Cel ewakuacji w lesie: jak go sobie zawczasu przygotować?

Dzisiejszy materiał będzie próbą odpowiedzi na dwa pytania przesłane przez Was już dość dawno temu. Nie pamiętam już w tej chwili (i nie zanotowalem), jakim kanałem te pytania do nas trafiły i kto był ich autorem. Niemniej jednak uważam, że warto się nad nimi pochylić w formie osobnego materiału.

Bo mam wrażenie, że nagrywając poniższy film więcej czasu poświęciłem na to, by wyjaśnić, dlaczego takie pytania w ogóle niebezpiecznie jest zadawać.

jak przygotować sobie schronienie w lesie, gdyby pojawiła się potrzeba — bo o to też czasem ludzie pytają, jak mają sobie przygotować cel ewakuacji, jeśli nie są w stanie kupić działki, a nie mają nikogo bliskiego, komu mogą zaufać

Co proponujesz w przypadku gdy nie mam określonego miejsca ewakuacji w razie sytuacji kryzysowej? Wydaje mi się iż nie ma sensu uciekanie gdzieś w ciemno. Nie posiadam działki, ani żadnego miejsca w które mógłbym udać się z rodziną.

Film nieprzypadkowo nagrałem w lesie, bo właśnie do takiego lasu, albo do innego odludnego miejsca chcą uciekać autorzy zacytowanych wypowiedzi. Las był przecież dla Polaków zawsze miejscem do uciekania i ukrywania się — przed wojskami zaborców, przed reżimową milicją i tak dalej. Uważam jednak, że to jest błąd.

Dokąd warto się ewakuować?

Dla mnie optymalnym miejscem ewakuacji dla człowieka takiego jak ja (mieszkającego i pracującego w dużym mieście) była zawsze własna działka rekreacyjna pod miastem (nie ogródek działkowy w granicach miasta). Odległa o 20-70 km od miasta. W odległości, którą można pokonać bezproblemowo samochodem, rowerem, a w ostateczności nawet pieszo, gdyby było to konieczne. Na tyle blisko, by bywać tam regularnie (na weekendy, urlopy itd.). Jednocześnie na tyle daleko, by mogła nas odseparować od czynników, przed którymi chcemy uciekać (np. skażeniem chemicznym).

Drugim dość dobrym rozwiązaniem, jest przygotowanie sobie miejsca ewakuacji u kogoś bliskiego, mieszkającego w domu jednorodzinnym na wsi, pod miastem, w małym miasteczku.

Dom jednorodzinny lub domek letniskowy to dobre miejsce do ewakuacji, bo na nim lub przy nim można zrobić schron-ziemiankę, ogród, studnię, baterie słoneczne, turbinę wiatrową, zbieranie deszczówki… Wszystkie podstawowe potrzeby życiowe łatwiej zaspokoić właśnie w takim domku czy na takiej działce, niż w mieście, w bloku.

Kiedy trzeba się ewakuować?

Poszukując odpowiedzi na dwa zacytowane pytania, warto zastanowić się PRZED CZYM i DLACZEGO możemy być zmuszeni uciekać.

Scenariuszy, które nas do tego zmuszą, łatwo jest wymyślić mnóstwo. Ja zawsze jako dyżurne przykłady podaję zawsze te 2: pożar mieszkania i skażenie chemiczne okolicy. Oba nie pozostawiają wyboru. Z mieszkania może być trzeba się wynieść także wtedy, gdy stracimy pracę (i nie będzie nas stać na czynsz lub ratę kredytu), gdy w mieście wybuchnie brudna bomba zdetonowana przez terrorystów, albo gdy po prostu miasto będzie objęte działaniami wojennymi.

Ale czy którykolwiek z tych scenariuszy jest dobrym powodem, by uciekać do lasu?

Serio — czy jesteście w stanie sobie wyobrazić JAKIKOLWIEK scenariusz, w którym najlepszym miejscem do ewakuowania się jest właśnie las lub odludzie?

Ja sobie takiego nie wyobrażam. W razie utraty pracy czy skażenia radioaktywnego lepiej zabrać rodzinę do innego miasta albo nawet za granicę i tam rozpocząć nowe życie, niż mieszkać w lesie.

Jak przygotować miejsce na cel ewakuacji w lesie?

No dobrze, ale co zrobić, jeśli po prostu nie mamy absolutnie żadnego innego wyboru?

Po pierwsze, wybrać miejsce na lokalizację celu ewakuacji gdzieś w pobliżu ujęcia wody. Woda ma kluczowe znaczenie do przetrwania. Trzeba zatem zlokalizować tak, by można było wodę łatwo pozyskiwać, bez względu na porę roku i pogodę. Nie wystarczy znaleźć strumyczek na mapie, bo ten strumyk przez suche pół roku może być całkowicie wyschnięty.

Po drugie, skoro mowa o wodzie, trzeba tam zabezpieczyć także możliwości pozyskania tej wody (sprzęt do jej przyniesienia, choćby tylko plecak ze stelażem i workiem foliowym w środku), jej uzdatnienia (co najmniej filtr — ale mając w pamięci, że filtr do wody musi usuwać z niej nie tylko życie biologiczne i zanieczyszczenia mechaniczne, ale także metale ciężkie i inne zanieczyszczenia chemiczne), oraz gotowania.

Po trzecie, trzeba zadbać o żywność.

Po czwarte, albo zbudować tam schronienie, albo zebrać sprzęt, który do wykonania tego schronienia będzie konieczny. Bo spanie w szałasie z gałęzi jest średnio komfortowe już w sierpniu, a co dopiero w listopadzie albo w lutym. Dlatego właśnie partyzanci zawsze mieszkali we wkopanych w ziemię ziemiankach. I tak też my powinniśmy starać się ukryć. Praktyczne porady jak takie schronienie wykonać znajdziecie w książce Nuclear War Survival Skills.

Czy warto?

Popatrzcie, ile to jest roboty z przygotowaniem takiego miejsca. Samo wykopanie ziemianki dla dwóch osób to kwestia półtora dnia roboty, ale zimą gdy przez zamarzniętą ziemię trzeba się będzie przebijać kilofem może to potrwać dłużej.

I po co to wszystko? Ile czasu spędzisz w takim prowizorycznym schronieniu z rodziną? Ile czasu jest w stanie Cię wyżywić polski las? Jak długo jesteś w stanie nakarmić z pomocą lasu swoją całą rodzinę?

Moim zdaniem oczywiście lepiej jest uciekać do miejsca przygotowanego, niż na ślepo, ale ewakuowanie się do takiego właśnie miejsca w lesie, jest jednym z najgorszych rozwiązań, jakie można brać pod uwagę…

Krzysztof Lis

Magister inżynier mechanik. Interesuje się odnawialnymi źródłami energii, biopaliwami i nowoczesnym survivalem.

Mogą Cię zainteresować także...

32 komentarze

  1. Maciej napisał(a):

    Działka podmiejska jest fajnym celem ewakuacji . Typowemu mieszczuchowi jest obojętne czy ma działkę leśną czy kawałek pola . Jakich rozmiarów musiała by być działka aby wyżywić 4 osoby oczywiście parę drzewek czy grządek może urozmaicić dietę lecz nie utrzyma rodziny . Zimą znacznie szybciej załatwi nas wychłodzenie niż brak jedzenia więc przy apokalipsie e na dłuższą metę działka nas nie wykarmi . Powinniśmy zdobywać umiejętności , które w trudnych czasach mogli byśmy wymienić na żywność . Zgadzam się całkowicie z tezą o konieczności rozważania emigracji w trudnych czasach . Lecz i do tego trzeba się odpowiednio wcześniej przygotować.

    • erpii napisał(a):

      Weź, jeszcze pod uwagę, że owoce i warzywa są sezonowe – jesienią trzeba je przygotować, aby starczyły przynajmniej do połowy lata. Nawał pracy jaki jest do tego potrzebny i ilość środków (słoików, wody, opału, energia do zrobienia ziemianki/kopca) jest przytłaczająca.

      A co z mięsem? Co z chlebem i innymi podstawami do posiłków? Co z nabiałem? Las sam w sobie nie wyżywi nikogo przez okrągły rok. Wspomniani w materiale partyzanci, nie zajmowali przecież się uprawą warzyw i polowaniami, tylko byli wspierani przez sprzyjającą im wiejską ludność.

      • Krzysztof Lis napisał(a):

        Można wyobrazić sobie zrobienie na tyle dużego zapasu ziarna, by wystarczyło go do produkcji mąki na domowe potrzeby przez kilka lat, ale też do zasiewu. Pytanie tylko, ile działki by potrzeba było mieć, żeby móc osiągnąć żywnościową samowystarczalność.

        Moim zdaniem pełną żywnościową samowystarczalność można osiągnąć tylko wtedy, gdy się temu poświęci w stu procentach. Gdy się mieszka na wsi i ma możliwość poświęcać czas na rzecz uprawy ogródka, hodowli zwierząt i tak dalej. Natomiast nierealne jest, że się w razie czego z miasta przeniesie na działkę i tam nagle zacznie produkować tyle żywności, że wystarczy dla rodziny.

        Krokiem w tę stronę jest założenie ogrodu składającego się głównie z roślin wieloletnich: krzewów, drzew owocowych, warzyw wieloletnich (szczaw, szparagi, chrzan, rabarbar). Wraz z zapasem kalorycznej żywności (ryż, makarony, cukier, zboże) będzie to dobry punkt wyjścia.

      • Michał napisał(a):

        Co do partyzantów i żywności to oddzielny ale ciekawy temat. Odwiedzano nocną porą domostwa i nakłaniano do dobrowolnego podzielenia się żywnością, której sam gospodarz nie miał za wiele.

        • erpii napisał(a):

          Za to oddziały niemieckie ‚odwiedzały’ o każdej porze i ‚nakłaniały’ bardziej zdecydowanie…
          Ciężkie czasy…
          Oby nie wróciły.

  2. Michał napisał(a):

    Co do emigracji to trzeba pamiętać, że Turcja podczas przewrotu potrafiła zamknąć swoje granice w ciągu 2 godzin. Przy zdarzeniach następujących gwałtownie pozostaje tylko wizyta u rodziny i to w pobliżu.

  3. Tom SlaV napisał(a):

    Las jest lepszy od oblężonego albo skażonego miasta. Wszystko zależy od sytuacji, bo jak stracę pracę czy mieszkanie to do lasu nie pójdę ale w przypadku ostrzału rakietami GRAD lepiej się już schować w lesie w jakiejś ziemiance. Kiedyś ludzie żyli w ziemiankach czy innych budowlach, więc dzisiejsze społeczeństwo też by sobie poradziło. Dlatego warto wiedzieć jak takie schronienie sobie przygotować i trzeba być elastycznym bo może się okazać, że po naszej działeczce za miastem też została tylko dziura w ziemi. Odnośnie ucieczki z kraju to historia zna przypadki zamknięcia granic przed uchodźcami a to, że mieszkamy w UE albo, że mamy paszport w niczym nie pomoże.
    Wracając do tematu lasu.
    Ktoś kto nie ma działki za miastem, a wybierze sobie las za cel ewakuacji to swój ekwipunek powinien wzbogacić o jakieś piły, siekiery itp. i się wyedukować w tym temacie. Jak się ma wiedzę to las może dać schronienie, opał i wyżywienie. Faktycznie lasów jest za mało dla wszystkich ale biorąc pod uwagę, że w razie „W” część ludzi będzie się starała uciec za granicę, część pojedzie do innego miasta, część może zginąć to lasów będzie wystarczająco aby się schować.

    • Piotr napisał(a):

      Trzeba wyraźnie odróżnić miejsce ucieczki (miejsce, do którego udajemy się aby jak najszybciej uniknąć bezpośredniego zagrożenia – jest to miejsce „prowizoryczne” gdzie będziemy przebywać stosunkowo krótko, od kilku godzin, do maksymalnie kilku dni) od celu ewakuacji (miejsca, do którego docelowo planujemy się udać docelowo w celu długofalowego przebywania). Film Krzyśka trochę wrzuca to do jednego worka (a przynajmniej ja nie zauważyłem wyraźnego rozgraniczenia).
      W przypadku ataku rakietowego na miasto (na przykład mroźną zimą w godzinach wieczornych) oczywiste jest, że priorytetem jest opuszczenie miejsca zagrożenia a nie dotarcie do celu ewakuacji. Jeśli ucieczka samochodem nie byłaby możliwa (na przykład zagruzowane drogi itp.), to także w pierwszej kolejności kierowałbym się do lasu, bo tam jest najłatwiej o tymczasowe prowizoryczne schronienie, o źródło ciepła, las nie byłby też celem ataku rakietowego, stanowi też naturalną ochronę przed wiatrem itd. W lesie w improwizowanym schronieniu byłby czas na „pozbieranie się”, na opatrzenie ewentualnych ran, przespanie się kilka godzin (do świtu), na opanowanie emocji, przeanalizowanie sytuacji i zaplanowania co dalej itd. ale docelowo wolałbym się jednak udać do zaplanowanego celu ewakuacji na wsi.
      Las jako cel ewakuacji (przetrwanie w lesie dłużej niż kilka dni) nawet w czasach II wojny było trudne (partyzanci mieli zaopatrzenie z okolicznych wsi, więc to nie to samo co całkowita autonomia) a co dopiero w dzisiejszych czasach. Owszem, jest to możliwe, ale dla nielicznych, ktoś kto tego nie spróbował (nie wybrał się do lasu powiedzmy na miesiąc i żył z „darów lasu”) tak na prawdę nie wie czy da sobie radę czy nie. Jak najbardziej zgadzam się z tym, że statystyki z iloma to osobami przyjdzie nam mieszkać na hektarze lasu można między bajki włożyć, bo w praktyce jeśli 1% zdecyduje się na autonomiczne życie w lesie, to i tak będzie dużo, ale… jest druga strona medalu w postaci mieszkańców okolicznych miejscowości, którzy będą żyli/mieszkali w domach, a las będą traktować jako źródło zasobów (zwierzyna, runo leśne, opał itd.) i co by nie mówić, to tacy będą mieli ZNACZNIE większe szanse przetrwania niż ludzie mieszkający w szałasie, bo oprócz lasu będą też mieli normalne schronienie (dom), zapasy w piwnicy, społeczność itd. Z pewnością lepszą opcją jest domek na wsi niedaleko lasu niż szałas w lesie. Całkowita autonomia w lesie jako cel długotrwałej ewakuacji to ostateczność.
      Oczywiście umiejętność przeżycia w lesie i czerpania z zasobów jakie las oferuje, to duży atut (na przykład w razie wojny nasz cel ewakuacji też może zostać zniszczony i trzeba będzie jakoś „przekoczować” zanim znajdziemy sobie inne miejsce do przetrwania) ale ucieczka do lasu przed zagrożeniem czy umiejętność korzystania z zasobów jakie las oferuje to nie do końca to samo co autonomiczne przetrwanie długoterminowe w lesie na bazie tylko tego co jesteśmy w stanie zabrać do plecaka.

      • Tom SlaV napisał(a):

        Oczywiście ja też uważam, że domek na wsi jest jednym z lepszych rozwiązań. Natomiast trzeba wziąć pod uwagę, że życie może nam spłatać figla i nasz cel ewakuacji po prostu przestanie istnieć. Pamiętajmy, że np wojna nie wybiera tylko i wyłącznie miast ale wsie także. Oczywiście możemy szukać schronienia gdzieś u rodziny czy jakiegoś rolnika na wsi ale co wtedy kiedy nie ma takiej możliwości? Weźmy pod uwagę sytuację gdy zajeżdżamy do naszego domku na wsi a tam zgliszcza lub zamieszkała tam dwudziestoosobowa rodzina sąsiada z za płotu( i mają w głębokim poważaniu nas i to, że zajęli naszą własność), rodziny która mogłaby pomóc nie mamy, a wszystkie domy w pobliskich wsiach są przepełnione od uchodźców takich jak my. Przecież się nie poddamy. Będziemy walczyć o życie. Las nie jest najlepszym rozwiązaniem ale jednak daje jakąś możliwość tym, którzy nie mają gdzie się podziać.
        Piszesz o partyzantach ale myślę, że nie powinniśmy ich do nas porównywać bo oni mieli inne zadania. Oni walczyli z wrogiem, a tak jak napisałeś zaopatrzenie mieli z pobliskich wsi. My walczyć z wrogiem raczej nie będziemy więc możemy zdobywać pożywienie, a mieszkając w lesie nie musimy się ograniczać do runa leśnego. Możemy wyskoczyć do pobliskiego sadu po owoce, złowić rybę w jeziorze czy upolować jakiegoś ptaka na rosół. Odnośnie plecaka to oczywiście masz rację. Nie przeżyjemy za długo w lesie jeżeli mamy ze sobą sprzęt mieszczący się jednym czy dwóch plecakach dlatego wcześniej trzeba się przygotować.
        Tak czy inaczej lepiej żebyśmy nigdy nie musieli się przekonać czy nasze miejsca ewakuacji są lepsze od innych.

        • djans napisał(a):

          Z tymi sadami, runem, rybami i rosołem, to polecam zaznajomić się pierwej z pojęciem „wydajność gospodarki zbieracko-łowieckiej”

          Czwarte od góry trafienie z gugla prowadzi do krótkiego opracowania, gdzie na stronie 49 mamy prostą tabelkę – trzeba sporego kawałka obfitego ekosystemu na własność i sporo czasu, by się wyżywić.

          Dodatkowo – w którejś książce Jasienica pisał o przedpiastowskiej Polsce, o tym ilu ha potrzeba było dla wyżywienia jednej osoby przy prymitywnym rolnictwo-zbieractwie gospodarki wypaleniskowej. Wniosek był taki, że dla wyżywienia jakiejkolwiek gromady mogącej się bronić przed agresorami, potrzebny by był obszar na tyle rozległy, że taka gromada nie byłaby go w stanie objąć i skutecznie chronić.

          No chyba, że mówimy o sytuacji, gdzie w pojedynkę,czy mikrogrupce operujemy w pełnej skrytości i bez specjalnej konkurencji…

  4. yamabushi napisał(a):

    niestety jak zwykle problemem będą INNI LUDZIE – w lesie zrobi się gęsto – nastanie czas „żniw ludożerców”… w najlepszym razie zostaniesz okradziony/zgwałcony/pobity i wypędzony przez miejscowych żniwiarzy z pobliskiej wsi…

    • djans napisał(a):

      To jest kluczowa sprawa.

      Trzeba sobie uświadomić, że najlepiej wyposażony cel ewakuacji, to tylko pewien środek, nie gwarancja. W razie jakichkolwiek kłopotów absolutnie nie da się go obronić w pojedynkę, czy choćby siłami jednej rodziny. Jeśli ktoś myśli, że bogata kolekcja broni palnej, długoletnie doświadczenie myśliwskie, albo udane starty w zawodach IPSC mu zagwarantują bezpieczeństwo, to się grubo myli…

      Tylko w ramach jakiejś większej społeczności można mówić o jako-takim spokoju.

  5. Pozyskiwacz. napisał(a):

    Czytając Wasze posty , widzę że wiele osób myśli podobnie jak ja – najlepszym miejscem ewakuacji będzie zaprzyjaźnione gospodarstwo na wsi.
    Nie ważne czy rodzina czy przyjaciele. Kontakty trzeba sobie wyrabiać jak najprędzej.
    I nie obawiał bym się że w razie „W” nas nie przyjmą. Jak będą kłopoty z zaopatrzeniem , z dostępnością do nośników energii – braki prądu,gazu i paliwa. To znacznie wzrośnie zapotrzebowanie na siłę roboczą.I prawdopodobnie na obrońców, wartowników itp.W każdym razie będzie co robić. A jak będziemy znajomymi którzy już potrafią coś zrobić w gospodarstwie, do tego mamy jakieś zasoby i jesteśmy gotowi bronić społeczności to myślę że staniemy się cennymi jej członkami. I nikt nas nie wygoni. Mimo że przybyliśmy z miasta.
    Nie pisze tego teoretycznie, bo sam mieszkam na wsi, gospodaruje i mocno się zastanawiałem jak przeorganizować życie w razie poważnego załamania. Rodzina i sąsiedzi to jedno, ale udało mi się poznać (przez net) kolegę preppersa z miasta odległego o 80 km z którym teraz współpracujemy. Nawet zaczęliśmy wspólne projekty- np.uprawy i chów świnek , łączność radiową KF i CB , zasilanie awaryjne z paneli słonecznych itp.
    Tak że można i jest to cenne dla obu stron.

    • Piotr napisał(a):

      Moim zdaniem „to zależy”. W pierwszej fazie ludzie będą sobie pomagać (naturalny odruch po jakiejkolwiek katastrofie) ale gdy głód zajrzy do żołądka (a to nastąpi stosunkowo szybko), to zacznie się walka o zasoby takie jak żywność, paliwo itd. i wtedy nie będzie „zmiłuj” – rzeczywiste konflikty czy głód jakie się wydarzyły w przeciągu ostatnich kilkudziesięciu lat pokazują, że większość ludzi „dziczeje” i nie patrzy się na „siłę roboczą” tylko na ilość gęb do wyżywienia z zasobów jakimi dysponujemy i „siłę zbrojną” jaką się dysponuje. Prędzej ludzie z wioski się zjednoczą aby wspólnie pracować i się bronić przed najeźdźcami niż będą „przyjmować miastowych jak leci” bo im do roboty w polu ktoś będzie potrzebny (więcej rąk do pracy to i konieczność posiadania większych upraw i hodowli aby te ręce do pracy wyżywić, więcej paliwa aby żarcie ugotować, więcej miejsc do spania, większa szansa na choroby zakaźne itd.).

      • djans napisał(a):

        To zależy, o jakim głodzie mówimy. Jeśli o takim, jak ukraiński Hłodomór, wywołany całkowicie sztucznie i gwałtownie, przez angielskich spekulantów do spółki ze Stalinem, to owszem – ludzie sobie będą nawzajem dzieci podkradać do pożarcia.

        Jeśli zaś o takim naturalnym, stopniowym, gdzie będzie czas np. na przywrócenie dawnej funkcji ROD-om i ogólne zwiększenie rodzimej produkcji (wytwarzamy mniej, niż PRL), to po prostu trzeba będzie na swoją miskę bardziej (i inaczej) zapracować.

  6. Antychryst napisał(a):

    Heh fajnie to pozyskiwacz napisal, trzeba sobie wyrabiac znajomości na wsi już teraz. Dobra jutro biorę auto jadę na wieś będę pukał po domach i pytał czy ktoś zostanie moim znajomym na pewno będę miał od jutra pełno znajomości:-):-) ale można inaczej w końcu jesteśmy tutaj w jakimś celu, mamy takie samo myślenie ze kiedyś coś się stanie . Chcemy się przygotować pozyskiwacz nakierunkowal mnie na pewien pomysł a mianowicie admin mógł by osobny temat otworzyć i tam mogli byśmy się dogadywać ci ze wsi z tymi z miasta ci ze wsi chętni do współpracy pisali by nazwy wsi czy mniej więcej okolice w których mieszkają a ci z miasta szukali by lokalizacji dla siebie najlepszej i się dogadywali. Już ostatnio dużo o tym myślałem bo w końcu troche tu nas jest na tym forum w razie czegoś jak coś się stanie nie będzie prądu internetu tego forum i co wtedy? Myślałem żeby kiedyś może zrobić jakiś zlot gdzieś w polsce żeby większość mogła dojechać zrobić jakieś ognisko posiedzieć podyskutować wymienić poglądy połapać kontakty myślę ze później jak nie będzie kontaktu przez net czy tel łatwiej będzie nam sobie pomagać nazwałem żeby preper wiedział kto jest taki jak on żeby to nie funkcjonowało tylko w necie można do lata by jakoś to zorganizować w osobnym wątku nie wiem no coś trzeba pomyśleć:-)

    • Marek W. napisał(a):

      Pomysł w sumie fajny tyle że obawiam się, że pomimo wielu deklaracji, do działania w realu chętnych będzie niewielu.
      Ale taki balon próbny wypuśćmy:
      Województwo zachodniopomorskie pomiędzy miejscowościami Biały Bór i Bobolice na tzw kolonii ok 1,5 kilometra od wsi kupiłem poniemieckie gospodarstwo.

      Dookoła trzy jeziora (ok 1 km) i lasy. W promieniu kilkudziesięciu kilometrów żadnych dużych miast czy instalacji wojskowych. ogólnie miejsce daleko od wszystkiego. ..

      Kilkanaście ha ziemi przygotowanej na wiosnę do obsiania. Sad, ule, warzywniak, studnia, 3 duże piwnice, generator prądu i sporo patentów do zastowania.

      Jakieś 200 metrów dalej dwóch sąsiadów a na miejscu Pani która na codzień dogląda gospodarki.

      Słowem fajne miejsce na spędzenie spokojnych wakacji albo przeczekanie jakiejś zawieruchy.

      Obecnie zbieram pozwolenia na remont domu i adaptacje obory na pokoje gościnne – prace zaczynamy wiosną.

      Ktoś chętny?

    • djans napisał(a):

      Jest Forum Domowego Survivalu. Można w profilu wpisać skąd się jest, a w poście przywitalnym – po co. Prywatne wiadomości zapewniają dyskretny kontakt.

  7. ansuz napisał(a):

    Czytam te Wasze komentarze i z lekkim uśmiechem myślę sobie, że zbyt wiele filmów wojennych naoglądaliście się. W każdym filmie wojennym są bohaterowie i szuje, ponieważ tak wyraziste postaci przekonują widzów i wzbudzają emocje. Realne życie podczas pokoju i podczas wojny jest przez większą część czasu banalne i szare. Rożnica jest jedynie taka, że emocjonujące chwile bywają bardziej śmiertelne niż te podczas pokoju.

    Jeśli chcecie dowiedzieć się jak chętnie przyjmą Was na wsi, lub w innym mieście to już dzisiaj załóżcie brudne, przepocone i porwane ciuchy. Wytarzajcie się w błocie, podrapcie sobie twarz i ręce a potem pojedźcie na wieś, lub do innego miasta i poproście o dach nad głową i jedzenie na kilka miesięcy w zamian za pracę…;)

    Zaraz ktoś mi napisze, że podczas wojny ludzie stają się lepsi, bardziej uczynni i bardziej skorzy rozdawać żywność, której być może nie wystarczy nawet im i ich dzieciom. Skoro teraz Wyrzucą Was za drzwi, mając pełne spiżarnie, stałą pracę i jasną perspektywę przyszłości, to podczas wojny, lub innej apokalipsy nie tylko wyrzuca Was, ale poszczują psami abyście nie zakradli się w nocy i nie kradli.

    Liczyć możecie NAJWYŻEJ na najbliższą i na najlepszych, starych przyjaciół a o obcych rolnikach na wsi i innych obcych zapomnijcie.;))

    • djans napisał(a):

      Dzisiaj, jak podchodzi do mnie mężczyzna w sile wieku, brudny, w przepoconych i podartych ciuchach i prosi o cokolwiek, to z grubsza wiem z kim mam sprawę i jak traktować.

      Co innego jednak, gdyby w czasie jakiegoś oczywistego kryzysu o pomoc poprosiła mnie rodzina z małymi dziećmi – nie mówię, że bym pomógł, ale na pewno zupełnie inaczej ich ocenił.

      A teraz wyobraźmy sobie, że ta rodzina nie ma schronienia, żywności, czy wody, ale mają np. gotówkę, kosztowności, kilka sztuk broni z zapasem amunicji (i jedną sztukę gotowi odstąpić), rzadkie i cenne umiejętności (np. mam gospodarstwo rolne z chowem i hodowlą zwierząt, a to weterynarze) – już się coraz ciekawiej robi.

      Jak ktoś dzisiaj nie obdarowuje meneli, czy cygańskich żebraków, to nie znaczy, że w czasie kryzysu nie da wody z kranu znanej z widzenia matce z dzieckiem.

  8. yamabushi napisał(a):

    tematem jest „schronienie w lesie” a nie „rolnik szuka żony” (przepraszam „dobierzmy się w pary i zajęcia w podgrupach”) – to fajny temat ale osobny…

    • Pozyskiwacz. napisał(a):

      Schronienie się w lesie nie ma sensu na dłuższą metę. A na krótko to przecież normalne biwakowanie, bushcraft , survival , czy jak kto to sobie nazwie.
      A co do szukania bazy u kogoś na wsi to wyraźnie pisałem że trzeba się poznać w obecnych czasach, a nie jak już głodni, brudni i śmierdzący będziemy uciekać z miast.

      • djans napisał(a):

        Może mieć.

        Jeśli się jest młodym/silnym/zdrowym, ma jakieś wyjściowe zapasy, trochę doświadczenia, szczęście rozpocząć np. w maju, a kryzys będzie miał charakter np.: pandemii, gdzie kluczową sprawą będzie unikanie jakichkolwiek ludzi.

  9. Antychryst napisał(a):

    Yama to ty jeszcze nie wiesz ze tu zawsze zaczyna się od czegoś a kończy na czym zupełnie innym. Zaczęło się jak przetrwać w lesie a skończy jak mieszkać w lesie mieć znajomych na wsi i wracać do miasta po wymianę grzybów na sól bądź cukier:-P

  10. Antychryst napisał(a):

    Marek. Ja bym był chętny od razu do pomocy tylko ze mieszkam 30km od katowic:-( ale powiem ci ze miejsce masz dosłownie boskie:-) oglądałem na olx są do kupienia tak zwane siedliska dużo ziemi w lesie i kilka budynkow można już za 100tys kupić tylko skąd wziąść te 100 kawałków:/ znalazłem niedaleko częstochowy dom do remontu stodoła wszystko ogrodzone 3tys metrów kwadratowych działka za 30tys! Zacząłem załatwiać kredyt i kobieta sprzedała miałem od siebie tam 80km idealne miejsce ale niestety

  11. a.jedlinski napisał(a):

    Dzień dobry. Pomimo tego, że znam naprawdę sporo dziko rosnących roślin jadalnych oraz umiem uzdatnić do jedzenia takie wynalazki jak żołędzie, to skromnie stwierdzam, że na chwilę obecną najprawdopodobniej mógłbym sobie w lesie nie poradzić gdyby mi przyszło ewakuować się zimą. Od wiosny do jesienie byc może dałbym radę. Z dużym naciskiem na być może. Z każdą sztuką przetrwania jest tak, że trzeba się jej nauczyć. W lesie kluczowym elementem byłoby schronienie. Uważam, że jeśli miałbym założyć scenariusz ucieczki do lasu, to musiałbym najpierw kilka ziemianek zrobić – dla treningu. By podczas ucieczki znać już gotowe i sprawdzone rozwiązania. Sama teoria by mi nie wystarczyła. Mam od lat działkę. I cały czas uczę się na błedach w kwestii uprawy warzyw. Wybudowałem altankę – swoją pierwszą w życiu. Teraz bym ją wybudował inaczej, bo wiem jakie błędy popełniłem. Gdybym budował ją od nowa teraz to by była lepsza bo pewnych błędów bym nie popełnił. Tak samo ze schronieniem w lesie. Gdybym troche potrenował, to być może mógłbym założyć, że ucieczka do lasu zdałaby egzamin w moim przypadku. Wszystko jest kwestia nauki i treningu. Ja samych dziko rosnących roślin jadalnych uczyłem się 2-3 lata (pomijając kwestię studiów biologicznych). Krótkotrwała ewakuacja do lasu – ok dałoby radę. Juz przerabiałem zimowe biwakowanie w lesie. Ewakuacja do lasu jako do celu ewakuacji – to troche inna bajka. Na krótka mętę wystarczy faktycznie szałas i ognisko. Na dłuższy pobyt trzeba się przygotować – sprzęt oraz umiejętności z dużym naciskiem na umiejętności (a nie wiedzę teoretyczną). i włóżmy między bajki porównania do partyzantów. Oni byli nastawieni na walkę i krótkotrwałe przetrwanie a nie na dłuższy pobyt. Poza tym byli społecznością. Gdyby do lasu miała się ewakuować określona społeczność kilku osób to większe szanse przetrwania, bo jest podział zadań. Ale to już troche teoretyzowanie, którego nie lubię. Chociaż z jednej strony przerabiałem już biwaki w lesie o czym wspominałem tutaj https://na-kryzys.blogspot.com/2016/10/namiot-jako-cel-ewakuacji-czy-sie.html . Jednak to były tygodniowe dwutygodniowe wypady a nie kilkumiesięczne.

    • amzel napisał(a):

      To prawda że teoria z praktyką nie zawsze idzie w parze ale mimo wszystko daje nam jakąś przewagę nad innymi .
      W czasie wojny ludność też uciekała do lasu żeby przetrwać tam przechodzący front a raczej nie mieli doświadczenia w robieniu ziemianek.Ja osobiście uważam że las byłby ostatnim miejscem na które zdecydował bym się aby służyło mi do przetrwania jakiegoś dłuższego czasu .
      Kilka dni i powrót na stare śmieci.

  12. yamabushi napisał(a):

    odnosnie textu „https://na-kryzys.blogspot.com/2016/10/namiot-jako-cel-ewakuacji-czy-sie.html” – to nie ze wszystkim sie zgadzam…
    Taki np. namiot – wydaje mi sie ze latwiej postawic namiot na szybko i potem juz z zabezpieczonym jako tako dobytkiem w środku, „obudować” go sniegiem czy „ogacić” liśćmi albo „obszałasić” gałęziami… co do utraty ciepla – owszem nie jest to chatka traperska ale jakoś z piecykami w środku ludzie próbowali i nadal próbują przetrwać mrozy (a himalaiści to nawet wichry, brak tlenu i niskie ciśnienie).
    Podobno (ale to juz by trzeba zapytac leśnych) nie odnotowano w ciagu ostatnich kilkudziesieciu lat wywlekania ludzi z namiotów przez wilki czy niedzwiedzie(?)
    Co do zamieszkania w samochodzie zamiast w namiocie to tez nie jestem pewien – znajdywano ludzi zamarznietych w samochodach…

    • a.jedlinski napisał(a):

      Do amzel
      Oczywiście wiedza teoretyczna daje przewagę – w pełni się zgodzę. Dzięki teorii możemy od razu próbować coś sklecić a nie dopiero szukać jak to się robi. Oczywiście w kwestii stuki przetrwania. Zawsze pierwszą ziemiankę można zrobić marną – byle działała, później zrobić kolejną itd…Oczywiście w sytuacji, gdy musimy w tym lesie zostać dłużej, np. kilka miesięcy.
      Do yamabushi
      Zgodzę się w pełni z Tobą, że taki namiot będzie dobra bazą na szybko, by później go faktycznie udoskonalić. Jest to doskonałe schronienie dla ZDROWEGO człowieka, o czym wspominałem. Według mnie jednak dość tymczasowym, ale w myśl zasady lepsze to niż nic, to faktycznie lepszy namiot plus koc niż nic. Ponadto pisałem też w innym wpisie (https://na-kryzys.blogspot.com/2016/10/kiedy-namiot-jako-cel-ewakuacji-sie.html), że namiot ma swoje poważne zalety. Co do samochodu jako celu ewakuacji. Uważam, że jest po prostu trochę lepszym schronieniem od namiotu. Problem – miejsce. Ale tutaj to już tylko teoretyzuję – nie jestem kierowca i na samochodach znam się bardzo słabo, więc zakładam, że mogę byc w totalnym błędzie.

      • djans napisał(a):

        Namiot, samochód, kamper, etc. nie są celami ewakuacji.
        Na dobrą sprawę nawet dom nie jest celem sam w sobie – jest tylko pewnym udogodnieniem (rodzaj schronienia) jaki u danego celu występuje.

        Cel, to miejsce na mapie, z jego geografią, zasobami, specyfiką.

  13. a.jedlinski napisał(a):

    W kwestii ziemianki w lesie polecam krótkometrażowy film
    „Ziemianka” („Dugout”) Amadeusz Andrzejewski
    https://www.youtube.com/watch?v=NtyjQDwAxZE
    Pokazuje trochę fajnych spraw, jeśli się w niego wgłebić…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Informuj mnie o odpowiedziach poprzez e-mail. Możesz również subskrybować wpis bez zostawiania komentarza.

banner