Spanie w kartonie, jedzenie przeterminowane o 5 lat i picie wody z rzeki – VLOG

Dziś nieco luźniejszy materiał nagrany ostatnio przeze mnie razem z Arturem w czasie wspólnego wyjazdu do mnie na działkę.

Na tym wyjeździe:

  • spałem na dworze w kartonach,
  • piłem wodę z rzeki,
  • jadłem jedzenie (liofilizat) przeterminowane o ponad 5 lat.

Zanim ktoś zapyta — butelka, z której piję wodę, to filtr dwustopniowy Lifestraw Go 2-stage. Dostępny, rzecz jasna, w KARALUCHU. 🙂

Krzysztof Lis

Magister inżynier mechanik. Interesuje się odnawialnymi źródłami energii, biopaliwami i nowoczesnym survivalem.

Mogą Cię zainteresować także...

11 komentarzy

  1. Piotr napisał(a):

    Kartony można połączyć prowizorycznie srebrną taśmą, wtedy się nie zsuwają i nie przemieszczają (przy okazji można pozaklejać dziury aby nie wiało), a jak się zrobi prowizoryczny „dach nad głową” (też z kartonu), to i padający śnieg nie przeszkadza 😉
    Jeśli chodzi o filtry typu Lifestraw (i inne działające na podobnej zasadzie), to po napiciu się wody wykręcamy go z butelki, wkładamy w torebkę foliową (aby resztki wody nie zamoczyły nam ubrań/śpiwora) i trzymanie go w wewnętrznej kieszeni kurtki (a na noc trzymanie go w śpiworze :D).

  2. Maciej napisał(a):

    Poza filtrem butelkowym przydatnym w trasie pomyślał bym o zestawie filtrów odwróconej osmozy w domku na działce wzbogacony o dodatkowy zmiękczacz, wkład ceramiczny, lampę uv i pompkę pędzoną z akumulatora . Materace dmuchane są wygodniejsze od polówek – sprawdziłem na sobie. Jako dodatkowe źródło ciepła w domku na działce polecam piec naftowy – szybko nagrzewa jego podstawową wadą jest cena paliwa i konieczność zasilenia gniazdko – katalityczny baterie – knotowy piece bez zasilania występują lecz bardziej śmierdzą i nie mają zabezpieczeń. To taka propozycja na zastosowanie kolejnej warstwy przygotowań . Nie rozumiem sensu eksperymentu z kartonami lekki namiot w zestawie załatwił by sprawę jeżeli mam czas by zabrać śpiwór to mam czas na zabranie namiotu , który ewentualnie dodatkowo ocieplę kartonami. Robimy się coraz bardziej wygodni i czasy gdy wystarczał nóż sznurek i trzy zapałki bezpowrotnie odeszły. Czas gdy będziemy musieli spać w kartonach oznaczają katastrofę totalną. Karton izoluje tylko gdy jest suchy więc to raczej marne zabezpieczenie wiedzą o tym bezdomni wpychając go pod ubranie zazwyczaj stosują gazety niestety w dobie cyfryzacji jest ich coraz mniej. Dziwi mnie więc wyraźny dryf w stronę zielonego survivalu . Czy zbuduje odmianę szałasu w przygodnym terenie z dostępnych materiałów tak, czy będzie mi tam tak komfortowo jak w domu na pewno nie w celu tej konstatacji nie ma potrzeby by autor wystawiał się na padający śnieg . Nie kryje, że czekam na cotygodniowe materiały a choroba autorów mogła by mnie od nich odciąć 🙂 . Więc jak bumerang wraca czas i miejsce ewakuacji oraz forma dotarcia do celu ewakuacji. Gdy zrobimy to odpowiednio wcześnie to siedząc przy ciepłym kominku będziemy zastanawiali się jak najlepiej zaadoptować się do czasów, które nastały.

    • Coyote napisał(a):

      Z racji wykonywanego zawodu dość często śpię na materacach dmuchanych czy łóżkach polowych . Te pierwsze mają tendencje do szybkiego przecierania i łapania nieszczelności . Po krótkiej walce przy użyciu łatek do dętek i srebrnej taśmy materac ląduje w śmieciach . Awaryjnie można kombinować z wypychaniem słomą , liśćmi czy szmatami albo spać na flaku jak na karimacie .
      Łóżko polowe może być odrapane , reperowane drutem i pamiętać wczesnego jaruzela ale nadal spełnia swoją funkcje .
      Dlatego jak dla mnie o wiele lepszy wybór w miejscu ewakuacji .

      Eksperyment jest jak najbardziej na miejscu . Wyobraź sobie np: że w drodze do miejsca ewakuacji spotkasz grupkę uprzejmych panów twierdzących że twój sprzęt przyda się im o wiele bardziej . Albo stracisz plecak uciekając przed takimi .
      Sznurek , trzy zapałki i stary scyzoryk może akurat uda się zachować .
      Temat sytuacji gdy okazuje się że nasze miejsce ewakuacji ma już lokatorów też był omawiany .

      Karton można zabezpieczyć równie łatwą do znalezienia folią , świetnie ze sobą współgrają . Na dzikich wysypiskach nie brakuje też samochodowych tapicerek , plastikowych zderzaków i resztek lodówek .
      Kolejne świetne materiały na szałas .
      Papierzysk nadal się masę wszędzie lata . Choć rzeczywiście teraz jakby więcej kartonów i opakowań jak gazet .

  3. Maciej napisał(a):

    Materac dobrej jakości nie przepuszcza po spaniu na polówce boli wszystko .Tak to niestety racja, że wszędzie znajdziemy sporo śmieci, które mogą być budulcem. Jeśli mamy już miejsce ewakuacji to zamiast polówki czy materaca możemy mieć normalne łóżko. Odnośnie spotkań z miłymi panami to mogą one nam się przydarzyć wszędzie możemy skutkiem tego zostać bez niczego. Dlatego taki istotny jest moment ewakuacji mili panowie świadczą o tym że system kompletnie nie działa i decyzja o ewakuacji została podjęta zbyt późno.

    • Coyote napisał(a):

      Przepuszcza , kwestia czasu , częstości użycia i warunków przechowywania .
      Czy markowy czy made in laos for biedronka .
      Osobiście nie widzę różnicy między dmuchanym materacem a polówką . Kumple z pracy podobnie .
      Z tym że równie często zdarza się zestaw karimata + śpiwór , też się idzie wyspać byleby podłożyć coś pod głowę w charakterze poduszki . Jakiś kłąb szmat czy adidasy .
      Więc może po prostu nie jestem wybredny .
      Do ucieczki objuczanie się czymś więcej do spania niż śpiwór , karimata , lekki namiot / pałatka nie ma sensu . Ewentualnie moskitiera ale jak komary dokuczają to znaczy że albo wybraliśmy gówniane miejsce na obozowisko i/lub kiepsko się ubraliśmy .
      Jakbym miał jeszcze taszczyć polówkę czy dmuchany materac z pompką to chyba bym się wściekł .
      Ważną rzecz napisał niedawno @Bura , plecak ucieczkowy raczej powinien być spakowany jak do biegu na orientacje , lekki niż jak na kilkudniowy biwak .

      Skoro ty wiesz że już czas uciekać to ktoś już wie można się kosztem uciekinierów obłowić .

  4. bura2 napisał(a):

    Jak już mnie wywołano to już się odezwę 😉

    Im lepiej i bliżej wyposażony cel ewakuacji tym mniej musimy zabrać -> tym szybciej się ruszamy.
    W zasadzie jedyne co powinniśmy uzupełniać po drodze to woda bo to 3 kg na każdy dzień i tego nie da się przeskoczyć – nie ma wody w proszku :-D. Jeśli miałbym kupić jeden wypasiony przedmiot survivalowy to byłby filtr do wody. Reszta może być nawet z Lidla/Tesco/Biedronki.

    Główna różnice między tym co zabrałbym na ewakuację a nie na InO (impreza na orientację) to:
    1) środek do obrony – na InO nie biorę NIC dedykowanego do obrony, czasem gaz pieprzowy bo trasy często przebiegają przez wioski i lepiej pieska bez łańcucha psiknąć gazem niż trwale skrzywdzić. Do ewakuacji najlepszy byłby pistolet, lub jego zamiennik bez pozwolenia rewolwer CP. Temat jak rzeka – nie chciałbym żeby teraz wątek zdominowały wypowiedzi internetowych komandosów.
    2) apteczka – na InO absolutne minimum w postaci paru plastrów i tabletek na biegunkę + koc nrc. Bo ważniejsza jest masa plecaka, a jak będzie coś poważnego to i tak przerywam rajd i szukam pomocy. W czasie ewakuacji nie ma takiego komfortu. Zapas leków OTC dodatkowo stanowi dobry towar na barter
    3) Ciepła odzież i śpiwór – na InO zakładam, że będę cały czas w ruchu – maks 30 h i potem kompletny odbój a i przed samym rajdem się wysypiam i startuje maksymalnie wypoczęty. W czasie ewakuacji tak nie musi być więc zestaw – bielizna polarowa 100 + rękawiczki + czapka+ ciepłe skarpety+komin. Do tego śpiwór i karimata docięta na wymiar. Szukam jakiegoś tarpu od deszczu jeszcze. Lekkiego i żeby nie kosztował fortuny.
    4) Więcej żarcia – j/w niekoniecznie będą działały sklepy – skoro musimy iść z buta to raczej nie. Lepiej nosić niż się prosić. Dodatkowo – barter. Proste rzeczy – czekolada, rodzynki, orzechy

    Jeśli chodzi o „grabieżców” – łup to jest w mieście w wielkich sklepach. Nikt nie będzie się czaił na małej leśnej ścieżce żeby kogoś ograbić bo większość z założenia nic nie będzie miała. Raczej przypadkowa przemoc – nasza grupa jest większa i silniejsza więc was skroimy.

    Dyskusje o wyższości sprzętu turystycznego do bytowania jak łóżka polowe i materace – cel ewakuacji powinien jak najbardziej przypominać „normalny budynek” – chociażby domek letniskowy. Wolałbym wstawić tam stary, brzydki ale w miarę sprawny tapczan za 50 zł z jakiegoś olx-a niż na siłę szukać rozwiązań powyższych bo są „prepperskie” i „survivalowe”.

    Druga dygresja, niekoniecznie do tego artykułu – wydajemy setki złotych na różne rzeczy do PE. dedykowane, „taktyczne”, turystyczne itp. kupujemy latarki za 200 zł, gdy zwykła z biedronki za 20 by się nadała. Jakby miało ich nie być albo w czasie kryzysu miałyby zostać zabronione. Ale jeśli chodzi o broń – jedyną sensowną, czyli palną – to nagle ją sobie zrobimy/zdobędziemy/kupimy/nar*chamy bez problemów po kryzysie. Serio? Łatwiej będzie w razie gorszych czasów o bron niż o latarkę/śpiwór? Może jeśli przejmujemy się swoim bezpieczeństwem to dziś legalnie zacząć drogę do posiadania? Bo wyśpię się w śpiworze za 20 zł też, poświecę latarką za 20 zł, najem snickersami zamiast smacznym ciepłym zbilansowanym mre, ale pistoletu nie zastapię niczym…..

    • Coyote napisał(a):

      Jak zwykle konkret , nie tracąc pieniędzy na latarki i nożyki po kilkaset pln dzięki zaoszczędzonym środkom można wyrobić kwit np: kolekcjonerski i kupić coś konkretnego . Sporo ludzi teraz tak robi co się niestety odbija na cenach sprzętu .

      Wiadomo gdzie jest najlepszy łup . Ale Polska charakteryzuje się rozrzuconą zabudową , chcąc przejść już kilkanaście kilometrów ciężko omijać skraje wiosek .
      Sporo też zależy od charakteru kryzysu i stopnia ludzkiej desperacji .
      Nikt normalny nie spodziewa się bandy z siekierami za każdą sosną ale napotkanie miejscowych dla których będziemy „obcy” czy właśnie większej , agresywnej grupki uciekinierów jest kwestią czasu nawet starając się przekradać ostępami .
      Polska nie tajga .

      PS Dorobiłeś tą krótką lufę do Remingtona ? Jak wrażenia po strzelaniu ciężkimi pociskami ?

      • bura2 napisał(a):

        Żeby nie było, że zachęcam do chińszczyzny:
        – nóż mora basic w pewnym czerwonym markecie budowlanym -15 zł
        – czołówka petzl tikkina (wg mnie optymalna dla preppersa) – 50-70 zł
        razem jakieś 65-85 zł. Ile każdy z nas wydał na to? ile oszczędności? na dwóch przedmiotach. Nie mówić do mnie, że bron (ok 1500 zł rew. CP +akcesoria+ 50 strzałów) jest droga jak przepłacamy 300 zł na nożu i latarce…
        Ideą ewakuacji nie jest przedzieranie się przez ludzi, którzy będą chcieli nas załatwić z byle powodu tylko rozpoczęcie i zakończenie jej na tyle wcześnie, że nie napotkamy aż takiego poziomu desperacji.

        Ps. nie nie robiłem ani jednego ani drugiego. Nie mam chwilowo środków czasu, dostępu do narzędzi, lufy nie planuje skracać, znalazłem inny sposób – torba cargo przypięta do pasa biodrowego, szczegóły na bounglerze.
        Ps 2. Pozwolenie sprotowe>kolekcjonerskie. Nie wystarczy mieć, trzeba też umieć. Jak widzę, Mirków jarających się tym, że mogą mieć klamkę a nawet nie wiedza jak się magazynki ładuje albo jak ją wyczyściś… co do cen, 750 zł za p-83 to wciąż nie jest źle

        • Coyote napisał(a):

          Grosz do grosza po prostu . Znam ludzi co w ramach przygotowań porobili sobie kolekcje scyzoryków każdy za min 250 pln , latarki „taktyczne” , po kilka śpiworów na osobę , asg itd .
          Dawno za to by kupili dobry rewolwer CP z zapasowym bębnem albo wyrobili pozwolenie .
          Ja akurat jako tako ogarniam z roboty plus strzelnica prywatnie . Brak konieczności użerania się z dziadkami z lokalnego PZSS , parcia na osobostarty itd duży plus .
          Zwłaszcza jak się żyje trochę na walizkach .
          Zresztą „jarają się” dzieci i ludzie na ich poziomie emocjonalnym . Dorosły analizuje , wyznacza sobie cele i je konsekwentnie realizuje .
          Każde narzędzie bez umiejętności obsługi i konserwacji jest warte tyle co drewniany palik .

          Jak dla mnie ideą ewakuacji jest dotrzeć na miejsce w jednym kawałku . Idealnie jak uda się przed wszystkimi innymi .
          Ale każdy plan jest idealny do momentu wdrożenia , ktoś z rodziny może być chory i czekamy aż mu się polepszy na tyle żeby przetrzymać trasę .
          Albo skrewiliśmy rozpoznanie sytuacji i siedzieliśmy na dupie aż zaczęło się rabowanie sklepów i chaos .
          Jak wszystko będzie dobrze i realne są tylko najlepsze scenariusze to po co w ogóle się przejmować jakimiś przygotowaniami 😀

          Ps Patent z torbą wydaje się niezły , muszę przetestować na swoim IŻu .

  5. mol napisał(a):

    Znajomy zjadł nie świadomie dość sporo przeterminowane MRE to leciało z dwóch dziur na raz 😀 z tydzień od chorował w między czasie badania co mu tam zaszkodziło ale nic nie wzkazały.

    • Krzysztof Lis napisał(a):

      A to MRE było ze zwykłymi posiłkami, czy arktyczne z liofilizatami? Przeterminowanych liofilizatów się nie boję. Przeterminowanych dań ze zwykłych MRE, napakowanych chemią, już bardziej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Informuj mnie o odpowiedziach poprzez e-mail. Możesz również subskrybować wpis bez zostawiania komentarza.

banner