Samochodowe procedury survivalowe

W ubiegłym tygodniu nie było materiału wideo, a kto śledzi nasze działania na Instagramie, ten wie już dlaczego.

Byłem na nartach w Krynicy, a po drodze trafiłem na odcinek jezdni tak śliskiej, że kierowcy nie dawali rady podjechać pod górę. Ci z niej zjeżdżający (jak ja) musieli robić to bardzo powoli i ostrożnie.

Przypomniało mi to, że choć mamy tu tekst o samochodach na trudne czasy, ale brakuje materiału o tym, jak go eksploatować, by w razie czego mógł posłużyć w kryzysowej sytuacji.

Bo sam sprzęt i zapasy to za mało, wraz z nim trzeba mieć gotowe procedury korzystania z niego. Tak, jak choćby w przypadku jakiegoś systemu zabezpieczenia domu (np. alarmu). Procedura używania alarmu powinna przewidywać włączanie go za każdym razem, gdy wychodzimy z domu. Tak samo jest i z samochodami.

.

Ubezpieczenie

W Polsce właściciel samochodu ma obowiązek ubezpieczyć go od odpowiedzialności cywilnej, ale warto rozważyć także i inne samochodowe ubezpieczenia. Auto casco pomoże sfinansować naprawdę lub kupno nowego samochodu, gdy zniszczy go wandal, albo gdy zostanie skradziony. Assistance pomoże w razie jakiejś awarii, która może zdarzyć się na trasie. Choćby w momencie złapania gumy.

Oczywiście każdy może zmienić koło w samochodzie. Także 70-letnia babcia, jak i 35-letnia kobieta w zaawansowanej ciąży. Można też poprosić o pomoc kogoś z przejeżdżających kierowców. Ale lepiej nie być zmuszonym do polegania na pomocy kogoś obcego. Assistance w takiej sytuacji może być bardzo przydatne.

Sprawność

Rzeczą absolutnie najważniejszą jest, by samochód był sprawny technicznie. Nie tylko w zakresie sprawdzanym raz w roku na stacji diagnostycznej, ale także z punktu widzenia np. radia czy oświetlenia wnętrza. Może nie są to najważniejsze elementy wyposażenia samochodu, ale o radiu samochodowym jako metodzie na kontakt ze światem w kryzysowej sytuacji już wspominaliśmy niedawno.

Ciśnienie w oponach

Napompowane koła w samochodzie przyczyniają się nie tylko do większego bezpieczeństwa, ale też i zmniejszają zużycie paliwa. Może nie jest to duża różnica, ale zawsze lepiej mieć samochód nieco bardziej oszczędny.

Trzeba pilnować także ciśnienia w kole zapasowym. I tu pytanie do Was: kiedy ostatni raz sprawdzaliście ciśnienie w kole zapasowym? Odpowiedzi wpiszcie w komentarzach pod tekstem, tylko uczciwie!

Płyny

Warto pilnować poziomu płynu do spryskiwaczy i wozić ze sobą jego zapas.

Olej też trzeba od czasu do czasu sprawdzać, nawet jeśli nie cieknie z silnika. Silnik może go bowiem przepalać, a wtedy ubytek oleju nas zaalarmuje i pozwoli ocenić, że silnik nie działa poprawnie.

Paliwo

Samochód bez paliwa to tylko kawałek żelastwa, które najwyżej nadaje się na schronienie przed deszczem. Dlatego warto go tankować, gdy wskaźnik poziomu paliwa pokazuje jeszcze połowę baku.

Gdy pojawi się konieczność ewakuacji z miasta, albo Twoją żonę trzeba będzie zawieźć na porodówkę, nie chcesz mieć rezerwy w baku. To nie będzie dobry moment na zatankowanie!

Sprawdzenie trasy

Warto korzystać z GPS nawet wtedy, gdy znamy trasę. Nawigacja Google Maps bierze pod uwagę informacje o korkach, remontach, wypadkach, co może przyczynić się do znacznej oszczędności czasu w podróży.

W ogóle warto przed wyjazdem trasę zaplanować, żeby wiedzieć choć mniej więcej, ile kilometrów nam pozostało do przejechania, gdzie się znajdujemy i tak dalej. Niektóre zjazdy i skrzyżowania są oznaczone nie do końca intuicyjnie, warto wiedzieć, kiedy i gdzie musimy skręcić.

Przyda się też mieć papierową mapę, na wypadek, gdyby telefon przestał działać, albo utracił połączenie z internetem.

Sprawdzenie pogody

Przed wyjazdem trzeba też sprawdzić pogodę, by wiedzieć, czego mniej więcej można spodziewać się na trasie. Czy nie przydarzy się Ci ulewa, śnieżyca, albo właśnie nagłe oblodzenie. Może warto wybrać inną trasę, np. taką, która na pewno będzie odśnieżana? Albo może warto przełożyć podróż o kilka godzin, by uniknąć kumulacji złej pogody?

Przerwy i postoje

Oczywiście prawdziwy mężczyzna przejedzie bez zatrzymania 500, 1 000, albo i 1 500 km. Ale i jadąc samemu, bez dzieci i kobiety z małym pęcherzem, warto robić częste przerwy. Rozprostować kości, wypić kawę, zjeść coś. Dorosłość i męskość to odpowiedzialność za bezpieczeństwo swoje i osób, które przewozimy. A spora część wypadków zdarza się bardzo blisko celu podróży, gdy czujność kierowcy spada.

Survivalista (admin)

Artur Kwiatkowski. Magister inżynier, posiadacz licencjatu z zarządzania. Samouk w wielu dziedzinach, ale nie czuje się ekspertem w żadnej. Interesuje się zdrowym życiem i podróżami. I przygotowaniami na trudne czasy, rzecz jasna!

Mogą Cię zainteresować także...

15 komentarzy

  1. przemek napisał(a):

    bardzo ważna rzecz Na planowanych dłuższych trasach sprawdzajmy obecność stacji benzynowych Weekend trasa S8 Warszawa Wałbrzych prawie zabrakło paliwa.

  2. Leszek LJM napisał(a):

    Kiedy sprawdzałem ciśnienie w oponie zapasowej? Nigdy. Uczciwie pisząc :p

  3. Asia napisał(a):

    Mam jeepa, zawsze zatankowany, narzędzia w bagażniku, mapa itp. Zawsze osobiście planuję i organizuję różne wyjazdy rodzinne. I siedzę za kółkiem kilkaset km. Kobiety też się interesują tematem a artykuł napisany jak dla faceta i nie tylko ten. Weźcie to pod uwagę plis 🙂

  4. Piotr napisał(a):

    Co do sprawdzania ciśnienia w kole zapasowym – to akurat pikuś, każdy kierowca ciężarówki ma wbudowany kompresor (a i wielu kierowców ma małe kompresory czy pompki). Kto sprawdza stan opony na kole zapasowym? Ja jako zapasu nie mam „dojazdówki”, tylko normalne, pełnowymiarowe koło (zajmuje więcej miejsca w bagażniku, ale to dla mnie detal), latem wożę „zimówkę” jako zapas (a zimą rzecz jasna opona letnia robi za zapas) – dzięki temu nie wożę ze sobą starej opony na zapasie, która się rozsypie po 20km jazdy na niej ze względu na erozję gumy 😀

    Z rzeczy wartych wożenia lub zrobienia przed podróżą:
    – za sugestią jednego komentarza pod innym wpisem na blogu: wożę ze sobą gotowe, wydrukowane formularze/oświadczenia na ewentualność wypadku/stłuczki (oraz „todo list” która krok po kroku w punktach opisuje co trzeba zrobić – w nerwach/stresie łatwo jest o czymś zapomnieć), na szczęście na razie sam nigdy ich nie potrzebowałem, ale zdarzyło mi się być świadkiem wypadku i dla jego uczestników się przydało.
    – gdy jadę w trasę, to zawsze informuję kogoś o tym łącznie z planowaną trasą oraz mniej więcej godziną dotarcia do celu i że zadzwonię gdy już dotrę (gdy zmieniam plany, to też o tym informuję)
    – zawsze sprawdzam antenę CB-radia i kabel do niej czy nie mają widocznych uszkodzeń (zwłaszcza pęknięcia/przetarcia kabla) aby nie zawiodła w drodze (oczywiście w radio wpięty wskaźnik SWR który w razie czego informuje, że coś z anteną jest nie tak, więc mam szansę zadziałać zanim o usterce anteny dowiem się na podstawie przepalonych tranzystorów w radiu :D); w moim przypadku CB-radio sprawdza się znacznie lepiej jeśli chodzi o informacje o problemach na drodze niż jakiekolwiek zmyślne nawigacje, kierowcy TIR-ów informują się o wszystkim na bieżąco, wystarczy słuchać (choć zdarza się, że niekoniecznie słuchać przy dzieciach – niestety niecenzuralne słownictwo się zdarza).

    Oczywiście dochodzą do tego normalne sprawy nie związane stricte z samochodem takie jak woda, ubrania, zapas gotówki (assistance nie pomoże w trudnych warunkach drogowych takich jak opisane przez Krzyśka: będą mieli dużo interwencji oraz bardzo trudny dojazd, więc może się zdarzyć, że się nie doczekamy pomocy przez wiele godzin i wtedy najlepszy „assistance” to może być ktoś miejscowy, a jemu za ewentualną pomoc, przechowanie samochodu czy podwiezienie „do miasta” polisą czy kartą płatniczą nie zapłacimy :D) itp.

    • djans napisał(a):

      „– gdy jadę w trasę, to zawsze informuję kogoś o tym łącznie z planowaną trasą oraz mniej więcej godziną dotarcia do celu i że zadzwonię gdy już dotrę (gdy zmieniam plany, to też o tym informuję)”

      Niedawno jedna babcia jechała ze wsi, do wsi i takiej prostej rzeczy, jak powyżej, nie dopełniła. W efekcie po unieruchomieniu auta na leśnej drodze czekała na ekipę poszukiwawczą, aż się nie doczekała.

  5. Piotr napisał(a):

    W portfelu noszę też kartkę z informacją kogo powiadomić w razie wypadku, o tym że nie jestem uczulony na żadne leki, nie leczę się na choroby przewlekłe itd. Nie ma tam informacji o grupie krwi – obecnie to zbędna informacja, bo ratownicy z karetek nie robią przetoczeń, a na SOR czy w szpitalu zawsze i tak jest robiona próba krzyżowa – sama zgodność podstawowych grup krwi i tzw. czynnika Rh obecnie nie jest uznawana za wystarczającą, bo jest wiele innych antygenów i przeciwciał które mogą stanowić problem, w dodatku to że raz była przyjęta krew od jakiegoś dawcy nie oznacza, że można swobodnie ponownie przyjmować krew od tego samego dawcy w późniejszym terminie, ogólnie przyjmuje się, że próba krzyżowa jest „ważna” tylko przez 48h a po tym czasie należy ją powtórzyć (nawet jeśli dawca i biorca jest ten sam). No ale z tą krwią, to tylko w ramach ciekawostki aby bez sensu się nie „obwieszać” medalikami i bransoletkami z grupą krwi, bo to obecnie nic nie daje.

    • Luzako napisał(a):

      Z tą grupą krwi to nie jest tak do końca. Ja sam wożę w dokumentach KrewKartę z wpisaną grupą krwi. Jest to dokument z pieczątką, który daje 100% pewności co do mojej grupy krwi.

      Próbę krzyżową robi się dla pewności, ale dopiero po dotarciu na oddział ratunkowy. Czasami zespół karetki ma do przejechania kilkadziesiąt kilometrów z poszkodowanym. Mając potwierdzoną grupę krwi informują SOR drogą radiową, jaka grupa będzie potrzebna SOR może sprawdzić czy ma ją dostępną. Jest to bardzo istotna informacja szczególnie dla ludzi z rzadkimi grupami krwi, bo jeśli szpital nie ma jej na stanie (niestety coraz częściej się to zdarza!) to konieczny jest transport z innego szpitala. SOR ma wtedy czas na transport krwi.

      Czasami zdarzają się wypadki takie, że poszkodowanych jest wiele osób i w tym momencie.

      Krwiodawców ubywa a nowy rząd nie robi nic aby zachęcić krwiodawców do oddawania krwi. Sam od blisko 20-tu lat oddaję krew więc widzę, jak to wygląda na co dzień. Zlikwidowano stałe punkty krwiodawstwa na rzecz mobilnych. Pogorszyły się znacznie warunki, w jakich krew się oddaje. Przybywa też ludzi chorych na choroby, które dożywotnio dyskwalifikują jako dawca.

      Sam nie jestem za tym, aby obwieszać się jakimiś medalikami i bransoletkami, ale kartę grupy krwi mam razem z dowodem osobistym i prawem jazdy i nie zajmuje mi więcej miejsca.

      Czasami stan pacjenta jest krytyczny i mamy do wyboru albo czekać na wynik i być może zgon pacjenta, albo przetoczyć krew z potwierdzoną grupą.

  6. Rafał M. napisał(a):

    W przypadku konieczności skorzystania z ubezpieczenia lepiej wybrać naprawę bezgotówkową. Wtedy ubezpieczyciel rozlicza się z warsztatem i właściciela nic nie obchodzą pieniądze. Gdy się chce gotówkę, to każdy ubezpieczyciel próbuje poważnie zaniżać wielkość wypłaty.

    Oprócz koła dojazdowego wożę łatkę w sprayu. Od tego czasu nie złapałem ani razu gumy, taka skuteczna 🙂
    Bo po prostu może nie być warunków na wymianę koła (np. deszcz, śnieżyca, noc).
    A poziom napompowania koła zapasowego, to cóż, trochę ciężko się tam zagląda, ostatnio zaglądałem z rok temu i powietrze było, ale nie mierzyłem ciśnienia.
    W oponach sprawdzam minimum 2…3 razy do roku. 2 razy to po wymianie z zimowych na letnie i z powrotem, jak przejadę kawałek, 1 raz to przed wyjazdem na wczasy. Zazwyczaj pompuję minimalnie więcej niż zaleca fabryka (o 0,1 bar), ale też i nie używam samochodu do codziennych przejazdów przez miasto.
    Zaleca się częściej, a przynajmniej kiedyś zalecano (może teraz opony są szczelniejsze?), raz w miesiącu, jednak ja nie stwierdziłem ubytków.

    W razie czego mam płyn do szyb w tabletkach, ale jeszcze z nich nie korzystałem 🙂
    W miarę regularnie dolewam, szczególnie przed dalszymi wyjazdami, więc w tym samochodzie nigdy mi się nie skończył.
    Dawno temu się skończył w innym, kiedy był potrzebny i to nic przyjemnego, co kilka kilometrów szyba była tak brudna, że nie dało się dalej jechać.

    Kiedyś wynalazłem nawigację papierową z HUD-em 🙂
    Spisuje się miejscowości, w których trzeba skręcić i gdzie skręcić, odległości między nimi, kartkę kładzie na desce rozdzielczej i trasa odbija się w przedniej szybie.

    W tym samochodzie mi nie działa z pewnych powodów, ale kiedyś miałem kompas przyczepiony do przedniej szyby. I dzięki temu nigdy się nie zgubiłem. Bo ulica może lekko skręcać i się nie zauważy że się jedzie w zupełnie innym kierunku, albo można na skrzyżowaniu skręcić w przeciwną stronę.
    Jak wyjechałem z mojego miasta na wschód, to zawsze wiedziałem, że żeby wrócić do domu muszę jechać na zachód. Kiedy byłem w Warszawie to mogłem jechać dowolnymi drogami, zawsze wiedziałem, że jak pojadę na południe to wrócę na trasę prowadzącą do mojego miasta.

  7. Piotr napisał(a):

    Jeśli chodzi o wszelkiego rodzaju HUD-y, to są odpowiednie aplikacje na Androida (NavierHUD, VisionHUD itp.), kładzie się tablet/telefon na desce przed przednią szybą i wszystko co trzeba w szybie się odbija (lepiej działa jeśli się przyklei do szyby w miejscu odbicia folię polaryzacyjną, wtedy nie ma efektu „podwójnego odbicia”, ale w Polsce wszystko co się nalepia na szybę musi mieć homologację, więc radzę uważać :D). No ale to trzeba raczej w kategoriach gadżetu/bajeru rozpatrywać, mimo wszystko gdy bezpośrednio patrzy się na ekran, to jest znacznie lepiej widoczny.

    Co do płynu do szyb – co z tego że jest tabletka, jeśli nie ma wody 😀 A jeśli jest woda, to sama woda z błotem daje sobie radę. Problemem może być mróz i obawa, że sama woda będzie zamarzać, ale w takim przypadku tabletka też niewiele pomoże (nawet jeśli jest z solą, to obniża temperaturę zamarzania tylko o kilka stopni). Ja najczęściej wożę zapasową bańkę z płynem (głównie dlatego, że kupuję „duże”, bo taniej, a całość mi się w zbiorniku w samochodzie nie mieści :D).

  8. rower napisał(a):

    https://www.youtube.com/watch?v=wgZRITje0B0
    od 10:35

    Gdy już zatrzymają nas jakieś zielone czy inne ludziki każą wyjąć kluczyki, żebyś nie pojechał. Ten chwyt łatwo obejść-każdy ma zapasowe kluczyki i trzyma je w bezpiecznym miejscu, ale w razie zagrożenia na drogach może lepiej ukryć je w kieszeni lub dać pasażerowi.

    Jedne kluczyki kładziesz na deskę, oddajesz, rzucasz na asfalt a drugimi możesz odpalić i jechać.

    Nie zawsze to wystarczy, ale lepiej mieć jedną możliwość więcej.

  9. Darek napisał(a):

    Coraz więcej na tym blogu informacji co jeszcze powinniśmy kupić.
    Chyba nie tędy droga podam przykład z drogi ostatnio mojego syna.
    Patrzę a na samochodzie dojazdówka załozona znaczy złapał gumę. Pojechał do wulkanizacji ale okazało się że opona od środka zjechana przez felgę a sama felga wygięta. No oczywiście stary wpada we wściekłość jak młody jeździ ale otrzymałem wyjaśnienia.
    Ojciec droga wąska bez pobocza obok rów, na dodatek ciemna i ruchliwa (ta na Węgrów za Rembertowem) co mieli mnie rozjechać.
    I teraz zrobił dobrze czy źle. ZROBIŁ DOBRZE na kapciu da się jeszcze sporo pojechać a potem jeszcze jest felga w sytuacjach ekstremalnych ważne jest aby delikwent wiedział że jak trzeba to i na czterech kapciach jeszcze jakiś czas przejedzie potem zaczną odpadać opony ale sa jeszcze felgi. Oczywiście dłużej chyba pojedziemy na stalowych niż na aluminiowych (kiedys koła do różnych maszyn rolniczych były stalowe) zanim zniszczymy całkowicie felki ujedziemy wiele kilometrów oczywiście nie z jakąś światłoprędkością tylko tyci tyci ale przy braku jakiejkolwiek pomocy i konieczności dojechania do szpitala kilka kilometrów damy radę. UWAGA hamulce wtedy prawie nie działają bo jedziemy jak na łyżwach.
    I teraz pytanie sprawdzające czy można ruszyć samochodem i jechać bez sprzęgła (strzeliła linka bądź hydraulika).
    Pytanie drugie – są w samochodzie trzy czerwone lampki ile można przejechać po zapaleniu się każdej pojedynczo.
    Podpowiedź lampki to (akumulator, olej, hamulce).
    Warunki dodatkowe zero części i czegokolwiek szpital jest 5 km dalej telefon padł żona zaczyna poród w koło żywej duszy i ciemna noc w lesie. Apteczki też nie macie.

    • Survivalista (admin) napisał(a):

      100% racji. Ten materiał zawiera szczególnie dużo informacji o tym, co trzeba koniecznie kupić, by móc jeździć samochodem bezpiecznie. Krzysiek został przeze mnie właśnie zbesztany i już nigdy tego błędu nie popełni. Ja tego dopilnuję!

      Odpowiadając na Twoje pytania:
      1. Tak.
      2. Akumulator — przy odrobinie szczęścia i 200 km. Olej — aż do momentu zatarcia silnika. Najpewniej nie więcej, jak kilkanaście kilometrów. Hamulce — dowolnie daleko.

  10. Coyote napisał(a):

    Elektryka , jak się zerwie cela w akumulatorze to lipa . Uszkodzenie alternatora , paska , którejś rolki GÓRA kilkadziesiąt kilometrów . Układ zapłonowy swoje doi . Oczywiście żadnych nawiewów , radia , świateł ani innych bzdur . I oczywiście żadnego gaszenia i odpalania od nowa . Odpali góra raz i daleko już nie zajedziemy .
    Diesel (sprawdzane na audi a3 1,9 tdi) pojedzie tak daleko jak starczy nam ropy .
    Ciekawostka , pasek alternatora często napędza też wspomaganie a brak elektryki oznacza że wszelkie wynalazki typu abs nie działają .

  11. Robin napisał(a):

    Dużo kwestii było poruszonych więc ciężko się do wszystkiego odnieść.
    Spore czteronapędowe auto (dobrze się prowadzi kosztem cholernego apetytu na benzynę, poza tym jeśli trzeba zjechać z autostrady a nawet z asfaltowej drogi to zajedzie dalej niż zwykła osobówka) cały czas jakieś duperele poprawiamy z moim mechanikiem więc wiem co jest grane, na komponentach nie oszczędzam (porządne opony! Sprawdzam ciśnienie przed każdą trasą) bo musi jechać przez wrogie terytoria i wrócić.
    Robię trasy po 1500 i nie czuję się mniej męski jeśli chce mi się spać to staję i śpię. Nigdy nie mam ciśnienia na czas bo nie warto. Raz tylko 300 km od celu jakiś łagodny zakręt okazał się mniej łagodny i walnąłem w krawężnik – „na szczęście” tylko rozwaliłem oponę (potem okazało się że przetarłem drugą i też była do wywalenia) – mam zwyczaj sprawdzania dojazdówki (ale tylko macania – nie starcza mi cierpliwości na odkręcanie jej i pomiar ciśnienia 😉 ) Kompresor mam (chiński, napewno zmienię), zapas w sprayu mam – na szczęście do tej pory nie otwarty, CB będzie na dniach, nawi (TOMTOM) mam zawsze aktualną (BARDZO skraca podróż jeśli nie musisz zawracać, błądzić itp) , kable, zapasowy pasek do alternatora, jakieś podstawowe narzędzia, pod telefonem mechanik który zna konkretnie moje auto – siadam i jadę.
    Z dodatków dołożyłem mocną przetwornicę, w planach ogrzewanie postojowe, po schowkach multum dupereli przydatnych w podróży (ładowarki, więcej ładowarek, kubki, sztućce, palnik, grzałka 220, kawa w saszetkach, jakieś niepsujące się jedzenie itp)

    Moja stara fiesta z padniętym alternatorem robiła spokojnie 60 km na światłach, migaczach, ze słuchaniem radia itp

    • Coyote napisał(a):

      Fiesta Mk 3/4 to był samochód nie do zajechania . Prosty w naprawie i konserwacji , z miską olejową wzmocnioną solidną stalową płytą , na dobrych oponach miał nawet zaskakująco dobre właściwości terenowe . Tylko dwie wady spalanie w „mieście” i apetyt silnika na olej .
      Czasami nawet żałuje że się pozbyłem zamiast ją przerobić na coś w typie buggy . Podkładki / dłuższe sprężyny , szersze opony większej średnicy i silnik 1,6 albo 1,8 l od sierry . Plus prosta klatka bezpieczeństwa i byłaby tania , rekreacyjna terenówka … i dobra maszyna na gorsze czasy .
      http://www.deviantart.com/art/Post-Apocalyptic-Nissan-Micra-147197747 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Informuj mnie o odpowiedziach poprzez e-mail. Możesz również subskrybować wpis bez zostawiania komentarza.

banner