Survivalowe prezenty dla preppersa

Nie wiesz, co kupić preppersowi/survivaliście na gwiazdkę, urodziny, czy inną okazję? 6 propozycji różnych grup produktów znajdziesz w poniższym materiale!

Będą to prezenty, które komuś przygotowującemu się na trudne czasy pomogą w kryzysowej sytuacji. Ale pomogą też komuś, kto nie jest preppersem, a być może będą inspiracją do zapoznania się z całą filozofią nowoczesnego survivalu.

Filtr do wody

Zaczynamy od filtra do wody, bo o czystą wodę w naszych warunkach jest dość trudno. Dlatego warto, by każdy miał jakiś filtr do wody — choćby Lifestraw (do kupienia tutaj, a jak wpiszesz kod LIF5626F, dostaniesz 10% zniżki). Jest on w stanie przefiltrować 1 000 litrów wody, co wystarczy jednej osobie na rok.

Jeśli potrzebujesz czegoś większego i bardziej wydajnego, możesz kupić filtr Katadyn Camp, tutaj. Tu też działa kod LIF5626F na 10% zniżki!

Nóż, scyzoryk

Jestem zwolennikiem noży składanych i sam mam ich kilka. Względnie tanie i nienajgorsze robi np. firma Walther, dobre opinie zbierają także noże Sanrenmu.

Jeśli chodzi o scyzoryki, jestem miłośnikiem marki Victorinox a dla kobiety polecam na prezent końcówki ze scyzoryka, ukryte w obudowie wielkością zbliżonej do karty płatniczej, czyli tzw. Swiss Card.

Latarki

Pałam ogromną miłością do latarek firmy Maglite.

Ale w kłopotliwej sytuacji to i latarka-czołówka z Biedronki zrobi robotę. 🙂

Akumulatorki

Doskonałe rozwiązanie dla rodziny z dziećmi, które uwielbiają elektryczne zabawki. Jest tego mnóstwo na rynku. Do tego może jakaś ładowarka z możliwością podłączenia do gniazda zapalniczki w samochodzie. Razem będzie to stanowić idealne awaryjne źródło prądu dla statystycznej polskiej rodziny!

Świece

Jak ktoś nie ma pomysłu na prezent, to kupuje ładną świeczkę w drogerii. A w trudnych czasach świece będą przecież bardzo przydatne!

Można je też używać do gotowania na nich posiłków, jeśli stopić parafinę i zalać nią knot ze zwiniętego w spiralę kartonu w jakiejś puszce po tuńczyku. 🙂

Sprzęt turystyczny

Dobra rzecz do wożenia w samochodzie, ale i w czasie wakacyjnych wyjazdów.

Na przykład gazowa kuchenka turystyczna (są na tyle istotne, że poświęciliśmy im osobny materiał). Albo namiot czy śpiwór.

Fotka śpiwora wzięta stąd a awaryjnego foliowego namiotu stąd.

Krzysztof Lis

Magister inżynier mechanik. Interesuje się odnawialnymi źródłami energii, biopaliwami i nowoczesnym survivalem.

Mogą Cię zainteresować także...

22 komentarze

  1. Jesion napisał(a):

    Proszę, tylko nie Walther……… 😛

    • Piotr napisał(a):

      Co do „scyzoryków” podzielam Twoje zdanie (niestety niższa półka noży „popularnych” Walthera jest produkowana przez podwykonawców, którzy tylko płacą Waltherowi za wykorzystanie wzornictwa i nazwy/logo – to chińszczyzna), ale na przykład taki Walther P99 do EDC moim zdaniem jest ok i chętnie bym znalazł takiego pod choinką (oczywiście nie PAK tylko AS :D).

      • paprokles napisał(a):

        darowanemu waltherowi we folder sie nie zaglada 🙂

        pozdro i samych trafionych prezentow

      • Rafał M. napisał(a):

        Walther to chyba chińskie noże, tylko z nadrukowaną nazwą. Chyba widziałem gdzieś w supermarkecie identyczne, dużo tańsze, z inną nazwą.

  2. ja napisał(a):

    Gadżety gadżetami, ale najbardziej liczy się wiedza. Czyli można komuś kupić książkę dotyczącą prepperingu (było tu kilka recenzji) albo książkę kucharską z czasów PRL (czyli jak gotować z prostych, polskich składników, jak robić przetwory, jak konserwować mięso). Atlas grzybów, atlas dzikich roślin jadalnych. Można też komuś wykupić KURS. Kurs pierwszej pomocy, kurs kucharzenia z darów lasu, kurs survivalu itd. Są kursy zielarskie, ziołolecznictwa, robienia kosmetyków (kremy, mydła, szampony) z polskich roślin.

  3. linkolm napisał(a):

    najlepsza to by była Działka za miastem ale kogo stać

    • Survivalista (admin) napisał(a):

      Mnie by wystarczył samochód kempingowy. 😉

      • Piotr napisał(a):

        Chyba zwykły duży van lepszy 🙂 Tańszy, bardziej uniwersalny (nada się do transportu różnych rzeczy), można w sposób elastyczny zagospodarować wnętrze pod swoje konkretne potrzeby (ilość członków rodziny, wielkość zapasów, rodzaj wyposażenia itp.) i jest zwykły, niepozorny. Jedyna „wada” to estetyka, dla niektórych, zwłaszcza dla młodego pokolenia, to byłby „wstyd czymś takim na urlop pojechać”, bo taka tendencja jest teraz, że rzeczy mają nie tylko działać, ale też wyglądać i mieć markę (a najlepiej budzić podziw lub zazdrość sąsiada 🙂 )

        • Survivalista (admin) napisał(a):

          Podziw i zazdrość sąsiada powinna budzić żona. Ładna, miła i pracowita. Samochód piękny być nie musi. Przynajmniej mój.

          Ale wolałbym jednak kampera, niż dostawczaka. Chyba, że dostawczaka + BRDM w zestawie. I tak wyjdzie taniej, niż nowy kamper. 😉

          • Piotr napisał(a):

            Z tym „co kumple/sąsiedzi/inni powiedzą/pomyślą”, to nie było personalnie do Ciebie, tylko takie ogólne spostrzeżenie – na Mac-u jest ten sam internet co na zwykłym PC z Windowsem czy Linuxem a zegarek Casio tak samo dobrze pokazuje czas jak Rolex (a niejeden „japończyk” jest wytrzymalszy, dokładniejszy, ładniejszy i tańszy od niejednego „szwajcara”) a na smartfonie z Androidem można dzwonić do tych samych ludzi co z iPhone (i robić wiele rzeczy których na iPhone się nie da, na przykład kupić smartfona na dwie karty SIM i zapasową baterię, którą w razie czego można łatwo wymienić „w terenie”), no ale ludzie wywalą kasę na Rolexa, Maca i iPhone bo to im daje dodatkowe „punkty szpanu” 😀 Stąd moja uwaga o rozwagę z pisaniem listów do św. Mikołaja – często to o czym marzymy oraz to czego potrzebujemy to dwie różne sprawy, a preppers powinien moim zdaniem być pragmatyczny 😉

  4. linkolm napisał(a):

    Tak mi teraz przeszło przez myśl że lornetka czy monokular były by dobrym prezentem bo pozwalają zobaczyć niebezpieczeństwo wcześniej

    • djans napisał(a):

      Monokular się w zasadzie do niczego nie nadaje. Już lepiej kupić jakąś lunetkę z opcją montażu na ewentualnej broni.

      A lornetka to bardzo dobry, praktyczny prezent. Wielofunkcyjny.

  5. bura2 napisał(a):

    Co do noży – jestem dużym zwolennikiem kupowania multitooli zamiast noży. Bardziej się przydają. Leathermann-a można kupić do 200 zł całkiem dobre modele. Tam gdzie jest potrzebny fixed to nóż z juli za 7 zł. Niektórzy potrafią zapłacić za zwykły składany nóż 2 x tyle.

    Dobrą kategorią są prezenty dla nie-preppersów : kubek termiczny/termos. Powerbank do telefonu. Książka np. Blackout. Jeśli jesteśmy z kimś odpowiednio blisko to komplet bielizny „termoaktywnej/termicznej” – (po prostu chodzi o kalesony+koszulka z długim rękawem)

    Dla nie preppera który niedawno kupił samochód – apteczka (porządna a nie jakiś ersatz za 5 zł), saperka, cb radio lub nawigacja.

    Gdybym miał polecić jeden prezent dla nie preppersa to kubek termiczny – dobry za ok 50 zł. prawdopodobnie będzie używany na co dzień a nie zmarnuje się gdzieś na dnie szafy używany raz do roku.

    • Piotr napisał(a):

      Co do multitool vs nóż, to zależy jaki kto ma rodzaj aktywności, jakie plany survivalowe, umiejętności itd. Dla mnie noże z multitooli nie nadają praktycznie do żadnej konkretniejszej pracy (no może za wyjątkiem oskubania kabelka z izolacji czy przecięcia sznurka, ale do tego i tak normalny nóż jest wygodniejszy), zwykła Mora z serii Craftline kosztuje 15-20PLN (w zależności od wersji, a w promocjach to i za 12PLN widziałem) a pod względem wygody pracy jak i wytrzymałości (2mm porządnej stali) pokonuje większość substytutów noża z multitooli – przecinałem niedawno takim nożem blokadę linkową do roweru, właścicielka roweru przypięła linką rower do ogrodzenia aby nikt nie ukradł, ale zgubiła klucz do kłódki – użyłem noża jako przecinaka (kowadłem była rurka/słupek ogrodzenia, użyłem noża jako przecinaka a młotkiem był lewarek samochodowy :D), linka grubości około 6-7mm przecięta praktycznie od pierwszego uderzenia a na ostrzu prawie śladu nie było, 60HRC zrobiło swoje 😀 – po nożu z multitoola pewnie by nawet ślad nie został 😉 Multitoole są ok, ale nie jako zamiennik porządnego noża (sam mam dwa multitoole Gerbera, ale nie takie z logiem BG, tylko porządne kontraktowe dla saperów – robią robotę, no ale jeśli chodzi o funkcję noża, to im daleko nawet do najtańszych serii Mory). Oczywiście sznurek przeciąć czy ukroić pomidora, to da się wszystkim, nawet plastikową jednorazówką, ale nóż dla preppersa to znacznie więcej (być może nawet narzędzie do walki wręcz z napastnikiem) i IMHO porządnego noża żaden multitool nie zastąpi (choć multitool jak najbardziej fajnym i przydatnym prezentem może być).

      • djans napisał(a):

        „Problem” polega na tym, że nikt normalny na co dzień nie potrzebuje kilkocalowego ostrza, ani stufunkcyjnego gadżetu za kilka stów.

        Prezent praktyczny – a w przypadku prepersowych chyba mówimy o takich, a nie cacuszkach z limitowanych edycji, do pokazywania w gablotkach – właśnie taki ma być: praktyczny. Z drugiej strony do walki wręcz, to się najlepiej nadaje polska szabla kawaleryjska, a jeszcze lepiej jakiś szponton. Tyle tylko, że ciężko to upchać w damskiej torebce 😉

        Jak multitul, to prosty, z takimi „ostrzami”, jakie faktycznie będą używane. Jeśli nóż, to mały i lekki.

        • Piotr napisał(a):

          Nic mi nie mów o damskich torebkach, bo ja tam różne rzeczy widziałem i o ile na przykład duct tape rozumiem (do podklejenia od spodu rozdartej kiecki itp.) o tyle nożyce do cięcia blachy już mniej 😀
          Szablę w EDC trudno nosić, ale nóż zajmuje (i waży) porównywalnie do multitoola – kwestia tego co kto lubi czy potrzebuje, ja w samochodzie multitoola mam, w plecaku też ale w obydwu przypadkach nie kosztem noża tylko jako jego uzupełnienie. A w EDC, to kto co potrzebuje, ja się obchodzę zarówno bez noża jak i bez multitoola (w portfelu noszę SwissCard Victorinoxa, którą dostałem w prezencie, ale jedyne co w niej używałem, to szpilka do „odetkania” spryskiwacza szyby zimą w samochodzie i kilka razy użyłem długopisu który w tej karcie jest – to wszystko). Nie lubię się „obwieszać nerkami” czy wypychać kieszeni, więc moje EDC jest skromne: klucze, komórka, portfel i zawartość głowy 🙂

          • djans napisał(a):

            No właśnie moim skromnym EDC powinno być na tyle poręczne, małe i lekkie, by je zawsze nosić przy tyłku.

            Dlatego uważam, że lepszy śmieszny breloczkowy folderek przy kluczach, niż solidny fixed w aucie.

  6. bura2 napisał(a):

    Nie kwestionuje tego że nóż kombinerki czy śrubokręt są lepsze od tych samych narzędzi w multitoolu. Ale w multitoolu mamy to w „nieagresywnym” opakowaniu przy pasku w wadze <200 g. coś za coś.
    W dużym wojewódzkim mieście to właśnie fixed jest "gadżetem Rambo" a sensownym przydatnym narzędziem jest multitool. Im więcej techniki koło nas tym mniej potrzeba maczety a bardziej kombinerek.
    Linkę stalową ciąłem też multitoolem za 20 zł i udało sie wszak troche wolniej. (podważanie nożem po 2-3 żyłki i cięcie ich). Samoobrona ? jeśli można jednym ruchem palca otworzyć ostrze i blokuje się ono w pozycji otwartej to czemu nie?

    Kolejny przyjemny prezent to ogrzewacze chemiczne wielorazowego użytku. W sam raz na zimę.

    • Piotr napisał(a):

      Owszem, jak napisałem, multitool jako narzędzie ogólnego przeznaczenia jest ok, odniosłem się tylko do konceptu zrezygnowania noża na rzecz multitoola – ja osobiście jeśli miałbym wybierać (nie mógłbym zabrać i noża i multitoola) podczas kryzysu, to wybrałbym mimo wszystko dobry nóż 😀

      Co do ogrzewaczy, to fajne są też katalityczne (na benzynę ekstrakcyjną) używam takich (produkcji Zippo) i sprawują się rewelacyjnie, na jednym „tankowaniu” (około 20ml benzyny) pracują ponad dobę (jeden „kanisterek” paliwa Zippo 125ml wystarcza na tydzień pracy non stop), no i przede wszystkim gdy się paliwo wypali, to uzupełnienie go i ponowne odpalenie żarnika zajmuje dosłownie minuty. Ogrzewacze chemiczne jednorazowe są wprawdzie znacznie tańsze ale… grzeją tylko 8-12 godzin no i są… jednorazowe, a ogrzewacze chemiczne wielorazowego użytku niestety działają bardzo krótko (około godziny) a regenerowanie ich w warunkach „polowych” jest trudne (trzeba je „gotować” przez kilkanaście minut w wodzie). Nie polecam tanich chińskich ogrzewaczy katalitycznych, mają nieszczelne żarniki (opary benzyny ulatujące bokami śmierdzą) no i sam katalizator w żarniku ma małą trwałość (kilkadziesiąt cykli), bardzo dobre są stare radzieckie wojskowe ogrzewacze na katalizatorze platynowym (bardzo wysoka żywotność) ale obecnie trudno je dostać.

  7. djans napisał(a):

    Jeśli to celowo tekst sformatowany na zasadzie „artykułu sponsorowanego”, to się nie czepiam, bo Wasza sprawa.

    Jednak co do zasady, to się czepię 😉

    Generalnie, to po tym akurat blogu oczekuję zawartości jednak innej, od masy podobnych stron zajmujących się głównie recenzjami gadżetów.
    Gdybyście tak bardziej poszli w ten kierunek, który zarysowany został przy okazji świec i namiotów – w jakieś wyroby domowe.

    Przy czym równie chętnie bym poczytał propozycje zarówno stricte domowych wytworów, typu mydło, ale też ciekawych koncepcji łatwego przerobienia prostych produktów gotowych, w jakiś prepersowy szpej.

    Np. jakiś czas temu gdzieś u Jankesów zwidziałem fajną propozycję EDC: najzwyklejsza szekla aluminiowa na którą założono klucze, a jako survivalowy bonus mały, breloczkowi nożyk, zapalniczkę, alarmowy gwizdek, mały kompas, etc.

    • Survivalista (admin) napisał(a):

      Nie do końca wiem, co masz na myśli, ale spróbuję zgadnąć.

      Za stworzenie tego materiału nikt nam nie zapłacił.

      Jeśli ktoś jednak skorzysta z któregoś z odnośników w tekście i coś w sklepie internetowym sobie zamówi, zarobimy na tym parę czy paręnaście złotych.

      Co do DIY, staramy się tu pokazywać jak najwięcej tego typu treści (zwłaszcza na fanpage’u na FB), na miarę naszych możliwości.

      • djans napisał(a):

        Luz, to nie był zarzut.

        Krzysztof się specjalizuje w zarabianiu na blogach i w kontekście wywiadu jakiego udzielił na innym blogu o sposobach zarabiania w sieci ten tekst byłby dobrym dopełnieniem – przykładem. I dlatego jeśli tak był pomyślany, to OK.

        Gdyby blog nie miał w nazwie przymiotnika „domowy”, to bym tu nigdy podobnych zawodów z powodu niedosytu kontentemu DIY nie zamieszczał. Po prostu uważam, że nazwa zobowiązuje 😉 a i myślę – porównując sieć PL i US, że to ciekawa nisza i moglibyście całkiem pójść w tę stronę, bo praktycznie nie macie poważnej merytorycznie i medialnie rozpoznawalnej konkurencji.

        Pzdr.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Informuj mnie o odpowiedziach poprzez e-mail. Możesz również subskrybować wpis bez zostawiania komentarza.

banner