6 towarów, które warto mieć na wymianę w trudnych czasach

Czasem dostajemy w komentarzach albo mailowo pytania i uwagi dotyczące tego, że na trudne czasy nie warto przygotowywać zapasu pieniędzy, obcych walut, złota czy srebra. Że wtedy znaczenie będą mieć tylko towary, którymi będzie można się wymienić za inne cenne dobra. Podobną dyskusję można też znaleźć u nas na forum.

Uznaliśmy, że można się tym tematem zająć na łamach osobnego materiału i zastanowić się: jakie towary warto mieć na wymianę w trudnych czasach?

Zanim zaczniemy, disclaimer — chodzi wyłącznie o sytuację, w której Twoje podstawowe potrzeby są zabezpieczone. To nie są rzeczy, które trzeba kupować w pierwszej kolejności, bo w pierwszej kolejności trzeba kupić zapas żywności. Jeśli masz już zapas żywności, jakiś sprzęt do uzdatniania wody, jakieś źródło energii, a do tego masz pieniądze do wydania, możesz pomyśleć o tym, czego kupić więcej, by później to komuś w trudnych czasach odsprzedać.

Nie chcemy też omawiać tutaj narzędzi, maszyn, sprzętu, broni, oraz innych tego typu przedmiotów, które mogą być przydatne — a tylko skoncentrować się na rzeczach „zużywalnych”.

1. Używki

W tym punkcie mieszczą się m.in. papierosy, alkohol, kawa i herbata.

Warte uwagi dlatego, że już dziś część ludzi jest od nich uzależnionych, więc można się spodziewać popytu na te produkty także w kryzysowych sytuacjach.

Kawy ani herbaty w polskich warunkach klimatycznych się wyprodukować nie da. Co innego z alkoholem i tytoniem.

Alkohol sam z siebie warto trzymać z wielu przyczyn (kiedyś omówię je w osobnym materiale), choćby dlatego, że nadaje się do picia i wykorzystania jako paliwo do kuchenki.

2. Mydło i inne środki higieniczne

Wykorzystywane dziś tak często, że czasem nie zdajemy sobie z tego sprawy. Służy nie tylko do utrzymania czystości, lecz także pomaga chronić się przed infekcjami — nie bez powodu każe się dzieciom umyć rączki przed jedzeniem.

W trudnych czasach, gdy zabraknie bieżącej wody, gazu albo prądu, zachowanie czystości może być trudniejsze. Jednocześnie, może być bardziej istotne ze względu na szalejące epidemie chorób, z którymi trudniej będzie walczyć bez dostępu do lekarza i lekarstw. Z tego powodu warto mieć zapas mydła.

Jeśli chodzi o inne środki higieniczne, które na pewno będą potrzebne, to m.in. tampony, podpaski, wata. Może także maszynki do golenia, choć wyobrażam sobie, że w trudnych czasach mężczyźni będą wszyscy zarośnięci.

3. Paliwo

Mam na myśli przede wszystkim paliwo do pojazdów i maszyn spalinowych, ale też do kuchenek i innych urządzeń (np. lamp), a więc:

  • benzynę,
  • olej napędowy albo olej opałowy
  • naftę,
  • propan-butan (LPG),
  • spirytus.

Paliwa są cenne też z tego punktu widzenia, że można je długo przechowywać. Benzyna i olej napędowy powinny wytrzymać w szczelnych pojemnikach 2-3 lata. Benzyna jest narażona na odparowanie niektórych frakcji, zaś olej napędowy może się po prostu psuć ze względu na dodatek biokomponentów.

Te problemy nie dotykają spirytusu, gazu LPG ani nafty.

4. Baterie i inne źródła energii

W dobie wszechobecnych urządzeń elektrycznych, można spodziewać się dużego popytu na baterie — czy to do zasilania latarek, czy na przykład do radioodbiorników albo krótkofalówek.

Choć niektóre urządzenia elektryczne (np. telefony) mają wbudowane akumulatory, to i one mogą być ładowane za pomocą ładowarek wykorzystujących baterie — jedną taką, domowej roboty, kiedyś opisałem tu na blogu.

5. Lekarstwa

Jak się leczyć, gdy dostęp do lekarza jest trudny, a wokół szaleją różne choroby? Na własną rękę.

Trzeba tylko mieć czym.

Nie będę tu powtarzać listy lekarstw, które trzeba mieć — zamiast tego podlinkuję Wam tekst o kryzysowej apteczce, napisany przez zaprzyjaźnionego lekarza. Tekst powstał dawno temu, ale wciąż jest aktualny. Znajdziecie w nimi listę lekarstw na receptę i tych dostępnych bez niej, które warto mieć na wyjeździe czy właśnie w takiej kryzysowej apteczce.

6. Amunicja

Na koniec to, co w amerykańskich źródłach podawane jest jako jeden z najważniejszych towarów — amunicja do broni palnej. W końcu Amerykanie uważają, że na kryzysy trzeba mieć zapas beans, bullets and band-aids, czyli fasolki w puszce, amunicji i platrów opatrunkowych.

Z amunicją w polskich warunkach jest jednak kilka problemów:

  1. broni w Polsce w rękach prywatnych jest mało, więc i popyt duży nie będzie, choć można się spodziewać, że w kryzysowej sytuacji pojawi się sporo broni na czarnym rynku,
  2. na rynku jest broń i amunicja w różnych kalibrach, których wymienność jest niewielka,
  3. trudno ocenić, który kaliber jest najbardziej popularny — można przyjąć, że najpopularniejszym kalibrem pistoletowym będzie 9×19 mm, ale co z inną amunicją?,
  4. jeśli chodzi o broń myśliwską, to ta amunicja skończy się szybko (myśliwi mają jej zazwyczaj niewiele), ale z drugiej strony kalibrów broni myśliwskiej jest cała masa różnych,
  5. amunicję można mieć tylko posiadając broń, jeśli chcemy mieć amunicję w 5 różnych kalibrach, trzeba mieć pozwolenie na 5 sztuk broni i kupić po jednym egzemplarzu, w różnych kalibrach,
  6. amunicję trzeba zgodnie z przepisami przechowywać tak, jak broń, czyli w sejfie.

Nieco mniej problemów jest z amunicją do broni czarnoprochowej rozdzielnego ładowania. Ale i tutaj są różne rodzaje prochu, kapiszonów i pociski różnego rodzaju i kalibru.

Można jednak śmiało powiedzieć, że jeśli już dziś masz broń, to warto mieć do niej więcej amunicji, niż Ci się wydaje, że potrzebujesz.

Podsumowanie

Jak się przyjrzeć tej liście, to nie ma tu nic odkrywczego. Są tu bowiem w zasadzie wyłącznie towary pierwszej potrzeby, no może za wyjątkiem amunicji.

Raczej nie ma produktów, które dziś są tanie a w kryzysowej sytuacji będą tak bardzo wartościowe, że dla samego tego potencjalnego zysku warto je trzymać. Zrobienie większego zapasu np. soli raczej nie pozwoli nam zbudować w kryzysowej sytuacji bogactwa na handlu nią.

Krzysztof Lis

Magister inżynier mechanik. Interesuje się odnawialnymi źródłami energii, biopaliwami i nowoczesnym survivalem.

Mogą Cię zainteresować także...

40 komentarzy

  1. yamabushi napisał(a):

    punkt 6.

    nie „amunicja” tylko „bron + amunicja”

    • Krzysztof Lis napisał(a):

      Ostatni akapit przed listą: „Nie chcemy też omawiać tutaj narzędzi, maszyn, sprzętu, broni, oraz innych tego typu przedmiotów, które mogą być przydatne — a tylko skoncentrować się na rzeczach ‚zużywalnych’.”

      Celowo nie pisałem o tego typu sprzętach, bo z tego to można byłoby zrobić dużo dłuższą listę — narzędzia ogrodnicze, budowlane, siekiery, agregaty i tak dalej.

    • bura2 napisał(a):

      Broń jest droga – ograniczę się do tej bez pozwolenia. 1200 zł rewolwer 600 zł pistolet to są ceny minimum. Rewolwer kosztuje tyle co całkiem dobry rower. Stać Cię kupić kilka rowerów na handel? gdybym miał kasę i mocniejsze przesłanki to może dokupiłbym broni i amunicji (mówię o rewolwerach CP) dla kazdego dorosłego mężczyzny w domu + jeden mały derringer i jedna sztuka długiej (4 „zbrojnych” = 4 rewolwery+jeden derringer do noszenia w ukryciu + jedna karabinek rewolwerowy = 4×1200+650+2500=~8000zł – sorry ale dla mnie to fortuna) i dopiero potem może jakaś na handel…
      a 100 dodatkowych nabojów do rewolweru to niecałe 100 zł – jeszcze mniej gdy sami odlewamy kule – bliżej 60-ciu. Do przeżycia.

    • bura2 napisał(a):

      do pkt 6. ppkt 3
      9×19; 12/70; .22LR; 9×18;

      Skoro mamy mieć amunicję to zgodnie z ustawą tylko na pozwolenie na odpowiednią broń.Skoro już mamy pozwolenie to jako preppers zacząłbym od pistoletu 9×19 np Glocka17/19, CZ75/85, i im podobnych. Później jakaś strzelba i .22ka – to ostatnie do treningu. Na koniec przy nadmiarze miejsc w pozwoleniu – P-83 lub CZ 82/83 jako mały pistolet zapasowy.
      To są kalibry szarych ludzi. Broń myśliwską kulową odpuszczam ze względu na różnorodność i małe zużycie. Niby można by wymieniać z 5-10 nabojów które pokryją 90% zapotrzebowania, ale po co? specjalnie trzymać tyle broni, żeby mieć na handel?
      7,62×39; 5,45×39 i 5,56×45 nas nie powinno w tym aspekcie interesować bo ich posiadacze będą mieli tą amunicję i przewagę siły. Jeśli zobaczą że mamy to mogą nam chcieć odebrać. Nie wierzę w samotnego wędrowca z AK na ramieniu. Bardziej w zdemoralizowany oddział wojska lub bandę która korzystając z okazji zajęła komendę policji .

      • yamabushi napisał(a):

        Panowie – o czym my mowimy(?)
        Nie wymienie sie i nie kupie od was zadnej amunicji – bo nie mam do czego jej wsadzic (chyba jak wiekszosc narodu)…
        Ludzie ktorzy maja bron maja do niej amunicje (wiecej czy mniej ale juz maja), ci ktorzy nie maja broni raczej nie beda zainteresowani sama amunicja (chyba ze bedzie to ogolnie wymienialna nowa waluta)…

        • bura2 napisał(a):

          W przypadku takiego kryzysu że musimy zejść do barteru – samoróbki. Zwłaszcza na 12/70 i 22 lr

        • djans napisał(a):

          Na dwoje babka wróżyła.

          Kilka sztuk amunicji 22lr kupisz dziś bez większego problemu, acz ze sporą przebitką, od kogoś kto ma broń w takim kalibrze i nie boi się łamać prawa.

          Broni palnej raczej tak łatwo nie kupisz (prędzej samoróbkę z wiatrówki).

          Z kolei w kryzysie takiego stopnia, że zapanuje barter, zarówno broń, jak i amunicja będą jednako przedmiotem handlu.

    • djans napisał(a):

      Serio, handlowałbyś bronią w trudnych czasach?

      Ja bym raczej chciał zmonopolizować jej posiadanie w okolicy i jeśli już, to dawać ją „darmo”* członkom własnej grupy lokalnej samoobrony, niż uzbrajać jakichś przybłędów.

      • yamabushi napisał(a):

        … gdybym mial skrzynke siekier, tasakow albo ze dwa peczki maczet – to bym sie chetnie na cos potrzebniejszego powymienial…

  2. remus napisał(a):

    Statoil chwali się, że: „milesPLUS® diesel arktyczny nie zawiera biokomponentów…”

    https://www.statoil.pl/pl_PL/pg1334081689675/klient-indywidualny/paliwa/paliwa-zimowe/milesPLUS-diesel-arktyczny.html

  3. bura2 napisał(a):

    Zapałki i zapalniczki, gaz do zapalniczek, benzyna do benzynówek itd. Nikt w życiu codziennym nie będzie chyba przecież zasuwał krzesiwem? Ja osobiście nie palę i mam płytę indukcyjną w kuchni w mieszkaniu w bloku, po co miałbym je mieć (myśląc jak Kowalski)

    Warto mieć dużo mydła. Ludzie coraz częściej używają żeli które są droższe i kończą się szybciej. A mydłem można wszystko zrobić poza myciem zębów. Tak, do prania i golenia się też. A ceny są śmieszne i objętościowo zajmują niewiele miejsca. A pewno starczą na dłużej niż jakikolwiek żel

    To nie jest handel który zrobi z nas milionerów – to jest handel który postawi nas ponad tymi którzy nie mają kostki mydła na sprzedaż

    • Pozyskiwacz. napisał(a):

      Zgadzam się że to podstawowe art. na handel. Obecnie tanie, potencjalnie niezbędne, trudna lub niemożliwa jest produkcja we własnym zakresie. Łatwe w przechowywaniu, podzielne. Same zalety.

    • djans napisał(a):

      Podpisuję się: zapałki, zapalniczki, świece (znicze), mydło, jednorazowe maszynki do golenia – etc.

      Rzeczy, które kosztują grosze, ważą/zajmują nic, które zarówno samemu można zużyć normalnie, jako kryzysowy zapas, oraz przehandlować.

  4. amzel napisał(a):

    Uważam że posiadanie tych towarów w celu wymiany nie ma sensu .
    Co może zaoferować mi w zamian ktoś kto je potrzebuje?
    Ja jestem przygotowany -czyli mam wszystko co potrzebne jest w sytuacji
    kryzysowej.
    Pieniądze w określonych sytuacjach
    nie mają żadnej wartości.

    • Pozyskiwacz. napisał(a):

      Co może zaoferować ?
      Np. swoje umiejętności – lekarza, stomatologa, mechanika.
      Albo zasoby których nie mamy bo nie da się ich przechowywać w bloku/mieście. Choćby króliki/kury/kozy . Lub usługi – praca własna, lub własnych zwierząt/urządzeń .
      Zakładanie że mamy wszystko i nic nigdy nie będziemy potrzebować to trochę naiwne myślenie.

    • bura2 napisał(a):

      Jako blokers mogę bez problemu skitrać 100 kostek mydła. Ale dostęp do świeżych warzyw i mięsa- zerowy a ich gromadzenie na zasadzie rotacji zapasów trudne bo na co dzień jem świeże. Mieszkam sam więc chodzę do sklepu i kupuję mięsa i warzyw na raptem kilka dni bo lubię świeże. Ryżu/makaronu/kaszy – kilogramy mogę trzymać. Piersi z kurczaka – 2 kilo? ile zdążę zjeść gdy padnie zamrażalnik?
      Nie znam się zbytnio jeszcze na wekowaniu i długoterminowym przechowywaniu w/w produktów a jedzenie na co dzień sklepowej chemii mnie nie kręci.

  5. amzel napisał(a):

    W czasie poważnego kryzysu wszystkie służby podlegają mobilizacji -również medyczne.
    Teraz lekarz często robi nam łaskę ale nie w przypadku zmobilizowania bo będzie to jego obowiązkiem.
    Jeżeli tych zwierząt nie mogę teraz trzymać to co z nimi zrobię podczas kryzysu?
    Wezmę do mieszkania i będę jeszcze karmić moim zapasem żywności ?
    Po co mi fachowiec?
    Będę dawał kłaść sobie kafelki w mieszkaniu podczas wojny?
    Umiejętności to my powinniśmy zdobywać żeby być w jak najmniejszym stopniu uzależnienia od innych.
    Ja poradzę sobie sam bo potrafię
    zrobić bardzo dużo rzeczy potrzebnych mi do normalnego funkcjonowania.
    Pozdrawiam.

    • Pozyskiwacz. napisał(a):

      Jeżeli masz wszystko co będzie Ci potrzebne i wszystko umiesz to gratuluję. Ja niestety muszę się jeszcze dużo nauczyć i doposażyć w kilka rzeczy. Tym bardziej że nie wiem jaka będzie przyszłość i co mnie spotka , więc nie wiem co dokładnie się przyda. Dlatego dopuszczam możliwość skorzystania z pomocy innych ludzi. I oczywiście jakieś odwdzięczenie się za tą pomoc.

    • Tom SlaV napisał(a):

      Amzel masz rację, że w czasie kryzysu służby podlegają mobilizacji ale lekarze będą „obrabiać” w pierwszej kolejności ciężkie przypadki, a nie kogoś z kaszelkiem. Rozumiem, że zęby też potrafisz sobie wydłutować?

    • djans napisał(a):

      Amzel, jak Ty to Sobie wyobrażasz?

      Na Ukrainie de facto toczy się wojna, ale de iure wojny nie ma, nie ma mobilizacji, rekwirowania aut terenowych, etc.

      Nawet jeśli, to czy w kamasze wg Ciebie wezmą wszystkich z medycznym wykształceniem? Przecież nawet we wrześniu 1939 r. zmobilizowano niemal milion mniej żołnierzy, niż wynosiły ludzkie zasoby, między innymi również dlatego, że nie było tylu etatów i sprzętu.

      Po co Ci fachowiec, pytasz? A umiesz przewinąć silnik od pralki, albo wymienić medium w lodówce? Albo chociaż podzelować buty, czy zacerować pończochy?
      Teraz się wielu podobnych rzeczy nie robi, bo zakup nowego sprzętu jest prostszy i poniekąd tańszy, ale nie tak znowu dawno temu ludzie się potrafili utrzymać nawet z obwoźnego ostrzenia noży, czy drutowania ceramicznych garnków…

      • amzel napisał(a):

        Może ja patrzę inaczej na przygotowania do trudnych czasów niż inni tu na blogu starając się w jak największym stopniu być zależnym tylko od siebie .
        Biorę pod uwagę nie tylko gromadzenie zapasów żywności i wody , ale też odzieży i butów.
        Potrafię podzelować buty ,zacerować skarpety a także szyć ,wyszywać i inne
        rzeczy które potrafi każda kobieta tylko po co miałbym to robić skoro mam zrobione zapasy .
        Prać mogę ręcznie to żadna filozofia .
        Jak zabraknie prądu wszyscy będziemy musieli tak prać.
        Moje zapasy żywności nie wymagają lodówki ale mam też lodówkę turystyczną którą mogę wykorzystać w razie potrzeby.
        Nadal twierdzę że nie potrzebuje korzystać z usług fachowca bo tym co potrafię sam mogę służyć innym ludziom w trudnych czasach.
        Zdobycie jak największej ilości umiejętności powinno być elementem naszych przygotowań.

        • djans napisał(a):

          To nie kwestia odmiennego podejścia, sam namawiam, by przede wszystkim zdobywać wiedzę, umiejętności, a w dalszej mierze sprzęt i zapasy.

          Po prostu zdaję sobie sprawę z własnych ograniczeń. Nie chcę tu wymyślać jakichś abstrakcyjnych przykładów sytuacji i fachowców, ale to też nie trzeba daleko szukać. Przykładowo masz w domu ogrzewanie na miedzianych grzejnikach – czy w razie pęknięcia rury umiesz wymienić fragment, masz czym polutować? Albo masz grzejniki żeliwne – dysponujesz gwintownikami?

          (Ja mam na pexie, a że trochę przerabiałem, to mam i minimalny zestaw narzędzi i kawałek rurki – ale tak się nie da ze wszystkim.)

          Niech, dajmy na to, pęknie Ci rama roweru – trzeba by pospawać? I co wówczas?

          Nawet gdyby pojedynczy człowiek był w stanie opanować wszystkie takie przydatne rzemiosła, to trudno, by miał warsztatowe zaplecze potrzebne do każdej profesji.

  6. amzel napisał(a):

    Po to mam w domu apteczkę i znam parę sprawdzonych domowych sposobów leczenia żeby z byle pierdołą do lekarza nie latać.
    Jeżeli Ty idziesz z kaszelkiem do lekarza to współczuję.
    Do stomatologa raczej wezmę coś innego niż garść naboi czy karnister z benzyną.

    • Coyote napisał(a):

      Złotko czy sreberko w razie W pójdzie ostro w dół . Ludzie będą to masowo wyprzedawać za artykuły pierwszej potrzeby , usługi itd . Konował wyrwie ci zęba za ten kawałek błyszczącego płaskownika .
      Za kanister opałówy czy 3 kg mydła następnym w kolejce też .
      Ale teraz za ten kawałek błyszczącego płaskownika miałbyś dwie beczki 200 l ropy , kilkaset kg mydła albo zwitek banknotów .
      Goldbugi zapominają że złotko czy sreberko jest taką samą umową społeczną jak papier . Nie zjesz go , nie ogrzeje cię ani nie odgoni napastnika .
      Posiadacze „twardego” towaru będą ich skubać aż miło i puszczą łatwo kupiony kruszec po wysokiej cenie gdy umowy społeczne będą znowu obowiązywać . Albo tam gdzie będą obowiązywać .

      Moje typy ? Takie jak Krzysztofa , może tylko leki postawiłbym przed używkami a te na równi z środkami higieny . Zamiast szybko padających , zalewających się baterii wstawił akumulatorki i pozbawiony szkodliwych przy przechowywaniu biododatków olej opałowy do paliw .
      I tamże dorzucił oleje silnikowe . Najlepiej jakiś tani , uniwersalny półsyntetyk do diesli . Benzyniakom olej dieslowski nie szkodzi .

  7. Michał napisał(a):

    Z tego wniosek zęby trzeba leczyć jeszcze w czasach pokoju. Przynajmniej zrobić pantomogram zębów czyli takie „grupowe” zdjęcie RTG zębów

    Zastanawiam się czy jest sens wymiany starych plomb i przeleczenia wtórnego starych zębów leczonych kanałowo dawno temu. Może ktoś jest biegły w tym temacie ?

  8. djans napisał(a):

    Z pogranicza 1 i 5 – zioła. Ziołowa herbatka, to poniekąd i używka i medykament.

    Skoro więźniowie – z braku laku – stymulowali się kiedyś czajem, to tym bardziej w cenie może być jakaś yerba mate. Z kolei w wielu domach się jeszcze pamięta ludowy patent na karmienie kobiet w połogu makowcem – bezpieczny środek przeciwbólowy.

    To jest w’ogle bardzo ciekawy i strasznie obszerny temat.

    Ad 4 – Wpis traktuje o samorobnej ładowarce za 32 zł. Kupiłem taką gotową u Chińczyków za 8-9 zł.

    Ad 6 W książce „The Zombie Survival Guide” autor trzeźwo zauważa, że preppers powinien mieć broń w kalibrach cywilnych, bo w USA łatwiej o taką amunicję, niż wojskową, przy czym ta zasada na pewno nie obowiązuje na całym świecie.

    My właśnie jesteśmy owym wyjątkiem – broni cywilnej u nas mało, przez co niezwykle mało u nas także i amunicji. W stanach pasjonaci miewają dziesiątki sztuk broni i wielotysięczne zapasy nabojów. U nas amunicji w rękach cywilnych jest niewiele, stosunkowo niewiele jest sklepów, one zaś mają niewielkie zapasy.

    Liczba sztuk amunicji na jedną sztukę broni jest u nas zapewne dalece mniejsza, niż w tych USA.

    Przy czym, jak wypisał bura, z grubsza wiadomo jakiej broni jest najwięcej i na jaką amunicję będzie popyt.

    • yamabushi napisał(a):

      … z tego co wiem to chodzilo raczej o tzw „mleko makowe” – ale to chyba za czasow naszych dziadkow i starszych rodzicow… dzieki polityce antynarkotykowej taki mak oficjalnie juz u nas nie wystepuje…

      ……………………………………………………………………………………………..

      … moze mnie jakas deprecha dopada ale jak tu zagladam to mam wrazenie ze „PREPERSI UMRA PIERWSI” (dobry tytul na nastepne rozwazania)… beda scigani i zabijani z powodu posiadanych skarbow…

      ……………………………………………………………………………………………

      moze sie tez okazac ze poparzeni/osieroceni/napromieniowani/okaleczeni/zaglodzeni/umierajacy ludzie oddadza wszystko za szybka i skuteczna trucizne…

      • djans napisał(a):

        Nie, nie – mleko makowe, to do produkcji opium i heroiny, a tu mowa o legalnych nasionkach.

        Dziadek pochodzi spod Krakowa; przed wojną powszechnie stosowano tam na wsiach środek uspokajający dla dzieci w postaci gałganka z bawełnianej husteczki, wypełnionego czarnym makiem i cukrem. Berbeć ssał, bo słodkie, a jednocześnie wymemłał jakąś tam odrobinę opiatów i grzecznie zasypiał.

        Cygańskie żebraczki pewnie stosują jakiś dużo mocniejszy wariant tego patentu, bo dzieci służące im „do pracy” zdają się nawet nie zakwilić przez wiele godzin…

        O tym makowcu w połogu, to z kolei słyszałem na studiach; natomiast o „herbatce” z nasion maku jako zastępczym środku przeciwbólowym – niedawno u kogoś na fejsie czytałem.

        • yamabushi napisał(a):

          pewnie masz racje (ale wydaje mi sie ze tego „czarnego maku” juz nie ma – teraz jest tylko legalny „niebieski” ktory juz nic nie zawiera)…

          • djans napisał(a):

            Gdyby tak całkiem nic nie zawierał, to nie trzeba by zdobywać pozwolenia na jego uprawę 😉

  9. realista napisał(a):

    Może dodam parę słów w kwestii amunicji.
    Aby mieć zapas nabojów w dowolnym kalibrze wcale nie trzeba mieć tej broni.
    No i nie łamie się w ten sposób żadnych przepisów prawa.
    Jak to zrobić?
    Wystarczy samodzielnie elaborować amunicję.
    Kupujesz bez żadnych pozwoleń:
    Urządzenia do elaboracji na dowolnie wybrane kalibry, pociski (czubki) dowolnego kalibru, łuski zbierasz na strzelnicy lub kupujesz nowe.
    Na zezwolenie na obojętnie jaką broń kulową kupujesz różne prochy i spłonki. (bez ograniczeń)
    Jak zajdzie konieczność z tych komponentów wytwarzasz amunicje jakiego chcesz kalibru.
    A wtedy już mniejsza o przepisy 🙂
    Dodam że cenowo wychodzi połowę taniej jak w myśliwskim sklepie.
    Od dawna sam scalam amunicję, daje to niesamowite możliwości, polecam.

    • Survivalista (admin) napisał(a):

      To prawda, przy czym kluczowe jest „jak już zajdzie konieczność”. Bo żeby legalnie posiadać amunicję, trzeba mieć legalnie posiadaną broń w odpowiednim kalibrze.

    • bura2 napisał(a):

      1. Przede wszystkim musisz mieć pozwolenie na jakąkolwiek sztukę broni – inaczej nie kupisz prochu i spłonek.
      2. Zaproponowałem zestaw – 9 Para, 9 Makarow, 12ga i .22lr. Potrzebujemy 3 jednostki broni, bo:
      – .22lr jest praktycznie nie do elaboracji wtórnej, zapasy trzeba kupić w sklepie,
      – 12 ga podobno najprostszy w elaboracji. Określony rodzaj spłonek i prochu INNY niż w amunicji kulowej.
      – 9 mm zarówno Makarow jak i Parabellum łykną ta samą spłonkę i proch, a pociski i łuski są niereglamentowane.
      3. Z kolei pomysł BARDZO DOBRY jeśli chodzi o pokrycie zapotrzebowania myśliwych na amunicję kulową. Tutaj mamy pewną swobodę w elaboracji bo w zasadzie występują dwie grupy – mocne ( 30-06, 8×57 itp) i słabe (.222 .223 itp) wystarczy mieć dwie sztuki broni żeby elaboracją pokryć potrzeby całej okolicy niezależnie co sobie tam kiedyś kupili.

      Inteligentne i ciekawe podejście. Jednak jeśli mówimy o ponownym napełnianiu wojskowych łusek i łusek amunicji niektórych producentów trzeba uważać bo jeszcze gdzieś pokutują spłonki typu Berdan…

      PS za chwilę to się odezwie ktoś że przecież czarny proch i kapiszony można mieć od ręki i tym napełniać… uchowaj Losie – może się uda, ale to nie będzie ten sam nabój, jeśli jakieś dobre rezultaty to raczej w 12ga a jakakolwiek broń automatyczna to możemy o tym zapomnieć – poza tym chcąc sprzedać takie kulki będziemy wyglądali jakbyśmy chcieli sprzedać tani tytoń 50/50 z herbatą zawinięty w podarte strony z super expresu….

      • djans napisał(a):

        Od strony czysto akademickiej wszystko gra.

        W praktyce jednak by trzeba mieć sporo sprzętu i półproduktów, plus sztuki różnej broni, plus pozwolenia, plus miejsce w szafie, żeby ten cały przekrój zapotrzebowania obskoczyć.

  10. Luk napisał(a):

    Gdy g*wno wpadnie w wentylator prawdopodobnie broń i amunicja zostaną nakazem rządowym rekwirowane i przekazywane dla armii, policji, OT itp. Należało by się zastanowić jak uniknąć konfiskaty. W zależności od sytuacji, siły rządowe mogą zapukać do drzwi posiadacza broni i odejść jeśli nikt im nie otworzy, lub zapukać i WEJŚĆ jeśli nikt im nie otworzy. Wydaje mi się, że jedynym rozsądnym wyjściem będzie opuszczenie miejsca zamieszkania wraz z bronią. Chyba, że zakładamy całkowitą apokalipsę, w której rząd i struktury mu podległe stracą zdolność do działania na samym początku i zapanuje anarchia. Wtedy mundurowi przestaną bronić porządku i zaczną martwić się o siebie i swoją rodzinę tak samo jak cała reszta.
    Pozdrawiam

    • Coyote napisał(a):

      Zależy od decyzji rządu . II RP była krajem autorytarnym i co gorsza wielokulturowym .
      Ale np : w Iraku i Libii broniące się przed upadkiem reżimy rozdawały broń automatyczną i granatniki popierającym je grupą etnicznym .
      Obecny rząd raczej na poważnie bierze konieczność przejścia do działań nieregularnych w razie poważnego konfliktu (OT) .
      Co innego przy stopniowym kapaniu g*wna , np. postępująca degeneracja systemu jak teraz w Wenezueli czy Rosji lat 90″ . Co mogłyby wywołać załamanie się dostaw surowców energetycznych czy black out energetyki .
      Tylko wtedy bardziej jak tej broni chcieliby pewnie „opłaty” za odstąpienie od konfiskaty .

  11. Antychryst napisał(a):

    Witam. Troszkę mnie nie było mam do ogarniecia trzy tematy:-) co do amunicji na wymianę jak to ktoś tu już napisał myślę ze to głupi pomysł żeby mieć ja na wymianę. Dla siebie mieć jeśli posiadamy broń to tak najlepiej w ilości jakiej damy radę im więcej tym lepiej, będzie ciężko i dacie komuś obcemu naboje na przykład za paczkę ibuprofenu a za dwa dni gość wróci i cie odstrzeli z twojej amunicji i weźmie sobie resztę i zapasy. To tak jak by pod stalingradem niemcy dawali ruskim amunicje w zamian za żywność to bez sensu. Co do zwykłej benzyny pół roku góra później robi się z niej kupa. Teraz w pracy odpalali my odśnieżarke stała równy rok z paliwem w baku, po odpaleniu chodziła na trzy gary i strasznie dymiła, po wymianie paliwa chodzi jak złoto. W dzisiejszych samochodach które mają delikatne wtryski zapali na takim paliwie pierdnie i po jeździe. Są jakieś komponenty do paliwa ale u nas niedostępne co do diesla podobno żywotność przedluża wlanie denaturatu zabija bakterie beztlenowe które żywią się czymś tam w oleju napendowym.

    • djans napisał(a):

      W Czeczenii (i wcześniej w Afganie) Ruscy to stale przerabiali – skorumpowane, bidne wojsko sprzedawało góralom broń i amunicję za alkohol, czy dragi, a potem byli tym sprzętem zabijani.

  12. Antychryst napisał(a):

    Dlatego właśnie myślę ze naboje to nie najlepszy towar na wymianę:-)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Informuj mnie o odpowiedziach poprzez e-mail. Możesz również subskrybować wpis bez zostawiania komentarza.

banner