do znajomości lokalnej sytuacji i mieszkających tam ludzi. Dlatego optymalnym rozwiązaniem wydaje mi się być rekreacyjna działka z domkiem, wykorzystywana regularnie, utrzymywana we względnym porządku i ładzie.

    • Piotr napisał(a):

      Co innego wieś a co innego miasto. Punkt ewakuacji kilka km od własnego mieszkania w mieście nie ma moim zdaniem sensu. Od II WŚ trochę już lat minęło i strategie dobre 70 lat temu niekoniecznie są dobre teraz (miasta mają inną infrastrukturę, nie mają „osiedlowych studzienek”, wszystkie instalacje takie jak kanalizacja, woda, ogrzewanie są w pełni zależne od dostaw energii elektrycznej itd.). Moim zdaniem punkt ewakuacji ma sens jeśli jest właśnie DALEKO od dużego miasta (chociażby z powodów o jakich napisał Krzysiek – atak na miasto małą atomówką, bronią chemiczną czy nawet konwencjonalny nalot – wioski na zadupiu nikt atakował nie będzie, bo to znikoma wartość strategiczna). Im dalej tym lepiej (oczywiście w rozsądnych granicach, czyli aby móc tam dotrzeć nawet pieszo w max 2-3 dni).
      Ja w ogóle swój „punkt ewakuacji” na wsi traktuję jako „podstawowe” miejsce a mieszkanie w mieście traktuję „roboczo” (bo gdzieś trzeba mieszkać, spać itd., nie będę dojeżdżał codziennie 60-70km do pracy, bo to nie ma sensu). W mieście mam zapas żywności nie „najwięcej jak się da” tylko na mniej więcej miesiąc, bo w razie jakiejkolwiek zawieruchy i tak nie zamierzam tam spędzić więcej czasu (będę i tak jak najprędzej starał się ewakuować, bo w mieście zadyma zaczyna się najszybciej – co z tego że ja mam zapasy, skoro ludzie wokół po tygodniu zaczną „wariować”?). No ale to moje podejście – niekoniecznie odpowiednie dla innych (spędziłem dzieciństwo i prawie każde wakacje w czasach szkolnych na wsi u dziadków, mam tam wielu znajomych i rozumiem panujące tam „klimaty”, teraz spędzam tam średnio 3 dni w tygodniu a mieszkanie w mieście traktuję jako „tani hotel”).
      Najważniejsze jest to co pisał Krzysiek: nie można się przywiązywać do jednego konkretnego miejsca, trzeba mieć zawsze wybór między zostaję lub uciekam (bo nie zawsze da się zostać oraz nie zawsze da się od razu uciec). Mam ten plus, że w miejscu ewakuacji na wsi mieszkają teraz moi rodzice, więc to miejsce nie jest „pustostanem”, zawsze tam ktoś jest (a w razie konieczności ewakuacji z miasta rodzice już są na miejscu – nie spowalniają i nie komplikują ewentualnego pieszego marszu, choć akurat są „twardzi” i raczej nie byłoby problemu z wędrówką). No i dzięki temu, że rodzice są na miejscu, to mogę w miejscu ewakuacji mieć skromne gospodarstwo rolne (drób, kozy, własny warzywniak, własne zboża, ziemniaki, las itd.) do tego psy i gęsi (gęsi są bardzo czujne, zawsze w stadzie kilka sztuk „trzyma wachtę” i w razie czego robią kupę hałasu, no a przy okazji to źródło mięsa i jaj) – tego się nie da mieć gdy się taki punkt traktuje jako domek wczasowy, bo zwierzęta wymagają codziennej opieki (no i przy okazji byle pijaczki się nie zadamawiają gdy ktoś cały czas w domu siedzi oraz są zupełnie inne relacje z sąsiadami).

    • brock napisał(a):

      jak wiesz, z tych kresowych miejscowości i tak uciekano, do bronionych wiosek jak i większych miast a później miast na szlaku prowadzących na zachód. myślę, że opisałeś przykład wspólnej obrony dla przeżycia a nie ewakuacji, autonomią była tu siła bojowa i zapasy w tymczasowej ale dłuższej sytuacji, pod stałym zagrożeniem. Dla większości ludności nie zmieniło to sytuacji a samoobrona była rozbijana, zresztą jednym z celów terroru było jej uniemożliwienie.

      Zauważ, że to lokalni się NIE ewakuowali ale za to mogli napływać inni do takiego celu ewakuacji. Mieszkańcy też musieli choćby myśleć, gdzie się przeniosą w razie czego.
      W ogóle ciekawe- ucieczka DO miast, wybór kierunku (ucieczka szlakiem od zagrożenia z punktami- miastami czy rodziną, znajomymi).
      Nieplanowane ucieczki kończyły się też chaosem zwł. te wrześniowe, gdy szybko zmieniała się linia frontu, doszedł nowy okupant a drogi były zakorkowane i ostrzeliwane. Późniejsze też były ryzykowne, przypominały survival (para)militarny (skryte przemieszczanie się przez terytorium npla ze zdobywaniem żywności) po survival miejski. Drogi też ostrzeliwano i później, zapewne i dziś w warunkach wojennych cywile będą narażeni w pobliżu różnych obiektów czy choć transportu.

      czy można w ogóle mówić o sensownej ewakuacji na bliższą odległość?
      Myślę, że w przypadku mniejszych a rozciągniętych miast, gdy możemy dołączyć do kogoś np. rodziny na przedmieściach typu wiejskiego, może to być opcja z gotowym punktem ale warto mieć i znacznie dalszą lokację. To rodzi wniosek, że- zależnie od zagrożenia- alternatywnym planem wcale nie musi być ucieczka w jak najprostszej linii ‚od zagrożenia’ w kierunku jakiejś głuszy jak i że główną fortecą nie musi być wcale nasza aktualna lokacja.

  2. Maciej napisał(a):

    Przy atomówce jest pozamiatane i odległość trzeba by liczyć w tysiącach km. Przy obecnej sieci dróg dla plądrującej bandy nie ma znaczenia czy jest to 30 -50 km. Może warto więc rozważyć nie jeden a dwa cele ewakuacji w tym jeden poza granicami RP

  3. Maciej napisał(a):

    Mała odległość więc tylko brudna bomba przy bliskim celu ewakuacji. Na dalszy cel ewakuacji pozostaje Bułgaria lub Rumunia . Zakładam, że wyspy nie wchodzą w rachubę kłopoty z dostaniem się . Przykro by było powtarzać szlak ucieczki dziadków lecz w razie konieczności 🙂 . Pozytywem tego kierunku jest nastawienie mieszkańców do obywateli RP . Pozdrawiam i dziękuję za dobrą robotę , którą wykonujecie .

  4. Michał napisał(a):

    Mam taki pomysł. Dobieramy się w pary – ludzie z rożnych stron Polski. Nawzajem sobie pomagamy w poznaniu lub stworzeniu dodatkowego miejsca/celu ewakuacji.
    Bez żadnych większych zobowiązań- dwie strony pomagają sobie w znalezieniu jakiegoś bezpiecznego miejsca np: na rozbicie namiotu czy ogródka działkowego lub innej infrastruktury czy możliwości zdobycia zasobów.

    • djans napisał(a):

      OK, a jak byś chciał na takim partnerze wyegzekwować udostępnienie celu ewakuacji położonego w jego okolicach?

  5. Fomalhaut napisał(a):

    Jak powiedział autor „punk widzenia zależy od punktu siedzenia” ale zdaje mi się ,że można tu określić kilka takich cech niejako podstawowych tych obu miejsc które rozpatrujemy czyli miejsca pobytu i miejsca ewakuacji. Jeśli ktoś mieszka w Warszawie to ma fajnie pod wieloma względami w czasie pokoju i względnego dobrobytu – nie będę się rozpisywał. Ale w czas „W” niestety ma dużo gorzej niż gdzie indziej. Bo tak: największe skupisko ludzi w Polsce, więc najwięcej potrzeba żywności, wody, paliwa itd. Największe potencjalne korki w razie próby ucieczki drogami (nawet w czasie pokoju tak jest). Stolica kraju – zwyczajowe zdobycie stolicy kraju uznawane jest jako symbol przegrania wojny – więc na pewno podstawowy kierunek ataku. W tym momencie … jest nieciekawie. Podobnie duże miasta, ale oczywiście to nie stolica więc pewne uwarunkowania odpadają. W przypadku ataku bronią atomową na miasta typu Poznań Kraków spadną bombki po około 200 kt TNT. Na Warszawę pewnie z 500 kt lub kilka MEGATON. Przy 200 KT względnie bezpiecznie jest powiedzmy w przydomowym schronie w odległości 25 km od epicentrum , przy 2 MT powiedziałbym ,że trzeba być ze 40 km od epicentrum. Oczywiście w choćby w jako takim schronie. Ktoś przebywający na otwartej przestrzeni nie przeżyje. To tyle na razie, później napisze jeszcze trochę więcej.

    • Piotr napisał(a):

      Apropos korków w dużym mieście – masz „słuszną rację”. Przykład chociażby z niedawnego ataku terrorystycznego w Paryżu – bardzo wiele osób następnego dnia postanowiło nie ryzykować dojazdu do pracy komunikacją miejską (metro, autobusy itp.) tylko postanowili jechać własnymi samochodami, co spowodowało, że dzień po rano miasto było kompletnie zakorkowane (ponad 500 poważnych korków w całym Paryżu, których rozładowanie zajęło kilka godzin), a to przecież nie była sytuacja ewakuacyjna tylko „dzień ja co dzień” w którym więcej osób niż zwykle postanowiło skorzystać z samochodu. Duże miasta to masakra komunikacyjna w razie jakiegokolwiek kryzysu.

    • Piotr napisał(a):

      A co do różnej mocy atomówek, to zasięgi działania można oszacować na przykład tu http://nuclearsecrecy.com/nukemap/
      Co do mocy bomb – obecnie odchodzi się od doktryny „raz a mocno” (to robili w ZSRR w czasach zimnej wojny w celach propagandowych budując bomby rzędu 50MT a projektując nawet 100MT). Od mniej więcej końcówki lat 70-tych doktryna uległa zmianie i obecnie użyte byłoby raczej wiele małych bomb atomowych (o maksymalnej mocy rzędu 200-300kt a średnio około 50-100kt. Po prostu pewniejszy i bardziej precyzyjny jest atak powiedzmy dwustoma bombami po 50kt niż jedną 10MT (atomówki to też zawodny sprzęt, może być „niewybuch”, może zostać zestrzelona przez systemy antyrakietowe itd. no i zasięg działania broni atomowej nie jest proporcjonalny do mocy, 200 bomb 50kt dokona znacznie większych zniszczeń i na większym obszarze niż jedna 10MT). Używanie broni atomowej bardzo dużej mocy jest nieoptymalne (posiadanie takiej broni może mieć swój efekt propagandowy, ale to praktycznie jedyna jej zaleta) – dwukrotne zwiększenie promienia działania atomówki (czterokrotne zwiększenie powierzchni działania) wymaga użycia prawie dziesięciokrotnie większej mocy bomby.

      • Fomalhaut napisał(a):

        Znam tę stronę, jest „bardzo fajna”. Co do mocy bomby atomowej to „niestety” nie da się zburzyć obecnych olbrzymich miast (betonowych) bombkami po 200 KT. Zresztą należy zakładać zawsze te gorszy wariant, lepiej przeżyć z przeświadczeniem że miało się rację, niż umierać z otwartą ze zdziwienia gębą. na stronie „noweklimaty” zapewne Wam znanej jest mnóstwo informacji na ten temat. Co do samej ewakuacji jeśli dojdzie do konfliktu wojennego to NATYCHMIAST bym się ewakuował z miast powyżej 50 000 luda. No chyba ,że mieszkamy 15 km od centrum i mamy „schronik” z zapasami 2 metry pod ziemią. Wszystkie „punkty ewakuacji” zlokalizowane w takich miastach też są w sumie bez sensu (dotyczy wojny).

        • Piotr napisał(a):

          Przecież w wojnie nie chodzi o to aby zburzyć miasto „do gołej ziemi” – totalne zniszczenie nie jest celem, celem jest podbicie (czyli przejęcie kontroli zachowując jak najwięcej „dóbr” wroga – patrz przykład Krymu czy Donbasu na Ukrainie).
          Owszem, w czasach zimnej wojny Polska była „bramą” armii lądowych zarówno dla Układu Warszawskiego jak i dla NATO, dlatego obydwa bloki były nastawione na to, że wroga trzeba zatrzymać pomiędzy Karpatami a Bałtykiem (na terytorium Polski) za wszelką cenę (niszcząc mosty, drogi, linie kolejowe, budynki itd.) bo… nie chodziło o zajęcie terytorium Polski tylko o zatrzymanie i zniszczenie na tym terytorium wrogich wojsk zanim podejdą bliżej.
          Zgoda natomiast co do miast i wojny – należy je jak najszybciej opuścić.

          • Fomalhaut napisał(a):

            Niestety od czasu zimnej wojny nasze uwarunkowania terytorialne i geograficzne nic się nie zmieniły. Nadal jedyną pewnym sposobem oddzielenia się wschodu od zachodu jest atomowa pustynia o szerokości z 600 km. Nasze zasoby dla takiej Rosji są bez znaczenia bo oni mają full surowców. Paradoksalnie brakuje im ludzi bo u nich też jest katastrofa demograficzna. Ale wtedy jesteśmy dla nich atrakcyjni gdybyśmy przeszli na ich stronę co zapewne doprowadziło by do odwetu dawnych sojuszników. Wiec i tak mamy przechlapane. Jedyną gwarancją – jako taką – że nie zostaniemy zaatakowani BMR było by posiadanie z 500 głowic atomowych o zasięgu jakieś 3000 km. (na rakietach). Wtedy ryzyko uderzenia odwetowego dawało by z 90 procentowe bezpieczeństwo. Ale to utopia na dzisiejszy moment. Prawda jest znacznie smutniejsza. Mamy mizerną armię, Brak broni w rękach cywilów. Dominuje w społeczeństwie depresja, egoizm i konformizm. Oraz bezkresna bieda w każdej dziedzinie przemysłowej i technologicznej. Szansę w razie załamania tego systemu państwowego mają tylko jednostki i to potrzebować będą sporo zwykłego szczęścia.

          • djans napisał(a):

            „dlatego obydwa bloki były nastawione na to, że wroga trzeba zatrzymać”
            Nie istniało coś takiego jak doktryna obronna Układu Warszawskiego.

  6. amzel napisał(a):

    Piotrze powiedziałbym raczej że dobrze jest mieć wybór .
    Ty go masz i dlatego jesteś w dobrej sytuacji.
    Ja takiego wyboru nie mam i dlatego pozostanę w swoim mieszkaniu w
    mieście.
    Dlatego moje przygotowania skupić muszę tylko na tym jednym miejscu.
    W tej chwili nie musiałbym wychodzić z mieszkania przez dobry miesiąc
    i niczego by mi nie brakowało.
    Po tym czasie niestety trzeba będzie się ruszyć bo zabraknie wody.
    Nie będzie z tym większego problemu bo około 500 m od mojego mieszkania przeplywa górska czysta rzeka.
    Nie będę miał też problemu z opałem bo do lasu mam jakieś 300 m.
    W tym lesie są też strumyki ale latem jak byłoby gorąco to może być
    troszkę kiepsko z wodą.
    Mam o tyle dobrze ze mieszkam w mieście ale na przedmieściach.
    Zapasów mam na dużo dłużej niż na jeden miesiąc.
    Mimo wszystko nie zrezygnowałem z ekwipunku ucieczkowego który
    być może będzie potrzebny gdyby jakieś okoliczności zmusiły mnie do
    ucieczki. Będzie to ucieczka nie do określonego miejsca tylko jak wcześniej ktoś napisał :gdzie oczy poniosą.

    • djans napisał(a):

      „Będzie to ucieczka nie do określonego miejsca tylko jak wcześniej ktoś napisał :gdzie oczy poniosą.”

      Nie mając zaplanowanego celu ucieczki nie masz opracowanej trasy z podziałem na dni, nie masz upatrzonych bezpiecznych miejsc na nocleg, nie masz szans.

    • brock napisał(a):

      dlaczego nie masz wyboru?
      nie możesz się ruszyć, przykładowo mając niepełnosprawną rodzinę czy też nie widzisz celowości, nie mając własnej działki?
      cała sztuka w tym, by stworzyć sobie taką możliwość a to każdy może. jest rodzina, są przyjaciele, da się i ‚na dziko’ (optymalnie jest mieć jednak zapasy i mieć lokalne układy).
      każdy też może być zmuszony do opuszczenia zagrożonego terenu czy ukrywania się.

  7. paprokles napisał(a):

    a mnie sie wydawalo ze tytul projektu to „DOMOWY-survival”…

    …okazuje sie ze zebranie konserw, wody i podpasek bardzo szybko wyczerpalo atrakcyjnosc tego forum i pojawily sie kampery, ziemianki na dzialkach i piesze wycieczki.

    Prawda jest taka ze kto ma rodzine na wsi ten przezyje… reszta „dzialkowcow” i survivalowych zbiegow z miasta zostanie przez te rodzine zatluczona sztachetami (w samoobronie albo z zemsty albo z nudow)…

    Moze warto wrocic do podstaw, do pomyslu przetrwania w miescie? Moze tych kilku co przetrwa w ruinach miast z jakiegos (tylko jakiego) powodu okaze sie towarem cennym i niezastapionym?

    • paprokles napisał(a):

      wlasnie przypomnialo mi sie opowiadanko SF.
      W miescie postapo, takim troche MadMaxowym, wszystkie bandy i klany i gangi walczyly o jednego kolesia. Dostawal wszystko (panienki, alko, jedzenie), zeby tylko zostal i nie odchodzil.
      Okazalo sie ze to ostatni, jedyny, zywy, prawdziwy stomatolog.

    • Survivalista (admin) napisał(a):

      Blog nazwałem „Domowy Survival”, by było wiadomo, że jego tematyka daleko odbiega od tradycyjnego, zielonego survivalu. Nigdy jednak nie chciałem, by serwis skupiał się wyłącznie na przetrwaniu w mieście, tak jakby nie można go było opuścić.

      Ewakuacja jest w wielu różnych sytuacjach najlepszym wyjściem i dlatego o niej tu piszemy niemal od samego początku. Radzimy, by przygotowywać sobie cel ewakuacji tak, by nie być obciążeniem dla lokalnej społeczności, tylko w naturalny sposób ją uzupełniać.

  8. paprokles napisał(a):

    Jak macie rodzine na wsi to zapytajcie co w czasie postapo byloby dla nich na tyle atrakcyjne zeby wymienic to na jajko albo worek ziemniakow? Moze sie okazac ze nie ma takiej rzeczy. Jak miastowi umra z glodu to i tak wszystko bedzie nalezalo do tych co przezyja (cale zloto, wszystkie rowery i dziela sztuki).

    • Fomalhaut napisał(a):

      Tak na początku mogło by być że „wieśniaki” cieszyli by się posiadaniem dóbr „miastowych” jeśli by oni wykorkowali. Ale we wpisie wyżej sam sobie odpowiadasz co jest cenne. Sądzisz że znajomość obsługi respiratora jest na wsi powszechna ? a tomografu komputerowego ?A aparatu RTG ? Jakoś pielgrzymki ze wsi od miastowych lekarzy to reguła a odwrotnie ?? Po ilu miesiącach lub latach wieś zorientowała by się że przeżyła po to by żyć w XVII wieku. Wtedy człowiek który wie jak uzyskać gaz z gnoju staje się nagle dyktującym warunki ( film Mad Max chyba 2 część). Na takie tematy trzeba patrzeć całościowo. Zresztą jest mnóstwo ludzi ze wsi w mieście więc nie ma moim zdaniem takiego podziału. Podział jest jeśli już to na „swój” lub obcy i drugi podział na „silny” i „słaby” (czytaj mądry i potrzebny oraz głupi czyli zbędny)

      • paprokles napisał(a):

        … to nie sa „wiesniaki” z 39 roku – umieja czytac, maja tv satelitarne, internet, maja dzieci po szkolach i w miastach, ich traktory to lamborgini. To oni wiedza jak sie robi paliwo z badyli, gaz z gowna a alkohol ziemniakow. Jezeli ktokolwiek bedzie w postapo mial dzialajacy aparat roentgenowski to chyba tylko wojskowy szpital polowy. Kto z twoich znajomych w miescie obsluguje tomograf? A ile respiratorow bedzie w miescie dzialalo bez pradu?
        A widziales kiedys kolejki miastowych do wiejskich „szeptuch” i uzdrawiaczy?
        Wioskowy weterynarz spokojnie odbierze porod a ilu jest miastowych lekarzy gotowych na cesarke klaczy?
        Mam wrazenie ze po „wielkim pierdyknieciu” niespokrewnieni miastowi nie maja czego szukac na wsi (nie maja nic do zaoferowania).

        • Fomalhaut napisał(a):

          Wiesz nie chcę się tu licytować czy w jakikolwiek sposób kłócić o przydatność tych czy tamtych ale przeczytaj proszę swoje posty (i moje). Pewna wyższość ludzi ze wsi (bez urazy do kogokolwiek) polega na – bądźmy szczerzy – większej ich stycznością z naturą i „prymitywizmem” pozytywnie rozumianym. Nie przesądza to jednak w żadnej mierze ,że będzie tak jak sugerujesz ,że „wieśniaki” poczekają na śmierć miastowych z głodu i wszystko będzie ich. Takie myślenie zakłada całkowita bierność ludzi z miasta i czekanie na śmierć bo „nie mam gdzie kupić hamburgera” i bezlitosne głupie oczekiwanie ludzi ze wsi na „spadek” po umierających stadami mieszczuchach. Wiem, były nawet w literaturze opisy jak to „polski chłopek” ściągał buty z martwych powstańców wykazując się bardzo „survivalowym” podejściem. Gdzie to jednak go zaprowadziło ? Co było potem? Podpowiem… kolektywizacja.
          Wspaniałymi klasycznymi filmami które można rozpatrywać dokładnie jako przykład takiej sytuacji jest np. „7 samurajów” czy amerykański „7 wspaniałych”. Tam też chłopi mieli ziemie i plony. Bandyci nie mieli nic – głodowali. Film pokazał ,że chłopi musieli się zwrócić do wojowników by chronili ich i ich plony, z prostego powodu nie można jednocześnie wojować i iść robić w polu. Przetrwają najsilniejsi.I nie koniecznie będzie to siała mięśni. pozdrawiam.
          pozdrawiam

          • paprokles napisał(a):

            🙂
            doogladaj prosze do konca dwa polecane przez ciebie filmy – final jest taki ze nie ma bandytow, nie ma samurajow/kowbojow – zostaja tylko chlopi (oni zawsze wygrywaja)

          • Piotr napisał(a):

            Jeśli już doszłoby do „wojny domowej” miasto kontra wieś, to moim zdaniem miastowi nie mają szans, po pierwsze z tego powodu, że ludność wiejska jest bardziej ze sobą zżyta, a po drugie miastowi nie mają wystarczających zasobów aby większość z nich przeżyła powiedzmy miesiąc (w miastach na początku będzie znacznie większa śmiertelność). Liczebnie obecnie niby około 60% ludności mieszka w miastach ale ta liczba spada, no i w razie W każdy mieszczuch mający rodzinę na wsi, raczej zasili „siły wiejskie” niż miejskie. A broń? Ilu ludzi w mieście ma na przykład wystarczające narzędzia aby zrobić sobie powiedzmy kuszę? Bo na wsi co drugi rolnik. Infrastruktura w mieście „klęknie” natychmiast (brak wody, prądu, ogrzewania itd., wiele osób nie będzie nawet dawało rady wejść bez windy powiedzmy na siódme piętro w bloku, bo nie mają kondycji) podczas gdy wiele domów wiejskich jest pod tym względem bardziej autonomiczna (dużo ludzi ma swoje studnie, może ogrzewać swój dom drewnem a brak prądu nie powoduje „uziemienia” domu).
            Poza tym skoro już nawiązujesz do „7 wspaniałych” – skąd pomysł, że tych „wspaniałych” ludność wiejska będzie szukać wśród miastowych? Mało to jest na przykład myśliwych na wsiach? Tak na prawdę jeśli już dojdzie do tego typu wojny domowej, to wystarczy że ludzie na wsi się „obronią” przed miastowymi przez miesiąc czy dwa i już będzie „po zawodach”. Oczywiście bandy łobuzów będą (niekoniecznie pochodzące z miasta – zawsze znajdą się tacy, którzy uznają, że ukraść jest łatwiej niż wypracować) ale nie sądzę aby wieś czekała jak to określiłeś na spadek z miasta, bo co takie miasto może zaoferować w przypadku padaki infrastruktury? Szpitale? Przecież szpitale po 2-3 tygodniach wrócą do średniowiecza (aparatura bez prądu nie działa, leki szybko się skończą, większość sprzętu używanego obecnie w szpitalach to jednorazówki itd.).
            A przetrwają nie najsilniejsi, tylko Ci, którzy najszybciej są się w stanie zaadoptować do warunków – obecnie nawet najsilniejszy „kark” nie ma szans w starciu z człowiekiem z widłami czy siekierą (oczywiście możesz mówić że miastowy użyje broni palnej, no ale przecież „wieśniak” też może jej użyć :D), ważniejsze będzie czy kogoś zimą hipotermia nie wykończy albo latem brak pitnej wody a nie czy ktoś jest profesorem medycyny i umie obsługiwać (niedziałający :D) tomograf. O przeżyciu decydują (bez względu na epokę) cały czas te same czynniki: utrzymanie temperatury ciała (schronienie), woda, żywność a w dłuższej perspektywie przynależność do społeczności.
            Tak samo jak ludzie z miasta nie będą biernie czekać na śmierć z głodu, tak samo ludzie na wsi nie będą biernie czekać aż miastowi przyjdą ukraść im żarcie – „wyścig zbrojeń” będzie po obydwu stronach, tyle że podstawowe zasoby (schronienie ogrzewane prostym opałem, woda, żywność, surowce, narzędzia, możliwości skonstruowania skutecznej broni itd.) na starcie w przeważającej większości będą w posiadaniu ludzi ze wsi.
            Ja (tak samo jak przeważająca większość ludzi na wsi) mam na swoim podwórku studnię, dom mogę ogrzewać drewnem z pobliskiego lasu, mam zapas zboża, ziemniaków itp., po podwórku biega drób, w garażu mam zestaw narzędzi pozwalających mi wykonać wiele napraw (czy na przykład zbudować kuszę ze „złomu” jaki mam w obejściu), znam bardzo dobrze ponad 80% mieszkańców wsi w której mieszkam (a pobieżnie, to wszystkich w mojej wsi i wsiach okolicznych) itd. – ilu ludzi z miasta ma takie zasoby na start?

          • djans napisał(a):

            Piotr, za bardzo optymistycznie dla wsi wróżysz…

            „ludność wiejska jest bardziej ze sobą zżyta, a po drugie miastowi nie mają wystarczających zasobów aby większość z nich przeżyła powiedzmy miesiąc”
            A co jeśli namówię kiboli Śląska Wrocław do rajdów na okoliczne wsie już w pierwszym tygodniu? 😉

            „A broń? Ilu ludzi w mieście ma na przykład wystarczające narzędzia aby zrobić sobie powiedzmy kuszę? Bo na wsi co drugi rolnik.”
            No i co z tą kuszą? O materiały, prefabrykaty, narzędzia i specjalistów łatwiej w mieście. Dla uzbrojenia bandy nie potrzeba by każdy bandyta umiał zmajstrować broń – wystarczy jeden majster i dwu czeladników.

            „wystarczy że ludzie na wsi się „obronią” przed miastowymi przez miesiąc czy dwa”
            Sęk w tym, że wystarczy paru podoficerów rezerwy, którzy opracują taktykę, oraz setka, czy pół setki wspomnianych kiboli, by zająć każdą wieś. Nasycenie bronią i fachowcami jest na wsi po prostu zbyt małe. Nie wspominając o tym, że sama ręczna broń strzelecka w rękach myśliwych na niewiele by się zdała.

            „bo co takie miasto może zaoferować w przypadku padaki infrastruktury?[…]„wyścig zbrojeń” będzie po obydwu stronach, tyle że podstawowe zasoby (schronienie ogrzewane prostym opałem, woda, żywność, surowce, narzędzia, możliwości skonstruowania skutecznej broni itd.) na starcie w przeważającej większości będą w posiadaniu ludzi ze wsi.”

            I tu się mylisz, bowiem miast to jednak ogromna ilość zasobów. Ot choćby butli z propanem-butanem na improwizowane pociski burzące. Opału też masz mnogo – całe składy. Nie wspominając o narzędziach i materiałach. Po prostu teoretycznie jest więcej gąb do obdzielenia, ale z drugiej strony możliwość koncentracji zasobów, w tym ludzkich, jest nieporównywalna.

            Tylko wieś położona na totalnym zadupiu mogłaby sobie pozwolić na taką autonomiczną autarkię. Każda nieodległa od miasta szybko by mu została podporządkowana i „opodatkowana”.

          • Piotr napisał(a):

            Nie wiem czy o surowce, prefabrykaty i specjalistów jest łatwiej w mieście, moim zdaniem jest wręcz odwrotnie, nasycenie specjalistami (nie managerami, handlowcami, informatykami, księgowymi i tego typu „fachowcami”, tylko ludźmi, którzy potrafią zrobić coś praktycznego dysponując prymitywnymi środkami) na wsi jest większe. Mówisz, że dla bandy kiboli wystarczy jeden majster od broni i kilku czeladników – owszem, na wsi też wystarczy jeden majster ale… tych majstrów jest po prostu więcej, młodzi to młodzi, ale wśród kumpli z mojego pokolenia (urodzony w latach 70-tych) wychowanych na wsi nie znam ani jednego który by będąc nastolatkiem nie konstruował łuków, kuszy, procy itd. (że o praktyce w posługiwaniu się tym nie wspomnę) – nie wiem jak gdzieś indziej, ale w moich stronach klimaty typu szałasy i inne „primitive skills” to był standard spędzania wakacji w dzieciństwie.
            Setka kiboli z pałami? Ciekaw jestem jak poradziliby sobie z setką wiejskich psów wspartą powiedzmy 50-ma facetami uzbrojonymi w kusze – to tak zakładając wyjście „na gołe klaty”, bo generalnie łatwiej jest się bronić w domu niż atakować z gołego pola.
            Podoficerowie rezerwy? Uważasz, że żołnierze (w tym oficerowie) pochodzą tylko z miast?
            Lekceważysz myśliwych? Setka kiboli to tylko kilkadziesiąt strzałów z broni myśliwskiej. W mojej wiosce (około 70 domostw) jest 6-ściu myśliwych, każdy ma co najmniej po dwie sztuki broni (dubeltówka + sztucer) – myślisz, że banda kiboli z pałami byłaby w stanie podskoczyć? Zajęcie takiej wioski wymagałoby znacznie więcej niż zorganizowanie bandy łobuzów – banda kiboli może „terroryzować” ludzi w normalnych warunkach (bo każdy woli ustąpić niż się wdawać w bójkę) ale nie w sytuacji walki o życie.
            Co do przykładowych butli z propanem – na wsi znacznie więcej osób z takich butli korzysta niż w mieście (w mieście jeśli już ktoś korzysta z gazu, to najczęściej nie z butli).
            Nie przeczę, że w sąsiedztwie wielkich miast (typu Warszawa, Trójmiasto itd.) okoliczne wioski miałyby przerąbane, ale już miasta do 50 tysięcy mieszkańców nie stanowią jakiegoś specjalnego zagrożenia, dlatego punkt ewakuacji moim zdaniem dobrze jest mieć dlatego od wielkich aglomeracji. Moja lokalizacja to 60km od warszawy a w promieniu 30km nie ma żadnego miasta o ilości mieszkańców przekraczającej 50tys. (jest jedno miasto około 40tys. mieszkańców w którym tak na oko co drugi ma rodzinę na wsi, więc w razie „W” liczebność tego miasta spadnie o połowę „zasilając” ludność wiejską). No ale jeśli ktoś ma punkt ewakuacji 5km za Warszawą albo na przykład „na wsi” między Katowicami a Tychami, to rzeczywiście może być ciężko 😀

          • djans napisał(a):

            „tych majstrów jest po prostu więcej, młodzi to młodzi, ale wśród kumpli z mojego pokolenia (urodzony w latach 70-tych) wychowanych na wsi nie znam ani jednego który by będąc nastolatkiem nie konstruował łuków, kuszy, procy itd.”

            Ja mówię o prawdziwych inżynierach i technikach. W stuosobowej wsi specjalistów będzie mniej (o ile się w ogóle trafią) niż w stutysięcznym mieście.

            „Co do przykładowych butli z propanem – na wsi znacznie więcej osób z takich butli korzysta”

            Chodzi o zasoby, nie ich używanie. To w mieście są sklepy, hurtownie, magazyny i zakłady.

          • Kameleon napisał(a):

            Czytam wasze komentarze i zaczynam się bać. Jakieś 50 m od mojego bloku jest rzeczka. Oczyma wyobraźni widzę, jak w tym rowie siedzi rolnik z widłami. Siedzi dzień, dwa, pięć… Czeka, aż wykituję. Czeka, zasadza się na mojego Rembranta.

          • Piotr napisał(a):

            Co masz na myśli mówiąc „prawdziwy inżynier”? Jak myślisz, w razie W (i upadku infrastruktury) cenniejszy będzie „prawdziwy inżynier” od budowania oczyszczalni ścieków czy 60-letni domorosły kowal? Czy myślisz że przyda się „prawdziwy inżynier” od budowania mostów przez Wisłę czy murarz i cieśla którzy prostymi narzędziami naprawią budynek czy zbudują przeprawę przez małą rzekę? W miastach nie ma fachowców od tzw. primitive skills (bo miasta nie mają na tego typu rzeczy zapotrzebowania), a to właśnie takie umiejętności będą w początkowej fazie najbardziej potrzebne. Ci „prawdziwi inżynierzy” są obecnie całkowicie bezradni bez komputerów, bez dostaw części i materiałów itd.
            Mówisz że w miastach są hurtownie i składy – niby tak, ale jaki jest „bufor” w tych składach? Obecnie żaden hurtownik nie ma dużych składów, bo to po pierwsze wyższe koszty przestrzeni magazynowej, a po drugie zamrażanie kasy w towarze – większość hurtowni (czy dużych marketów) obecnie ma towar dosłownie na styk, mają tylko to co schodzi na bieżąco a zapas towarów jest na 3 dni przy normalnej sprzedaży (w razie W wszystko zniknie w kilka godzin).

          • djans napisał(a):

            „cenniejszy będzie „prawdziwy inżynier” od budowania oczyszczalni ścieków czy 60-letni domorosły kowal?”

            Popełniasz błąd zakładając, że inżynier-konstruktor automatycznie musi mieć dwie lewe ręce.

            „Ci „prawdziwi inżynierzy” są obecnie całkowicie bezradni bez komputerów, bez dostaw części i materiałów itd.”

            Jak wyżej.

            „Mówisz że w miastach są hurtownie i składy – niby tak, ale jaki jest „bufor” w tych składach?”

            Chodzi o to, że w dużym mieście jest pełen łańcuch – od hurtowni, która w zasadzie ma jedynie ekspozycję i sprowadza pod zamówienie, po przyfabryczne składy. I jeśli ktoś by miał fantazję takie coś zbrojnie zająć i bronić przed szabrownikami, to akumuluje nieopisaną przewagę materiałową nad najlepiej zaopatrzoną wsią.

    • djans napisał(a):

      „co w czasie postapo byloby dla nich na tyle atrakcyjne zeby wymienic to na jajko albo worek ziemniakow?”

      Na pewno życie.

      Jaka jest populacja tej wsi, o której myślisz? Ile jest tam sztuk broni palnej długiej i krótkiej, oraz ile amunicji do niej? Jaki odsetek tej wiejskiej populacji jest w wieku produkcyjnym?

      Współczesna, zmechanizowana wieś jest niemal wyludniona w stosunku do ewentualnych potrzeb obronnych. Jedyna szansa jej przetrwania po kolapsie państwa, to utrzymanie produkcji na wysokim poziomie przy udziale najemników do prostych prac, którzy w razie potrzeby będą tej wsi bronić.

      • brock napisał(a):

        coś jak z filmu ‚threads’? tam ocaleni musieli pracować w produkcji żywności z ochroną wojska.
        a nowoczesne miasto zawsze narzuca swoje porządki wsi, to w miastach będą centra władzy z wojskiem i technologią.
        wieś się nie obroni przed władzą ‚miejską’, co najwyżej zadupia w warunkach rozkładu państwa do czasu poważnego najazdu czy wysokich kosztów nękania.
        gdyby doszło do takiego konfliktu, to w końcu rządziłyby i tak lokalne mafie czy watażki, naturalnie przewagą wsi jest żywność, to miastowi nie mieliby co ze sobą zrobić (poza administracją z aparatem przymusu czy gangami). prawdopodobniejszy za to jest konflikt z napływającymi uchodźcami z miast, bo sam konflikt z władzą miasta jest nieopłacalny.
        dla grupy rolników wyzwaniem byłaby już ochrona przed grasantami i masą uciekających, to nie ameryka. zresztą co za różnica, opłacać się miastowym czy swoim?

        • djans napisał(a):

          „coś jak z filmu ‚threads’?”

          Nie znam 😉

          Logika faktów tak po prostu wskazuje. Albo by gospodarze na swoich warunkach przyjęli robotników-żołnierzy, albo by się musieli takiej zorganizowanej grupie podporządkować.

        • djans napisał(a):

          „Albo w jakiś sposób przeciwstawić ”

          To się może takie łatwe wydawać powieściach i filmach, ale w praktyce raczej będzie trudno.

          Przy założeniu, że atakujący są nie mniej liczni i nie głupsi od obrońców, to bardzo trudno odeprzeć atak na typową polska ulicówkę.

  9. amzel napisał(a):

    Kilka pytań do przemyślenia.
    Czy ciągnik lub kombajn jeździ na wodzie?
    Czy maszyny potrzebne do obrobienia ziemi podłączane do ciągników
    będą działały?
    Czy będą działały dojarki, podajniki do paszy itp gdy zabraknie prądu?
    Ilu rolników ma pługi, brony i inne urządzenia stosowane przd laty w
    gospodarstwie?
    Ilu rolników ma konie?
    W ilu gospodarstwach są jeszcze studnie?
    Czy będą gonić miastowych ze sztachetami, czy raczej może
    skorzystają z rąk które będą potrzebne do pracy?

    • Piotr napisał(a):

      A czy uważasz, że jedyna możliwość uprawy ziemi to kombajn i ciągnik? Co z tego że bez mechanizacji plon będzie mniejszy? Na utrzymanie się przy życiu nie potrzeba plonu pszenicy rzędu 5 ton z hektara, wystarczy 1/5 tego. Czy rolnik potrzebuje 50 krów aby przeżyć? Nie, wystarczą mu 3-4 a do ich nakarmienia i wydojenia nie potrzeba podajników paszowych i dojarek. Czy potrzeba koni do uprawy ziemi? Nie, nie potrzeba, krowa tez może pracować jako siła pociągowa a rolnik aby przeżyć nie musi obrabiać całej ziemi jaką posiada, dwie tony pszenicy, czyli powiedzmy pół hektara ziemi w zupełności wystarczy, a reszta może sobie leżeć odłogiem (no bo kto będzie produkował żywność na masową skalę jeśli nie będzie „rynków zbytu”?).
      Czy każdy rolnik musi mieć własną studnię? Czy nie wystarczy, że na przykład co piąty będzie miał?
      Czy uważasz, że ktoś się będzie bawił w gonienie kogoś ze sztachetami czy walkę na pięści jeśli jest w stanie skonstruować sobie znacznie skuteczniejszą broń (bo ma z czego i ma odpowiednią bazę narzędziową)?

      • djans napisał(a):

        „Co z tego że bez mechanizacji plon będzie mniejszy?”

        To, że przy mniejszym plonie i pogłowiu zwierząt każda drobna przypadkowa strata (pogoda, choroba, kradzież, zniszczenie) oznacza śmierć głodową.

        W dodatku zadowolenie się niskim plonem w dłuższej perspektywie wymusza pozostanie przy niskiej produkcji (nie ma na zasiew, nie ma stad zarodowych) .

        Po trzecie jeśli rolnik ma mało, to nie może się podzielić choćby i chciał.

    • ja napisał(a):

      No właśnie, studnie… Na wsi prawie każdy ją ma, ale nie używa bo jest podłączony do sieci. W czasie „W” ludzie nagle przypomną sobie o tych studniach. Żeby zacząć ich używać trzeba wybrać z dna muł, posypać żwirem i zdezynfekować. Trzeba więc do studni zejść, a to już sztuka, którą mało kto umie. We wsi do której planuję się ewakuować jest tylko jeden taki spec i to już dziadek. Akurat umiem to i ja oraz mam sprzęt, więc czyszczenie studni w zamian za „jajko i ziemniaka” byłoby moim zajęciem w czasie kryzysu.

      OT:
      „Komisja chce też objąć dyrektywą broń hukową, bo może ona zostać przerobiona na broń palną. Przepisami dyrektywy mają też zostać objęci kolekcjonerzy broni, których obecnie dyrektywa nie dotyczy. Jak wyjaśnia KE, kolekcjonerzy zostali uznani za „potencjalne źródło nielegalnego handlu bronią”.
      http://wpolityce.pl/swiat/272272-bienkowska-chce-ograniczyc-europejczykom-dostep-do-broni

      • Fomalhaut napisał(a):

        Twój link jest ciekawy bo ukazuje „cel” do którego „zmierzamy” a nie jest częścią zadymy medialnej. Tu jest jednak znacznie groźniejszy:
        http://wiadomosci.onet.pl/swiat/premier-francji-moze-zostac-uzyta-bron-chemiczna-i-biologiczna/yt1bzj
        Takie „ostrzeżenie” należy rozumieć w „normalnym języku” jako wskazanie kierunku „rozwoju” wydarzeń (scenariusz…) Radzę zadzwonić do Niemiec, Anglii i Włoch do rodzin – jeśli tam ktoś kogoś ma, by „spieprzali” z centrów dużych miast, i kupili sobie MP5 póki nie kosztuje dwa tysiące. Sorry DS za off topik. Choć to w sumie na temat…

  10. Fomalhaut napisał(a):

    Wiem jak się kończy „7 wspaniałych”, kończy się tak że ci co przeżyli odchodzą bo tak CHCĄ. Jeden zostaje bo się zakochał i „wżenia się” na wsi. Na pewno „wojownicy” nie przegrywają. Kolejna sprawa którą łatwo przeoczyć to czasy w których dzieją się filmy. To czasy feudalne. Wtedy było dużo ludzi na wsiach – miasta praktycznie się dopiero rodziły )były to raczej osady w dzisiejszej skali. Obecnie mamy miasta po 5 – 15 milionów ludzi na świecie a u nas po 600 000. A na wsi jak jest 1500 to już bardzo duża wieś. Jeśli nie dojdzie do np. masowego unicestwienia całych miast np. atom lub epidemia to spodziewałbym się eksodusu w liczbach po kilkadziesiąt tysięcy w stronę wsi. Raczej się te wsie po kilkaset chłopa nie obronią nawet jeśli by tylko to „trzoda” przeszła przez pola i wszytko zadeptała. Sytuacja w miastach będzie beznadziejna „od razu – 3 dni” jeśli się zacznie coś dziać – sytuacja na wsi będzie beznadziejna po 3 tygodniach. We wzajemną solidarność ludzi ze wsi nie wierzę. Jedynie fakt ,że spora część jest z nich wzajemnie spokrewniona (co często jest tajemnicą poliszynela i genetyczną zmorą lokalnych społeczności) może dawać rzeczywiście większe szanse na wzajemną pomoc – większą niż anonimowe w swej naturze miasto. Choć integralność grupy jest tylko tak silna jak silny jest wspólny interes. Jeszcze jeśli jest wspólny interes to będzie integracja. Integracja zniknie gdy zniknie… jedzenie. Wówczas jedynymi zdolnymi do wspólnych działań zostają grupy kontrolowane strachem o strukturze gangów z charyzmatycznym dominującym przywódcą (raczej będzie ich więcej w miastach) lub coś jakby klany rodzinne (tu może być więcej na wsiach). „Więcej” w znaczeniu – częściej wystąpią – bo ilościowo miasto dominuje nad wsią jak 10 do 1.
    Kolejna sprawa poruszona przez „amzel” tp całkowity brak samowystarczalności współczesnej wsi. Oparcie rolnictwa na ropie i nawozach skazuje takie rolnictwo na klęskę w czasie kataklizmu. Powrót do upraw pługiem i konikiem zajmie minimum kilka lat – ale już nie będzie takiej wydajności z ha. Ludzie ze wsi będą musieli pracować znacznie ciężej niż obecnie by mieć plony ,a teraz przecież też nie mają lekko. Ilu z nich się nadaje do tego ?? Kto ich będzie leczył ? babki od uroków? a ile ich żyje w Polsce 10 ? 20 ? Leczenie ziołami to fajna sprawa ale jeśli pola skazi opad radioaktywny to przez wiele miesięcy nici z tego. Zresztą kto się na tym zna ? Wszyscy wiedzą ,że czosnek jest antybakteryjny ,ale już kto wie na co pomaga czeremcha czy żurawina ?? Żeby jakoś zakończyć te wywody powiem tak. Sugerowanie ,że któraś społeczność jako taka ma większe szanse niż ta druga jest pobożnym życzeniem. Przetrwają najsilniejsi – może to być siła perswazji AK 47 lub siła spokoju metra betonu w schronie. A może siła nacisku kamienia od beczki z kiszoną kapustą. Na pewno trzeba mieć jakieś „MOCNE SKILLE” na swoim koncie. Przyda się też dużo „LIVE” w słoikach i coś mocniejszego w kategorii „Armor” na plecy.
    Ukryty schron z zapasami w mieście ,w którym jest teren lekko skażony może być dużo lepszy niż przytulna ziemianka na wsi w której wszyscy przeżyli.. i wszyscy o wszystkich wszystko wiedzą !. (Gdzie kto co ma i gdzie to mógł schować). Warto się schować w najgorszy czas tam gdzie nikt nie będzie szukał bo ,że jedzenie bierzemy ze wsi – wszyscy wiedzą. Pozdrawiam

    • Piotr napisał(a):

      Co do filmów (MadMax, 7-samurajów itp.) – to TYLKO filmy (fantazja autora scenariusza i reżysera i nic więcej), to żaden dokument czy cokolwiek w tym stylu, widz ma nie żałować, że zapłacił za bilet w kinie i nic więcej, podawanie takich filmów jako argument jest jak udowadnianie, że jeden żołnierz z nożem i łukiem jest w stanie wykończyć pół Sowieckiej dywizji, bo tak było w Rambo III.
      Co do plonów bez mechanizacji w rolnictwie – owszem, będą mniejsze, ale po co rolnikowi na przykład 500 ton pszenicy ze 100 hektarowego gospodarstwa? Nie będzie problemem, że plony bez nawozów sztucznych będą na przykład 2-3-krotnie mniejsze i że będzie obrabiał w konika (czy w krowę) tylko hektar czy dwa, bo to mu w zupełności wystarczy na jego potrzeby (zresztą jedna przyczepka pszenicy to zapas na parę lat). To że teraz na wsi produkuje się żywność masowo jest spowodowane tym, że 99% produkcji idzie nie na sprzedaż (a nie na spożycie przez rodzinę rolnika). Żyło będzie się ciężej i mniej wygodnie, ale mimo wszystko szanse na przetrwanie znacznie większe niż w mieście.

    • Piotr napisał(a):

      * literówka: oczywiście miałem na myśli, że obecnie 99% produkcji rolnej w gospodarstwie idzie na sprzedaż a nie na własny użytek.

  11. amzel napisał(a):

    Tylko połączenie wspólnie sił pozwoli
    w miarę szybko powrócić do tego co mamy.
    To będzie najwazniejsze.

    • Piotr napisał(a):

      Dokładnie tak. Problemem będzie niestety to, że wielu uzna, iż łatwiej jest napadać i kraść niż wypracować, przez co część „siły roboczej” będzie musiała zostać przeznaczona na ochronę zdrowia, życia i mienia – niestety państwo policyjne (czy ogólnie takie, gdzie nie można ufać nikomu i trzeba inwestować w zabezpieczanie się przed oszustami i złodziejami) jest zawsze droższe od takiego, w którym obywatele mają „naturalną” uczciwość.

      • djans napisał(a):

        Oooo właaaśnie! Właśnie z tego powodu produkcja rolna będzie musiała być na maksymalnie wysokim poziomie. Nawet gdyby to oznaczało przyjęcie do pracy tłumów mieszczuchów tyrających po 16 godzin na dobę. Byle tylko w razie zagrożenia wieś mogła wystawić liczny „oddział”.

        W praktyce jednak może być i tak, że do wsi po prostu zawita jakiś watażka z takim gotowym oddziałem i złoży propozycję nie do odrzucenia 😉

        Przecież tak mniej więcej wyglądała ludzkość w czasach przedpaństwowych.

        • Piotr napisał(a):

          Nie, nie będzie musiała. Generalnie uważam, że sprawa ma się odwrotnie – mała wioska typu trzy chałupy na krzyż z małymi zasobami to żaden łup dla watahy kilkuset kiboli – przyjdą, ograbią i pójdą jak to określiłeś „opodatkować” dużą wioskę, która jest w stanie zaoferować im coś więcej. Po prostu okrada się tych, co coś mają, nikt nie okrada żebraków – moim zdaniem strategia na przetrwanie to minimalizm a nie „wysokie plony na wielu hektarach”.

          • djans napisał(a):

            W sytuacji gdy nie ma niczego, każdy coś ma. Owszem, nie wyróżniać się to jakaś strategia przetrwania, ale gdyby istotnie dochodziło do rabunków, to niekoniecznie musi wystarczyć.

    • Piotr napisał(a):

      A co do szybkiego powrotu – zależy co się wydarzy, bo na przykład po takim EMP czy innej broni masowego rażenia (użytej na dużym obszarze), to powrót do normalności będzie trwał długie lata. Odbudowa infrastruktury to nie jest takie hop-siup (nawet przy dużej pomocy innych państw).

    • Fomalhaut napisał(a):

      Wiesz, jeśli mamy powrócić do „tego co mamy” to ja już wolę by przeżyli sami ludzie ze wsi i powstał prymitywny świat „postapo”. Bo jak wrócimy do tego co mamy obecnie to nie minie sto lat i smutna historia się powtórzy. Świat obecny to jakiś twór „pseudo cywilizacji” opierającej się wyobrażeniach, kłamstwach i pogoni za zyskiem. Gdyby taki nie był nie było by potrzeby zajmowania się tematem „survivalu” i przetrwania bo 90 procent zagrożeń tworzy coś co ma się za koronę stworzenia. Skutkiem tego też w sytuacji kryzysowej największym zagrożeniem będą „inni” lub „oni” a nie brak wody, prądu ,swetrów i hamburgerów. Co może w niezbyt oczywisty sposób wynika z artykułów na DS i Waszych postów. Pozdrawiam.

  12. amzel napisał(a):

    Mnie chodziło raczej o to co ułatwia nam codzienne życie np:prąd itp.
    Co do tego co czynią ludzie to zgadzam się z tym co napisałeś
    ale myślę że jednak po jakimś armagedonie wiele się zmieni na korzyść.
    Będą wiedzieli ile mogą stracić.
    Jeżeli byłoby inaczej to lepiej będzie jak przetrwa niewielu.
    Pozdrawiam.

    • Fomalhaut napisał(a):

      Prąd elektryczny jest bardzo przydatny do wielu zastosowań. Niestety rozwój elektryczności ,a co za tym idzie łączności i informatyki daje „ludziom” nowe możliwości tworzenia coraz „szczelniejszych” systemów totalitarnych powiększając bardzo przewagę tych że systemów nad zwykły, szarym obywatelem. Jak łatwo zauważyć inwigilacją na masową skalę i propaganda nie istniały w XV wieku. Była zamordyzm ale nie taki totalny jak teraz ,że nawet własne zdanie strach wyrazić wielu ludziom bo zaraz „niepoprawny politycznie i faszysta”. Dlatego sporo ludzi interesuje się postapo, survivalem, grupami rycerskimi, steampunkiem itp. bo coś podświadomie czują ,że to wszystko jest bliżej wolności. A obecny stan rzeczy nie ma raczej zdolności do samo naprawy. Pozdrawiam

      • soli1 napisał(a):

        Świadomie lub nie, czujemy jak krucha jest nasza obecna rzeczywistość, oraz jak trudno będzie się odnaleźć w innych realiach. Im szybszy nastąpi powrót do „korzeni cywilizacji (XVII-XVIIIw)” tym większe szanse na egzystencję.
        Z drugiej strony: Ile znamy osób, które COŚ wytwarzają pracą swoich rąk? Coś nowego, fizycznego, namacalnego? Uważam, że taki % ludzi ma szansę przetrwać (niekoniecznie akurat tych wytwarzających). Cywilizacyjnie zbyt daleko odeszliśmy od sedna życia i koniecznego rozwoju (patrz: postarzanie produktów, itp.)

  13. djans napisał(a):

    „Jak pogodzić ze sobą tworzenie zestawu ucieczkowego i zapasu żywności? Nie godzić.”
    Godzić, jak najbardziej, zresztą Sami o tym, choć może nieświadomie ;), piszecie.

    Gromadzenie odpowiednio dobranych zapasów jest częścią przygotowywania się do ewakuacji. Np. gromadząc puszki tuńczyka w oleju nie tylko zaopatrujemy się w jedzenie na bug-in i pożywny posiłek na trasę. Mamy też awaryjny palnik olejowy, na którym można przygotować niemowlęciu kaszkę, podczas krótkotrwałego braku prądu do naszej kuchenki indukcyjnej, palnik, który można włożyć w kieszeń. To był bardzo dobry materiał pokazujący wielorakie zastosowanie pojedynczego przedmiotu.

    Podobnie można przeanalizować każdy rodzaj zapasów, czy sprzętu i dobrać tak, by był użyteczny także w razie bug-out.

  14. Maciej napisał(a):

    Wszystko zależne jest od rodzaju zagrożenia , czasu na, który będziemy musieli opuścić dom, oraz czasu który ewentualnie będziemy mieli na jego opuszczenie. W razie apokalipsy ludzie zachowują się skrajnie od postaw zabezpieczę siebie i najbliższych za wszelką cenę po pełną solidarność. Nie rozumiem podziału na miasto wieś . Będą głodni i zdesperowani oraz głodni i zdesperowani. Mieszkając w Warszawie nie widzę sensu przechowywania w domu zbyt wielkich zapasów jedzenia z następujących powodów.
    1 Nasze mieszkania po odcięciu od prądu ogrzewania, gazu nie będą zbyt komfortowym miejscem, brak odpowiedniej wentylacji ogranicza możliwość alternatywnego ogrzewania, gotowania posiłków.
    2 Miasto ze dużym zagęszczeniem mieszkańców spowoduje samoistne formowanie się grup składających wizyty tym, którzy jeszcze coś mają.
    3 Woda i jej zdobywanie przy wielkiej ilości potrzebujących będzie utrudnione.
    4 Normalne korzystanie z mieszkania zamienionego na magazyn pozostawia wiele do życzenia.
    Reasumując Zapas w mieszkaniu wystarczający na około tygodnia plus kolejne zapasy w celach ewakuacji. Celowo używam określenia celach być może przy jednym celu ewakuacji dostanie się tam nie będzie możliwe. Cele ewakuacji powinny być wyposażone nie tylko w jedzenie, i artykuły higieniczne , lekarstwa ale także w narzędzia ręczne które pomogą nam przetrwać. Pozostanie w domu jedynie w razie krótko trwałego zagrożenia np. zamachy w stylu ostatnio obserwowanych. Ewakuacja w środę by w czwartek wracać do pracy w takiej sytuacji była by bez sensu.

  15. Fomalhaut napisał(a):

    Proponuje wykonanie prostej tabeli będącej skróconą metoda postępowania w razie zagrożenia a dotyczącą sposobów postępowania. W sumie to dwóch tabel bądź jednej rozbudowanej. Z uwagi na możliwości techniczne forum napisze „przykładowy zestaw” zachowań (wg mnie słusznych) do wstawienia w takiej tabeli.
    Tabela dla mieszkańca dużego miasta (powyżej powiedzmy 100 000 ludzi);
    1 Rodzaj zagrożenia 2. Początek zagrożenia 3. Ewidentny stan zagrożenia.
    To powyżej to nazwy kolumn pionowych.
    W kolejnych kolumnach wpisujemy:
    1. Zamieszki ,awantury uliczne na tle ekonomicznym ,stan wyjątkowy.
    2. Zostajemy w domu, gromadzenie zapasów w miejscu pobytu. Kontrolne sprawdzenie punktu ewakuacji. Sprawdzenie środków łączności. ( można to poszerzyć lub zaproponować coś innego)
    3. Ewakuacja tylko w wypadku zamieszek z użyciem broni, – są ofiary, zamknięte szkoły , paraliż komunikacyjny, zdewastowane sklepy, podpalenia itd. W przeciwnym razie zostajemy w domu.

    1. Skażenie chemiczne w mieście, wykolejenie pociągu z chlorem, pożar rafinerii.
    2. Ewakuacja od razu z najpotrzebniejszymi przedmiotami bez zabierania zapasów (żywności). Zabieramy: kosztowności ,pieniądze dokumenty odzież na właściwą porę roku.
    3. Sprawdzamy czy ewakuacja jest możliwa i bezpieczna (TV radio). Jeśli tak – ewakuacja jak w punkcie 2. Jeśli nie przygotowujemy dom na przeczekanie (uszczelnienia ,filtry, gromadzimy wodę itd.) Czekamy aż ustąpi zagrożenie.

    1. Wojna bloków militarnych do których należy nasz kraj lub krajów posiadających broń jądrową i inną BMR.
    2. Natychmiastowa ewakuacja jeśli to możliwe z zapasami żywności i maximum sprzętu ,narzędzi do punktu ewakuacji poza miastem.
    3. Jak w punkcie 2 z tym ,że bez „balastu” (w zależności od uznania). Ważne by jak najszybciej opuścić miasto. Nawet na piechotę w stronę azylu.

    Jeśli taka forma komuś odpowiada może niech napisze swoje przykłady na forum (lub poprawia moje)

    • Maciej napisał(a):

      Moim zdaniem maksymalna ilość „balastu” powinna być już w celu ewakuacji tak by były to jak najbardziej przygotowane miejsca do zamieszkania. W większości przypadków będą to domki na działkach . Tabela super . Dodał bym do niej opcje środek ewakuacji. W moim przypadku jest to wybór pomiędzy: 1 samochód + przyczepka ( powolne pogarszanie się sytuacji międzynarodowej ewakuacja poza granice RP. 2 samochód szybka ewakuacja cel oddalony ok 40 km od centrum 3 Rowery jak w pkt 2 4 Pieszo jak w pkt 2. oraz oczywiście mutacje powyższych. Wymusza to segregacje dobytku na to co pozostawiamy a co zabieramy z sobą . Gdy będę zmuszony do pozostawienia samochodu i przesiadki na rower muszę wiedzieć co włożyć do sakw najlepiej gdy będzie to już w tych sakwach.

      • Fomalhaut napisał(a):

        Dzięki za uznanie.
        Oczywiście każdy zmodyfikuje sobie taką tabelę pod swoim kontem np. co do środków transportu. Myślę jednak ,że nie należy przesadzać z „modulacjami” gdyż zamieni się to podręcznik ,a nie krótka instrukcję. Wg mnie powinna ona posłużyć jako wstęp do rozmowy z rodziną co do zagrożeń i dalszego postępowania (oczywiście tabela skończona). Sam podział zapasów na „balast” (150 litrów wody w 100 butelkach, 20 kg makaronu i 10 kilo miodu…itp) powinien być jasno określony i znany domownikom. ” Żelazny zapas” tak go nazwijmy powinien zawsze ewakuować się z nami bez względu z której ramki tabeli padło polecenie do wymarszu. To są w sumie proste rzeczy myślę do ogarnięcia w 1 dzień ustaleń i „segregacji”. W żaden sposób nie wpływa to na to co jest w punkcie ewakuacji. Tam należy mieć: „żelazny zapas” + balast + „coś na wszelki wypadek” cokolwiek przez to rozumiemy. Dobrze by było wypełnić kolejne propozycje zagrożeń bo te 3 to łatwo było wymyślić. Chociażby:
        „zamieszki z mniejszością” której to jest za dużo…
        „powódź w naszym mieście”
        „zalanie miasta uchodźcami z innych terenów” (w wyniku np powodzi, bez wojny)
        „zagrożenie upadkiem meteorytu”
        „strajk generalny” – paraliż komunikacji, zamknięte szkoły i szpitale, (na razie bez zamieszek)
        „ucieczka więźniów” (podają informację o grupowej ucieczce 50 niebezpiecznych więźniów z miejscowego kicia).
        „zagrożenie zawaleniem naszego domu lub sąsiednich:” zakaz wstępu, policja itd.

        Trochę może tu pofantazjowałem ,ale tak na serio to wszystko jakoś mi się obiło o uszy gdzieś kiedyś…. nawet taka z pozoru nieprawdopodobna „ucieczka więźniów” powinna być wysoko w skali zagrożeń jak się mieszka koło Wronek czy w Sztumie. (moja dalsza rodzina miała takich „gości”).
        Pozdrawiam

    • Survivalista (admin) napisał(a):

      Świetny pomysł! Technicznie można to jeszcze dopracować, jak napisał @Maciej (np. dopisując szczegóły dotyczące konkretnej trasy i sposobu ewakuacji, procedury łączności).

      Ponieważ tu jest trudno to sensownie zaprezentować, stworzyłem podstronę na naszej Encyklopedii, tam można łatwiej tworzyć tabelki. Wkleiłem tam Twoją propozycję. Zachęcam do jej uzupełnienia i rozbudowania.

    • Maciej napisał(a):

      Może ewakuacja na raty ? Gdy sytuacja nie jest jeszcze bardzo zła przemieszczamy mniej mobilnych członków rodziny, ważniejsze dokumenty, rezerwy finansowe, pamiątki rodzinne- (czasami nie są to rzeczy bez, których się nie obejdziemy jednak spada komfort naszego życia). Faza druga w zależności od rozwoju wypadków albo my uciekamy z miasta, albo oni wracają do domów. Kluczowy jest wybór momentu ewakuacji . Pamiętajmy o tym, że gdy opuścimy miasto najczęściej i pracę czymś musimy się zająć więc poza zapasami potrzebne będą nam na równi narzędzia jak i umiejętności . Te ostatnie trzeba zdobywać znacznie wcześniej. Zastanowić się jakie usługi możemy świadczyć w miejscu naszej ewakuacji bo zapasy nawet te największe kiedyś się skończą . Typowy mieszczuch nie zna się praktycznie na niczym co zapewniło by mu byt w odcięciu od jego pracy i zabawek. Mało kto wykona prostą naprawę samochodu, maszyny, pracę stolarską. Nawet gdyby jakimś cudem miał nasiona to bez podstawowej wiedzy o uprawie nic by to nie dało. (Sam eksperymentowałem z warzywami – efekt opłakany) Rolnicy są w tej dziedzinie samowystarczalni. Większość gospodarstw posiada własne podręczne warsztaty i wiedzę pozwalającą na dokonywanie prostych napraw, zapasy paliwa do maszyn rolniczych pozwolą im przy ograniczeniu produkcji do poziomu własnej konsumpcji przetrwać bardzo długo. Tak więc szykujmy zapasy jedzenia, narzędzi i wiedzy.

      • Survivalista (admin) napisał(a):

        Dlatego jeśli chcesz mieć post-apo jakiś ogród, musisz go założyć już dziś.

        • djans napisał(a):

          To się tyczy każdej z dziedzin. Można mieć przekrojową wiedzę z wielu zakresów, ale póki się jakiegoś patentu nie wypróbowało, to jest on równie martwy i bezużyteczny, jak…*

          *-najlepsza przenośnia wygrywa scyzoryk listkowy
          http://www.trueswords.com/silver-leaf-keychain-knife-p-982.html

          • soli1 napisał(a):

            …fiut, służący tylko do sikania 🙂

          • djans napisał(a):

            @soli1

            Wpadł nowy kontent, więc raczej już pod tym tekstem nowych komentów nie będzie.

            Wygrałeś 😉 – daj jakieś namiary na maila (do nicka należy dopisać interiową resztę). Jak do mnie dojdzie od Kitajców, to prześlę dalej.

  16. Fomalhaut napisał(a):

    Zadałem kilka tematów – wypada coś napisać jako próbę rozwiązania. Przepraszam ,że nie będę edytował wpisu encyklopedii bo chyba lepiej by robiła to jedna osoba która „cenzuruje” nijako treść i formę.
    temat:
    ramka 1. Zagrożenie upadkiem meteorytu.
    ramka 2. (ogłoszenie zagrożenia) Ewakuacja do azylu z możliwie największymi zasobami zwłaszcza amunicją i żywnością.
    ramka 3. (dotyczy sytuacji po upadku! )Rozpoznać zniszczenia i przewidywane skutki. Dalej
    jak w punkcie 2 chyba ,że azyl jest w miejscu bardziej narażonym na poważniejsze skutki katastrofy niż obecne miejsce pobytu. Wówczas rozważyć udanie się do drugiego miejsca ewakuacji – jeśli istnieje.
    Jeśli w miejscu w którym nas zastało uderzenie jest bezpiecznie i mamy w/w zapasy rozważyć pozostanie.

    Kilak słów uzasadnienia dla tych wpisów.
    Katastrofa z powodu upadku meteorytu (lub komety) może mieć skutki od wypadnięcia kilku szyb do porównywalnych z armagedonem atomowej wojny. Oczywiście ta mała to nie katastrofa tylko szczęście dla pismaków i fotoreporterów bo mają chleb na kilka tygodni. Rozpatrujemy jednak poważniejsze sprawy.
    Miejsce upadku takiego ciała prawdopodobnie zostanie zniszczone w 100 proc. jak po wybuchu atomówki, tyle ,że bez promieniowania X. Ponieważ ,nie wiadomo nigdy za dokładnie gdzie ono nastąpi (nawet jakby władza wiedziała i tak nie powie „by nie panikować”) dlatego ewakuujemy się z miejsca gdzie nasze szanse są mniejsze z uwagi na późniejsze skutki ,a nie na samo uderzenie. Nie można wykluczyć ,że walnie prosto w naszą ziemiankę do której to właśnie szczęśliwie dotarliśmy z całym majdanem.. No cóż…
    Kluczowy jest sposób postępowania tych co przeżyli czyli nas. Na 99 % po tym bum będzie przynajmniej 1 -2 letnia „zima” spowodowana pyłem w atmosferze. Spowoduje to dramatyczny spadek plonów, śmierć zwierząt hodowlanych, głód ,migracje ale takie „na poważnie”, dalej przestępczość ,chaos i znowu głód. To tak w kosmicznym skrócie. Priorytetem w tym momencie jest bezpieczeństwo przed zamachem ze strony innych oraz ochrona zasobów żywności. Należy szacować ,że dopiero zapasy pokarmu na 2 lata zapewniają jako takie szanse. Miejsce na odludziu z małą liczbą zapasów jest dobre tylko tak długo jak istnieją zapasy. Duże zapasy bez należytej ochrony (uzbrojenie koledzy) będą źródłem problemów nie ich rozwiązaniem . Podsumowując to skrótem: „naboje i konserwy”. Przy obronie przed „szabrownikami” lepsze jest miejsce ukryte od „betonowego fortu”. Jednak taki fort jest lepszy od domku na wsi. Betonowy blok z zamurowanymi oknami i drzwiami do poziomu 2 pietra jest nie do zdobycia nawet dla uzbrojonych band bez artylerii.

    przykład
    1 Strajk generalny.
    2. (ogłoszenie strajku). Pozostać w miejscu zamieszkania jeśli jest w nim nasz dobytek lub ewakuować się jeśli jest on w punkcie ewakuacji. Chronić naszą własność. Odnowić zapasy: zwłaszcza leki podawane przewlekle chorym, żywność, woda, opał który można zgromadzić jeśli to zima. Prowadzić monitoring mediów co do stanu sytuacji. W przypadku wprowadzenia stanu wyjątkowego patrz punkt stan wyjątkowy.
    3. (Długotrwały strajk generalny). Wybieramy miejsce pobytu które jest bezpieczniejsze. Jeśli oba zdają się w miarę bezpieczne wybieramy to gdzie mamy więcej zasobów. Dobra ruchome gromadzimy w naszym miejscu pobytu.

    Słowo komentarza. Strajki generalne nie są z reguły czymś co ma trwać nie wiadomo ile. Najprawdopodobniej albo dochodzi do zmiany władzy (czasem pozornie bo to dalej stara władza z nową twarzą) lub rzeczywistej. Tak czy inaczej nastąpi wkrótce zmiana prawa ,a czasem i swobód. Może też dojść do krwawego stłumienia strajku co otwiera drogę do kolejnych scenariuszy tj. dyktatury starej lub nowej władzy oraz najgorszy scenariusz – wojny domowej. Dlatego trzeba tu koniecznie spróbować ocenić do czego tak na prawdę zmierzają wydarzenia.
    Pozdrawiam

  17. Qbek napisał(a):

    Wszystko dobrze i pięknie póki nie ma się dzieci. Z dziećmi dziennie nie przejdzie się więcej niż 20km i wcale nie jest powiedziane że następnego dnia będą w stanie przejść kolejne 20km . Myślałem o zrobieniu wózka do którego bym się „zaprzągł” (aby ewentualnie dzieci i bagaż na nim podróżowały ) ale za bardzo by się rzucał w oczy- zresztą podobnie jak rowery , acz rower do b. dobry środek transportu. Z dziećmi pozostają skoki po 10-20km dziennie . Albo zrobić jeden porządny punkt ewakuacji i tam zostać z rodziną tak długo jak się da.

  18. GNOM napisał(a):

    Uważam ze każdy z Was ma racje, ale …. Tylko w części i Tylko w stosunku do Swojej sytuacji.

    Ja świadomie wyprowadziłem się z Wrocka do mniejszego miasta w pobliżu (ekonomia – o połowę mniejsza cena mieszkania, duża liczba przedszkoli i szkół podstawowych i średnich, połowa drogi do mojej pracy i tyle samo do pracy żony).
    Daleko (40 km) od ewentualnego celu ataku (konwencjonalnego w razie wojny, chemicznego, bakteriologicznego, strajków, czy innych zadym z zombie włącznie 🙂 ).
    Mieszkanie w kamienicy lekko na uboczu, ogrodzonej murem z solidną przedwojenną bramą, z kratami i roletami antywłamaniowymi na parterze, oraz rezerwowym zasilaniem (z kolei). Mieszkanie i piwnice mam tak zabezpieczone że antyterroryści lekko by nie mieli, w środku zapasy na lekko licząc 3 miesiące. A mimo tego 10/12 km za tym miasteczkiem, w wiosce (a właściwie za tą wsią) w której asfalt kończy się przy kościele zakupiłem nieużytek który przerobiłem na siedzibę swojej rodziny. Spędzamy tam każdy wolny dzień – średnio od piątku do niedzieli wieczór, lub poniedziałkowego poranka. Obecnie zamieszkali w tej wsi również moi rodzice- kupili stare budynki gospodarcze bez pola które remontują. A że ja tu elektrykę zrobię, a tu pomogę przy ociepleniu budynku, czyszczeniu studni czy po prostu piwem poratuje bo suszy biedaka na ławce -jesteśmy tam już swojakami. A to otwiera perspektywy- dobre (znaczy bez nawozu) ziemniaki do kupienia na zimę, pół świnki na święta, chowanej bez pasz syntetycznych, kilka królików, gęsi i kur do rozpoczęcia hodowli itp. Daje to też możliwość poznania ludzi tak bliżej po sąsiedzku- wiesz do kogo można udać się po pomoc, a którego omijać z daleka bo za złotówkę bądź flaszkę sprzedał by własną matkę, żonę i dzieci więc tym bardziej ciebie. Kto jest mechanik złota rączka, kto ma szwagra w nadleśnictwie, kto małą kuźnie w szopie za stodołą.
    Przykłady można mnożyć. Wystarczy być człowiekiem dla innych, swoje robić po cichu i się tym nie chwalić, a uważam że w razie ciężkich czasów w takim miejscu spokojnie moja rodzina da sobie radę. Jeśli w takim gronie znajdzie się jeden bądź dwóch myślących o przyszłości i ciężkich czasach podobnie, to przetrwanie naprawdę wydaje się możliwe.
    Dlatego każdemu z Was polecam rozejrzenie się za takim nieużytkiem, lub nawet starymi zabudowaniami gdzieś na końcu wsi. Nie 100 km od domu, ale właśnie w pobliżu 10 max 20 km. Dalej naprawdę nie trzeba.

    • Fomalhaut napisał(a):

      Droga którą poszedłeś to chyba optymalne rozwiązanie dla Polaka w obecnej sytuacji. Tak zwany chłopo-robotnik lub raczej obecnie chłopo-pracownik ( wyszydzany kiedyś) to obecnie pod wieloma względami uniwersalny kierunek. Zachowując uczestnictwo w „normalnie nienormalnej cywilizacji”, masz szansę budować rezerwę na trudne czasy umocowaną w innej lokalnej społeczności. Coś takiego chciałem kiedyś zaproponować w moim środowisku rodzinnym ,ale niestety struktura rodziny, jej przyzwyczajenia i oczywiście niewiara w pewne scenariusze pogrzebały temat. Jak w każdym przedsięwzięciu najważniejsi są LUDZIE. Mam co prawda kilku kolegów co raczej posłuchali by mnie co należy zrobić ,ale ich uwarunkowania ekonomiczne i rodzinne są jeszcze gorsze niż moje bo np. problem „mam małe dzieci to żona na wieś się nie zgodzi” jest ciężko obejść komu kto tego nie pragnie. W takich decyzjach jest tak ,że zarówno brak pieniędzy uniemożliwia jakieś odważne posunięcia, ale też ich pozorny nadmiar skłania do „konsumowania życia” bez troski o jutro. Bardzo ciężko rozmawia mi się z ludzi o „czarnych scenariuszach” bo jest się odbieranym jako wariat (coraz rzadziej!) lub jako sprzedawca nieużytków rolnych i noży. Przez wiele lat miałem do dyspozycji działkę w głębokim lesie ale odległość okazała się zbyt duża by to przetrwało. Jak powiedziałem najważniejsi są ludzie i warto mieć to na uwadze. Dobrze by było jak byś zebrał wokół siebie w tych lokacjach swoich przyjaciół którym ufasz bo ich znasz od dawna. Na wsi to by zrównoważyło trochę proporcje – nie był byś „ten nowy” tylko „ten pierwszy z tych z miasta”. Polska wieś inaczej się zachowuje jak pojawi się jeden – nie wiadomo kto , a inaczej jak wieś się robi bardziej „letniskowa” i obecność do ludzi z zewnątrz miejscowi się przyzwyczają. Przeżyłem to niemalże na własnej skórze. Czasy się i tak dużo zmieniły na lepsze. To co napisałeś by robić po cichu swoje to powinno być motto wielu działań. W każdym razie gratuluje pomysłów i realizacji.

      • djans napisał(a):

        To teoretycznie jest dobry pomysł na wypadek jakiegoś ograniczonego „w”., że ziemniaki i pół świni możesz kupić u sąsiada. Z drugiej jednak strony, na co dzień, to jednak spora upierdliwość.

        Sam pochodzę z miasteczka oddalonego od Wrocka o kilkadziesiąt km, o kilkanaście od miasta powiatowego – brak istotnych urzędów, szpitali, etc, niedobór placówek kulturalno-oświatowych, brak nawet solidnego supermarketu do splądrowania w razie potrzeby 😉

        Obecnie mieszkam na samych obrzeżach miasta i uważam, że dla kogoś, kogo nie stać na założenie prawdziwej wiejskiej autarkii to optymalne rozwiązanie. Na co dzień blisko do miasta, a w razie czego do punktu ewakuacji niecałe 50 km.

        Zapasy na poziomie potrzebnym to wytrzymania ograniczonych niedoborów i łatwość ewakuacji (południowe rubieże miasta i południowo-zachodni kierunek ewakuacji).

        • GNOM napisał(a):

          Nawet przy dużym W zda to egzamin.
          Wybierając taki model życia robiłem to świadomie. W tamtym czasie nie myślałem o surwiwalu lecz o swojej przyszłości. Po urazie który mnie spotkał, przewartościowałem swoje życie. Gdy człowiek leży częściowo sparaliżowany, ma dużo czasu na przemyślenia. Gdy z rzeszy ludzi których znałeś, i wydawało by się że w takiej sytuacji mógłbyś liczyć na pomoc (choćby żeby ktoś zrobił Ci zakupy aby z głodu nie umrzeć), zostaje TRZY osoby, to daje to domyślenia. Od tamtej pory wyznaję zasadę „umiesz liczyć to licz na siebie” i to się sprawdza.
          Dopiero odnajdując ten blog dowiedziałem się że to co robię od prawie 18 lat (a mam ponad 40) Wy nazywacie surwiwalem. Ja nazywałem to do tej pory troską o siebie i rodzinę i było dla mnie normalnym trybem życia.
          Kupno nieużytku spowodowane było chęcią posiadania swojego miejsca w którym będę mógł wypocząć z rodziną gdzieś poza miejskim zgiełkiem. Miejscem gdzie wraz z dziećmi uprawiamy swoje własne warzywa i owoce zdrowsze niż te z marketu albo od „rolnika” z hali targowej. Miejsce gdzie mam własne kury, gęsi czy króliki hodowane bez paszy. Miejsce gdzie w sobotni jesienny wieczór robimy całą rodziną przetwory do słoików na zimę,wcinając pyszne ciasto upieczone przez moją żonę w piecu chlebowym zbudowanym przeze mnie własnymi rękami. A że nieużytek był na „końcu świata” gdzieś za wsią to chyba „przypadek”- po prawdzie to cena była niska 🙂 . Czy to jest surwiwal? dla mnie to normalne życie rodzinne. Fakt że budynek posadowiłem dość nisko w ziemi, a po odkryciu tego bloga dostosowałem dach konstrukcyjnie do możliwości położenia na nim dwumetrowej warstwy gleby, oraz że wymieniłem całe oświetlenie na diodowe, dołożyłem baterie fotowoltaiczne, a obecnie pracuję nad wiatrakiem śrubowym. Ale to chyba świadczy że troszczę się o wydatki rodziny i ekologię. 🙂 Zbieram stare książki techniczne, bo z wiedzą w kompie bywa różnie, awaria kompa, brak sieci i.. po wiedzy, a papier to papier, wystarczy umieć czytać i używać narzędzi i to najlepiej tych napędzanych siłą własnych mięśni. Czy to surwiwal? dla mnie to normalna ciekawość świata i miłość do książek (swoją drogą ich jakość jest coraz gorsza).
          Dopiero teraz zacząłem patrzeć na swoje życie przez pryzmat tego co Wy nazywacie surwiwalem. Pod Waszym wpływem tu trochę coś poprawiłem (dach i oświetlenie), tam coś dokupiłem, zapisałem się na jeden czy drugi kurs (pierwsza pomoc – potrzebna i w normalnym życiu). Nie zamierzam jednak wywracać swojego życia do góry nogami, bo nie ma takiej potrzeby. Żyję normalnie, pracuję, spotykam się ze znajomymi , zwiedzam kraj. Mam jednak świadomość że w razie jakiegokolwiek W – czy to Dużego czy Małego mam gdzie z rodziną się udać i niespokojny czas przeczekać. I ta świadomość powoduje że śpię spokojnie i pomimo wieku nie posiadam wrzodów na żołądku 🙂 czego i Wam życzę.

  19. paprokles napisał(a):

    🙂
    – smiechłem na koment Kameleon’a – (czarujacy obrazek… serio) –

    ale po chwili wstalem z podlogi i sie zaczalem zastanawiac:
    – chlop w rowie ma widly (czy ja mam widly?),
    – chlop ma jaja (czy ja mam jaja… / czy Rembrandt znosi jaja / czy ja mam Rembrandta?),
    – chlop ma czas (czy ja mam tyle czasu co on?),

    Kameleon moze sie smiac – on ma Rembrandta na scianie (gratuluje i zazdroszcze). Jezeli stac go na Rembrandta to stac go tez zapewne na dobrze chronione mieszkanie… na prywatna „lekcje anatomii” i „nocna straz” (wiedza to sila). Ma tez pewnie kolekcje broni (koneserzy sztuki tak maja)… Ale moze sie tez okazac ze jego Rembrandt to obraz cudowny (swiety, obdarzony moca) a wtedy to faktycznie Kameleon moze sie smiac bo chlop odda nie tylko jaja i ziemniaki za mozliwosc adoracji…

    pozdrawiam

    • djans napisał(a):

      „Jezeli stac go na Rembrandta to stac go tez zapewne na dobrze chronione mieszkanie”

      Nie ma czegoś takiego. Dom – ok, bo sobie możesz zabezpieczyć drogi podejścia i jedynie via podkop Cię wezmą żywcem, albo ubiją bombardując z odległości. Do bloku wejść się da niezauważenie dla pojedynczego lokatora z wielu kierunków, a potem do konkretnego mieszkania to można spuścić się z dachu, albo przebić przez ścianki działowe.

  20. linkolm napisał(a):

    Dużym problemem w razie W mogą stać się nie ludzie a gryzonie które nie tępione mogą w krótkim czasie rozmnożyć się nadmiernie tucząc się odpadkami i roznosząc choroby powodujące epidemie wśród ludzi oraz niszczące uprawy .Podsumowując tak ludzie ze wsi jak i z miasta mogą nie mieć czego bronić jeżeli chodzi o żywność.

    • djans napisał(a):

      Jakim problemem? „Króla szczurów” czytał? 😉

    • Fomalhaut napisał(a):

      Nie wiem czy szczury były by problemem. Jak sam piszesz musiały by żywić się odpadkami a te są liczniejsze przy nadmiarze żywności. W razie „W” żywność staje się cenna i nie będzie już tak marnowana jak obecnie. Sądzę więc ,że nie nastąpi rozrost populacji gryzoni. Przyjął bym raczej ,że bęzie sporo trupów na ulicach zwłaszcza w razie zastosowania BMR lub głodu. Trupy to stołówka dla gawronów, much, lisów, dzikich psów. Nadmiar much plus zgliszcza to szansa dla nietoperzy. Przewidywał bym rozprzestrzenianie się takich chorób jak:
      czerwonka, dur brzuszny, wścieklizna (lisy nietoperze, dzikie psy), biegunki (brudna woda), świerzb (z brudu braku wody), wszawica (z brudu), gruźlica (z biedy, braku pokarmu). Oczywiście dochodzą depresje, psychozy i samobójstwa. (Jeśli to choroby). Prawie każda z nich to wyrok śmierci, czasem szybki czasem nie. Na pierwsze miejsce wysuwa się więc Profilaktyka przez duże P. Jeśli zachorujesz to prędzej czy później umrzesz nie otrzymawszy pomocy. Nawet wszy przenoszą choroby.

  21. Elektryczny_Stefan napisał(a):

    Mieszkam w Warszawie, na południu blisko krańca miasta. Jeśli chodzi o ewakuację to w Warszawie jest ogólnie rzecz biorąc kiepsko – nawet u mnie gdy mieszkam na skraju miasta to dalej kilometrami ciągną się przedmieścia, miasteczka typu Konstancin, Piaseczno, etc. W dodatku „punkt ewakuacji” jest daleko na północ więc trzeba by albo okrążyć stolicę (co wydaje się dość skomplikowane, zwłaszcza pieszo nie mówiąc o fakcie że mam rodzinę) albo przebijać się przez całe miasto (w warunkach W może to być całkowicie niewykonalne). Co zatem robić? Moim zdaniem – w wypadku posiadania rodziny – trzeba ewakuować się wcześniej, przed właściwym zagrożeniem. W przeciwnym wypadku będzie ciężko…

  22. obywatel76 napisał(a):

    Do tematu trzeba podejść kompleksowo.
    Baza/dom -> środek ewakuacji -> trasy ewakuacji -> cel ewakuacji.
    1. Baza czyli dom codzienny zaopatrzony i zabezpieczony tak aby ewakuować się w ostateczności z opcją powrotu. Przygotowanie zapasów tak aby można było część zabrać a cześć zabezpieczyć (ukryć w domu lub pobliżu). Dom/mieszkanie zabezpieczone tak aby zminimalizować grabież i dewastacje podczas naszej nieobecności. Jednym słowem aby mieć do czego wrócić.
    2. Środek ewakuacji zabezpieczony pod kontem ewakuacyjnym. Najlepiej taki, który może pełnić funkcje schronienia podczas ewakuacji. Jeśli przygotowujemy auto ideałem byłby mały bus z napędem 4×4 i prostym silnikiem diesla. Odpowiedni zapas paliwa w baku plus 20-30 litrów karnistrach (plus do zasięgu 200-300km). Odpowiednio dobrana wielkość auta pozwoli nam ewakuować rodzinę plus część zapasów.
    3. Droga a raczej kilka alternatywnych dróg ewakuacji. Warto taką trase pokonać kilka razy, wypróbować warianty łączone, zlokalizować na trasie punkty gdzie można się zatrzymać na dłużej, ukryć. (opuszczone domy, parkingi leśne, ogródki działkowe itp.) Sam mam oznaczonych w promieniu kilkudziesięciu kilometrów kilkanaście takich punktów, najbliższy kilometr od domu.
    4. Cel Ewakuacji, dobrze jest mieć gdzieś własny kawałek ziemi z domkiem ale może to być także ogródek działkowy lub cos podobnego. Możemy tak też mieć ukryte zapasy albo możemy zakładać, ze przywieziemy je ze sobą (co jest dość ryzykowne). Możemy tez wyszukać lokalizacje, które spróbujemy przejąć (zasiedlić) w razie W.
    Generalnie zasada jest jedna: nie opierać się tylko na zapasach i sprzęcie ale przede wszystkim zgromadzić wiedzę i informacje, które pozwolą nam na skuteczną improwizację. Wyrobić sobie nawyk sprawnej analizy i reakcji.
    Pierwsza zasada Stalowego Szczura: Odskoczyć na czas aby spróbować jeszcze raz.

  23. Robal_pl napisał(a):

    🙂
    Mieszkając w Polsce, punkt ewakuacji należy znaleźć sobie daleko za zachodnią granicą. I zwiać odpowiednio wcześniej, zanim drogi zostaną zablokowane innymi uciekinierami a granice zamknięte.
    BTW, Niemcy są za blisko.

    • Fomalhaut napisał(a):

      No… po dotarciu kolejnego miliona tzw. islamskich uchodźców do Niemiec i Francji zachód europy wydaje się dla Polaka „wymarzonym azylem”. Tylko przed jakim zagrożeniem ? Przed wyobrażoną wojną z Rosją ? Jeśli brać pod uwagę taką wojnę to na 90 procent zostanie użyta broń jądrowa choćby taktyczna, lub jako prowokacja, a wtedy lepiej być na wsi i to „mówiącej” w rodzimym języku. Nie chcesz chyba być podejrzany o szpiegostwo i rozstrzelany.

      • djans napisał(a):

        Podzielam pogląd wyrażony w pierwszej części wpisu, jednak jeśli chodzi o broń jądrową, to kulą w płot.

        Broń jądrowa to ewentualność tylko na wypadek wojny totalnej. Sowieci chcieli jej użyć, by na gruzach świata stworzyć Wszechświatowy Związek Radziecki, Federacja Rosyjska ani nie ma takich możliwości, ani nawet ambicji (jeszcze).
        FR nie może istnieć bez dochodów z eksportu ropy i gazu – w przypadku zwycięskiej dla siebie wojny musi ów eksport na Zachód utrzymać, może jedynie mu narzucić podobnie niekorzystne warunki, co III RP, dzięki jej zinfiltrowaniu przez agenturę.
        Z drugiej strony skala odwetu ze strony NATO może być różna – krótkowzroczny Truman nie chciał posłuchać MacArthura i przeciwko Chinom podczas wojny koreańskiej nie użył broni jądrowej. Dziś, gdyby Wschód dał pretekst w postaci ataku, nawet ograniczonego, to może by problem rozwiązano raz i na zawsze…

        Słowem – „niukanie” się ruskim szachistom nie opłaca tak samo, jak Hitlerowi używanie broni chemicznej i biologicznej.

        • obywatel76 napisał(a):

          Zgadzam się z opinią, że w grę wchodzi co najwyżej taktyczna broń jądrowa i raczej na zasadzie straszaka (tj. eksplozja na dużej wysokości w celu zniszczenia morale wroga a nie fizycznej eliminacji). Użycie broni jądrowej wobec celów cywilnych (aglomeracji miejskich) nie ma sensu ze strategicznego punktu widzenia. W naszym kraju nie ma zasobów wartych prowadzenia otwartej wojny. Zajęcie RP przy możliwościach mobilnych FR była by kwestją kilku dni ale co dalej? Związanie się walkę z regularną armią i partyzantką wspieraną hojnie przez NATO wywiadowczo i zaopatrzeniowi (raczej wątpię aby w reakcji posunęli się do konfrontacji zbrojnej).
          IMHO to się nie dodaje. Rosja jest zbyt słaba finansowo i sprzętowo na otwarty konflikt co pokazała sytuacja na Ukrainie. Nawet gdyby osiągnęli hipotetyczne zwycięstwo to koszty były by kosmiczne a utrzymanie okupacji takiego terenu ani tanie a łatwe. Po za tym wizerunkowo stracili by wszystko.
          Dochodzi do tego jeszcze jedna kwestia: konflikt zbrojny heartlandu (FR) z rimlandem(najważniesi członkowie NATO) z założenia musi być patowy i wyniszczający dla obydwóch stron chyba że kraj heartlandowy nawiąże sojusz z opozycyjnym krajem rimlandowym (np. Chinami). Ale wtedy ten konflikt, jeżeli będziemy mieli rozgarniętą władzę nie będzie nas dotyczył bezpośrednio i będzie się odbywał na morzu. Chyba, że pewni dwaj nasi sąsiedzi zrobią powtórke z 1939-41 wtedy leżymy i kwiczymy.

          • djans napisał(a):

            97% racj!

            Protokół rozbieżności:

            „W naszym kraju nie ma zasobów wartych prowadzenia otwartej wojny.”
            Są, są, jednak masowe wdrożenie technologii ich eksploatacji oznaczałoby koniec FR. W interesie FR jest sabotować wdrażanie tychże wszędzie na świecie (vide lobby antyłupkowe w USA i w EU), niż przyczynić się do ich popularyzacji.

            „kraj heartlandowy nawiąże sojusz z opozycyjnym krajem rimlandowym (np. Chinami)”
            To by było bardzo krótkowzroczne ze strony ruskich, jako imperium Putina materializującym wizje Dugina. Dla zwykłych Rosjan mogłoby to oznaczać istny renesans czasów sprzed bitwy nad Kałką – gospodarczy rozkwit na wzór dawnego Kijowa, Włodzimierza i Nowogrodu Wielkiego.

            „Chyba, że pewni dwaj nasi sąsiedzi zrobią powtórke z 1939-41 wtedy leżymy i kwiczymy.”
            Jest też taka teoria, że to USA się dogadają z Moskalami przeciwko Chinom, pogłębiając obamowski reset i dając Kremlowi wolną rękę w Europie, czy na Kaukazie.

    • djans napisał(a):

      To jeszcze proszę o datę inwazji, kierunki natarcia i siły doń użyte. Nie muszą być numery jednostek – wystarczą wielkości. Skoro już się bawimy w jasnowidztwo…

      BTW O ile Bug i Wisła nikogo nie obchodzi, to linia Odry, a już na pewno Łaby, jest nieprzekraczalna. Nawet doraźnie. Prędzej Amerykanie zamienią Polskę w nieprzebyte morze gruzów, niż dopuszczą ruskich do swoich baz w Niemczech.

      • obywatel76 napisał(a):

        Cały „dowcip” polega na tym, że być może zagrożeń wypatrujemy odwracając się do nich plecami. Być może większym zagrożeniem będą dla nas kraje tzw. zachodu. Zauważcie, że oś świata nieubłaganie przesuwa się w stronę dalekiego wchodu. Chiny, Indie to stare cywilizacje które przez ostanie stulecia dały się zdominować dziś odradzają się ajko potęgi (gospodarcze i militarne) Interesując się amatorsko geopolityką wlazłem kiedyś an jakieś hinduskie forum do wątki co ma kilka tysięcy postów. Tam oprócz koncepcji rimlandu i heartlandu jest jeszcze określenie Atlantów i Stepowych Wilków a rozkład sił mniej więcej ilustruje ta grafika: https://dikgaj.files.wordpress.com/2009/03/wrld4.jpg
        Zwróćcie uwagę gdzie znajduje się północna oś stref wpływów.
        Chińczy darzą nas, Polaków ponoć dużą estymą, dopatryując się w nas jak i w sobie potengi, która podupadła lecz podnosi się z kolan. NIe mając do zaoferowania surowców mamy coś innego ie mniej ważnego. Położenie. Tak naprawdę Chińczykom nie zależy na wojnie w rimlandzie a Rosjan trzymają krótko. Jesteśmy dla nich najbardziej optymalnymi geograficznie wrotami do ekspansji gospodarczej na Zachód. Konflikt na naszej ziemi byłby bezsensownym marnotrawstwem infrastruktury i zasobów ludzkich. Bardziej obawiam się, że w ostateczności to Stany mogą wywołać konflikt jak to uczyniły na Ukrainie ( i wielu innych krajach w ostatnim pólwieczu) aby uniemożliwić ekspansję nowego jedwabnego szlaku. Z rezerwą podchodzę do teorii spiskowych ale cały ten imigracyjny bałagan, na prędze podpisana umowa o wolnym handlu usa – ue oznaczy tylko tyle że stanom zaczyna robić się gorąco. Czas gra na ich niekorzyść jeśli poważnie myślą o konfrontacji z Chinami na morzu.

        • djans napisał(a):

          Sporo racji, w tym, co napisałeś, ale też i parę nietrafnych uwag.

          „NIe mając do zaoferowania surowców”
          O ile mi wiadomo, to do Chin eksportujemy głównie surowce. Po wtóre mamy bardzo bogate złoża surowców, w tym energetycznych.

          „Stany mogą wywołać konflikt jak to uczyniły na Ukrainie”
          Poproszę o scenariusz: kto z kim i o co by się miał na naszej ziemi bić.

          „Z rezerwą podchodzę do teorii spiskowych ale cały ten imigracyjny bałagan”
          Żeby pójść w taką tezę, to trzeba by przyjąć, że unijne elity polityczne, z Merkel na czele, są amerykańską agenturą. OK, załóżmy roboczo, że tak jest. Dlaczego w takim razie dokłądnie ta sama amerykańska agentura dogaduje się z Putinem odnośnie Nord Streamu, a z Chińczykami przy tworzeniu banku AIIB?

          • obywatel76 napisał(a):

            @djans
            „Po wtóre mamy bardzo bogate złoża surowców, w tym energetycznych.”
            Tak, czytałem, są teorie jakobyśmy spali na złożach metali, w tym szlachetnych, a gazu i ropy to mamy więcej niż wszystkie kraje arabskie razem wzięte. Nie jestem geologiem więc nie będę oceniał tych rewelacji ani też wchodził spiskowe teorie jakoby umyślnie ktoś te informacje zatajał co by się światowe corpo nachapały. Cos może i w tym jest bo ostatnio Australijczycy starają się o licencje na wydobycie złota. IMHO, bardzo możliwe, że są to rzetelne dane ilościowe ale nikt nie wspomina np. o głębokościach na jakich się znajdują czy innych utrudnieniach. Przykładem jest nasz węgiel kamienny, który jest drogi bo pozyskiwany z kopalni głębinowych vs. znacznie tańszy z kopalni odkrywkowych (o szkodach górniczych i związkach zawodowych już nie będę się rozwodził).

            „Poproszę o scenariusz: kto z kim i o co by się miał na naszej ziemi bić.”
            Jak zawsze o strefę wpływów w ważnym geopolitycznie regionie. Zauważ, że leżymy na rozległej nizinie w centrum Europy, na krzyżowaniu szlaków z praktycznie wszystkich istotnych kierunków. W interesie naszych „kochających” sąsiadów jest Polska słaba albo żadna, czyli taka, która nie zbyt wiele nie żąda a najlepiej przymyka oczy na robieniu biznesu kosztem jej obywateli (za kilka marnych srebrników dla tego czy innego Janka, Olka czy Donka). Ja bym stawiał na germańskich najeźdzców, którzy mimo dużej zalezności od US prowadzą własną politykę regionalną. Niemcy od dawna starają się być europejskim hubem w handlu z Chinami. To tyle jeśli chodzi przyczynę.
            Kto z kim? Najlepszym rozwiązaniem będzie zaognienie konfliktu wewnętrznego. Taki konflikt rozgorzał na dniach. Niby konserwatywny rząd vs. liberalna „opozycja” (która wyskoczyła jak z cylindra magika i jest na siłe pompowana w mediach pod postacią Ryśka „Na Bank” a nowoczesnego). Już niemaszki huczą jak to nam trzeba udzielić bratniej pomocy, pewnie dzięki ustawie 1066, abyśmy sobie sami krzywdy niedemokratycznej nie zrobili. Przyjmijmy, że faktycznie Rysiek i Przyjaciele organizują „protest społeczny oburzonych obywateli”, ktoś gdzieś ciepnie butelkę z benzyną, gdzieś padnie strzał, zginie jakiś student, ojciec dzieciom – zrobi się burdel. Kraj się podzieli, ludzie zaczną się tłuc na ulicach, nie wiedzieć czemu w kraju gdzie gdzie nie ma broni palnej wśród obywateli pojawi się mnogo broni automatycznej zaginionej podczas wojny w byłej Jugosławii.

            „Dlaczego w takim razie dokłądnie ta sama amerykańska agentura dogaduje się z Putinem odnośnie Nord Streamu, a z Chińczykami przy tworzeniu banku AIIB?”
            To chyba oczywiste, czasy zależności militarnej w wypadku Niemiec zakończyły się dawno, teraz bardziej liczą się powiązania ekonomiczne. Niemcy aby utrzymać pozycję najsilniejszej gospodarki regionu potrzebują w przypadku hipotetycznego konfliktu morskiego USA vs. Chiny pozostać najważniejszym węzłem handlowym na kontynencie, vulgo jeśli Chiny nie będą mogły bezpiecznie transportować towarów drogą morską to naturalnie użyją drogi lądowej, nowego jedwabnego szlaku, którego praktycznie wszystkie warianty przechodzą przez Polskę.

          • djans napisał(a):

            Węgla nie należy wydobywać; trzeba gazyfikować i upłynniać w złożu.

            Wojna o wpływy na szlaku handlowym wyklucza wojnę na terytorium tego szlaku. Nie niszczy się infrastruktury, o którą się walczy. Tzn. Niemcy chcieliby przejąć naszą rolę bazy przeładunkowej, ale nie leży w ich interesie wyłączenie naszej roli tranzytowej.

            Inną rzeczą jest „bratnia pomoc”. No ale nie po to Amerykanie po zakończeniu dwu europejskich wojen zostali na kontynencie, żeby dać Niemcom wywoływać trzecią.

            „Niemcy aby utrzymać pozycję najsilniejszej gospodarki regionu potrzebują w przypadku hipotetycznego konfliktu morskiego USA vs. Chiny”
            To jest prawda, ale jakoś słabo się koreluje ze współudziałem w realizowaniu rzekomo amerykańskiego planu zalania Europy islamistami. Tzn. nie może być tak, że Niemcy grają na osłabienie USA i jednocześnie dokładnie te same niemieckie elity wprowadzają w życie amerykański plan osłabienia UE. Gdyby to Francja i Niemcy były głównymi przeciwnikami przyjmowania imigrantów do UE, a Anglia i Polska głównymi zwolennikami, to jeszcze jakoś by to miało swoją logikę i spójność.

  24. Fomalhaut napisał(a):

    Na razie (od dziesięcioleci ?) to tzw. zachód czyli NATO USA i Izrael prą na wschód ogólnie rzecz biorąc (poprzez Afrykę ostatnio). Oczywiście Rosja ani nie myśli o żadnej ekspansji – bo nie ma na to ani środków (brak ludzi) ani nie dała by po prostu rady. „Putinowcy” postępują bardzo realistycznie blokują co mogą by zyskać na czasie i dosyć intensywnie reformują armie, zwłaszcza technologicznie. Pogląd w stylu że „wojna atomowa się nie opłaca” daje fałszywy obraz. Jest to wyraz „żydowskiego” myślenia (którym nasiąkli Polacy) ,że wszystko podlega „kalkulacji”. Otóż nie wszystko. Wszystko można ważyć do pewnego momentu. I zachód (ogólnie pojmowany) rzutuje taki sposób myślenia na Rosję bowiem Rosja na razie postępuje „kalkulując”. Nie mniej jeśli Rosja będzie coraz bardziej przegrywać i zostanie przyparta do muru to wówczas ta sama kalkulacja powie jej ,że lepsze jest dla niej WZAJEMNE ZNISZCZENIE ( jeśli zaatakuje pierwsza nawet z mniejszymi stratami) niż samodzielna agonia. Rozumiecie ludzie ? Rosja to olbrzymi obszar z miastami zbudowanymi z betonu, z lasami, rzekami z mrozem gdzie nikt się nie będzie pchał. Ameryka to często pustynia z domkami z listewek i karton gipsu. „Ruski człowiek” na pewno zaryzykuje zwłaszcza ,że alternatywą będzie niewola prowadząca do unicestwienia Dlatego uważam ,że naiwnością jest pogląd ,że „wojny atomowej nie będzie” bo się nie opłaca. Jest ona tym bardziej prawdopodobna ,że głowice są na rakietach a inna wojna np. chemiczna czy biologiczna wymagała by mnóstwa przygotowań (co było by zauważone )wcale nie gwarantuje skuteczności.
    Rosja wcale nie musiała by atakować Polski bo wie ,że sympatie społeczne już dawno odwróciły się od zachodu , po 25 latach demokratycznego „dobrobytu” (kilka tysięcy samobójstw roczne !). A nasza armia to jakaś kpina w realiach nawet lokalnych. Po odparowaniu kilkudziesięciu zachodnich miast i kilku wschodnich to ludzie stają się poszukiwanym dobrem (co jest już dziś !) ich wiedza i praca ! , a nie zasoby bo tych wówczas wystarczy dla pozostałych.

    • djans napisał(a):

      Sorry, ale to jakieś fantazje, z którymi ciężko polemizować.

      Po pierwsze FR nie ma cienia tego potencjału, jaki miał ZSRR, który jednak na ostateczną konfrontację się nie decydował, bo miał niewystarczającą przewagę.

      Rządzące nim elity wolały doprowadzić do kontrolowanego rozpadu i zapewnić sobie dostatnie życie chwalonych na świcie reformatorów, niż przegrać Trzecią WŚ i być ściganymi, jak Niemcy po Drugiej.

      Po drugie nie ma czegoś takiego, jak „Rosja”. Jest sztucznie utrzymywana – przemocą i subsydiami z eksportu surowców – federacja różnych kulturowo, etnicznie, religijnie i gospodarczo obszarów. Nikt tam nie chce umierać, zwłaszcza wraz z rodziną i bliskimi, w atomowej zagładzie, na życzenie kremlowskiej władzy.

      Po trzecie to właśnie Izrael -wbrew prawu międzynarodowemu – posiada broń jądrową właśnie z takim scenariuszem użycia, jak opisałeś. Czyli nie do użycia jako broń ofensywna, czy nawet defensywna, a jako zemsta na każdym, kogo się da dosięgnąć, w razie zagłady państwa.

      Po czwarte – zakładając roboczo, że FR miałby użyć atomówek tak samo, jak Żydzi, to chyba raczej będzie miała ciekawsze cele do zniszczenia, niż Polska.

      • Fomalhaut napisał(a):

        Sorry ale to co piszesz jest jakieś trudne dla mnie do ustosunkowania się. Piszesz że Ruskie elity wolały doprowadzić do rozpadu za lukratywne wejście w świat bogatych – wiesz to tak było owszem ale co jest teraz ? czy nie zostali mimo to pariasami ? Zostali wyrzuceni na margines więc nie będą już się drugi raz prosić o udział w klubie to chyba jasne. Robią im koło pióra na Ukrainie ,w Syrii gdzie mają bazę itd. więc na pewno czuja się zagrożeni. Pisanie tu o narodzie jest bez sensu bo naród nie kontroluje głowic tylko robi to garstka ludzi. Ale nawet nie oni bo działa system martwej ręki i rakiety mogą wystartować same gdyby sztaby były zniszczone. Potem coś piszesz o celu posiadania przez Izrael atomówek że to nie ofensywna i nie defensywna tylko jako zemsta. Hmm ?? w takim razie to raczej defensywna nie prawda ? Bo użyta zostanie jako druga w odpowiedzi na atak. Potem piszesz że Rosja nie musi wcale atakować Polski .. ale ja to właśnie napisałem czego chyba nie przeczytałeś uważnie. Cała moja wypowiedź broni tylko stanowiska by nie zakładać ,że wojny atomowej na pewno nie będzie. A niby jaka ma być jeśli będzie światowa (NATO kontra Rosja). Niemcy mają ile czołgów ? Ile my samolotów ? Wojna konwencjonalna skończy się po dwu tygodniach bo nie będzie złomu do walki. Wówczas strona przegrywająca poczeka spokojnie na okupację (niewola, obozy, rozstrzeliwania…) ? Czy wykorzysta jedynego asa jaki jej został ? Zresztą powiem szczerze nie jest to zagrożenie nr 1 na mojej liście zagrożeń. Nie chce się spierać pod artykułem – w sumie na temat offtopic. Pozdrawiam

        • djans napisał(a):

          „czy nie zostali mimo to pariasami ? ”

          Kilka lat temu Putin był podobno najbogatszym człowiekiem świata, nawet jeśli dziś nie jest, to przecież taki Janukowycz nie miał źle, ani podczepieni pod niego.
          Sugerujesz, że kremlowskie elity przejmują się ruską nędzą, skoro nią się nie przejmują sami ruscy?

          „naród nie kontroluje głowic tylko robi to garstka ludzi”
          Oligarchiczne elity wywodzące się z razwiedki, które przez całe swoje życie dbały tylko o swój dostatek nagle by miały dokonać samobójczego ataku na cały świat, jak jacyś talibowie? Zamiast uciec do jakiegoś odpowiednika hitlerowskiej Argentyny? Na czym opierasz takie założenia?

          „Robią im koło pióra na Ukrainie”
          Co akurat jest w naszym interesie, ale nie o tym gadamy.

          ” jako zemsta. Hmm ?? w takim razie to raczej defensywna nie prawda”
          Defensywa, to obrona czegoś, a „pocałunek Almanzora”, to raczej słaba obrona.

          „Wówczas strona przegrywająca poczeka spokojnie na okupację (niewola, obozy, rozstrzeliwania…)”
          Błąd polega na założeniu, że każdy konflikt, musi być konfliktem totalnym. To przesąd z zamierzchłego, XX wieku, zresztą chwilowy. Konflikt zbrojny, to tylko wyjaśnienie nieporozumienia odnośnie siły graczy. O ile nikt nie będzie szturmował/bombardował Moskwy, to nie będzie ostatecznego odwetu.

          Pozdro.

  25. GNOM napisał(a):

    No toście się rozpisali zapominając o podstawowym fakcie.
    NATO nie posiada broni atomowej. Posiadają ją jej członkowie – Francja i Wielka Brytania.
    Ale nie mogą jej użyć inaczej niż w obronie własnych granic. Czyli do puki Rosja nie wykaże ochoty przekroczenia kanału La Manche to nie użyje jej Wielka Brytania, a do puki wojska pancerne putina nie wykażą chęci przekroczenia granic Francji to „dzielny” naród francuski też guzika nie naciśnie. Koniec kropka. Bardziej martwię się Amerykanami którzy mogą jej użyć w przypadku zagrożenia Niemiec, ale myślę że granica na Łabie może być wyznacznikiem chęci jej użycia. Użycie broni taktycznej na małą skalę jest możliwe, na przykład aby złamać polskiego ducha walki, którego rosjanie się boją. Mogą się jednak srodze zawieść – my już tego ducha nie posiadamy. W wielu rozmowach z młodymi ludźmi- młodszymi ode mnie 🙂 –
    słyszę że oni w razie czego nie wiedzieli by za co się bić, za ojczyznę ? „a co to znaczy (pytają), czy tych poje…ch polityków którzy gryzą się o władzę i kasę mając wszystkich w du..e, urzędników u których nic nie można załatwić bo mają petenta tam gdzie słońce nie dochodzi” ? I coś w tym jest. Za co dziś mielibyśmy walczyć? Więc budujmy i przygotowujmy miejsca w których będziemy mogli ukryć swoje żony i córki, oraz przeczekać zły czas. Bo jak mawiał mój dziadek, przedwojenny oficer, żołnierz AK, jeniec obozu w Dachau i Buchenwaldu, a po wojnie jeniec obozu NKWD – ” gdyby drugi raz doszło do takiej tragedii, wolałbym trafić do obozu niemieckiego niż rosyjskiego, rosjanie to nie ludzie to zwierzęta” – i ja mu wierzę.

    • djans napisał(a):

      Z pierwszą połową zgoda – nikt na Zachodzie nie użyje broni atomowej w celu obrony Polski przed konwencjonalnym atakiem.

      Jednak użycie broni na Polsce w celu jej zmiękczenia nie wchodzi w grę – nie po to Putin buduje swój wizerunek chrześcijańskiego konserwatysty, przeciwnika pazernych koncernów od GMO (serio, taki zachwyty Jankesów czytałem dziś na pewnym ekologicznym fejsbukowym pejdżu), żeby go zniszczyć używając atomic.

  26. GNOM napisał(a):

    A tutaj nius dnia:
    http://wyborcza.pl/1,75968,19302536,polska-pis-atomowa.html#BoxGWImg

    jeśli to okaże się prawdą to czas kupić jakiś nieużytek w kotlinie kłodzkiej i pomyśleć o przeprowadzce tam na stałe.

  27. bura2 napisał(a):

    W przypadku jakiegokolwiek załamania zawsze łatwiej jest mieszkać na wsi. Zawsze. Czy to konwencjonalna wojna a wtedy rolnik może sobie „uciułać” więcej na boku bo ma z czego i nawet jak mu okupant wystawi we wsi jakiś posterunek to będzie on niewielki, oddalony od nadzoru przełożonych i bardziej skłonny do interesów – za bimber można mieć względny spokój i przymknięcie oka na niektóre wykroczenia typu ukrywanie części jedzenia podlegającej konfiskacie lub kłusownictwo.
    Jeśli będzie koniec cywilizacji – to znaczenie będzie miało żarcie i woda. A zwłaszcza ich produkcja i wtedy tylko wieś.

    Nie zgodzę się jednak z poglądami w dyskusji wieś kontra miasto która była tutaj przytoczona. Bardzo stereotypowa. Zakłada, że każda wieś jest na głębokim zadupiu i jest pełna samowystarczalnych rolników a każde miasto to centrum Warszawy zamieszkane przez krawaciarzy.
    Dostępność broni – że niby na wsi są myśliwi to jest broń a w mieście nie. No cóż:
    1. Niech we wsi „gęstość posiadaczy broni na ilość domów” będzie większa to w mieście jest ich po prostu więcej – 8 piw to kopnie mocniej niż 100 ml wódki
    2. w miastach są komisariaty, oraz siedziby wielu różnych formacji uzbrojonych.
    3. w miastach są warsztaty i technicy, Możliwość wytworzenia wielu różnych narzędzi, pomijając te gotowe czekające kartonami w sklepach (zarówno mówię tu o sklepach z bronią jak i marketach budowlanych typu castorama) – „głodne hordy” z pustymi rękoma nie przyjdą.

    Najbardziej prawdopodobny bieg wydarzeń, w przypadku kompletnego bigosu:
    – zginie dużo ludzi w ciągu 2-3 miesięcy. Głód, walki i choroby, brak dostępu do medycyny.
    – potworzą się grupy i najlepiej wyjdą na tym „watażki” którzy szybko się ogarną – zbiorą cenne zasoby w mieście, zwieją na wieś i tam utworzą małe państwo.
    – produkcja rolna będzie musiał być wysoka – tak wysoka jak pozwoli na to powrót do XVII w. Wiele prac będzie wykonywanych ręcznie i każda para rąk się przyda, więc nawet „wojownicy” będą na zmiany jedni gnój przerzucać drudzy stać na warcie.
    – Jeśli nie będzie interwencji z zewnątrz to po roku dwóch będzie już w miarę stabilny podział na państewka wielkości powiatu.

    Nie zapominajmy też, że o ile za rok paliw może nie być to na początku będą i ten kto umiejętnie to wykorzysta wygra.

    • djans napisał(a):

      Mniej więcej podobnie to widzę – pod pewnymi względami lepiej na wsi. Ale też nie koloryzujmy, trzeba patrzeć historycznie.

      Przypuszczam też, że od totalnej anarchii, do warlordów nie minie specjalnie długi czas. Po prostu ujawnią się struktury przestępczego podziemia.

      „o ile za rok paliw może nie być”

      Raczej odwrotnie.
      Jak się jako-tako ustabilizuje, to nastąpi gwałtowna, bo nie skrępowana obecnymi przepisami, np. z zakresu ochrony środowiska, re-industrializacja. Paliwa będą produkowane z węgla z biedaszybów, z odkrywek węgla brunatnego, z torfu, z drewna. Bez przeszkód będzie produkowany bioetanol, etc.

      Cała niezbędna wiedza, technologia jest i przetrwa. Podobnie sprzęt. Znikną za to sztuczne hamulce biurokratyczne, oraz konkurencyjna podaż tańszych zamienników od współczesnego przemysłu.

  28. Przemo2000 napisał(a):

    Ewakuacja czy zapasy? Najgorsze jest to, że już teraz trzeba się przygotować, a nie wiadomo na co… Na małe „w” każdy jest tam w jakimś stopniu przygotowany – kilkutygodniowe braki prądu czy wody można przetrwać bez znacznych ofiar. Ale duże „W” to już inna sprawa. Właściwie to tych dużych „W” może być tak wiele, że trudno nawet odgadywać, jakiego rodzaju „W” mogą to być. Dlatego, żeby nie zwariować mnożąc możliwe scenariusze, trzeba zająć się tym, co jest pewne i bezdyskusyjne. Czyli – człowiek musi jeść i pić – robimy zapas jadła i napitku. Człowiek choruje – robimy zapas leków. Człowiek potrzebuje ciepła – zapewniamy sobie zapasy energii. I tak dalej. I opcję stacjonarną mamy rozwiązaną. Dodajemy do tego transport i cel – i mamy zabezpieczoną ewakuację z zapasami. Powód, dla którego będę musiał korzystać z zapasów lub się z nimi wynosić z okolicy – to na ten moment zagadka a więc i sprawa drugoplanowa. Nie przewidzimy ani co, ani kiedy się wydarzy. A może nic i nigdy. Ale gotowym trzeba być.
    A jeśli duże „W” będzie tak duże, jak w książce Cormacka McCarthy’ego „Droga” (jest też film pod tym samym tytułem) – to chyba i tak nic nas nie ocali…

  29. Mieszczuch napisał(a):

    Ale bijecie pianę Drodzy Państwo.
    Moim zdaniem:
    -jeżeli Żuławy zaleje powódź, to trzeba uciekać na wyżyny, tj tak na oko masz do przebycia 40-50 km. I nieważne,czy mieszkasz w Trójmieście, Nowym Dworze, czy Lasowicach Wielkich(wioska z serialu „Pan na Żuławach”-wyguglacie sobie), bo fala zaleje wszystko.
    Gdyby w okolicach Krakowa wybuchł dajmy na to wulkan, to także należy uciekać w góry.
    Ani woda ani lawa pod górę nie popłynie.

    Gdyby natomiast jakaś górska miejscowość zostanie zasypana przez Jakąś super lawinę, o należy uciekać w doliny, najlepiej do Jakiegoś dużego miasta.Tam łatwiej otrzymasz pomoc.
    Ale taki dajmy na to wielki pożar zagraża jednakowo miastu czy wsi.Przykład- ostatnie wypadki z Hiszpanii czy USA.
    Wszystko zależy od tego, przed jakim zagrożeniem trzeba się ewakuować.
    Nie rozumiem bicia piany……….

  30. bartek-przygotowany napisał(a):

    Dzień dobry, ja na wypadek bomby atomowej jestem nieźle przygotowany-lokalizacja mojego domu. Mieszkam w małej wiosce pod warszawą, a co za tym idzie część efektów bomby(szacunek za pomocą http://nuclearsecrecy.com/nukemap/ ) nawet do mnie nie dotrze (bomby małe i średnie do ok 455kt), a na np. opad radioaktywny, czy szabrowników jestem przygotowany. mam w domu zapas na 2 mies. dla mojej rodziny, dobrze przygotowana piwnica-wiele warstw izolacji+solary i 2 wiatrówki z niemałym zapasem śrutu i jest ok! Poza tym mam zestaw masek przeciw gazowych, własne ujęcie cie wody, w ogródku szklarnie i i wrazie co mam przygotowane materiały na 3 prowizoryczne filtry…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Informuj mnie o odpowiedziach poprzez e-mail. Możesz również subskrybować wpis bez zostawiania komentarza.

banner