Warstwy przygotowań na trudne czasy i sytuacje kryzysowe

Dziś materiał nieco filozoficzny, o zagadnieniu zobrazowanym w formie bardzo popularnego nie tylko wśród amerykańskich preppersów powiedzenia: „two is one, one is none”.

Mianowicie — o warstwach przygotowań na trudne czasy. O tym, że każdą survivalową potrzebę należy zaspokajać na kilka sposobów. I każdy przedmiot, każde rozwiązanie, które wdrażamy, powinno (jeśli tylko to możliwe) służyć zaspokojeniu kilku potrzeb.

Najprościej te warstwy przedstawić na przykładzie źródeł światła, które nosimy przy sobie w zestawie EDC. Podstawowym będzie pewnie latarka. Gdy latarka ulegnie awarii, będziemy mogli użyć telefonu komórkowego (część ma lampę błyskową LED, która może działać w trybie ciągłym), a w ostateczności nawet i płomienia zapalniczki czy zapałki.

Podobnie możemy planować przygotowanie na brak żywności:

  1. zapas żywności — możliwie duży, na jak najdłuższy okres,
  2. ogród lub sad na działce, albo nawet kilka pomidorów w donicy na balkonie — do uzupełnienia zapasu o świeże produkty i cenne substancje odżywcze, ale także po to, by zapas mógł wystarczyć na dłużej,
  3. umiejętność rozpoznawania jadalnych roślin w lesie, parku, na ogródkach działkowych,
  4. wiedzę o tym, gdzie w okolicy znajdują się magazyny żywności, które w ostateczności można splądrować.

Analogicznie warto rozpatrywać każdą inną potrzebę, jaką będziemy musieli zaspokoić w trudnych czasach: zaopatrzenia w wodę (zapas + studnia + deszczówka + okoliczne jeziora), schronienia (dom + cel ewakuacji + umiejętność wykopania ziemianki), komunikacji (telefon + internet + krótkofalówki + CB radio + skrytki do przekazywania informacji lub system uzgodnionych znaków) czy samej ewakuacji z domu (samochodem + rowerem + piechotą).

Warto też patrzeć na sprawy z drugiej strony, czyli dbać o to, żeby każdy przedmiot czy działanie, które podejmujemy, służyło kilku celom. Wszystko po to, by ciąć koszty i zmniejszać ilość miejsca zajmowanego przez sprzęt zbierany na trudne czasy.

Bo mając nóż, scyzoryk i śrubokręt, mamy tak naprawdę dwa noże i dwa śrubokręty.

A mając samochód mamy nie tylko środek docierania do pracy i do celu ewakuacji, ale też coś co posłuży nam jako zaimprowizowane, tymczasowe schronienie, źródło energii (agregat prądotwórczy) i źródło informacji o tym, co dzieje się na świecie (dzięki zainstalowanemu radiu i CB).

Krzysztof Lis

Magister inżynier mechanik. Interesuje się odnawialnymi źródłami energii, biopaliwami i nowoczesnym survivalem.

Mogą Cię zainteresować także...

6 komentarzy

  1. djans napisał(a):

    Zagadnienie ciekawe i istotne, acz mało popularne.

    Raczej panuje tendencja do szamaństwa-gadżeciarstwa. Narzędzia traktowane są jak eksponaty kolekcjonerskie, w dodatku obdarzone mocą talizmanów/amuletów.

    Jak słusznie wskazuje Krzysztof, nie tylko każdą potrzebę trzeba mieć zabezpieczoną różnymi i powielającymi się alternatywami ( z definicji) umiejętności, wiedzy, przedmiotów, ale też każdy przedmiot należy rozpatrywać pod kątem spełnienia różnych funkcji i zaspokojenia różnych potrzeb.

    Przykładowo:

    Na potrzeby dezynfekcji można zgromadzić trochę spirytusu. Ów spirytus można też zrobić samemu – warto wiedzieć jak. Można zawczasu się wyposażyć tak w kolumnę rektyfikacyjną, jak i wężownicę. Dodatkowo można zapoznać się z jeszcze bardziej prymitywnymi, dawnymi technikami destylacji.

    Ten sam spirytus można gromadzić/produkować, żeby służył jako opał, źródło światła, paliwo napędowe, , składnik leków do stosowania wewnętrznego, element mieszanki zapalającej do jakiejś broni… jako waluta.

    A dodatkowo na potrzeby dezynfekcji należy także mieć np. octenisept, itp, itd.

  2. Marcin napisał(a):

    Krzysztofie może zrobiłbyś materiał na temat zachowania w przypadku ataku terrorystycznego?

  3. MMar napisał(a):

    Witam. Zgadzam się stuprocentowo z ostatnim zdaniem. Poza tym czasem liczy się po prostu szczęście. To tak jak z tą historią o hrabinie Potockiej, która chełpiła się, że posiada aż trzy nocniki: złoty, srebrny i porcelanowy. A koniec końców jak weszli ruscy to do żadnego nie zdążyła i zesr..a się na schodach. Pozdro:-)

  4. Grey Man napisał(a):

    Hej
    W końcu ktoś uwzględnił redundancję w survivalu.
    Bardzo ciekawy artykuł. Myślę, że niektórym otworzy oczy.
    Swoją drogą Krzyśku, z Twoim wyglądem bojownika, będziesz
    pierwszy do odstrzału w przypadku zamieszek
    zielonych ludzików itp. Mam nadzieję, że nie chodzisz tak na co dzień.

    Do Marcina. Polecam artykuł „Jak przeżyć strzelaninę” Andrzeja Turczyna
    i zamieszczony tam PDF „Podręcznik zabezpieczenia antyterrorystycznego FIA”
    http://trybun.org.pl/2016/07/27/jak-przezyc-strzelanine-kiedy-strzelaja-nie-uciekac/

    • Rafał M. napisał(a):

      Komentarz w artykule jest bez sensu.
      To, czy uciekać, czy się nie ruszać, zależy od okoliczności. Jeśli jakiś sfrustrowany szaleniec chodzi i by sobie pozabijać strzela z broni KRÓTKIEJ, to jak najbardziej powinno się uciekać. Z broni krótkiej bardzo trudno trafić w poruszający się cel już z odległości 3…5 metrów, więc ucieczka ma sporą szansę powodzenia, ale ryzyko jest.
      W broni długiej celny zasięg jest dużo większy, rzędu kilkudziesięciu metrów, choć trafienie w poruszający się cel nie jest łatwe, więc też jest szansa ucieczki. Tyle że przydałoby się ukrywanie za jakimikolwiek przeszkodami i od czasu do czasu lekka zmiana kierunku ucieczki (na pewno nie ucieczka zygzakiem, bo to spowalnia i zwraca uwagę strzelca).

      Jeżeli to są jakieś służby państwowe, nawet państwa atakującego w czasie wojny, to nie uciekać, bo wtedy na pewno spróbują zastrzelić. Trzeba zachowywać się jak najbardziej spokojnie. Oni nie przyszli mordować dla samego mordowania, to najemnicy, choć niektórzy są psychopatami i chętnie znajdą pretekst by sobie postrzelać do ludzi.
      Podobna sytuacja z terrorystami, ale w tradycyjnym sensie, takimi co biorą zakładników dla wymuszenia spełnienia jakiś żądań. Wtedy absolutnie nie wolno ani uciekać, ani zachowywać się w jakikolwiek sposób agresywny, stawiać oporu, bo wtedy się zginie. Nimi zajmą się odpowiednie służby i lepiej nie „pomagać”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Informuj mnie o odpowiedziach poprzez e-mail. Możesz również subskrybować wpis bez zostawiania komentarza.

banner