6 powodów, by zabrać rodzinę pod namiot

W dzisiejszym materiale omówimy 6 powodów, dla których warto zabrać (a nawet regularnie zabierać) rodzinę na jakiś wyjazd pod namiot.

1. Testowanie sprzętu

Przygotowania na trudne czasy wiążą się często z kupowaniem różnego rodzaju sprzętu: krótkofalówek, latarek, lamp naftowych, sprzętu turystycznego (namioty, śpiwory itd.). Zanim jednak te trudne czasy nadejdą, trzeba koniecznie mieć każdy z tych produktów przetestowany, by wiedzieć na przykład:

  • czy namiot rzeczywiście ma taką wodoodporność, jak podaje producent,
  • czy śpiwór kupiony w dyskoncie naprawdę jest tak ciepły, jak deklaruje etykietka,
  • na jak długo starcza kartusz do kuchenki gazowej i jak długo gotuje się na niej wodę w czajniku turystycznym (i w jakim naczyniu gotować, żeby zużywać jak najmniej gazu),
  • czy latarka na bateriach pracuje tak długo, jak zapewniał opis w znanym portalu aukcyjnym,
  • czy da się wyspać na karimacie do ćwiczeń.

Takie informacje są ważne z punktu widzenia późniejszego wykorzystania sprzętu w kryzysowej sytuacji.

2. Testy jedzenia i posiłków z zapasów

Z żywnością jest podobnie. Część tego, co trzymamy w zapasach można łatwo zjadać w codziennych posiłkach (np. makarony, ryż i kasze), ale inne zjada się rzadziej. Mam tu na myśli na przykład mięsne czy rybne konserwy, gotowe posiłki w słoikach, ale także bardziej wyrafinowane produkty — dania liofilizowane czy gotowe dania z wbudowanym podgrzewaczem.

cborg-food-dania-samopodgrzewajace

Dania samopodgrzewające marki C-Borg Food. Puszka w puszce z podgrzewaczem. Do kupienia tutaj.

Dlatego taki wyjazd pod namiot jest okazją do tego, by przetestować takie produkty — a potem ewentualnie włączyć je do zapasów. Kupić 3 różne gotowe dania, sprawdzić, które nam najbardziej smakuje i jest najbardziej pożywne. A później kupić go więcej do zapasów.

Nie ma nic gorszego, niż mieć w zapasie żywność, której nie da się zjeść, bo nasz układ trawienny jej nie toleruje.

Punkt dotyczy też zapasów przygotowywanych własnoręcznie!

3. Zjadanie żywności z zapasów i przyzwyczajanie się do nich

Żeby zapas żywności był tani, trzeba zjadać ją przed upływem terminu przydatności do spożycia. Wspominaliśmy o tym w materiale o zasadach tworzenia zapasów żywności.

Zjadając część z nich na wyjeździe pod namiotem możesz przyjąć, że tak naprawę to kupujesz żywność na wakacyjny wyjazd z dużym wyprzedzeniem. Przez rok czy dwa stoi sobie na półce, stanowiąc zapas na trudne czasy.

4. Ćwiczenie i nauka wykorzystania sprzętu

Kryzysowa sytuacja to zdecydowanie nie jest moment, w którym musisz uczyć się korzystać z kupionego na tę sytuację sprzętu. Trzeba nauczyć się wykorzystywać go zanim ta sytuacja nadejdzie.

Za przykład weźmy namiot i jego rozkładanie. Na opakowaniu mojego była informacja, żeby przed wyjazdem rozłożyć go „na sucho”, czego oczywiście nie zrobiłem. I jestem przekonany, że spora część ludzi kupujących sprzęt i gadżety na trudne czasy zrobi identycznie. A przecież skoro nauczyłem się go rozkładać w komfortowych warunkach (bez pośpiechu, bez deszczu lejącego się na głowę, z pełnym brzuchem i będąc umiarkowanie tylko zmęczonym), będę w stanie go rozłożyć w warunkach trudniejszych. Zdecydowanie nie chciałbym robić tego po raz pierwszy w środku nocy, w deszczu, głodny i z płaczącymi za plecami dziećmi i żoną.

Tu chodzi też o to, żeby z tego sprzętu umieli korzystać także i inni. Żeby ten namiot umiała rozłożyć żona, a wodę na kuchence żeby potrafiło ugotować dziecko. Nawet nie chodzi o sytuacje, w których głowy rodziny może zabraknąć, ale choćby o zwykłą chorobę, która w danym momencie go unieruchomi na jakiś czas.

5. Przyzwyczajanie się do niewygód

To się może wydawać dziwaczne, ale osobiście mam wrażenie, że to najważniejszy powód, by zabrać rodzinę na wyjazd pod namiot. Chodzi o to, żeby przyzwyczajać siebie i bliskich do niewygód, jak choćby:

  • spania na twardej karimacie i w wilgotnym śpiworze, zamiast w wygodnym, ciepłym i suchym łóżeczku w hotelu czy w domu,
  • nocowania w zawilgoconym namiocie,
  • braku dostępu do internetu, telewizji, czy w ogóle prądu i konieczność siedzenia przy świecach,
  • braku możliwości umycia się dokładnie (albo w ogóle umycia się) przez kilka dni.

Takie warunki mogą być wyzwaniem dla każdego.

Dla dzieci i młodzieży problemem może być oderwanie od kilku ekranów, do których ogranicza się ich świat na co dzień. Ale to pozwoli im przyzwyczaić się do tego, że takie sytuacje mogą mieć miejsce i że nie oznacza to od razu jakiejś tragedii. Że istnieje świat poza grami na tablecie i kreskówkami na telewizorze. Że można pograć w karty, ułożyć pasjansa, czy zrobić łuk z patyka i sznurka.

Dla niektórych źródłem dyskomfortu może być sam fakt przebywania w ciasnej przestrzeni z rodziną — w samochodzie przez kilka godzin, w namiocie przez kilka dni. Mam wrażenie, że dotyczy to zwłaszcza niektórych mężczyzn, mocno zorientowanych na pracę, spędzających w niej 10-14 godzin dziennie, a w domu tylko leżących z piwem na kanapie. Dla nich sam fakt bliskiego obcowania z rozwrzeszczanymi dzieciakami i sfrustrowaną żoną może być trudnym doświadczeniem.

Po co to wszystko? Bo w kryzysowej sytuacji takich źródeł dyskomfortu będzie więcej. I warto przynajmniej część z nich znać i rozumieć. Znać swoje reakcje na nieprzewidziane kłopoty. Znać reakcje dzieciaków na brak internetu i prądu. Znać i rozumieć swoje reakcje na frustrację dzieci i żony. W kryzysowej sytuacji trzeba będzie radzić sobie być może z głodem, chłodem i brak dostępu do internetu będzie najmniejszym zmartwieniem. Jeśli więc można siebie i rodzinę już dziś do tego braku internetu czy prądu przyzwyczaić, warto to zrobić.

Jest jeszcze jedna rzecz — dzieci w kryzysowej sytuacji nie muszą wcale być dużym obciążeniem. Mogą dostać jakieś obowiązki, zadania do wykonania, na miarę swoich możliwości i potrzeb rodziny. Zamiast tylko marudzić, że im się nudzi bez komputera, mogą na przykład pozbierać gałęzie w lesie i przygotować ognisko. Takie wyjazdy to także metoda na to, by wychować dzieciaki na takie, które będą rodzinie pomagać, a nie tylko wymagać. Dobrze opisali to koledzy z Survivaltechu u siebie na blogu, my też się kiedyś nad tym mocniej pochyliliśmy.

6. Ćwiczenie procedur i umiejętności przydatnych w trudnych czasach

W tym punkcie chciałbym skupić się nie na wykorzystaniu konkretnego sprzętu, tylko raczej na nabywaniu i ćwiczeniu szerzej pojętych umiejętności i procedur, na przykład:

  • łączności między dwiema grupami ludzi z użyciem krótkofalówek albo CB radio,
  • wyznaczania trasy i nawigacji z użyciem mapy i kompasu po lesie,
  • nawigacji na podstawie mapy podczas jazdy samochodem i wyznaczania trasy alternatywnej, gdy jest korek lub informacja o utrudnieniach (co może symulować drogę zablokowaną przez bandytów, wojsko lub porzucone samochody).

Podsumowanie

Nie jest sztuką kupić kontener sucharów, dwa paletopojemniki na wodę i tysiąc gadżetów reklamowanych w internecie i zachwalanych na forach. Sztuką jest przygotowywać się na trudne czasy mądrze. Kupować sprzęt, z którego będziemy korzystać na urlopie. Który będziemy znać i będziemy w stanie użyć go w kryzysowej sytuacji.

Nie może być tak, że dopiero w kryzysowej sytuacji sprawdzamy, czy turystyczna kuchenka gazowa działa dobrze. Że dopiero w momencie ucieczki z ostrzeliwanego miasta, gdy chcemy zagotować wodę na mleko modyfikowane dla dziecka, okazuje się, że ona nie działa.

Nie ma optymalnych rozwiązań. To, co sprawdza się jednemu, ma świetne opinie w sklepie i jest zachwalane na forach, niekoniecznie musi sprawdzić się nam. I dlatego wszystko, co kupimy, trzeba przetestować i w razie czego pozbyć się, kupując na to miejsce coś innego.

W kryzysowej sytuacji będzie na to za późno!

Krzysztof Lis

Magister inżynier mechanik. Interesuje się odnawialnymi źródłami energii, biopaliwami i nowoczesnym survivalem.

Mogą Cię zainteresować także...

18 komentarzy

  1. sieroslaw napisał(a):

    Krzysztofie, ciekawie gadasz, ale – może się mylę – mam wrażenie że Twoje nagrania robią się coraz dłuższe. Przeskanowanie tekstu zajęło mi 3-4minuty i wiem już co chcesz przekazać, a mówisz to samo w ponad 14minut? Dla mnie zdecydowanie za długo, 5min to maks co poświęcę na jeden filmik, więc proponuję bardziej treściwie, do brzegu, bez opisów przyrody, a konkretnie i na temat 🙂

    • Krzysztof Lis napisał(a):

      Różnie to bywa, czasem film wychodzi mi dłuższy, czasem krótszy. Nic na to nie poradzę, nie przygotowuję sobie szczegółowego scenariusza, którego później uczę się na pamięć, tylko zagadnienia, które chcę omówić.

      Wiem, że nie wszyscy są w stanie wysiedzieć słuchając mnie przez kilkanaście minut i dlatego staram się tu umieszczać przynajmniej streszczenie tego, o czym mówiłem, jak dziś.

      • sieroslaw napisał(a):

        Tak, streszczenie to świetny sposób, podpowiadam to też w dyskusji pod innym filmem. Btw. zauważyłem że na fejsie nie ma informacji o każdym nowym arcie na stronie. Byłoby fajnie jakbyście mogli pisać o każdym tekście, większa szansa że żadnego wpisu czytelnicy nie przegapią 🙂

        • Survivalista (admin) napisał(a):

          Na FB automatycznie zaczytywane są informacje o wszystkich nowych artykułach. No, przynajmniej powinny być. Zupełnie inną sprawą jest to, czy Ty te informacje na swoim wallu widzisz…

      • Janek napisał(a):

        I ja za to bardzo dziękuję! Przez dłuższy czas nawet nie wiedziałem że tekst jest jedynie uzupełnieniem na waszej stronie, filmiki zawsze pomijałem i pomijam.

  2. Basia eM napisał(a):

    bardzo fajny filmik – spędzam tak czas z rodziną od 12 lat

  3. chincior napisał(a):

    czy można zatem spodziewać się jakiegoś materiału poświęconego stricte namiotom ? Sam stoję teraz przed zakupem i nie ukrywam, że jakiś poradnik by się przydał 🙂 Pozdrawiam

    • Krzysztof Lis napisał(a):

      Wprawdzie pod namioty jeżdżę dobre 25 lat albo i dłużej i przez ten czas spałem w kilku najróżniejszych namiotach, to jednak nie czuję się w tym temacie na tyle kompetentny, by taki film nagrać. Zwłaszcza, że nie jestem na bieżąco z rynkowymi nowościami. Wydaje mi się, że znacznie lepiej doradzi Ci sprzedawca w dobrym sklepie stacjonarnym, niż ja.

      • Piotr napisał(a):

        Minus tego jest taki, że sprzedawca w sklepie bardzo często doradzi zakup sprzętu jakim dysponuje jego sklep a nie zakup sprzętu, który byłby najbardziej optymalny dla klienta, ale sklep go w ofercie nie ma. Pójdziesz do salonu Fiata, to Ci nie polecą kupienia Toyoty choćby była dla Ciebie najoptymalniejszym wyborem 😉
        Druga rzecz jest taka, że sprzedawcy nie zawsze mają odpowiednie doświadczenie „użytkowe” – czytają parametry z ulotek, ale większości sprzętu jakim dysponują nie tyrali przez lata po krzakach 😀
        Najlepiej poprosić o kogoś doświadczonego o radę (czy wspólny wypad do sklepu) albo poszukać/popytać na forach typu ngt.pl

        • Survivalista (admin) napisał(a):

          Ja mam wrażenie, że akurat namioty to wyjątkowo niewdzięczny produkt do doradzania. Nie sądzę, by było wielu ludzi, którzy używają więcej jak kilka różnych modeli w ciągu jednego roku.

        • djans napisał(a):

          Eee, no bez przesady z tymi namiotami. Parę tematów wcześniej toczy się gadka, w której mnie chłopaki przekonują, że dwudziestoletnia przyczepa kempingowa za trzy koła jest spoko opcją do pomieszkiwania w zimie, a Ty tu namiot chcesz testować ekstremalnie 😉

          Jak ktoś nie ma o namiotach pojęcia, to znaczy, że na tym etapie niczego profesjonalnego nie potrzebuje i w zupełności wystarczy mu coś z sieciówki za drobniaki.

          • Piotr napisał(a):

            Nie wiem jak przyczepa, bo w takiej zimy nie spędzałem, ale miałem okazję zimować przez dwa tygodnie w namiocie armii włoskiej. Wymiary mniej więcej 6x6m (miejsca od groma i jeszcze więcej, niejedna kawalerka tyle nie ma :D). Mieszkaliśmy w 4 osoby i jak sobie „dla prywatności” powiesiliśmy w środku kotary, to się prawie musieliśmy szukać po tym namiocie 😀
            Dwa minusy tego namiotu:
            – kłopotliwy w transporcie (tzn. sam namiot spoko, da się spakować do w miarę małych rozmiarów, ale nagrzewnica do niego to dosyć spory „klamot”)
            – nagrzewnica „na wolnym biegu” zużywa około 0,5l oleju napędowego (lub opałowego) na godzinę, niby to niedużo, bo wychodzi 5-6 litrów paliwa na noc czy 10-12l na całą dobę, ale jeśli ktoś jest ciepłolubny albo jest duży mróz, to trzeba ilość paliwa pomnożyć przez dwa a to już na dwutygodniowy wypad robi się całkiem sporo paliwa do zabrania i całkiem spory koszt
            Patrzyłem jakiś czas temu na Allegro i tego typu namioty można było kupić w granicach 4000zł (wraz z nagrzewnicą), czyli niewiele więcej niż za zdezelowaną przyczepę, a miejsca jednak znacznie więcej (gorzej z mobilnością jeśli ktoś z tym jeździć chce a nie tylko postawić na działce :D).

  4. amzel napisał(a):

    Jeden model to używa się przez kilka lat.
    Dla mnie to były urlopy najlepsze z wszystkich .

  5. Festiwalowicz napisał(a):

    Wystarczy pojeździć na festiwale. Tam się w ciągu dnia będzie miało styczność z każdym ale to każdym typem namiotu. Ludzie często dzielą się plusami i minusami swoich namiotów. A jak przyjdzie burza z prawdziwego zdarzenia to wtedy ona zweryfikuje który się nadaje a który nie, który przeciekł, zwiał go wiatr, podarł się. Ja nigdy nie zaopatrzyłbym się np. w popularny w namiot typu quechua 2 seconds (szybkie rozkładanie i szybkie składanie), namiot bardzo ale to bardzo nieporęczny w transporcie autem oraz w niesieniu.

  6. annafreud napisał(a):

    Ja mam namiot Fjord Nansen Veig II i już trochę solidnych burz z potężnymi ulewami przeżył bez najmniejszego problemu. W każdym razie wodoodporność jest na bardzo wysokim poziomie. Namiot jest lekki a po złożeniu zajmuje naprawdę niewiele miejsca. Co ważne, najpierw rozkłada się tropik, a potem podczepia sypialnię (chociaż można też oba na raz), więc w razie zaskoczenia jakąś ulewą na szlaku można szybko rozstawić tropik i się pod nim schować, ewentualnie potem już na spokojnie (i na sucho) doczepić mu sypialnię.
    I ostatnia rzecz – rozkłada i składa się banalnie prosto – mimo mikro postury i podobnej siły mogę go sama rozłożyć i złożyć bez proszenia o pomoc chłopaka ;-).
    Jedyny minus jest taki, że jest w nim stosunkowo mało przestrzeni – jest to dwójka i dla nas wystarcza, ale jakby był trochę bardziej przestronny to komfort byłby większy (choćby z tym gdzie upchać bagaże). Ogólnie namioty Fjorda Nansena są godne uwagi (nie tylko Veig), ale właśnie często ludzie na forach twierdzą, że jak ktoś lubi komfort to lepiej z tej firmy brać namiot o jedną osobę większy – np. taka „dwójka” jest komfortową „jedynką”, a „trzyosobowy” komfortową „dwójką”.

    A z samym wpisem zgadzam się w 100% – praktyka jest konieczna po to, żeby przetestować sprzęt, sprawdzić co jest nam faktycznie potrzebne, a co się nie sprawdza (i to w różnych warunkach, więc wyjazdów takich powinno być wiele), sprawdzić jakie niewygody jesteśmy w stanie znieść, jak reagujemy na różne niedogodności, jak dużo jesteśmy w stanie dźwigać i w jakich warunkach (ciężki plecak w górach w górach „waży” więcej ;-)), no i jaką mamy kondycję fizyczną i zdrowie (w tym jaką mamy odporność, co w spartańskich warunkach szybciej wychodzi) – bo to w kryzysowej sytuacji może może być bardziej kluczowe niż jakikolwiek posiadany sprzęt.

    • Krzysztof Lis napisał(a):

      Zgadzam się co do przestronności. Ten namiot jest trzyosobowy i we dwie doskonale w środku się mieściliśmy razem z częścią bagaży (reszta była w samochodzie).

  7. jarek napisał(a):

    Od 4 lat spędzamy wspólnie czas biwakując na dziko poza granicami RP pod namiotem, śpiąc również w samochodzie. Pierwszy wyjazd odbył się gdy córka miała 0,5 roku do Rumunii. I tak przez kolejne 3 lata zjeżdżając Rumunie, Bułgarie, Mołdawię, Albanię, Macedonię i Grecję. 80% noclegow spedzamy w roznych nieplanowanych miejscach, na pustkowiach, w górach, nad rzekami. I tak naprawde mamy super tanie wakacje a przy okazji uczymy sie przebywac w swoim towarzystwie, nasze dziecko potrafi bez problemu zasnac w aucie czy namiocie na cala noc. Takze naprawde mozna laczyc przyjemne z pozytecznym. Funkcjonujemy przez niemal 3 tygodnie bez prądu z gniazdka (wylacznie akumulator samochodowy), gazu (mamy naboje gazowe). Po powrocie do pracy wracam jak bohater bo dla przecietnego czlowieka to jest nie do pojecia jak mozna spedzac wakacje bez internetu, telewizji, komórek, tabletów itd i to w dodatku z dzieckiem. W tym roku przejechalismy 5700 km (corka ma juz 3,5 roku). Ani razu nie powiedziala czy daleko jeszcze i nie marudzila po trasie jak wiekszosc jej rowiesników i rowiesniczek. Uczestniczy w tym co dzieje sie za szyba samochodu. W cenie pobytu nad baltykiem odwiedzilismy 5 panstw i kąpalismy sie nad 3 morzami. Naprawde warto

  8. a.jedlinski napisał(a):

    Dzień dobry. Krzyśku. Wszystkie powody o których napisałeś to prawda. Prawie się z Tobą zgadzam. Prawie. Moje zastrzeżenia dotyczą tylko namiotu jako celu ewakuacji? Czy namiot będzie dobrym celem ewakuacji?
    Trochę nad tym się zastanowiłem w tym wpisie
    http://na-kryzys.blogspot.com/2016/10/namiot-jako-cel-ewakuacji-czy-sie.html
    Oczywiście warto sprawdzić swoją gotowość strategiczną, przygotowywać rodzinę na trudniejsze polowe warunki… Ale czy nie lepiej zrobić sobie dłuższe wakacje w samym celu ewakuacji? Nie byłoby to bardziej adekwatne? Wspomniałem o tym tutaj
    http://na-kryzys.blogspot.com/2016/09/kilka-powodow-by-czesc-urlopu-spedzic.html
    W najbliższym czasie opublikuje podobny wpis, będzie dotyczyć spędzenia kilku dni zimą w celu ewakuacji. Sam też za w listopadzie lub grudniu wybieram się na tydzień do altanki. Sam – żone na takie klimaty nigdy nie namówię;-).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Informuj mnie o odpowiedziach poprzez e-mail. Możesz również subskrybować wpis bez zostawiania komentarza.

banner