Przygotowania na Światowe Dni Młodzieży i szczyt NATO

W tym roku w Polsce mają odbyć się dwa duże, międzynarodowe wydarzenia — Światowe Dni Młodzieży i szczyt NATO.

W związku z tym dostaliśmy od kilku osób pytania, jak się na te wydarzenia przygotować.

Może nie tyle należy się przygotowywać na same ŚDM czy szczyt NATO, co raczej na utrudnienia związane z ich organizacją i na zwiększone zagrożenie terrorystyczne. Wiadomo, że ataki terrorystyczne najlepiej przeprowadza się tam, gdzie celów jest dużo. Raz, że łatwo wmieszać się w tłum. Dwa, że atak poniesie za sobą więcej ofiar.

Co więcej, nasze służby ponoć otrzymały do służb zagranicznych informacje o zwiększonym zagrożeniu terroryzmem na terenie naszego kraju, a władze planują na czas tych imprez zabronić osobom posiadającym legalnie broń jej noszenia i przenoszenia. Tym sposobem powstaną dwie duże strefy wolne od broni. Takie same, jak w klubie Bataclan w Paryżu czy w kinie w mieście Aurora. W obydwu tych strefach szaleńcy z użyciem broni palnej zabili mnóstwo ludzi, bo ich ofiary nie miały czym się bronić — bo broni im mieć przy sobie nie było wolno.

Z tego względu rozumiemy chęć przygotowania się na ewentualność takich ataków.

Ale tak naprawdę metoda zabezpieczenia się przed ich skutkami jest tylko jedna. Należy po prostu na czas tych imprez opuścić miejsce, w którym będą organizowane. Jeśli ktoś planuje urlop w lipcu, niech po prostu wyjedzie z miasta akurat wtedy, gdy zaplanowane są ŚDM czy szczyt NATO.

Jeśli takiej możliwości nie ma, to sprawa się komplikuje. W takim przypadku radzilibyśmy:

  1. starać się unikać miejsc, w których odbywają się imprezy powiązane z tymi wydarzeniami, a także miejsc, gdzie ich uczestnicy śpią i jadają,
  2. mieć przy sobie dozymetr, jeśli masz coś takiego, aby wykryć zwiększone promieniowanie w razie użycia przez terrorystów brudnej bomby,
  3. mieć ze sobą maseczkę przeciwpyłową, na wypadek jakiegoś wybuchu, albo rozpylenia broni biologicznej (np. proszku z wąglikiem) — na co dzień przyda się do zmniejszenia uciążliwości smogu,
  4. mieć dobrze wyposażoną apteczkę,
  5. śledzić lokalne informacje, aby mieć świeże informacje, gdyby coś się zdarzyło (wystarczy słuchać lokalnej rozgłośni radiowej),
  6. przygotować procedurę survivalowo-ewakuacyjną dla rodziny — zebrać informacje o telefonach stacjonarnych i innych metodach komunikacji (na wypadek, gdyby był problem z działaniem telefonii komórkowej), ustalić sposób postępowania w razie wystąpienia takiego ataku, itd.

A gdy już jakiś atak terrorystyczny się zdarzy, po prostu uciekać jak najdalej.

Survivalista (admin)

Artur Kwiatkowski. Magister inżynier, posiadacz licencjatu z zarządzania. Samouk w wielu dziedzinach, ale nie czuje się ekspertem w żadnej. Interesuje się zdrowym życiem i podróżami. I przygotowaniami na trudne czasy, rzecz jasna!

Mogą Cię zainteresować także...

19 komentarzy

  1. Fomalhaut napisał(a):

    Witam.
    Po pierwsze wcale nie przesadzasz ze środkami bezpieczeństwa. Twoje rady są po prostu odpowiednie do zagrożeń. Po drugie wszystkie te masowe spędy dla nabicia kasy lub co gorsza budowania PR -u i sterowania masami są niezbędne by móc budować napięcie w razie zamachów i by potem „ochraniać obywateli”. Nikt rozsądny w tym udziału nie bierze – po prostu. W sytuacji gdy Europa stoi przed możliwością wybuchu wewnętrznej wojny robienie imprezki w kraju „istniejącym teoretycznie” to bardzo zły pomysł. Nawiązując do konkretnych rozwiązań dodałbym :
    – obserwacja wolnodostępnych kamer monitoringu np. na smartfonie z dostępem do netu
    -oraz korzystanie z aplikacji na przykład takiej tu link
    https://play.google.com/store/apps/details?id=pl.tvp.komunikaty&hl=pl
    pozdrawiam.

    • Człowiek1 napisał(a):

      Do Fomalhaut:
      „Nikt rozsądny w tym udziału nie bierze – po prostu.”
      Fomalhaut, tym tekstem moim zdaniem pokazałeś, że jesteś idiotą bo obrażasz bezpodstawnie ludzi. Co jest bardziej prawdopodobne: zginięcie w Polsce w zamachu terrorystycznym czy w wypadku samochodowym ? To tak jakbyś powiedział: „Nikt zdrowo myślący nie wychodzi z domu, bo można zginąć na ulicy”.

  2. unkhas napisał(a):

    Mam mieszane uczucia, z jednej strony masz racje, ale z drugiej to co to za rada na życie – ciągle „unikać większych spędów”. Nie chodzić na koncerty, nie iść na mecz, nie uczestniczyć w manifestacji, kaman to trochę życie pod uciskiem strachu. Pamiętajmy, że celem terrorystów nie jest zabicie ludzi (to tylko uboczny efekt akcji), celem jest wzbudzenie strachu. Strachu, który paraliżuje ludzi, który każe im siedzieć w swoich norkach i nie wychylać się. Ja tam nie chcę być wystraszonym królikiem i nie zamierzam nigdzie uciekać, nie zamierzam rezygnować z życia tylko dlatego że tzw. „terrorysta” tego chce.
    Jako preppers zrób materiał jak radzić sobie w sytuacjach w których wystąpiło niechciane wydarzenie, jaki sprzęt dobrze jest mieć, jak się zachować (OODA Loop po cywilnemu), jak zachować rozsądek gdy inni panikują (schować się a nie patrzeć czy to aby nie fajerwerki), jak pomóc tym którzy ucierpieli. To będzie wartość preppersa – preppers to ktoś za kim stoi odwaga i umiejętność zadbania o siebie i innych w trudnych sytuacjach a nie ktoś kto ucieka i się boi. Strach i rozwaga to nie to samo, pierwsze nie może zawładnąć drugim.

    • Piotr napisał(a):

      Zgadzam się co do tego, że strach i zagrożenie to dwie różne sprawy (strach nie zawsze oznacza zagrożenie) ale też nie chodzi o to, aby stać się owieczką idącą na rzeź „w imię manifestowania terrorystom że się nie boimy” (z punktu widzenia terrorystów to nie jest manifestowanie odwagi tylko manifestowanie głupoty poprzez ignorowanie zagrożenia).
      Nie wiem czy podróżowałeś kiedyś w niebezpiecznych rejonach świata (objętych wojną, rewolucjami itp.) ale zapewniam Cię, że tam gdzie toczy się wojna (czy to otwarta militarna czy terroryzm czy jakaś zadyma rewolucyjna) ci którzy „nie są królikiem” giną pierwsi, a najdłużej żyją ludzie RACJONALNIE oceniający zagrożenie.
      Proste pytanie – jeśli będziesz na 100% pewien że na ŚDM będzie atak terrorystów, to na ŚDM pójdziesz? Ja nie pójdę, bo wolę nie stawać się świadomie celem ataku. A jeśli na 90% będzie atak to pójdziesz? A jeśli na 50%? Gdzie jest granica? Pytanie następne, jeśli w ogóle nie chcę uczestniczyć w ŚDM to jaki jest sens ignorowania ryzyka nawet jeśli wynosi ono 5%? Czy nie lepiej na tydzień wybrać się na wycieczkę w góry? Raz że „odciążę” komunikacyjnie miasto a dwa, że w razie czego będę dalej od ewentualnej sytuacji kryzysowej.

      Taka mała przypowieść o tym jak wódka ratuje życie 😀 Byłem w 2005 roku w lipcu u kumpla w Londynie. Pochlaliśmy ostro i kumpel następnego dnia zaspał do pracy, gdy włączył telefon aby zadzwonić do szefa że się spóźni, to usłyszał w słuchawce głos ulgi szefa, który myślał, że jego pracownik zginął w zamachu. Bomba wybuchła w autobusie linii nr 30 którym mój kumpel jeździł do pracy (gdyby nie zaspał, to by zginął) – coś takiego jednak zmienia perspektywę i potem za każdym razem gdy były ogłaszane stany zagrożenia, to jeździł do pracy własnym samochodem (i całkowicie to rozumiem i popieram).

    • Krzysztof Lis napisał(a):

      Ludzkość i ludzie radzą sobie z zagrożeniami na kilka sposobów. I to w każdym aspekcie życia — inwestowania pieniędzy, sportów ekstremalnych, jazdy samochodem, czy polowania na mamuty setki tysięcy lat temu.

      1) Kompletne ich ignorowanie i postępowanie tak, jak gdyby nigdy nic.
      2) Lęk przed zagrożeniem i niewychodzenie z domu czy jaskimi.
      3) Jakieś pogodzenie strachu przed zagrożeniem z innymi potrzebami, zależnie od naszych indywidualnych preferencji.

      Ładnie to podsumował Piotr w poprzednim komentarzu. Każdy musi sobie odpowiedzieć na pytanie, co jest dla niego ważniejsze — ryzyko na oszacowanym przez siebie poziomie, czy chęć udziału w jakimś przedsięwzięciu.

      Odpowiedź na pytanie „co zrobić, by się zabezpieczyć w związku ze szczytem NATO lub ŚDM” jest jedna — wyjechać. To najlepsze, co można zrobić, bo w największym stopniu pozwala odsunąć od siebie ryzyko. To tak, jak z chodzeniem po polu golfowym w czasie burzy. Można robić różne rzeczy, by zmniejszyć szansę na trafienie piorunem, ale najlepiej jest po prostu być w tym czasie gdzieś indziej.

      Mnie osobiście tam mało interesuje, co myśli sobie jakiś anonimowy terrorysta na drugim końcu świata. Czy ma mnie za tchórza, za bohatera, czy za idiotę. Dla mnie dużo ważniejsze jest bezpieczeństwo moje i mojej rodziny.

      Z drugiej strony i tak bym się na ŚDM nie wybrał. Gdyby mi na tym zależało, to podszedłbym do sprawy analogicznie, jak do zagranicznego wyjazdu w niebezpieczne miejsce, czy wspomnianego przez Ciebie koncertu, manifestacji, meczu. Zastanowiłbym się, czy rzeczywiście mi na tym zależy, dlaczego mi na tym zależy i co jest tam takiego, czego nie mogę mieć nigdzie indziej. A później, znając odpowiedzi na te pytania, mógłbym się zastanawiać, czy dla duchowych uniesień w czasie wspólnej modlitwy z milionem innych osób jestem w stanie ryzykować życie swoje i bliskich. I starałbym się to ryzyko na różne sposoby minimalizować, jak choćby nie pchając się pod sam ołtarz, tylko pozostając możliwie blisko wyjść ewakuacyjnych.

      Co do odwagi preppersa — odwaga i brawura to nie to samo.

    • djans napisał(a):

      „celem jest wzbudzenie strachu. Strachu, który paraliżuje ludzi, który każe im siedzieć w swoich norkach i nie wychylać się”

      Bynajmniej.

      Chodzi albo o bezpośrednie obniżenie autorytetu władzy, albo o sprowokowanie jej do takich działań, które do owego obniżenia autorytetu doprowadzą.

  3. Piotr napisał(a):

    Moim zdaniem warto wziąć pod uwagę, że ewentualny atak może nastąpić nie w trakcie „imprezy” ale na kilka dni przed. Terrorystom wygodniej jest zaatakować kilka dni wcześniej, bo służby jeszcze nie będą w pełnej gotowości, strefa nie będzie chroniona (będzie można wnieść wszystko bez bycia kontrolowanym), nie będzie tłumów więc będzie znacznie mniej świadków i łatwiej będzie uciec z miejsca ataku. Skutki takiego ataku będą wcale nie mniejsze, bo wprawdzie ofiar śmiertelnych może będzie mniej, ale raz że wielu uczestników na przykład ŚDM poważnie się zastanowi czy warto się na taką „imprezę” wybrać w obliczu ataków i zagrożeń, a i same ŚDM nie będą się mogły odbyć w zaplanowanym miejscu (zabezpieczenie miejsca do celów dowodowych, ewentualna kwarantanna w przypadku użycia brudnej bomby czy broni biologicznej itd.). Moim zdaniem trzeba zachować ostrożność nie tylko w dni w których się ŚDM czy Szczyt NATO odbywają, ale i w tygodniu poprzedzającym.

    • djans napisał(a):

      „Skutki takiego ataku będą wcale nie mniejsze, bo […] wielu uczestników na przykład ŚDM poważnie się zastanowi […] a i same ŚDM nie będą się mogły odbyć w zaplanowanym miejscu”

      Zabrakło Ci najzwyklejszej ludzkiej empatii 😉

      Wczuj się w organizatorów zamachu, albo w „wybrańca”, który by miał ubrać „pas szahida” – czy warto wszystko robić, żeby zmniejszyć frekwencję, albo zmienić miejsce jakiejś imprezy giaurów? Raczej chyba chodzi o maksymalne rażenie psychologiczne wiążące się z maksymalnym rozgłosem, a o ten najpewniej już w trakcie, najlepiej w momencie, gdy oczy całego świata będą skierowane na miejsce.

      • Piotr napisał(a):

        Nie, nie zapomniałem. Zauważ, że ostatnie zamachy nie są robione wewnątrz stref najbardziej chronionych, tylko „obok”, obok stadionu czy na lotnisku w strefie gdzie jeszcze pasażerowie nie są „prześwietleni”, czy chociażby wspomniane przeze mnie ataki w Londynie w lipcu 2005 rok-u (nie pojechali na szczyt G8 tylko zrobili atak w metrze i autobusach, kolejnego ataku też nie zrobili w budynku gdzie obradował Międzynarodowy Komitet Olimpijski, tak samo nie zrobili ataku w sądzie w którym skazywali Abu Hamzy al-Masriego). Tak samo jeśli ewentualne ataki będą w Polsce, to też nie na terenie ŚDM czy w budynku Szczytu NATO (bo tam będzie ścisła kontrola) tylko w okolicy (czy to czasowej czy geograficznej) – efekt paraliżujący i obniżający autorytet władzy ten sam (już dziennikarze odpowiednio to „nakręcą” aby była oglądalność).
        Gdyby zależało im na ilości zabitych, to by skorzystali z innych metod, na przykład zatrucie wody w wodociągach, zestrzelenie startującego/lądującego samolotu pasażerskiego z bazooki (czy innej tego typu broni, której na czarnym rynku jest pod dostatkiem) czy powiedzmy bawić się jak partyzanci podczas WW2 i rozkręcać tory kolejowe (bardzo tania i skuteczna metoda). Niemniej jednak oni wolą robić wokół siebie „bombowy hałas” niż realnie masowo zabijać – o czymś to jednak świadczy. Oczywiście możesz mieć rację, ale moim zdaniem gdyby chodziło im o masowe zabijanie, to wzięliby się za to w inny sposób.

        • djans napisał(a):

          Takie celowanie częściowo istotnie wynika z trudności technicznych, ale jest też częścią strategii.

          Gdyby celem zamachów madryckich były jakieś szychy, to społeczeństwo raczej nie dałoby się zastraszyć do wyboru władz wycofujących wojska z Iraku.

          W dużej mierze chodzi o przypadkowość, żeby właśnie nie było prostych recept typu „unikaj przybytków X”, dających poczucie bezpieczeństwa.

          Przy czym chyba nie do końca mówimy o tym samym – nie neguję Twojego rozpoznania odnośnie spodziewanego miejsca i czasu ataków, po prostu celu nie widzę w utrudnieniu organizacji tego, czy innego spotkania, a w maksymalnym nagłośnieniu ataku.

  4. tommies napisał(a):

    Jak kiedyś wspominałem związany jestem nieco ze Strażą Pożarną (automatyka wykrywania pożarów, ale na etacie w straży).
    Od początku roku szkolenia dwutygodniowe robione w jeden-dwa dni dla papierka, malowanie pokoju socjalnego i zalew chińskich gaśnic z naklejką niby PL.
    W mojej jednostce 7-9 lipca to wstrzymane urlopy i stan osobowy 150% normalnego.
    Jakimś cudem znalazły się też pieniądze na cześć nowego wyposażenia, które od miesięcy lub nawet lat nie działało. Oczywiście w pośpiechu nikt nie pomyśli że nowe aparaty nie pasują do starych antycznych wręcz butli – ot taki tam drobiazg 😉
    I klasycznie „malowanie trawników na zielono” i temu podobne bzdety. Szczyt NATO przeminie, nowe akumulatory za dwa-trzy lata zdechną i nadal będzie prościej zadzwonić na komórkę niż próbować przez radiostację się połączyć. I to by było tyle w temacie.

    • djans napisał(a):

      Charakterystyczny obraz krajów trzeciego, albo przynajmniej drugiego świata. Wszędzie certyfikaty ISO, ale audyty nawet jeśli nie smarowane i robione na odp…, to i tak dla picu, a nie potwierdzenia codziennego przestrzegania procedur.

      Ukraińskie oddziały w Donbasie też prędzej mogły uzyskać wsparcie ogniowe dzwoniąc na prywatną komórkę oficera artylerii, niż przepisowymi kanałami łączności.

      • tommies napisał(a):

        Moja jednostka jest pomocnicza, wewnętrzna,więc nie oczekuje więc jakiegoś super wyposażenia, ale sensowne, a przede wszystkim sprawne minimum powinno być.
        Brat cioteczny jest w typowej JRG i jest tam lepiej ale odbiega od tego jak być powinno.
        Najciekawiej jest w jednostkach ochotniczych. Jak gmina jest bogata lub jednostka ma jakiegoś sponsora to jeszcze jest jako-tako. Ale w niektórych sprzęt powinien dawno trafić do muzeum techniki.

        • djans napisał(a):

          Sprzętu się aż tak nie czepiam, bo wiadomo, jak jest. Bardziej mi chodzi o te papierowe szkolenia i procedury, bo to najgorsze.

          • tommies napisał(a):

            Wszystko jest ze sobą połączone. Możesz mieć znakomicie wyszkoloną zmianę, która bez odpowiedniego sprzętu jest uziemiona i odwrotnie.

            W sytuacji realnego zagrożenia najbardziej obawiam kompletnego chaosu w dowodzeniu. Powodzie które w ostatnich kilkunastu latach nas nawiedziły nadal nie spowodowały realnego przełożenia na strukturę dowodzenia. Nawet na papierze wygląda to źle z uwagi na rozbuchaną strukturę i skomplikowany system dowodzenia.

  5. Radziej napisał(a):

    Witam, z mojej perspektywy nie mam możliwości „wyjechać itd” gdyż jedna z tych imprez zabezpieczam i bede w samym jej centrum, ratownikiem wiec „apteczke” mieć będe;), lecz co do reszty niestety będe skazany na łaske boga i szczęscia, idiotycznym zakazem jest zakaz noszenia broni, równie idiotycznym dla mnie osobiscie faktem jest brak przygotowania ludzi na tego typu sytuacje, konkretnie chodzi mi o zachowanie, u nas wystarczy że ktos krzyknie głupie hasło na śDM, i tłum ludzki pozabija wszystkich na swej drodze…kolejna sprawa jest fakt ze nawet jeśli podejrzana osoba (jakkolwiek rasistowsko i islamofobicznie to zabrzmi) zacznie robić zadyme, to z doświadczenia wiem że poprzez lewacka poprawność polityczną mało kto odważy sie jej uniemozliwić dalsze działania. a co do rozwiazania „NAJLEPIEJ NIE BYĆ TAM GDZIE COś SIE DZIEJE” rozsądne, tylko co za nim idzie? na dłuzsza mete…że zaraz ludzie sterroryzowani na tyle nie będa z domu wychodzic….to mnie troche drażni. pozdrawiam

  6. Fomalhaut napisał(a):

    Rozwinęła się ta rozmowa. I nieuchronnie dotknęła kluczowych kwestii – kwestii które tylko pobieżnie się pojawiają na tym blogu (nie winię autorów) takich jak odwaga, rozsądek, odpowiedzialność, polityka, bezpieczeństwo, pomaganie innym i jeszcze pewnie kilka innych. Na pewno zdań będzie wiele i każdy ma jakieś podstawy by swoje zdanie na czymś opierać. Moim zdaniem pomóc innym jest niezwykle trudno zwłaszcza w kwestiach bardziej zależnych od psyche niż materii. Każdy kto choć próbował zarazić kilka osób swoimi pasjami wie jakie to trudne. Zwłaszcza gdy dana sprawa wymaga jakiegoś choćby małego poświęcenia z ich strony np. pieniędzy lub czasu albo co nie daj Bóg własnego EGO. O nie … Ja przecież jestem najmądrzejszy! I tak, choć byś chciał ocalić największego durnia przed jego własną durnotą to zapewniam ,że jest to niemal nie wykonalne. Moim zdaniem należy przyjąć jakąś ogólną filozofię postępowania – podstawą powinna być życzliwość w stosunku do innych ale i nieufność oraz rozsądek. Dobrze odzwierciedla to zdanie „każdy jest naszym wrogiem nim stanie się przyjacielem”. Nie zamykamy się na nowe spotkanie i nowe działanie ,ale starajmy się chronić to co mamy teraz. Martwi lub ranni nie pomogą nikomu. Zasada w ratownictwie mówi „najważniejsze jest życie ratownika” potem ofiar. Jeśli możemy uniknąć zagrożenia unikajmy. Jeśli zdołamy komuś pomóc ,nauczyć go czegoś tonauczmy. Nie „skaczmy do wody” w pojedynkę ratować wywróconą łódź z.. wiadomo kim. Jeśli już znajdujemy się w zagrożeniu (przez własną krótkowzroczność). To przynajmniej się przygotujmy na co tylko można. Moja niechęć do „zbiorowych imprez” wynika z „napatrzenia się” na to jak to tłum jest „rozgrywany” przez „nie wiadomo kogo” dla własnych celów. jakoś tak dziwnie żaden polityk nie ginie w zamachach tylko pospolite „barany”. Ale ocenę tych spraw każdy musi przeprowadzić sam. Pozdrawiam.

  7. Rafał M. napisał(a):

    Dobrze jest mieć przy sobie słuchawki, takie najzwyczajniejsze, douszne. Większość telefonów komórkowych jest wyposażana w radioodbiorniki, które z reguły nie działają bez podłączenia słuchawek.

    Natomiast ewentualne bomby mogą wybuchnąć tylko w miejscach o bardzo wysokim zagęszczeniu ludzi. Zdetonowanie na typowej ulicy/chodniku byłoby z punktu widzenia terrorysty bez sensu, bo ilość ofiar byłaby minimalna, tylko szyby wyleciałyby z okien. Taka noszona bomba jest śmiertelna na odległość zaledwie kilku, kilkunastu metrów, na kilkadziesiąt dużo mniej i większość poszkodowanych byłaby tylko ranna od przypadkowych odłamków.

  8. GNOM napisał(a):

    Krótko mówiąc potrzebny jest rozsądek. ŚDM czy szczyt Nato są po prostu medialne.
    Gdyby terroryście zależało na dużej liczbie ofiar to lepiej by zrobił gdyby zaminował budynek dyskoteki do której ściąga młodzież z kilku/nastu wiosek. Ale kogo by to zainteresowało, w mediach krajowych wzmianka przez 2/3 dni, podejrzenia wybuchu gazu, zwarcie w elektryce, nim by doszli do faktycznej przyczyny już nikt by o tym nie pamiętał.
    Ale szczyt (politycy) czy dni (papież) – no tutaj media maja pole do popisu – można podkręcać niusa i wyolbrzymiać (tłumaczka złamała paznokieć- a w mediach już jej palca co najmniej urwało) i jest o czym gadać przez tygodnie i przewalać się oskarżeniami o złym przygotowaniu, o złych zabezpieczeniach itd. itp. aż się żyg… chce. Jeszcze jesteśmy przed tymi imprezami a człowiek już ma dość.
    Co do zagrożenia- to wiadomo że istnieje. co do ochrony- to wiadomo że nie istnieje. I tyle.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Informuj mnie o odpowiedziach poprzez e-mail. Możesz również subskrybować wpis bez zostawiania komentarza.

banner