Najlepsza broń na zombie: maczeta, łuk, czy coś innego?

Obiecałem film o broniach na zombie i słowa dotrzymuję. W dzisiejszym materiale z moim gościem, Marcinem Cukiernikiem z grupy szermierki historycznej „Towarzystwo Szablistów”, porozmawiamy właśnie na ten temat.

Zastanawiać się będziemy nie tylko nad tym, czym najlepiej zombie zabijać, lecz także czy warto to coś kupić także do innych celów.

W dużym skrócie nasze rozważania zostały zsumowane przeze mnie poniżej.

1. Maczeta (1:34)

Najpopularniejsza i najlepsza broń na zombie, tak przynajmniej twierdzi cały internet. Gdzie nie toczy się dyskusja o apokalipsie zombie i broni, tam zawsze ktoś wpadnie z maczetą.

A ja nie wiem dlaczego.

Maczety wymyślono do karczowania zarośli w dżungli i trzciny cukrowej, więc w polskich warunkach spisuje się słabo. Chyba, że do ścinania trzciny cukrowej. Więc kupowanie jej tylko po to, by leżała i rdzewiała w piwnicy, mija się z celem.

Powyższe uwagi nie dotyczą Krakowa. 😉

2. Łom (2:27)

Uniwersalne narzędzie dla każdego preppersa. Jednak mimo wszystko na zombie tak średnio się nada, bo ze względu na swoją konstrukcję (powiększoną szerokość na końcu) może utknąć we wnętrzu czaszki.

Z drugiej strony można uderzać jego drugą stroną, co jednak raczej tak samo dużych obrażeń nie wywoła.

Nada się także do plądrowania, albo do udzielenia pomocy komuś, kto utknie w samochodzie po wypadku. Z tego powodu chyba warto go mieć w samochodzie.

3. Młotek geologiczny (3:39)

Lepszy, niż maczeta, łom, albo zwykły młotek, bo ma dużo lepiej zaostrzony koniec. Krótszy, więc ma mniejszy zasięg. Nada się także do jakichś prac — wbijania i wyciągania gwoździ.

Uwaga, nowe młotki tego typu, mają słabą rękojeść.

4. Mała siekierka (4:58)

Przyda się także do pozyskiwania opału, a w drodze do lasu, jeśli będzie trzeba, można jej pomocą unieszkodliwić jakiegoś zombiaka.

Siekierka Marcina pokazana na filmie jest wykonana z jednego kawałka stali, co jest jak na dzisiejsze warunki rzeczą dość unikalną. Choć mamy podobną pod względem konstrukcji siekierkę także w KARALUCHU.

Uwaga na tomahawki i inne siekierki z ostrzem z dwóch stron — można wbić sobie w głowę wyszarpując ją z głowy zombie.

5. Karwasz i inne elementy zbroi (6:28)

Zbroja to też broń, do obrony przed zębami zombie.

6. Zew wolności (6:59)

Czyli wyglądająca podobnie do kastetu rękojeść od noża.

Płaską częścią można wbijać gwoździe. Spiczastą robić dziury w czaszkach.

7. Sztylet (puginał) (7:46)

Duży nóż, z dwiema ostrymi krawędziami. Do wbijania głęboko w ciało zombie.

Można też coś nim pokroić. Mięso na przykład.

Nieduży i wygodny do noszenia w pochwie jako broń boczna.

8. Szabla (9:31)

Do cięcia, a nie do wbijania w ciało, ze względu na swoją konstrukcję. Choć przy odrobinie wprawy i wysiłku można nią także uciąć ramię lub głowę zombiaka.

Na co dzień można jej używać do treningów szermierki historycznej, podnosząc swoją ogólną sprawność fizyczną.

9. Miecz (11:55)

Do wbijania i do cięcia, co odróżnia go od szabli. Bardziej nadaje się do precyzyjnych pchnięć, zwłaszcza gdy się zna technikę półmiecza.

10. Nadziak (14:56)

Jedna z najbardziej śmiercionośnych broni ręcznych używanych w historii. Ostra strona służyła do wbijania w głowę, tępa strona raczej wtedy, gdy użytkownik nie chciał przeciwnika zabić.

11. Kusza (17:16)

Łatwiejsza w użyciu od łuku, posłużyć się nią może nawet babcia. Nie wymaga długotrwałych treningów. Z drugiej strony, wymaga posiadania pozwolenia na broń.

12. Łuk (19:27)

Wbrew temu, co mówi telewizja, do strzelania z łuku trzeba mieć sporo siły i niejeden trening za sobą. Nie jest tak, że z łuku może skutecznie strzelać mały chłopiec, czy chuderlawa dziewczynka. Skutecznie, czyli z energią odpowiednią do wyrządzenia komuś lub czemuś krzywdy.

Im łatwiejszy w obsłudze łuk (tzn. im mniejszą ma siłę naciągu), tym łatwiej go obsługiwać, ale tym mniejszą energię niesie strzała i tym mniejszą krzywdę wyrządza. Miękkim łukiem łatwo strzelać, ale trudno coś upolować.

Do polowań w Polsce się nie nadaje (nie wolno).

Optymalnym wyborem wydaje się być łuk bloczkowy o regulowanej sile i długości naciągu. Dzięki tej regulacji można stopniowo zwiększać siłę naciągu w czasie kolejnych treningów, gdy będziemy mieć coraz więcej siły i umiejętności.

 

 

A co Waszym zdaniem z wymienionych broni wydaje się być najlepsze na zombie?

Krzysztof Lis

Magister inżynier mechanik. Interesuje się odnawialnymi źródłami energii, biopaliwami i nowoczesnym survivalem.

Mogą Cię zainteresować także...

29 komentarzy

  1. Piotrek napisał(a):

    Wg mnie z broni białej najlepsza jest porządna katana, a z broni dystansowej właśnie łuk bloczkowy, albo proca na gwoździe.

  2. LosowyNick napisał(a):

    Najlepszą bronią na zombie jest edukacja, dzięki której będziemy wiedzieć, że zombie nie istnieją. 😛

    • Krzysztof Lis napisał(a):

      E tam, po co traktować zombie tak dosłownie. Jeśli coś jest dobre na obronę przed zombie, to będzie też dobre na obronę przed zdesperowanym i wygłodzonym człowiekiem, który w razie kryzysu zastąpi Ci z kolegami drogę, by pozbawić Cię zawartości plecaka i życia przy okazji.

  3. yamabushi napisał(a):

    … najlepsza bronia na zombie jest KARTONOWE PUDLO – trzeba je zarzucic na telewizor i zaden zombie nie przelezie do konca filmu…
    … w naszym klimacie najlepsza bronia na zombie jest ZIMA – zamarzna i tyle w temacie …
    … mysle ze nie ma lepszej obrony niz DRUT KOLCZASTY (i jako uzupelnienie dlugi i okuty CEP) …

    pozdrawiam

  4. Soldier napisał(a):

    Bardzo ciekawy odcinek, brakuje jeszcze tylko procy. A najciekawszy z tych broni wydaje sie łuk bloczkowy. Sam sie przymierzam do kupna takowego i fajnie bylo by zobaczyc odcinek poswiecony łukom. Moze sie przydac na trudne czasy do polowania a i w latwych czasach mozna sobie postrzelac do tarczy.

  5. Achrioptera napisał(a):

    W filmie mocno zaniżyliście użyteczność łuków o mniejszej sile naciągu. Stwierdzenie, że 16 kg łuk nie nadaje się do polowania na wiewiórki…
    https://lh3.googleusercontent.com/v0VueGvEF_U6h3KJBgQtBj9vhDxojexnL38ay4KcOxcGwlbMtebC_SMXIMfKy0Spkops64xs-0Du=w495-h659-no
    Na tym zdjęciu jest lekka strzała z tarczowym grotem (mała przebijalność) która przeszła przez tarczę z ciasno związanej słomy (ok 8 cm grubości) i utkwiła w stojaku z sosnowego drewna. I nie jest to coś wyjątkowego, bo w ten sposób zużywaliśmy ok 1-2 stojaki rocznie.

    Bardzo chciałbym, w ramach promocji łucznictwa, jako sportu, który lubię, jakoś pomóc w stworzeniu filmiku, który porządnie traktowałby temat tej broni w trudnych czasach.

  6. Fomalhaut napisał(a):

    Film był fajny i przyjemnie się go oglądało. Sam fakt oceny broni pod kątem „zombie” jest trochę nie poważny , ale i taki też może być film. Warto by może rozważyć jednak zagrożenie przeciwnikiem normalnym , a nie upośledzonym umysłowo i ruchowo. Wówczas mógł by powstać naprawdę wartościowy materiał. W tym omówieniu brakowało mi broni palnej i tego:

    https://pl.wikipedia.org/wiki/Ki%C5%9Bcie%C5%84
    Zresztą metodologia postępowania w przypadku zagrożenia agresją i napaścią to na pewno bardzo ciekawy temat dla prepersa, jeden z podstawowych. Może to temat na kolejny materiał ? Pozdrawiam i dziękuje z film .

    • djans napisał(a):

      Kiścień jest poniekąd gorszy od maczugi – nie zrobisz nim żadnego zwodu.
      Sprawdzał się w zasadzie tylko z końskiego grzbietu i przeciwko podobnie uzbrojonemu piechurowi z tarczą. Sam fakt jego krótkiej bytności na polach bitew dowodzi ograniczonej przydatności.

      • Fomalhaut napisał(a):

        Poco porównywać historie wojen średniowiecznych do przykładowej tutaj sytuacji.
        Nie widzę potrzeby robić „zwody” przed „kimś” kto jest z natury półprzytomny. Kiścień ma tę zaletę ,że jako broń również obuchowa oszałamia samym uderzeniem bez względu na obrażania jakie może zadać ostrymi elementami. Kiścień łączy więc dwa typy obrażeń. Tak jak np. siekiera – cięcie i ogłuszenie. Zaleta kiścienia – nie przenosi na rękę „odbicia” po uderzeniu, ponieważ jego masa obucha jest luźno związana z rękojeścią. Nie trzeba nim precyzyjnie trafiać jak nadziakiem – tylko jeden kolec. I raczej nie ma największego ryzyka jakie ma każdy nadziak – ryzyko uwięźnięcia broni w celu, czyli uczynienia jej bezużyteczną. Nie ma też możliwości prostego zablokowania ciosu , jak choćby delikatnego nadziaka bo jest całkiem spora szansa ,że obuch i tak sięgnie celu. W ręku silnego faceta odpowiednio dobrany rozmiarowo kiścień siałby spustoszenie po prostu. Pozdrawiam.

        • djans napisał(a):

          Kiścień ma istotnie dwie ogromne zalety, o których wspomniałeś – może razić kogoś, kogo nie dosięgnie trzonek (sam w sobie będący maczugą) i nie przenosi drgań.

          Minus taki, że potrzeba miejsca na zamach – maczugą możesz wykonać pchnięcie.

          Tatarskie dzikusy najdłużej w Europie używały kiścieni, ale jak tylko który zdobył na wrogu jakąś szablę, to woleli używać jej.

          Pzdr.

  7. djans napisał(a):

    Ad 1 – Przeciwko zombie, to tak średnio – cięcie kości czaszki i wydobywanie z niej ostrza, to raczej nic prostego. Przeciwko „zombie” już znacznie lepiej – na pewno przed 2, 8 i 9 z racji rozmiarów, łatwości posługiwania się i wielostronności. Ja bym równorzędnie umieścił saperkę.

    Ad 2 Penetracja nie ma się odbywać przez puszkę, tylko oczodół. Uderzenie łomem jak najbardziej wywoła poważne obrażenia. W polskich warunkach miejskich umieścił bym tę broń białą na pierwszym miejscu.

    Ad 3 Wyszarpywanie takiego „dzioba” z czaszki proste raczej nie jest. Zwłaszcza, jeśli cel – inaczej niż na filmach – nie czeka z upadkiem, aż odzyskamy broń, tylko wali się na ziemię. Do kosza z tym.

    Ad 4 – jak wcześniej. Maczeta, czy saperka zdecydowanie wygrywają. W sumie to i łom bym wolał.

    Ad 5 Czemu nie? Pamiętać należy, że zagrożeniem mogą być po prostu zdziczałe psy, albo wariaci z maczetami… Współcześnie używa się kelvarowych gaci na motor, albo takichże rękawów do pracy z ostrym żelastwem. Jak kogoś stać, to nie widzę przeciwwskazań. Na pewno bardziej przydatne, niż jakieś aesgejowe „moro”.

    Ad 6 Zwykły kabłąk, taki jak w szabli, będzie o wiele lepszy niż ten „kastet” z dziurkami na palce. Do „bojowego” noża świetny dodatek.

    Ad 7 Fairbairn-Sykses? 😉 Do profesjonalnej walki na noże pewnie najlepszy, ale jako amator wolałbym po prostu nóż z „kastetem”, czy kabłąkiem.

    Ad 8 i 9 – Gdyby nie wystarczył pół godziny szperania w necie na naukę i następnych kilku, na domową produkcję czarnego prochu i najprostszego samopału, to może targanie takiego kawałka żelastwa nie mającego żadnego, poza bojowym, zastosowania, miałoby jakiś sens. Jednak z uwagi na dostępność wiedzy, technologii i materiałów, samych replik, czy nawet współczesnej broni palnej, lepiej nosić z sobą coś, co jest przede wszystkim narzędziem.

    Ad 10 – Wady te, co 3, 8, 9. To już lepsza ta mała siekierka ostatecznie.

    Ad 11 i 12 – szkoda czasu i atłasu. Za tych kilka stów lepiej kupić używany cp.

  8. Robin napisał(a):

    Brałbym saperkę Cold Steel. Bardzo wszechstronne narzędzie nie tylko do kopania. Łom mam w aucie, maczety używałem (latin i kukri) i uważam że jako narzędzia też są dobre. Niestety żaden zombie nie wyświetlił się na horyzoncie żeby zweryfikować inne zalety.
    Do tego mam łuk z pcv 1′ i kołczan budżetowych strzał, zrobione dla kaprysu ale to fajna zabawa. Inna sprawa że raczej marnie widzę polowanie z niego w trudnych czasach ale i tak jestem w lepszej sytuacji od każdego kanapowca który już już jutro zaraz idzie i zapisuje się na strzelnice żeby mieć klamkę, ale jutro.
    I tak jak większość przedmówców nie wierzę w zombie ale szykowanie się na inwazję zombie jest nadal lepsze od nieszykowania się na nic.
    Jeszcze co do łuku PCV to BackyardBower z YT pokazywał jak grzać palnikiem gazowym albo poprostu nad ogniem – palnik (nie gazówka!) sam sprawdziłem i działa efektywniej niż opalarka ale mniej precyzyjnie.

    • djans napisał(a):

      Skoro już tak można szastać nazwami, to zamiast przepacać za Cold Steela proponowałbym się rozejrzeć za produktem firmy Romanik o nazwie „Saperka NATO 82A”, którą można kupić poniżej 40 zł

      (Chłopaki, pogadajcie z Romanikiem, Juco, czy innym krajowym producentem i wrzućcie coś takiego na Karalucha.)

      „Jeszcze co do łuku PCV” „ale i tak jestem w lepszej sytuacji”

      To złudzenie. Te łuki z rurek, to taka sama zabawa, jak struganie drewnianych łyżek, czy „niecenie ognia” krzesiwami. Fajny fun, ale tak naprawdę strata czasu, który – pod kątem przygotowań – można znacznie lepiej wykorzystać.

      Osobiście uważam, że nawet nie posiadając współczesnej bp o wiele lepiej jest pójść na strzelnicę i ekonomicznie popykać z .22, niż ten sam czas i podobne środki zużyć na naukę robienia łuku z PCW.

  9. Igor napisał(a):

    Zabicie zombi wymaga najpierw przemyslenia koncepcji. Zombi jest „nieumarle”, ale nie jest tez zywe. Zeby zabic zombi nalezy zniszczyc mózg. Obrazenia ciala, ktore jest martwe niewiele daje. Pluca nie dzialaja, serce nie tloczy krwi. Nie mozna wiec doprowadzic do krwotoku. Odpadaja w zw z tym narzedzia do zadawania ran kłutych, w tym łuki i kusze bo takie wlasnie rany zadamy strzałą z grotem myśliwskim. Wieksza skutecznosc otrzymujemy z ran ciętych (miecz, szabla, topór), choć trzeba liczyć się z tym ze odcięcie zombi jakiejś części ciała najwyżej je spowolni. Po odcięciu głowy otrzymujemy nieumarłą czaszkę gotową do ataku. Sami więc musimy przeprowadzić atak na czaszkę potwora który będzie na nas szedł. Szablą, toporem, mieczem musimy dokonać cięcia głowy zombi z boku lub łatwiejszego z góry. W obydwu przypadkach uzywajac wspomnianej broni musimy wziąć zamach, czyli przynajmniej na chwilę się odsłonić. Większą skuteczność widzę więc w broni która pozwoli przeprowadzić sztych (zawsze jesr wycelowana do przodu) i zada rane mozliwie szeroką rozpoławiając czaszkę. Myślę że właśnie zaostrzona saperka miałaby szansę się sprawdzić. A z broni dystansowej, cokolwiek miotające pociski dum-dum 🙂

  10. Tom SlaV napisał(a):

    Jakiś korbacz też byłby dobry ale niestety służy tylko do walki. Preferuję narzędzia, które można wykorzystać do różnych celów, więc saperka wydaje mi się najbardziej optymalna.

    • Coyote napisał(a):

      Jedyny korbacz jaki ma jakąś racje bytu , o ile nie mamy za luźnych spodni . https://www.youtube.com/watch?v=QfU8BxiZ9Os może nie na zombie , ale na „zombie” czemu nie . Zamiast paska można też nosić podwójny łańcuch z solidnym karabinkiem zatrzaskowym jako klamrą .
      Zakładając że podstawową bronią „zombie” będzie nóż , może kiedyś uratować skórę .

  11. Antychryst napisał(a):

    Najlepsze na „zombie” będzie większa tarcza i krótki poręczny miecz taki jak mieli w 300 jest ich dwóch na przeciw ciebie jednego odpychasz swoim ciałem a drugiego przecinasz ruchem miecza od dołu do góry zaczynając od jajek jak się skuli twoja ręka z mieczem jest w górze i ruchem w dol ścinasz główkę odwracasz się a drugi „zombie” najprawdopodobniej spierdolił widząc co się stało z kolega:-)

    • djans napisał(a):

      Do takiej walki w zwarciu, to zamiast tego greckiego pierwowzoru kukri lepiej się nadaje prosty tasak typu rzymski gladius.

      Tylko po cholerę targać ze sobą taki nieporęczny hoplon (fi 90cm), albo scutum (120x100cm)?

      😉

  12. Antychryst napisał(a):

    Chodzi mi dokładnie o taki mieczyk

    http://www.goods.pl/product/description/1145/Miecz_Spartanski-Sword_of_Sparta(EF138).html#.WB3_i6ndgew

  13. Antychryst napisał(a):

    Jak po co? Czasem trzeba będzie wyjść z kryjówki wtedy warto mieć przy sobie coś większego co odstraszy samym wyglądem:-) co do walki w zwarciu uo mylisz się ponieważ ten gladius ma ostrze dluższe o 16cm co w walce na bardzo krótki dystans jest jego wadą nie zaletą dłuższy cięższy wolniejsze ruchy pomachaj kijem do czyszczenia sracza. A kijem do miotly wtedy zrozumiesz o co mi chodzi. Poza tym replika gladiusa jest dwa razy droższa

  14. bura2 napisał(a):

    „Zombie” nie są dobrym kryptonimem dla ludzi o złych intencjach. Bo są powolne i nieuzbrojone.

    Szable, kiścienie, nadziaki i inne cuda królowały na polach bitew do momentu pojawienia się broni palnej. W tym momencie wysiłek rozwojowy przeniesiono prawie całkowicie na rozwój broni palnej.
    Gdy wszyscy mamy gołe pięści to deska z płotu jest bronią, gdy przeciwnik ma pistolet to deska jest robieniem z siebie pośmiewiska.
    A do sytuacji w której nikt już nie ma strzelającej broni bo skończyły się naboje nie dojdzie. Produkcja jest trudna ale nie niemożliwa to jest technologia z drugiej połowy 19 wieku. Z całą współczesną wiedzą i techniką nie odtworzymy tego? I nie mówię tu o domowym wyrobie bo w to nie wierzę ale że jakiś powiatowy watażka uruchomi małą manufakturę. Bo dla niego koniec amunicji to koniec siły i zwiększone ryzyko buntu.

    W tym kontekście czy warto dźwigać jakieś żelastwa które mogą się do niczego nie przydać bo zarobimy kulkę? To samo pancerz. jakieś ochraniacze na to i tamto mogą się przydać chociażby do uniknięcia zwykłych urazów ale najlepszą obroną przed kulami jest nieustanny ruch wiec nie ma co się obciążać niepotrzebnie.

    Dążyć do posiadania prawdziwej broni palnej, amunicją się nie martwić, jeśli będziemy mieli 100 sztuk to wystarczy na długo. Warto mieć rewolwer CP jako zapas nawet gdy mamy już dosyć broni współczesnej. Z broni białej to narzędzia gospodarcze. Nic więcej Jeśli od urodzenia nie machaliśmy mieczem to i tak nie zdziałamy nim więcej niż łomem. Przy tyłku warto mieć też coś do obronny – czy to będzie nóż/kubotan/gaz pieprzowy/śrubokręt zostawiam do własnej preferencji

  15. Antychryst napisał(a):

    Przypominam ze mieszkamy w Polsce nie w stanach i u nas broni jest tyle co kot naplakal więc pech ze trafisz prawie na kogoś w bronią musiał by być fest a fest poza tym stwierdzenie iż bez ćwiczeń, lomem zrobisz tyle samo krzywdy co mieczem jest co najmniej śmieszne. Poza tym taki miecz waży około 1.200gram i nosi się go w pochwie na pasku więc nie jest to jakieś szczególnie ciężkie coś a lom musisz mieć cały czas w ręce czy walczysz czy idziesz no chyba ze dasz se go do skarpety gaz też można mieć ja osobiście posiadam paralizator z wmontowanym gazem też przy pasie i mały nóż przypinany do lydki w razie walki w parterze

    • Coyote napisał(a):

      Zdziwiłbyś się . Zwłaszcza że kusze czy prosty samopał z rurki 3/4 cala jest w stanie spreparować każdy kto wie co to imadło i którą stroną trzyma się młotek .
      Spokojnie starczy żeby zdjąć z bezpiecznej odległości typka mającego się za Geralta z Riwii czy innego ninja .
      Lepszy już masarski nóż . Łatwo ukryć , napastnik podejdzie blisko nie spodziewając się oporu . Aż nie będzie za późno (dla niego) Prawo 7,5 metra , jak będzie nieostrożny to mu nawet klamka nie pomoże .
      Widać że u ciebie na dzielni drugiego prawa Ohma nie znają 😀 Łom wkładasz do kieszeni za pazuchą kurtki albo jak ci wisi czy go widać zatykasz za pasek od spodni .
      Jak się z reguły pojedynki na szable w I RP kończyły wie ? Dużo juchy , paskudne rany , OBAJ żywi , i to przy tamtym poziomie medycyny . Jak szło na czekany trupy były zawsze .
      Łom nie jest efektowny , nie ma efektu psychologicznego karczownika . Jest głównie przydatnym narzędziem ale skutecznie gruchocze kości .

    • bura2 napisał(a):

      Mieszkamy w Polsce gdzie broni palnej jest w rękach osób cywilnych znacznie mniej niż w stanach. Fakt. Ale raz jest sporo broni w magazynach wojskowych i policyjnych na wypadek mobilizacji i ona raczej sobie nie wyparuje. Dwa jest sporo broni nielegalnie posiadanej która dziś leży bezpiecznie schowana. Trzy wielu posiadaczy broni ma więcej niż jedną sztukę broni. To wszystko skłania mnie ku temu że istnieje ryzyko spotkania uzbrojonych ludzi. Zresztą najprawdopodobniej najlepiej uzbrojone i najliczniejsze grupy będą „ochraniać” sobie tereny.

      A czy łomem zrobisz tyle samo krzywdy co mieczem? tak. Bo człowiek walczący z żywym przeciwnikiem będzie po prostu tłukł na oślep. Mało kto ma dzisiaj jakiekolwiek przeszkolenie w walce białą bronią. I mówiąc łom mam na myśli taki 30-40 cm. łom tak samo można mieć w jakiejś pochwie. I przypomnę ci że tu nie ma „punktów zdrowia” trafienie czy to łomem czy to mieczem które przejdzie przez gardę wyłącza zawodnika. więc po co nosić coś co jest tylko bronią?

  16. Antychryst napisał(a):

    A i o „zombie” wcale nie musza być wolne jak np. W serialu the walking dead widzieliście film 28 dni później z 2002 roku? Jeden z najlepszych filmów tej tematyki jaki widziałem po krótce gość budzi się w pustym szpitalu i odkrywa ze ludzkość jest zarażona wirusem powodującym u nich niekontrolowana agresję chyba to była wściekliźna są okrutnie szybcy i dzicy z przekrwionymi oczami film na prawdę bardzo bardzo dobry a druga cześć jeszcze lepsza:-) tak samo world war Z też „zombie” były tam bardzo zwinne:-)

  17. Antychryst napisał(a):

    Widze że mamy tu rzeźnika z zawodu:-) no taki nóż masarski jest zajebiście ostry, pewno drwal by napisał ze najlepsza jest siekiera, ile ludzi tyle preferencji a trzeba zacząć myśleć o tym na poważnie w końcu wybory w usa wygrał zakochany w putinie nieokrzesany świr teraz to ruskie będą robić co chca zacznie się teraz na ukrainie na dobre:/

  18. Antychryst napisał(a):

    No jakoś mnie ten łom nie przekonuje jako broń jeśli mówisz o małym to ok wtedy można nosić i to i to, mamy i narzędzie i broń uderzenie lomem w ręke spowoduje jej złamanie, mieczem obciecie. Zresztą jak będzie porządna kłódka to i tak łom nie da rady trzeba by porządny młotek czyli jednak młotek jako broń? Można tak bez końca wymieniać i wymyślać i mieć poukładane w głowie jakiś plan jakąś strategię działania a znając życie jak coś się sypnie to i tak trzeba będzie myśleć całkiem inaczej niż teraz

    • bura2 napisał(a):

      Powiem tak. jeśli czyimś planem jest używanie wyspecjalizowanej broni białej to jest to wg mnie zły plan. Nie dlatego, że jest to bron zła. Bo jest dobra. Tylko czy ta przewaga którą daje broń biała typu miecz nad bronią białą typu łom jest warta kasy i czasu zużytych na zakup i treningi? Weźmy też pod uwagę okoliczności kryzysu. Nie zawsze będą to czasy kiedy zasuwanie z mieczem po ulicy jest czymś normalnym. Sądzę, że temat broni białej pokrywa całkowicie 1 sztuka przystosowana do noszenia na co dzień w ukryciu z szybkim dostępem, nieważne czy to nóż, śrubokręt, czy solidny metalowy długopis i narzędzia gospodarcze – łom, siekierka, łopatka itp. Resztę czasu i sił proponuję poświęcić na zdobycie broni palnej krótkiej.

      Na pewno miecz czy inny dedykowany sprzęt jest lepszy w rekach fachowca od łomu czy łopatki. Ale czy koszty są adekwatne do efektów?

      I szczerze mówiąc jakbym miał wybrać broń białą to byłby to trzonek od siekiery. Bo nie jestem zabójcą. Wolę wiedzieć że drewnianym trzonkiem uderzę kogoś niż że zawaham się użyć ostrego/metalowego narzędzia. Wiem że w ciężkich czasach lepiej nie mieć skrupułów ale nie liczę na to że nagle zostanę Rambo bez emocji.

  19. Rafał M. napisał(a):

    Duże młotki są niesamowicie niebezpiecznym narzędziem. Nie muszą mieć jakoś specjalnie ukształtowanych końców, mogą być zwyczajne, płaskie.
    Otóż uderzenie młotem kruszy kości.

    W lesie maczeta jest niezbędna. Wystarczy kilka krzaczków na drodze i bez maczety się nie przejdzie dalej.

    Kusza jest o tyle wygodna, bo ma duży zasięg i łatwo trafić. Z łuku trzeba umieć i ćwiczyć. W obydwu łatwo powtórnie wykorzystać lub dorobić amunicję. Są też bezgłośne.
    Na kuszę niestety trzeba mieć zezwolenie i chyba w ogóle takich zezwoleń nie wydają (oprócz sportowców), bo nie da się sensownie wytłumaczyć po co komu kusza. Zdaje się za granicą bez problemu można kupić kuszę w supermarkecie.
    Przeciwko zombie obydwa są bezużyteczne, bo strzała ma specyficzną zasadę działania – grot nie zabija na miejscu, tylko tworzy ranę powodującą wykrwawienie (zombie nie mają krwi). Z tego też powodu jest zakaz używania przez myśliwych, bo po trafieniu zwierzęcia trzeba je jeszcze jakiś czas tropić czekając aż padnie, co jest uważane za niehumanitarne.

    Łomem trzeba trafić zombie w oczodół. Uniwersalna rzecz w czasach postapokaliptycznych, kiedy trzeba plądrować, a czasem się obronić przed człowiekiem (bez broni) lub zwierzęciem. Ale łom jest ciężki, małe łomy są mało przydatne.
    W normalnych warunkach łom może wzbudzić podejrzenia patrolu policji, bo ciężko sensownie wytłumaczyć po co ma się coś takiego przy sobie.

    Sztylety i noże to broń do dokonywania zabójstw (wymaga przeszkolenia) i samoobrony podczas szamotaniny (na odległość nie działa).
    Przeciwko zombie nieskuteczne, trzeba by trafić w oczodół i bliskość grozi ugryzieniem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Informuj mnie o odpowiedziach poprzez e-mail. Możesz również subskrybować wpis bez zostawiania komentarza.

banner