Biolite Campstove – kuchenka na drewno, która ładuje przez USB – recenzja

W komentarzach pod kilkoma wpisami tu na blogu pojawiały się wzmianki o kuchence Biolite Campstove. Choć z początku wydawało mi się, że taka kuchenka nie jest mi do niczego potrzebna, z czasem pomyślałem, że warto byłoby ją kupić i przetestować, a jeśli się sprawdzi, wprowadzić do sprzedaży w KARALUCHU.

Niniejszy materiał jest podsumowaniem kilku testów tej kuchenki prowadzonej przez nas. I próbą znalezienia odpowiedzi na pytanie, czy warto kupować Biolite Campstove.

Kuchenka składa się z samej komory spalania wykonanej z blachy stalowej oraz drugiej części, w której umieszczony jest wentylator wdmuchujący powietrze do komory spalania, wraz z ogniwem Peltiera wytwarzającym prąd, radiatorem od niego i akumulatorem.

Biolite Campstove posiada wbudowany akumulator, który podczas uruchamiania kuchenki zasila wentylator. Gdy całość zacznie pracę i ogniwo Peltiera się rozgrzeje, zacznie produkować prąd, który najpierw podładuje akumulator, a później będzie dostępny do wykorzystania w gniazdku USB.

Wentylator ma dwa tryby pracy. W trybie LO moc kuchenki sięga 3,4 kW. W trybie HI — 5,5 kW. To moc dużo większa, niż turystycznych kuchenek na gaz czy paliwa ciekłe. Przykładowo, recenzowana tu u nas kiedyś kuchenka wielopaliwowa BRS-8 ma maksymalną moc 2,1-2,8 kW (zależnie od użytego paliwa). Duża moc będzie miała znaczenie na przykład wtedy, gdy będziemy potrzebować szybko zagotować dużą ilość wody. Z drugiej strony może być kłopotliwa, gdy będzie trzeba gotować jakieś danie przez dłuższy czas, na wolnym ogniu.

Producent twierdzi, że kuchenka jest w stanie zagotować litr wody w ciągu 4,5 minuty, zużywając przy tym niecałe 50 g paliwa. Skoro o paliwie mowa, to kuchenka działa na drewno — testowaliśmy ją na suchych łodygach topinambura, zmielonych na rębarce patykach i gałęziach z drzew iglastych (głównie sosna) i pellecie z trocin liściastych i iglastych. Łodygi topinambura spisywały się najgorzej, bo były bardzo lekkie (puste w środku) i w zasadzie trzeba było je non-stop dokładać do paleniska. Najlepsze były pellety, bo mają największą gęstość i najrzadziej trzeba ich było dokładać.

Co stwierdziliśmy, to na pewno nie należy dorzucać dużej ilości paliwa do paleniska, gdy pozostało go na dnie już niedużo. Ta kuchenka spala paliwo „od góry” (najpierw górne warstwy), więc dorzucenie dużej ilości paliwa tylko przydusi ogień. Najlepiej byłoby dorzucać paliwo niewielkimi porcjami przez cały czas.

– No dobrze, ale ile ta kuchenka wytwarza tego prądu? – na pewno w tej chwili pytacie.

Producent podaje, że kuchenka jest w stanie wytwarzać 2 W energii elektrycznej w trybie ciągłym, a chwilowo moc może sięgnąć 4 W. Mniej więcej udało się nam to potwierdzić, bo osiągaliśmy natężenie prądu przekraczające 0,4 A, przy napięciu nieco poniżej 5 V. Napięcie i natężenie mierzyliśmy woltomierzem-amperomierzem na gniazdo USB. Do testów kupiłem mały układ elektroniczny pozwalający na obciążenie kuchenki dużym prądem, aby wykluczyć wpływ na wyniki kabli i ładowanych urządzeń.

Producent twierdzi, że kuchenka jest w stanie naładować większość urządzeń korzystających ze standardu USB, włącznie ze smartfonami. Gdyby się jednak okazało, że jakieś urządzenie jest bardziej kapryśne, rozwiązaniem problemu byłoby skorzystanie z jakiegoś powerbanku. Tym bardziej, że przecież ta kuchenka ładuje tylko podczas pracy.

Do kuchenki można dokupić akcesoria: czajnik-garnek z osłoną pozwalającą na lepsze wykorzystanie energii płomieni, oraz przystawkę do grillowania. Można je kupić osobno, albo dużo taniej w zestawie z kuchenką.

To bardzo fajne urządzenie, choć raczej nie wybrałbym jej jako pierwszego sprzętu do gotowania w sytuacjach awaryjnych. Za 700 złotych, które kosztuje kuchenka, można kupić tani palnik gazowy na kartusze i zrobić spory zapas tych kartuszy. Choć oczywiście, trzeba pamiętać, że mamy wtedy tylko kuchenkę na paliwo z kartuszach, bez funkcji ładowania. Jako kuchenkę na drewno łatwiej i taniej można wykorzystać pustą puszkę po konserwach, albo stalowy ociekacz na sztućce z IKEI. Albo zrobić piecyk rakietowy z cegieł.

W przypadku konstruowania strategii czy zestawu przetrwania dla kilkuosobowej rodziny, pojawia się sens na wykorzystanie takiej kuchenki do gotowania, czy dezynfekcji wody. Dodatkowo otrzymujemy urządzenie do wytwarzania prądu do podładowania telefonu komórkowego czy akumulatorków do latarki. Ilość prądu, który wytworzy kuchenka, nie wystarczy raczej do zaspokojenia całego zapotrzebowania na prąd, ale to inna rzecz. U celu ewakuacji można po prostu odpalić kuchenkę tylko po to, by otrzymać energię elektryczną.

To po prostu jest urządzenie, które można wykorzystać jako kolejną warstwę sprzętu do wytwarzania prądu.

A gdzie można ją kupić? Oczywiście w KARALUCHU, w dziale „gotowanie”. 🙂

Krzysztof Lis

Magister inżynier mechanik. Interesuje się odnawialnymi źródłami energii, biopaliwami i nowoczesnym survivalem.

Mogą Cię zainteresować także...

10 komentarzy

  1. Tom SlaV napisał(a):

    Jak dla mnie cena jest trochę wygórowana. Samo ogniwo nie jest drogie (ok 15 zł) więc można mniejszym kosztem zbudować podobny sprzęt samemu. Polecam filmik na którym jest zastosowane ogniwo Peltiera https://www.youtube.com/watch?v=k6QavXDFV6k

  2. ansuz napisał(a):

    Widzę, że przekonałem Cię do tej kuchenki. trwało to rok, ale kupiłeś sobie od razu cały zestaw.;)

    Mam ją już 5 lat, uważam, ze warta była każdej wydanej złotówki. To chyba jedyna kuchenka na drewno którą można bezpiecznie postawić na stole na tarasie, lub na masce samochodu i bezpiecznie ugotować cały obiad. (robiłem tak wielokrotnie)

    W tym roku często używałem jej zamiast grilla na tarasie. Siedziałem ze znajomymi a potrawa pitrasiła się obok na stole, na wielkiej patelni prawie 2 godziny (musi być bardzo grube dno patelni, aby lekko smażyć na tej kuchence)

    Jest bardzo ciężka, ale gdy pomyślisz, że nie musisz nieść ze sobą w plecaku paliwa, lub tego waszego ultraciężkiego czajnika to akceptujesz wagę, szczególnie, że zalety tej kuchenki w terenie są nieocenione.

    Polecam kup jeszcze ten brytyjski filtr wody o którym pisałem tutaj:
    https://www.youtube.com/watch?v=474PI5lxwM0

    W międzyczasie kupiłem sporo nowych surwiwalowych zabawek, wyszukanych gdzieś na świecie i sprowadzonych do Polski, jak będziesz potrzebował tematów to Ci podpowiem.;)

    • Krzysztof Lis napisał(a):

      To prawda, trochę to trwało. 🙂

      • ansuz napisał(a):

        Gdybyś uznał, że grill nie spełnia Twoich oczekiwań, to daj znać. Szkoda mi kasy na nowy (moim zdaniem nie wart jest takich pieniędzy), ale trochę używany może być smakowitą okazją, szczególnie jeśli na nim grillowałeś dobre produkty. 😉

  3. Multitactical napisał(a):

    Ciekawy zestaw, który wielu może zainteresować. Osobiście wolałbym lżejszą i mniejszą ładowarkę na ogniwa paliwowe do ładowania w płomieniach ognia, i zwykłą kuchenkę surwiwalową choćby Esbit z demobilu. Może być podobna wydajność za dużo mniejsze pieniądze, zwłaszcza, że Biolite i tak zasilana jest czym popadnie. Mniejsza waga, mniejsze pieniądze i więcej miejsca w plecaku. Ewentualnie garnek PowerPot , i schowana wewnątrz składana kuchenka + paliwko 🙂

    • ansuz napisał(a):

      Na jednodniowe wypady rowerem lub pieszo nie zabieram tej kuchenki na drewno, jest zbyt ciężką, tylko palnik tytanowy 50g najmniejszy kartusz z gazem napełniony tylko w 1/3 około 50g (gaz+kartusz)plus dwa kubki i sztućce tytanowe po kilkanaście gram. Cały prowiant i cała sprzęt „kuchenny” na 24h wypady mieści się w dwóch półlitrowych kubkach tytanowych, które służą za garnki, naczynia i pojemniki do przechowywania klamotów „kuchennych” i całej żywności na 24h. Cała „kuchnia” z paliwem, naczyniami, sztućcami, pożywieniem wazy 500g i zajmuje dokładnie 1l. Oczywiście oprócz wody, której zabieram max 0,5l a resztę filtruję po drodze dzięki brytyjskiemu, wojskowemu filtrowi:
      http://www.youtube.com/watch?v=wDJhtAFZPpM

      Jednak gdy wyjeżdżam na dłużej niż doba, to dodatkowo pakuje kuchenkę na drewno, wtedy jest niezastąpiona. To jest blog post-apokaliptyczny, więc z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że w przypadku upadku cywilizacji ta kuchenka mogłaby służyć do ekonomicznego gotowania stale, przez wiele lat (dobrej jakości blachy nierdzewne). Umiejętnie paląc w niej nie wydziela się dym, wiec nie rzuca się w oczy z daleka. Dosłownie mała garstka chrustu wystarczy na zagotowanie litra wody! Spalanie jest tak wydajne, że prawie nie ma popiołu.

      Jednak gdyby kuchenka ta miała leżeć w szafie latami i czekać na apokalipsę to zakup jej byłby GŁUPOTĄ. (chyba, że ktoś lubi technologiczne zabawki i ma na nie kasę.) 😉

  4. djans napisał(a):

    Jak tu ktoś ładnie określił: „wyszukana survivalowa zabawka”. Przy czym moim skromnym raczej turystyczna, niż iście survivalowa.

    W warunkach domowych jako kuchenka awaryjna najlepiej sprawdzi się butla z gazem i palnik. W warunkach ewakuacyjnych jakiś składany mikro-palnik i kartusze, bądź inna mała, lekka kuchenka z własnym paliwem.

    Z kolei w sytuacji braku prądu do smartfona, tak w domu, jak i poza nim, najwygodniejszy jest powerbank. Ewentualnie, w sytuacji dłuższego braku zasilania wsparty jakąś ładowarką solarną, czy korbkową.

    Taki zestaw w postaci palnika, gazu, powerbanku i ładowarki skompletujemy za część wartości opisywanej kuchenki. Przy czym ze względu na swoją rozdzielność będzie on dalece bardziej wygodny i praktyczny.

    Dla turystów, którzy podróżują na tyle specyficznie, że bez pojazdu z prądnicą, a w terenie, gdzie wolno palić ogień i jest dostęp do naturalnego paliwa – wygodne, kompaktowe, oszczędzające czas i opał palenisko wykluczające konieczność noszenia innych ładowarek i powerbanków.

    • Piotr napisał(a):

      A moim zdaniem to świetna opcja na bardziej długoterminowy wypad. I żebyśmy się zrozumieli, dla mnie „ładowarka” to efekt uboczny (jest bo jest, gdyby nie było, też ok), podstawowa funkcjonalność to kuchenka „na wszystko”. Moim zdaniem to znacznie lepsze rozwiązanie niż na przykład Kelly Kettle (czy inne samowary), bo jest bardziej uniwersalne, mniejsze gabarytowo i „czystsze” (choć jak w samowarze pali się węglem drzewnym, to też jest ok i można to robić w mieszkaniu). Spalanie jest dużo wydajniejsze i wygodniejsze niż w różnej maści „samotnych wilkach” czy „ociekaczach do sztućców” i jeśli na przykład miałbym czymś palić w namiocie czy samochodzie, to na pewno nie pasywnym hobo stowe. Wiadomo, najwygodniejszy jest gaz, potem kuchenki na paliwa ciekłe (na alkohol czy na produkty ropopochodne). Niemniej jednak uważam, że na sytuację braku paliw (gazu, produktów ropopochodnych) jest całkiem spoko.

      Jeśli miałbym kupić do domu, to w porównywalnej cenie wolałbym już kupić kuchenkę Optimus Polaris (działa na benzynę, naftę, olej napędowy/opałowy, propan, butan, izobutan itd. – wszystko co się podłączy, bez żadnych regulacji, przekładania dysz itp. a poza tym jest trywialna w czyszczeniu i serwisowaniu – już tu na blogu kiedyś zamieszczałem fotki, mam wersję nieco starszą, bez przyłącza do turystycznych kartuszy z gazem, ale palnik jest taki sam – kwestia innej złączki na końcu wężyka). A ładowanie komórki… no cóż, przy okazji gotowania można podładować ale żeby to traktować jako podstawowe źródło ładowania urządzeń elektrycznych, to się raczej nie nadaje, zużywa zbyt dużo paliwa, już chyba lepiej jest kupić demobilową ładowarkę na korbkę od radiostacji Clansman PRC320 – kosztują grosze, ale konstrukcja pogodo- i wodoodporna (zresztą jak i samo radio), no i do tego jakaś przetwornica za kilka złotych aby sobie regulować napięcie jak potrzeba (czy 5V do USB czy 12V do żelówki itd.)

      • djans napisał(a):

        Toteż i mówię, że niektórym turystom może się przydać.

        Ja akurat jeśli już pichcę w terenie, to nie gotuję makaronów, ryżu, czy kasz, tylko piekę ryby, ziemniaki, ewentualnie raki. W ognisku. Zagotować potrzebuję kilka kubków wody na kawę i herbatę w ciągu dnia, co też można zrobić na kilku patykach albo niewielkiej ilości gazu.

  5. a.jedlinski napisał(a):

    Kiedyś już o niej Krzysiek wspominał. Ja cały czas czekam na jakąś wersje 12 V i wyżej. Ładowanie tylko napięciem standardu USB to zbyt duże ograniczenie. Poza tym cena jest dla mnie zaporowa, czego ukrywać nie mam zamiaru. Zgadza się z Djans, że do ładowania smartfona są lepsze (tańsze) rozwiązania, zajmujące mniej miejsca. Czekam na wersję dającą trochę powyżej 12 V, lub na obniżenie ceny tego urządzenia do poziomu powiedzmy 200-300 zł.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Informuj mnie o odpowiedziach poprzez e-mail. Możesz również subskrybować wpis bez zostawiania komentarza.

banner