Jak zakopywać zapasy pod ziemią + KONKURS

Chcę Was spróbować dziś przekonać do ukrycia przynajmniej części Waszych zapasów, a może także jakiegoś sprzętu, gdzieś poza domem i poza celem ewakuacji. I zapowiedzieć konkurs, który organizujemy wspólnie z Larsem ze sklepu Karaluch.

Uważam, że warto mieć je przechowywane w kilku miejscach, z bardzo prozaicznych przyczyn. Zapasy trzymane w domu będą bezużyteczne w momencie, gdy dom opuścimy. Można też wyobrazić sobie pożar domu czy domku na działce będącej celem ewakuacji, który zniszczy trzymane tam zapasy i sprzęt.

Warto też rozważyć ukrywanie zapasów na przykład na trasie ewakuacji, jeśli zakładamy, że będziemy się ewakuować z domu pieszo lub na rowerze. Chcąc zmniejszyć ilość niesionego lub wiezionego na plecach sprzętu, możemy zakopać jego część gdzieś wzdłuż trasy, aby później móc na przykład uzupełnić zapasy wody i żywności na drodze.

Konkurs, o którym wspomniałem, polega na tym, że pokazany na filmie sprzęt otrzymany od Larsa (m.in. wielofunkcyjny gwizdek survivalowy, latarkę, dużą soczewkę Fresnela i koc termiczny) uzupełniony o 8 opakowań sucharów specjalnych, będziecie mogli sobie wziąć z miejsca, w którym ją ukryję. Bez żadnych haczyków. Będziecie tylko musieli ją odnaleźć.

Optymalnym chyba miejscem ukrywania zapasów jest zakopywanie ich pod ziemią. Ja na potrzeby tego filmu użyłem plastikowego wiadra po kapuście kiszonej, które jednak nie jest chyba optymalne ze względu na jego kształt. Jest niskie i pękate i wcale nie ma dużej pojemności. Lepsze wydają mi się kanalizacyjne rury PCW, o których wspominałem już w dwóch wcześniejszych materiałach (o zakopywaniu i odkopywaniu ich rok później). Nie chciałbym iść do lasu z dużym plastikowym wiadrem pełnym zapasów do zakopania, bo będzie to wyglądać podejrzanie. Może nie będę wyglądać na preppersa, ale na pewno na śmieciarza wynoszącego odpady do lasu…

Żywność ukryta odpowiednio głęboko pod ziemią będzie zabezpieczona przed działaniem bardzo niskich temperatur (nie będzie więc narażona na zamarzanie), ale też i przed temperaturami wysokimi, które mogłyby spowodować zepsucie się jej.

Z drugiej strony, jak się coś zakopie, to nie jest łatwo to później odnaleźć i odkopać. Dlatego konieczne jest przynajmniej:

  • zapisanie współrzędnych geograficznych wybranego miejsca,
  • oznaczenie w jakiś niebudzący wątpliwości sposób dokładnej lokalizacji zakopanego zapasu (np. oznaczenie czterech drzew charakterystycznymi nacięciami w korze — zapas zakopany zostaje na przecięciu linii łączących ze sobą drzewa),
  • zapamiętanie okolicy lub wykonanie zdjęć.

Warto wybrać takie miejsce, w którym na przestrzeni najbliższych kilku lat nic się nie będzie działo. A więc unikamy miejsc, w których będzie wkrótce prowadzony wyrąb drzew (bo z oznaczeń na drzewach nic nie zostanie).

Do zakopania potrzebny będzie jakiś sprzęt. Pójście do lasu z dużym szpadlem też będzie podejrzane, więc zamiast tego można użyć małej, składanej saperki. Oczywiście im mniejsza, tym dłużej będzie trwać kopanie.

Ja akurat konkursowego wiaderka nie zakopywałem, bo nie chciałem Wam utrudniać jego odnalezienia. Dodatkowo, zaczepiłem do niego kawałek paracordu z czerwoną plastikową nakrętką na końcu, żeby jeszcze to ułatwić.

Warto zabrać ze sobą worek na śmieci i zapakować do niego wykopaną ziemię, żeby nie zostawiać po sobie śladów. Albo szukać takich miejsc, jak pokazane na filmie, w których jest goła ziemia, na przykład świeżo zryta przez zwierzęta.

KONKURS

Jak wspomniałem, możecie sobie przyjść i zabrać to wiaderko. Ale na filmie nie ma żadnych charakterystycznych elementów, które pozwoliłyby Wam łatwo odnaleźć to miejsce.

Plan jest taki, że w czwartek na fanpage Domowego Survivalu i Karalucha na Facebooku zostaną opublikowane współrzędne tego miejsca. U nas szerokość geograficzna, na fanpage Karalucha długość geograficzna, albo odwrotnie. Wystarczy spisać te współrzędne, przyjechać (albo przyjść) w to miejsce, odnaleźć wiaderko i zabrać do domu.

Prosimy tylko o informację, jeśli je odnajdziecie, żebyśmy mogli dać znać innym uczestnikom zabawy, że już nie mają czego szukać. 😉

Aby na pewno nie przegapić tych współrzędnych, zachęcamy do polajkowania odpowiednio FP Karalucha i Domowego Survivalu i zaglądanie tam kilka razy w ciągu dnia. Dzięki temu zwiększycie swoją szansę na odnalezienie tego sprzętu. 🙂

Krzysztof Lis

Magister inżynier mechanik. Interesuje się odnawialnymi źródłami energii, biopaliwami i nowoczesnym survivalem.

Mogą Cię zainteresować także...

23 komentarze

  1. bajcik napisał(a):

    Czy to jeszcze „domowy survival”?

    • djans napisał(a):

      A kiedyś był? 😉

      Profil biznesowy się dopasowuje do oczekiwań rynku. No chyba że ktoś się gotów poświęcić zawodowo całkowicie, to wówczas może eksploatować niszę, czy wręcz kreować popyt.

      • Krzysztof Lis napisał(a):

        Szczerze mówiąc, to nie rozumiem Waszych komentarzy. Nie rozumiem kompletnie, co macie na myśli.

        Temat ukrywania zapasów pod ziemią na blogu pojawiał się już parę lat temu.

        • djans napisał(a):

          Luz – po prostu stosunkowo mało kontentu o kiszeniu kapusty i tego typu rzeczach, by przymiotnik „domowy” był w pełni legitny – w takim rozumieniu, jak by był w przypadku np. PioneerSettler, czy MomWithAPrep 😉

          Ale chyba nikt tak naprawdę tego od Was tak naprawdę nie oczekuje.

          • Survivalista (admin) napisał(a):

            On nigdy nie miał być domowy w sensie ograniczania się stricte do działań w domu, robienia weków i budowania bunkra w piwnicy.

            Raczej miał być domowy w sensie tego, że trudne czasy będziemy musieli przetrwać w domu — to miał być blog o sztuce przetrwania trudnych sytuacji w znanym, codziennym otoczeniu.

          • djans napisał(a):

            Jasne. Po prostu u części odbiorców przymiotnik „domowy” wywołuje takie właśnie konotacje.

            Nikt nie robi zarzutu z tego, że profil bloga nie zawsze i nie do końca się pokrywa z takimi skojarzeniami. Zwykłe stwierdzenie faktu. Tym bardziej, że dotyczy raczej mniejszości.

  2. djans napisał(a):

    Odnośnie kopania w lasach, to warto pamiętać, że byłoby to naruszeniem prawa.

    Co się zaś tyczy samej praktyki, to zamiast worka polecałbym zabrać ze dwa, trzy kawałki grubszej folii ogrodowej. Rozkładamy ją dokoła przyszłego dołka i oddzielnie układamy na nich wyciętą darń, ciemną warstwę humusową i każdą kolejną jeśli będą zmiany barwy, albo z gliny zmieni się na piasek, etc.

    Potem zasypujemy dołek kolejno tymi oddzielnymi warstwami – w ten sposób nie niszczymy aż tak bardzo tego glebowego ekosystemu, nie zmieniamy stosunków wodnych itp. – nie stworzymy przez przypadek zawieszonego lustra wody, a i wprawiona na powrót łata z darni zagwarantuje perfekcyjne maskowanie.

    Przy kładzeniu rur kanalizacyjnych, wodnych i inszych instalacji zazwyczaj tak mniej więcej na długość sztychu szpadla nad delikatną infrastrukturą umieszcza się pas barwnej folii – dzięki temu pan Zenek za 20 lat będzie mógł bez obaw nawet i kilofem nap…lać w poszukiwaniu tej rurki i jej nie uszkodzi, bo wcześniej zobaczy znacznik.

    Jako alternatywę dla takich paczkowanych zapasów ukrytych proponuję rozważyć także tworzenie zapasów odnawialnych. Np. gdzieś, gdzie wody podskórne są stosunkowo niskie, można wykopać niewielką studzienkę, wyłożyć ją kamieniami i faszyną, i przykryć jakimś deklem, który można obsypać ziemią , zamaskować darnią, albo i nie przykrywać wcale. Taka woda oczywiście będzie wymagała uzdatnienia, ale w razie „w” mamy już gotowe źródło.

    Można także na jakieś nieużytki wprowadzić np. topinambur, bądź inne rośliny, które nie wymagają troski, a mogą wyżywić (teoretycznie nie można, tak samo, jak kopać w lesie).

  3. GNOM napisał(a):

    Ale co i po co chcemy ukryć? Czy wodę i żywność na drodze ewakuacyjnej, czy też rzeczy potrzebne do przetrwania już na miejscu ewakuacji?
    Jeśli to pierwsze to wystarczy przejść tę drogę wcześniej i w miejscach w których przewidujemy postoje zakopać plastikowe wiadra z szczelną pokrywką (ja swego czasu używałem umytych 20 l pojemników po śledziach które udało mi się dostać za darmo w sklepie rybnym 🙂 ). Dobrze jest takie miejsca obsadzić Tarniną która dzięki kolcom zniechęca zarówno ludzi jak i zwierzęta.
    Jeśli zaś chodzi o miejsce docelowe to trzeba przygotować sobie je wcześniej. Polecam pod rozwagę taki fajny przenośny schronik (widziałem go na żywo) http://www.intershelter.com i zakopać wiaderka z zapasami w okolicy. Schron który widziałem jest częściowo zagłębiony w ziemi (ale nie zasypany nią) i obsadzony dość szeroko właśnie tarniną. Tarnina jest bardzo wdzięczną rośliną w naszej szerokości geograficznej, jest miejscowa, szybko się rozrasta i pokrywa wszystko gęstą splątaną gęstwiną. Nawet w zimie ukryte pod nią schronienie jest niewidoczne. Można nią też odgradzać miejsca obsiane/obsadzone jedzeniem- zwierzęta do nich nie dotrą.

    • djans napisał(a):

      Poleganie wyłącznie na zapasach zabunkrowanych w miejscu docelowej ewakuacji jest trochę jak poleganie na dobrach zgromadzonych w domu.
      Pamiętasz „bank ziemny” w „Sztosie”?

      Tarnina faktycznie najlepsza na znaną z „W Pustyni i w Puszczy” żywą zeribę, ale nie wszędzie dobrze rośnie. Można uzupełnić o głóg i dzikie róże. Zapora i maskowanie w jednym.

    • Coyote napisał(a):

      @GNOM krótka piłka , docierasz do swojego miejsca ewakuacji po wielu przejściach a tam tubylcy wszystko rozgrabili i spalili żeby zatrzeć ślady . Albo co gorsza miejscowy margines uzbrojony w noże , siekiery i obrzyny po pradziadach uwił w nim sobie metę .
      Na taki wypadek szykujesz sobie gdzieś dalej skrytkę z żarciem i podstawowym sprzętem ułatwiającym przetrwanie . Proste , tanie rzeczy . Ryż , zboże , może parę konserw . Ze sprzętu , tani nóż z węglówki , siekiera , garnek/menażkę , garść zapalniczek , koc , folia ratunkowa , latarka na dynamo z marketu . Osobiście dorzuciłbym kilkanaście metrów żyłki wędkarskiej / linki spadochronowej i kawałek brezentu albo pałatkę . Oraz zastanowiłbym się nad dobrze rozchodzonymi butami , kufajką i wełnianym swetrem 😀
      Koszt całości mniejszy od tego co niektórzy potrafią wydać na n,ty nóż czy inny gadżet .

      • djans napisał(a):

        Ot, to, to!

        Przy czym żyłkę zastąpiłby wędkarską plecionką – żyłka jest o wiele mniej trwała.

  4. narozniak napisał(a):

    ciekaw jestem jak wygląda sprawa odporności wiaderka na proces starzenia materiału. Generalnie jest to opakowanie jednorazowe a zatem przypuszczam że producent nie przywiązywał większej wagi do długowieczności czy odporności na warunki zewnętrzne jak choćby promieniowanie UV. Podejrzewam że po pewnym czasie plastik skruszy się.

    • Piotr napisał(a):

      Promieniowanie UV raczej wiaderkom zakopanym w ziemi nie zaszkodzi 😀 Oczywiście jednorazowe wiaderko z marketu nie nadaje się do „zakop i zapomnij na 50 lat” ale takie plastikowe grubościenne beczki o pojemnościach od 50 do 200 litrów już są dosyć trwałe i można je zakopać w ziemi, a potem w takiej beczce składować mniejsze pojemniki z żywnością, na przykład wspomniane marketowe wiaderka, słoiki z przetworami, torby z ryżem itd. czy cokolwiek innego. W przypadku kupna takich beczek trzeba jedynie sprawdzić do przechowywania jakich materiałów są przeznaczone (czy nadają się do żywności, bo nie wszystkie mają takowy certyfikat, niektóre są produkowane do przechowywania chemikaliów i wtedy mają różne dodatki, czasem toksyczne, na przykład kanistry plastikowe do przechowywania paliwa mają domieszki których celem jest zwiększenie przewodnictwa elektrycznego aby kanister się nie elektryzował, ale te same domieszki powodują, że taki kanister nie nadaje się do przechowywania wody pitnej).

  5. Kargul napisał(a):

    Spacerowanie z rurą pcv po lesie wygląda nawet naturalniej niż z wiadrem. Pawlak z własnym kabanem lubił spacerować

    • Survivalista (admin) napisał(a):

      Rurę PCW łatwiej wsadzić do plecaka, niż wiadro.

    • Fomalhaut napisał(a):

      Doceniam humor. Jednak przy okazji chciałbym coś napisać ogólnie o „zapasach” gromadzonych na ciężkie czasy jak i tych „zakopanych”. Nie wiem czemu wszyscy (prawie) upierają się by gromadzić (wymieniam z pamięci): ryż, mąkę, cukier, makaron, sól ? Na prawdę w razie „coś” będziemy gotować makaron bezsmakowy z biedry” ? a na drugie lepić jakieś placki bez jajek z mąki? W sytuacji stresogennej, spanikowani ,może ranni, może na skraju wyczerpania będziemy delektować się wyrobem za 3 złote z „low endowej” półki ? Czy nie lepiej spakować miód który jest też lekarstwem i może być spożyty bez obróbki w zasadzie zawsze – ma nieznany termin przechowywania rzędu nie wiem – kilkaset lat ? Czy nie lepiej schować czekoladę która wytrzyma sporo lat i zawiera kakao (magnez dla mózgu) tłuszcze, cukry itd. ? Czy nie lepiej zakopać puszkę słoniny prasowanej na zimno która kapitalnie daje energię w zimie ? Jedynym argumentem „za makaronami” jest cena. Choć nie mówimy tu o wydaniu całej pensji. .. Pokazuje to nasze polskie sknerstwo na każdej linii. W sumie to wielu nie wierzy ,że będzie im to na coś w ogóle potrzebne więc poco ładować w to kaskę. Lepiej kupić nowy nożyk za 300 pln bo szpanerski. Jeśli mam już dźwigać ostatkiem sił jakieś kilogramy uciekając w stronę lasu czy punktu ewakuacji wolę nieść czekoladę, szynkę , tuńczyka, kabanosy i orzechy w polewie czekoladowej i nóż za 50 złotych niż ktoś co ma 4 kg makaronu i 4 kg mąki i nóż za 300 złotych.
      Przecież tydzień na tym makaronie odbiera w ogóle chęć do życia nawet kiedy nie ma wojny 😉 Przecież wszyscy survivaliści piszą ,że najważniejsza jest psychika (wola przetrwania). A wszyscy to czytają i chcą się solidarnie wpędzić swoje rodziny w depresję żując papkę z produktów wielokrotnie opisywanych jako niezdrowe i ubogie w ważne substancje odżywcze. No błagam.. biała mąka i produkty z niej zrobione to prosta droga do degeneracji organizmu. Gromadźmy coś ma najlepszy stosunek wartości odżywczej na kilogram masy ! Nie ważna cena przecież i tak to zjemy!. Ważne by pierwszych dniach kryzysu być sprawnym na 110 procent ! Również w myśleniu!
      Pozdrawiam.

      • Survivalista (admin) napisał(a):

        Są różne podejścia.

        Jeden woli wydać 100 złotych i mieć zapas kalorii na kwartał, drugi wyda te same 100 złotych i kupi zapas wartościowych produktów, które zje w ciągu tygodnia.

        Wydaje mi się, że wszyscy mają świadomość tego, że albo mamy produkty pełnowartościowe, z których da się zbudować zbilansowaną dietę w każdych warunkach, albo mamy produkty tanie. Ewentualnie szukamy kompromisów, jak na przykład ryż + fasola + koncentrat pomidorowy + konserwy.

        O wyższości jednego podejścia nad drugim można dyskutować godzinami. Jestem przekonany, że w Leningradzie woleliby wegetowanie na skraju wyczerpania jedząc wyrób za 3 złote, niż trociny zmieszane z otrębami pod postacią czegoś udającego chleb. W innych warunkach, lepiej spisze się słonina, miód i czekolada.

        Osobiście najpierw zrobiłbym zapas produktów tanich i kalorycznych, a dopiero później rozbudowywał go o inne produkty.

      • GNOM napisał(a):

        I w końcu ktoś mądrze pisze.
        Ale do takich zapasów potrzebny jest wcześniej przygotowany grajdoł w którym to przechowasz. Nie da się w razie dużego „W” non stop uciekać i przenosić. W końcu w lasach będzie więcej ludzi niż drzew, a i te lasy nie są obecnie tak duże jak przed II WŚ. Ja takowy mam. I aby nie stało się to co opisał wyżej Coyote zabezpieczam go na różne sposoby (oczywiście legalne).
        Tworzenie zapasów trzeba robić z głową: kupuję Nutelle dla dzieci, w promocji kupię 10 słoików, wystarczą na ponad rok, więc na spokojnie je zużywam na bieżąco dokupując przy okazji następnych promocji to co zjedliśmy i tak się robi ze wszystkim, nie trzeba nic marnować. Co do miodu to prawda, polecam Wam go kupować choćby dlatego że stale drożeje, a będzie drożał jeszcze bardziej. Ja go przechowuję w 5 kilowych słoikach (piszę kilowych bo tak kupuję je od wujka).
        Dodatkowo mam w piwnicy przetwory owocowe i warzywne, mięso, kiełbasę, boczek, szynkę w słoikach, wszystko zalane smalcem. Zużyjemy, to zrobi się nowe, na bieżąco.
        ALE MUSISZ MIEĆ GRAJDOŁ. Gdzie inaczej będziesz to trzymał, w piwnicy w bloku?
        Z miejsca na miejsce to może pojedyncza osoba sobie uciekać, ale nie człowiek z rodziną z dziećmi, z zabawkami dla nich, książkami aby się nie nudziły, słodyczami na poprawę humoru i ulubionym miśkiem do spania. Ci z Was którzy jeszcze nie mają rodzin, zmienią swoje dzisiejsze zdania na tema ewakuacji po tym gdy je założą ponieważ: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia (w tym wypadku posiadania).
        Mam to szczęście że moi dziadkowie w czasie wojny byli w partyzantce AK na Zamojszczyźnie. Przeżyli jako nieliczni pacyfikacje wsi, przeżyli spalenie swojego domu, oraz będąc w gościnie -domu rodzinnego mojej babci. Babcia twierdzi że spalenie domu było pozytywem w całej tej wydawać by się mogło tragedii, bo Niemcy więcej tam nie zaglądali, a oni mogli spokojnie mieszkać dalej- mieli drugie „mieszkanie” 2 metry pod drewnianą stodółką pod lasem, a w lesie pod ziemią nielegalną stajnie i chlew ze świniami, dzięki czemu nie było słychać zwierząt. Rozmowy ze starszymi ludźmi dają dużo do myślenia.
        Oni już przeżyli to do czego My się przygotowujemy.

      • djans napisał(a):

        Miodu i czekolady nie można jeść cały dzień. Ja osobiście obok miodu trzymam niesolone orzeszki ziemne, orzechy laskowe, nasiona słonecznika, suszone mięso, rodzynki, daktyle – to wszystko można jeść w marszu, bez obróbki cieplnej, bez dodawania wody.

        Zamiast produktów mącznych na własny użytek trzymam kaszę gryczaną – o wiele bardziej pożywna i zdrowa. Jednak nie uważam, by trzymanie dużej ilości ryżu było błędem – zawsze to można traktować jako walutę, podobnie jak konserwy.

  6. GNOM napisał(a):

    No i już po nutelli w moim domu. Zostanie jeden góra dwa słoiki w razie „W”. Zwiększę za to jesienią produkcję powideł śliwkowych z czekoladą i kakao, oraz spróbuje zrobić to samo z truskawkami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Informuj mnie o odpowiedziach poprzez e-mail. Możesz również subskrybować wpis bez zostawiania komentarza.

banner