Zimowa racja MRE – test i recenzja

Jakiś czas temu dostaliśmy do przetestowania zimową rację żywnościową (Cold Weather) MRE. Uznaliśmy, że warto taki test przeprowadzić i podzielić się z Wami naszymi spostrzeżeniami. Przecież niedawno publikowaliśmy tu materiał porównujący gotową polską rację żywnościową firmy Arpol z taką zrobioną przeze mnie własnoręcznie i odpowiadający na pytanie, czy warto takie gotowe racje kupować.

Warto zajrzeć do tamtego materiału, bo on podsumowuje mój stosunek do tego typu produktów. Uważam, że ich przydatność w robieniu zapasu żywności na trudne czasy jest ograniczona, ale są sytuacje, w których takie gotowe racje żywnościowe mają rację bytu.

W skład tej racji, którą dostaliśmy, wchodziły:

  • główne danie — strogonow z kluskami, liofilizowany,
  • baton (wafelek) czekoladowy,
  • mieszanka orzechów z rodzynkami,
  • suszone owoce żurawiny,
  • koncentrat do przyrządzenia napoju o smaku wiśniowym,
  • kawa rozpuszczalna, cukier, zabielacz do kawy,
  • saszetka sosu,
  • dwie gumy do żucia,
  • papier toaletowy, mokra chusteczka, łyżka.

Całość do przygotowania wymagała ok. 1 litra wody. Do napoju należy wlać 12 uncji wody zimnej, do dania głównego 16 uncji wrzątku, a do kawy 6 uncji gorącej wody.

Fajnie, że główne danie jest liofilizowane, bo oszczędza się dzięki temu ok. 0,5 kg masy tej racji żywnościowej. Z drugiej strony, żeby móc ten posiłek zjeść, trzeba mieć nie tylko tę wodę, lecz także odpowiednią metodę na jej podgrzanie. Danie jest całkiem smaczne, mięso smakuje jak mięso (jest to wołowina, ale smakuje trochę jak kotlet mielony), kluski smakują jak kluski, sos smakuje jak sos. Sam główny posiłek ma ok. 590 kcal.

Do dania dołożono saszetkę sosu tabasco, którego jednak nie dodawałem.

Napój ma smak rozcieńczonych wodą landrynek i w podobny sposób pachnie. Nie jest zły, ale koło soku to on nawet nie leżał.

Kawa rozpuszczalna, jak to kawa, nic specjalnego. Zabielacz nie zawiera mleka.

Batonik bardzo smaczny, mocno czekoladowy, 200 kcal. Orzechy z rodzynkami to nic innego, jak znana i lubiana mieszanka studencka. Owoce żurawiny też nie odbiegają znacząco od tego, co można kupić w polskich sklepach.

Gdybym miał tę rację podsumować w kilku zdaniach, to:

  • jest całkiem smaczna, dania są urozmaicone,
  • jest bardzo kaloryczna, bo o ile dobrze liczę, całość ma ok. 1 400 kcal,
  • liofilizacja może być uznana za zaletę, bo racja dzięki temu jest lżejsza, ale też i za wadę, bo trzeba mieć przygotowaną czystą wodę do przyrządzenia głównego posiłku i napojów, oraz kuchenkę do jej podgrzania,
  • liczba dodatków jest sensowna, dzięki czemu racja nie jest niepotrzebnie obszerna,
  • z drugiej strony przydałoby się więcej cukru, ale także sól i pieprz do doprawienia głównego dania.

Nie odpowiem na pytanie, czy powinniście ją kupić — to musicie zrobić sami. A jeśli macie ochotę to zrobić, możecie kupić ją tutaj.

Krzysztof Lis

Magister inżynier mechanik. Interesuje się odnawialnymi źródłami energii, biopaliwami i nowoczesnym survivalem.

Mogą Cię zainteresować także...

8 komentarzy

  1. amzel napisał(a):

    Według mnie to wszystkie te gotowe racje żywnościowe to nabijanie kasy
    producentowi.
    Samemu można zrobić to dużo taniej
    dostosowując do własnych potrzeb i
    upodobań smakowych. ☺

  2. Grzegorz napisał(a):

    ok, a co powiecie na jakieś jedzenie które można szybko przygotować na SERE ? bo gotowanie wrzątku w takim układzie odpada 🙂 jakieś propozycje?

    • Survivalista (admin) napisał(a):

      Snickersy. Mieszanka studencka.

      Jeśli musi być obiadowe danie na ciepło, to wszelkiego rodzaju gotowe dania z podgrzewaczami.

  3. Yennefer napisał(a):

    Świetny artykuł, cieszę się, że wpadłam na Twojego bloga 😉

  4. Maciej napisał(a):

    Mre z portalu opisanego produktu brak – problem sprzedającego nie Domowego Survivalu. Kolejnym problemem racji ze znanego portalu aukcyjnego są terminy przydatności, krótkie bardzo krótkie lub przetrminiy. Mre kupowane w ten sposób miały by rację bytu na zasadzie mam trzymam i zapominam na długi czas .

  5. Andrzej napisał(a):

    OK. W trudnych sytuacjach, kto będzie zastanawiał się ile chemii jest w opakowaniu ile gumy guar w żywności. Jeżeli jednak te trudne czasy nie nadejdą, to czytam z Twoich tekstów, że powinienem te smakołyki powolutku wyjadać. OKi, w ciągu roku nie będzie źle. Jeżeli już trafi mi się myk i będę przygotowany przez okres 10-15 lat, to jak wpłyną na mnie te tony cukru, soli, bpa, gum, kaw przypominających kawę, aromatów identycznych z… itp. Odnoszę się tylko do tego tekstu.
    Nie powiem, ładnie wygląda paczka, dużo torebeczek i torebuniek, ładnie szeleszczą. W warunkach nietrudnych, to tony śmiecia. Może dobrze, że prepersów bawiących się w przetrwanie nie jest dużo, bo jak czytam służba zdrowia w przyszłości ma mieć się nieco gorzej, zaś łóżek pewnie dużo nie będzie wolnych.
    No chyba że pierdyknie. Prepers na tych konserwach pociągnie. Aby nie trafił się katarek, zapalenie czegoś, bo w słoikach i torebkach pomocy nie znajdzie.

    • Krzysztof Lis napisał(a):

      Ja osobiście bym nie robił większego zapasu takich produktów, bo ich użyteczność jest dla mnie średnia.

      Co innego jeśli chodzi o turystyczne dania liofilizowane, w tych nie ma konserwantów i chemii, bo są to po prostu pozbawione wody gotowe dania.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Informuj mnie o odpowiedziach poprzez e-mail. Możesz również subskrybować wpis bez zostawiania komentarza.

banner