Tania kuchenka wielopaliwowa (na gaz, benzynę i alkohol)

W dzisiejszym wpisie i filmie przedstawimy Wam tanią wielopaliwową kuchenkę, która może działać na gazie propan-butan, benzynie oraz alkoholu (a także oleju napędowym). Dostaliśmy ją z serwisu GearBest.com, w którym można ją kupić za ok. 60$.

Jeśli kojarzycie nasze wcześniejsze materiały, to z pewnością zauważyliście, że mamy z Arturem trochę fioła na punkcie kuchenek. Że mamy ich sporo w naszych kolekcjach. To dlatego, że naszym zdaniem obok zapasu żywności i wody to właśnie awaryjne źródło ciepła do przygotowywania posiłków jest fundamentem przygotowań na trudne czasy. Bo zimna woda i suchy ryż do jedzenia nadają się średnio, zwłaszcza dla dzieci. Z tego względu jesienią ubiegłego roku przygotowaliśmy trzy osobne materiały o awaryjnych kuchenkach: benzynowych/spirytusowych, gazowych i na drewno

Przygotowując materiał o kuchenkach benzynowych chciałem pokazać Wam jakąś nowoczesną tego typu kuchenkę. Okazało się jednak, że rynek pod tym względem nie oferuje nic atrakcyjnego. Że albo można kupić stare, kilkudziesięcioletnie używane kuchenki radzieckie (a jak ktoś ma więcej szczęścia, to uda mu się trafić jakiś stary, ale nieużywany przez ten czas radziecki prymus), albo nowe kuchenki, które jednak kosztują od 300-400 złotych w górę.

Kiedy więc dostaliśmy z serwisu GearBest.com propozycję przysłania nam jakiegoś sprzętu survivalowego, żebyśmy mogli się z nim zapoznać i Wam go zaprezentować i znaleźliśmy właśnie przedstawianą dziś kuchenkę, nie zastanawialiśmy się długo.

Jak wspomniałem, kuchenka kosztuje (razem z kosztem przesyłki do Polski) ok. 60$, czyli mniej więcej 250 zł. To nie jest mało. Za tę cenę otrzymujemy jednak kuchenkę, która działa na różnych paliwach: gazie propan-butan z kartuszy, benzynie oraz oleju napędowym. Mimo to, kupowanie jej tylko po to, by leżała w szufladzie i czekała na gorsze czasy, mija się z celem. Jakikolwiek sprzęt kupiony pod kątem trudnych czasów, powinien być wykorzystywany na co dzień, jeśli tylko jest to możliwe. Ta kuchenka zaczyna mieć większy sens wtedy, gdy będziecie z niej korzystać podczas pobytów na działce czy wakacyjnych wyjazdów pod namiot.

Kuchenka waży niecałe 450 g (razem z pompką do paliwa, ale bez zbiornika) i to nie jest duża masa, jeśli ktoś miałby ją nosić w plecaku. Zwłaszcza, jeśli zrezygnujemy z noszenia pompki i zasobnika na paliwo ciekłe, a zamiast tego będziemy używać gazowych kartuszy, które można kupić we wszystkich sklepach ze sprzętem turystycznym.

Jeśli chcemy korzystać z kartuszy, wężyk nakręcamy bezpośrednio na kartusz. Jeśli chcemy używać paliw ciekłych, zamiast kartusza podłączamy pompkę, którą następnie umieszczamy w zbiorniku na paliwo. Ten ma pojemność 530 ml, ale można go napełniać paliwem w ilości nie większej, niż 450 ml (ze względu na to, że musi być w nim miejsce na powietrze).

Jak wygląda odpalanie kuchenki na paliwie ciekłym? Zwiększamy ciśnienie pompką tak długo, aż poczujemy opór. Odkręcamy powoli zaworek, by napuścić niewielką ilość ciekłego paliwa, które podpalamy. Płomień ogrzeje rurkę zawierającą paliwo, dzięki czemu później przy pracy będzie ono już dostarczane w formie odparowanej.

Ze względu na swoją wielkość, ta kuchenka wielopaliwowa jest dość stabilna. Nogi rozkładają się dość szeroko (mają też gumowe elementy utrudniające samoczynne przesuwanie się kuchenki) i dzięki temu można na kuchence umieścić spory garnek. Inna rzecz, czy moc kuchenki będzie wystarczająca, by w tym garnku coś zagotować.

Skoro o tym mowa, to według producenta, moc kuchenki na propan-butanie wynosi ok. 2,1 kW, na benzynie zaś — 2,8 kW. Na innych paliwach ciekłych może być mniejsza ze względu na mniejszą wartość opałową.

Zależało mi na tym, by przetestować ją na jakimś alkoholu, z kilku względów. Po pierwsze, alkohole mają niższą wartość opałową, niż benzyna (kupiona na stacji paliw czy benzyna ekstrakcyjna) i trudniej się palą. Jeśli więc kuchenka działa na alkoholu, to najpewniej działać też będzie na benzynie. Na odwrót już tak nie jest, niestety. Po drugie, alkohol można w kryzysowej sytuacji wytworzyć samodzielnie, z owoców, zboża, ziemniaków. Ten proces wymaga energii, ale można spalić choćby drewno do wytworzenia wygodnego w użyciu paliwa, z którego można korzystać w takiej właśnie kuchence. Po trzecie, alkohol jest paliwem dla tzw. biokominków, czyli małych dekoracyjnych palników z wełną mineralną w środku, używanych do ozdabiania wnętrz. Wspominam o tym dlatego, że taki biokominek to świetne awaryjne źródło ciepła do ogrzewania, dla ludzi mieszkających w blokach, jak ja. Warto mieć taki biokominek i zapas paliwa do niego.

Z tych wszystkich powodów chciałem tę kuchenkę przetestować na izopropanolu. W tym celu zagotowałem w niej litr wody, co można obejrzeć na YouTube po kliknięciu w ten odnośnik.

Oczywiście można zapytać, czy jest sens kupować taką kuchenkę za 250 zł, jeśli można zrobić sobie za darmo kuchenkę na spirytus z pustych puszek po napojach. I to jest słuszna uwaga, bo taka kuchenka z puszek jest niemal darmowa, ale na przykład nie da się na niej wygodnie sterować wielkością płomienia, by móc coś powoli gotować przez dłuższy czas, zużywając mniej paliwa.

Warto jeszcze w tym miejscu zauważyć, że instrukcja do kuchenki jest w języku angielskim i chińskim. Przy czym wersja anglojęzyczna ma błędy, literówki, błędy gramatyczne, niekiedy jest trudna do zrozumienia. Producent nie zaleca korzystania z kuchenki w pomieszczeniach zamkniętych i by to robić, trzeba zastosować dodatkowe środki ostrożności. Na przykład zapewnić dobrą wentylację i odpowiednią ilość świeżego powietrza, żeby nie ulec zaczadzeniu.

Do plecaka ucieczkowego bym tej kuchenki raczej nie wsadził. Tam znacznie lepiej sprawdzi się stalowy ociekacz na sztućce, z którego można zrobić kuchenkę na drewno (a dodatkowo jeszcze uniezależnić się od paliwa gazowego lub ciekłego). Ale jeśli chcecie mieć awaryjną kuchenkę, z której będziecie mogli korzystać także na wyjazdach, to już warto się w tę konkretną kuchenkę zaopatrzyć.

 

Survivalista (admin)

Artur Kwiatkowski. Magister inżynier, posiadacz licencjatu z zarządzania. Samouk w wielu dziedzinach, ale nie czuje się ekspertem w żadnej. Interesuje się zdrowym życiem i podróżami. I przygotowaniami na trudne czasy, rzecz jasna!

Mogą Cię zainteresować także...

23 komentarze

  1. Jeży napisał(a):

    Kuchenka lekko przypomina Optimus Polaris Optifuel, która jako chyba jedyna nie wymaga zmian dyszy do różnych paliw. Co ciekawe Optimus napisał, że benzyna jest ok, a alkohol nie. Chińczycy sugerują odwrotnie 🙂

    Testowałbym z dużą ostrożnością 😉

    • Piotr napisał(a):

      Wszystko jest kwestią materiałów z jakich są wykonane części „wymienne” kuchenki (smary, uszczelki, tłok pompki itd.). Optimus (przynajmniej w wersji Nova/Nova+) postawił na niezawodność w każdych warunkach pogodowych, uszczelki, tłok pompki itd. są zrobione z takich materiałów, aby nie pękały na mrozach a jednocześnie lubrykanty/smary są takie, aby wypierały wodę (aby woda się nie dostawała do środka i potem nie zamarzała powodując rozszczelnienia). Niestety alkohol reaguje z tymi substancjami i powoduje ich szybkie niszczenie oraz „wypłukuje” dedykowane smary, dlatego Optimus nie zaleca stosowania alkoholu (kuchenki owszem, odpalają bez problemu, ale szkoda sprzętu).
      Chińczyki pewnie zastosowali inne materiały, dlatego ich kuchenka działa na alkohol, ale za to nie zadziała na biegunie przy -50 stopniach (popękają uszczelki/tłoki, które są pewnie gumowe :D). Coś za coś.

  2. djans napisał(a):

    Jakiś czas temu trafiłem w necie na tę kuchenkę i ciekaw byłem jak się sprawdza. Przy czym najbardziej mnie interesuje, czy fakt wstępnego podgrzewania paliwa w rurce nad palnikiem powoduje, że kuchenka może dobrze działać na zwykły olej jadalny.

    Gdyby się okazało, że owszem, to wartość takiego urządzenia drastycznie wzrasta – nie trzeba bowiem zaopatrywać się w specjalne paliwo nieprzydatne do niczego innego, ba, można by nawet pokusić się o filtrowanie oleju zużytego. Wówczas to już czysta oszczędność.

    Jest szansa, że przeprowadzicie taki test?

    Nie do końca zgodziłbym się z pomysłem rezygnacji z takiej kuchenki na rzecz ociekacza. Po prostu nie zawsze i nie wszędzie będziemy mieli dostęp do paliwa. Inna rzecz, czy masa tego zestawu wraz z paliwem nie dyskwalifikowałaby go w kategorii BOB.

    • Piotr napisał(a):

      Nie wiem jak ten BRS, ale benzynowe Optimusy (Nova/Nova+) działają na oleju jadalnym bez większych problemów. Jedyny problem to tak na prawdę konieczność częstego czyszczenia (olej jadalny odparowując zostawia stały osad w „parowniku”) i… tu mała uwaga, w Optimusy czyści się bardzo prosto i łatwo, bo nie mają generatora w postaci rurki nad płomieniem, odkręca się dyszę, patykiem „wybiera” osad i to całe czyszczenie (dyszę w ogóle czyści się bez rozbierania, ma specjalna magnetyczną iglice wbudowaną w palnik, przesuwa się pod palnikiem dołączonym w zestawie kluczem i dysza przetkana). W BRS (czy innych tego typu kuchenkach z rurką-generatorem wygiętą nad płomieniem) niestety czyszczenie przestaje być zadaniem na 30 sekund (zwłaszcza w warunkach polowych, gdy nie ma pod ręką odpowiednich narzędzi), dlatego lepiej używać czystego paliwa (które odparowuje w całości nie zostawiając osadu).

      • djans napisał(a):

        Mam świadomość „osmalania” w przypadku spalania oleju (z tych samych powodów domieszki biopaliw szkodzą silnikom benzynowym).

        Czyszczenie, jak kłopotliwe by nie było, to mała cena w sytuacji gdyby palić można było (zużytym) olejem jadalnym.

        • Piotr napisał(a):

          Osmolenie od zewnątrz (cząstki stałe w spalinach) do detal, zresztą mi osobiście „zaoksydowane garnki” nie przeszkadzają, przy okazji gdy się potem odpali kuchenkę na benzynie ekstrakcyjnej, to się wygrzewa do prawie białości i to wszystko się wypala. Miałem na myśli osady wewnątrz kuchenki (wewnątrz rurek), bo tam nie ma tlenu/spalania i te osady po prostu się nie wypalają i nie wiem czy jest jakaś metoda na to aby je usunąć w miarę prosty sposób (bez specjalistycznej chemii, bo o nią może być trudno w sytuacji kryzysowej). Optimusy mają tę zaletę, że tam nie ma „rurki generatora” tylko jest mały „zbiorniczek” pod palnikiem, który jest bardzo łatwy do wyczyszczenia, bo po prostu wykręca się dyszę (jest średnicy takiej jak ten „zbiornik”), sam palnik jest prosty jak konstrukcja cepa (trzy elementy, z czego jeden to iglica czyszcząca dyszę, nie jest niezbędna do działania) jak na obrazkach poniżej (kolejne etapy rozkładania) – czyszczenie jest trywialne:
          http://obrazki.elektroda.pl/5690243200_1452102564.jpg
          http://obrazki.elektroda.pl/6339404100_1452102675.jpg
          http://obrazki.elektroda.pl/4597098800_1452102728.jpg
          http://obrazki.elektroda.pl/4232489700_1452102778.jpg
          http://obrazki.elektroda.pl/2229139700_1452102829.jpg
          W Optimusie jest tylko jedna dysza (działa na wszystkich rodzajach paliwa) oraz są dwa zawory, jeden przy pompce/butelce a drugi przy samym palniku, więc w razie czego (przy awarii pompki/zbiornika) można palnik podłączyć do jakiegoś improwizowanego zbiornika z paliwem a regulacja płomienia nadal jest.
          Polarisa nie mam (to dokładnie to samo co Optimus Nova, tyle że ma wężyk z opcją dokręcania do niego kartusza z gazem, reszta części identyczna – te same numery katalogowe części zamiennych :D) ale z Nova jestem bardzo zadowolony. Czy dla przeciętnego „niedzielnego turysty” warto dopłacać 300PLN do „Made in Sweden” to już kwestia indywidualna, ja uprawiam dużo turystyki zimowej więc z mojego punktu widzenia warto było zainwestować w żywotność i markę ze stuletnim doświadczeniem w tego typu konstrukcjach (oraz brakiem w instrukcji uwag typu „w miarę eksploatacji wycieki paliwa tu i ówdzie są zjawiskiem normalnym, podokręcaj śrubki bądź wymień uszczelki” :D) ale jeśli ktoś używa kuchenki trzy razy do roku (poza zabawą w garażu/domu :D) to chyba w ogóle nie warto pchać się w specjalizowane urządzenia (nawet budżetowe), bo przecież olej jadalny, to w zwykłej puszcze z knotem można spalić (czy w taki sposób jak Krzysiek pokazywał w wersji puszki tuńczyka :D).

          • djans napisał(a):

            Wiesz, w Polsce „preppering” nie jest jeszcze specjalnie popularny, bo przez masę postrzegany jako hobby dla znudzonych „bananów” z nadmiarem czasu i pieniędzy. 😉

            Ja ani nie śpię na forsie, ani też do wędkowania, czy birdłaczingu specjalnie kuchenki turystycznej nie potrzebuję (przydałaby się może ze 3 razy do roku, przeważnie wystarczy termos, albo ognisko, czy niewielki składany grill).

            Taka kuchenka – o ile się okaże naprawdę „wszystkożerna” – miałaby za zadanie głównie leżeć i się kurzyć czekając na jakąś awarię prądu. Oczywiście można się podratować prowizorką z puszki tuńczyka, ale aż tak skąpy nie jestem. 😉

            Myślę, że akurat taka kategoria produktów (czy szerzej – pomysłów, rozwiązań) nie zaadresowana do wyczynowych turystów, zapalonych hobbystów-survivalowców, tylko do przeciętniaków, mogłaby wśród tych przeciętniaków promować samą ideę.

          • Piotr napisał(a):

            Ok, kwestia podejścia, ja raczej nie kupuję rzeczy „by się kurzyły na półce”, tylko ich używam (przy okazji poznając wszelkie wady/zalety, rozpoznając niedoróbki i po prostu ucząc się używania ich). Jeśli miałbym coś kupić po to, aby to leżało na półce, to kupiłbym mimo wszystko coś, co po na przykład 15-stu latach leżenia odłogiem zadziała bez problemu (nie „zgniją” uszczelki, nie zardzewieją części, nie rozpadnie się plastik itd.). Moim zdaniem ten BRS jest właśnie do „normalnego” użytku a nie do odłożenia na półkę i bezproblemowego odpalenia go po 20-stu latach. Do tego idealny jest Optimus Svea – wzór niezawodności, jedna część ruchoma, po prostu nie do popsucia, a w razie czego można jej użyć także jako „lampki” na olej (wykręca się palnik i wykorzystuje knot, który jest w środku przeciągając go przez otwór po palniku i podpala jak zwykłą lampkę olejową) czy nawet jako hobostove (załączony aluminiowy garnek wykorzystuje się jako dno, zdejmuje się ze zbiornika osłonę wiatrową/podstawkę, wkłada w garnek, wyciąga z tej osłony taką mosiężną tarczkę z otworem i… normalna kuchenka na szyszki czy denaturat gotowa), mam taką z 20 lat i jest nie do zajechania, jedyny minus, to „fabrycznie” działa tylko na benzynie ekstrakcyjnej (na etylinie też się da odpalić, ale działa gorzej).
            https://www.youtube.com/watch?v=Tyh_G98Nt74
            Oczywiście nie jest to sprzęt do turystyki ekstremalnej, gdzie na przykład masz zgrabiałe ręce z zimna bez czucia w palcach a sprzęt nie chce odpalić (na przykład zamarzła wilgoć w dyszy i paliwo „na rozpałkę” nie idzie albo wytrąciła się stearyna z paliwa i zatkała wężyk) – w takich warunkach ilość i rozmiar części niezbędnych do serwisowania oraz prostota konstrukcji/montażu są kluczowe, ale przy normalnej turystyce biwakowej na wszystko jest czas i jedynym problemem może być wkurzenie się właściciela że trzeba podłubać przy sprzęcie 😀

            Co do odpalania Optimusa na oleju jadalnym – sprawdziłem to tylko raz (na oleju rzepakowym, „spaliłem” w ten sposób około 0,4l oleju – z czystej ciekawości) i to było to w temperaturze około 15 stopni (a więc olej nie „sztywniał” i nic się z niego nie wytrącało w butelce). Trzeba było długo grzać palnik (wygrzewałem go spirytusem, ogrzewania olejem nie sprawdzałem) ale gdy już się wygrzał, to działał ok. Jak pisałem wcześniej, szybko przybywało osadu w generatorze i jak normalnie (używając paliw typu benzyna, nafta, ON) czyszczę go raz na sezon (czyli mniej więcej co 20l paliwa), to w przypadku oleju jadalnego (tych 0,4l) musiałem go czyścić dwukrotnie (pierwszy raz po mniej więcej 0,3l czyli około 1,5h pracy zaczęły się problemy z działaniem i po prostu musiałem udrożnić palnik, a potem po dopaleniu „reszty” wyczyściłem już dla zasady przed użyciem „normalnego” paliwa – syfu za drugim razem było oczywiście mniej, ale też mimo wszystko całkiem sporo), musiałem też po wszystkim przeczyścić filtr paliwa, bo wyraźnie pogorszyła się jego „przepustowość”. Ogólnie na oleju jadalnym dało się używać, ale w razie W chyba wolałbym wykorzystać metodę z knotem jako mniej pracochłonną.

          • djans napisał(a):

            Mocno mnie zaskoczyłeś z tym, niedługim w sumie, czasem wystarczającym do zapchania olejem. Konieczności wygrzewania się spodziewałem, ale nie tak szybkiego zatykania.

            Tym bardziej ciekawy jestem, jak pójdzie Chłopakom olejowy test BRS-a.

          • Piotr napisał(a):

            Może to była kwestia jakości/czystości oleju, z rzepakowymi bywa różnie, może Krzysiek będzie miał więcej szczęścia 😀

    • Krzysztof Lis napisał(a):

      Szansa jest zawsze, spróbujemy. 🙂

  3. Piotr napisał(a):

    Mała uwaga – nie każda kuchenka na alkohol będzie działać na benzynie, właśnie z powodów o których wspomniałeś (intensywniejsze parowanie po podgrzaniu i większa moc przy spalaniu), dlatego na przykład… wlewając benzynę do spirytusowej kuchenki Trangia (ale takiej oryginalnej z „knotem” pod otworami a nie domowej produkcji z dwóch puszek po piwie) dostaniemy całkiem pokaźną pochodnię https://www.youtube.com/watch?v=lzwYK1ShdmU

  4. Dziad z lasu napisał(a):

    „Wspominam o tym dlatego, że taki biokominek to świetne awaryjne źródło ciepła do ogrzewania, dla ludzi mieszkających w blokach, jak ja.”
    Kompletna bzdura. Równie skuteczne byłoby ogrzewanie pokoju – boć nie mieszkania przecież! – kilkoma świeczkami. Nie ta wydajność, nie ta kubatura. Poza tym, nawet jeśli autor byłby w stanie skutecznie podnieść temperaturę choćby o stopień, to równie skutecznie ten rezultat zniweluje konieczność dostarczenia dodatkowego powietrza z zewnątrz. I tak całe to – nikłe – ciepełko uleci do wentylacji.
    Nawet pełnoprawny kominek na drewno, ale otwarty, słabo nadaje się do ogrzewania, bo brak porządnej kontroli nad przepływem powietrza i akumulacji ciepła skutkuje tym, że większość ciepła ucieka z dymem.
    Dlatego kominki otwarte – a już tym bardziej biokominki – mają wartość WYŁĄcznie dekoracyjną.

    • Krzysztof Lis napisał(a):

      Przeliczyłem to dla pewności i zmuszony jestem Cię zmartwić — nie masz racji. Ilość powietrza, którą trzeba dostarczyć do pokoju, w którym działa biokominek, jest niewielka. Tak samo, wcale tego etanolu nie trzeba tak dużo spalić, a więc to jednak są te moce, że da się pokój efektywnie ogrzać.

      Nie twierdzę, że to najlepsze rozwiązanie na co dzień, ale na sytuację kryzysową — nie znam lepszego.

      A jeśli potrzebujesz więcej szczegółów, to poniżej masz odnośnik do wpisu z pełnymi obliczeniami:
      http://www.ogrzewanie-kominkowe.pl/eksploatacja/czy-biokominkiem-da-sie-skutecznie-ogrzewac-pokoj/

      • Dziad z lasu napisał(a):

        Hm, więc się martwię… Co prawda obliczenia tak czy inaczej są czysto teoretyczne (nie uwzględniają strat, temperatury otoczenia, itp.), ale OK – zwracam honor. Twoje założenie da się obronić, choć było to wbrew mojej intuicji.

        • Piotr napisał(a):

          A co ma tu do rzeczy temperatura otoczenia czy straty? 😀 Na wyliczenia zapotrzebowania na tlen i ilość wyprodukowanej energii nie ma to znaczenia. Krzysiek przyjął, że na ogrzanie metra kwadratowego przeciętnego mieszkania potrzeba mocy około 100W co i tak jest oszacowaniem”na zapas”, bo obecnie w nowoczesnym budownictwie przyjmuje się zapotrzebowanie około 70-80W mocy grzejnika na metr kwadratowy (dla najbardziej pesymistycznych warunków pogodowych jakie występują w Polsce, przeciętnie wystarcza mniejsza moc).

          • djans napisał(a):

            Tu nawet nie chodzi o obliczenie zapotrzebowania na tlen, tylko o przeświadczenie, że trzeba go będzie jakoś specjalnie, poza normalną wentylacją, dostarczać. Ja wiem – przez uchylenie okien, czy jak?

            Toż by się musiały za PRyLu te wszystkie kobity zaczadzić w blokowych ślepych kuchniach 😉

            Sam pamiętam z lat osiemdziesiątych, jak w przypadkach awarii osiedlowej ciepłowni grzano gazową kuchenką właśnie, w kuchni z oknami, acz pozamykanymi.

          • Piotr napisał(a):

            Także podczas ekspedycji wysokogórskich czy polarnych ogrzewa się namioty paląc w nich kuchenkami gazowymi czy kuchenkami na paliwa ciekłe typu nafta (bo na rozpalenie ogniska raczej nie ma co liczyć z powodu braku drewna :D) i nawet w tak małych pomieszczeniach (kilka metrów sześciennych), bardzo niskiej temperaturze na zewnątrz oraz braku kilkunastu cm styropianu jako izolacji ściany a dodatkowo tak wysokim zużyciu tlenu (przeciętna kuchenka ekspedycyjna ma moc około 2,5-3kW) też problemów nie ma – oczywiście nie można się hermetycznie zamknąć w takim namiocie, bo się człowiek udusi, ale standardowa wentylacja jest w zupełności wystarczająca, nie trzeba otwartego wejścia zostawiać 😀

            PS: Dla chcących wykorzystać kuchenkę na paliwo ciekłe do ogrzewania pomieszczenia – można się w to bawić, ale trzeba użyć paliwa typu nafta oświetleniowa, bo użycie zwykłego paliwa samochodowego może się zakończyć zatruciem (kuchenka nie ma katalizatora w którym spalą się wszelkie „uszlachetniacze” dodawane do paliwa :D).

          • djans napisał(a):

            Według wojskowych procedur podczas noclegu w jamie śnieżnej należy mieś stale zapaloną świecę (nad którą ktoś będzie czuwał w ramach warty) – jak wskaźnik poziomu tlenu. Gdyby świeca zgasła, należy jamę rozkopać, bo zapewne zatkały się kanały wentylacyjne.

          • Piotr napisał(a):

            Bo wejście jamy (a także wejście iglo itp.) zamyka się na przykład kulą ze śniegu a otwory wentylacyjne robi się w suficie – jeśli śnieg cały czas pada (albo jest zawieja) to wszelkie „dziury” będące otworami wentylacyjnymi mogą zostać uszczelnione (przysypane/przywiane przez śnieg) i wtedy taka jama robi się szczelna i rzeczywiście można się w niej udusić. Swoją drogą najczęstsza przyczyna śmierci osób przysypanych przez lawiny to nie hipotermia, tylko właśnie uduszenie – jama śnieżna to w pewnym sensie warunki zbliżone do zasypania przez lawinę.
            Namioty w porównaniu do jamy śnieżnej są stosunkowo przewiewne – zarówno sam materiał nie jest szczelny (zwykle wewnętrzna warstwa jest „oddychająca” a szczelny i wodoodporny jest tropik) jak i są dodatkowe mechanizmy wentylacyjne („okienka” z drobnej siatki w namiotach turystycznych czy „rękaw/komin” w zimowych namiotach ekspedycyjnych).

    • djans napisał(a):

      „Równie skuteczne byłoby ogrzewanie pokoju – boć nie mieszkania przecież! – kilkoma świeczkami.”

      Prze’ż to jest skuteczne. Wielokrotnie sprawdzałem.

      „ten rezultat zniweluje konieczność dostarczenia dodatkowego powietrza z zewnątrz”

      Gdyby rzeczywiście otwarty płomień w zamkniętym pomieszczeniu wymuszał jego wentylowanie w takim stopniu, że całość generowanego ciepła uchodziłaby z CO2, to mieszkańcy kurnych chat by się albo podusili, albo pozamarzali.

    • Piotr napisał(a):

      Myślę, że Dziad z lasu nie rozumie do końca czym jest ciepło (w sensie fizycznym) i myśli, że ciepło jest „uwięzione” w spalinach (nie rozumie jak cząsteczki przekazują sobie energię kinetyczną poprzez zderzenia i promieniowanie podczerwone). Owszem, klasyczne „otwarte” kominki, takie opalane drewnem/węglem mają tę wadę, że potrzebują dużego „obiegu” powietrza (dużo powietrza idzie w komin), ale wynika to nie z bilansu energetycznego czy zapotrzebowania na tlen, ale z tego, że palące się drewno/węgiel oprócz produktów czystego spalania w postaci CO2 i H2O mają też dużo innych produktów spalania i jeśli komin ich nie „wyciągnie”, to pozostają w mieszkaniu (i nie zawsze dają przyjemny zapach), dlatego aby z takiego otwartego kominka nie przedostawały się zapachy do mieszkania, to potrzebny jest duży „ciąg” komina (a więc i odpowiednio duży napływ świeżego powietrza) – stąd główne „grzanie” takiego kominka to promieniowanie podczerwone (bezpośrednio z paleniska i z wygrzanej ściany/rury kominowej), energia zgromadzona w gazach (produktach spalania) w dużej mierze się marnuje i idzie w komin.
      Biokominek o jakim wspomina Krzysiek, to zupełnie inne zagadnienie, czysty etanol (czy gazy typu propan, butan itp.) spalają się do czystego dwutlenku węgla i wody (substancje bezzapachowe), więc „efekt zapachowy” praktycznie nie istnieje i „cug komina” nie jest potrzebny. Jedyny minus (który w sytuacji kryzysowej można przeboleć), to właśnie produkcja pary wodnej a więc zwiększanie wilgotności powietrza, w przegrzanym powietrzu wokół kominka „mieści się” dużo wody, ale potem się schładza mieszając z resztą powietrza i staje się parą przesyconą, która się wytrąca na ścianach, zimnych przedmiotach, szybach okiennych itp. Przerabiałem coś podobnego ogrzewając kilkuosobowy namiot kuchenką spirytusową – ciepło robi się momentalnie (i jak najbardziej „jest czym oddychać”, nie trzeba jakoś ekstremalnie wietrzyć), ale też momentalnie pojawia się rosa na ściankach namiotu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Informuj mnie o odpowiedziach poprzez e-mail. Możesz również subskrybować wpis bez zostawiania komentarza.

banner