„Sztuczki survivalowe” – recenzja książki

W dzisiejszym materiale recenzujemy książkę „Sztuczki survivalowe” autorstwa Pawła Frankowskiego i Witolda Rajcherta. Paweł napisał w ubiegłym roku książkę „Przygotowani przetrwają” (też ją recenzowaliśmy), zaś Witold jest redaktorem serwisu survivall.pl. Wiedząc to i składając zamówienie na książkę spodziewałem się, że będzie niezła.

Pierwszą rzeczą, która się rzuca w oczy po wzięciu książki do ręki, jest soczewka Fresnela w okładce. To plastikowa, płaska soczewka, z pomocą której można rozpalić ogień. I po to właśnie została dodana do książki, określanej przez wydawcę mianem „toolbooka”. Z drugiej strony okładki mamy kawałek folii, która ma stanowić lusterko sygnałowe. Nie wiem jednak, na ile realne jest skuteczne sygnalizowanie z jego pomocą. Mamy też na okładce miarkę w centymetrach i calach (pomoże przy nawigacji po mapie). Książka zawiera też podpałkę i znaczniki trasy (pomarańczowe strony z zaznaczonymi paskami, które można wyciąć, zawiązać na gałązce drzewa i w ten sposób oznaczyć trasę, by dało się wrócić po własnych śladach).

Publikacja ma nieduży format (ok. 19×11 cm), co jest całkiem fajne. Liczy 160 stron, ale jest bardzo lekka. Czcionka jest niewielka, choć to też jest jej atut.

Ja mam mieszane uczucia, jeśli chodzi o tego typu książki o survivalu. Bo zawsze przy pakowaniu sprzętu do plecaka ucieczkowego choćby, pojawia się pytanie — czy zabrać ze sobą jakieś narzędzie, żywność, czy właśnie taką książkę.

Mogę sobie wyobrazić, że ze względu na wspomniane wyżej elementy, ktoś tę książkę rzeczywiście będzie chciał zabrać ze sobą na jakąś wyprawę. W najgorszym wypadku posłuży mu jako 160 stron podpałki. Soczewkę można sobie odkleić i nosić choćby w portfelu.

Książka jest naprawdę niezła i napisana rzetelnie. Nie jest jednak obszerna, choć nie mogę powiedzieć, że to błąd. Treść w książce jest skondensowana i często ma postać list, zestawień czy tabelek.

Po opisie na okładce nie widać, czego książka dotyczy. Napisane jest tylko, że:

uratuje twoje zdrowie, a nawet życie (…)

a na odwrocie okładki wymienione są

Niezbędne umiejętności sztuki przetrwania:

  • Poznasz skuteczne metody wydostania się z opresji, na przykład tonącego samochodu, strzelaniny, pożaru lasu.
  • Wykonasz improwizowane ubranie, tymczasowe schronienie, czy własną folię NRC.
  • Przygotujesz filtry wodne i pojemniki do przenoszenia płynów.
  • Sporządzisz lekarstwa a także pożywienie z owoców lasu, łąki i parku miejskiego.
  • Nauczysz się rozpalać, utrzymywać i ukrywać ognisko.
  • Dowiesz się, jak stworzyć nóż i puszkę survivalową z dostępnych akcesoriów życia codziennego.

Książka poświęcona jest nie tylko tradycyjnemu survivalowi (sztuce przetrwania w głuszy), lecz także nowoczesnemu survivalowi — radzeniu sobie w sytuacjach kryzysowych, kiedy się jest w domu, albo kiedy trzeba z niego uciekać. I to też jest cenne. Mam mieszane uczucia, jeśli chodzi o survival tradycyjny. Wydaje mi się, że to super sposób spędzania wolnego czasu, ale nie zestaw umiejętności, które pozwolą nam przetrwać jakieś trudne chwile czy apokalipsę. Ale gdybym miał kupić książkę o survivalu komuś, kto interesuje się jego tradycyjnym wariantem, aby pokazać mu, że istnieje jeszcze survival nowoczesny — to kupiłbym właśnie tę książkę.

Czym zaczyna się sekcja o tym, jak się przygotować na sytuacje kryzysowe? Jest mowa o rozpoznawaniu zagrożeń, inwentaryzacji i poznaniu okolicy (o czym nagraliśmy w ubiegłym roku osobny materiał), robieniu zapasów, zapewnieniu sobie bezpieczeństwa, broni czarnoprochowej rozdzielnego ładowania, pozwoleniu na broń.

Książka jest naprawdę porządna. Nie jestem ekspertem od tradycyjnego survivalu (w zasadzie to należałoby powiedzieć, że się na nim kompletnie nie znam), więc trudno mi oceniać przydatność zawartych w książce porad dotyczących na przykład budowania schronienia czy pozyskiwania żywności, ale w zakresie zagadnień, które są mi bliskie, książka daje radę.

Można ją przeczytać tak naprawdę w jeden wieczór. Obrazków w niej za dużo nie ma, choć nie odczuwa się tego jako wady. Może byłyby przydatne w rozdziale, w którym mowa o rozpoznawaniu pałki wodnej, nasion klonu i liści pokrzywy, ale przecież przeciętny czytelnik będzie wiedział jak one wyglądają nawet bez rysunku. Do nauki rozpoznawania jadalnych roślin trzeba kupić osobną książkę.

Gdybym bardzo chciał i starał się na siłę doszukać jakichś błędów czy niedociągnięć, pewnie bym coś znalazł. Jest napisana rzetelnie, co jest cenne, bo kupując książkę o sztuce przetrwania nie chcemy narażać się na śmierć czy odniesienie krzywdy w jakiś inny sposób.

Czy zatem warto ją kupić? Myślę, że tak. Nawet, jeśli ostatecznie miałaby wylądować na dnie plecaka ucieczkowego i służyć jako 160-stronicowy pakiet rozpałki/papieru toaletowego.

Krzysztof Lis
5

Krzysztof Lis

Magister inżynier mechanik. Interesuje się odnawialnymi źródłami energii, biopaliwami i nowoczesnym survivalem.

Mogą Cię zainteresować także...

5 komentarzy

  1. Art napisał(a):

    Jestem w trakcie czytania tej książki. Fajnie sie czyta, tresc zawarta tam jest ciekaea i przydatna. Jedne błąd/nie rzetelność mi sie w oczy rzuciła: autor każe pisze o koniecznosci otwarcia drzwi w samochodzie pod wodą. Ja wiem na 100%, że drzwi wtedy nie da rady otworzyć, gdyz cisnienie wywierane przez wode na drzwi na to nie pozwoli. Otwarcie okna tez jest niemozliwe.

  2. Mark napisał(a):

    Dla Art’a wczytaj się dokładnie. Jest tam napisane, ze masz około 60 sek. nim samochód zacznie tonąć aby to zrobić, potem należy odczekac aż zaleje cały samochód. A szyby mozna otworzyć!! sprawdzone.

  3. Mark napisał(a):

    p.s.
    Krzysztof czy twoim zdaniem ta jest lepsza od poprzedniej tego autora, czy po postu inna, więc trudno to oceniać.

    • Krzysztof Lis napisał(a):

      Merytorycznie wydaje mi się odrobinę lepsza, ale rzeczywiście trudno je porównać ze względu na różną tematykę i koncepcję książki. Tu nie miałem się do czego przyczepić, przy poprzedniej troszkę marudziłem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Informuj mnie o odpowiedziach poprzez e-mail. Możesz również subskrybować wpis bez zostawiania komentarza.

banner