Ultralekka kuchenka Lava marki Vulcan

W ostatni weekend pojechaliśmy z Arturem spędzić trochę czasu na świeżym powietrzu i przetestować jego nową kuchenkę turystyczną Lava marki Vulcan.

Jest to niewielka i lekka składana kuchenka turystyczna, produkowana ponoć w całości w Polsce. Dostarczana jest wraz z zapasem 100 g (5 pastylek) bezdymnego paliwa stałego i kilkoma zapałkami z draską. Według informacji producenta, ta ilość paliwa jest w stanie zagotować niemal 4 litry wody.

Zabraliśmy kuchenkę, wodę, garnek, herbatę i kubki by sprawdzić, czy przy temperaturze kilku stopni poniżej zera kuchenka poradzi sobie z zagotowaniem wody na herbatę.

Producent twierdzi, że jedna pastylka paliwa powinna wystarczyć na 14 minut gotowania, zaś już po 9 minutach kuchenka zagotowuje pół litra wody. Kuchenkę złożyliśmy, zapaliliśmy paliwo, ustawiliśmy garnek i wlaliśmy do niego wodę. Woda miała temperaturę ok. 0°C, bo wieźliśmy ją w zimnym samochodzie. Ponieważ wlaliśmy do garnka więcej, niż pół litra wody, nasz test nie jest specjalnie wiarygodny.

Do momentu wypalenia całej pastylki paliwa nie udało nam się zagotować wody. Gdy paliwo zaczęło dogasać, zaczęliśmy dorzucać do środka jakieś sosnowe patyki, by sprawdzić, czy sprawi się w charakterze zaimprowizowanej kuchenki na drewno. Niestety ze względu na to, że kuchenka jest niska, nie da się w niej dobrze (efektywnie) spalać patyków. Z tego względu zmuszeni byliśmy przez kilka minut trzymać garnek w ręku na pewnej wysokości nad kuchenką, by drewno mogło się palić.

Warto zauważyć, że tego dnia praktycznie nie było wiatru, natomiast garnek, który wzięliśmy, był dużo za duży do potrzeb. W garnku mniejszym zagotowanie pół litra wody mogłoby być łatwiejsze, bo traciłby on mniej ciepła.

Co można powiedzieć o kuchence Vulcan Lava? Jest mała i lekka. Waży razem z paliwem niewiele ponad 200 g. Nie będzie stanowić dużego obciążenia w zestawie ucieczkowym czy samochodowym. Z tego względu można ją rozważyć jako element takiego zestawu. Kuchenka nie jest też droga (kosztuje ok. 35 zł). Nie będzie dużym wydatkiem kupienie kilku kuchenek, by mieć je w kilku zestawach. Oczywiście jeszcze taniej można zrobić kuchenkę z dwóch puszek po napojach.

Swoją drogą ciekawi jesteśmy, jak kuchenka Vulcan Lava by się sprawiła, gdyby postawić na niej Kelly Kettle, ale to już test na inną okazję.

 

Artur Kwiatkowski
Vulcan Lava
41star1star1star1stargray

Survivalista (admin) i Krzysztof Lis

Artur i Krzysiek z wykształcenia są inżynierami (a Artur jest także magistrem zarządzania). Obaj są zafascynowani tematyką przygotowań na trudne czasy.

Mogą Cię zainteresować także...

5 komentarzy

  1. Piotr napisał(a):

    Zwykle „czasy zagotowania porcji wody” podaje się dla wody w temperaturze pokojowej (około 20 stopni Celsjusza) no i dla optymalnego garnka czyli mniejszej średnicy i z cienkim dnem. W Waszym garnku dużo energii zużywa się na samo wygrzanie dna (no i jeśli chodzi o dno, to tylko mała jego powierzchnia jest podgrzewana płomieniem a znacznie większa jego część jest „chłodzona”).
    Przetestujcie na blaszanym kubku 0,5l z marketu za kilka PLN – efekty będą lepsze (choć pewnie nie aż tak „optymistyczne” jak twierdzi producent). Generalnie mi na tabletce Esbita (tej większej 14g) udaje się zagotować 0,5l wody w naczyniu o średnicy 11cm (garnek z zestawu Esbit Cookset nr katalogowy 870148 czyli wersja dwupaliwowa pojemności niecałego 1l).
    Przy takiej dużej średnicy garnka jaką zastosowaliście, to chyba spirytus sprawdziłby się lepiej jako paliwo.

  2. djans napisał(a):

    „Kuchenka nie jest też droga (kosztuje ok. 35 zł)”
    W październiku 2014 mediana zarobów w PL wynosiła 3060 zł, czyli połowa Polaków musiałaby pracować na tę kuchenkę ponad dwie godziny.
    Just saying. 😉

    Przy czym za podobną, bądź niewiele większą kwotę można kupić palnik gazowy składany do rozmiarów paczki fajek.

    Jeśli by użyć proponowanego przez Piotra kubka, to tę „kuchenkę” można z powodzeniem zastąpić kilkoma kawałkami drutu i skrawkiem folii aluminiowej – na przykład takimi, jakie zostają po wypaleniu jednorazowego grilla, który można dostać w każdym markecie za niecałe 10 zł, razem z brykietem.

    Gdyby się jeszcze to sprawdzało jako palenisko do opalania patykami i było wykonane z grubszej, nierdzewnej blachy…

    • Piotr napisał(a):

      W tej cenie 35zł, to się jeszcze mieści paliwo stałe a dobre paliwo stałe (bezdymne, odporne na wodę, nie wietrzejące, łatwe do odpalenia od krzesiwa itp.) kosztuje po 2-3zł za tabletkę 10-15gr. Zakładając, że te 6 kostek paliwa stałego jest porządnej jakości, to samo paliwo w zestawie kosztuje 15-20zł.
      Inna rzecz, że tzw. szwajcarska puszka (puszka ze zżelowanym spirytusem, stelażem i zapałkami) z demobilu kosztuje 12-13zł (a da się znaleźć i po 7zł), a jeśli ktoś chce mieć koniecznie lekką małą puszkę, to może kupić najtańsza pastę do butów w metalowej puszce za 6-7zł, wieczko naciąć w krzyżyk i wywinąć do góry i na zewnątrz i… puszka na paliwo stałe za 6-7zł (a przy okazji buty jest czym wypastować).
      Wiadomo, zaimprowizowane i we własnym zakresie zawsze wyjdzie taniej – artykuł nie był w klimacie „najlepsza kuchenka świata”, nawet nie był recenzją, po prostu był pokazaniem produktu i prostym przetestowaniem czy to działa (no bo reklamą bym tego też nie nazwał :D)

      • djans napisał(a):

        Specjalnie dużego doświadczenia z prasowaną urotropiną nie mam, ale tak widzę po sklepach, że podobne zestawy kosztują połowę mniej. Przy czym facet sprzedaje też same tabletki po 19 zł za 10 sztuk, a w tej kuchence daje 5 szt., czyli wychodziłoby, że puszkę wartą 10 gr i kawałek cienkiej blachy wycenia na 25 zł. Troszkę przesadza…

        Za te 35 zł można mieć nawet 7 grillów jednorazowych z brykietem, z których zostaje całkiem fajny ruszt. 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Informuj mnie o odpowiedziach poprzez e-mail. Możesz również subskrybować wpis bez zostawiania komentarza.

banner