Czy i jaki zestaw survivalowy warto kupić?

Pytacie nas czasami, jaki zestaw survivalowy na polskim rynku w naszej ocenie powinniście kupić. Zawsze staraliśmy się odpowiadać, że zamiast zestaw kupować, warto jest taki zestaw złożyć — pod kątem swoich własnych potrzeb i możliwości.

Ale z drugiej strony, jeśli mamy tylko wybór: kupić zestaw survivalowy, albo nie mieć go, dobrze wiedzieć, czym kierować się przy jego zakupie. Bo na polskim rynku zestawów survivalowych jest sporo, ale nie ma takiego, który byłby uniwersalny. Postanowiliśmy więc przyjrzeć się zawartości zestawów na przykładach trzech, które można kupić w Polsce.

Coghlans – Survival Kit-in-a-can

Pierwszym, który wybraliśmy do porównania, był zestaw Coghlans w stalowej puszce. Takiej, do jakiej pakuje się rybki wędzone w oleju.

W jego skład wchodzą:

  • zapałki zwykłe,
  • 4 zapałki wodoodporne,
  • żywiczna podpałka,
  • kompas guzikowy cieczowy,
  • pomarańczowy gwizdek,
  • foliowe lusterko sygnałowe,
  • żyletka,
  • ołówek,
  • haczyki na ryby,
  • 2 gwoździe,
  • 2 opaski do zawiązywania różnych rzeczy,
  • taśma klejąca (30 cm),
  • żyłka/nitka (30 m),
  • sznurek,
  • drut,
  • agrafki,
  • igła,
  • 2 chusteczki nasączone alkoholem,
  • 2 plastry opatrunkowe,
  • torebka bulionu instant,
  • herbata,
  • saszetka z cukrem,
  • guma do żucia,
  • cukierek,
  • torebka strunowa do zapakowania całej zawartości zestawu po otwarciu puszki,
  • kartka z wydrukowaną instrukcją przetrwania w sytuacji kryzysowej,
  • no i sama stalowa puszka, użyteczna np. ze względu na możliwość zagotowania w niej wody.

Wodoodporny zestaw survivalowy BCB (w czerwonym opakowaniu)

Ten zestaw wybraliśmy ze względu na jego plastikowe, wodoodporne opakowanie. W jego skład wchodzą:

  • zapałki,
  • tealight (świeca),
  • krzesiwo z kompasem w rękojeści,
  • gwizdek,
  • lusterko sygnałowe ze sznurkiem,
  • taśma klejąca,
  • mały scyzoryk z blokowanym ostrzem,
  • 2 żyletki,
  • piłka drutowa,
  • rurka/wężyk,
  • zestaw wędkarski: haczyki, ciężarki, żyłka + coś jeszcze,
  • ołówek,
  • miniaturowa latarka LED,
  • 10 szt. tabletek do uzdatniania wody (1 tabl. na 1 litr wody),
  • torebka strunowa,
  • sznurek,
  • zestaw do szycia,
  • agrafki,
  • opaski zaciskowe (trrrtki),
  • drut mosiężny,
  • accident evaluation report z linijką i instrukcjami survivalowymi.

Lekki zestaw survivalowy BCB (w żółtym opakowaniu)

Do porównania wybraliśmy też drugi zestaw BCB, który też jest w plastikowym worku, z zawijanym zamknięciem, który powinien też zestaw częściowo uszczelniać. Może zapewni mu stuprocentowej wodoodporności, ale przed piaskiem na pewno zabezpieczy zawartość.

  • zapałki sztormowe i draska w foliowej torebce,
  • kłąb waty jako podpałka,
  • tealight (świeca),
  • krzesiwo z kompasem (większe, niż w poprzednim zestawie, kompas jest identyczny),
  • gwizdek,
  • lusterko sygnałowe,
  • miniaturowa latarka LED,
  • micro multitool (nożyk, piłka, pilnik, otwieracze, śrubokręt itd.) z etui do zamocowania na pasku,
  • piła drutowa,
  • zestaw wędkarski,
  • taśma klejąca,
  • sznurek,
  • sznurowadła,
  • koc termiczny,
  • instrukcje survivalowe.

Który (jaki) zestaw survivalowy warto kupić?

Jak więc odpowiedzieć na pytanie postawione w tytule? Jaki zestaw survivalowy warto wybrać z tych, które dostępne są na rynku? Czy któryś z tych trzech jest szczególnie wart uwagi?

Przed próbą odpowiedzi na to pytanie podkleimy Wam fotkę zawartości wszystkich zestawów, rozłożonej obok siebie, dla porównania.

jaki zestaw survivalowy -- porównanie zawartości

Jaki zestaw survivalowy wybrać? Porównaj zawartość tych, które omówiliśmy na filmie!

Gdy się przyjrzycie, zobaczycie, że przedmioty poukładane są w tematyczne grupy, które znajdują się mniej więcej na tej samej wysokości zdjęcia. Od góry mamy kolejno: narzędzia, przedmioty do rozpalania ognia, przedmioty do komunikacji, sygnalizacji i nawigacji, a następnie przedmioty do zrobienia schronienia lub naprawy ubrania.

Na filmie nałożyliśmy na to kolorowe ramki odpowiadające schematowi oznaczania kolorami omówionego na naszej Encyklopedii Nowoczesnego Survivalu. Widać jasno, że tylko jeden zestaw ma przedmioty oznaczone kolorem czerwonym (pierwsza pomoc — zestaw Coghlans), zielonym (żywność — ponownie Coghlans) i niebieskim (woda i jej uzdatnianie — tym razem czerwony zestaw BCB).

Widać więc, że o ile w dużej części zawartość zestawów jest zbieżna, to jednak istnieją między nimi istotne różnice.

Więc który z nich wybrać?

Jeśli potrzebujesz tabletek do uzdatniania wody, wybierz wodoodporny zestaw BCB.

Jeśli chcesz mieć w zestawie parę przedmiotów do jedzenia i poprawy morale, wybierz zestaw Coghlans. Napijesz się z jego pomocą posłodzonej herbaty, bulionu, zjesz cukierka…

Jeśli potrzebujesz plastrów albo chusteczek do dezynfekcji, kup zestaw Coghlans.

Jeśli koniecznie musisz mieć w zestawie krzesiwo, wybierz któryś z zestawów BCB.

Najlepszy zestaw survivalowy? Złożony samodzielnie!

Gdybym ja chciał mieć zestaw survivalowy, to bym go sobie złożył sam. Dziś nie ma problemu z kupieniem na rynku piły drutowej, miniaturowego kompasu albo krzesiwa. Warto rozpoznać swoje potrzeby i możliwości i na tej podstawie złożyć zestaw przetrwania. Posiłkując się w razie potrzeby jakąś listą zawartości zestawu survivalowego, których w internecie jest pełno. Jeśli ktoś słabo radzi sobie z krzesiwem, niech oprócz niego wsadzi do zestawu parę paczek zapałek, albo małych zapalniczek BIC. Jeśli potrzebuje trochę kalorii, niech kupi paczkę sucharów. I dołoży do tego chusteczki higieniczne, mokre chusteczki, czy co mu tam będzie potrzebne.

Rozumiem jednak, że ktoś może chcieć zestaw kupić. Gdy zaczynałem interesować się tradycyjnym, zielonym survivalem będąc w ogólniaku (jakieś 18 lat temu), też szukałem po sklepach zestawu przetrwania, bo wydawało mi się, że będzie lepszy od tego, który złożyłem sam w oparciu o listę z książki. Rozumiem więc tych z Was, którzy nas pytają o to, jaki zestaw mają sobie kupić, który z dostępnych na rynku polecamy.

I gdybym miał wybierać, brałbym albo ten zestaw Coghlans (bo jest w puszce i przez to 2x zastanowię się, czy rzeczywiście chcę sięgnąć do środka po zapałki, zamiast próbować rozpalić ogień inaczej) albo woodporny zestaw BCB (bo jest w wodoodpornym etui i ma tabletki do uzdatniania wody).

Krzysztof Lis

Magister inżynier mechanik. Interesuje się odnawialnymi źródłami energii, biopaliwami i nowoczesnym survivalem.

Mogą Cię zainteresować także...

10 komentarzy

  1. yazzz napisał(a):

    Ja jeszcze na głowę nie upadłem żeby kupować puszkę „Coghlans – Survival Kit-in-a-can” za 80 złotych.
    PS. Czekam na kolejne 6 produktów spożywczych / nie-spożywczych, które warto mieć w zapasie 🙂

  2. Filip napisał(a):

    Ja samodzielnie złożyłem sobie własny zestaw z puszki po cukierkach Barkley’s z Almy. Ma podobne gabaryty jak słynny amerykański Altoids, często używany właśnie na zestawy przetrwania. W moim znajdują się:

    -Scyzoryk Victorinox Bantam
    -Gwizdek ratunkowy
    – Zapałki zabezpieczone przed wilgocią
    -Żyłka i haczyki
    -Igła i nić
    – Agrafki
    -Proszki na ból głowy i na zatrucia pokarmowe
    – Proszek Dermatol do odkażania ran
    – Kilka plastrów opatrunkowych
    -Woreczki strunowe
    -Mały ołówek i parę kartek (w woreczku)
    – Kawałek srebrnej taśmy klejącej
    Na pudełko założyłem dwa kawałki dętki od roweru żeby się nie otworzyło przez przypadek i żeby w razie czego mogły posłużyć za podpałkę. Więcej rzeczy tam nie zmieściłem 🙂 Zawsze trzeba z czegoś zrezygnować, żeby zmieścić coś innego :/

  3. MaRa napisał(a):

    Ja sobie złożyłem. Taki, żeby łatwo było złapać, albo wrzucić do plecaka.
    Użyłem plastikowej butelki piersiówki, która ma całą górną część otwieraną plus korek (nie będę wymieniał nazwy), taka przypadkiem trafiła się w promocji za pół ceny (choć i tak wyszło prawie 40zł) i wpadłem na pomysł złożenia zestawu przetrwania.
    Ma małą pojemność, 0.21 litra, choć wyglądała na większą, więc musiałem mocno się ograniczać.

    W środku upchnąłem:
    – Papierową saszetkę z nadmanganianem (tabletki do odkażania by nie weszły).
    – Małe hotelowe mydełko w szczelnym foliowym opakowaniu.
    – Zestaw do szycia w płaskiej tekturce (igła, agrafka, 2 guziki, 4 nici) , kupiłem kilka takich na Allegro po 1zł o nazwie „Zestaw do szycia, przybornik, karnet mini”.
    – Płaskie szkło powiększające wielkości karty kredytowej.
    – Papierową saszetkę z solą podkradzioną z fastfoda.
    – 2 malutkie woreczki strunowe, w jednym 3 haczyki wędkarskie z kawałkami żyłek, w drugim trochę zwiniętego drutu mosiężnego.
    – Nić do zębów w plastikowej wykałaczce (czy jak to się nazywa, takie sprzedawane po kilkadziesiąt sztuk), włożona do załączonego foliowego etui turystycznego. Szczoteczka do zębów by się nie zmieściła, w razie czego trzeba improwizować np. rozgryzionym końcem gałązki, ale i tak szczoteczka jest w domu lub w bagażu podręcznym, natomiast w normalnych warunkach bez problemu można kupić.
    – Miniaturowy obcinacz do paznokci pewnej znanej marki scyzorykowej, w foliowym etui.
    Nie wiedzieć czemu wszyscy zapominają w zestawach przetrwania i turystycznych o obcinaczach do paznokci, nie wiem jak później sobie radzą i jak radzili sobie ludzie przez tysiące lat.
    – Scyzoryk, szwajcarski. Posiadany model nie ma piły do drewna, ale trudno, może nie będę musiał sobie budować szałasu, a jak będę musiał to jakoś będzie.
    – Mała zapalniczka gazowa na krzesiwo.
    – 5 metrów sznurka poliestrowego (próbowałem 10 metrów, ale już się nie dało upchnąć).
    – Mały kompas.
    – Płaski gwizdek z dziurką na sznurek.

    Więcej już się nie zmieściło.
    Ale trudno. Latarka to coś, co jest w wielu telefonach, bez niej też da się żyć (chyba że człowiek wbrew własnej woli niespodziewanie znajdzie się w jakiś podziemnych tunelach, ale takie rzeczy tylko w książkach).
    Koc, czy też raczej ręcznik turystyczny szybkoschnący, to byłby w bagażu podręcznym. Podobnie jak szczoteczka do zębów, zapasowe skarpetki i bielizna.
    Piła niepotrzebna w europejskich warunkach, a jak będę planował podróż przez dżunglę, to nie omieszkam wrzucić do plecaka przynajmniej składanej piły, albo zabiorę maczetę.
    Ołówek wymagałby zabrania kartek, dodatkowy ciężar, ale ich funkcję może pełnić telefon. Nie zamierzam tak długo zapodziać się na odludziu, by mieć czas spisywać pamiętniki dla potomności, zresztą byłyby pilniejsze sprawy.
    Chustki do nosa niestety się nie zmieściły, ale i tak mam jakiś kawałek paczuszki w kieszeni, w ostateczności pozostanie wytrzeć nos o rękaw.
    Kawy, herbaty, to nie zabieram, walka o przetrwanie to nie piknik. A na piknik to się spakuję do torby lub plecaka. Podobnie z żywnością, jak nie będzie w plecaku lub torbie, to trudno, w Europie niełatwo się zgubić na tak długo by umrzeć z głodu.
    Apteczkę mam oddzielnie od zestawu przetrwania, wrzucam do plecaka.

    • MaRa napisał(a):

      Zapomniałem, że jeszcze zmieściła się prezerwatywa 🙂
      I sznurek spiąłem małą gumką recepturką, czy też raczej gumką od takich bransoletek do samodzielnego splecenia dla dziewcząt, czasem te gumki przydają się w domu.

    • djans napisał(a):

      Trzeźwo zauważasz, że w Polsce raczej trudno tak zabłądzić, by umrzeć z głodu – po co więc haczyki i sól? 😉 (ja noszę cukier z fast fooda, ale raczej dlatego, że się może przydać jako antyseptyk, niż jako przyprawę)

      Zasadniczo codzienny zestaw mam zbliżony, choć bez takich survivalowych ekstremów, jak kompas i środki do uzdatniania wody, ale z drugiej strony wyznaję zasadę, że nigdy za dużo chusteczek higienicznych. Mają mnóstwo zastosowań.

      • MaRa napisał(a):

        Tabletki do uzdatniania wody by mi się nie zmieściły, są też dużo droższe od nadmanganianu. I może służyć do odkażania ran.
        Bardzo mało prawdopodobne jest użycie nadmanganianu, a na wyprawy na odludzie zabrałbym coś innego do pozyskiwania wody, jest tak sobie na wszelki wypadek, dla spokoju ducha i jako wypełniacz by nie grzechotało.

        Kompas okazał się niezbędny. Co najmniej 3 razy w ostatnich miesiącach by mi się przydał, 2 razy w mieście, raz poza miastem. W nieznanych okolicach (i miastach) bardzo łatwo stracić orientację. Można użyć telefonu, ale w nim szybko padłaby bateria przy dłuższym nawigowaniu.

        Sól wrzuciłem bo miałem. Teoretycznie mogłaby się przydać podczas upałów, bo organizm wypaca sód, który jest niezbędny do prawidłowego funkcjonowania.

        Haczyki zajmują tyle miejsca co nic, więc na wszelki wypadek włożyłem.

        Chusteczki mi się nie zmieściły, muszę nosić oddzielnie.

  4. Mariusz napisał(a):

    Dzięki za przetestowanie zestawów i tę opinię. Rzeczywiście wychodzi na to, że nie ma nic lepszego od złożenia samodzielnie zestawu. Ja właśnie rozpoczynam jego składanie i później opowiem Wam, co się ostatecznie w nim znalazło.

  5. Paweł Supernat napisał(a):

    To najmniej popularne zestawy survivalowe na Polskim rynku 😉
    Pisanie tekstu na ich podstawie jest troche bez sensu.

  6. djans napisał(a):

    W dobie darmowych wysyłek z Aliexpress takie zestawy mają rację bytu jedynie dla kogoś, kto czas, który by musiał poświęcić na samodzielne wyszukanie poszczególnych elementów, woli poświęcić na pracę zarobkową, dzięki czemu może sporo przepłacić za skompletowany zestaw.

    Niemniej jednak dają dobry przegląd tego, co by można brać pod uwagę taki zestaw samemu kompletując. Oraz co jest niepotrzebnym gadżetem, jak np. wędkarskie haczyki 😉

    Zasadniczo podstawą EDC winno być trio: nóż, zapalniczka, latarka. Takie minimum można nosić przy kluczach.

    Jak mamy więcej miejsca, to malutki scyzoryczek zamieniamy na multitul + fixed, mini BIC-a, na jakąś solidną żarową, a latareczkę na pojedynczy AAA, czy bateryjki guzikowe, na czołówkę. No i oczywiście doposażamy o kosmetyczny zestaw podróżny (minimum cążki), apteczkę (minimum plastry, kilka bagietek, podstawowe tabletki), zestaw higieniczny (chusteczki + mydełko).

    Wszystko z powyższych przyda nam się o wiele prędzej i częściej, niż piłki drutowe, haczyki, lusterka sygnałowe, i podobne zabawki, które w najlepszym (najgorszym?) razie mogą przydać się raz w życiu, w jakimś „cast away”.

    Prędzej można pomyśleć o gwizdku i kompasie, kawałku cienkiego sznurka (np. budowlany), zestawie do szycia, kawałku cienkiego drutu, taśmie klejącej, opakowaniu cyjanopanu.

    Nic więcej to już się raczej nie da mieć zawsze przy sobie – pod łóżkiem, w aucie, w szufladzie w pracy – jak najbardziej, ale przy d… to już raczej ciężko więcej targać i w sumie nie ma potrzeby, jeśli w którymś z tych wymienionych miejsc owo więcej mamy.

  7. Piotr napisał(a):

    Moim zdaniem puszka survivalowa (rozumiana klasycznie, czyli jako nienaruszalny zestaw przedmiotów, który nosimy zawsze ze sobą na wypadek sytuacji kryzysowej) w warunkach polskich jest mało przydatny. Większość Polaków nie znajdzie się kontekście przeżycia w totalnej dziczy, gdzie do cywilizacji będzie kilka dni drogi. Pomijając jakieś szczególne rejony typu góry, bagna itp. (gdzie prędkość poruszania się jest mniejsza), to w większości przypadków dotrzemy do ludzi w maksymalnie godzinę lub dwie. To nie Alaska czy Syberia, że jak się nam samochód zepsuje, to możemy zostać jedynym człowiekiem w promieniu 50 kilometrów i czekać na kolejnego kierowcę „do wiosny” 😀
    W polskich warunkach dla większości osób lepsze będzie EDC ewentualnie rozbudowane o elementy survivalowe, ale też bez przesady, EDC wystarczy rozbudować o zwykłą hubko-rozpałkę (na przykład tampon nafaszerowany wazeliną) na potrzeby szybkiego rozpalenia ogniska gdybyśmy na przykład zimą na mrozie wpadli do głębokiej wody i od hipotermii będzie nas dzielić 20-30 minut, do tego kilka plastrów opatrunkowych, środek odkażający rany, środek przeciwbólowy i w zasadzie to wszystko, reszta rzeczy takich jak źródło światła, nóż/multitool, telefon itd. jest w EDC.
    Kto się będzie bawił w łowienie ryb do jedzenia, budowanie szałasów czy uzdatnianie wody pozyskanej z rzeki gdy do najbliższej wioski ma maksymalnie 5-10km?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Informuj mnie o odpowiedziach poprzez e-mail. Możesz również subskrybować wpis bez zostawiania komentarza.

banner